Doktor Strange w multiwersum obłędu (2022)

“Doktor Dziwago* w multiwersum obłędu” to pierwsza kinowa produkcja w ramach MCU, która weszła do kin w tym roku. Scott Derrickson (reżyser pierwszego Strange’a) odszedł w trakcie produkcji z powodu “kreatywnych różnic”. Czytaj: chciał robić film po swojemu, a nie zgodnie z oczekiwaniami Disneya/Marvela. Zastąpił go Sam Raimi, posiadacz niepodrabialnego stylu, legenda branży, twórca kultowych filmów superhero** i horrorów. Jak wypadła zmiana na stołku reżysera i czy warto wybrać się do kina?

Jakbym miał odpowiedzieć jednym słowem, powiem “nie”. Jak dwoma, to “nie wiem”. Zanim zagłębię się w szczegóły, które można uznać za spoilery, napiszę najogólniej jak się da, potem oznaczę sekcję, której nie warto tykać, jak nie chce się znać detali przed seansem.

Kadr z filmu "Doktor Strange w multiwersum obłędu"
Strange i Wong lepiej wypadają jako poboczne postacie w innych filmach niż jako główni bohaterowie we własnych opowieściach. Rzekłem.

“Multiverse of madness” przemianowałbym gdybym mógł na “multiverse of a mess”, bo tym jest ten film. Jednym wielkim bałaganem. Produkcją, która chce robić kilkanaście rzeczy raz. Od rozwoju głównego bohatera, po zaskakiwanie zwrotami fabularnymi. Od wprowadzania nowych postaci i elementów pod dalsze produkcje, po kolejne tony fan-serwisu dla miłośników Marvela. Wyłania się z tego obraz “wszystkiego po trochę dla każdego” co ostatecznie powoduje, że w filmie nie ma emocji, nie czuć stawki, a wszystko dzieje się samo (szczególnie tytułowy bohater wydaje się być bardziej mimowolnym świadkiem niż motorem napędowym wydarzeń).

Owszem, aktorzy wypadli świetnie, bo to ludzie ze sporym talentem. Humor zazwyczaj trafia w punkt, a sekwencji typowych dla stylu Raimiego jest kilka i bardzo dobrze wybijają się ponad to, co zazwyczaj znamy z MCU. Elementy horroru to miła odmiana od zazwyczaj skrajnie kolorowego i ugrzecznionego Marvela. Podobała mi się tez muzyka Danny’ego Elfmana, wpadała w ucho i wielokrotnie podbijała jakość scen, które w innym wypadku mogłyby wypaść dość jałowo.

Kadr z filmu "Doktor Strange w multiwersum obłędu"
Jeden z typowych “sam-raimi-zmów”.

Strona wizualna filmu stoi na bardzo wysokim poziomie, efekty specjalne tradycyjnie pochłonęły lwią część budżetu, ale dzięki temu potrafią rzucić szczęką widza o podłogę. Szczególnie że akurat klimaty Strange’a idealnie nadają się do pofolgowania sobie w tym aspekcie. Efekty czarów czy uniwersa odwiedzane po drodze – rewelacja.

Problemy zaczynają się w momencie zagłębienia się w detale scenariusza. Wszystko jest tu bowiem pisane patykiem na wodzie i motywacja bohaterów wydaje się być cokolwiek niewystarczająca, żeby zaangażować widza emocjonalnie. Dodatkowo sam pomysł wieloświatów – o ile w komiksach (gdzie konkretne serie ciągną się miesiącami/latami) może się sprawdzać – o tyle na ekranie (gdzie trzeba opowiedzieć zwartą historię w 120 minut z hakiem) wypada blado i chaotycznie. Skaczemy w różne miejsca, ale tak naprawdę dzieje się niewiele, a twórcy mogą właściwie robić, co chcą. Nie czuć tu ani wagi wydarzeń, ani stawki, o którą toczy się gra, ani że czyny i wybory mają jakiekolwiek konsekwencje. Zawsze można wyciągnąć bohatera, niczym królika z kapelusza, z innego świata, pokazać inną wersję i tyle.

 

O tytułowym bohaterze powiedziałem już, że jest i w zasadzie tyle. Autorzy próbują nas zaangażować emocjonalnie w wątek miłosny z Christine, ale mówiąc szczerze – zapomniałem o tej relacji i jest mi nadal doskonale obojętna. Dowolna para z MCU (Ant-man/Wasp, Iron Man/Pepper Potts, Cap/Carter, Wanda/Vision) ma nieporównywalnie więcej ciężaru gatunkowego niż sytuacja z miłością Strange’a. A to ma być nasza główna kotwica emocjonalna! Do tego dostajemy młodą dziewczynę, która pojawia się deus ex machina i która wymaga ochrony – nie wiemy o niej nic, a scena kiedy poznajemy jej historię jest tak groteskowa, że zęby bolą.

Spoiler! Pokaż
Kadr z filmu "Doktor Strange w multiwersum obłędu"
America Chavez, bohaterka typu McGuffin.

To może chociaż czarny charakter obudzi w widzu coś więcej niż chęć ziewania (muszę zdradzić za dużo, więc w znacznikach)? Niespecjalnie.

Spoiler! Pokaż

Mamy też pogoń za najtańszym i najbardziej żenującym wytrychem fabularnym w dziejach kina. Księga Vishanti – bo o niej mowa – jest artefaktem, który robi… to co trzeba. Dosłownie. Takie jest wyjaśnienie w filmie. Zrobi dokładnie to, czego czarodziej ją dzierżący potrzebuje. Pół seansu uganiamy się więc za “wszystkomającym” i “wszystkorobiącym” gadżetem, aż okazuje się, że… wiecie co? Szkoda strzępić języka.

Spoiler! Pokaż

Nawet główne zagrożenie – opisywane jako nieporównywalnie gorsze niż to “thanosowe”, w końcu dotyczy wielu wszechświatów – jakoś kompletnie nie ma tej wagi co słynne pstryknięcie fioletowego tytana.

Kadr z filmu "Doktor Strange w multiwersum obłędu"
Najlepsza lokacja w filmie i zdecydowanie najlepszy pojedynek między Strange’ami.

Film mógłby być też spokojnie krótszy o dobre 20 minut. Jeden świat odwiedzimy tylko i wyłącznie po to, żeby zobaczyć pewne kultowe postaci i nie wydarzy się tam nic znaczącego poza tym, że wierni fani Marvela będą mogli wiwatować i poczuć motyle w brzuchu, bo TEN czy TAMTEN bohater pojawił się na ekranie. Zero wartości dodanej, ot, pomachanie błyskotkami przed nosem, żeby się ludzie podniecali.

Spoiler! Pokaż

Mam też problem z elementem LGBT w filmie. Nowa bohaterka, America Chavez, ma dwie mamy… i to jest super. Element wpleciony gładko w fabułę, niezauważalny jak ktoś się nie czepia takich pierdół na siłę. Natomiast, żeby podkreślić motyw sama America ma jeszcze tęczową flagę wpiętą w kurtkę, a na kurtce napis nawiązujący do hasła “love is love”. No i liczba dialogów z podkreśleniem, że ma dwie mamy, powinna być mniejsza o połowę. Fajnie, że ktoś się stara, ale nadgorliwość bywa gorsza od wiadomo czego. Przez kilkukrotne i mało subtelne podkreślanie czegoś wystawiamy temat na śmieszność zamiast traktować go jako coś normalnego, a chyba o to w tym wszystkim chodzi, nie?

Wszystko powyższe sprawiło, że finałowe sceny oglądałem znudzony i bez cienia emocji. Film okazał się być ładnym, ładnie brzmiącym i kolorowym zapychaczem. Produkcją przejściową gdzie ważniejsze od fabuły jest wyjaśnienie fenomenu multiwersum, wrzucenie nowych postaci i tona ekspozycji. Pod tym kątem “Multiverse of madness” przypominał rozciągnięty do niemożliwości ostatni odcinek serialu “Loki”. Nie będę polecał seansu, bo ci co chcą być na bieżąco z MCU i tak obejrzą, inni natomiast mogą spokojnie zignorować tę produkcję i niczego ciekawego nie stracą.

Kadr z filmu "Doktor Strange w multiwersum obłędu"
Elizabeth Olsen jest fantastyczna, ale jej postać w tej produkcji napisano w sposób co najmniej żałosny.
Spoiler! Pokaż

* – nie mogę przeżyć, że w Polsce nadal używamy niespolszczonego nazwiska
** – dla wielu Spider-Man 2 z Tobeyem McGuirem to najlepszy film komiksowy w historii

Doktor Strange w multiwersum obłędu, SithFrog, MCU, Marvel, Disney, Disney+, Sam Raimi, Michael Waldron, Danny Elfman, Benedict Cumberbatch, Elizabeth Olsen, Chiwetel Ejiofor, Benedict Wong, Xochitl Gomez, Rachel McAdams, Doctor Strange in the Multiverse of Madness

-->

Kilka komentarzy do "Doktor Strange w multiwersum obłędu (2022)"

  • 10 maja 2022 at 12:44
    Permalink

    kiedy omówienie zwiastuna rodu smoka ?

    Reply
    • 10 maja 2022 at 13:12
      Permalink

      Właśnie ! podpinam się pod pytanie

      Reply
      • SithFrog
        10 maja 2022 at 19:02
        Permalink

        To pytanie do pana Prezesa, nie do mnie 🙂

        Reply
  • 10 maja 2022 at 13:08
    Permalink

    Ehhhh, widziałam już recenzje, gdzie film “jest głupi, jak to Marvel, ale jest fajny, idź zobaczyć” oraz “6/10, ale jak zalejesz coca colą i popcornem, to da się przeżyć” i teraz twoja “dno totalne, co tu się stało to ja nie” i nie wiem, co mam zrobić xD Iść czy nie iść, zaczekać, aż będzie na vod, oto jest pytanie xD

    Reply
    • SithFrog
      10 maja 2022 at 19:06
      Permalink

      Nie no, skupiasz się na tym co złe, bo rozpisałem się o wadach bardziej. Film zdecydowanie do obejrzenia jak lubisz MCU, warto dla samego Kjukamberbacza i paru elementów z humorem. Po prostu w porównaniu z najlepszymi produkcjami MCU (jak chociażby GotG 1/2. Infinity War, Iron Man czy Ragnarok) nie ma co porównywać, a i z tymi dobrymi “ale nie aż tak” (Ant-man, Spider-Many 1/2/3, Civil War) też raczej nie wygra. Obejrzałem, nie czuję, że zmarnowałem czas, zapomnę najdalej jutro.

      Reply
  • 10 maja 2022 at 14:11
    Permalink

    Powrót Sithfroga i to z taką świeżuteńką premierą. Nie czytam bo u mnie jakieś trzy tygodnie obsuwy, ale może teraz recenzję filmowe wrócą i będą trochę częstsze, bo ostatnio w kinach trochę się dzieje.

    Reply
    • 10 maja 2022 at 15:02
      Permalink

      Ostatnio byłem w kinie na “Nieznośny ciężar wielkiego talentu” i bardzo mi się ta komedia spodobała, teraz w piątek “Viking” i jaram się strasznie tym filmem. A no a tak w ogóle to ktoś z redakcji powinien się poświęcić i obejrzeć “365 dni ten dzień”. Przy pierwszej części zrobił to Crowley – Mistrzu podejmij wyzwanie jeszcze raz, tym razem na pewno jest o wiele lepiej. (Wcale nie, ale ciiiiiiii).

      Reply
      • SithFrog
        10 maja 2022 at 19:07
        Permalink

        Na Wikinga idę w tym tygodniu. A co do 365… wow, kuba, nawet nie wiesz jak jesteś blisko prawdy 😀

        Reply
        • 14 maja 2022 at 00:20
          Permalink

          Viking to jest jeden wielki zawód. Nie wiem czy będziesz miał podobne odczucia, ale film o niczym, bez większej historii, zrobiony moim zdaniem źle. Nie wiem czy taki był zamysł ale oglądałem w kinie a czułem się trochę tak jakbym piracka wersję na średniej jakości oglądał. No bez sensu z dłużyznami i brakiem logiki. Film beznadziejny, choć nie będę zdziwiony jeśli pojawi się tu recenzja chwaląca i polecająca, bo coraz częściej wydaje mi się że się nie znam całkowicie, ja dałbym temu filmowi 2/10 jestem naprawdę totalnie rozczarowany. Nawet nie wiedziałem, że Nicole Kidman tak bardzo źle się zestarzała, a Walkiria nosiła aparat na zęby.

          Reply
          • SithFrog
            16 maja 2022 at 11:14
            Permalink

            Demyt, no to nie zachęciłeś.

            Reply
            • 16 maja 2022 at 12:43
              Permalink

              Było już kilka przypadków gdzie różniliśmy się w ocenie dość dramatycznie, więc nie zdziwię się naprawdę jak zobaczę tu recenzję na poziomie co najmniej 8/10, na filmwebie prawie same pozytywne. Ja pewnie nie zrozumiałem, dla mnie bez historii, bez sensu, bez akcji, bez czegoś czego oczekiwałbym o filmie o vikingach. Może kameralność i zabawa formą jest plusem, mnie zmęczył. A co do brutalności, bo przecież zapowiadane było, że film jest super brutalny, to to nie prawda.

              Reply
      • 10 maja 2022 at 20:13
        Permalink

        Kimże jestem, żeby odmawiać? Premiera tego dzieła na Netflixie była dla mnie niczym bat-reflektor dla Bruce’a Wayne’a. Nie mogłem przejść obojętnie i do tej pory dochodzę (hue hue) do siebie.

        Reply
        • 10 maja 2022 at 21:48
          Permalink

          Mistrzu, a są jeszcze co najmniej dwa polskie dość świeże filmy, które dorównują pani Blance – “MS&P” niezawodnego Patrica V. oraz “DzD” duetu bardzo znana piosenkarka Dorota R. i mniej znana piosenkarka, reżyserka, jurorka w programach muzycznych Maria S. W tym pierwszym filmie jest absolutnie wszystko, zaczynając od nienawiści do arabów, która płynnie przechodzi w miłość a kończąc na polskim więziennictwie i dbaniu o bezpieczeństwo tylnej części ciała w męskiej celi. W drugim nie ma absolutnie nic, miałkie bajanie o niczym. Gorąco ci obie pozycję polecam.

          Reply
            • 11 maja 2022 at 00:00
              Permalink

              To polskie kino nie ma litości. To są chyba te filmy za kasę od Killera, “niestety każdy z tych filmów to kaszan”. A przecież to tylko wierzchołek ogromnej polskiej filmowo-serialowej góry lodowej.

              Reply
      • 10 maja 2022 at 21:39
        Permalink

        Wiem, że casu pewnie mało, ale tak jeszcze apropos Netfliksa – dwa super ważne i na czasie tematy spłycone i totalnie zaorane – 1. Wojna i “Czarny Krab” – co to w ogóle ma być, film prawie tak zły jak “Matka/Android” no i oczywiście choć każdy zdaje sobie sprawę, że agresorem jest prawdopodobnie Rosja to nie można tego powiedzieć, a kto inny miałby napaść i praktycznie zrównać z ziemią Szwecję? Finlandia? 2. Wykorzystywanie seksualne kobiet – “Anatomia Skandalu” – serial tak bardzo płytki, tak niedobry, tak nic nie wnoszący do dyskusji, z tak beznadziejnym zakończeniem, że głowa mała. Czy oni w tym netfliksie potrafią zrobić coś dobrze?
        I na koniec jeszcze krótkie pytanko, czy są tu miłośnicy westernów, bo tak jak pisałem już pod jakimś postem “1883” to serial wybitny, a i “Yellowstone” w ostatnim sezonie ma naprawdę fajny klimat.

        Reply
        • SithFrog
          11 maja 2022 at 20:23
          Permalink

          Yellowstone? Ten z Costnerem? Obejrzałem pierwszy sezon i odpadłem zupełnie. Udaje poważny rodzinny dramat, a głupotek tam tyle co w Marvelu (młodszy syn może zamordować dowolną liczbę ludzi i się wywinie:).

          Reply
          • 11 maja 2022 at 21:50
            Permalink

            Tak to z Costnerem. Takie tam amerykańskie, ala western. Mi podoba się klimat ostatniego sezonu, taki pozytywny, z dużą ilością takiego fajnego przesłania, a głupoty są wszędzie także kto ile i co wytrzyma, tak tylko wspominam jakby byli fani, ale “1883” z tego samego universum co Yellowstone zdaje mi się jest naprawdę warte obejrzenia.

            Reply
            • SithFrog
              12 maja 2022 at 19:51
              Permalink

              To 1883 wygląda obiecująco. Jeszcze chyba coś z Brolinem powstało, Outer Range?

              “głupoty są wszędzie także kto ile i co wytrzyma”

              Wiem, ale inną mam tolerancję na bzdurki i nierealne rozwiązania w przypadku Marvela czy Fast and Furious, a inne w przypadku poważnego family drama.

              Reply
      • 11 maja 2022 at 21:50
        Permalink

        O! Przypomniało mi się, że jest nowy film z Liamem Neesonem, oczywiście obejrzany a jakże. “Blacklight” – jak oglądałem nie było jeszcze polskiego tytułu, teraz już jest – “Demaskator” – wybitna rola Liama, fani gatunku nie będą zawiedzeni.

        Reply
        • 11 maja 2022 at 22:10
          Permalink

          No i widzisz, poszedłem na filmweb, żeby zobaczyć tytuł i patrzę, a tu dosłownie kilka dni temu miała premierę, na razie tylko w bardziej rozwiniętych krajach niż ukochana Polska, kolejna superprodukcja z Liamem – “Memory”, oby tylko zaraz się nie okazało, że kolejny superbohater kina ma poważne problemy ze zdrowiem, bo jak Bruce Willis brał wszystko co podleci i grał w każdym mozliwym filmie to pamiętamy jakim oświadczeniem się to skończyło.

          Reply
        • SithFrog
          12 maja 2022 at 19:52
          Permalink

          “fani gatunku nie będą zawiedzeni”

          Ale którego? Tego z czasów Taken czy tego z czasów Taken 2 i 3? 😛

          Reply
          • 12 maja 2022 at 22:30
            Permalink

            Tego z czasów “The Marksman” , “Uczciwego złodzieja”, “Przykładnego obywatela” , “Pasażera” , “Non-stop”.

            Reply
  • 10 maja 2022 at 17:20
    Permalink

    “Element wpleciony gładko w fabułę, niezauważalny jak ktoś się nie czepia takich pierdół na siłę” po czym sam przez kilka zdań podajesz przykłady jak prostacko jest to podkreślane xD

    Reply
    • SithFrog
      10 maja 2022 at 19:11
      Permalink

      Chyba muszę to przeredagować, bo może źle sformułowałem. Chodzi o to, że pojawia się informacja “ja i moje mamy” i nawet nie zwróciłem uwagi na to, a potem podkreślają ten fakt tyle razy, że nie dość, że zwróciłem to jeszcze zaczęło mnie irytować. Jakby chcieli powiedzieć: hej, zauważyliście dwie mamy? DWIE MAMY? HALO! JESTEŚMY TACY PROGRESYWNI!

      Reply
  • 10 maja 2022 at 18:32
    Permalink

    Dawno nie czytałem recenzji tak odwrotnej od tego co sam sądzę o filmie.

    Rok jeszcze młody, ale dla mnie występ Olsen to może być nominacja do Oscara za drugoplanową rolę kobieca więc choćby dlatego warto. Na pewno super ścisły top aktorskich kreacji w całym MCU.

    Żółty wózek Xaviera to przecież kropka w kropkę wózek z animacji z lat 90tych, no miał tak wyglądać. I dobrze ze wygląda jak coś sprzed 30 lat.

    Co do cameo kilku postaci to IMO jest to dużo lepsze wykorzystanie tego motywu niż w najnowszym spidermanie, a Raimi wspiął się na wyżyny kreatywności mając na sobie kaganiec pg13.

    Walka na nutki to jeden z najlepszych pojedynków w historii MCU.

    Ogółem reżyser odwalił kapitalna robotę.

    O mamach Ameriki wspomniano w filmie bodajże 3 razy i to w momentach gdzie dosłownie każdy inny bohater na jej miejscu usłyszałby “Twoi rodzice byliby z Ciebie dumni”. Jeżeli w tym filmie o tym wątku wspomniano za często, to zakładam że w wielu innych produkcjach wywracasz oczętami kilkanaście razy na seans 😉

    Pszczoła to przecież super motyw – coś błahego, pierdola jakich mało. I to jest fajny że nie każdy super hero ma swoje moce od mistycznego artefaktu czy miejsca urodzenia. A owadzia paralela do spidermana tylko na kolejny plus.

    Wątek z Christine oceniam dobrze bo… Został dobrze zakończony. Zgodnie z tym jaki faktycznie był. Rzuciłbym facepalma gdyby tam wybuchło jakieś turbo uczucie.
    Dostajemy tragicznie zakochanego bohatera, któremu nie odwzajemniono uczuc, rzeczywiście sztampa 😉
    Przecież ta relacja zakończyła się tak jak powinno bo właśnie tak jak mowisz: nie było między nimi chemii i tyle. Dla mnie sztos.

    Niżej spoilerowe elementy:

    Co do Wandy to przeca tak właśnie było, mroczna książka. Po drugie finał WV jest trochę mniej jednoznaczny, tam raczej zostal zakopany temat utraty ukochanego. Przecież w pierwszej scenie Wandy w filmie widzimy jak śni o swoich dzieciach więc nic dziwnego że to właśnie one są jej motywacja. Dla mnie to jest klarowne.

    A sama puenta wątku jedna z najlepszych w MCU ze względu na kameralność rozwiązania.

    Reply
    • SithFrog
      10 maja 2022 at 19:29
      Permalink

      “Dawno nie czytałem recenzji tak odwrotnej od tego co sam sądzę o filmie.”

      Bywa 🙂

      “Rok jeszcze młody, ale dla mnie występ Olsen to może być nominacja do Oscara za drugoplanową rolę kobieca więc choćby dlatego warto. Na pewno super ścisły top aktorskich kreacji w całym MCU.”

      Po pierwsze: nie ma opcji, bo z Marvela chyba nikt nigdy nawet nominacji nie dostał. Po drugie: na moje to ona tu była równorzędną pierwszoplanową. Po trzecie: Olsen jak Olsen, świetna aktorka to i tu dała radę wbrew mizerii scenariusza. Po czwarte: co właściwie Cię tak urzekło? Ja wiem, że ona się stara, ale to jest rola typu: jednowymiarowy czarny charakter, który idzie przez fabułę jak terminator, żeby w ostatnich 3 minutach zrozumieć swój błąd. Nie dość, że kopia całego character arca z serialu WandaVision, to jeszcze uproszczona do maksimum.

      “Żółty wózek Xaviera to przecież kropka w kropkę wózek z animacji z lat 90tych, no miał tak wyglądać.”

      Wiem i o tym pisałem: wielbiciele klasyki oczadzieją z zachwytu, dla mnie nie wszystko co wyglądało dobrze wtedy, da się przenieść bez żenady na ekran w aktorskim filmie. Wózek wyglądał tandetnie, jak jakaś tuningowana wersja autek z autodromu.

      “Co do cameo kilku postaci to IMO jest to dużo lepsze wykorzystanie tego motywu niż w najnowszym spidermanie, a Raimi wspiął się na wyżyny kreatywności mając na sobie kaganiec pg13.”

      Nie zgadzam się, w spajderku była żonglerka postaciami, które znamy, a nie intro nowych, a to jest zasadnicza różnica. Chociaż jesteś(my) kolejnymi przykładami w necie na zasadę: jak komuś się podobał No way home to nie zachwycił się Dr Dziwago 2 i vice versa 😉

      “Walka na nutki to jeden z najlepszych pojedynków w historii MCU.”

      Tak, aż szkoda, że taka krótka.

      “Ogółem reżyser odwalił kapitalna robotę.”

      Biorąc pod uwagę mierny scenariusz i rolę last minute strażaka – zgadzam się.

      “O mamach Ameriki wspomniano w filmie bodajże 3 razy”

      Na pewno więcej, policzę przy okazji, plus przypinka, plus kurtka. No halo 🙂

      “Pszczoła […] – coś błahego, pierdola jakich mało.”

      No właśnie. Nikt nie czuje śmiertelnego zagrożenia od pszczoły 😛

      “Wątek z Christine oceniam dobrze bo…”

      Ty o jednym, ja o drugim. Ja się zgadzam, że dobrze, że to skończyli, bo nie było chemii, że nie było szans na uczucie, że nie odwzajemniła uczuć (albo odwzajemniła, ale inaczej, jak Rachel Dawes w Batmanie). Problem w tym, że jak Christine pojawiła się na ekranie to ja miałem kłopot żeby ją skojarzyć, a za chiny ludowe nie zgadłbym, że on był w niej tak śmiertelnie zakochany, żeby mu to życie zatruło. A tak próbują nam to sprzedać autorzy. Patrzcie jaki nieszczęśliwie zakochany, oj jak cierpi. Gość miał ćwierć próby romansowania i flirtu w jedynce, potem pojawiał się często i gęsto w MCU, a ona nigdy, nigdzie i nagle wyciągają ją z kapelusza i próbują przekonać jak wielka miłość bije od Dziwago w jej kierunku…

      Reply
      • 10 maja 2022 at 23:54
        Permalink

        “Nikt nie czuje śmiertelnego zagrożenia od pszczoły”
        Bo ty jeszcze nie widziałeś, jak moja żona reaguje na wszelkie bzyczące owady… Aż dziwne, że jeszcze nie mieszkam w innym wymiarze.

        Reply
        • SithFrog
          11 maja 2022 at 20:23
          Permalink

          Zupełnie jak mój brat na pająki…

          Reply
    • SithFrog
      10 maja 2022 at 19:30
      Permalink

      “finał WV jest trochę mniej jednoznaczny”

      Moim zdaniem jest jednoznaczny tak jak cała jej podróż w tym serialu, zamknięta niezłą klamrą. Kaja się, przeprasza za ból i cierpienia. Wydaje się być mądrzejsza, dojrzalsza i bardziej pogodzona z losem. A potem jakaś książka i hop siup, mamy robota mordującego jak leci. Bo książka. To się nazywa słaby scenariusz 😛

      “A sama puenta wątku jedna z najlepszych w MCU ze względu na kameralność rozwiązania.”

      Pierwszy Dziwago pod tym kątem bije na głowę wszystko.

      Reply
  • 10 maja 2022 at 20:56
    Permalink

    Ton fanservisu tam na pewno nie zauważyłem. Mówisz że nie ma tam emocji ? Ja aż w fotelu usiedzieć nie mogłem 😛 Po prostu czynisz zarzut z samej idei multiversum a dla mnie to zaleta która spowoduje może spowoduje nieśmiertelność (a przynajmniej długowieczność) MCU póki ludzie będą chcieli to oglądać. Komiksy też miały umrzeć bo nie da się kilkadziesiąt lat ciągnąć tego samego. No i popatrz 😛 Tak jak kolega wyżej uważam rolę Olsen za zasługującą na uznanie i oklaski. W jednym mogę się zgodzić. Brak zaangażowania widza (przynajmniej mnie) w związek z Christine. Mógłby nie istnieć. A co do Americi to ona jest bardziej LGBT niż to pokazano w filmie 😛 Także nie było tak źle. Tyle ode mnie. Nigdy tak nie “niezgadzałem” się z tobą jak przy tym tytule 😉 Bywa, jak sam zauważyłeś wyżej 😛 Ale nie spodziewałem się 😛

    Reply
    • SithFrog
      11 maja 2022 at 20:31
      Permalink

      “Ton fanservisu tam na pewno nie zauważyłem.”

      To zapytam przekornie: co wniosła do fabuły wizyta w earth 838? Poza zaprezentowaniem nowych bohaterów z Iluminati, pomachaniem nam przed oczami gadżetami (wózek, tarcza cpt. Carter) i toną ekspozycji? W dodatku ekspozycja dotyczyła głównie księgi Vishanti, która – jak pisałem – okazała się humbugiem i zniknęła 20 sekund po tym jak dostała się w ręce bohaterów. Iluminati to samo: nie ufają Dziwago, mają bardzo dobre powody – doświadczenia z własną wersją, po czym nagle jednak ufają, bo Xavier stwierdził, że temu dobrze z oczu patrzy… Moim zdaniem cały ten wątek z 838 był do pominięcia, bo nie wniósł do fabuły kompletnie niczego. Jakby wpadli do dowolnej dziury (America i Dziwago) i tam wpadła Wanda i zabrała dziewczynę – wyszłoby na jedno.

      “Mówisz że nie ma tam emocji ? Ja aż w fotelu usiedzieć nie mogłem 😛 Po prostu czynisz zarzut z samej idei multiversum a dla mnie to zaleta która spowoduje może spowoduje nieśmiertelność (a przynajmniej długowieczność) MCU póki ludzie będą chcieli to oglądać.”

      No tak, dlatego nam się opinia rozjeżdża, ja mam tak, że albo jest stawka, albo jej nie ma. Jak wiem, że i tak nie umrą i tak im nic nie grozi to wszystko jest takie meh, czekam tylko na kolejne walki bez emocji. Jak z Czarną Wdową, wiadomo było jak się skończy. Dlatego właśnie śmierć IM w Endgame będzie nie do przebicia pod kątem poruszenia widzów.

      “Komiksy też miały umrzeć bo nie da się kilkadziesiąt lat ciągnąć tego samego. No i popatrz 😛”

      Ale to inne medium, inna specyfika. Tak jak książki nie umarły po wynalezieniu prasy, radio po wynalezieniu telewizji itp. Zobaczymy jak będzie się układał boxoffice Dziwago 2.

      Reply
  • 11 maja 2022 at 16:16
    Permalink

    Pisałem po premierze End game, że Marvel powinien zacząć ograniczać fan service. Ok w No way home scenariusz dokonał cudu i wyszło to bardo dobrze. Ale przy nowym Strangu mam już trochę dość tego, ze zaczynamy dostawać festiwal nawiązań i ester eggów zamiast porządnych historii. Co gorsza, trend jest niepokojący, filmy napakowane nostalgią i fan servicesem zarabiają ogromne pieniądze, a ambitniejsze produkcje przechodzą trochę bez echa. Ok Eternalsi wyszli dość słabo, ale chociaż była tam jakaś próba oryginalnej historii bez miliona nawiązań. Shang Chi natomiast według mnie wyszedł całkiem sprawnie i zaliczam go do jednego z lepszych filmów Marvela. W MoM tym wyróżnikiem i nowością mają być elementy horroru, ale jest to bardziej dodatek do całości, niż element wokół którego buduje się trzon filmu.

    A w kategorii nie agresywnego przedstawiania osób LGBT dalej najlepszym przykładem są Mitchells vs Machines. Nawiązanie nie mające znaczenia i tak drobne, że 90% je przeocza. Ale w sumie pasujące. Sam film powinien dostać natomiast oscara za animacje.

    Reply
    • SithFrog
      11 maja 2022 at 20:32
      Permalink

      “Ok Eternalsi wyszli dość słabo, ale chociaż była tam jakaś próba oryginalnej historii bez miliona nawiązań.”

      Zgadzam się. Wezmę 3 nieudane, ale ambitne projekty zamiast jednego kolejnego filmu robionego od sztancy.

      Reply
  • 13 maja 2022 at 09:04
    Permalink

    Uwaga, występują spoilery 😉

    Nie umiem jednoznacznie ocenić tego filmu. Nie szperałem w obsadzie ani “wieściach z planu”, przed seansem gdybaliśmy we firmie w jaką to stronę może iść. Byłem przekonany, że w jakiś sposób pociągnie bałagan powstały w skutek rzucania zaklęć w No Way Home. Tymczasem po seansie nieubłaganie mam wrażenie, że jedyne co łączy te filmy to scena po napisach w filmie z pająkiem. Spodziewałem się zupełnie czego innego. Jedynie słusznie podrzuciłem koledze, żeby nadrobił Wandavision, bo wg. mnie to jest jednak dosyć istotne dla zrozumienia co tam się wyprawia. Przy okazji można sięgnąć po sezon z Ghostriderem Agentów 😉
    Film ładny, muzyka bardzo ok, ale jakoś tak.. pół seansu czekałem aż się coś rozwinie a drugie pół się zastanawiałem czy jak wyjdę teraz do toalety to coś stracę. I w sumie mogłem kilka razy wyjść. Podobali mi sie Illuminati, ale tu znowu, warto obejrzeć What If.. bo wydaje mi się, że tak.. no można się zgubić tymi kapitanami. I w sumie byli i co? Niby mieli strzec, niby wiedzieli, a na koniec Profesor i tak miał inną wizję niż cała ta rada i tylko czekał aż większość wyjdzie.
    A co do wątku LGBT to wg mnie mega słaby 😉 Znacznie lepiej by wyszło jakby Christine znalazła sobie partnerkę niż pokazanie przedstawicielki obcej rasy, o której nic nie wiemy, nie mamy żadnego wprowadzenia, a dostajemy córkę dwóch mam. Jak to biologicznie możliwe? Chociaż mogli by jakoś nawiązać, że w tej rasie występuje tylko jedna płeć, bo tak to się zastanawiałem przez kilka chwil nad tym. W czasie seansu po prostu mi to przeszkadzało.

    Reply
    • SithFrog
      13 maja 2022 at 21:08
      Permalink

      “Tymczasem po seansie nieubłaganie mam wrażenie, że jedyne co łączy te filmy to scena po napisach w filmie z pająkiem. ”

      Szczerze mówiąc – zapomniałem, że to filmy w tym samym uniwersum…

      Reply
  • 13 maja 2022 at 14:54
    Permalink

    Nigdy nie dostaniesz już śmierci jak w End Game. To się robi raz. Albo się z tym pogodzisz albo żyj wspomnieniami o filmach marvela które “kiedyś to było”.

    Reply
    • SithFrog
      13 maja 2022 at 21:07
      Permalink

      Mam wrażenie, że rozmawiamy niby o tym samym, ale jednak o czymś innym. Ja wiem czym jest multiwersum, ja wiem jak to działa w komiksach. Moim zdaniem to może działać, a może nie działać w filmach, wszystko zależy od scenariusza i pomysłu. Znów – moim zdaniem – Dr Dziwago 2 źle się bawi multiwersum i wszystkie wady tego rozwiązania uwypukla, ale to nie znaczy, że ktoś nie zrobi super produkcji z multiwersum w tle 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 pozostało znaków