Miś (1980)

Niewiele pamiętam z PRL-u. Gdy dochodziło do transformacji ustrojowej, nie byłem jeszcze nawet przedszkolakiem. Pozostały mi tylko pojedyncze obrazy i doznania – nijak niereprezentatywne dla życia w “realnym socjalizmie”, bo zawsze związane z jakimiś fragmentami Zachodu, które się przedarły do Polski. Pamiętam więc smak soku pomarańczowego w małych kartonikach sprowadzonego z RFN-u, zapach amerykańskiego tytoniu fajkowego, jaki od święta palił mój tata, olśniewający widok pierwszego automatu do gier wideo, dotyk kart komiksu z Thorgalem, muzykę na Pikniku Country, na który zabrali mnie rodzice. Tyle i nic więcej. Nie kojarzę nawet tej szarości, o której mówiło starsze pokolenie. Kojarzę dysonans pomiędzy ustępującą szarością a wchodzącą pstrokacizną – ale to już wspomnienia z początku lat 90.

Na każdą rzecz można patrzeć z dwóch stron. Jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda ekranu, która mówi: „Prasłowiańska grusza chroni w swych konarach plebejskiego uciekiniera”. Zróbcie mi przebitkę zająca na gruszy… Nie, nie! Zamieńcie go na psa! Zamieńcie go na psa. Niech on się odszczekuje swoim prześladowcom z pańskiego dworu. Niech on nie miauczy…
—Miś—

Kawa i wuzetka są obowiązkowe dla każdego. Bijemy się o “Złotą patelnię”.

Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Bo film, o którym chciałbym dziś opowiedzieć, mimo że jest pełną absurdów komedią, jest też chyba najwierniejszym obrazem życia w PRL-u, jaki kiedykolwiek powstał. Bo tamto życie było surrealistyczne. Ja tego nie doświadczyłem – w tym sensie, że nie pamiętam rodziców stojących w wielogodzinnych kolejkach ani przemówień pana generała w telewizji. Ale rodzinne opowieści, kroniki filmowe, archiwalia, opracowania naukowe, czy wreszcie te ostatnie pozostałości PRL-u, jakie jeszcze się gdzieniegdzie widuje, stworzyły w mojej głowie pewien obraz PRL-u. Wchłonąłem tę cząstkę “komuny” przez osmozę. Dlatego Misia rozumiem. I dlatego mnie on bawi – choć nie zdziwię się, jeśli przedstawiciele pokolenia młodszego ode mnie (nie uwierzycie, ale ponoć ludzie urodzeni w bieżącym tysiącleciu są już studentami!) będą przez Misia nieco skonfundowani.

– Bardzo porządna dziewczyna.
– Trudno, co robić.
—Miś—

Zacznijmy jednak od samego początku, czyli od wyjaśnienia, dlaczego film w ogóle powstał. Jak to było możliwe w czasach ostrej cenzury? Cóż, historia jest dość ciekawa. Otóż Bareja pod koniec lat 70. naraził się cenzorom dość mocno, bo jego filmy przestały chować swą antysystemową szpilę pod płaszczykiem gier słownych, a sam reżyser czynnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. Powstały w 1978 roku obraz Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz został przez cenzurę praktycznie wykastrowany. Krytycy filmowi mocno Bareję ganili, robili to – o czym dziś niektórzy pragną zapomnieć – również tak uznani reżyserzy jak Kazimierz Kutz (któremu zresztą Bareja pięknie się odgryzł – ale to temat na inny artykuł). Być może mimo ogromnej popularności swych filmów Bareja dostałby wilczy bilet, gdyby nie tzw. Karnawał Solidarności, czyli okres 16 miesięcy po podpisaniu porozumień sierpniowych (do rozpoczęcia stanu wojennego). Ni z tego, ni z owego Solidarność stała się uznaną siłą polityczną i wielu przedstawicieli administracji państwowej uznało, że Polskę czeka finlandyzacja (czyli zmiana systemu politycznego, ale pozostanie w orbicie wpływów ZSRR) i że Solidarności lepiej się nie narażać. Wśród tych przedstawicieli administracji państwowej byli również cenzorzy, którzy z bezwzględnych rygorystów nagle zamienili się w “od zawsze sympatyzujących z Solidarnością”, spolegliwych panów. I któryś z nich klepnął scenariusz Misia bez mrugnięcia okiem, a potem zatwierdził sam film, dokonując ledwie mikroskopijnych zmian.

Nie bądźcie natrętni! Natrętny pasażer… (Sprawdza hasło w podręczniku). O! A gdyby tu wasz synek z grupą stuosobową odlatywał i każdy z rodziców chciałby wejść, to jaki byłby tłok, sami widzicie i nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili mieć możecie (sprawdzić, czy nie ksiądz).
—Miś—

-Puree ze smalcem.
-Nie ma smalcu, z dżemem są puree.
-Dobrze, niech będą.

I tak powstał Miś, czyli opowieść o… no właśnie… O czym? Na pozór to po prostu historia kombinatora, aparatczyka i prezesa klubu sportowego “Tęcza” – Ryszarda Ochódzkiego. Ryś, świeżo rozwiedziony z żoną (która ma zostać małżonką ministra), zostaje zatrzymany na granicy ze względu na zniszczony paszport. Podejrzewa, że kartki wyrwała z niego była żona, pragnąca w ten sposób uniemożliwić mu wyjazd do Londynu i wyciągnięcie pieniędzy z ich wspólnego konta. Ochódzki będzie musiał wykorzystać wszystkie swoje kontakty i kombinacje, by zdobyć nowy paszport. To wątek główny. Równolegle toczy się niezliczona liczba (no dobrze, tak naprawdę to zliczona – jest ich 9) wątków pobocznych, służących pokazaniu realiów życia w PRL-u, pokazujących jak głęboki i szeroki jest ocean absurdów. Krytycy Misia zarzucali Barei chaotyczność filmu, przeskakiwanie od jednej śmiesznostki do drugiej, jak gdyby nie zauważając, iż wszystkie sceny łączy jedna przewodnia myśl.

Korzystając z okazji, bo w końcu awaria też jest jakąś okazją, by naszym pasażerom, ludziom dobrej roboty, bo są nimi przecież, zaprezentować, do czasu usunięcia awarii, artystyczny program.
—Miś—

Parówkowym skrytożercom mówimy NIE!

Są bowiem dwa klucze do zrozumienia geniuszu Misia i jego twórcy. Pierwszym jest skala absurdów. Otóż wbrew pozorom Bareja wcale nie przejaskrawia szczególnie realiów życia w PRL-u. On posuwa je o maleńki kroczek dalej. Bary mleczne naprawdę miały sztućce na łańcuszkach – Bareja dorzuca do nich przykręcane śrubami talerze. Jest przy tym diabelnie spostrzegawczy, wydobywając ogrom i powszechność PRL-owskich idiotyzmów. Śmiesznie jest na każdym kroku… tak śmiesznie, że aż zaczyna to przerażać. No i jest klucz drugi. Analiza zachowania postaci, która prowadzi do bardzo smutnej konstatacji. Obserwujemy dość dobrze zachowanie co najmniej kilkunastu osób, z różnych warstw społecznych. Nie ma wśród nich – wyjąwszy może pana Jana, emigranta z Londynu – nikogo prawdziwie przyzwoitego. Wszyscy kombinują, obgadują, konfabulują, spiskują – na miarę swoich możliwości. I to właśnie pokazuje w pełni Miś – upodlenie przez absurdalny, surrealistyczny system. Wszechobecną głupotę tak wielką, że wyżyć w niej mogą tylko sukinkoty. I dlatego ta komedyjka jest jednym z najważniejszych dzieł polskiej kinematografii i absolutnym triumfem Stanisława Barei. Uderzę teraz w lekko patetyczne tony, na złość samemu Barei, który tego nie lubił, ale… kto Polak, ten powinien film obejrzeć.

Nawiasem mówiąc, w całym tekście możecie zauważyć, że nazywam Misia filmem Barei, nie wspominając o drugim scenarzyście – Stanisławie Tymie. Śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż sądzę, że Tym, choć w roli Ochódzkiego był genialny, nie był głównym czynnikiem sprawczym podczas prac nad filmem. Zresztą podjął on dwa razy próbę nakręcenia kontynuacji Misia, już bez Barei. Pierwszy raz, do spółki z Sylwestrem Chęcińskim, wyszło średnio (Rozmowy Kontrolowane). Po raz drugi, na własną rękę, wyszło fatalnie (Ryś). Błyskotliwa spostrzegawczość była domeną Barei. Ale o tym może opowiem innym razem. A póki co – jeśli jeszcze Misia nie widzieliście, to koniecznie nadróbcie tę zaległość. Może dziś, 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. A może w święta? Na pewno pokażą film w święta. To taka tradycja. Ekstra tradycja. Ekstradycja.

 

-->

Kilka komentarzy do "Miś (1980)"

  • 13 grudnia 2019 at 12:34
    Permalink

    Podpisuje się obiema rękami pod recenzją, lecz mam jedno zastrzeżenie: “Nie ma wśród nich – wyjąwszy może pana Jana, emigranta z Londynu – nikogo prawdziwie przyzwoitego” A wesoły Romek? A węglarze?

    Reply
    • DaeL
      13 grudnia 2019 at 13:01
      Permalink

      Węglarze to nie za bardzo. Złodzieje i ogólnie lumpy. Może poza tym najstarszym. Wesoły Romek – no dobra. Zgadzam się. Dzień dobry, cześć i czołem!

      Reply
    • 13 grudnia 2019 at 14:02
      Permalink

      Węglarze handlowali kradzionymi drzewkami i dali łapówkę milicjantowi, a Wesoły Romek ciągle chwalił się, że ma w domu i wodę, i prąd, i gaz. Okrutny człowiek.

      Reply
  • 13 grudnia 2019 at 13:19
    Permalink

    Motyla noga Tomka Mazura – mój ulubiony fragment.
    No i jeszcze: Czy ja pelę? Ja palę przez cały czas, na okrągło, (odpalając nowego papierosa od starego)
    Zresztą ten film jak i cała twórczość Barei to jest kopalnia niesamowitych żartów i tekstów nie do zapomnienia. 10/10 zdecydowanie.

    Reply
  • 13 grudnia 2019 at 13:39
    Permalink

    na domówkach w 90′ teksty typu ‘to jest miś na miarę naszych możliwości’ ‘rozmowa kontrolowana(jak ktoś dzwonił do starych że wróci rano)’ ‘łubudubu łubudubu’ ‘czy ja palę ? ja cały czas palę (nie wiem czy to z tego filmu)’ ‘to mówiłem ja, Jarząbek (jak walnałes tekst na facepalmy)’ itp się mieszały z tekstami z Psów i Pulp Fiction
    generalnie to się z komuny guzik pamiętało – ot wkurw na starych że nie było Teleranka tylko Jaruzelski ogłaszający stan wojenny (Teleranek to była kulfa świętość!) oranżady w torebkach, misie Haribo, resoraki i takie tam bzdety >> ale potem lało się z tego na okrągło

    Reply
  • 13 grudnia 2019 at 14:01
    Permalink

    Ruda woda na myszach, ech… to były porównania. Świetny film, genialne teksty i ogólnie zrobienie z teoretycznie filmu o niczym arcydzieła – absolutnie mistrzowskie. No i wspomniany przez Ciebie teksty – ” Bardzo porządna dziewczyna. Trudno, co robić?” haha, lol.

    Reply
  • 13 grudnia 2019 at 14:28
    Permalink

    Mnie humor Barei nie śmieszy, więc ciężko docenić mi Misia,
    Oczywiście jako obraz epoki Miś jest dziełem ważnym, ale jako komedia może nie podejść

    Reply
    • 14 grudnia 2019 at 09:15
      Permalink

      I dobrze reagujesz. To komefia jest przy okazji. Gawiedz widzi w tym glownie prosty dowcip. Poszukaj na yt co sam Bareja mowi o tym filmie.

      Reply
  • 13 grudnia 2019 at 15:10
    Permalink

    “Nie ma wśród nich – wyjąwszy może pana Jana, emigranta z Londynu – nikogo prawdziwie przyzwoitego. Wszyscy kombinują, obgadują, konfabulują, spiskują – na miarę swoich możliwości. I to właśnie pokazuje w pełni Miś – upodlenie przez absurdalny, surrealistyczny system. Wszechobecną głupotę tak wielką, że wyżyć w niej mogą tylko sukinkoty.”
    I to chyba najważniejsza konstatacja, jaką można wynieść z obejrzenia “Misia”. Łatwiej wtedy zrozumieć, dlaczego dziś Polacy są tacy, jacy są. To największa krzywda, jaką nam zrobił komunizm. Nie te braki w zaopatrzeniu, które tak naprawdę ograniczały się tylko do okresu bezpośrednio powojennego oraz czasów Jaruzelskiego. Ale to zepsucie nas jako społeczeństwa, jako ludzi.
    Ja PRL pamiętam doskonale, choć też byłem wtedy jeszcze bardzo młodym człowiekiem i nie miałem problemów, jakie niewątpliwie mieli ludzie mający rodziny na utrzymaniu. I chociaż do dziś twierdzę, że pewne rzeczy w PRL były dobre i warte utrzymania, to jednak ogólnie tęsknić nie ma za czym.

    Reply
  • 13 grudnia 2019 at 17:59
    Permalink

    Młodzież przed wyborami powinno się obowiązkowo zabierać na ten film. Może takie Wiosny, Razem i inne SLD znalazłyby się wtedy tam gdzie ich miejsce czyli na śmietniku historii.

    Reply
    • 13 grudnia 2019 at 23:04
      Permalink

      A mają alternatywę? Ja jej nie znam. Może ty tak.

      Reply
      • 14 grudnia 2019 at 00:12
        Permalink

        Każda alternatywa jest lepsza niż wchodzenie po raz kolejny do tej samej wody. Ludzie myślą, że tym razem woda będzie czystsza, cieplejsza i płytsza? Nie, po staremu będzie zimna, śmierdząca i pełna mułu na dnie. Bo takie są wszelkie socjalizmy, komunizmy oraz inne “izmy”. Bo to po prostu aberracja normalności i zawsze zawiedzie na manowce.

        Reply
  • 13 grudnia 2019 at 19:09
    Permalink

    Na 13 grudnia lepsze jednak będą “Rozmowy” – zgadza się, średnia ale nie taka zła komedia.
    A co do “Misia” – jest genialny, ale pamiętajmy, że jest śmieszny bo pokazuje system w fazie gnicia i rozpadu, gdy już praktycznie nikt nie wierzył w ideologiczną dekorację, a chodziło o to żeby się “ustawić” w narzuconych z zewnątrz realiach. Ten sam system trzydzieści lat wcześniej był tak samo absurdalny, tyle że władza traktowała te absurdy śmiertelnie serio i niewielu było wtedy do śmiechu.

    Reply
  • 13 grudnia 2019 at 22:06
    Permalink

    Jestem psychofanem Misia i znam go na pamięć. Ale…

    … odpowiedzialny za słowa człowiek nie może napisać że to najwierniejszy obraz PRL. Bo PRL lat 80-tych to były puste połki, prześladowania, 100 tyś. współpracowników SB, setki ofiar, ludzie wyrzucani z pracy. Tam naprawdę nie było śmiesznie ani surrealistyczne. Była bieda i beznadzieja.

    Miś był typowym przykładem wentyla bezpieczeństwa, tak jak np. Kabaret Tey. Każda władza woli aby ludzie się śmiali zamiast protestować. Inna rzecz że dzięki temu powstały po prostu śmieszne filmy czy skecze.

    Osobiście uważam, ze jeśli za ileś lat młodzież będzie utożsamiać PRL z Misiem to będzie zwycięstwo komuny zza grobu. Tu jest rola starszych aby tłumaczyć że w rzeczywistości było trochę inaczej niż w filmie.

    Reply
    • 13 grudnia 2019 at 23:02
      Permalink

      Genialnie opisał PRL Waldemar Krzystek. ‘W zawieszeniu’ i ‘Zwolnieni z życia’. Tam jest prawda bez wentyla.

      Wygrała nie komuna, ale Stalin. To on zaplanował zrobienie z Polaków kretynów i mu się udało. PRL to był tylko beneficjent jego działań.

      Reply
    • 14 grudnia 2019 at 00:24
      Permalink

      Miś nie pokazuje PRLu lat 80-tych, ale “złotych” lat 70-tych, które z takim rozrzewnieniem wspominają nasi rodzice i dziadkowie.

      Reply
  • 14 grudnia 2019 at 00:01
    Permalink

    Powiedz mi, po co jest ta recenzja? Otóż to, nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ta recenzja? Ona odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest recenzja na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co DaeL robi tą recenzją? On otwiera oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówi, to jest nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo. I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest recenzja społeczna, w oparciu o sześć instytucji, która sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?

    Reply
  • 14 grudnia 2019 at 09:12
    Permalink

    Kolejny ktory nie zrozumial tego filmu. To nie jest film o “absurdach”. To nie film o “trudach zycia w PRLu”. To nie jest “smieszny film”. To film o falszu, klamstwie. Gdzie kazdy kazdego dy….a.

    Reply
    • 14 grudnia 2019 at 22:26
      Permalink

      mnie śmieszy za każdym razem
      de gustibus ?

      Reply
  • 14 grudnia 2019 at 10:26
    Permalink

    Dla mnie fascynujące jest, jak bardzo ten film – w całości zanurzony przecież w absurdach PRL – odnajduje się w dzisiejszych czasach. Teksty o “wielkich, słomianych inwestycjach” lub o komputerze mylącym się przy dodawaniu są ponadczasowe i aktualne również dzisiaj. Ten film warto obejrzeć także po to, aby dostrzec, jak pomimo widocznego dokoła postępu, wiele zachowań z tamtej epoki w nas pozostało.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków