Historia Lodu i Ognia: Smutki

Październik w tym roku jest niezbyt straszny – przynajmniej jak dotąd słoneczna pogoda dopisuje i na nic dopatrywanie się wampira za każdym winklem. Dlatego właśnie postanowiłem wskrzesić Historię Lodu i Ognia, a ściślej rzecz biorąc nasz cykl opowieści o najstraszniejszych miejscach w Westeros i Essos. Może w ten sposób uda się mi zmrozić Wam krew w żyłach. Dziś zabiorę Was do Smutków.

Groźna matka Rhoyne

O tym, że Smutki będą miejscem niezwykłym, Martin informuje nas w typowy dla siebie sposób. Najpierw rozpościera przed nami majestat rzeki Rhoyne, której koryto – nawet w środkowym nurcie – jest szersze od koryta Manderu. A potem oznajmia, że Nieśmiała Panna, statek wiozący Tyriona oraz Młodego Gryfa z jego anturażem, zbliża się do Smutków. Nie wiemy jeszcze do końca czego oczekiwać, ale wszyscy na pokładzie są zaniepokojeni. Atmosfera udziela się nawet sceptycznemu, by nie rzec cynicznemu Tyrionowi. A potem Nieśmiała Panna wpływa na Smutki – tereny dawnego miasta Chroyane. I wszystko zostaje zasnute mgłą.

„Nieśmiała Panna” sunęła przez mgłę jak ślepiec wymacujący sobie drogę w nieznanym korytarzu.
Septa Lemore modliła się. Jej stłumiony przez mgłę głos brzmiał słabo i cicho. Gryf spacerował po pokładzie, pod jego futrem z wilczych skór pobrzękiwała kolczuga. Od czasu do czasu dotykał miecza, jakby chciał się upewnić, że nadal ma go u pasa. Rolly Duckfield odpychał tyczką łódź przy prawej burcie, a Yandry przy lewej. Ysilla stała przy rumplu.
– Nie podoba mi się to miejsce – mruknął Haldon Półmaester.
– Boisz się odrobiny mgły? – zadrwił Tyrion, choć w rzeczywistości było jej bardzo dużo. Na dziobie stał Młody Gryf z trzecią tyczką, służącą do odpychania łodzi od wyłaniających się z oparów zagrożeń. Z przodu i z tyłu zapalono lampy, ale mgła była tak gęsta, że ze środkowego pokładu karzeł widział tylko dwa światła unoszące się przed łodzią i za nią. Jemu zlecono opiekowanie się piecykiem koksowym i pilnowanie, by ogień nie zgasł.
– To nie jest zwykła mgła, Hugorze Hill – zapewniła Ysilla. – Śmierdzi czarami. Sam byś to poczuł, gdybyś miał nos. Wielu wędrowców zaginęło tu bez śladu. Barki, piraci, a nawet wielkie rzeczne galery. Błądzą we mgle, szukając słońca, ale nie mogą go znaleźć, aż wreszcie głód albo obłęd kładą kres ich życiu. W powietrzu unoszą się tu niespokojne widma, a pod wodą czają się udręczone dusze.
—Taniec ze smokami—

Mapa dorzecza Rhoyne, ze Smutkami i Mostem Snów w środkowym nurcie.

Poznajemy więc historię tego miejsca – opisaną już przeze mnie w cyklu poświęconym migracji Rhoynarów. Oto podczas ostatniej wojny dzieci Rhoyne z Valyrianami, ci pierwsi przypuścili ogromną ofensywę. Wielka, bo licząca niemal ćwierć miliona ludzi armia rozbiła dwie armie Valyrian – pod Selhorys i Volon Therys – zdobywając kolonie smoczych jeźdźców, a nawet zabijając dwa smoki (i raniąc trzeciego). Włość, doznawszy takiej porażki po raz pierwszy w historii (nawet Ghiscarczycy tak Valyrian nie upokorzyli), odpowiedziała całą swą potęgą. Trzysta smoków strawiło ogniem armię Rhoynarów. Sam dowodzący – książę Garin – został pojmany i zamknięty w klatce. Jemu Valyrianie zgotowali karę szczególną. Miał patrzeć, jak jego lud jest mordowany i zamieniany w niewolników. Miasto za miastem, powoli, sukcesywnie, Valyrianie przemieszczali się w górę rzeki, dokonując ludobójstwa. Ale w Chroyane coś się zmieniło. Zadziałała magia rzeki.

– Ludzie z Volantis i Valyrii zawiesili Garina w złotej klatce i drwili z niego, gdy wezwał swą Matkę, by ich zniszczyła. Ale nocą wody wezbrały i wszyscy utonęli. Po dziś dzień nie zaznali spokoju. Nadal siedzą pod wodą, ci, którzy kiedyś byli władcami ognia. Ich zimny oddech wznosi się z topieli i staje się mgłą, a ich ciała zamieniły się w kamień, taki sam jak ich serca.
Tyrion poczuł nagłe swędzenie w kikucie nosa. Podrapał się po nim. Ona może mieć rację. To niedobre miejsce. Czuję się, jakbym znowu był w wychodku i patrzył, jak ojciec umiera. On również by oszalał, gdyby musiał spędzać swe dni w tej szarej zupie, podczas gdy jego ciało i kości obracałyby się w kamień.
—Taniec ze smokami—

Podróż przez Smutki.

Tyrion Lannister stwierdzał wprawdzie, że klątwa Garina to po prostu inna nazwa dla szarej łuszczycy, ale i on przyznawał, że w powietrzu czaiło się tu coś niezwykłego, a mgła nie byłą mgłą zwyczajną.

To było niedobre miejsce, cuchnące rozpaczą i śmiercią. Ysilla się nie myli. To nie jest naturalna mgła. W tutejszych wodach lęgło się coś plugawego, a w powietrzu unosiły się toksyczne opary. Nic dziwnego, że kamienni ludzie tracą zmysły.
—Taniec ze smokami—

Zawoalowany Lord

“Nieśmiałej Pannie” udaje się w końcu przebyć Smutki, choć nie obyło się na rzece Rhoyne bez incydentów. Przy Moście Snów, kamienni ludzie zaatakowali statek, Tyrion o mało się nie utopił, a Jon Connington nabawił się szarej łuszczycy. Ale George R.R. Martin, jak sam przyznał, planował pierwotnie poprowadzić ich losy w nieco inny sposób. Dawszy nurka do wody, Tyrion Lannister miał spotkać Zawoalowanego Lorda.

Pod tym – brzmiącym w polskim tłumaczeniu wprost fatalnie – imieniem kryje się postać, o której na pokładzie Nieśmiałej Panny mówiło się bardzo wiele. Choć nikt nie miał do końca pewności, kim jest ów mężczyzna. W zasadzie wiadomo było tylko tyle (choć i to nie na pewno), że przewodzi kamiennym ludziom. Dla Yandry’ego Zawoalowany Lord to książę Garin, który wciąż podtrzymuje swą klątwę.

– Czy Zawoalowany Lord rzeczywiście istnieje? To nie są tylko bajania?
– Władał tymi mgłami od czasów Garina – odparł Yandry. – Niektórzy powiadają, że to sam Garin, który wstał z podwodnego grobu.
—Taniec ze smokami—

Przeniesienie tych wydarzeń do Valyrii to jedna z większych zbrodni dokonanych przez scenarzystów serialu.

Haldon ma bardziej przyziemne tłumaczenie, widząc w tajemniczym mężczyźnie po prostu kolejnego, zarażonego szarą łuszczycą watażkę.

Ale zawoalowani lordowie istnieli. Było ich już ze dwudziestu. Kiedy jeden umiera, jego miejsce zajmuje następny. Obecny był korsarzem z Bazyliszkowych Wysp, który sądził, że na Rhoyne znajdzie bogatsze łupy niż na Morzu Letnim.
—Taniec ze smokami—

Z kolei Kaczka opowiada historię, w której odnaleźć można dziwne echa legendy o Nocnym Królu.

Ale bardziej mi się podoba inna opowieść. Ta, według której on nie jest jak inni kamienni ludzie, i z początku był posągiem, ale potem z mgły wyłoniła się szara kobieta i pocałowała go ustami zimnymi jak lód.
—Taniec ze smokami—

Spotkanie przy Moście Snów.

Ostatecznie Zawoalowany Lord nie pojawia się osobiście na kartach powieści, choć możemy się domyślić oryginalnego planu Martina. Część tajemnicy kryje się w samym imieniu mężczyzny. Wspominałem, że polskie tłumaczenie jest niefortunne, i nie wynika to tylko z faktu, iż jest trudne do wypowiedzenia. Oryginalne imię – Shrouded Lord – budzi bowiem skojarzenia z personifikacją śmierci. Lord jest skryty za całunem. W zestawieniu z sugestią, że w powietrzu na Smutkach znajduje się coś doprowadzającego do szaleństwa; poznawszy dziwaczne, chaotyczne myśli samego Tyriona; a wreszcie zrozumiawszy symbolikę Mostu Snów; możemy postawić pewną śmiałą hipotezę. Martin prawdopodobnie chciał zawrzeć w swej powieści motyw przewijający się przez renesansową i barokową literaturę – czyli opis targowania się o życie ze śmiercią lub diabłem i zachodzącej pod wpływem tego targu przemiany. Tym bardziej, że sugestia tego targu pojawia się w książce.

– Ależ z ciebie dowcipny człowieczek, Yollo – stwierdził Haldon. – Powiadają, że Zawoalowany Lord przyznaje jedną łaskę każdemu człowiekowi, który zdoła go rozśmieszyć. Być może Jego Szara Miłość wybierze cię na ozdobę swego kamiennego dworu.
—Taniec ze smokami—

Szkoda, że Martin nie zdecydował się na zamieszczenie w książce tego – ponoć już napisanego – rozdziału, miast tego pozwalając Conningtonowi po prostu wyciągnąć z wody karła. Jak tłumaczył sam pisarz oryginalny plan prowadził akcję w nieodpowiednim kierunku. Ale choć ta przygoda ominęła Tyriona Lannistera, warto pamiętać, że gdzieś po Smutkach krąży tajemniczy, skryty za pogrzebowym całunem mężczyzna. Może jest po prostu kamiennym człowiekiem, któremu ludzie przypisują nadzwyczajne cechy pod wpływem dziwnej, magicznej mgły? Może to nieśmiertelny książę Garin? Może halucynacja wywołana przez chroyańską mgłę? A może czyha tam sama śmierć? Brrrr…

-->

Kilka komentarzy do "Historia Lodu i Ognia: Smutki"

  • 21 października 2019 at 12:32
    Permalink

    Czy Rhorynarzy (mam nadzieję że tak to się piszę) i Dornijczycy w jakimś stopniu oswoili magię wody? Jeśli tak to na jakim poziomie? I jeśli ogień jest przeciwieństwem wody, to czy magia wody (a może lodu 😉 ) lepiej działała gdy smoki wymarły?

    Reply
  • 21 października 2019 at 17:12
    Permalink

    Kolejny raz nie w temacie, ale mam wrażenie, że fani tak sami rozbudowali świat Martina, jest tyle nadinterpretacji i pola do popisu dla twórców, że, być może doczekamy się otworzenia uniwersum dla autorów.
    A mój niewtemat dotyczy Watchmenów – w nocy z niedzieli na poniedziałek miała miejsce premiera pierwszego odcinka. Powiem szczerze, nie widziałem Filmu Snydera, nie znałem tego uniwersum, wiem natomiast, że jest to tysięczny film podnoszący kwestie rasizmu, mam zamiar oglądać dalej bo zapowiada się cokolwiek interesująco, może nie jakoś rewelacyjnie, ale…
    Tak w ogóle to jesień seriali – Mandalorianin, Wiedźmin, ciekawie wygląda SEE z Mamoą, dopiero co skończyłem oglądać nowy rewelacyjny sezon Reaky Blinders.

    Reply
    • 21 października 2019 at 17:55
      Permalink

      Z tego co kojarzę, Martin nie przepada za fanfiction właśnie dlatego, że przez nie młodzi twórcy przeskakują tak ważny etap tworzenia historii jak kreacja świata. To może być przeszkoda nie do pokonania, a szkoda, bo to jest ten typ uniwersum, który ma masę potencjału.

      Reply
      • 21 października 2019 at 20:22
        Permalink

        Pomału wygląda to na tworzenie nieoficjalnych fanfiction – wątpię żeby Martin zbudował aż tak wielkie uniwersum, on napisał książkę, w której tylko delikatnie muska pewne tematy i zapewne nigdy do nich nie wróci, ludzie łączą to z całą znaną mitologią świata, łączą z każdą jedną książką, którą przeczytali, doszukują się nawiązań do wszystkiego co kiedykolwiek usłyszeli. Książka wystąpiła poza papier i daleko poza autora. Martin pisze jedno zdanie, wychodzi z tego setka artykułów i spekulacji.

        Reply
  • 21 października 2019 at 18:57
    Permalink

    Słyszeliście o tym, że podobno Valyrianie pierwotnie mieli być czarni ? To prawda ? Martin podobno się nie zdecydował się na ten ruch, gdyż Targeryanowie czynili różne złe rzeczy, co czyniłoby sytuację niepoprawną politycznie. Z drugiej strony faktycznie szerokość geograficzna na której leży Valyria faktycznie wskazuje ze mieszkańcy powinni być czarni.

    Reply
    • 21 października 2019 at 22:36
      Permalink

      A cóż to za argument? Wychodzi na to, że Burowie z RPA też powinni być czarni. 🙂 U Martina czarny jest tylko lud Wysp Letnich i tego się trzymajmy.

      Reply
  • 22 października 2019 at 18:29
    Permalink

    Świetny artykuł. Może ktoś z sagi wróci jeszcze do Smutków

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków