KsiążkiPieśń Lodu i Ognia

Metoda Martina: Prawda ukryta na widoku

Jak to możliwe, że wszyscy byli tak ślepi? Prawda istniała tuż przed ich oczyma przez cały czas, wypisana na twarzach dzieci.

– Gra o tron –

Chodzi rzecz jasna o rozwiązanie zagadki, kto jest prawdziwym ojcem Joffreya, Myrceli i Tommena – trójki blondynów, które nijak nie przypominały spłodzonych przez króla Roberta czarnowłosych bękartów. Ned Stark ma rację: mimo że prawda była na wyciągniecie ręki, prawie nikt jej nie dostrzegał. Nie pierwszy raz zresztą. Choć GRRM uwielbia stosować foreshadowing, czyli w sposób zawoalowany sygnalizować pewne wydarzenia, równie często zapowiada inne z nich tak otwarcie, że trudno nam przyjąć do wiadomości, iż nie jest to jakaś fabularna zmyłka. Martin uchodzi wszak za autora nieprzewidywalnego i idącego na przekór utartym schematom. Osiągnął to uśmiercając pod koniec Gry o tron Neda, którego choćby ze względu na liczbę napisanych z jego perspektywy rozdziałów wielu uważało za głównego bohatera powieści. Po tym wydarzeniu całkiem zasadnym jest przyjęcie założenia, że kolejne wątki również potoczą się w sposób całkowicie odmienny od oczekiwanego. Tyle że dzieje się odwrotnie: fabuła rozwija się dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać od samego początku. Nie wierzycie? Poniżej kilka przykładów.

Walder Frey jest zdradziecki

O tym, że Lord Przeprawy jest człowiekiem niegodnym zaufania wiemy od samego początku, dosłownie od pierwszych poświęconych mu przez Martina słów. Poznajemy go za pośrednictwem Catelyn Stark, która dobrze zapamiętała dwuznaczną postawę Freya w czasie Buntu Roberta Baratheona.

Darry’owie, Rygerowie i Mootonowie także składali przysięgę wierności Riverrun, a jednak czternaście lat temu stanęli po stronie Króla, a nie bezpośredniego seniora i walczyli u boku Rhaegara Targaryena nad Tridentem. Natomiast lord Frey pojawił się ze swoimi wojskami już po skończonej bitwie, pozostawiając pewne wątpliwości co do tego, którą armię miał zamiar wesprzeć (zwycięzców zapewnił, że śpieszył do nich, lecz od tamtej pory jej ojciec nazywał go lordem Freyem Spóźnialskim).

– Gra o tron –

W czasie rebelii większość lordów Dorzecza opowiedziało się za swoim bezpośrednim seniorem, ale pośród nich byli i tacy, którzy otwarcie wystąpili po stronie najwyższego suwerena. Jeden Walder Frey de facto zachował neutralność do czasu, aż stało się jasne, która strona zwycięży w wojnie domowej, i dopiero wtedy przyłączył się do triumfatorów. Gdy kilkanaście lat później na Dorzecze spadło uderzenie Lannisterów, postąpił identycznie: zignorował wezwania Riverrun, ograniczając się do obrony własnych ziem i czekając na rozwój wypadków. Zachowanie lorda Waldera nie jest zresztą dla Catelyn żadnym zaskoczeniem.

– Nie da się przejść przez Zielone Widły za Rubinowym Brodem, tam gdzie Robert zdobył koronę. Trzeba jechać aż do mostu w Bliźniakach, który kontroluje lord Frey. On jest chorążym twego ojca, prawda?
Lord Frey, pomyślała Catelyn.
– Rzeczywiście – przyznała – ale mój ojciec nigdy mu nie ufał. Ty też nie powinieneś.

– Gra o tron –

Catelyn wyraźnie przestrzega syna przed dwulicowością lorda Waldera. Trudno zaufać komuś, kto raz już zawiódł, obecnie zaś nie dość, że nie przychodzi na pomoc swemu suwerenowi, to na dodatek blokuje zmierzającego mu z odsieczą sojusznika, zamykając przed wojskami Północy przeprawę przez Zielone Widły. Leżących na obu brzegach rzeki Bliźniaków nie da się skutecznie oblegać, znajdując się tylko na jednym z nich, zaś szturm na twierdzę musi skończyć się koszmarnymi stratami dla atakujących. Pozostają więc negocjacje. Catelyn jak i zebrani przez Robba chorążowie nie chcą jednak zgodzić się, by Stark udał się na nie osobiście.

– Nie wolno ci tego uczynić, panie – zwrócił się do Robba Galbart Glover. – Nie należy ufać lordowi Walderowi.
Roose Bolton przytaknął mu.
– Jeśli pójdziesz tam sam, zatrzyma cię. Sprzeda Lannisterom, wsadzi do lochów, albo poderżnie gardło.

– Gra o tron –

Złe zdanie o lordzie Walderze ma nie tylko znająca go od dawna Catelyn Stark – to wiedza powszechna w całym Westeros, w czym lektura kolejnych rozdziałów tylko nas utwierdza. Tak naprawdę nikt nie ma ani jednego dobrego słowa na temat Lorda Przeprawy, chyba że za takie uznamy przypisywanie mu ambicji młodzieńca i ostrożności starca. Ostateczne w imieniu syna do negocjacji przystępuje Catelyn, ale robi to z duszą na ramieniu.

– Jesteś pewna, matko? – spytał Robb.
– Najzupełniej – skłamała gładko Catelyn. – Lord Walder jest chorążym mojego pana ojca. Znam go od dzieciństwa. On by mnie nie skrzywdził. – Chyba że miałby w tym swój interes, dodała w myślach, ponieważ wiedziała, że pewne prawdy muszą pozostać niewypowiedziane, tak jak trzeba niekiedy kłamać.

– Gra o tron –

Catelyn udaje się zawrzeć porozumienie z lordem Walderem, którego – co znowu stanowi sprytne przełamie schematu – nie dotrzymuje nie zdradziecki Frey, ale szlachetny Stark. Jednak to tylko kolejne mydlenie czytelnikom oczu, gdyż ostatecznie ziszcza się to, co zapowiadano od początku: Lord Przeprawy znów opowiada się po stronie silniejszych i w porozumieniu z Lannisterami morduje Starków we własnym zamku, zaś tych, którym udało się ujść z rzezi, zamyka w lochach. Walder Frey potwierdza tym samym wszystko to, co o nim mówiono.

Mirri Maz Duur para się mroczną magią i jest niebezpieczna

Daenerys poznaje Mirry Maz Duur w okolicznościach makabrycznych: kapłanka jest ofiarą zbiorowego gwałtu plądrujących jej miasto Dothraków. Władcy Koni regularnie najeżdżają Lhazareńczyków, ale za ten konkretny atak pośrednio odpowiada sama Zrodzona w Burzy, bo to właśnie zdobycie środków na najechanie Westeros skłoniło khala Droga do napadnięcia „Owczarzy”. Targaryenka, by zdusić wyrzuty sumienia, stara się ograniczyć samowolę zdobywców, uwalniając między innymi kapłankę z rąk oprawców. Z jakiegoś powodu uważa, że kobieta powinna być jej za to wdzięczna. Dothrakowie jednak od początku ostrzegają ją przed nią.

– Nazywają mnie Mirri Maz Duur. Jestem kapłanką tej świątyni.
– Maegi – mruknął Haggo i przesunął dłoń na rękojeść swego arakha. Dany przypomniała sobie straszliwe historie, które opowiadała jej kiedyś przy ognisku Jhiqui. Mówiono, że maegi sypiają z demonami i znają najmroczniejsze z zaklęć; są to złe, pozbawione dusz istoty, które przychodzą do ludzi w ciemności nocy i wysysają z nich życiowe siły.

– Gra o tron –

Daenerys przestrogi Władców Koni uznaje za przesądy dzikusów, za jakich w gruncie rzeczy ma Dothraków. Jest to o tyle zrozumiałe, że wielokrotnie jest świadkiem bezrefleksyjnego powtarzania przez członków khalasaru różnych – często wątpliwych – prawd, kwitowanego sakramentalnym „wszyscy to wiedzą”. Daenerys mając się za bardziej światłą od przemierzających step obszarpańców, ignoruje ostrzeżenia przed kapłanką. Więcej: ochoczo przystaje na ofertę, by maegi zajęła się raną człowieka, który spalił jej miasto. Co może pójść nie tak?

Mirri Maz Duur patrzyła na Drogo z kamienną twarzą.
– Rana zaogniła się.
– To przez ciebie, maegi – powiedział Qotho. Haggo zacisnął dłoń w pięść i uderzył Mirri w twarz, aż upadła na ziemię. Potem kopnął ją.
– Przestań – krzyknęła Dany.

– Gra o tron –

Qotho nie myli się, ale Daenerys nie przyjmuje tej oczywistej prawdy do wiadomości. Zamiast tego błaga kapłankę, by bez względu na cenę, ocaliła jej męża. Mirr Maz Duur podejmuje z nią perwersyjną grę, wiedząc, że zdesperowana kobieta głucha będzie na jej „ostrzeżenia” dotyczące mrocznej natury magii krwi.

– Nie – błagała. – Uratuj go, a dam ci wolność, przyrzekam. Musisz znać jakiś sposób… jakieś czary.
Mirri Maz Duur przysiadła na piętach i wpatrywała się w Dany swoimi czarnymi jak noc oczyma.
– Istnieje pewne zaklęcie. – Powiedziała to cicho, nieomal szeptem. – Ale to bardzo mroczne zaklęcie, pani. Niektórzy powiedzieliby, że śmierć jest jaśniejsza. Nauczyłam się go w Asshai i drogo za nie zapłaciłam. Moim nauczycielem był mag krwi z Krainy Cieni.

– Gra o tron –

Maegi zgadza się odprawić zakazany rytuał, zaś wszyscy dookoła doskonale zdają sobie sprawę, że jest to najgorszy z dotychczasowych pomysłów Khalesi. Wszyscy poza Daenerys. Do myślenia nie daje jej nawet dramatyczna reakcja znanych ze swej dumy i szaleńczej odwagi Dothraków.

– Co chcesz zrobić? – spytała Dany.
– Potrzebuję krwi – odparła Mirri. – Tak trzeba.
Jhogo zrobił krok do tyłu z dłonią na swoim arakhu. Miał dopiero szesnaście lat, młody, giętki jak bicz, skory do śmiechu, nieustraszony, z cieniem pierwszego wąsa nad górną wargą. Upadł na kolana.
– Khaleesi – przemówił błagalnym tonem. – Nie wolno ci tego zrobić. Pozwól mi ją zabić.
– Zabijając maegi, zabijesz swojego khala – powiedziała Dany.
– To jest magia krwi – odpowiedział jej. – Nie wolno jej używać.

– Gra o tron –

Daenerys wie jednak lepiej. Tyle że to Władcy Koni mieli od początku rację. Konszachty z maegi, żądnej zemsty za spalenie jej świątyni oraz zgwałcenie przez bandę barbarzyńców, kończą się wypaczeniem i śmiercią nienarodzonego syna Daenerys oraz przemianą niepokonanego Droga w pozbawioną świadomości ludzką skorupę. Tak jak od początku przestrzegali Zrodzoną w Burzy Dothrakowie, Mirri Maz Duur i jej magia, okazały się potwornie niebezpieczne.

Shae jaka jest, każdy widzi

Tyrion Lannister poznaje Shae w obozie wojskowym tuż przed bitwą nad Zielonymi Widłami. Dziewczyna jest markietanką, którą Bronn odbiera jednemu z pomniejszych rycerzy i przyprowadza w celach wiadomych do namiotu Karła. Tyrion nie ma zbyt dużych wymagań wobec prostytutki: dopóki jej płaci, ma być na jego wyłączność, dostarczać rozrywki i śmiać się z jego żartów. Shae szybko dostosowuje się do oczekiwań Karła i jest w swej roli niezwykle przekonująca, ale od początku jest to rola właśnie. Tyle że Tyrion, mimo wszelkich znaków na Niebie i Ziemi, stopniowo zaczyna wypierać ze świadomości oczywisty fakt, że Shae jest dokładnie tym, kogo kazał znaleźć Bronnowi – markietanką. Nie dają mu więc do myślenia pojawiające się niepokojące z jego perspektywy sygnały. Pierwszy powinien dostrzec już nazajutrz po ich pierwszym spotkaniu, gdy dziewczyna pomaga Karłowi przywdziać zbroję przed bitwą.

– Opłakuj mnie, jeśli zginę – powiedział Tyrion do dziwki.
– Skąd będziesz wiedział, że płaczę? Będziesz martwy.

– Gra o tron –

Czemu opłacona wieczór wcześniej kobieta miałaby rozpaczać za swym klientem, trudno pojąć, ale mający dysfunkcjonalne relacje z kobietami Tyrion kieruje się własną logiką. Problem ronienia nad nim łez rozwiązuje się sam, gdyż jakimś cudem Karzeł wychodzi z bitwy prawie bez szwanku i mimo wyraźnego zakazu lorda Tywina, zabiera Shae do Królewskiej Przystani. Nie ośmiela się jednak umieścić dziewczyny w Wieży Namiestnika, wynajmuje więc dla niej ustronną rezydencję. Po jakimś czasie, obawiając się upadku miasta zagrożonego przez Stannisa Baratheona, postanawia przenieść Shae do Czerwonej Twierdzy, ale by ukryć jej tożsamość, nakazuje dziewczynie udawać najpierw posługaczkę w kuchni, potem zaś służkę. Nałożnicy utrata przywilejów i wygodnej rezydencji wyraźnie się nie podoba, ale zaślepiony Tyrion nie potrafi tego dostrzec. Naiwnie przyjmuje, że Shae bardziej od luksusów ceni sobie jego towarzystwo. W schadzkach kochanków pomaga Varys, dzięki czemu zyskuje kolejnego haka na Karła. Mimo to pozwala sobie wobec niego na chwilę szczerości.

– Wybaczę, ale i ty musisz mi darować, że nie będę płakał nad Shae. Wyznaję, iż nie rozumiem, co ona ma w sobie takiego, że bystry człowiek, taki jak ty, zachowuje się dla niej jak głupiec.

– Nawałnica mieczy –

Tyrion w zasadzie się z nim zgadza.

Ty głupcze – pomyślał potem, gdy leżeli na zapadającym się materacu pośród zmiętoszonej pościeli. Czy nigdy nie zmądrzejesz, karle? Jest kurwą, do licha. Kocha twoją sakiewkę, a nie twego kutasa.

– Starcie królów –

Cóż z tego, że niby wie, skoro nic z tej wiedzy nie wynika. Za każdym razem gdy Tyrion zaczyna trzeźwiej spoglądać na układ, w którym tkwi, dziewczyna znów roztacza swój czar, perfekcyjnie grając na potrzebach Karła zarówno fizycznych, jak i przede wszystkim emocjonalnych. Odkąd do stolicy powraca lord Tywin, ich relacja staje się coraz bardziej ryzykowna. Tyrion chce odesłać dziewczynę, ale nie potrafi się z nią rozstać. Nadal uparcie nie zauważa niepokojących symptomów pokazujących rzeczywiste uczucia Shae do niego, jest więc rozczarowany jej obojętnością na jego ślub z Sansą. Nie potrafi też dostrzec, jak w gruncie rzeczy nieskomplikowane są priorytety dziewczyny oraz tego, jak nisko sam się w nich znajduje.

Pocałowała strup pokrywający nierówną resztkę jego nosa.
– Nie martw się o moją twarz, ale o mojego ojca…
– Nie boję się go. Czy mój pan odda mi teraz klejnoty i jedwabie? Kiedy leżałeś ranny po bitwie, pytałam Varysa, czy mogę je dostać, ale nie chciał mi ich dać. Co by się z nimi stało, gdybyś umarł?

– Nawałnica mieczy –

Czy można mieć bardziej jednoznaczny dowód na to, że Shae na Tyrionie w ogóle nie zależy? Nie powinno więc dziwić, że po aresztowaniu i oskarżeniu Karła o zamordowanie króla, dziewczynie nie drgnie nawet powieka, gdy będzie obciążać go fałszywymi zeznaniami, po wszystkim zaś ochoczo wskoczy do łóżka innego potężnego mężczyzny. A jednak Tyrion jest takim obrotem spraw zszokowany. Zbyt długo nie przyjmował do wiadomości, że afekt Shae od początku był negocjowalny, z czasem tylko wzrosła jego cena.

Tako rzecze (wprost) Martin

Wspomniane wątki rzecz jasna ilustrują nam przede wszystkim, do czego prowadzi rozpacz, gdyż nią właśnie – różnie rozumianą – motywowane były fatalne wybory bohaterów, przed którymi przestrzegało ich wszystko, łącznie z nimi samymi. Jest tu jednak widoczna pewna metoda Martina, który czasami pisze do nas wielkimi literami, od początku ukazując jakąś prawdę na dany temat. Powinniśmy o tym pamiętać za każdym razem, gdy występujące na kartach powieści postacie uparcie coś powtarzają jak i wtedy, gdy różni bohaterowie zwracają uwagę na te same rzeczy. A takich wątków jest znacznie więcej, tyle że część z nich nie znalazła jeszcze rozwiązania w książkach. Dlatego czerwona lampka powinna zapalić nam się za każdym razem, gdy czytamy o tym, że Światłonośca co prawda faktycznie ładnie świeci, ale nie daje ciepła. Tak jak i wtedy, gdy rozsądni ludzie w rodzaju maestera Cressena czy Davosa przestrzegają nas przed Melisandre i jej ognistym bogiem. Lub gdy kolejni bohaterowie dostrzegają, że jedynym, co mogą przynieść smoki, jest ogień i krew. Albo gdy zachowanie Aryi, a czasem tylko jej widok, wzbudza autentyczny lęk wśród kolejnych postaci. Martin wiele jeszcze prawd ukrył przed nami na widoku.

To mi się podoba 5
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 6

      1. Kawa nie wyklucza herbaty:) Ale te napomknięcia o Wylli mają o tyle znaczenie, że to jedyna osoba obok Howlanda Reeda, która moim zdaniem wie, co się zdarzyło w Wieży Radości i może się to wiedzą podzielić.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
        1. Poza tym, Snow ma te myśli, że jego matka była szlachetna. On nie wie o Asharze Dayne. Logiczne jest, że na wojnie to raczej Ned Stark spałby z nisko urodzoną kobietą. Ale Jon Snow ma te myśli. Poza tym, wizja błękitnej róży w Murze. Wizja Rhaegara, który mówi Elii, że smok musi mieć trzy głowy. I wiedza, że kolejny poród zabiłby ją.

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
  1. Ja bym nie winiła Daenerys za ten atak na wioskę. Drogo nie chciał słyszeć o żelaznych tronach. Nie sądzę, aby on osobiście chciał wybierać do Westeros. Może w końcu wydzieliłby kilka tysięcy ludzi dla Viserysa, ale i tu nie jestem pewna. Zresztą później go zabił, już nie miał żadnych wierzycieli do spełnienia obietnicy. Szwagra się pozbył, a żony nie słuchał. To Robert Baratheon przelał czarę goryczy z powodu zamachu. Wtedy Drogo podjął własną inicjatywę. Siła przekonywania Dany w tym była taka sama jak zawsze – żadna. Czy jeśli widząc rzeź Daenerys sprzeciwiłaby się inwazji na Westeros… czy Drogo zaprzestałby ? Nie. Nie róbmy Jezabel z Daenerys. W rolę bardziej pasuje Cersei z jej wpływem na brata lub Melisandre na Stannisa.

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
    1. Poza tym, czy ktoś konsultował te plany z Daenerys? Nie. Była tym samym, co zawsze : ładną dziewczyną, która miała jeździć obok Drogo i rodzić mu dzieci.

      Drogo sam zdecydował, aby zniszczyć tę wioskę. Jedyną „winą” Dany był syndrom sztokholmski, co zadziało jak płachta na byka dla Mirri. Gdyby zamiast Dany była tam inna księżniczka Targaryenów, która nie widziałaby wielkiej miłości w relacji z Drogiem, i szczerze powiedziała Mirri, że nienawidzi męża to maegi nie atakowałaby jej, tylko pomogła jej zabić khala. Winą Daenerys w oczach czarownicy była zdrada – życie u boków Dothraków i wiara w miłość do ich wodza.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button