GryGry Wideo

Na czym polega fenomen Dressmaker?

Dressmaker to gra z gatunku tych rekreacyjnych i „przytulnych”, w której projektuje się, szyje i ozdabia sukienki. Tytuł wyglądał na rzecz raczej niszową, przeznaczoną dla hobbystycznych krawców.

Sama z szyciem nie mam wiele wspólnego, ale gra ma w sobie „to coś” – po zobaczeniu pierwszego trailera natychmiast wleciała na listę życzeń i z jakiegoś powodu była to moja najbardziej wyczekiwana gra września.

Zacznijmy jednak od początku. Na czym Dressmaker w ogóle polega, tak dokładnie?

Jak sama nazwa wskazuje, na szyciu sukienek. Proces ten jest podzielony na kilka uproszczonych, ale w miarę realistycznych etapów.

Pierwszym krokiem jest wysłuchanie klienta. Nasze klientki chętnie opowiedzą o tym, czego potrzebują, czasem również o wydarzeniu, na które nowa kreacja jest im potrzebna, by naświetlić kontekst. Jednocześnie dowiadujemy się o wydarzeniach w mieście, a zarazem poznajemy perypetie odwiedzających nas osób, ich troski i radości. Możemy też tworzyć własne, niezależne  projekty „poboczne”.

Drugim krokiem będzie wymierzenie osoby, dla której mamy uszyć strój, bowiem odwiedzające nas panie prezentują różne rodzaje sylwetek. Mamy drobną bibliotekarkę, gotycką damę czy krzepką farmerkę, w związku z czym musimy to uwzględnić w naszym projekcie. Nie jest to trudne zadanie – wystarczy dostosować manekin do uzyskanych pomiarów, cała reszta (jak skalowanie wykrojów) dzieje się automatycznie.

Trzeci etap to zaprojektowanie stroju w notatniku. Wybieramy poszczególne elementy z szeregu dostępnych wzorów, łącząc je w kreację, a także dobierając materiały i planując rozmieszczenie kolorów. Na tym etapie trzeba pamiętać o postawionych nam wymaganiach. Zarówno każdy element stroju, jak i tkanina, mają przypisane własne tagi. Naszym zadaniem jest takie dobranie poszczególnych elementów stroju i materiałów, by spełnić oczekiwania klienta. Dobra wiadomość natomiast jest taka, że można tu dość swobodnie mieszać – jeśli wymyślony przez nas projekt nie spełnia wszystkich wymogów, to można to nadrobić dobierając odpowiedni materiał (i w drugą stronę – dobrym projektem uzupełnić niedobory tkanin). A jeśli na końcu nadal nam będzie brakować kilku punktów do sukcesu, to zostają jeszcze akcesoria i ozdobniki. Wymagania określają nam ogólny kierunek, natomiast jak podejdziemy do tematu, zależy już tylko od naszej wyobraźni – każde zlecenie można zrealizować na tysiąc różnych sposobów.

Teraz czas zrobić wykroje. Mamy projekt, mamy wybrane tkaniny, więc nożyczki w dłoń! To jest w zasadzie mini-gra polegająca na jak najefektywniejszym ułożeniu wzorów na materiale, tak by nie marnować miejsca. Materiał kupujemy na metry, więc każdy skrawek jest cenny. Warto uwzględnić kierunek materiału, czyli starać się ułożyć wykroje w taki sposób, żeby znajdujące się na nich strzałki były w pozycji horyzontalnej. Nie trzeba tego robić, ale takie ułożenie doda nam punkty do jakości produktu końcowego (a jakość to jedno z kryteriów, które musimy spełnić). Dodatkowa uwaga jest wymagana, jeśli pracujemy z materiałem wzorzystym lub gradientem – tu kierunek ułożenia szablonu będzie miał ogromne znaczenie.

Mamy już wszystkie elementy, więc najwyższy czas poskładać je w całość. Udajemy się do naszego manekina i przypinamy poszczególne kawałki, obserwując, jak nasza wizja się materializuje – to bardzo satysfakcjonujący moment! I jednocześnie dobra chwila na ewentualne poprawki – możemy jeszcze zdjąć jakiś element, zrecyklingować użyty materiał i zrobić wykrój z innego. Przydatne, jeśli kreacja nie spełnia wymogów odnośnie użytego typu materiału lub koloru albo zwyczajnie nam się nie podoba. W ekstremalnych przypadkach można nawet zacząć cały projekt od nowa, jeśli uznamy, że wszystko poszło źle.

Przedostatni etap – szycie. To kolejna mini-gra, w której musimy jak najdokładniej trzymać się linii, bo to też przekłada się na jakość. Bardzo pomaga włączenie w opcjach asystenta, dzięki któremu ten proces staje się relaksujący (i przyspiesza robotę). Na uwagę zasługuje odgłos pracującej maszyny do szycia, jeden z najbardziej satysfakcjonujących dźwięków w grze, stworzony na podstawie pracy rzeczywistej, starej maszyny.

Na końcu pozostaje jeszcze dołożenie ozdób (kokardki, koronki, tasiemki, klejnoty i inne cuda), co jest z jednej strony opcjonalne, a z drugiej to tu właśnie co kreatywniejsi dają upust swojej wyobraźni, pokazując jednocześnie nieskończone pokłady cierpliwości. A po skończonej robocie pozostaje już tylko zrobić fotkę do portfolio – możemy wybrać tło i bawić się oświetleniem – i gotowe.

A poniżej przykład jednej z kreacji społeczności, gdzie ktoś odtworzył motyw z obrazu „Wielka fala w Kanagawie”  autorstwa Katsushika Hokusai:

Wróćmy jednak do pierwotnego pytania – na czym polega fenomen tej gry? Dlaczego zyskała aż taką popularność?

Na początek zdefiniujmy sobie może tę popularność i ujmijmy ją w konkretne liczby – mając na uwadze, że mówimy o grze specyficznej, robionej przez raptem kilka osób, do tego wydanej w dość gorącym giereczkowo okresie (końcówka września 2026). Na miesiąc przed premierą Dressmaker miał już ponad 200 tysięcy wishlist. Po premierze sprzedaż ruszyła z kopyta – koszty dewelopmentu zwróciły się w dobę, a gra przez chwilę zajmowała 5 miejsce na liście steamowych topsellerów. Z grami niezależnymi często jest tak, że ludzie szybko o nich zapominają – ale nie w tym przypadku. Gra po trzech tygodniach od premiery osiągnęła szczyt w postaci ponad 43 tysięcy jednocześnie grających i około 12 tysięcy opinii na Steam (98% pozytywnych). Cztery tygodnie po premierze i na wykresach steamdb widać, że jest tu spora baza regularnych graczy, bo peak z 24 godzin to około 30 tysięcy osób. Recenzje natomiast przebiły barierę 14 tysięcy, cały czas utrzymując 98% pozytywnych. Całkiem nieźle jak na niszowy tytuł.

Teraz zastanówmy się, jakie są filary tego sukcesu.

Po pierwsze i chyba najważniejsze, gra wie, czym chce być. Jest skupiona na jednym celu i nie rozdrabnia się na  zbędne mechaniki czy inne zapychacze. Jest to też gra zrobiona z pasji – pomysłodawczyni sama zajmowała się krawiectwem, natomiast ze względu na chorobę straciła tę możliwość. Zaczęła się jednak zastanawiać, czy dałoby się przenieść ten proces do wirtualnego świata. Pomógł jej w tym mąż-programista – w dużym skrócie tak właśnie powstał Dressmaker (po drodze były jeszcze prototypy, zbieranie opinii społeczności, powolne dopracowywanie gry i perypetie z szukaniem wydawcy). Grając czuć, że za tym tytułem stoi ktoś, kto zna się na rzeczy, i ta doza autentyczności jest fundamentalną cechą gry. Na przykład materiały kupujemy na metry z beli, i są one tak zaprezentowane, że tylko na nie patrząc, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie różne faktury. Ich dobór będzie miał też wpływ na wygląd gotowej kreacji – różnice w fakturach są naprawdę widoczne. Poniżej przykłady – jedwab i aksamit.

Zawartości też jest dużo. Mamy zlecenia główne, które pchają wydarzenia naprzód. Mamy też zlecenia dodatkowe, które zapewnią nieco grosza, poprawę reputacji i dodadzą więcej kolorytu odwiedzającym nas postaciom. Oprócz tego możemy tworzyć stroje według własnego pomysłu, by je sprzedać lub podarować którejś z klientek. W międzyczasie budujemy reputację, której kolejne poziomy odblokowują nowe tkaniny i akcesoria. Tych też jest sporo, bo do dyspozycji oddano nam 450 tkanin (wełna, len, bawełna, jedwab, aksamit, cekiny, koronki) w wielu barwach i wzorach, ponad 350 akcesoriów i dodatków (guziki, tasiemki, pióra, koronki, kokardki czy brosze) oraz około 150 ręcznie rysowanych elementów stroju (różne rodzaje góry jak i dołu sukienki, rękawów czy kołnierzyków). Wybierać jest z czego, a na widok tylu wspaniałości człowieka ogarnia twórcza ekscytacja i chęć eksperymentowania.

Główną częścią zabawy jest oczywiście kombinowanie nad krojami i materiałami, a tocząca się w tle historia i kolejne wydarzenia w mieście oraz perypetie odwiedzających nas klientek dodają temu wszystkiemu uroku i spajają całe doświadczenie. Dzięki temu nasze kreacje nie są tylko bezosobowymi kieckami – tworzymy je dla konkretnej osoby na określoną okazję. I tylko od nas zależy, czy stworzymy suknię godną królowej, czy jakiś prześmiewczy twór – jeśli kryteria będą spełnione, klient z radością zaakceptuje kreację.

Cała zabawa ma bardzo proste zasady, jest przyjemnie relaksująca, z jednej strony stawia przed nami pewne wyzwania, a z drugiej pozwala poszaleć wyobraźni. I wciąga bardziej, niż można się spodziewać (a przynajmniej niż ja się spodziewałam). Kupując ten tytuł zakładałam, że zabawy będzie na 10, może 12 godzin. Jak się okazało, były to wartości lekko niedoszacowane, bo po dotarciu do napisów końcowych Steam pokazał mi czterokrotność tego, co początkowo zakładałam. Ta gra świetnie się też sprawdza jako chwilówka, którą można odpalić na kilkanaście minut, na „tylko jeden szybki projekt”, nie trzeba przy niej spędzać jednorazowo długich godzin.

Podsumowując – Dressmaker to zrealizowany solidnie i z dbałością o szczegóły projekt, oferujący dużo zawartości, pozwalającej na kreatywną zabawę. Traktuje przedmiotowe rzemiosło poważnie, jednocześnie dając nam lekką, nieco baśniową otoczkę fabularną – i myślę, że właśnie te dwa czynniki najmocniej przyczyniły się do sukcesu gry. Podejrzewam, że niewygórowana cena też tu pomogła (27-30PLN). Ta gra pokazała, że wirtualne szycie to wcale nie taki niszowy temat, jak mogłoby się wydawać.

Co dalej? Twórcy zapowiedzieli dodawanie nowej zawartości (pierwszy patch z dodatkami już się pojawił), a społeczność liczy na rozszerzenie pozwalające na przykład szyć również męskie odzienie. Z drugiej strony na pewno prędzej niż później pojawią się liczne klony korzystające z popularności i przetartego już szlaku. Czy powstała nowa nisza? Być może. Niedawno byliśmy świadkami wzrostu popularności gier o układaniu różnych rzeczy na półkach (Librarian) i niewykluczone, że Dressmaker właśnie otworzył nowe drzwi.

Gra zakupiona we własnym zakresie.

To mi się podoba 11
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Komentarzy: 2

  1. Moja mama wiele lat pracowała na krojowni i chociaż sam nie mam z szyciem nic wspólnego, to mogę potwierdzić, że układanie wykrojów na zlagowanym materiale ma w sobie coś z tetrisa, a oprócz tego bardzo przypomina stolarstwo.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
  2. Uwielbiam czytać o sukcesach małych, niszowych gier w czasie gdy cała branża mierzy się z poważnym kryzysem.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button