Prestiż (2006)

Młodsi czytelnicy FSGK mogą tego nie pamiętać, ale był taki czas, gdy Christopher Nolan kojarzył się przede wszystkim z błyskotliwym, kunsztownym i logicznym sposobem prowadzenia opowieści. To w końcu facet, który dał nam Memento – historię oglądaną “od tyłu”, która potrafiła przy tym trzymać w napięciu i nie gubiła widza. Dziś Nolan to przede wszystkim reżyser od wizualnych wodotrysków, może nie w typie Michaela Baya, bo ze znacznie bardziej interesującą wyobraźnią wizualną, ale wciąż – w swoich filmach skupia się raczej na onieśmieleniu widza swoją wizją, tudzież wyciskaniu z niego emocji, a opowiadanie wartkiej i trzymającej się kupy historii jakoś schodzi na plan drugi. Mam wrażenie, że ten etap w twórczości Nolana zaczął się wraz z zakończeniem współpracy z operatorem Wallym Pfisterem. Może to dziwne, że reżyser zaczyna kręcić kino bardziej spektakularne, acz mniej… koherentne, gdy odchodzi jego operator kamery. Ale faktom zaprzeczyć się nie da.

Wybaczcie tę dygresję, to była tylko taka mała zasłona, chciałem odwrócić Waszą uwagę od faktu, że nie mogę powiedzieć zbyt wiele o fabule Prestiżu, by nie popsuć zabawy tym, którzy filmu nie widzieli. Bo naprawdę warto. Zarysuję więc tylko fabułę w ogólnikach. Pod koniec XIX wieku dwóch początkujących prestiti… prestidigi… prestitat… magików – Robert Angier i Alfred Borden – szkoli się w swoim fachu, występując przed publicznością. Wspólnie zgłębiają tajniki sztuki iluzji, ale jednego dnia, wskutek wypadku na scenie, ginie żona Angiera. Magik (nie bez powodu) obwinia o to swojego kolegę po fachu – Bordena. Między mężczyznami rozpoczyna się rywalizacja, która zaprowadzi ich na granice obłędu.

Borden i Angier, jeszcze jako przyjaciele.

Ale czy wiecie, czym jest tytułowy prestiż? Owszem, częściowo chodzi tu o synonim autorytetu czy poważania. Ale prestiż nawiązuje też do etymologii tego słowa, do czaru albo uroku. Prestiż to część magicznej sztuczki. Każda iluzja składa się bowiem z trzech faz. Pierwsza to obietnica. Magik pokazuje nam coś prostego i zwyczajnego, co nie budzi naszych podejrzeń. Druga faza to zwrot. Tu dzieje się coś niespodziewanego. Znikają przedmioty, ludzie topią się w zbiorniku z wodą, miecz przeszywa sarkofag z asystentką magika… I w końcu faza trzecia, prestiż, w której magik ujawnia stan ostateczny, wywołując poczucie ulgi. Wszyscy są cali i zdrowi, choć nie wiemy do końca jak. Ale prestiż może też być kłamstwem… Jak w scenie z kanarkiem, która rozpoczyna film.

Warto śledzić takie smaczki, bo cały film jest jedną wielką sztuczką magiczną. Iluzją zbudowaną z mniejszych iluzji. Magia dzieje się nie tylko na scenie, ale również w życiach bohaterów. Iluzją jest też konstrukcja fabuły. Ale Nolan stara się pokazać, że magia ma swoją cenę. Prestiż zawsze wymaga poświęcenia i ofiary. Czasem ogromnej. A obsesyjna rywalizacja pomiędzy dwoma magikami staje się walką o to, który z nich jest w stanie oddać więcej z samego siebie. Konkluzja jest dość przerażająca.

Angier w odwiedzinach u Tesli.

Prestiż to cholernie dobry film. Nie jestem w stanie powiedzieć więcej nie wyjawiając trików, jakie zastosował Nolan. Dość powiedzieć, że to film na tyle dobry, że człowiek ma ochotę obejrzeć go ponownie, już ze świadomością tego, co reżyser przed nami ukrywał, by jeszcze bardziej nacieszyć się konstrukcją fabuły i grą aktorską. A skoro o aktorach mowa – reżyser zebrał tu grono znamienite. Bordena gra świetny Christian Bale. Angiersa trochę mniej świetny (ale poprawny) Hugh Jackman. W rolę Johna Cutiera, konstruktora mechanizmów używanych w sztuczkach, wcielił się niezrównany My Cocaine Michael Caine. W mniejszych rolach występują też Scarlett Johanson, Rebecca Hall, David Bowie (jako Nikola Tesla!) oraz Andy Serkis w jednym z nielicznych przypadków, kiedy pozwolono mu grać, a nie uczestniczyć w sekcji mo-cap czy robić z siebie małpę (jak w King Kongu). I zaręczam, że wszyscy aktorzy stanęli na wysokości zadania (w przypadku Jackmana oznacza to, że nie kojarzył się za bardzo z Wolverinem, w przypadkach pozostałych – że zagrali świetnie). Cudowne są też zdjęcia, świetny dźwięk i muzyka (trochę szczęście, że nie komponował jej tym razem Hans Zimmer). Ale przede wszystkim… kurczę blade, ta koronkowa fabuła ze zwrotami akcji, które na serio zaskakują (mimo że rozwiązanie zagadki było tuż przed naszym nosem) – to jest główny powód, dla którego film trzeba obejrzeć.

Dobrze, dość już, więcej nie napiszę, bo się nie powstrzymam przed spoilerami. Więc po prostu – gorąco Wam Prestiż rekomenduję.

 

-->

Kilka komentarzy do "Prestiż (2006)"

  • 7 października 2020 at 13:06
    Permalink

    Aaaaaa… Ten kto obsadził Bowiego w roli Tesli, powinien dostać wiadro Nutelli w nagrodę. Oglądałem ten film tylko raz, za to w kinie i strasznie mi się podobał. Po tym seansie Nolan wskoczył na szczyt mojej listy najbardziej obiecujących reżyserów, co później potwierdził dwoma znakomitymi Batmanami.

    Reply
    • 7 października 2020 at 13:10
      Permalink

      O kurcze, pokiełbasiło mi się. Pierwszy Batman powstał rok przed Prestiżem. W każdym razie Nolan miał wtedy znakomitą serię: Memento-Bezsenność-Batman 1-Prestiż-Batman 2-Incepcja. A potem się zepsuł.

      Reply
  • 7 października 2020 at 13:18
    Permalink

    Nie miałem pojęcia, ze to film Nolana, oglądałem trzy razy w TV oczywiście za każdym razem trafiając przypadkiem nie celując, i za każdym razem oglądało się świetnie. Spojlery aż same cisną się a usta więc szacun, ze nic nie zostało zdradzone. A rozwiązanie zagadki prze genialne w swej prostocie. Jacman genialnie, Bale nie kojarzę go z żadnej roli gdzie nie powiedziałbym wybitna. Nawet nie wiedziałem, że pisze się Prestidigitatorów, myślałem, że się piszę przez y Prestydygitator, może po prostu tak łatwiej powiedzieć.

    Reply
  • 7 października 2020 at 13:30
    Permalink

    Film oglądałem co najmniej 5 razy i będę do niego wracać jeszcze wielokrotnie. To jeden z tych filmów, który ma u mnie 10/10. Absolutnie niesamowity.

    Ciekawostka, w tym samym roku wyszedł Iluzjonista. Bardziej bajkowy i nie tak dobry, ale wciąż warty obejrzenie.

    Skoro taka miła niespodzianka to pytanie czy macie zamiar kiedyś poniższe tytułu zrecenzować? 🙂
    Gomorra, Genialna Przyjaciołka czy Leftovers. Z filmów może też uda się Wam trafić na więcej takich co mają u mnie 10/10 🙂
    Ciekawi mnie też jak bardzo bylibyście w stanie zjechać promowany swego czasu serial Turbulencje. Chcieli chyba zrobić jak Lost, więc jak twórcy tamtego serialu, postarali się jak mogli by go zepsuć i obrzydzić do granic możliwości 😛

    Przy okazji recenzji The Wire, pytałem Cię też Daelu, czy czytałeś książkę na podstawie której powstał serial – Wydział Zabójstw Davida Simona. Może akurat przez ten czas się udało? 😀

    Reply
  • 7 października 2020 at 13:33
    Permalink

    Nie mogę sobie odmówić off-topa. Ponieważ ostatnio całkiem przypadkiem natrafiłem na serię rosyjskich filmów w TV. Kolejno: “Trener” “холоп” (w internecie nie mogę znaleźć polskiej nazwy) oraz “GUARDIANS: MISJA SUPERBOHATERÓW” i “Viking”, co do dwóch ostatnich nie umiem sobie jeszcze wyrobić zdania, ale te dwa pierwsze. Trener – to jeden z najlepszych filmów sportowych jakie oglądałem, naprawdę bardzo przyjemny. ten drugi to komedia, która naprawdę mnie rozbawiła, a chyba o to w komediach chodzi. Stąd moje pytanie czy nie zapatrzyliśmy się trochę na Amerykę, albo w ogóle zachód, i nie widzimy, że na wschodzie też umieją kręcić.

    Reply
  • 7 października 2020 at 13:36
    Permalink

    Nie nic wzmianki o twórczości Christopera Priesta, autora powieściowego pierwowzoru 🙁

    Reply
  • 7 października 2020 at 16:27
    Permalink

    Jeden z moich ulubionych filmów! Wiem, że taki komentarz nic nie wnosi ale i tak musiałem to napisać 😛.

    Reply
  • 7 października 2020 at 17:15
    Permalink

    A dla mnie film bardzo dobry, ale nie aż tak wybitny. Przyjemnie się oglądało, ale w pewnym momencie film zaczął się trochę dłużyć. Na szczęście niesamowita końcówka i zwroty akcji wbiły mnie w fotel. Ten film powinien być jednym z podręcznikowych przykładów jak zaskakiwać widza

    Reply
  • 9 października 2020 at 19:40
    Permalink

    Nolan skończyl się na tym filmie .Im dalej tym bardziej napuszone i rozbełkotyzowane filmy Mroczny Rycerz sìe jeszcze bronił Jokerem

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków