Tucker i Dale kontra Zło (2010)

Zaczynamy od tytułu? Wiem, że to średnio interesujące, ale warto rzecz wyjaśnić, aby wszyscy rozumieli o jakim filmie mowa. Jak zwykle polski dystrybutor zagwarantował nam bowiem odrobinę zamieszania. Otóż oryginalny tytuł filmu brzmi “Tucker and Dale vs Evil”. W polskich kinach znalazł się on pod tytułem “Porąbani”. W serwisach poświęconych filmom, na Wikipedii oraz w niektórych usługach streamingowych używa się alternatywnego tytułu “Tucker i Dale kontra Zło”. I tak będę go nazywał, nie zważając na głupi pomysł dystrybutora.

Skoro ten koszmar mamy za sobą, to przenieśmy się do kolejnego. Wyobraźcie sobie następującą historię. Grupa amerykańskich studentów – jak to zwykle amerykańscy studenci czynią w horrorach – chce spędzić trochę czasu z dala od cywilizacji, w otoczeniu natury i różnej maści używek. Po drodze do swojego miejsca przeznaczenia spotykają bardzo podejrzanie wyglądających wieśniaków. Gorzej – niepokojąco wyglądających, bełkoczących wieśniaków, którzy ich obserwują. Dzieciaki lekceważą zagrożenie i wjeżdżają w puszczę, umilając sobie czas opowieściami o morderstwach, do jakich dochodziło w okolicy. Dopiero w nocy mają odkryć cały horror swojego położenia. Gdy młodzież chce się wykąpać na golasa, wieśniaki pojawiają się znikąd i wciągają do swojej łódki jedną z dziewczyn. “Mamy waszą koleżankę!” – oznajmiają złowieszczo. Studenci uciekają, ale po pewnym czasie nabierają przekonania, że muszą stawić czoła swym prześladowcom i odbić koleżankę. Ten weekend skończy się krwawo.

Studenciaki na tropie.

OK, a teraz spójrzmy na to z innej strony. Jest sobie dwóch sympatycznych gości – Tucker (w tej roli genialny Alan Tudyk) i Dale (Tyler Labine). Chłopaki jadą do swojej podniszczonej chatki w lesie. Chcą ją trochę uporządkować, no i spędzić mile czas na łowieniu ryb. Po drodze spotykają bandę rozwydrzonych dzieciaków. Tuckerowi nie przypadają do gustu, ale młodszemu Dale’owi podoba się jedna z dziewczyn. Jego przyjaciel zachęca go, by z nią pogadał, choć oczywiście nieśmiały Dale nie jest w stanie wydukać niczego sensownego. Wydaje się więc, że ich drogi się rozchodzą. Ale w nocy, gdy Tucker i Dale idą łowić ryby, okazuje się, że studencka hołota przyszła im przeszkadzać. Na dodatek dziewczyna, która tak bardzo spodobała się Dale’owi, uderzyła się w głowę i wpadła do wody. Chłopaki śpieszą jej na ratunek, ale reszta studentów ucieka. Kiedy w ciągu następnych kilku godzin młodzież zaczyna ginąć w dziwnych okolicznościach, Tucker i Dale nabiorą przekonania, że studenci próbują popełnić rytualne, zbiorowe samobójstwo.

Jest kilka sposobów na sparodiowanie horroru. Można to zrobić głupio i powierzchownie, oblekając quasi-fabułkę fasadą skeczy. Ale można też rzecz zrobić ze znawstwem gatunku, wydestylować esencję horroru i w zabawny sposób postawić wszystko na głowę. Takie inteligentne pastisze kina grozy nie zdarzają się zbyt często – w tej chwili do głowy przychodzi mi przede wszystkim Wysyp żywych trupów (Shaun of the Dead) oraz Zombieland. Tucker i Dale doskonale do nich pasują. Konstrukcja filmu jest naprawdę sprytna, a gagi autentycznie śmieszne – im bardziej widz obeznany z konwencjami horroru, tym będą śmieszniejsze. Nawet przeróżne dziury fabularne czy nielogiczne zachowania postaci służą parodiowaniu konwencji. Do tego od strony technicznej film jest nakręcony naprawdę solidnie, korzystając z masy trików i metod kina grozy.

Zabawna sprawa, panie władzo…

Świetnie wypadają też aktorzy. Studenciaków nie lubimy od samego początku – może z wyjątkiem Allison, wybranki serca Dale’a, którą odgrywa Katrina Bowden. Tyler Labine jako Dale jest niezły. Ale to co wyczynia Alan Tudyk w roli Tuckera to autentyczne mistrzostwo świata. To jeden z najlepszych aktorów komediowych tego pokolenia i fakt, że jest tak rzadko wykorzystywany (ostatnia jego duża rola to droid K2S0 z Rogue One) to prawdziwa zbrodnia. W scenie, w której Tucker trzymając przerżnięte na pół zwłoki studenta próbuje wyjaśnić wydarzenia dnia gliniarzowi, zacząłem płakać ze śmiechu.

W zasadzie film ma tylko jeden minus – choć niestety dość duży – humor bardzo mocno siada w akcie trzecim. Wygląda to tak, jakby po absolutnie genialnym początku i środku filmu, po prostu brakło pomysłu na zakończenie, które wyszło… no, nie powiem, że źle, bo jest nakręcone kompetentnie, ale po prostu lekko trąci sztampą. Ale mimo tego problemu, gorąco Wam film polecam. I ostrzegam – nie warto oglądać trailera, bo popsujecie sobie zabawę. Zdradza zakończenie ogromnej liczby gagów, nie dając nam prawie nic z radości oglądania ich set-upu. Lepiej oglądać w ciemno.

-->

Kilka komentarzy do "Tucker i Dale kontra Zło (2010)"

  • 28 lutego 2020 at 14:19
    Permalink

    “college kids!!” Jak oglądałem sporo lat temu, to pierwsze 3 razy nie mogłem przestać się śmiać 😀

    Reply
  • 28 lutego 2020 at 16:50
    Permalink

    Teraz proszę o recenzję “Armii Ciemność”. Kiedyś widziałem nawet mema, porównującego szturm na zamek z tego filmu, z odcinkiem “Długa Noc”, z GoT.

    Reply
  • 28 lutego 2020 at 18:24
    Permalink

    A ja proszę o recenzję ‘Zombie SS’. Bo to też świetny pastisz. I jeden z tych nielicznych przypadków, gdy sequel jest lepszy od pierwszej części.

    Reply
    • 2 marca 2020 at 09:58
      Permalink

      Wręcz przeciwnie 😛 druga część była już mocno wymęczona i pewnie dlatego nie zabrali się za kolejną.

      Reply
  • 2 marca 2020 at 09:06
    Permalink

    Zainteresowałeś. Trzeba będzie obejrzeć.

    Co do pastiszy to mi osobiście Dom w głębi lasu się podobał jeszcze. A Alan miał fajną rolę w Doom Patrol. Oby było go więcej w drugim sezonie.

    Reply
    • 2 marca 2020 at 09:59
      Permalink

      Tylko czy Dom w głębi lasu to pastisz? Moim zdaniem akcenty są zupełnie gdzie indziej.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków