
Czy można zrobić poważny dramat w konwencji filmu o zombie? Okazuje się, że jak najbardziej. Udowodnił to Henry Hobson w „Maggie” – filmie wymykającym się standardowym schematom kina o zarażonych.
„Maggie” nie jest typowym filmem o zombie. Sam koncept żywych trupów pozostaje tu marginalny i ledwo zauważalny, a śmiercionośny wirus mógłby mieć właściwie dowolne pochodzenie – co, tak naprawdę, nie ma większego znaczenia. To bowiem przede wszystkim opowieść o życiu z odroczonym wyrokiem śmierci. Tytułowa bohaterka zostaje zarażona w nie do końca jasnych okolicznościach, a współczesna medycyna okazuje się bezradna. Pozostaje jej kilka miesięcy życia i tylko jedno zadanie – oswoić się z nieuniknionym. Film próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda życie w sytuacji bez wyjścia. Paradoksalnie jego największą wadą wydaje się – przynajmniej na pierwszy rzut oka – obsadzenie w jednej z głównych ról Arnolda Schwarzeneggera.
Maggie nie jest osamotniona w swoim dramacie. Początkowo rodzina stara się ją wspierać i być przy niej, ale szybko widać, że sytuacja zaczyna przerastać jej matkę. Kobieta patrzy na dorastającą córkę z rosnącym niepokojem – zastanawia się, kiedy ta straci nad sobą kontrolę i w morderczym szale rzuci się na najbliższych. Pytanie nie brzmi „czy”, lecz „kiedy”. W trosce o bezpieczeństwo zapada trudna decyzja – matka wraz z młodszymi córkami wyjeżdża, a Maggie zostaje z ojcem w rodzinnym domu. Wade (Arnold Schwarzenegger), świadomy ryzyka, postanawia zostać przy córce do samego końca. To decyzja podszyta poświęceniem, ale też bezsilnością – wie, że nie jest w stanie jej uratować.
Schwarzenegger kojarzy się przede wszystkim z kinem rozrywkowym, niekoniecznie z kameralnymi dramatami. Tymczasem jego rola w „Maggie” jest zaskakująco stonowana i dojrzała. Jako Wade jest powściągliwy, małomówny, skupiony raczej na działaniu niż słowach. Jego relacja z córką stanowi emocjonalne centrum filmu. Chciałby dla niej jak najlepiej i zrobiłby wszystko, by uchronić ją przed nieuniknionym – problem w tym, że nie może zrobić właściwie nic.
Prędzej czy później Maggie zmieni się w potwora i obydwoje muszą to zaakceptować. W ich bezradności kryje się największa siła filmu. Bohaterowie próbują funkcjonować normalnie, udając, że wszystko jest w porządku. Świat jednak co chwilę przypomina im, że normalność dawno się skończyła. I właśnie wtedy „Maggie” najmocniej zbliża się do prawdziwego życia – kiedy wydaje się, że gorzej już być nie może, nagle życie mówi: „potrzymaj mi piwo” i wtedy dopiero zaczyna się jazda.
Schwarzeneggerowi partneruje Abigail Breslin jako Maggie. Aktorkę można kojarzyć choćby z „Zombieland”, ale tutaj dostaje zupełnie inny materiał. Jej bohaterka to zbuntowana, zagubiona nastolatka, próbująca odnaleźć się w sytuacji, która przerasta każdego dorosłego. Breslin wypada przekonująco i naturalnie, a relacja między nią a Schwarzeneggerem jest wiarygodna i emocjonalnie wybrzmiewa.
„Maggie” nie jest klasycznym filmem o zarażonych. To przede wszystkim dramat z elementami grozy, który z rasowym horrorem ma niewiele wspólnego. Nie ma tu typowych dla gatunku jump scare’ów ani dynamicznych scen akcji. Tempo jest spokojne, momentami wręcz melancholijne, a ciężar opowieści opiera się na emocjach i relacjach między bohaterami. Być może właśnie dlatego film spotkał się z chłodnym przyjęciem. W sieci nie brakuje negatywnych opinii, ale wiele z nich sprawia wrażenie rozczarowania wynikającego z błędnych oczekiwań. Bo skoro gra Schwarzenegger, to powinien być akcyjniak. Tymczasem dostajemy trudny, kameralny dramat o przemijaniu, stracie i nieuchronności śmierci.
Ja sięgałem po ten film, mniej więcej wiedząc, czego się spodziewać. Mimo to i tak zrobił na mnie duże wrażenie. Szczególnie końcówka – ciężka, przygnębiająca, momentami wręcz depresyjna. To kino, które zmusza do refleksji i zostaje w głowie na długo, czyli takie, jakie wręcz uwielbiam.
Maggie (2015)
-
Ocena kr4wca - 7/10
7/10
Reżyser Henry Hobson przez ponad 15 lat pracował jako graphic designer i title designer. Projektował czołówki do takich filmów jak „Sherlock Holmes”, „Rango” czy „Królewna Śnieżka i łowca”, a także do serialu „The Walking Dead” i gier wideo pokroju „The Last of Us”, „Killzone: Shadow Fall” czy „Uncharted 4: A Thief’s End”. Współtworzył również oprawę wizualną ceremonii rozdania Oscarów. „Maggie” z 2014 roku była jego debiutem reżyserskim i – jak dotąd – jedynym pełnometrażowym filmem w dorobku.
Film okazał się porażką finansową. Przy budżecie wynoszącym 1,4 mln dolarów zarobił zaledwie 1,6 mln. Jeśli miał to być projekt otwierający Hobsonowi drzwi do Hollywood, to plan się nie powiódł. Sam reżyser nie wyklucza jednak powrotu do pełnego metrażu.






Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:
Regulamin zamieszczania komentarzy
Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:
[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]