Doom: Annihilation (2019)

Jak zarobić dużo milionów dolarów? Można być włodarzem dużej wytwórni filmowej (np. Universal Pictures) i mieć prawa do ekranizacji popularnych gier wideo (np. Doom). W takiej sytuacji mamy przed sobą całe morze możliwości. Można zagonić do roboty jakichś scenarzystów – speców od kina akcji, znaleźć przyzwoitego reżysera, ze dwie gwiazdy Hollywoodu, rzucić trochę forsy na promocję i sukces gotowy. Co jednak, jeśli zamiast tego ulega się namowom reżysera takich hitów jak: Soccer Dog i trzecia część S.W.A.T. (w tej roli Tony Giglio), który przysyła nam szkic scenariusza swojego wymarzonego Dooma? Rozsądny człowiek spuściłby gościa na drzewo, ale nie wytwórnia Universal… Wytwórnia Universal postanawia w takim wypadku dyskontować sukces niedawno wydanej czwartej części gry i czym prędzej daje zielone światło nowej superprodukcji. No może nie tak do końca super, bo reżyserem nadal jest Tony Giglio, w obsadzie nie ma żadnej znanej twarzy, a tak w ogóle to film ląduje od razu na DVD i BluRay. Co mogło pójść nie tak? Podpowiadam: wszystko.

Interakcje między postaciami co najmniej jak u Martina.

W tym całym pożałowania godnym procesie produkcyjnym wart uwagi jest być może fakt, że Universal ma prawa jedynie do ekranizacji trzech pierwszych części Dooma, więc chociaż zamiarem było korzystanie z popularności gry z 2016 roku, to film najwięcej czerpie z trzeciej odsłony serii, a początkowo był planowany jako kontynuacja poprzedniej ekranizacji sprzed 14 lat. Jak wiadomo, tamta operacja również udała się w 100%, a pacjent zmarł. Ostatecznie filmy nie są ze sobą powiązane fabularnie, ale fakt ten jest absolutnie bez znaczenia.

Tym razem dla odmiany mamy do czynienia z kompleksem badawczym na księżycu Marsa – Fobosie, gdzie ambitni naukowcy badają tajemnicze portale, umożliwiające teleportację. Pech chce, że każdy kurs takim urządzeniem zahacza po drodze o piekło (i nie chodzi tu o dworzec w Sosnowcu), więc bardzo szybko placówka zostaje opanowana przez opętanych demonicznymi mocami pracowników i szkarady spoza naszego świata. W to wszystko wplątuje się dzielna załoga statku kosmicznego, przybywająca na Fobosa w celu ochrony bazy, na czele z niejaką Joan Dark (jeszcze nieświętą). Potem jest dużo strzelania, koszmarnych dialogów, jeszcze gorszych efektów specjalnych i głupkowatej fabuły.

Silna i niezależna kobieta (i plastikowe BFG).

Pan Giglio to ewidentnie koneser kina s-f, więc swój film postanowił ozdobić nawiązaniami do klasyki gatunku. Szczególnie upodobał sobie Obcego i Odyseję kosmiczną, więc załogę poznajemy w momencie wybudzenia z kriosnu, wnętrze pojazdu utrzymane jest w białych barwach, a główną bohaterką jest silna i niezależna kobieta, która wie, czego chce, i za którą nie przepada reszta załogi. Szkoda trochę, że towarzyszy jej m.in. były chłopak, przez co raczeni jesteśmy dialogami, których nie powstydziłby się George Lucas w swoich prequelach. Szkoda też, że budżet produkcji wynosił tyle, co Kancelaria Sejmu wydaje miesięcznie na “małpki”, albo i jeszcze mniej, bo jakość komputerowych animacji, tekturowych dekoracji i w ogóle wszystkiego w tym filmie powoduje, że widz z nostalgią wspomina wygląd pierwszego Dooma pod DOSem i na 386.

To nie jest klatka z intra gry sprzed 10 lat, tylko kadr z filmu.

Nie zdradzę wiele, jeśli napiszę, że większa część filmu to głupia, bezładna bieganina połączona ze strzelaniem i czerstwymi dialogami, będącymi kalką wszelkich możliwych czerstwych dialogów z kiepskich filmów akcji. Ktoś tam ginie, kiepsko ucharakteryzowani aktorzy grający zombi próbują straszyć, a na koniec i tak wiadomo, że główna bohaterka z BFG w ręku zmierzy się z Wielkim Złym, w tym wypadku wędrując aż do bram piekła. Emocji przy tym tyle, co w Ekstraklapie albo podczas konkursu Eurowizji.

Niech ta recenzja ma jakiś pozytywny element. Silne, niezależne kobiety ślą całusy.

Z całego serca zniechęcam więc was do oglądania tego gniota. Jako horror nie straszy, jako film akcji leży na całej linii, jako s-f jest tak biedny, że szkoda słów. Jest nawet zbyt nudny i za mało koślawy, żeby być porządnym przedstawicielem kina klasy Z, z którego można się pośmiać przy piwie. Jest do bólu nijaki. Smutne, że kolejna próba egranizacji znanego tytułu kończy się niskobudżetową kaszanką, niemającą zbyt wiele wspólnego ze słynnymi pierwowzorami. Nie wiem, czy panuje jakieś ogólne niezrozumienie w branży filmowej, o tym, czym są gry i jak powinno się przekładać je na język kina, czy po prostu nikt nie traktuje gier poważnie i jako potencjalnej żyły złota. Skoro z komiksami się udało (mówię o sukcesie komercyjnym), to czemu z grami miałoby być inaczej? Panowie (i panie) z Universal Pictures raczej też nie znają odpowiedzi na to pytanie, a szkoda. Być może wtedy nikt nie straciłby 90 minut życia na oglądanie Doom: Annihilation, a na FSGK.PL znalazłby się jakiś ciekawszy artykuł.

-->

Kilka komentarzy do "Doom: Annihilation (2019)"

  • 8 grudnia 2019 at 13:22
    Permalink

    Zajoba macie tam wszyscy w redakcji na punkcie silnych niezależnych kobiet? Pizdki w krótkich miasteczkach.

    Reply
    • 8 grudnia 2019 at 17:20
      Permalink

      O jaki białorycerzyk! Dobrze Crowley napisał, w dzisiejszych czasach feminizm to rak kinematografii.

      Reply
      • 9 grudnia 2019 at 16:11
        Permalink

        Jeszcze jakieś ciekawe określenia sciagnales od amerykanskich redneckow? Jeszcze Petersona zacytuj, mistrzu ściętej riposty

        Reply
      • 9 grudnia 2019 at 16:22
        Permalink

        Poza tym biedaku, bialorycerzyk w waszym protojezyku oznacza osobę,ktora popisuje sie nie byciem zwierzęciem przed kobietą celem jej zaliczenia. Widzisz tu jakiś target tego typu działań? Komu chcialbym zaimponować,może Sithfrogowi? Nawet mówić adekwatnie w waszym gulgocie nie potrafisz 😀

        Reply
    • 8 grudnia 2019 at 20:32
      Permalink

      Wszyscy mamy silne i niezależne kobiety w domach, więc na fsgk.pl odreagowujemy stresy. True story, pisali w internetach.

      Reply
      • 8 grudnia 2019 at 22:46
        Permalink

        Może mi ktoś wyjaśnić co to są krótkie miasteczka?

        Reply
        • 9 grudnia 2019 at 06:18
          Permalink

          Te z nazwą nie dłuższą niż 4 litery?

          Reply
        • 9 grudnia 2019 at 16:25
          Permalink

          Pizdek,nie pizdka. Używajmy poprawnych maskulinatywów.

          Reply
          • 9 grudnia 2019 at 17:20
            Permalink

            Dziecko… Tobie już nic nie pomoże, ale stronę jeszcze można uratować – banujac podobnych tobie pseudointelektualistow z wypoku czy innej gimbolewizny.

            Daelu – wiem, że liberalne podejście do trolla jest teraz w modzie, ale przydałaby się interwencja. Ja bym nie wytrzymała.

            Reply
            • 9 grudnia 2019 at 17:34
              Permalink

              Popieram. Jeden bałwan robi z sekcji komentarzy onetowy rynsztok. Nieładnie to wygląda.

              Reply
  • 8 grudnia 2019 at 13:46
    Permalink

    Sorki, że nie na temat, ale wieść niesie, że Wichry Zimy jeszcze w tym roku.
    P.S. Pozostawiam bez słów komentarz wyżej.

    Reply
    • 9 grudnia 2019 at 16:31
      Permalink

      A nie mają?:) poszukiwacze taniego poklasku:)

      Reply
  • 8 grudnia 2019 at 14:54
    Permalink

    W tym filmie to nawet easter eggi sa do kitu i wrzucone na siłę. W ogóle jest to już druga ekranizacja i dalej twórcy nie chcieli dać naszym dzielnym marines klasycznych zielonych uniformow, czy pancerz 🙁

    Reply
  • 8 grudnia 2019 at 18:31
    Permalink

    Hmmm… Dlaczego 2/10? Za co to +1 skoro film określany jest jako gniot?

    Reply
    • DaeL
      8 grudnia 2019 at 20:28
      Permalink

      Gniotowość też jest stopniowana. Jeśli film dostaje 1, 2 albo 3, to wiadomo, że nikomu go nie polecamy. Ale tak jak bywają filmy dobre, bardzo dobre i wybitne, tak też są filmy złe, bardzo złe i tak złe, że oglądając można dostać raka.

      Nawiasem mówiąc recenzowałem Doom Anihilation w ostatnim numerze CD-Action i generalnie zgadzam się z Crowleyem, ale mam jedno spostrzeżenie odrębne. To znaczy moim zdaniem ten film nie był od początku Doomem. To był jakiś scenariusz taniego sci-fi z zombiakami, do którego markę Doom przyczepili na ostatni moment, bo akurat mieli do niej prawa. Dlatego wszystkie nawiązania do gry są tak żenująco ostentacyjne i nie na miejscu. I dlatego też przypuszczam, że bohaterka nie miała być sfeminizowaną wersją Doom Guya/Doom Slayera. To pierwotnie była po prostu bohaterka filmu o zombiakach w kosmosie.

      Reply
    • 8 grudnia 2019 at 20:30
      Permalink

      Na 1/10 to trzeba sobie zasłużyć specjalnie. Widziałem gorsze filmy, widziałem filmy, których nie przetrwałem do końca. Ten Doom nie jest nawet wystarczająco zły do pośmiania się z niego. Takie smutne, nijakie filmidło. Zresztą miedzy 1 a 2 nie ma już wielkiej różnicy, co najwyżej niuanse.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków