Felieton: Epizod IX – Akt Desperacji

Kochałem Gwiezdne Wojny. Tą szaleńczą, młodzieńczą miłością, która nie dostrzega wad. Tym szczenięcym afektem, głupim, totalnym, ale na swój sposób pięknym. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że naprawdę zadurzyłem się jako szczeniak. Będąc nastolatkiem poświęciłem niemały kawałek swojego życia na oglądanie oryginalnej trylogii (zajechawszy najpierw jej kopię na taśmie VHS, potem katując wydanie DVD) oraz chłonięcie gier, komiksów i książek toczących się w Expanded Universe. Gdyby ktoś wziął mnie na spytki i kazał przypomnieć sobie jakieś wydarzenia z piątej czy szóstej klasy podstawówki, pewnie większość z nich byłbym w stanie przytoczyć tylko w kontekście Gwiezdnych Wojen. Bo te wspomnienia są dla mnie najsilniejsze – wypady z kumplami na edycję specjalną do kina, czytanie w szkole Secret Service’u, w którym znalazła się (bodaj pierwsza w Polsce) recenzja Jedi Knight, mozolne przeglądanie półek biblioteki w poszukiwaniu jakiejś gwiezdnowojennej książki, której nie przeczytałem dwa razy. Ba, nie wspominajcie o tym nikomu, bo nie chciałbym stracić twarzy przed znajomymi, ale byłem jedną z tych dziwnych osób, które w kolekcji trzymały nawet katalogi wyimaginowanych pojazdów kosmicznych wraz z ich rysunkami technicznymi i specyfikacjami. I co gorsza znałem je niemal na pamięć. Po dziś dzień mam w głowie kompletnie zbędne informacje na temat tego, w jaki sposób X-Wingi trafiły w ręce rebelii i co tam Imperium produkowało w firmie Sienar Fleet Systems. W czasach, gdy mało kto miał dostęp do internetu, byłem chodzącą Wookiepedią.

Moja pierwsza kopia Gwiezdnych Wojen (edycja specjalna) na kasetach wideo. Mikołaj przyniósł.

Ale potem coś się zmieniło. Coś mnie odczarowało. Miało to miejsce po premierze Ataku Klonów, choć erozja zaczęła się już przy Epizodzie I. Pamiętam dzień, w którym specjalnie prosiłem mojego tatę o podwiezienie mnie do centrum handlowego położonego 15 kilometrów od mojego domu, bo mogłem tam dostać miesięcznik Reset z płytą CD, na której zawarto zwiastun Mrocznego Widma. Dzień później pismo trafiłoby do mojego osiedlowego kiosku, ale ja po prostu nie byłem w stanie wytrzymać całej doby, nie obejrzawszy zwiastuna. A potem wybrałem się do kina, i trochę magii uleciało. Trzy lata później pojawił się Atak Klonów, film jeszcze słabszy. To były czasy liceum, człowiek miał już dziewczynę i kompletnie bezpodstawne przeświadczenie o własnej dorosłości. Nie wypadało się ekscytować Gwiezdnymi Wojnami. Trzeci z prequeli tego stanu nie zmienił. Pożegnaliśmy się więc ze Star Warsami. Bez żalu, z wdzięcznością za wspólnie spędzony czas, i z poczuciem, że to było ważne doświadczenie. A potem każde z nas poszło w swoją stronę.

Ale Gwiezdne Wojny gdzieś tam na dnie serducha leżały, w tym samym miejscu, w którym zawsze leżą wspomnienia pierwszych miłostek. Coś we mnie kołatało na dźwięk Marszu Imperialnego, z jakiegoś powodu nadal – rzadko bo rzadko – ciągnęło mnie do gier czy książek umiejscowionych w uniwersum Lucasa. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby Gwiezdne Wojny nie próbowały do mnie wrócić. Gdyby nie mrugnęły okiem sugerując, że pora na drugie, bardziej dojrzałe podejście. Takie powroty są skazane na porażkę, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Kiedy pieczę nad dziełem życia Lucasa przejęła Myszka Miki, ucieszyłem się. Kiedy głównym kustoszem tej schedy został Jar Jar Abrams, poczułem delikatne muśnięcie nadziei. W grudniu 2015 siedziałem w kinie z gębą rozdziawioną w szaleńczym uśmiechu od pierwszych minut seansu. Tak, jakby to naprawdę była randka z młodzieńczą sympatią, która nie straciła nic ze swego powabu. Ale wracając z Przebudzenia Mocy do domu, zacząłem ten uśmiech powoli tracić. To było autentycznie niezwykłe doznanie. Ulatująca euforia, bez której cała nostalgiczna słodycz okazała się nieco mdląca. Chyba wiedziałem, że to już koniec, jednak – by kontynuować naszą “związkową” metaforę – musiał przyjść moment bólu i zawodu tak silnego, że już niereperowalnego. Ostatni Jedi. Film stworzony przez człowieka gardzącego przesłaniem oryginalnych Gwiezdnych Wojen, a jednocześnie nie dość błyskotliwego, by na bazie swej niechęci dokonać prawdziwej dekonstrukcji ich mitów. To była pora, by oprzytomnieć i trzasnąć drzwiami. Na Solo już się do kina nie wybrałem.

Ależ ja się nagimnastykowałem, by zobaczyć to zakończenie Jedi Knighta…

Koncern Disneya odczuł to dotkliwie. Oczywiście nie moje odejście, ale to, iż podobnie jak ja myślały miliony ludzi. Przychody filmów spadają (a Solo – najprawdopodobniej – był deficytowy). Wtopę zaliczają książki, komiksy, gry i seriale animowane. To, co dzieje się z zazwyczaj stabilnym źródłem przychodów – sprzedażą licencjonowanych zabawek – jest ni mniej, ni więcej, jak tylko katastrofą. Obudziły się więc Gwiezdne Wojny w środku nocy, zlane zimnym potem, sięgnęły po Jar Jar Abramsa i cicho łkając, wyśniły sobie powrót. Jak gdyby nigdy nic.

I teraz stoją pod moimi drzwiami w środku nocy. I dobijają się z nowym, cuchnącym desperacją zwiastunem. Próbują przypomnieć najlepsze chwile, choć ledwie dwa lata temu pragnęły zerwać z przeszłością. Okłamują same siebie, twierdząc, że wiedzą, jak wszystko na powrót poskładać. Tłumaczą, że będzie dobrze. A ja – choć żal mi gardło ściska na ich widok – nie otworzę. Idź sobie Myszko Miki nagabywać kogoś innego. Co się stało, to się nie odstanie. A zresztą, nawet gdyby Ostatni Jedi się nie wydarzył, to nasze dni byłyby policzone. Zmieniliśmy się oboje, już do siebie nie pasujemy. I po starej sympatii dobrze ci radzę – nie popadaj w taką desperację… bo to naprawdę wygląda żałośnie. Pa!

-->

Kilka komentarzy do "Felieton: Epizod IX – Akt Desperacji"

  • 30 sierpnia 2019 at 13:05
    Permalink

    Czy tylko mi prequele sie podobaly? Lotr Jeden tez byl swietny. Na Przebudzeniu Mocy ostrzegawcza lampka sie zapalila a przy Ostatnim Jedi poczulem wstyd.. Wstyd ze zabralem zone na taki szajs. Moja przygoda ze swiatem SW wtedy sie skonczyla.
    R. I. P.. Odlegla Galaktyko.

    Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 13:13
    Permalink

    Pierwszy panel w karuzeli na stronie głównej nie działa poprawnie w Chromie (w Firefoxie nie ma problemu), nie reaguje ani nazwa z linkiem, w konsoli widzę, że linki są podpięte poprawnie 😉 może to jakiś mały błąd, może chrome po prostu jest kupą

    Reply
    • DaeL
      30 sierpnia 2019 at 13:15
      Permalink

      Problem zauważyliśmy chyba dwa miesiące temu. Zaprzęgliśmy do jego rozwiązania nasze najlepsze mózgi. Przejrzeliśmy wzdłuż i wszerz kod strony. I ni cholery nie możemy zrozumieć czemu tak się dzieje.

      Reply
      • 30 sierpnia 2019 at 13:52
        Permalink

        Po dodaniu komentarza zobaczyłam, że to WordPress i wtedy zrozumiałam wszystko…
        Pogrzebałam trochę w waszym kodzie, na tyle na ile pozwala konsola, kod wydaję się być okej, co ciekawe karuzela po powrocie do pierszego slide’a działa już poprawnie. Pewnie próbowaliście użyć innego pluginu?
        Widzę, że to jedyne miejsce na stronie gdzie macie karuzelę, więc tak łopatologicznie, możecie ją dodać sobie w wordpressie w innym miejscu(nawet pod tą) i przetestować czy wtedy działa poprawnie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, albo problem będzie w pluginie, albo ewentualnie jeśli sami tworzyliście kod, lub jego fragmenty może być konflikt w plikach JS lub z JQuery.

        Reply
        • DaeL
          30 sierpnia 2019 at 18:31
          Permalink

          Obawiam się, że to jest skutek jakiejś aktualizacji Chrome’a, przez którą przeglądarka zaczęła gryźć się z pluginem. Bo sam plugin nie był aktualizowany ani w żaden sposób modyfikowany. No i jak zauważyłaś – problem dotyczy tylko Chrome’a (i innych przeglądarek działających na jego silniku).

          Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 15:13
    Permalink

    Przebudzenie mocy to było coś okropnego. Jeden z najgorszych filmów, które obejrzałem od początku do końca dwa razy. Ostatni Jedi to było dno z całkiem przyjemnymi dla oka efektami. Łotr jeden to był bardzo przyjemny film wojenny osadzony w odległej galaktyce, Solo też był całkiem spoko.
    Nie urodziłem się w latach kiedy był szał na Gwiezdne Wojny, moi rodzice także specjalnie za nimi nie przepadali a zatem nie ma u mnie gloryfikacji oryginalnej trylogii, może z tego względu nie mam tez tak słabej opinii o Mrocznym Widmie Ataku klonów i Zemście Sithów, a nawet wolę oglądać te części niż starą trylogię i anemiczną walkę Bena Kenobiego z Vaderem. Szkoda mi tych wszystkich ludzi, którzy nabili Przebudzeniu Mocy nieprawdopodobny wynik finansowy, i którzy próbowali zrozumieć skąd do jasnej cholery wziął się Najwyższy Porządek, Snooke, gdzie są Jedi, co się w ogóle stało z mającą wracać do normy Republiką? Zawód, zawód i jeszcze raz zawód. Do czego służą te małe lasery w mieczy Kylo Rena, poza tym, że oryginalnie wyglądają? I czy naprawdę z tego trailera można wywnioskować powrót Palpatinne’a vel Dartha Sidiousa?

    Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 15:14
    Permalink

    Jeszcze na koniec taka mała prowokacja.
    Władca Pierścieni >>>>>>>> Gwiezdne Wojny

    Reply
    • 30 sierpnia 2019 at 16:38
      Permalink

      hobbit >>>>> gwiezdne wojny
      to dopiero prowokacja xD

      Reply
      • 30 sierpnia 2019 at 19:42
        Permalink

        tu jest przegięcie po całości nic nie jest gorsze od hobbita. Orki i trolle z protezami. Gdyby ktoś stworzył maszynę do zapominania tego co się widziało – zgłosiłbym się żeby zapomnieć o drugiej i trzeciej części hobbita – bo pierwsza nie była taka tragiczna.
        Legolas po kursie w Matrixie przebił surfującego Legolasa po stokroć.
        Przepraszam ale jak słyszę “ekranizacja Hobbita” to mnie krew zalewa.

        Reply
    • 30 sierpnia 2019 at 18:59
      Permalink

      Przecież to oczywiste. Gdzie tu prowokacja?

      Reply
      • 30 sierpnia 2019 at 19:13
        Permalink

        Patryk Vega >>>> Gwiezdne wojny. To przebijcie!

        Reply
        • 30 sierpnia 2019 at 19:45
          Permalink

          Nie mieszajmy do tego wszystkiego Patryka, gość ma swoje problemy. Chyba jakiś chory bo schudł na oko jakieś sześćdziesiąt – siedemdziesiąt kilogramów, a teraz uważa się za króla jakiegoś podziemnego półświatka i wielkiego gangste. Te jego filmiki to jest komediodramat – a filmy – to jest fenomen na miarę właśnie Przebudzenia Mocy – słabe to cholernie a bije rekordy oglądalności.

          Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 15:34
    Permalink

    Ależ ja się nagimnastykowałem, by zobaczyć to zakończenie Jedi Knighta…
    —-

    po prostu mordowałeś cywili. 🙂

    Reply
    • DaeL
      30 sierpnia 2019 at 18:40
      Permalink

      No, moralnie się nagimaastykowałem 😉

      Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 15:34
    Permalink

    Ależ ja się nagimnastykowałem, by zobaczyć to zakończenie Jedi Knighta…
    —-

    po prostu mordowałeś cywili.

    Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 16:07
    Permalink

    Amen. I niech to będzie epilog standardowego starwarsowego sentymentalnego marudzenia redaktorów fsgk 🙂

    Reply
    • SithFrog
      2 września 2019 at 10:23
      Permalink

      Ale to nie wynika z sentymentu tylko z tego, że nowe filmy poza R1 i może TFA są po prostu słabe.

      Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 16:28
    Permalink

    A co sądzisz o wojnach klonów 2D i 3D?

    Reply
    • DaeL
      30 sierpnia 2019 at 18:56
      Permalink

      Kreskówka Genndy’ego Tartakovskyego mi się podobała. Późniejszy film 3D i serial były mi raczej obojętne. Obejrzałem może z 10-15 odcinków. Nie więcej.

      Reply
      • 30 sierpnia 2019 at 19:19
        Permalink

        6 sezon ataku klonów jest porządniejszy. Polecam kiedyś obejrzeć 😀

        Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 20:11
    Permalink

    Niemal w pełni podzielam Twoje zdanie. Nie przekreślam Disneya całkowicie bo Łotr i Solo ogląda mi się naprawdę dobrze jako przeszło 40latkowi. Ale z sagą po tragicznym Last Jedi dałem już sobie spokój.

    Reply
    • 30 sierpnia 2019 at 22:31
      Permalink

      Strasznie mnie wkurza takie narzekanie.
      To źle tamto też źle.
      Cieszcie się ludzie , że coś z tej marki powstają.
      To typowo polskie marudzić i obrzydzać hejtem na wszystko co jest stworzone.

      Reply
      • 31 sierpnia 2019 at 22:37
        Permalink

        Nie wiem Lukin czy piszesz na serio czy tylko prowokujesz, ale wyobraź sobie, że nie tylko polacy mają takie zdanie, powiedziałabym, że narodowość nie ma tu nic do rzeczy, narzekają fani którzy czują sie skrzywdzeni tym jak potraktowano ich ulubioną serię, to znaczy całkowicie bez szacunku. Jeśli nie wierzysz to polecam sprawdzić kanał John Talks ma yt.

        Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 20:21
    Permalink

    Ostatni Jedi bez wątpienia był słabym filmem, ale ciekawi mnie skąd wniosek, że był on pogardliwy dla oryginalnej trylogii? Pytam poważnie, bo mi niektóre nowe pomysły się podobały (np. Luke, który jest ogarnięty wąrtpliwościami, a nie jest kopoią jody jak wszyscy przewidywali). Oglądało się zdecydowanie lepiej niż Przebudzenie Mocy, które według mnie przez swoją wtórność było okrutnie nieciekawe.

    Reply
    • 30 sierpnia 2019 at 22:23
      Permalink

      Na przykład robienie z Yody błazna. W “Imperium kontratakuje” udawał, żeby przetestować Luke’a, a w “Ostatnim Jedi” jest już tylko parodią.

      Reply
  • 30 sierpnia 2019 at 23:18
    Permalink

    “Felieton: Epizod IX – Akt Desperacji”
    Tytuł tytułem, a tekst swoje. Miało być o “Niebołazie Rise”, a wyszło jak zwykle… pretekst do wylewania fanowskich żali na Ostatniego Jedi. Ah Binks, here we go again…
    “W grudniu 2015 siedziałem w kinie z gębą rozdziawioną w szaleńczym uśmiechu od pierwszych minut seansu. (Ale wracając z Przebudzenia Mocy do domu, zacząłem ten uśmiech powoli tracić. To było autentycznie niezwykłe doznanie. Ulatująca euforia, bez której cała nostalgiczna słodycz okazała się nieco mdląca.”
    Ja niestety do TFA podszedłem bez emocji. Zdążyłem wydedukować z materiałów promocyjnych, że będzie to powtórka z Nowej Nadziei, więc byłem gotowy na to, że spróbują mnie wziąć pod włos. Niemniej Twoje odczucia pokazują, że była to taktyka jak najbardziej trafna. Osiągnęli zamierzony efekt, nawet jeśli chwilowo. Czyli można zanegować zakończenie ukochanej trylogii i wyrzucić do kosza wszystko co osiągnęły ulubione postaci. Wystarczy w zamian dać szczyptę nostalgii.
    “Film stworzony przez człowieka gardzącego przesłaniem oryginalnych Gwiezdnych Wojen, a jednocześnie nie dość błyskotliwego, by na bazie swej niechęci dokonać prawdziwej dekonstrukcji ich mitów.”
    A skąd wysnułeś takie wnioski? “Film mi się nie podobał, nie spełnił moich oczekiwań, ergo Rian nienawidzi SW”? Tak to nie działa… Zadam Ci cztery pytania: Który reżyser spacyfikował Odrodzony Zakon off-screen? Który reżyser wysadził Nową Republikę w tej samej scenie, w której się pojawiła? Który reżyser wysłał Luka na wygnanie, Leię do partyzantki? U którego reżysera Han Solo porzucił swoją rodzinę kiedy ta go najbardziej potrzebowała? Mam nadzieję, że odpowiedzi na nie dadzą Ci do myślenia. Oczywiście, łatwiej zrzucić wszystko na jednego, złego RJ-a, personifikację Waszych żali i pretensji, ale często wina leży gdzie indziej. Trzeba podejść do tematu uczciwie, a nie szukać kozła ofiarnego. Dosyć Johnson nacierpiał się z powodu efektu świętego Mateusza. Pora zauważyć, że Abrams i Kennedy są tak samo, jak nie bardziej, odpowiedzialni.
    “Wtopę zaliczają książki, komiksy, gry i seriale animowane.”
    Jakieś dane, czy “Didney jest do bani, więc wyniki muszą być do bani”?
    “I po starej sympatii dobrze ci radzę – nie popadaj w taką desperację… bo to naprawdę wygląda żałośnie. Pa!”
    Czego i Tobie życzę DaeL-u 😉 Spójrz może na Gwiezdne Wojny może bardziej z dystansem, powinno pomóc. The Last Jedi to nie koniec świata, to nawet nie koniec Sagi. Swoją drogą zdradzić co we mnie zabiło radość z SW? Nie Prequele, nie Filoni, nie denne EU. Tym bardziej nie ofiara ostracyzmu, tj. Ostatni Jedi. Co więc to było? Fandom, fandom do bólu toksyczny. Minęły dwa lata od premiery Ep. VIII, a gdzie nie wejdę to wylewanie żali na ten film. Nie zrozum mnie, on ma swoje wady, których jestem doskonale świadomy, ale to nie jest dyskusja. To jest jak wczesnoszkolne zawody w dissowaniu grubego. Ja częścią tego być nie chcę. Zawieszam swoje zaangażowanie 😉

    Reply
    • SithFrog
      2 września 2019 at 10:30
      Permalink

      “Zadam Ci cztery pytania:”

      Mogę ja też zadać?
      1. Kto nie zrozumiał postaci Yody W OGÓLE?
      2. Kto zrobił z Luke’a psychopatycznego mordercę śpiących, bezbronnych nastolatków (i siostrzeńców!) tylko na podstawie przeczucia.
      3. Kto uważa, że dojenie cyca i picie niebieskiego mleka spływającego po brodzie albo dowcipy typu “Twoja stara” są ok w SW?
      4. Kto pierwszy raz od prequeli dał nam cały wątek będący jakby żywcem wyjęty z epizodów 1-3?

      Reply
      • 3 września 2019 at 09:03
        Permalink

        A może tak minimum przyzwoitości i zacząłbyś od odpowiedzi nim zadasz własne pytania, co?
        1. Filoni? A co do TLJ to co niby było w tamtej scenie anty-Yodowego? Bo szczerze powiedziawszy nie wiem. Specjalnie dla Ciebie przypomniałem sobie jego cameo i nie widzę niczego co nie pasowałoby do postaci.
        2. A to nie było tak, że to wersja Kylo była i Luke ją sprostował? Po pierwsze to nie była próba morderstwa, a chwila zwątpienia. Nie powiedziałbym, że to było out-of-character. Wręcz przeciwnie, wszak dokładnie to samo stało się jak Vader dowiedział się o Lei. Po drugie to nie było “przeczucie”. Przecież “Mocarze” potrafią czytać w myślach, co pokazał Darth we wspomnianej już scenie z berserkiem Luka.
        3. Um… Lucas? Wszak to on wymyślił archetyp zdziwaczałego Jedi. I gwiezdnowojenny survival 😉 Przypominam, że Ben odstraszał Tuskenów naśladując Smoka Krayt, a Han uratował szwagra ukrywając go we flakach Tauntauna. Przy tych sztuczkach, picie mleka wcale nie wydaje się takie ekstremalne. “Twoją starą” musiałem skonsultować, bo nie wiedziałem o co Ci chodzi. Osobiście nie zgadłbym, że można tak tą scenę interpretować. Zamysłem było droczenie się z fanami, którzy mieli straszne ciśnienie na “teorie parentingowe”, nie nawiązanie do żartów o “Twojej starej”. “Yo mama” i “your mother”, no jednak co innego. A jak ten żart Cię zgorszył to przypominam, że Jar Jar wdepnął w łajno 😉
        4. Nie mam zielonego pojęcia o co Ci chodzi, ale zgaduję, że odpowiedzią jest Filoni.
        A teraz spójrz najpierw na moje pytania, a potem na swoje. Widzisz różnicę? Ja mam pretensje o wywrócenie do góry d… fabuły i bohaterów. Dla Ciebie TLJ jest najgorszą rzeczą jaka spotkała SW, bo… Luke pił mleko :/ I o czym my tu mamy gadać? Ostatni Jedi oczywiście nie jest idealny. Wręcz przeciwnie, ma poważne wady. Ale niestety nie mamy jak o nich porozmawiać, bo wszystkie argument sprowadzają się do tego samego. W świat poszła fatwa, że TLJ jest głupie i obrażeni fani wręcz zmyślają argumenty by udowodnić jej prawdziwość. Picie mleka, na litość, czy Ty się słyszysz? To ma być powód, dla których Ostatni Jedi to profanacja marki? Przestań bawić się w obronę Częstochowy i zacznij mówić co Cię naprawdę boli… ale najpierw odpowiedz na moje pytania.

        Reply
    • DaeL
      3 września 2019 at 22:37
      Permalink

      Chyba się nie zrozumieliśmy. Ja nie wybielam Jar Jara Abramsa. Moim zdaniem to najbardziej “przehajpowany” reżyser ostatnich lat, a porównywanie go do Spielberga jest nonsensem. Od lat Abrams posiada tylko jedną umiejętność – mianowicie potrafi napisać niezły pierwszy akt trójaktowej opowieści. Jego filmy są naprawdę dobre przez pierwsze pół godziny, jego seriale przykuwają uwagę przez pierwsze kilka odcinków. Potem wychodzi ich pustka i nielogiczność.
      Ba, powiem więcej – całkiem możliwe, że Rian Johnson jest lepszym filmowcem od Abramsa. Natomiast Ostatni Jedi był – jako film gwiezdnowojenny – fatalny. Gorszy od Przebudzenia Mocy. Johnson nie mógł się zdecydować, czy chce zrobić jakąś ambitną dekonstrukcję mitu, czy po prostu klasyczną historię o bohaterze, który zatracił dawną chwałę, ale może ją odzyskać szkoląc swego następcę (nb. to jest rzecz, którą PERFEKCYJNIE zrobił Spider-Man: Into the Spider-verse, napisany przez Loyda i Rothmana, których Kathleen Kennedy zwolniła z Lucasfilmu. Ot, taki smaczek). Nie potrafił się zdecydować czy chce jedno, czy drugie, ani jednego ani drugiego poprawnie nie wyegzekwował. Więc wyszedł mu potworek. Film, który podwoił nielogiczności z filmu Abramsa (do tego poziomu, że autentycznie zaczęły przeszkadzać w oglądaniu), doszczętnie popsuł wszystkie postaci (nie żeby te abramsowskie były szczególnie interesujące – ale Luke’a spartolił) i pogrzebał jakiekolwiek napięcie przed częścią ostatnią.
      Ale tak jak pisałem – rozczarowanie Gwiezdnymi Wojnami to nie jest tylko i wyłącznie robota Johnsona. On po prostu to przyspieszył. I nie, nie czuję szczególnej potrzeby wybierania się do kina na kolejny film. Bo po co? Znam lepsze sposoby na zagospodarowanie trzech godzin i kilkudziesięciu złotych.

      Reply
      • 4 września 2019 at 12:49
        Permalink

        No w końcu ktoś gada do rzeczy, dziękuję 😉 Niemniej tak, nie zrozumieliśmy się. Mi nie chodzi o to kto kogo i czy wybiera. Jedynie chciałem zauważyć, że obecny stan osiągnięto zbiorowym wysiłkiem. Co się praktycznie w ogóle nie zauważa, bo pokutuje retoryka w myśl której wszelkie pretensje należy kierować do RJ-a. Nawet jeśli się z nią nie zgadzasz to w dużej części się w nią wpisujesz. Zobacz ile uwagi poświęciłeś TLJ. I to w tekście o Epizodzie IX.

        Co do samego filmu, to czy był fatalny jako Gwiezdne Wojny? Nie powiedziałbym. Na pewno szedł wbrew oczekiwaniom, ale to samo w sobie nie jest wadą. Wręcz przeciwnie, podobało mi się jak Johnson bawił się konwencją. Czemu wszyscy muszą być wielką rodziną? Dlaczego rozprawiamy się ze spiritus movens na samym końcu Trylogii? Podążenie wbrew tym kliszom tworzy nowe możliwości.

        Niestety zawsze pozostawia to pewien niedosyt. Z jednej strony drewniany harcerzyk Luke został mistrzowsko zreinterpretowany, z drugiej już nigdy nie zobaczymy Hamilla w roli statecznego mistrza, którego wszyscy chcieliśmy. Ech… największym błędem Riana było nie sprostowanie baboli zostawionych przez Abramsa. Potem to już mieliśmy efekt kuli śniegowej.

        Co do ambitnej dekonstrukcji to szczerze podobał mi się komentarz typu “nie każdą bitwę da się wygrać bohaterską szarżą na pałę” czy “nie ma dobrych wojen”. Acz powinien to skrócić jak się dało, a całość zachować dla wersji reżyserskiej. Bo te wstawki zaburzało rytm filmu jako całości.

        I czy TLJ było gorsze od TFA? Nie powiedziałbym. Jako film sam w sobie mi się podobał. Jako Gwiezdne Wojny też. No rozumiem, nie spełnił oczekiwań, nie poprowadził fabuły w tym kierunku jaki miał, ale tutaj odeślę do pytań, na które nikt nie chce odpowiedzieć 😉 To, że TFA dokonało autoplagiatu nie powinno nam przysłonić prawdy: Galaktyka została zdemolowana nie do odratowania na początku tej Trylogii.

        Czy zrobiłbym coś inaczej? O Panie, jeszcze jak. Na miejscu Kennedy zacząłbym prace od ustalenia czego chcemy, w jakim kierunku to wszystko prowadzimy i czego chcą fani. Na miejscu Abramsa odpuściłbym sobie ANH 2.0 i zaczął od upadku Bena coby widz nie miał wrażenia, że ominął go jeden, cały film. Ciekawszy od tego, który ogląda. Na miejscu Johnsona odpuściłbym sobie w kilku miejscach kroczenie własną ścieżką 😉

        Reply
  • 31 sierpnia 2019 at 04:07
    Permalink

    Co wy macie do Last Jedi to ja nie wiem xd był powiew świeżości i zerwanie z tym co znamy, pokazanie Star Wars z innej fajnej strony – to zdecydowanie lepsze było od Przebudzenia Mocy co była totalna kopia IV. Tak czy inaczej nawet prequele George Lucasa są lepsze od Disneya, niestety. Wiadomo jak to wyglądało; ale pomimo tego faktu tak jest i trójka wcale zła nie była bardzo dobra

    Reply
  • 31 sierpnia 2019 at 11:50
    Permalink

    Nie czuję się staro, ale należę do pokolenia, które oryginalną trylogię oglądało jeszcze w kinie, w momencie jej pierwszej premiery w Polsce (pamiętam te kolejki przed naszym domem kultury przypominające spory festyn). Jednak należę także do tych nielicznych fanów, którym podobały się też prequele. Może nie były rewelacyjne, ale nie rozumiem tych wszystkich fanowskich narzekań. Dobrze trzymały klimat starej trylogii, a Hayden Christensen to chyba najbardziej pasujący do swojej postaci aktor w historii Star Wars. Niezły był też Łotr 1, choć już o mocno zmienionym klimacie.
    Niestety, zgadzam się ze zdaniem tych, którzy uważają, że reszta sagi to już szajs i popłuczyny. Sam nie wiem, który z tych filmów był gorszy. Przebudzenie Mocy, który nawprowadzał masę głupich pomysłów, czy Ostatni Jedi, który nie wyprostował żadnego z nich, a dorzucił jeszcze kupę nowych (co gorsza, nie tylko głupich, niepotrzebnych i nie pasujących do uniwersum, ale wręcz groteskowych). Nie podobał mi się też Solo, który jest mniej więcej na tym samym poziomie. Na szczęście jednak pokazuje tylko drobny wycinek historii uniwersum, więc można przymknąć oko.
    I zwłaszcza nie rozumiem, co to za głupie argumenty, które czasem się pojawiają na obronę tych knotów?! Że niby fani powinni być zadowoleni, że w ogóle dostają coś z uniwersum i że twórcy bardzo się napracowali (jakbym słyszał partaczy od GoTa). Kurna, nie pracują za darmo. Koszą na tym ciężki szmal. A ja płacę i wymagam. Jak nie potrafią, to niech spieprzają i zostawią temat komuś kto potrafi.

    Reply
    • 31 sierpnia 2019 at 22:41
      Permalink

      O to to to. W pełni się zgadzam, szczególnie odnośnie prequeli i Christensena

      Reply
  • 31 sierpnia 2019 at 16:53
    Permalink

    Gwiezdne Wojny nie są stracone. Rogue 1 był świetny, Solo pozytywnie mnie zaskoczył. Mandalorian zapowiada się ciekawie. A najnowsza trylogia… Cóż, nie udała się, trudno. Widziałem wszystkie gwiezdne wojny w kinie (łącznie z pełnometrażowym Clone Wars, na którym zasnąłem) i na IX epizod też pójdę. Disney dał dupy, nie przemyśleli tego jak to pociągnąć. Widać to było od TFA. Jedyne co podoba mi się w nowych Star Warsach to scenografia, kostiumy itp, są bardzo star warsowe, trylogia prequeli wypada przy tym bardzo słabo ze swoim mizernym CGI na każdym kroku. W każdym razie niech pojawi się IX epizod, trzeba to obejrzeć i zapomnieć. Gwiezdne Wojny w dalszym ciągu mają ogromny potencjał i liczę, że ktoś to ogarnie.

    Reply
  • 31 sierpnia 2019 at 22:24
    Permalink

    Wow, to było poetyckie. A tak na serio, zgadzam się co do Przebudzenia Mocy i Ostatniego Jedi. Prequele jednak są dla mnie integralną częścią Gwiezdnych Wojen, różnią się znacząco od oryginalnej trylogii, ale mają dla mnie niemal tyle samo starwarsowej magii. Być może wynika to z faktu, że mam tyle lat co Mroczne Widmo i co za tym idzie, oglądając po raz pierwszy SW oglądałam wszystkie części razem. Przebudzenie Mocy przyjęłam chłodno. Nie czekałam na nie, bo uważałam, że oryginalna trylogia wraz z prequelami stanowią świętą całość, której nie należy naruszać. Jak się okazało miałam racje oglądając Przebudzenie miałam wrażenie, że wszystko to było tylko nieudolną próbą skopiowania przez Disneya OT i odcinania się od prequeli, co uważam za wyjątkowy słaby ruch zważając na to, że to co dostaliśmy od Disneya było nieporównywalnie gorsze od prequeli. Film przyjęłam jako skok na kasę (udany) i podejrzewałam, że kolejne części powielą schemat. Tego jednak co dostaliśmy w postaci Ostatniego Jedi ciężko opisać słowami. Po raz pierwszy wtedy poczułam niechęć do Disneya, która od tamtej chwili mnie nie opuszcza i z kolejnymi działaniami firmy tylko się umacnia. Podsumowując, mam wrażenie, że epizod IX będzie lepszy od VII, ale tylko dlatego, że ciężko mi wyobrazić sobie coś gorszego.

    Reply
    • 1 września 2019 at 11:45
      Permalink

      Ja nic nie mam do prequeli, lubię je, jedynie wizualnie były średnie. Za dużo słabego CGI. + drętwe dialogi. Ale potwierdzam, to były mimo wszystko star warsy, a nie marvel w świecie star wars.

      Reply
  • 31 sierpnia 2019 at 22:31
    Permalink

    DaeLu co sądzisz o zwiastunie Mandaloriana, o ile oglądałeś? Jeśli gdzieś już o tym pisałeś to przepraszam, ale niewidziałam. I co myślisz o powrocie Ewana McGregora do roli Kenobiego w serialu Disney +. Mi osobiście Ewan podobał się w roli Obi-Wana, ale obawiam się, że Disney po prostu zniszczy kolejną postać tak jak zrobili to z Lukiem i nawet McGregor nie uratuje tego serialu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków