Terminator (1984)

Swego czasu, po moim soczystym narzekaniu na “Terminator: Genisys”, usłyszałem od pewnej osoby, że nostalgia zaciemnia mi spojrzenie, że dawno oglądałem pierwszego Terminatora i pamięć zniekształcił czas. Tak więc obejrzałem go sobie po raz kolejny. I co? Nostalgia? Litości… Kiedyś pewnie dałbym osiem, dzisiaj daję dychę.

Ten film jest doskonały w swojej kategorii. Prosta i spójna historia. Proste środki użyte do jej opowiedzenia i najważniejsze: klimat. Tu naprawdę czuć brak nadziei w 2029 roku. Armia zagonionych pod ziemię obdartusów przymiera głodem. Odziani w szmaty. W kolejnych odsłonach (szczególnie dwóch ostatnich) wojsko Johna Connora wygląda i zachowuje się jak doborowe jednostki specjalne. Gdzie ta beznadzieja postapokaliptycznej zagłady?

Kadr z filmu "Terminator"
Kyle Reese nie spocznie, póki nie wykona misji.

O czym faktycznie przez lata zapomniałem, a co pozwala wsiąknąć w losy bohaterów, to brutalność i dosłowność wielu scen. Maszyna do zabijania jest maszyną do zabijania. Z zimną krwią strzela ludziom w twarz, w plecy, kiedy trzeba – wyrywa organy wewnętrzne. Arnold w tej wersji to monstrum, którego masz się bać. Nie żaden efekciarski cyborg, który rzuca oszczepem z płynnego metalu. Poza tym wszystko, co mamy wiedzieć, widać na ekranie. Nikt tam nie musi niczego tłumaczyć przydługą rozmową pełną ekspozycji. Widzimy, jak wygląda przyszłość, widzimy, jak mordowani są niewinni ludzie. Nic nie jest tu podane w formie pseudodialogu, który służyłby do objaśniania fabuły.

Kolejna różnica między wtedy a teraz: sceny akcji. W Terminatorze uzupełniają fabułę, stanowią całość z pozostałymi wydarzeniami na ekranie. Są środkiem do opowiadania historii, a nie celem samym w sobie. Jakbym miał zgadywać, to powiedziałbym, że Cameron kończył swój scenariusz ubogacając go efektownymi pościgami i strzelaninami. Współczesne części wyglądają tak, jakby scenarzyści najpierw wymyślili przekombinowane ewolucje, a potem dopisywali do nich cokolwiek, byle się jako-tako kleiło.

Kadr z filmu "Terminator"
Słynna scena masakry na posterunku. Film nie szedł na kompromisy i zawierał brutalne sceny.

Aktorów nie chcę nawet oceniać. Oni po prostu “robią” ten film. Linda Hamilton (kobieta, a nie gimnazjalistka, w tym miejscu zupełnie przypadkowe pozdrowienia dla Emilii Clarke), Michael Biehn (a nie drewniany klocek, tu pozdrawiam wybitnego aktora Jaya Courtneya) i Arnold, który ze swoim niezdarnym akcentem i śladową mimiką idealnie pasuje do odegrania maszyny ukrytej pod (w miarę) ludzką facjatą. Słowem, stara szkoła. Trochę już zapomniana, ale dobrze, że ostatnio George Miller (“Mad Max: Fury road”) pokazał, że to nadal działa lepiej niż tona komputerowo generowanych bajerów. A propos, efekty specjalne w 1984 roku zapewne kopały zad. Animacje poklatkowe, modele terminatorów bez powłoki – dziś mocno trącą myszką, ale znów – jest ich na tyle niedużo, że to w ogóle nie przeszkadza.

Po dzisiejszym seansie zauważyłem jeszcze jedną ciekawą różnicę. Trzy pierwsze części nie kończą się happy endem. Na pewno nie w klasycznym wydaniu. “Salvation” kończy się… nie wiem jak, nie pamiętam i szczerze mówiąc mam to gdzieś. Ten film był tak bardzo do zapomnienia, że pamiętam z niego głównie taśmę z planu, kiedy Christian Bale nie wytrzymał i okrutnie opierdzielił jakiegoś biednego statystę czy innego członka ekipy. “Genisys” kończy się jak “Godzilla” (amerykańska, Emmericha, z 1998). Nie dość, że wszystko pięknie, to jeszcze tandetna furtka do sequeli zaraz po napisach. Żenada.

Kadr z filmu "Terminator"
Sarah Connor, od kelnerki do zabójczyni terminatora… obok Ellen Ripley chyba najlepsza ekranowa wojowniczka w dziejach kina.

Podczas oglądania “Genisys” nic mi się nie wydawało, nostalgia niczego nie przesłoniła. Ba, powiem więcej, po najnowszych Terminatorach podnoszę ocenę oryginału, bo ten film po 31 latach zjada na śniadanie ostatnie produkcje, które nie są filmami, a błyskotkami. Zabaweczkami, które kolorowym opakowaniem próbują niezdarnie ukryć swoją miałkość i brak treści. Terminator numer jeden to krok milowy dla kinematografii i trampolina do wielkiej kariery dla Arnolda Schwarzeneggera i Jamesa Camerona. Film, który prawie się nie zestarzał. Polecam obejrzeć zamiast tych parodii, które nadeszły później*.

Kadr z filmu "Terminator"
James Cameron anno domini 1984, reżyser na dorobku, bez wielkiej kasy, ale z wizją.

* – rzecz jasna mowa o trójce, “Salvation” i “Genisys”. Dwójka to film inny niż pierwsza część, ale (niemal) tak samo dobry.

-->

Kilka komentarzy do "Terminator (1984)"

  • 6 listopada 2019 at 12:26
    Permalink

    To już ci głupie podróże w czasie i równie głupi motyw romansu nie przeszkadzają? Sarah to jednak kelnereczka, dopiero w finale zachowuje się inaczej. A po Henriksenie widać, że ważniejszą postać miał pierwotnie grać.

    Głównie finalny akt w fabryce sprawia, że ten film to arcydzieło. To i narodziny Arnolda. Dwójka jednak lepsza.

    Trójka i Genisys to słabiaki, ale Salvation zawsze będę bronił. Pomysłowy scenariusz, fajni bohaterowie, nowe spojrzenie, fajne interakcje robo- ludzkie. 7/10 minimum.

    Reply
    • SithFrog
      6 listopada 2019 at 12:52
      Permalink

      Gdzie mi głupie podróże w czasie i głupi romans przeszkadzały? Tu przecież to jest bardzo proste. I same podróże w czasie i romans. Szczególnie ten drugi to raczej chwilowe zbliżenie przez przeżywaną wspólnie traumę niż wielka miłość.

      Ja wolę jedynkę, dwójka jest świetnym filmem akcji, ale nie ma już tego klimatu beznadziei poza jedną sceną w głowie Sary. To trochę jak Alien i Aliens, oba świetne, ale zdecydowanie bardziej wolę nastrój jedynki niż widowiskowość dwójki. Choć doceniam oba 😉

      Reply
        • 6 listopada 2019 at 20:25
          Permalink

          Każda podróż w czasie powinna powodować powstanie nowej linii czasowej. Czyli John ma jakiegoś tam ojca. Pojawienie się t-800 i kyle’a tworzy nową linię w której to już Reese jest ojcem Johna. Jest w sieci bardzo fajna infografika ze wszystkimi podróżami w czasie w serii i liniami czasowymi rozrysowanymi.
          A film ostatni raz oglądałem z 5 lat temu też po bardzo długiej przerwie i miałem prawie identyczne odczucia. To mistrzostwo.
          I aż się dziwię, że dali mi to oglądać jak mialem te 8 czy 10 lat.

          Reply
          • 7 listopada 2019 at 22:15
            Permalink

            Chyba zapomniałes dodac ze WEDLUG CIEBIE Kazda podroz w czasie powinna powodowac powstanie nowej linie czasowej…no wiesz bo inaczej ktos moglby pomyslec ze uwazasz sie za osobe ktora rozpracowala temat podrozy w czasie:)

            Reply
        • SithFrog
          7 listopada 2019 at 11:18
          Permalink

          Tak, bardzo proste. Jeden facet wysłany, żeby kobietę chronić. Drugi, żeby zabić. Porównaj sobie to z chronologią Genisys jeśli uważasz, że jedynka jest skomplikowana. Nie muszę rozkminiać na poziomie naukowym kina science-fiction z naciskiem na to drugie. Zakładam, ze pijesz do mojej kosy z Interstellar. Otóż w Termiantorach nikt mnie nie próbuje oszukać, że obcuję z kosmicznym, realistycznym kinem najwyższej próby, przy którym pracował Kipp Thorne i nawet jak coś nie ma sensu to ma, tylko ja nie zrozumiałem 😛

          A scena seksu Sary i Kyle’a mi nie zalatuje telenowelą tylko tak jak pisałem, momentem słabości dwóch osób podzielających traumę.

          Reply
          • 8 listopada 2019 at 07:42
            Permalink

            Nie wiem nic o żadnej kosie z Interstellar. A do motywu, który krytykuje nie nawiązałeś więc spróbuje to ująć jaśniej. Bez Kyle’a nie rodzi się John, a więc Kyle’a nie powinien był mieć kto w przeszłość wysłać!

            Pościk poniżej to taki żarcik, który w zamierzeniu miał podkreślić ten fabularny feler 🙂

            Reply
            • SithFrog
              8 listopada 2019 at 08:59
              Permalink

              Ale to standardowy paradoks czasowy w tego typu filmach, nie przeszkadza mi jeśli nie jest za bardzo pogmatwany i rozciągnięty jak w Genisys 😉

              Reply
      • 6 listopada 2019 at 20:12
        Permalink

        Kyle nie spocznie póki nie wykonana misji. Tylko której misji, miał dwie 😀

        Reply
        • SithFrog
          7 listopada 2019 at 11:18
          Permalink

          Kyle nie wiedział, że będzie ojcem Johna.

          Reply
  • 6 listopada 2019 at 13:54
    Permalink

    Pamiętam jak za młodu najpierw kilka razy obejrzałem dwójkę i za cholerę nie mogłem zrozumieć, czemu Sarah tak boi się T-800 gdy go spotyka po raz pierwszy.
    A później obejrzałem jedynkę i jakbym dostał obuchem w twarz.

    Podzielam zdanie SithFroga na temat romansu – raczej chwila zapomnienia podczas beznadziejnego okresu, niż płomienne uczucie.

    Do dziś pamiętam jak mi ciarki przechodziły po plecach gdy Arnold wydłubywał sobie oko, albo wyszukiwał Sary Connor po książce telefonicznej 😀

    A tak offtopując, lubię trójkę. Nie wrzucałbym jej do jednego worka z dwoma ostatnimi filmami. Uważam, że między pierwszymi dwoma, a trójką jest taka przepaść, jak między trójką a Salvation. Ot taki średniak na 6/10

    Reply
    • SithFrog
      6 listopada 2019 at 17:42
      Permalink

      Też lubi trójkę. Ma swój specyficzny urok i kilka zabawnych scen.

      “Do dziś pamiętam jak mi ciarki przechodziły po plecach gdy Arnold wydłubywał sobie oko, albo wyszukiwał Sary Connor po książce telefonicznej.”

      Z okiem do dziś ta scena robi wrażenie biorąc pod uwagę kiedy powstała. Mnie natomiast przeraziły kolejne odwiedziny u kobiet o tym samym imieniu i nazwisku. Nie, że strzelanina, nie, że ucieczka. Dzień dobry, pani Connor? Tak. Łubudu, z 9mm w twarz… Brutalne.

      Reply
  • 6 listopada 2019 at 14:31
    Permalink

    Podpisuje się wszystkim czym mogę 🙂

    Dwie pierwsze części Terminatora, i dwie pierwsze części Obcego – filmy jakże inne od siebie, ale w każdym przypadku obie części świetne. Z dobrymi postaciami, dialogami, grą aktorską i akcją, która nie razi głupotą, jest logiczna, ma ciąg przyczynowo-skutkowy, a jednocześnie trzyma się jakoś praw fizyki, a w szczególności nie zapomina o istnieniu siły grawitacji.

    Przez te kolejne części Obcych, Predatorów, Star Wars, Avengersów, Supermanów, Batmanów przestałem chodzić do kina. Miałka papka dla średnio rozgarniętych dzieciaków z podstawówki.

    Reply
    • SithFrog
      6 listopada 2019 at 17:40
      Permalink

      No właśnie.

      Pewne pomysły są proste i starczają na 2-3 filmy i albo trzeba mieć naprawdę dobry pomysł na wejście do tej rzeki (jak Mad Max:Fury road czy Blade Runner 2049), albo należy sobie odpuścić.

      Albo rozumieć, że nie jest się bogiem. Uważam, że prequele SW miały szansę być dobre gdyby Lucas skoncentrował się na wymyślaniu koncepcji i kierunków prowadzenia historii, a scenariusz i reżyserię powierzył fachowcom.

      Niestety studia chcą wydoić wszelkie możliwe marki do imentu i stąd mamy zalew takich sequeli. Nic nie wnoszą, żerują na sentymencie i grzebią franczyzy 2 m pod ziemią. Jak choćby zeszłoroczny Predator.

      Reply
    • 8 listopada 2019 at 07:43
      Permalink

      Co masz do trzeciego ‘Aliena’? Film równie dobry, co dwa pierwsze.

      Reply
      • SithFrog
        8 listopada 2019 at 09:01
        Permalink

        Moim zdaniem słabszy niż dwa pierwsze i dodatkowo wkurza mnie na samym początku wywalając bohaterów dwójki z historii jakimś czerstwym tekstem 😛

        Chociaż – rzecz jasna – trójka to dobry Alien, dużo lepszy niż wszystkie późniejsze. Perlman rządzi.

        Reply
        • 15 listopada 2019 at 10:48
          Permalink

          Perlman bez a😁 sam robię błędy, ale z szacunku dla Rona musiałem się przyczepić

          Reply
          • SithFrog
            16 listopada 2019 at 14:58
            Permalink

            To nie brak szacunku, on jest dla mnie prawdziwą perłą wśród aktorów…

            Wybrnąłem? 😛

            Reply
            • 16 listopada 2019 at 16:01
              Permalink

              Tak. 😀Nie chciałem, żeby to zabrzmiało jako zarzut braku szacunku 😅

              Reply
  • 6 listopada 2019 at 14:45
    Permalink

    Zgadzam się że 1 i 2 są świetne (przy czym 2 jednak lepsze)
    Zgadzam się że 3 i 5 są beznadziejne (przy czym 5 gorsze)
    Ale 4 uważam za film w miarę, nie arcydzieło ale też nie gniot

    Reply
    • SithFrog
      6 listopada 2019 at 17:36
      Permalink

      Gniot nie, szanuję za pomysł, ale tam coś bardzo nie wyszło, bo film kompletnie do zapomnienia, a to chyba nawet gorzej, bo 3 i 5 (niestety) pamiętam.

      A 3 nawet lubię, bo ma swój pastiszowy urok i fantastyczną końcówkę. Chociaż to był początek końca.

      Reply
  • 6 listopada 2019 at 17:05
    Permalink

    >to tylko nostalgia
    Za każdym razem gdy mówię że Gothic jest zaje*isty…

    Reply
    • SithFrog
      6 listopada 2019 at 17:35
      Permalink

      Ale że pierwszy Gothic? Przecież to była, jest i będzie gra 9/10, a nie dziwi mnie nikt, kto daje jeszcze 1 punkt więcej 😉

      Reply
      • 6 listopada 2019 at 20:00
        Permalink

        Drugi Gothic: 10/10. Drugi Gothic w wersji z dodatkiem: 11/10.

        Reply
  • 6 listopada 2019 at 18:30
    Permalink

    “Armia zagonionych pod ziemię obdartusów przymiera głodem. Odziani w szmaty. W kolejnych odsłonach (szczególnie dwóch ostatnich) wojsko Johna Connora wygląda i zachowuje się jak doborowe jednostki specjalne. Gdzie ta beznadzieja postapokaliptycznej zagłady?”

    Tu można zadać pytanie, czy jeśli z każdym kolejnym pojawieniem się
    ” elektronicznego mordercy” pdk😁 następuje zmiana w przyszłości to i zarazem zmienia się los żołnierzy Connora? Gdyby jego ludzie wyglądali cały czas tak jak w pierwszym Terminator że to jaki sens miałyby dzienniki Sarah?

    Reply
    • SithFrog
      7 listopada 2019 at 11:19
      Permalink

      Jakie dzienniki Sarah?

      Reply
      • 7 listopada 2019 at 13:35
        Permalink

        W czwartej części John ma pamiętnik, czy też list od matki. Mogę się mylić, bo dawno tej części nie oglądałem

        Reply
  • 8 listopada 2019 at 09:15
    Permalink

    Stoję w obronie trójki – jest do przede wszystkim bardzo przyzwoity sensacyjniak, który do dzisiaj się nieźle ogląda. Owszem, nie zaoferował rewelacji jakiej się spodziewano po “dwójce” (i po kampanii marketingowej), ale w porównaniu z ciągiem dalszym… dla mnie to kazus “Obcego 3” a nawet i “Przebudzenia”. Dobry film, ale jego problemem jest przynależność do wybitnej (początkowo) serii.

    Czwórka z kolei to kompletna padaka. Pomysł był dobry, opierał się na gigantycznym potencjale, aby opowiedzieć historię z “drugiej” strony. To co zrobił McG to była jednak kompletnie bezpłciowa, bezemocjonalna i nudna kaszanka.

    O Genisys staram się nie pamietać. I nawet nieźle mi wychodzi, chociaż muszę zręcznie unikać regularnych rerunnów w kablówce (ot, wczoraj nawet leciało na jakimś FilmBoxie).

    Reply
    • SithFrog
      8 listopada 2019 at 09:18
      Permalink

      3 jest w miarę ok, do Genisys daleko pod względem padaki, ale obejrzyj teraz. Niezbyt ładnie się zestarzała.

      Reply
  • 16 listopada 2019 at 15:35
    Permalink

    Obcy 2 strasznie się postarzał. Nie technicznie oczywiście, ale kulturowo. W latach osiemdziesiątych to było coś. U nas schyłkowa komuna, a tu proszę – twardzi amerykańscy marines z tymi wszystkimi “yes, sir”, trzaskaniem obcasami i twardzielskimi odzywkami, dziewczyny walące seriami z wielkich automatów – rzekłbyś Rambo w kosmosie. 🙂 Dzisiaj budzi to najwyżej uśmiech politowania. Znacznie bardziej ponadczasowa okazała się jedynka i trójka (mówię o wersji reżyserskiej, nie tej wykastrowanej). W dodatku Cameron popełnił moim zdaniem dwa poważne błędy w fabule. Przesunięcie akcji w czasie o te pięćdziesiąt parę lat jest niepotrzebne i głupie. Służy wyłącznie temu, żeby Ripley mogła błysnąć instynktem macierzyńskim (jakby tej postaci to było rzeczywiście potrzebne). No i końcówka zmałpowana z jedynki – tragedia. W jedynce miało to jeszcze swój urok i sens, tutaj wygląda groteskowo idiotycznie i kompletnie kładzie ten film. Ja kończę seans dwójki zawsze po wybuchu reaktora i ucieczce bohaterów. Aż dziw bierze, że widząc jakie to było głupie, twórcy czwórki zafundowali nam to samo. :/

    Reply
    • 16 listopada 2019 at 15:59
      Permalink

      Ten fragment z córką był po to żeby jeszcze bardziej podkreślić relacje Ripley z Newt. Idąc Twoim tokiem rozumowania to końcówka trójki też została w pewien sposób skopiowania. A będąc w temacie trójki, oraz błędów w fabułe to wytłumacz mi proszę skąd się wziął ten obcy w części trzeciej? A co do marines to rozumiem, że wiesz z doświadczenia jak wygląda ich zachowanie w prawdziwym świecie?

      Reply
      • 16 listopada 2019 at 16:15
        Permalink

        1. Wiem po co był ten fragment. Nie wiem tylko po co w ogóle było robienie z Ripley egzaltowanej mamuśki. W jedynce doskonale obywała się bez tego.
        2. Z czego niby została skopiowana końcówka trójki?
        3. To chyba oczywiste. Zawlekli twarzołapa na statek w ten sam sposób co królową. Wiem, że to głupie, ale to nie ja zachwycam się tą sceną, prawda?
        4. Nie chodzi o prawdziwe, lub nie, zachowanie marines, tylko o to, że takie filmy – nazwijmy je kinem komandoskim – dziś już trącą myszką. Kolega nie zauważył, że czasy Reagana minęły?

        Reply
  • 16 listopada 2019 at 16:57
    Permalink

    1. Chodziło o relacje z Newt, która zastąpiła jej córkę
    2. Z dwójki. Oczywiście nie dosłownie, ale miała być ostatecznym zamknięciem opowieści o Obcym tak samo jak zakończenie dwójki. A w ogóle przypomina zakończenie Terminatora 2
    3. Tak musiało być. Ciekawe tylko czemu Cameron nam tej sceny nie pokazał? Za to pokazał jak próbowano zainfekowac Ripley, gdy spała w laboratorium co się nie udało i potem nie było jak podrzucić twarzolapa. Zawsze mogli po ucieczce zatrzac się po drodze na pizze i wtedy wszedł im na poklad😅
    4. Takie traktowanie więźniów? Bez praw itd? Kolega też nie zauważył, że pod tym względem mamy XXI wiek. Co do zachowania Marines to takie samo pokazuje się w serialach i grach made in USA. Samo zachowanie dobrze pokazywali kontrast między początkiem, a końcem filmu, gdzie nasi marines tracą zimna krew i poddają się panice

    Reply
    • 16 listopada 2019 at 18:58
      Permalink

      1. Owszem. I uważam, że nadanie tym relacjom jakiegoś osobistego statusu było błędem. Ripley mogła ratować Newt po prostu jako człowieka i dziecko. Każdy z nas pewnie by tak postąpił.
      2. To nie naśladownictwo. Każdy film z tej serii kończy się pozostawieniem wrażenia, że to było już ostateczne zwycięstwo i Obcy został definitywnie zniszczony. Ale w dwójce (i czwórce) mamy po prostu zmałpowany pomysł z jedynki, że kiedy bohaterowie już odlatują mniejszym statkiem i myślą, że są bezpieczni, okazuje się, że Obcy odleciał wraz z nimi. Ile można suflować widzom tę samą scenę do cholery? Tylko trójka wyłamuje się z tego schematu. Ripley mogła stoczyć ostateczną walkę z królową (jeżeli już Cameron koniecznie chciał takiej sceny) jeszcze w bazie kolonistów.
      3. Nie pokazał, bo skąd mógł wiedzieć, że będzie trzeci film? Z akurat taką, a nie inną fabułą? 🙂
      4. Chodzi o to, że akurat taka fabuła wynikała z faktu, iż trwała właśnie epoka Reagana. W kinach królowały różne Rambo, Top Gun i im podobne filmy, w których bohaterscy marines “kopią tyłki” komuchom i wszelkim innym wrogom USA. Cameron lubi taki militarny styl i też poszedł tą drogą. Dwójka to przecież zupełnie inny film niż jedynka, który był klimatycznym horrorem bez fajerwerków. Wtedy to się podobało (sam byłem na Decydującym Starciu pięć razy w różnych kinach) ale teraz to już takie kino brzmi niestety jak cytaty z majora Kupricza: bye, bye maszkaro! 🙂

      Reply
  • 16 listopada 2019 at 20:03
    Permalink

    1. Raczej wątpię czy każdy. Kto wie może gdyby Hicks z Ripley zginęli na początku to nikt inny nie ratowałby Newt?
    2. No mimo wszystko nadal jest schemat tylko różne detale:
    a) pojedynek z obcym na końcu? Jest
    b) ostateczne zwycięstwo nad alienem? Jest
    c) nawet mamy niespodziewane wejście, czy raczej wyjście obcego na końcu jest
    W zasadzie to jedyna różnica to usmiercenie bohaterki.
    3. Cameron kręcąc Aliens zakładał, że nie będzie więcej części i to miał być ostatni film. Dlatego nie ma co iść w teorie off screen
    4. Teraz mamy podobnie tylko zamiast bohaterskich marines są bohaterowie komiksów i oni także “kopią tyłki” kosmitom i wrogom USA, chwilowo dając złapać oddech czerwonemu zagrożeniu. Cameron poszedł w tą drogę, ale dzięki temu zrobił film inny niż jedynka

    Reply
    • 17 listopada 2019 at 03:34
      Permalink

      1. Ripley mogła ratować Newt, ale dlatego, że było to po prostu właściwe, a nie, że odezwały się w niej nagle macierzyńskie uczucia. Chodzi mi głównie o to, że przez takie założenie fabularne wynikło to cholerne przesunięcie czasowe. Więc jak to? Minęło przeszło pięćdziesiąt lat i nic się nie zmieniło? Odmrożona po pół wieku Ripley nie ma żadnych kłopotów w posługiwaniu się techniką przyszłości? Nie zmieniły się nawet systemy operacyjne komputerów? Potrafi latać nowoczesnymi statkami? Nawet najlepszy pilot z II WŚ nie mógłby zasiąść za sterami F16 bez ponownego ukończenia akademii lotniczej. Gdzie my jesteśmy? W Westeros?
      2. Podane przez kolegę schematy wynikają po prostu z fabuły tych filmów, opowiadających przecież o walce człowieka z Obcym, a nie o budowie nowej stacji kosmicznej czy próbie odkrycia zimnej fuzji. A to zupełnie coś innego niż zrzynanie konkretnych scen. Bo 1, 2 i 4 część kończą się tą samą sceną, kiedy bohater/owie uciekają z zagrożonej bazy/okrętu mniejszym statkiem. I kiedy myślą, że są już bezpieczni, okazuje się, że zabrali swego antagonistę ze sobą. Nie potrafią wymyślić innego finału? M.in. dlatego właśnie szanuję Trójkę.
      3. To oczywiste. Ale kolega pytał więc ja odpowiadam.
      4. Owszem, jest inny. I nie mówię wcale, że gorszy. Wyjąwszy te dwie sytuacje, które uważam za błędy, nie mam do czego się przyczepić. Ale twierdzę za to, że postarzał się bardziej niż pozostałe części. Nie technicznie, warsztatowo czy nawet fabularnie, ale właśnie kulturowo.

      Reply
      • 17 listopada 2019 at 07:42
        Permalink

        1. Skąd to założenie, że przez pięćdziesiąt lat musiało dojść do zmian technologicznych? Skoro już padł przykład z F-16 to pierwszy egzemplarz powstal w 1976, a dla przykładu Polska planuje mieć je w czynnej służbie jeszcze 20 lat, czyli optymistycznie zakładając do 2040. To nam daje 64 lata służby F-16 na świecie. Gdzie my jesteśmy? W Westeros?
        2. Co nadal nie zmienia faktu, że trójka zrzyna sporo z jedynki. Czy nie potrafili? Tego nie wiem, ale tak jak pisałem finał trójki dość mocno przypomina finał terminatora 2, który powstał rok przed Alienem 3.

        Reply
        • 18 listopada 2019 at 14:40
          Permalink

          Ale za to ostatnie spitfire’y wycofano ze służby bodajże na początku lat pięćdziesiątych. To daje tylko 25 lat między nimi a F16. 😉 Zresztą co tam te 50 lat hibernacji w dwójce. W czwórce okazuje się, że minęło kolejne 200 lat. A mimo tego Ripley wskakuje ze stery “Betty” i zapieprza aż miło. Jednak Westeros. 😛

          Reply
          • 18 listopada 2019 at 16:17
            Permalink

            Zwróć uwagę, że między spitfirem a F16 było coś na kształt przeskoku technologicznego. Podejdź y do tego inaczej. Jest sobie korporacja, czy nawet wojsko i buduje statek kosmiczny. To nie jest wydatek rzędu ilus tam milionów jak za F16ke, tylko koszt wysokości dziesiątek miliardów dolarów, a co za tym idzie nie może służyć 20 lat, tylko znacznie dłużej. Do tego nawet jeśli po 50 latach od jego zbudowania wejdzie nowy model to nie pozbędziesz się starego który pewnie się nie zwrócił po to, żeby wydać jeszcze więcej miliardów. W ogóle to dlaczego plotowanie statkiem miałoby się różnić?

            Reply
            • 18 listopada 2019 at 17:03
              Permalink

              To prawda, że sam samolot czy statek może być w użyciu przez dość długi czas, jeżeli akurat nie dokonano jakiegoś znacznego postępu, np. nie wynaleziono nowego napędu. Ale jest stale modernizowany, wyposażany we wciąż powstające nowe środki łączności, nawigacji, w ciągle aktualizowane oprogramowanie komputerów. A tutaj Ripley bez żadnego przeszkolenia siada po 50 czy 200 latach do pokładowego kompa i nawet nie musi się pytać co i jak. Przez te wszystkie wieki nie zmienił się choćby system operacyjny? Jej świat, mimo iż obejmuje prawie trzy wieki historii, technicznie nie posunął się ani o jotę. Prędzej uwierzę w Ewoków. To było głupie i niepotrzebne, bo i tak zupełnie nie mamy poczucia tego czasu, który niby upłynął. A seria straciła przez to na wiarygodności.

              Reply
              • SithFrog
                19 listopada 2019 at 14:01
                Permalink

                Nie mam nic ciekawego do powiedzenia na temat, ale wasza dyskusja to chyba najdłuższa i najciekawsza wymiana zdań jaką widziałem pod swoimi tekstami! 🙂

                Reply
                • 19 listopada 2019 at 16:30
                  Permalink

                  Dziękuję!
                  Od siebie dodam tylko, że napisałem pod Twoimi recenzjami więcej komentarzy niż na całym fsgk razem wzietym😀 do Robert Snow: odpisałem na samym dole, bo źle mi się kliknelo

                • 20 listopada 2019 at 00:41
                  Permalink

                  Ja również dziękuję. 🙂
                  do Raf: zauważyłem oczywiście, że odpisałeś, ale już chyba nie mam nic więcej do dodania. Uznaję, że każdy z nas pozostaje przy swoim zdaniu. 🙂

  • 18 listopada 2019 at 17:43
    Permalink

    Nostromo nie wyglądał mi na stale modernizowany statek. Zresztą te późniejsze statki też nie. W sumie jeśli już wprowadzac jakieś zmiany, czy aktualizacje to tylko drobne poprawki, żeby pilot mający x lat doświadczenie nie musial się uczyć od nowa. Mamy poczucie uplywajacego czasu. Przeskok czasowy między Alien, a Aliens? W między czasie wysłano kolonistow, którzy założyli bazę na tym księżycu. Między 3, a 4 dochodzi do wojny między ludźmi, a androidami. Nie wiadomo ile czasu zajmowało samo klonowanie Ripley (tu jest dopiero absurd) i czy działania wojenne nie miały na nie wpływu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków