
Kiedyś to było …gorzej
Na szczęście minęły czasy, kiedy to chęć obejrzenia któregoś z filmów Hayao Miyazakiego* oznaczała konieczność zabawy torrentami. Pierwszym jego filmem w polskich kinach była Księżniczka Mononoke, która trafiła do nas w 2000 roku, trzy lata po japońskiej premierze. Rozbudzonej nim fascynacji twórczością Mistrza nie dało się wówczas zaspokoić w całkowicie legalny sposób – wydania DVD starszych filmów pojawiły się dopiero w 2007 roku. Dlatego cieszy mnie to, że od kilku lat prawie wszystkie** z jego pełnometrażowych dzieł mamy dostępne na wyciągnięcie pilota.
Jasne, wygoda ta ma swoją cenę, którą jest konieczność opłacenia abonamentu. Jednak na dobrą sprawę, za cenę jednego wydania na płycie możemy zapoznać się z całą twórczością studia Ghibli – 20 lat temu nie można było o czymś takim nawet pomarzyć. Na dodatek o Miyazakim i jego twórczości można sobie wreszcie poczytać po polsku, nie tylko w czasopismach lub w Internecie. Na przestrzeni niespełna dwóch lat wydano u nas tłumaczenia aż trzech wartościowych, a zarazem bardzo różnych pozycji, omawiających artystyczną drogę i dorobek japońskiego twórcy. Biorę je na tapet zgodnie z chronologią ich ukazania się naszym rynku, a Wam na dobry nastrój podczas lektury proponuję kawałek Joe Hisaishiego ze Szkarłatnego pilota.
Ghiblioteka. Nieoficjalny przewodnik po świecie filmów studia Ghibli
Określenie „nieoficjalny” nastroiło mnie pozytywnie do tej książki. Zawsze lepiej szukać wiedzy ze źródła, które nie jest obciążone oficjalnym błogosławieństwem i tym samym zazwyczaj wykastrowane z wszystkich kontrowersji. Ghiblioteka, napisana przez dwóch zakręconych na temacie Ghibli pasjonatów, jest fajna, bezpretensjonalna, zazwyczaj pełna zachwytów, ale gdy trzeba, to także umiarkowanie krytyczna. Tytuł książki, nawiązujący do biblioteki jako miejsca z ciepłą i przyjazną atmosferą (jakże to pasuje do niektórych filmów Ghibli, choć może mniej do samego studia jako miejsca pracy), pochodzi od tytułu prowadzonego przez nich na co dzień podcastu. Książka jest efektem trzech lat starań, na które składała się także podróż autorów do Japonii, w tym do miejsc związanych z Ghibli i Miyazakim.
Jak przystało na przewodnik, książka jest bardzo uporządkowana. 25 filmów zostało tu omówionych zgodnie z chronologią ich powstania. Pierwszym jest Nausicaä z Doliny Wiatru z 1984 roku, film powstały przed utworzeniem studia, ale zaliczany do jego dorobku. Ostatnim – Chłopiec i czapla z roku 2023. Każdy rozdział otwierają podstawowe informacje o reżyserze, scenarzyście, długości filmu i dacie premiery. Kilka kolejnych stron poświęconych jest na opis produkcji filmu, począwszy od pierwszych inspiracji i pomysłów na jego fabułę, aż po kwestie związane z premierą, odbiorem przez widzów i wynikiem finansowym. Każdy z rozdziałów wieńczy recenzja, napisana w niezłym stylu i zawierająca zazwyczaj ciekawe i trafne spostrzeżenia. Zdarza się, że poza ogólnym zarysem fabuły przemycona zostaje w niej informacja, którą można uznać za psujący zabawę spojler. Dlatego jeśli nie widziało się któregoś z filmów, to przeczytanie samej recenzji lepiej odłożyć na „po seansie”.
Choć autorzy skupiają się na filmach, a nie biografiach osób związanych z Ghibli, to jednak można z ich książki dowiedzieć się czegoś także na temat stylu pracy studia i na temat relacji, jakie łączyły jego liderów. Wbrew obiegowej opinii Ghibli to nie tylko Miyazaki. Był on jednym z trzech głównych założycieli, zaś wyreżyserowane przez niego filmy stanowią nieco mniej niż połowę ogólnego dorobku studia. Pod egidą Ghibli tworzyło, jak dotąd, łącznie 7 reżyserów. Najbardziej płodnym po Miyazakim był drugi z ojców-założycieli Isao Takahata, twórca pamiętnego Grobowca świetlików. Autorzy książki zwracają oczywiście uwagę na motywy przewijające się w twórczości obu tuzów animacji. Zwłaszcza Miyazaki, ze swoimi regularnie powracającymi tematami i obsesjami, a także ciekawą symboliką jego filmów, jest do tego bardzo wdzięcznym obiektem. Nie jest to wszystko specjalnie pogłębione, ale nie taka jest przecież rola tej książki.
Kilka słów o samym wydaniu. Jeśli ktoś ma problem ze wzrokiem, to niestety lektura Ghiblioteki będzie małym wyzwaniem. Czcionka jest robaczkowa, a niektóre treści znajdują się na dość ciemnym, kolorowym tle. Książka aż prosi się o wydanie jej w większym formacie. Wydawcy zapewne zależało na utrzymaniu atrakcyjnej ceny, ale sam chętnie zapłaciłbym więcej, za większą wygodę czytania. Poza tym jednak trudno do czegoś się przyczepić. Książka jest szyta. Okładka jest twarda i… miła w dotyku. Wiem, absurdalnie spostrzeżenie, ale chyba taka właśnie powinna być okładka przedstawiająca Totoro. Papier jest matowy, więc nie „ozdobimy” go odbitkami palców. Ilustracji z filmów jest zatrzęsienie, także takich zajmujących całą rozkładówkę. Szczególnie pięknie wyglądają plakaty, tak samo klimatyczne jak filmy, które reklamowały. Podsumowując: wydanie jest ładne i solidne, przetrwa niejedno kartkowanie, pożyczanie znajomym i ewentualne zainteresowanie ze strony milusińskich, skuszonych kolorowymi obrazkami.
Miyazaki. Świat w animacji
Wydana w Polsce przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego praca Susan Napier, profesor japonistyki na Tufts University, znawczyni japońskiej literatury i animacji, budzi respekt swoim naukowym sznytem. Na pewno też nie stara się przypodobać przypadkowemu czytelnikowi oszczędną formą. Na półce w księgarni byłaby łatwą do przegapienia szarą myszką, ale na szczęście nie jest jednym z 500 wydawanych u nas rocznie kryminałów, więc nie musi się z nikim ścigać na krzykliwe okładki. Chociaż z punktu widzenia fana to okładkę akurat ma znakomitą. Analityczna treść, liczne przypisy, obszerna bibliografia, indeks – wszystko to daje do zrozumienia, że dzieło jest efektem lat akademickiej pracy, choć oczywiście podstawą i początkiem wszystkiego jest tutaj fascynacja i życiowa pasja autorki. Sama jasno deklaruje to w prologu, w którym opisuje swoją drogę do odkrycia i pokochania twórczości Miyazakiego.
Powyższe zabrzmiało może dość poważnie, ale Miyazaki. Świat w animacji jest przystępna dzięki ciekawej treści i umiarkowanie naukowemu językowi, jakim została napisana. W zasadzie jest zbiorem esejów, poświęconych różnym etapom życia i twórczości reżysera. Dwa pierwsze z nich dotyczą dzieciństwa i początków pracy w branży filmowej, bardzo specyficznej i silnie zhierarchizowanej, jak chyba wszystko w Japonii. Wątki z dzieciństwa są o tyle istotne, że Miyazaki przez całą karierę przetwarzał na język filmowy swoje przeżycia i wspomnienia z tego okresu. Podobnie jak fascynacje wówczas zapoczątkowane, z wielką miłością do lotnictwa na czele. Śladów jego samego, lub bliskich mu osób, krytycy i fani dopatrują się w wielu wykreowanych przez niego fikcyjnych postaciach. Zresztą sam twórca czasami przyznawał się otwarcie do czerpania inspiracji z własnych życiowych doświadczeń i przeżyć.
Kolejne rozdziały dotyczą 11 z 12 jego filmów pełnometrażowych. Książka ukazała się po raz pierwszy w 2018 roku, reżyserska kariera Miyazakiego wydawała się wówczas definitywnie zakończona. Brakującym filmem jest więc wspomniany jużChłopiec i czapla z 2023 roku. Własny esej otrzymała też siedmiotomowa manga Nausicaä z Doliny Wiatru***, rysowana przez Miyazakiego w latach 1982-1994 i będąca znacznie bardziej rozbudowaną wersją opowieści znanej z filmu. Opisując kolejne tytuły, autorka przemyca informacje na temat życia osobistego autora, raczej zdawkowe, jak przystało na dość skrytego człowieka. Pisze o nawiązaniach do tradycyjnej japońskiej kultury w jego twórczości oraz wpływie, jaki wywarły jego filmy. Opisuje wreszcie powolną przemianę starzejącego się człowieka i artysty, nie unikając przy tym drażliwych tematów, takich jak trudny charakter reżysera czy wywołujące kontrowersje jego poglądy polityczne lub wypowiedzi. Gdzieś w tle widzimy przemiany polityczne, gospodarcze i kulturalne w Japonii, które też nie pozostały bez wpływu na artystę i na jego twórczość.
Z samego pomysłu na książkę wynika jej zasadnicza… Nie tyle słabość, co raczej cecha, której należy być świadomym przed lekturą. Susan Napier omawia fabułę filmów – oczywiście nie są to toporne streszczenia a raczej drobiazgowe analizy wybranych scen czy motywów. Chwilami nieco po akademicku wydumane, ale machnijmy na to ręką. Bywa, że są to mniej istotne dla fabuły wątki, które autorce wydają się szczególnie ciekawe z jakiegoś powodu, np. jako świadczące w jakiś sposób o reżyserze i jego postrzeganiu świata lub o przesłaniu jego dzieła. Zazwyczaj jednak opisuje w ten sposób sekwencje absolutnie kluczowe, łącznie z zakończeniami filmów. Robi to w interesujący sposób, ale nie da się zaprzeczyć, że dla osób nieznających twórczości reżysera jej książka byłaby jednym wielkim spojlerem. Sugeruję więc ostrożność w czytaniu – z pomijaniem rozdziałów dotyczących filmów, których jeszcze się nie widziało.
Hayao Miyazaki. W krainie inspiracji
Książka Nicolasa Rapolda, amerykańskiego dziennikarza, krytyka filmowego i gospodarza podcastu The Last Thing I Saw, w którym opowiada o kinie i gości znane postacie ze świata filmu, różni się od wcześniej opisanych pozycji. Można ją uznać za nowość – angielskie wydanie ukazało się we wrześniu 2025 roku, na polskie czekaliśmy rok dłużej. Za tłumaczenie odpowiada Maria Lengren, której nie trzeba przedstawiać miłośnikom komiksów i ciężkiej muzyki. Rapold, w przeciwieństwie do autorów Ghiblioteki oraz Susan Napier, porzuca w swojej pracy chronologię, porusza się raczej w obrębie zagadnień. Nie interesuje go kariera reżysera jako taka ani sama produkcja filmów. Wspomina o takich kwestiach, ale nie konstruuje wokół tego narracji swojej pracy. Zgodnie z tytułem skupia się na rzeczach, które stanowiły inspirację dla filmowych fabuł Miyazakiego, miejsc i motywów pokazanych w jego filmach oraz wydarzeń, które ukształtowały go jako człowieka.
Czegóż tu nie ma, w tym przepastnym worze pełnym idei i pomysłów? Książka Rapolda ma rozmach dokładnie taki, na jaki zasługuje twórca tego kalibru co Miyazaki. Zaczynamy od książek dla dzieci, uwielbianych przez reżysera, który swego czasu opracował nawet kanon 50 klasycznych pozycji literatury dziecięcej i młodzieżowej z całego świata. Są tu dzieciaki z Bullerbyn, jest rudowłosa Pippi, jest Heidi z alpejskiej wioski, Alicja goniąca Białego Królika, jest Mały Książę i Mary myszkująca po tajemniczym ogrodzie. Są smutne historie Andersena i fantastyczne idee Verne’a oraz Swifta, a z bardziej „nowożytnych” pisarzy Briana Aldissa i Franka Herberta. Po lekturach przychodzi pora na wyprawę dookoła świata – od japońskich puszcz po szwajcarskie i alzackie miasteczka, od chorwackich wysp po szwedzkie miasta portowe, od walijskich wiosek górniczych po ulice Monte Carlo. W końcu wracamy do Japonii, prosto na wykład o mitologii tego kraju, japońskiej sztuce i tradycjach kulinarnych. Zaglądamy w zakamarki studia Ghibli, gdzie poznajemy współpracowników reżysera i próbujemy zrozumieć niuanse trudnej sztuki animacji.
Rapold sporo miejsca poświęca na wizualne inspiracje, od malarstwa prerafaelitów po powojenne włoskie kino neorealistyczne. Opisuje fascynację reżysera twórczością innego japońskiego giganta – Akiry Kurosawy. W jednym z rozdziałów omawia ulubione filmy animowane reżysera, w tym m.in. Królową Śniegu radzieckiego reżysera Lwa Atamanowa, film z 1957 roku, z dzisiejszego punktu widzenia uroczo staromodny (do znalezienia na YT, oczywiście). Niegdyś na Miyazakim zrobił wielkie wrażenie. Miał okazję obejrzeć go na pokazie zorganizowanym przez związek zawodowy w studio Toei – miejscu, w którym zaczynał pracę jako animator. Takich wątków w pracy Raptolda jest zatrzęsienie. Niektóre z opisanych inspiracji są oczywiste, bo wskazywał je sam Miyazaki albo wskazują na nie pośrednio jego wypowiedzi lub miejsca, do których podróżował sam lub z ekipą filmową. Niektóre zaś są domysłem autora książki, w większości przypadków logicznie uzasadnionym.
Na odrębny akapit zasługuje samo wydanie. Wydawnictwo Arkady specjalizuje się w efektownych książkach o sztuce i Hayao Miyazaki. W krainie inspiracji blisko już do klasycznego albumu. Mamy tu sztywną oprawę, szyty grzbiet, matowy papier, czytelną czcionkę i prawdziwe zatrzęsienie ilustracji – zdjęć osób, miejsc i przedmiotów, grafik z filmów, reprodukcji książkowych okładek i arcydzieł malarstwa oraz staromodnych rycin. Wszystko jest niezwykle uporządkowane, a numery rozdziałów wypisane są na marginesach słownie i w pionie, co automatycznie kojarzy się z tradycyjnym japońskim pismem i dodaje fajnego klimatu. Książka ma wyraźnie większy format od Ghiblioteki, o skromnym wydaniu książki Napier nie wspominając. Oczywiście odbija się to na jej cenie, coś za coś.
W tercecie raźniej
Wszystkie pozycje, choć tak bardzo różne, dobrze się uzupełniają. Ghiblioteka to dzieło pasjonatów. Przystępny przewodnik, a zarazem zbiór ciekawostek, ślicznych grafik i niezłych recenzji. Rzecz jest wartościowa zarówno dla fanów, jak i ludzi wchodzących dopiero w świat animacji studia Ghibli. Może być fajnym prezentem dla kogoś, kogo chcemy zachęcić do zapoznania się z twórczością Miyazakiego. Autorzy nie piszą o czasach przed powstaniem studia, za to omawiają wszystkie filmy powstałe w wytwórni, także te, w realizację których Miyazaki zaangażowany był tylko pośrednio. Opisana przeze mnie wada wydania (czcionka!) irytuje, ale da się to przeboleć.
Susan Napier skupia się na Miyazakim. Z naukowym zacięciem porusza wątki biograficzne, opisuje proces powstawania filmów, a potem dokonuje ich drobiazgowej analizy. Pisze o twórczej drodze, jaką przeszedł. Dostarcza informacje o serialach i filmach, przy których pracował przed powstaniem Ghibli, a także o jego mandze. Analizuje znaczenie scen, motywów i postaci. Jej książka zdradza fabułę filmów, dlatego adresowana jest do tych, którzy je znają. Oczywiście można jej pracę „przerabiać” równocześnie z poznawaniem twórczości reżysera. Wyraźny podział na rozdziały-eseje umożliwia czytanie na raty, kolejny esej po kolejnym obejrzanym filmie.
Książka/album Nicolasa Rapolda to dla fana dzieło kompletne. Jest najbardziej erudycyjna, dostarcza tony informacji, wskazuje na ciekawe tropy i daje bardzo celne wskazówki, które pozwalają wizje Miyazakiego uporządkować, a także dostrzec i zrozumieć ich korzenie. To książka z rodzaju tych, które wprost zmuszają do dalszego szukania, myszkowania w Internecie, planowania lektur, seansów filmowych a nawet wakacyjnych wyjazdów. Czytanie jej bez znajomości filmografii reżysera raczej mija się z celem, ale dla tych, którzy te filmy już znają i doceniają, to po prostu lektura obowiązkowa.
Zresztą wszystkie trzy pozycje zdecydowanie warte są przeczytania przez każdego miłośnika animacji czy po prostu miłośnika dobrego kina. Lektura każdej z nich będzie świetnym powodem do tego, żeby filmografię Hayao Miyazakiego przerobić po raz pierwszy lub po raz kolejny. Każdy powód jest dobry, żeby to zrobić, a dobre książki to powód najlepszy z możliwych.

* Mam świadomość, że w japońskim porządku nazwisko jest zapisywane przed imieniem i taką też formę w swej książce konsekwentnie stosuje Susan Napier i tłumaczka Joanna Gilewicz. Rozumiem, szanuję i… zostaję przy bardziej dla mnie „melodyjnym” zapisie międzynarodowym.
** Poza ofertą serwisu Netflix w Polsce pozostaje Lupin Trzeci: Zamek Cagliostro, pełnometrażowy debiut Miyazakiego z 1979 roku.
*** Wydana w Polsce, w latach 2025-2026, przez wydawnictwo Studio JG.










Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:
Regulamin zamieszczania komentarzy
Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:
[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]