Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa (2020)

Plan był prosty. Obejrzeć kolejny beznadziejny polski film o gangsterach, nie dosłyszeć połowy dialogów, nie zaśmiać się ani razu z prostackich grepsów, machnąć recenzję na circa 5000 znaków, ponarzekać w niej na stan polskiego kina sensacyjnego, skasować wierszówkę od DaeLa, iść na miasto, szastać forsą. Z tego wszystkiego udało mi się tylko jedno. Tekst ma około 5000 znaków. A nie, czekajcie… 6500 znaków. No cóż, to sobie chociaż pod koniec ponarzekam. Jednak na pewno nie na „Jak zostałem gangsterem…”

Tak na serio to film Macieja Kawulskiego dostępny jest już tak długo i napisano na jego temat tyle słów, że oczywiście nie powinno być mowy o żadnym zaskoczeniu. Jednak nawet te wszystkie pozytywne komentarze w sieci nie pozbawiły mnie sceptycznego nastawienia przed seansem. Nie przygotowały mnie na to, że obejrzę polski film akcji zrobiony z pomysłem i werwą, świetnie zmontowany, bardzo dobrze udźwiękowiony i dający się oglądać jak solidne brytyjskie kino o londyńskich gangsterach. No właśnie, skoro już tak wcześnie dotarłem do tego wątku… Guy Ritchie to twórca, który bez wątpienia inspiruje Macieja Kawulskiego. Złośliwcy mogą wręcz powiedzieć, że “Jak zostałem gangsterem…” to podróbka filmów Anglika. Ja widzę to trochę inaczej. Film Kawulskiego ma tyle własnego charakteru, że stylistyczne nawiązania do twórczości brytyjskiego mistrza mnie nie rażą. Jeśli kopiować, to od najlepszych. Nie nauczymy się latać, jeśli najpierw nie nauczymy się chodzić.

Marcin Kowalczyk w głównej roli.

Akcja rozpoczyna się w latach 70. ubiegłego wieku, gdy główny bohater jest cwanym i niemogącym usiedzieć w miejscu smarkaczem. Bije się ze szkolnymi osiłkami za pieniądze, a w nocy podkrada tacie taksówkę, żeby jeździć pod miejscowe knajpy i z otwartą gębą obserwować bawiących się tam bandziorów. “Też taki będę” myśli. Raptem kilka lat później oferuje swoje koleżanki za pieniądze nadzianym Arabom. Potem jest pierwszy prawdziwy napad, pierwsze kłopoty i pierwszy błysk przemyślenia: „Nie chcę być debilem jak inne bandziory”. Nie chodzi tu o jakieś górnolotne zasady. Jasne, nasz bohater brzydzi się przemocą wobec dzieci, ale nie jest żadnym twardzielem o gołębim sercu. Po prostu nie chce iść do więzienia. Zapomnijcie więc o jakimś społecznym przesłaniu, o ckliwej historii chłopca z rozbitej rodziny, skazanego na gangsterkę, choć całe życie marzył o tańcu w balecie i o innych tym podobnych farmazonach. Bohater został bandytą, bo lubił adrenalinę i lubił mieć dużo forsy. Jego postać to ponoć zlepek kilku różnych osób z polskiego półświatka lat 90. XX i pierwszej dekady XXI wieku. Większość wydarzeń z filmu jest podobno inspirowana prawdziwymi zdarzeniami i sytuacjami. Nie wiem czy to prawda, czy tylko slogan reklamowy. Fabuła jest ciekawa, a obraz bandyckiego świata wiarygodny. To mi wystarcza.

Raz na wozie, raz pod antyterrorystą.

Natomiast to, jak ten film jest zrobiony! Opowieść nie zwalnia nawet na moment, a w czasie seansu można sobie wystukiwać dłonią rytm na kolanie. Paradoksalnie z tego rodzi się mój jedyny wobec filmu zarzut – przez to, że tempo jest tak ostre, to kulminacja wydaje się mało efektowna. Właściwie to jest tak słabo zaznaczona w scenariuszu, że po wszystkim widz zastanawia się: “To już?”. W ogóle sama końcówka jest jakby z innej bajki, ale… Nieważne. Głównego bohatera gra Marcin Kowalczyk, znany m.in. z roli Magika w „Jesteś Bogiem”. Mocną stroną aktora jest jego image, świetny głos i dykcja. Akurat głos Kowalczyka odgrywa tu ważną rolę, bo towarzyszy nam i komentuje wydarzenia z off-u. Prawdziwy koncert aktorski daje natomiast Tomasz Włosok w roli niejakiego Waldena, przybocznego głównego bohatera. Włosok gra naćpanego i wciąż skorego do bitki świra z całym arsenałem nerwowych tików, gestów i zachowań. Jest to rola totalnie przeszarżowana, ale pasująca do konwencji i stojąca w kontraście do opanowanego (dla niektórych widzów może nieco drewnianego) głównego bohatera. Na drugim planie jest pełno nieopatrzonych, ale charakterystycznych gęb. Kawulski miał kilka naprawdę trafionych pomysłów obsadowych jak np. ten z Natalią Siwiec w roli wiecznie rozczochranej dziewuchy Waldena.

Pani Natalia za chwilę nam wszystkim pokaże.

W tym miejscu mógłbym napisać standardowy tekst, że klimat lat 90. wylewa się z ekranu, ale hej, wcale tak nie jest! Jasne, po ulicach jeżdżą Polonezy, ale bohaterowie w większości scen ubrani są zgodnie z dzisiejszą modą. Z głośników nie rozlega się rzewne Varius Manx jak w klasyce paździerzowego kina z tamtych lat, czyli w “Młodych wilkach”. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale pomysł na muzykę do filmu był zupełnie inny. MUSZĘ (bo się uduszę) wspomnieć tu jednak o scenie, w której antyterroryści wpadają drzwiami i oknami do domu bohatera przy dźwiękach “I’ll Find My Way Home” Jona & Vangelisa. Serio, gdyby Maciej Kawulski siedział obok mnie podczas seansu, to w tym momencie bym go ucałował. Więc chyba lepiej, że jednak nie siedział. Tak… Po prostu reżyser nie przesadza w swoim filmie z grą na sentymentalnej nucie. Pokazuje tyle, żebyśmy zrozumieli, że akcja w danym momencie dzieje się 40 czy 30 lat temu, ale nie skupia się na detalach i nie tworzy filmowego muzeum dawnych czasów. Nikt tu podczas oglądania nie wyskoczy z tekstem “O, mój wujek miał taką meblościankę!”. Kończąc wątek dotyczący realizacji – na pewno znacie to uczucie, gdy zapoznacie się z jakimś wytworem polskiej kultury i myślicie: “To jest tak dobre jakby to zrobiono na Zachodzie”. W przypadku kina stricte rozrywkowego zdarzyło mi się to przy okazji oglądania “Jak zostałem gangsterem…” po raz pierwszy od… W zasadzie to nie pamiętam od kiedy.

Dwa pokolenia razem na planie. Dobrze się słucha obu panów.

Uważam, że polskie kino rozrywkowe (nie tylko filmy sensacyjne, ale też komedie), którego sztandarową mordą jest obecnie niejaki Papryk V., szoruje po dnie, robione jest przez ludzi, którym łatwa forsa przysłoniła troskę o jakość własnego dzieła. Robione jest źle, robione jest na jedno kopyto i trafia do mało wymagającego widza. Możemy robić równie dobre kino akcji jak Brytyjczycy czy Francuzi, ale nie chcemy, bo doszło do takiego paradoksu, że przynosi to mniej kasy od robienia złych filmów akcji. “Jak zostałem gangsterem” udowadnia, że wszystko da się, tylko trzeba chcieć. Mamy szansę pokazać ludziom wykładającym forsę na filmy, że chcemy właśnie takich produkcji. Albo jeszcze lepszych, bo przecież mam nadzieję, że kolejny film Kawulskiego będzie jeszcze lepszy. Więc pomni wszystkich wspomnianych przeze mnie słabości jego dzieła oglądajmy „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa”. Warto.

-->

Kilka komentarzy do "Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa (2020)"

  • 1 lipca 2020 at 15:20
    Permalink

    Ósemka?! Niedawno oglądałem recenzję tego filmu na kanale “Ponarzekajmy o filmach” i tam recenzent nie zostawił na nim nawet suchej nitki. Nie pamiętam czy dał mu chociaż ze dwa na dziesięć. Oglądaliście jakieś inne filmy?

    Reply
    • 1 lipca 2020 at 17:50
      Permalink

      Wyczuwam pozę i pogoń za kontrowersją. Być może taka jest konwencja tego kanału ale jeśli faktycznie dał 2/10 to nawet nie chce mi się nad tym zastanawiać, serio. Szkoda czasu 🙂

      Reply
      • 1 lipca 2020 at 21:18
        Permalink

        Jeżeli pogoń za kontrowersją to na pewno nie z mojej strony. 🙂 Ja filmu nie oglądałem (nie znoszę kina gangsterskiego, a polskiego kina gangsterskiego w szczególności), więc się nie wypowiadam. Zastanawiam się tylko skąd taka rozbieżność w ocenach? “Ponarzekajmy o filmach” jest jednym z bardziej znanych polskich kanałów z recenzjami filmów, ma ponad 35 tys. subskrybentów (recenzja wspomnianego filmu ma blisko 30 tys. wyświetleń, więc to chyba nie jakiś pryszczaty nerd robiący sobie jaja w necie? Z ich recenzjami filmów, które widziałem, zwykle się zgadzam.
        Edit: Dla porządku obejrzałem recenzję jeszcze raz. Jednak dał mu 5/10. Mimo to i tak istotna rozbieżność. Zastanawiam się czy to on jest nazbyt krytyczny, czy to tutaj ktoś podchodzi do tego “dzieła” nazbyt pobłażliwie?

        Reply
        • 2 lipca 2020 at 09:16
          Permalink

          Bardzo często różnica w ocenie (i to spora) może wynikać po pierwsze z przekonań z którymi siada się do produkcji, osobistej jej klasyfikacji jak i skali itd, ale też zwyczajnie gustu. Jako przykład niech będzie choćby “Interstellar” czy “Rise of Skywalker”. Te filmy potrafią zebrać bardzo skrajne opinie.

          Ja ze swojej “działki” okropnie zawiodłem się na grze planszowej “7 cudów świata” która nazbierała sporo nagród, na BGG jest na 50 miejscu wszechczasów a ja zwyczajnie się zmuszam i męczę jeśli ktoś mi ją proponuje i zgadzam się dać jej kolejną szansę. I wiesz co? Zrewidowałbym pierwotną ocenę z 6 na 5 ;-).

          Reply
  • 1 lipca 2020 at 22:09
    Permalink

    ogladalem i mam podobne odczucia. tylko zakonczenie filmu pozostawia troche do zyczenia ;p

    Reply
  • 2 lipca 2020 at 00:12
    Permalink

    Oglądałem i aż tak mnie nie porwał. Jest ponadprzeciętny a jeżeli porównamy do innych polskich produkcji to wtedy automatycznie zawyżymy ocenę. Miło jednak że w Polsce ktoś potrafi coś nakręcić a nie tylko gnioty tego tam zapomniałem nazwiska lub ten cudak o włoskim mafiozie.

    Reply
  • 2 lipca 2020 at 08:38
    Permalink

    To kolejny raz, kiedy czytam recenzję Voo i myślę, że film raczej nie dla mnie, ale jej lektura to przyjemność sama w sobie.

    Reply
  • 2 lipca 2020 at 12:32
    Permalink

    O właśnie, może jakaś zbiorcza recenzja tworów P. Vegi na stronie? W sumie na jedno kopyto, więc można je potraktować razem.

    Reply
  • 6 lipca 2020 at 15:11
    Permalink

    Swoją drogą malownicza z nich kompania na tej zbiorowej fotce. Ci dwaj po zewnętrznych wyglądają jakby nie mogli się jeszcze zdecydować czy chcą być gejami, czy skinami. Gość w dresie i fryzurze na enerdowca wygląda jakby właśnie jakiś ruch oporu teleportował go z początku lat dziewięćdziesiątych. A główny bohater sprawia wrażenie ofiary kiepskiego fotomontażu, któremu doklejono głowę do niepasującego ciała. Najsolidniej wygląda facet, a la amerykański redneck. Też nie gangstersko, ale przynajmniej nie śmiesznie. 🙂

    Reply
  • 7 lipca 2020 at 16:43
    Permalink

    Jestem po seansie i ogromne pozytywne zaskoczenie. Jeden z najlepszych polskich filmów sensacyjnych ostatnich lat, to bez dwóch zdań. Skala i rozmach, finanse na zachodnim poziomie. Jednym słowem rewelacja. Ten film powinien być klasykiem rodzimego kina, Vega nie ma nawet startu (współczesny, bo np Służby Specjalne mu bardzo wyszły).

    Świetna obsada, dosłownie nikt tam nie odwalił kaszany. Od Ogrodnika i Wołoska poczynając, na Fryczu i nawet taki Marek Dyjak z Roguckim dali radę.

    Dzięki za polecenie, zgadzam się z oceną w całej rozciągłości!

    Reply
  • 31 lipca 2020 at 22:34
    Permalink

    Wg mnie najlepszy polski film, w tym gatunku, ostatnich lat! W porównaniu do Jego to jest arcydzieło! Polecam każdemu 🙂

    Reply
  • 7 października 2020 at 13:02
    Permalink

    Moim zdaniem to jeden z najlepszych filmów polskich w tym gatunku! Oglądałem go dwa razy i z chęcią obejrzę raz jeszcze. Narrator wprowadza bardzo fajny klimat i oglądając cały film ma się właśnie wrażenie tej prawdziwości a nie jak w przypadku filmów Vegi.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków