
Kwiecień w giereczkowie zdominowała czarno-biała mysz oraz urocza, mała androidka. Ale nie zabrakło też wulkanów, asasynów, wampirów i mrocznych korytarzy metra.
Zapowiedzi
Frostpunk 2: Breach of Trust – jeśli walka z odwiecznym mrozem to dla was za mało, jest dobra wiadomość: we Frostpunku 2 pojawią się wulkany. DLC nazwane Breach Of Trust zadebiutuje 23 czerwca na PC i konsolach.
Metro 2039 – dostaniemy nowe Metro, które ma być mroczne i osadzone w tunelach… tytułowego metra, w których spotkamy frakcje i społeczności. Premiera zimą 2026 na PC i konsolach.
Ibru – dopiero co czytałem w kwietniowym PSX Extreme, że ten projekt to kolejny niewypał, za którym stoi studio-widmo i nasza noblistka Olga Tokarczuk, a w tle 17 mln zł roztrwonionej kasy przyznanej z dofinansowania przez PARP. Tymczasem cdaction.pl opublikowało pod koniec miesiąca wywiad z członkami studia Sundog, w którym rozmawiano o latach ciszy medialnej oraz o tym, co wszystkich najbardziej interesuje, czyli założeniach projektowych.
Ibru to bardzo ambitny projekt, który ma ponoć zrewolucjonizować gatunek gier RPG (ta, jasne, kolejna gra z przerostem formy 😉 ). Najbliżej ma mu być do Deus Ex: Mankind Divided. Mamy w nim dostać półotwarty świat podzielony na dzielnice z dużą dozą wertykalności, gdzie będzie można się wspinać po dachach, balkonach i elewacjach budynków. Autorzy rozgrywkę oparli na skradankowo-deuseksowym stylu podszytym cyberpunkiem (a jakże), ale gra pozbawiona ma być klasycznego systemu walki. W Ibru nie będzie się bowiem zabijać przeciwników, a zamiast tego gracz ma stosować różne formy ich usypiania bądź neutralizowania.
Jednym z głównych motywów fabularnych ma być próba odpowiedzi na pytanie: na czym właściwie polega bycie człowiekiem i czym jest religia. Punktem wyjścia była sumeryjska mitologia i tamtejsze kanony wierzeń, które dla typowego odbiorcy mogą być niezwykle obce i surowe. Jednakże, żeby przeciętny odbiorca mógł się w tym wszystkim odnaleźć, w grze pojawi się m.in. rozbudowany kodeks – swoiste kompendium wiedzy przybliżające sumeryjską mitologię.
Dlaczego produkcja ruszyła dopiero teraz? Ze względu na przeciągający się okres preprodukcji oraz brak funduszy. Studio długo czekało bowiem na grant z programu FENG (Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki) – prawie dwa i pół roku. Bez tych pieniędzy praktycznie nierealne było powiększenie ekipy oraz start produkcji. Trzeba bowiem pamiętać, że skład początkowo liczył 4-5 osób i dopiero teraz, po uzyskaniu grantu było możliwe jego rozszerzenie do nieco ponad 20 osób (docelowo studio ma liczyć około 35 stałych pracowników) i ruszenie na poważnie z produkcją.
Przy okazji doczekaliśmy się w końcu trailera (choć to bardziej prostolinijny teaser nagrany longshotem, pokazujący jedną z dostępnych miejscówek) oraz karty Steam. Na premierę jeszcze sporo czasu trzeba będzie poczekać, bo ta planowana jest dopiero w 2028 roku – o ile coś się znów nie obsunie, bo pierwotnie mówiono o roku bieżącym.
Assassin’s Creed Black Flag Resynced – poznaliśmy datę premiery (9 lipca 2026), a także docelowe platformy (gra wyjdzie na: PS5, Xbox Series X|S, PC – Ubisoft Store, Steam, Epic). Ubisoft uchylił nieco rąbka tajemnicy odnośnie tego, co otrzymamy w nowej wersji gry: dostaniemy nową grafikę z ray tracingiem za sprawą nowej wersji silnika Anvil, ulepszony gameplay (lepszy movement z przeprojektowaną mechaniką walki, poprawiony parkour oraz bitwy morskie, dodana została także dynamicznie zmieniająca się pogoda), a także nowe treści fabularne (ok. 6 godzin dodatkowej historii). Gra ma ponoć zachować klasyczny, nieliniowy styl oraz stanowić wyłącznie single-playerową przygodę – zabraknie w niej multi. W teorii zapowiada się na wielki powrót do „złotej ery AC”.
Premiery
Pragmata – Capcom znowu dowiózł. Po świetnym Resident Evil: Requiem mamy kolejny solidny tytuł, tym razem z całkiem nowym IP. Gra cechuje się solidną rozgrywką i świetnie napisaną relacją głównych bohaterów. Mała androidka Diana z miejsca podbiła serca graczy, a klipy z jej udziałem zalewają Internet. Gra została okrzyknięta mianem „Dad Space” oraz drugim największym księżycowym osiągnięciem 2026 roku.
MOUSE: P.I. For Hire – Gracze bardzo ciepło przyjęli tego utrzymanego w stylistyce kreskówek z lat ’30-40 detektywistycznego shootera. Klimat noir, humor i ogólny pomysł na grę przypadł ludziom do gustu.
Replaced – niestety tu już nie można powiedzieć o udanej premierze. Gra zapowiadała się na ciekawą platformówkę w klimatach Blade Runnera. Wizualnie prezentuje się świetnie, niestety nie można tego powiedzieć o rozgrywce. Gra nie szanuje czasu gracza, ma mało responsywne sterowanie, które w czasie walk skutecznie utrudnia lub wręcz uniemożliwia działanie.
Różne
17 kwietnia na gali BAFTA Game Awards wyróżnione zostały najlepsze tytuły ubiegłego roku. Nie będzie chyba niespodzianką fakt, że Clair Obscur: Expedition 33 zgarnęło kolejne trzy statuetki (najlepsza gra, debiut roku, najlepsza rola główna dla Jennifer English jako Maelle). Cieszy natomiast to, że doceniony został również Dispatch (animacja, dźwięk, najlepsza rola drugoplanowa – Jeffrey Wright jako Chase) oraz Kingdom Come: Deliverance 2 (najlepsza narracja). Pełna lista zwycięzców tutaj.
Xbox zmienia cennik. Ceny abonamentów pójdą nieco w dół – wersja Ultimate z 114,99 zł na 84,99 zł, a PC Game Pass z 62,99 zł na 53,99 zł. Natomiast nie dostaniemy już w ramach tej usługi nowych odsłon Call of Duty na premierę.
Sytuacja w The Farm 51 nie wygląda najlepiej. Notowany na NewConnect producent gier wideo złożył wniosek o ogłoszenie upadłości. Złożenie wniosku ma charakter ostrożnościowy i prewencyjny, w ocenie zarządu służy dochowaniu obowiązków wynikających z przepisów Prawa upadłościowego. Priorytetem spółki pozostaje przeprowadzenie postępowania o zatwierdzenie układu i zawarcie układu z wierzycielami. Mam wrażnie, że ambitny projekt, jakim był World War 3 – aspirujący do bycia polskim BattleFieldem – najpierw ich przerósł, później okazał się gorącym ziemniakiem (ostatecznie gra została sprzedana i słuch po niej zaginął), aby ostatecznie pogrążyć studio. Słabe przyjęcie sequela Chernobylite też nie pomogło, no i mamy to, co mamy. Szkoda, bo robili może i dziwne rzeczy, ale bardzo ambitne, nie zawsze nastawione na zysk – jak na przykład Chernobyl VR Project – będący pierwszą wirtualną wycieczką po rejonie Czernobyla i Prypeci, który udało się zrealizować w tak wybornej formie dzięki zastosowaniu fotogrametrii, która towarzyszyła także kolejnym grom studia. Chernobyl VR miał stanowić wyjątkowe przedsięwzięcie łączące świat gier komputerowych ze światem aplikacji edukacyjnych i narracji filmowej. Projektu niestety nie udało się dowieźć do końca i tak sobie wisi we wczesnym dostępie od 2016 roku.
11bit Studios za to pracuje pełną parą. Poznaliśmy plany studia na najbliższe lata i widać, że chcą rozwijać istniejące marki, ale szykują też coś nowego.
Powstaje film Elden Ring. Za scenariusz i reżyserię odpowiada Alex Garland, a premiera jest zaplanowana na marzec 2028. Obsadę możecie sprawdzić tutaj.
Być może kojarzycie Marcina Łukańskiego – prowadzi kanał Na Gałęzi, gdzie opowiada o filmach. Właśnie otworzył nowy kanał, Daj Pada, na którym zamierza gawędzić o grach.
Doczekaliśmy się też w końcu konkretów na temat The Blood of Dawnwalker, wyczekiwanego wampirzego erpega od ex-deweloperów Wiedźmina i Cyberpunka. Wiemy, że premiera zaplanowana jest na 3 września 2026. Na pokazie zobaczyliśmy fragmenty gameplayu (załączamy poniżej). W grze będzie wyraźny podział na dzień i noc, co ma znaczenie o tyle, że nasz bohater będzie korzystał ze zdolności ludzkich za dnia, a wampirzych w nocy. Decyzje, które podejmiemy podczas wykonywania zadań, będą miały swoje konsekwencje. Świat przedstawiony należy do tych mrocznych i brutalnych. Jeśli wszystkie obietnice twórców zostaną spełnione, to szykuje nam się interesujący tytuł.
Replay Fest – ile warta jest nostalgia? [Kr4wi3c]
Takie pytanie zadawałem sobie zmierzając na tegoroczną edycję Replay Fest, na którą jednodniowe wejściówki były sprzedawane za prawie stówkę. Trochę sporo. A co czekało na zwiedzających na miejscu? Jako że była to impreza utrzymana w duchu dawnego Pixel Heaven, to i atrakcje były podobne. Event odbył się w dobrze znanym z poprzednich edycji „Pixela” miejscu, a mianowicie w Warszawskiej Szkole Filmowej przy ul. Zajączka 7. Z czego jak dla mnie największą zaletą tego miejsca jest Kino Elektronik, w którym w wyśmienitych warunkach i przy wybitnym nagłośnieniu można było wziąć udział w panelach dyskusyjnych. Te zwyczajowo kręciły się w tematach giereczkowych, retro i starych magazynów growych. Wchodząc do głównej sali, w której odbywała się impreza, można było odnieść wrażanie, że ta stoi głównie giełdą i merchem. W niewielkim pomieszczeniu zebrano bowiem większość wystawców ze sprzętem, starymi grami, pierdołami i magazynami. Odniosłem wrażenie, że największą popularnością cieszy się stoisko Retronics, które ostatnio przy współpracy z Waldemarem Nowakiem zaczęło wydawać wznowienia Secret Service – które oczywiście były możliwe do zakupu na miejscu. Jak dobrze się trafiło, to i można było wyjść z autografem Pegaza, który przywiózł na imprezę trochę leżaków magazynowych w postaci limitowanego ostatniego numeru SS (tego wydanego po wznowieniu, przy okazji którego wybuchł skandal, a pismo zmieniło nazwę na Pixel) oraz kilku egzemplarzy Kompediów Wiedzy. Oprócz zakupu fantów można było oczywiście pogadać, zbić piątkę, cyknąć pamiątkową fotę i zgarnąć autograf.
Na piętrze, a także w bocznych salkach ulokowano trochę retro sprzętu, automaty oraz flipery. W jednym z pomieszczeń była także retrogralnia z kilkoma pecetami połączonymi w sieć, na których można było pograć w klasyczne tytuły, np. Quake 3. Na głodnych i spragnionych czekały na dziedzińcu foodtrucki (w liczbie sztuk dwóch), niestety z dość lichą ofertą. Nie było piwa, a także zabrakło ławek, co nie sprzyjało socjalizowaniu się.
Replay Fest w ogólnym rozrachunku przypominał najsłabsze edycje Pixel Heaven, na których przeważały retro graty i automaty. Zabrakło wystawców z mniejszymi tytułami – znaczy indykami, które zawsze przyciągały sporo zwiedzających, a tych też tak wielu nie było. Imprezę odwiedziłem w sobotę, zdawać by się mogło w najtłoczniejszy dzień i było wręcz luźno. Była to pierwsza edycja imprezy, ale doszły mnie słuchy, że planowana jest już kolejna, która, mam nadzieję, będzie większa i z lepszą frekwencją.
Targi Fantastyki/Warsaw Game Days
Po raz drugi wiosenna edycja Targów Fantastyki (25-26 kwietnia) została połączona z Warsaw Game Days – jedna z 4 hal warszawskiego Expo XXI została przeznaczona na to, co my gracze lubimy najbardziej – na giereczki. W porównaniu z resztą hal, które w mniejszym lub większym stopniu przypominały targowisko – taki mały Pyrkon (nawet strefa gastro się zmieściła pośród tego wszystkiego) – tam było najbardziej luźno i to nie tylko ze względu na mniejszą liczbę ciekawskich odwiedzających. Sama strefa gamingowa była dość przestronna. Chociaż nie zabrakło dużych wystawców (Bethesda, Ubisoft, Bandai Namco, Nintendo, Xbox, AMD, Plaion, CD Projekt Gear Shop itd.), a stoiska były dość sporych rozmiarów, to pomiędzy nimi zostawiono sporo miejsca, przez co można się było przemieszczać pomiędzy nimi dość komfortowo. Przynajmniej w niedzielę, bo w sobotę zapewne nieco inaczej wyglądała sytuacja. Ale tutaj musiałym oddać głos naszemu specjalnemu wysłannikowi, który targi odwiedził w najbardziej zatłoczony dzień – sobotę. Halo, halo Wisła, oddaję głos do studia 😀
Oczywiście ogromną popularnością cieszyła się strefa meet & greet, w której można spotkać streamerów i influencerów. Niesłabnącym zainteresowaniem cieszyło się oczywiście stoisko Nintendo, jak zwykle czerwone, dobrze wyeksponowane i dobrze widoczne z praktycznie każdego miejsca hali. Z ciekawszych rzeczy można było ograć Crimson Desert bądź jeden z najbardziej znakomitych tytułów tego miesiąca – Mouse P.I. for Hire (i przy okazji pogadać z jego twórcami, którzy kręcili się w okolicy stoiska), a także Magin: The Rat Project Stories – o którym prawdę powiedziawszy do tej pory nie słyszałem, ale zapowiada się intrygująco.
Ja Grab, ja Grab, Wisła jak mnie słyszysz?
Otóż wspomnianym desperatem, który na Targi Fantastyki udał się o najbardziej zatłoczonej porze, byłem ja – Crowley (z pomocą Crowleya Juniora, który naciągnął mnie na kupno miecza, za co oberwało się nam potem w domu…). Nie mając pojęcia, czego się spodziewać, profilaktycznie zaparkowaliśmy większy kawałek od hali Expo XXI i drogę na miejsce pokonaliśmy pieszo, po drodze mijając Skwer Alojzego Pawełka, na którym roiło się od przebierańców. Cosplay znałem do tej pory jedynie internetu jako zagraniczną egzotykę i nie byłem przygotowany na to, co zobaczyłem (i wcale nie chodzi tylko o roznegliżowane dziewczyny z elfimi uszami). Inwencja ludzka nie zna granic, a tłum kolorowych cudaków przebranych za absolutnie wszystko, uśmiechniętych, poruszających się w mniejszych lub większych grupkach robił fantastyczne wrażenie. I tak było wszędzie, gdzie nie spojrzeć. Niektórzy mieli przebrania zrobione z kartonu, budżetowo, inni przyszli w profesjonalnym makijażu i strojach, których nie powstydziłoby się studio filmowe. Byli żołnierze, czarodziejki z Księżyca, ludzie z nickami z gier nad głowami oraz człowiek-telewizor i człowiek-dinozaur. Piękna sprawa i mnóstwo dobrej energii.
Na miejscu jeszcze bardziej zszokowała nas kolejka po bilety zakręcona jak świński ogon i wymagająca co najmniej kilkudziesięciu minut stania. Tu wypada podziękować organizatorom za zaproszenie nas na Targi, dzięki czemu uniknęlimy czekania i z akredytacją na szyjach ruszyliśmy do wnętrza. Oprócz wspomnianej przez Kr4wca hali WGD (gdzie próbowaliśmy nie rozbić się w Dirt Rally i zaglądaliśmy przez ramię grającym w Anno 117 Pax Romana) do zwiedzania mieliśmy dwie inne. Hala 1 to raj dla zakupoholików – stacjonarne Temu i Aliexpress ale też Pakamera lub Etsy, bo różnej maści rękodzieła nie brakowało. Stoiska ustawiono tematycznie, więc gdzie indziej należało szukać kart Pokemon i koszulek z zabawnymi nadrukami, gdzie indziej wspomnianych mieczy sprzedawanych przez sympatycznego Japończyka, gdzie indziej figurek, planszówek, gier RPG, zapachowych świec, lateksowych wdzianek, itd. Dużym powodzeniem wśród odwiedzającyh cieszył się zakątek postapokaliptyczny, gdzie można się było zaopatrzyć na przykład w broń inspirowaną filmami o Mad Maxie.
Na końcu hali rozstawili się wydawcy książek, między innymi Fabryka słów oraz dobrze nam znane SQN i Vesper. Zakupiłem kolejnego McCammona w świetnej cenie, chociaż plany były inne. Udaliśmy się bowiem jeszcze dalej, do strefy pisarzy, gdzie co godzinę przez cały weekend wpadali w odwiedziny znakomici goście. Przechrzta, Ziemiański, Kozak, Gołkowski, czyli autorzy znani i lubiani, po pogadance podpisywali książki. Z takim też zamiarem pojawiliśmy się na spotkaniu z Marcinem Przybyłkiem, który jak zwykle ciekawie opowiadał o „Orle Białym 3” oraz „Starej kobiecie i smoku”, swoich ostatnich książkach. „Kobietę” chciałem sobie sprawić i jeszcze dać ją autorowi pomazać, ale wydawca sprzedawał wszystko w cenach okładkowych, więc moja wewnętrzna cebula się zbuntowała i jedynie popatrzyłem, jak inni zdobywają upragnione autografy (niestety własnych egzemplarzy Gamedeca nie wziąłem ze sobą – gamoń).
Hala 3 z kolei była rajem dla osób kreatywnych i tych o artystycznej duszy. Rękodzieło, cosplay, malowanie, ozdabianie, dzierganie, co tylko sobie można wymyślić. Wszystko w fantastycznych klimatach niczym na straganach w grach RPG. Niestety problemem był ogromny tłok, który tam panował, jeszcze większy niż w innych miejscach, przez co czuło się atmosferę żywcem przeniesioną ze Stadionu Dziesięciolecia, na którym w latach 90-tych handlowano absolutnie wszystkim, a ścisk panował tam niebywały. Zresztą trzeba przyznać, że być może dzięki niezłej pogodzie frekwencja na całym wydarzeniu była ogromna. Nieprzebrane tłumy ludzi przewinęły się przez Expo XXI, nawet jeśli główną atrakcją były po prostu stoiska z gadżetami, które pewnie bez problemu można nabyć w sieci.
Czy nam się podobało? Pomimo tłoku – bardzo! Impreza była po prostu bardzo pozytywna, możliwość pomacania różnych duperelków i nacieszenia nimi oczu jedyna w swoim rodzaju, a atmosfera miejsca, tworzona zarówno przez wystawców, jak i odwiedzających zwyczajnie zachęcała do łażenia. Spędziliśmy na Targach Fantastyki ponad 4 godziny, na koniec posilając się umiarkowanie smacznym (ale za to drogim) jedzeniem z jednego z foodtrucków stojących przed budynkiem i myślę, że nie były to nasze ostatnie odwiedziny. Już szukamy w kalendarzu okazji na kolejny podobny wyjazd. Polecam każdemu, w kim tkwi jeszcze mały dzieciak.
Trochę liczb
Pragmata zalicza mocny start – milion sprzedanych kopii w 48 godzin.
Resident Evil Requiem – tu licznik nabił 7 milionów sprzedanych egzemplarzy.
Crimson Desert nadal dobrze się trzyma, gra sprzedała 5 milionów sztuk. Ci, którzy w grach uwielbiają zwiedzanie mapy i zaglądanie w każdy kąt, bardzo sobie ten tytuł chwalą.
Pierwszy Frostpunk obchodzi swoje 8 urodziny. W oba Frostpunki zagrało już łącznie 11 milionów osób.
Mija rok od premiery Clair Obscur: Expedition 33, w trakcie którego gra znalazła 8 milionów nabywców.
Co ogrywaliśmy?
Alexandretta
W tym miesiącu wszystkiego po trochu. Było bicie smoków w Monster Hunterze, bo odkryłam, że lanca jest najbardziej idiotoodporną bronią, i postanowiłam się nią bliżej zapoznać (i chyba przy okazji odkryłam easy mode). Było grane również Last Epoch – pod koniec marca wystartował nowy sezon, więc poszłam sprawdzić, co i jak. Z każdą aktualizacją dochodzą jakieś drobne ulepszenia, nowe skille czy poprawki w tych już istniejących, więc jest się czym bawić.
A dla rozruszania szarych komórek odpaliłam The Talos Principle: Reawakened, czyli remaster tego kultowego tytułu. O drugiej części pisałam jakiś czas temu, natomiast część pierwszą ogrywałam lata temu, ale ostatecznie jej nie skończyłam, przez mocno uciążliwą mechanikę nagrywania, pojawiającą się pod koniec gry. Wersja Reawakened poprawia nie tylko stronę wizualną, ale również zagadki – mechanikę nagrywania przebudowano, więc liczę, że tym razem uda mi się doprowadzić sprawę do końca. Poza tym fajnie się w to gra, znając już szerszy kontekst świata, przedstawiony w drugiej części.
Kr4wi3c
Kwiecień był dobrym miesiącem, chociaż początek przyniósł rozczarowanie za sprawą Replaced (premiera 14 kwietnia). Gra nie udźwignęła pokładanych w niej nadziei. Po 6 godzinach obcowania z tytułem doszedłem do miejsca, w którym miałem ochotę rzucać SteamDeckiem. Walka jest zaprojektowana dramatycznie, mechanika poruszania się nijak nie pasuje do dynamicznych starć, a im dalej, tym miałem większe wrażenie, że gameplay stoi właśnie głównie walką – czyli najsłabszą mechaniką, na której oparto większość gry. Kto to tak zaprojektował? Po dotarciu do momentu, w którym wszystko było cholernie nieczytelne, gdzie nie wiadomo było, co się dzieje na ekranie, bo wszystko się zlewało – odpuściłem. Ale to nie są jedyne problemy tej gry. Kolejne to źle zaprojektowane checkpointy, które zmuszają do powtarzania tych samych bezsensownych fragmentów. Na przykład przed walkami z bossami oraz same walki z bossami, w których gra nie szanuje czasu gracza, a przez mało responsywne sterowanie robią się one cholernie irytujące. Za to jednego tej grze nie można odmówić – wygląda obłędnie. To chyba najładniejszy pixelart, jaki do tej pory widziałem. Szkoda tylko, że to zdecydowany przerost formy nad treścią.
Na szczęście chwilę później wyszła Pragmata, nad której zakupem się zastanawiałem, bo nie byłem do końca przekonany, czy chcę wydawać na dziwną, japońską grę 260 zeta. Napływające zewsząd bardzo pozytywne opinie ostatecznie mnie jednak przekonały i grę nabyłem w dniu premiery. Nie żałuję, bo to jedno z najbardziej odświeżających doświadczeń od dawna. Co prawda rozwija wiele mechanik znanych z ostatnich gier z serii Resident Evil, od siebie dodając niewiele, ale to nie ma znaczenia, bo te nowe elementy są wyśmienite. Pierwszą z wprowadzonych nowości jest oczywiście strzelanie połączone z jednoczesnym hackowaniem, które początkowo może przyprawić o niezły ból głowy, bowiem gra zmusza nas, by w trakcie walki z oponentami rozgrywać minigierki, stanowiące coś w rodzaju bardzo rozbudowanych elementów QTE. Na szczęście szybko idzie się do tego przyzwyczaić i załapać koncepcję. Do tego stopnia, że już później robi się to automatycznie. Drugą z nowości jest Diana – urocza i niezwykle memiczna androidka, która zachowuje się niczym typowy małoletni berbeć. Razem z graczem ruszą przez bazę księżycową w poszukiwaniu drogi na Ziemię. Pragmata swoją budową przypomina nieco Prey (2017), w którym teatr działań stanowiła stacja kosmiczna, a my wraz z biegiem fabuły odblokowywaliśmy dostęp do kolejnych pomieszczeń czy też całych poziomów.
Jednak największym bangerem tego miesiąca okazało się MOUSE: P.I. For Hire, które niesamowicie mnie pochłonęło. Wszystkie Pragmaty czy inne Residenty poszły w odstawkę i obecnie na tym tytule się najbardziej skupiłem, strzelając się z innymi myszami, chłonąc niesamowity klimat noir przypominający jako żywo o latach 30-40 ubiegłego wieku. Dużo tu odniesień do historii ameryki z okresu prohibicji, ale nie zabrakło także polskich akcentów – wszakże to rodzimy tytuł. Gdzieś się spotkałem ze stwierdzeniem, że niby nazywanie MOUSE boomershooterem miałoby być dla niego bardzo krzywdzące – nie mam pojęcia czemu, ale fakt, to bardzo staroszkolny shooter, z systemem apteczek, bez samoregenerującego się żyćka, z bardzo standardowym uzbrojeniem, gdzie zginąć jest łatwo. Zapowiadało się na dobrą grę, ale nie sądziłem, że aż tak dobra się okaże. Tytuł pod koniec ponoć łapie zadyszkę, robi się powtarzalny i zaczyna przynudzać, ale to już chyba standard w branży, że mało który zespół jest w stanie dowieźć odpowiednie tempo produkcji do samego końca. Póki co bawię się świetnie, ale do końca został mi jeszcze spory kawałek.















































Z tym standardowym uzbrojeniem w Myszy to tak jednak nie do końca (ale nie zdążyłem już poprawić przed publikacją). No bo czy broń (wybielacz) strzelająca cieczą rozpuszczającą wrogów (dosłownie) jest czymś standardowym?
Czy ty polemizujesz sam ze sobą? 😀