12 małp (1995)

Jest rok 2035. Tajemniczy wirus zabił 99% ludzkiej populacji. Nieliczni ocaleni chronią się pod ziemią. Powierzchnia planety należy do zwierząt. Ale jest przecież nadzieja. Badacze historii są przekonani, że za rozprzestrzenienie wirusa odpowiedzialna jest organizacja terrorystyczna “Armia Dwunastu Małp”. Nagranie telefoniczne z 1996 roku sugeruje, że wirus został opracowany w Filadelfii. Tam też, przy pomocy wehikułu czasu, ma zostać wysłany James Cole (w tej roli Bruce Willis). Jego misja polega na zdobyciu informacji na temat wirusa, a może nawet jego oryginalnej próbki. Pozwoli to przygotować w przyszłości szczepionkę.

Ale podróże w czasie nie są proste. Zamiast do roku 1996, Cole przenosi się w rok 1990. Miał trafić do Filadelfii, ale ląduje w Baltimore. Jest zdezorientowany, ma schizofreniczne wizje, nie potrafi nawet sprecyzować swojej misji. Nic więc dziwnego, że trafia do szpitala psychiatrycznego. A może właśnie tam jest jego miejsce? Może James Cole naprawdę uroił sobie podróże w czasie?

Świat przyszłości jest tak absurdalny, że zaczynamy w niego wątpić.

Przekonać możemy się oglądając rewelacyjny film Terry’ego Gilliama. I już chciałem wypaplać Wam cały szereg powodów, dla których MUSICIE obejrzeć to dzieło, ale w porę ugryzłem się w język. Jednym z fundamentalnych problemów, stojących przed każdym, kto zechce film zrecenzować, jest bowiem kwestia spoilerów. 12 małp prezentuje niezwykle kohere… spójną wizję podróży w czasie. Więcej niż spójną – błyskotliwą. Podróż w czasie stanowi nie tylko główną oś fabularną, jest też istotnym elementem charakteryzacji postaci oraz tworzy fantastyczne zwroty akcji. Nie mogę jednak tego problemu bardziej naświetlić, nie psując nikomu radości z oglądania tego obrazu. A wiem, że film – mimo świetnych ocen krytyków oraz masy nagród (m.in. Złoty Glob i nominacja do Oscara za rolę drugoplanową dla Brada Pitta, nominacja do Złotego Niedźwiedzia dla Terry’ego Gilliama) – pozostaje w pewnym sensie dziełem niszowym (jak zresztą wszystkie produkcje Terry’ego Gilliama). Musicie więc uwierzyć mi na słowo – 12 małp wykorzystuje podróże w czasie w sposób przemyślany i inteligentny. I już z tego powodu warto poświęcić temu tytułowi uwagę.

Mogę za to swobodnie powiedzieć o drugim największym atucie 12 małp – o kierunku artystycznym, o tym jak umiejętnie reżyser miesza nam w głowie obrazem. Gilliam korzysta tu z całego repertuaru swoich sztuczek i trików, które wcześniej widzieliśmy w produkcjach Monty Pythonów czy w genialnym Brazil. Sceny kręcone są pod dziwnymi kątami, przy użyciu jeszcze dziwniejszych soczewek. Ujęcia nieraz budzą skojarzenia z halucynacjami, a zaburzenia perspektywy i zmieniająca się głębia obrazu każą nam kwestionować historię Jamesa Cole.  Dezorientujące ujęcia uzupełniane są przez typową dla Gilliama wizualną satyrę na biurokrację – i to każdą, począwszy od jajogłowych komitetów z przyszłości, a skończywszy na kolegium lekarskim ze szpitala psychiatrycznego. Rezultat jest piorunujący. Dostajemy połączenie kina akcji, thrillera, dramatu, filmu science-fiction, komedii, groteski, tragifarsy… I jakimś cudem Gilliam znajduje w tym misz-maszu idealne proporcje. Tworzy dzieło nie do podrobienia.

Nominacja do Oscara dla Brada Pitta była w pełni zasłużona.

Film uzupełnia fantastyczna muzyka Paula Buckmastera, na czele z motywem nawiązującym do tanga, a tym samym oddającym hołd krótkometrażowej francuskiej produkcji La Jetée, będącej źródłem inspiracji dla 12 małp. Nie wypada też nie wspomnieć o genialnym scenariuszu napisanym przez Davida Peoplesa, a więc współtwórcę skryptu do Blade Runnera. No i o kreacjach aktorskich. Madeline Stowe jest naprawdę świetna w roli dr Karhtryn Railly. Ale to Bruce Willis wcielający się w Jamesa Cole’a oraz Brad Pitt odtwarzający Jeffreya Goinesa grają pierwsze skrzypce. Zaryzykuję stwierdzenie, że dla obu aktorów były to jedne z najlepszych ról w karierze.

Jeśli jeszcze filmu nie oglądaliście, to gorąco zachęcam Was do nadrobienia zaległości. Nie sięgajcie tylko po serialowy remake z ostatnich lat. Nie jest zły, ale daleko mu do artyzmu oryginalnego filmu. A prawdziwe 12 małp to nie tylko świetny film science fiction, ale również produkcja, która pomoże Wam “wkręcić się” w kinematografię jednego z najciekawszych twórców filmowych ostatnich 50 lat. Warto!


 

-->

Kilka komentarzy do "12 małp (1995)"

  • 14 maja 2019 at 12:09
    Permalink

    Zamówienie zrealizowane, dzięki ;P. Genialnym atutem filmu jest to, że nie można przyjąć jednej interpretacji. Ja co prawda skłaniam się zdecydowanie ku jednej (nie będę spojlerować), ale są ludzie, którzy uznają drugą. Myślę, że ten film jest dla wszystkich użytkowników portalu (jeżeli go jeszcze nie oglądali), bo ma trochę wspólnego z dziełami Martina- też doszukujemy się ukrytych znaczeń i pomysłów. Rzucę też kolejny film na reckę na przyszłość- Truman Show.

    Reply
  • 14 maja 2019 at 12:28
    Permalink

    Ja już od lat się zastanawiam czy niechcący nie stworzono tam pętli czasowej.

    Reply
  • 14 maja 2019 at 12:39
    Permalink

    Byłem na tym filmie w kinie. Pierwszy seans, pełna widownia. Ja wyszedłem zachwycony ale większość ludzi kompletnie zdezorientowana, słyszałem nawet głosy, że to ogólnie badziewie i głupota, jedynie dla Pitta i Willisa warto było przyjść. I to jest, jak sądzę, przyczyna tej “niszowości” – zbyt skomplikowana fabuła, nieliniowa, zapętlona w sprytny sposób. W dodatku film, mimo sporej dynamiki, nie epatuje strzelaninami (czego pewnie po Willisie się spodziewano) i wybuchami.
    Fantastyczne jest w nim to, że jak to u Gilliama, nie ma jednej interpretacji. Niby zakończenie jest podane “na tacy” ale wcale nie musi wyjaśniać całego filmu. Wizje mieszają się z rzeczywistością, oczywiste tropy wcale nie prowadzą do rozwiązania. Świetny obraz!

    Reply
    • 14 maja 2019 at 18:59
      Permalink

      Czyli jednak ‘Matrix’ i ‘Skazani na Shawshank’ to SĄ arcydzieła 🙂 Nie piję tu do nikogo z fsgk, ale zwłaszcza opinie o tym pierwszym tytule bywają różne.

      Reply
      • 14 maja 2019 at 21:02
        Permalink

        Arcydzieła czy nie, to są filmy, które się podobają i do których chętnie większość z nas wraca. Ja tam jestem świadomy tego, jakimi środkami “oszukuje” mnie Darabont i na których nutach gra, ale kupuję to. Zarówno Skazani na Shawshank, jak (a może przede wszystkim) Zielona Mila nie są najbardziej wyszukane produkcje, lecz szacunek jaki oddają pierwowzorom oraz pieczołowitość realizacyjna sprawiają, że można w czasie seansu dosłownie poczuć “magię kina”.
        Matrix to techniczna doskonałość i kultowość w najczystszej postaci. Kto nie lubi, albo chociaż nie docenia, ten musi mieć smutne życie. 😉

        Reply
        • 15 maja 2019 at 16:03
          Permalink

          Krytyka Matrixa opiera się na argumentach o pozorach głębi i zrobienia prostej efekciarskiej rozwałki, która udaje coś nowego. Chodzi o symbolikę używaną przez Wachowskich. Imiona, numerologia, anagramy, cytaty, takie tam. Dwójka i trójka trochę pokazała pustkę wizji bratosióstr, ale jedynka to arcydzieło. Przez tydzień po seansie dotykałem rzeczy bojąc się, że nie są prawdziwe 😀

          Reply
  • 14 maja 2019 at 15:07
    Permalink

    Wydaje mi się, że po prawie ćwierćwieczu już chyba nie trzeba bać się spojlerowych recenzji, każdy kto chciał zobaczyć już to zrobił, a jak nie to pewnie ktoś mu już zdradził fabułę. A oczywiście inteligentne kino sci-fi zawsze warto obejrzeć.

    Reply
    • 14 maja 2019 at 19:21
      Permalink

      ja nie ogladalem i nie znam fabuly, i co teraz?

      Reply
  • 14 maja 2019 at 15:57
    Permalink

    Chyba pierwszy film, który obejrzałem na dvd, bodaj dziesięć lat po premierze. Wtedy rodzice ostrzegali mnie przed tym, że film jest dość straszny. Podobał mi się naprawdę bardzo, i choć nie jest w moim top20 to nadal gdy pokazują go w tv to oglądam chętnie.
    A skoro już został wspomniany reżyser – to ponawiam prośbę o recenzję “Człowieka, który zabił Don Kichota” ostatnio oglądałem z całą rodziną i stwierdzili, że to masakryczna strata czasu – a mi bardzo się podobał.

    Reply
  • 14 maja 2019 at 19:02
    Permalink

    Wolno mi napisać, że ten tekst jest bardzo krótki? Może wolno. To napiszę. #teamPq.

    Można by też napisać coś o ‘Brazil’. Rzeczywiście genialny film, a też relatywnie niszowy.

    Super, że wspomniałeś o wybitnym francuskim shorcie. Poniżej link dla zaciekawionych. Łatwo znaleźć film na necie.

    https://www.filmweb.pl/film/Filar-1962-36618

    Reply
  • 14 maja 2019 at 20:19
    Permalink

    SPOILERY!!!!!!!!!!!!

    Widzę, że film lubicie, ale z dziwnego powodu nie chcecie pisać o szczegółach fabuły… Więc pod tym komentarzem czekam na wasze opinie – waszym zdaniem podróżował w czasie czy był w psychiatryku? Argumenty mile widziane 🙂

    Reply
    • 14 maja 2019 at 22:02
      Permalink

      Spoiler
      Oczywiście, że podróżował w czasie, po pierwszej połowie filmu ciężko mieć co do tego wątpliwości 😉
      Jak inaczej wyjaśnić nagłe zniknięcia na lata, zdjęcie z pierwszej wojny światowej, czy przebłyski pamięci z chwili śmierci?
      Lepszym pytaniem jest, czy przy podróżach w czasie ma się jakikolwiek wpływ na wydarzenia, czy ponieważ to wszystko się już stało, to można tylko zapętlać się w czasie?

      Reply
    • 14 maja 2019 at 22:13
      Permalink

      jak tu się robi tekst w spoiler ? może rzeczywiście ktoś nie widział 12 małp

      Reply
      • 14 maja 2019 at 22:14
        Permalink

        nieważne chciałem napisać o zdjęciu z IWŚ

        Reply
      • 14 maja 2019 at 22:48
        Permalink

        kiedyś była informacja przy komentarzach, może warto byłoby ją przywrócić?

        Reply
  • 14 maja 2019 at 23:41
    Permalink

    W pełni się zgadzam z całą recenzją. 12 małp to naprawdę rewelacyjny film! Choć ja doceniłem go dopiero po drugim obejrzeniu – za pierwszym razem byłem jeszcze dzieciakiem i nie wszystko z niego zrozumiałem, ale po latach przypadkowo znów na niego natrafiłem, obejrzałem tym razem uważnie i byłem w szoku, jak świetnie zostało to wszystko pomyślane i pokazane. Do tego jeszcze genialna gra aktorska Brada Pitta, ale i Bruce Willis pokazał w tym filmie kawał dobrej gry. Też uważam, że dla obu aktorów to były jedne z najlepiej zagranych ról w ich karierach.

    Reply
  • 16 maja 2019 at 13:10
    Permalink

    Poszliśmy do kina z kumplem, tak po prostu, na zasadzie “może wyskoczymy na coś do kina”, trafiliśmy właśnie na “12 małp”. Wyszłam zachwycona, Brad Pitt – rewelacja, i jeszcze ta muzyka…

    Reply
  • 17 maja 2019 at 17:13
    Permalink

    To jeden z tych filmow które ogladalem ukradkiem na tvn do późnych godzin nocnych, wmawiając rodzicom spiacym obok(telewizor stal w sypialni mamy i taty) ze kolejnego dnia mam a popołudnie do szkoły. Film wywarł na mnie potężne wrazenie, po seansie sam ze sobą się spierałem czy sny o przyszłości to przebłyski z przeszlosci(wkoncu skoro już to przezylem to przyszlosc = przeszlosc) czy może kiedy snie o przyszłosci wtedy wlasciwie wracam do wlasciwego zycia, natomiast aktualne zycie to tylko sen a przeszlosci. W szkole chciałem podzielić się z kims ta teoria ale skonczylo się na „nie opowiadaj głupot” i to z ust wychowawczyni, co tylko upewnia mnie w przekonaniu ze podywzki/ place dla nauczycieli powinny być uzależnione od wynikow uczniów.

    Gdyby ktoś wymyslil portal/ aplikacje do wspólnego oglądania filmow na odleglosc z mozliwoscia komentowania(można pogadać przy filmie) -> chętnie sponiewierałbym się z kims przy oglądaniu 12 malp:)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków