Pieśń Lodu i OgniaSeriale

Pomylone Analizy: Rycerz Siedmiu Królestw, sezon 1, odcinek 2 – „Twarda solona wołowina”

Niech mi nikt nie mówi, że był za długi. To znaczy odcinek. Bo co innego mogę mieć na myśli?

W poszukiwaniu ludzi z dobrą pamięcią

Drugi epizod serialu otwiera się dłuższą narracją Dunka o życiu i cnotach jego zmarłego mistrza, Ser Arlana z Penistree Pennytree. Towarzyszą jej retrospekcje z ich wspólnych wędrówek, które dopowiadają, jak wyglądała codzienność pary wędrownych rycerzy: skromna, prosta, nacechowana pewną życzliwością. Z grubsza… bo niektóre sceny (ser Arlan korzystający z usług seksualnych, ser Arlan mocno nabzdryngolony), mogą być małą skazą na tym wizerunku.

Szybko okazuje się, że cała sekwencja to próba Dunka, by odświeżyć pamięć rycerzom krążącym po Ashford. Opowiada im historie o Arlanie, licząc, że ktoś go sobie przypomni. Widzimy, jak zwraca się m.in. do Leo Tyrella, ale bez skutku – nikt nie kojarzy starego rycerza, tak jak wcześniej nie pamiętał o nim Manfred Dondarrion.

Po montażu następuje żartobliwa wymiana zdań między Dunkem a Jajem. Młody giermek próbuje przekonać go, że jako rycerz nie powinien uniżać się przed wielkimi panami. Rozmowę przerywają trąby oznajmiające przybycie rodu Targaryenów. Jajo reaguje nerwowo i wraca do obozu, zostawiając Dunka samego.

Młot i kowadło

Ser Duncan obserwuje przyjazd do zamku Baelora „Złamanej Włóczni” Targaryena, następcy tronu, jego brata Maekara oraz syna Maekara – Aeriona. Z krótkiej scenki możemy wywnioskować, że Baelor darzony jest ogromnym szacunkiem, Maekar – niekoniecznie. Aerion bierze Dunka za stajennego i traktuje go z pogardą, nawet po odkryciu, że ma do czynienia z rycerzem.

Dunk pomaga z jego koniem, gdy ten kopie parobka. Przy tej okazji Dunk poznaje dwóch rycerzy Gwardii Królewskiej: Ser Rolanda Crakehalla i Ser Donnela z Duskendale. Rozmowa z Donnelem, który wyznaje, że sam nie pochodzi ze szlachetnego rodu (jest synem poławiacza krabów), daje Dunkowi nadzieję, że niskie urodzenie nie przekreśla rycerskiej drogi.

Nasz wędrowny rycerz pod wpływem impulsu wkrada się do zamku, zapewne z zamiarem dotarcia do Baelora, co zresztą mu się udaje. Wcześniej podsłuchuje wszakże rozmowę braci Targaryenów o dwóch zaginionych synach i poznaje córkę lorda Ashforda, która nazywa go wielkim i głupim. Chwilę później Maekar zauważa rycerza chowającego się za framugą. Dunk przeprasza za najście i pyta Baelora, czy ten pamięta Ser Arlana z Pennytree i ich dawny pojedynek kopijniczy. Baelor wspomina walkę, w której Arlan złamał cztery kopie, choć Dunk – pamiętając przechwałki mistrza – twierdzi, że było ich siedem. Baelor, aby potwierdzić tożsamość rzekomego wędrownego rycerza, zadaje mu banalne pytanie dotyczące Szarego Lwa, jednego z oponentów ser Arlana w turnieju w Końcu Burzy. Z ogromnymi problemami, Dunk identyfikuje go (to Damon Lannister). Baelor zgadza się poręczyć za Dunka i dopuszcza go do turnieju, stawiając warunek: Dunk nie może używać herbu Arlana, bo nie jest jego synem.

Smooth operator

Rozwiązanie przychodzi szybko. Dunk i Jajo udają się na kolejne przedstawienie kukiełkowe Tanselle, tym razem to historia Floriana. Po występie i niezręcznej konwersacji (w której i tak najwięcej mówił Jajo), Dunk prosi dziewczynę o namalowanie nowego herbu. Z pomocą giermka, rycerz wybiera symbol: wiąz, pod którym obozują, spadającą gwiazdę nad nim i tło w barwach zachodu słońca.

Dunk jest nieco zażenowany swoją niezręcznością w rozmowie, ale giermek go pociesza. Niestety rycerz nie ma porównywalnego talentu do dawania rad. Wkrótce obydwaj zostają wciągnięci do zabawy w przeciąganie liny przez Lyonela Baratheona (który popisuje się przed tłumem).

Wieczorem ser Duncan szuka nowej zbroi i trafia do kowala Stalowego Pate’a. Nie stać go na żaden element pancerza. By zdobyć pieniądze, Dunk sprzedaje klacz Arlana, obiecując sobie, że odkupi ją po wygranej w turnieju. Ech, spory ciężar emocjonalny miała ta scena.

Turniej

Przed rozpoczęciem turnieju Dunk i Jajo rozmawiają sobie przy cydrze. Rycerz snuje plany – liczy na to, że jeśli zostanie czempionem choćby na godzinę (serial nie tłumaczy prawidłowo, że czempionów było wielu, to nie pojedynczy zwycięzca turnieju – ale o tym powiemy później), to przyjmie go na służbę jakiś szlachetny ród, może nawet Targaryenowie. Giermek rozwiewa te nadzieje. Popisuje się też sporą wiedzą na temat ser Donnela z Duskendale, który jest nie tyle synem prostego poławiacza krabów, co krabiego magnata. Rogi obwieszczają nocną gonitwę kopijniczą. Lord Ashford i Targaryenowie zasiadają na trybunie, a tłum gromadzi się przy płotach. Pojawiają się barwne postacie, a popisy rycerzy są widowiskowe (lub obrzydliwe – za sprawą Medgara Tully’ego odgryzającego łeb surowej rybie).

Jajo reaguje euforią, krzyczy i dopinguje walczących. Dunk przeciwnie – czuje narastający lęk, niemal atak paniki, gdy uświadamia sobie, co go czeka i z kim musi się zetrzeć (a trzeba dodać, że Leo Tyrell wskakujący na cudzego konia i podnoszący w wielkim pędzie tarczę robi wrażenie). Po powrocie do obozu Duncan wyznaje giermkowi, że fakt, iż nikt nie pamięta Ser Arlana, może oznaczać, iż jego mistrz nie był wielkim rycerzem, a to z kolei każe mu wątpić we własne przygotowanie. Mimo tych obaw Dunk postanawia, że się nie cofnie. Następnego dnia wystąpi w turnieju jako spadkobierca dziedzictwa Arlana z Pennytree i pokaże możnym Westeros, czego nauczyło go życie u boku starego wędrownego rycerza.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Oj, tym razem odcinek poczynił większe odstępstwa od książkowego pierwowzoru. Pozwólcie, że wymienię, te – które najbardziej rzuciły mi się w oczy (a przez kilka pierwszych sekund je przymykałem) i na razie pominę to, co serial postanowił dodać. Nie będę też kontynuował tematu poprzestawianych scen. W noweli oczywiście kolejność niektórych wydarzeń jest nieco inna (np. rozmowa ze Stalowym Patem odbywa się znacznie wcześniej), ale nie ma to większego wpływu na odbiór historii, a w zasadzie to nawet chyba wychodzi na dobre (Dunk gada o nowej zbroi dopiero, gdy ma zgodę na wzięcie udziału w turnieju).

Najdziwniejszy wydawał mi się fakt, że ser Duncan wkradł się do zamku. W książce po prostu szedł do Plummera, na Targaryenów natknął się przypadkiem, a Baelora nawet od razu nie rozpoznał. Rozumiem, że serial próbuje nam przekazać, iż Dunk po prostu chce od początku poprosić o wystawienie świadectwa przez księcia, ale nie zostało to odpowiednio zakomunikowane. Cała scena sprawia wrażenie, jak gdyby Dunk dostał nagle małpiego rozumu i postanowił szpiegować Targaryenów. Z drugiej strony – chyba dostrzegam tę potrzebę nakreślenia sylwetek książąt i zakomunikowania ich obecności odpowiednio wcześniej, przed spotkaniem z Dunkiem, z uwagi na ograniczenia medium. Niech będzie. Przy okazji poznaliśmy imię córki lorda Ashforda (to Gwen) – to miłe, bo książka o imieniu nie wspomina, mimo że cała ta impreza jest z okazji jej dnia imienia właśnie.

Nie podoba mi się za bardzo wulgarność Maekara. Jest jednak różnica pomiędzy szorstkim, opryskliwym tonem, a rzucaniem „nierządnicami”, które – przynajmniej w takim natężeniu – po prostu księciu nie przystaje. Tym bardziej że dialog jest napisany solidnie bez tych wstawek, łatwo można poznać jakiego rodzaju człowiekiem jest Maekar (krótko mówiąc – trudny ma charakter, choć na pewno nie jest to człowiek zepsuty do szpiku kości).

Poza tym serial kontynuuje pokazywanie nam monologów wewnętrznych Dunka w formie jego dialogów z Jajem. Pomysł świetny, sprawdził się w poprzednim odcinku, a i w tym wyszło zgrabnie. Na ogół. Bo przynajmniej w jednym wypadku oryginał był ciekawszy. „Dla kukiełek” brzmi po prostu znacznie śmieszniej, gdy jest głupią próbą Duncana, by wybrnąć z niefortunnej wypowiedzi. Podsuflowanie tej linii przez Jajo nie jest aż tak zabawne.

Ze zmian sporych powinniśmy wymienić jeszcze pierwszy pokaz turniejowy. Książkowy turniej miał charakter nieco niezrozumiały (system z kilkoma czempionami zamiast tego, co przyjęliśmy uważać za normalną drabinkę turniejową). Serial nie podjął się więc tłumaczenia tej kwestii i w ogóle całość zlekceważył. Na początku w szranki stają więc w teorii ci ludzie, którzy powinni (a przynajmniej tak mi się wydaje, biorąc pod uwagę, że akcja toczy się wartko i nikt, poza Valarrem, nie zostaje przedstawiony z imienia), ale wszystko to jest bardziej chaotyczne. Same pojedynki turniejowe są oczywiście wysoce nierealistyczne, ale poczytam serialowi za plus, że najbardziej spektakularne cuda wyprawia Leo Tyrell, który istotnie uchodził wówczas za jednego z najlepszych rycerzy w starciu na kopie.

I jeszcze jedna zmiana, o której wspomnieć muszę – w noweli Dunk nie sprzedał żadnego ze swych koni, ale wizja tego, że je straci, wisiała nad nim jak miecz Damoklesa. No, ale że mamy teraz do czynienia z medium wizualnym, a wgląd w myśli rycerza jest ograniczony, to i wymiar emocjonalny tego problemu został nam zakomunikowany inaczej. W pełni zrozumiała zmiana.

Podobnie jest z raną ser Arlana. W noweli zmarł bodajże z zaziębienia czy wychłodzenia, co oczywiście jest stwierdzeniem dość ogólnym, prawdopodobnie była to jakaś forma infekcji bakteryjnej lub wirusowej dróg oddechowych. Ale pewności nie mamy. Serial pokazuje nam, że ser Arlan odniósł ranę, która prawdopodobnie została zainfekowana. Zmiana chyba niekonieczna, ale chęć pokazania pogarszającego się stanu zdrowia w sposób wizualnie czytelny to coś, za co nie można showrunnera winić.

Poza tym serial wprowadził sceny pogłębiające relacje pomiędzy postaciami, napisane całkiem zgrabnie, zastrzeżeń tu większych mieć chyba nie można.

Kontrowersje

Rycerz Siedmiu Królestw mógłby spokojnie stać się serialem wprowadzającym w martinowski świat również młodszego widza, niestety wyraźnie tego nie chce. I to chyba głównie za sprawą poczucia humoru jego twórców. Raz, że postaci klną trochę więcej niż powinny. A dwa, że po krótkiej przygodzie defekacyjnej w pierwszym odcinku, teraz zaserwowano nam mikcję ze szczegółami anatomicznymi ser Arlana.

Co tu dużo gadać, staremu rycerzowi można pozazdrościć (a biorąc pod uwagę ogólną nieproporcjonalność niezbyt wysokiego przecież ser Arlana, to może nawet wyrazić zaniepokojenie, czy mu aby w bardziej chutliwych momentach życia zbyt wiele krwi nie odpływa z reszty organizmu). Może chciano ze względów budżetowych wykorzystać ten sam rekwizyt, którego użyto w scenie z kąpiącym się Hodorem? Nie wiem, ale stwierdzę tylko tyle, że golizna golizną, jedni lubią, inni nie, ale gdyby tak łaskawie powstrzymano się w następnych odcinkach od dosadnego przedstawiania czynności fizjologicznych, to byłbym ukontentowany.

Ale skoro o kontrowersjach mowa, to jest jeszcze jedna kwestia, o którą już się kłócą ludzie na forach. Mowa o ser Donnelu z Duskendale, synu poławiaczy krabów. Na początek uwaga ogólna – twórcy serialu mają absolutną rację, wskazując, że ser Donnel nie jest Darklynem. W książkach nie używa nazwiska Darklyn. Poza tym ród ów (w czasach PLiO już wygasły) zmieniał swój herb (dodając do niego kolejne białe tarcze), ilekroć któryś z jego członków został rycerzem Królewskiej Gwardii. Wprawdzie tarczy było ostatecznie siedem, a znaliśmy tożsamość zaledwie pięciu rycerzy, ale współtwórcy Świata Lodu i Ognia swego czasu wyraźnie zaznaczyli, że żadna z tarcz nie symbolizuje ser Donnela.

A zatem, czy rycerz mógł być naprawdę synem poławiacza krabów (a ściślej rzecz ujmując – bardzo zamożnego mieszczanina z Duskendale). Byłoby to raczej dziwne, ale wcale nie wykluczone. Wiemy już, że stan rycerski nie jest ściśle związany ze szlachetnym urodzeniem, a że ser Donnel był jednym z lepszych rycerzy królestwa, na dodatek pochodzącym z zamożnej rodziny, to i taki awans społeczny nie jest z gruntu wykluczony. Choć naprawdę nie wiem, czy w warunkach gospodarki przedkapitalistycznej jakiś kupiec mógł w istocie być właścicielem połowy westeroskiej floty poławiaczy krabów. Cóż, GRRM chyba ten pomysł klepnął.

No i wreszcie – zbroje Białych Płaszczy. Z jednej strony są znacznie bardziej wierne opisowi z prozy Martina. Z drugiej – gdy oglądałem odcinek na komputerze, miałem wrażenie pewnej „plastikowości” emaliowanej zbroi (na ekranie telewizora, z większej odległości, wrażenie to było na szczęście mniej drastyczne). Dla jasności – historycznie rzecz biorąc zbroje bywały kolorowe. Czasem kolor uzyskiwano poprzez różne techniki oksydowania albo barwienia termicznego. Wykorzystywano złocenie i srebrzenie. No i emalia też czasem wchodziła w grę. Rzecz w tym, że emalia wygląda najmniej… realistycznie. To oczywiście efekt pewnych kulturowo wtłoczonych wzorców, po prostu rzadko widujemy tak wyglądające zbroje, by wydawały się nam naturalne. Zupełnie jak z antycznymi rzeźbami, które utraciwszy swą oryginalną barwę wydają nam się dostojne, natomiast pokolorowane (a więc w swej „prawdziwej” formie) wydają się tandetne. Cóż począć, tak już jest.

Werdykt

Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak wyrazić opinię o samym odcinku. O grze aktorskiej nie chcę się tu rozwodzić, wspomnę tylko, że Bertie Carvel jako Baelor Złamana Włócznia wypadł wprost znakomicie. Baelor to w ogóle dość ciekawa postać. W opowieści, która w dużym stopniu demaskuje ideał rycerski, on jednak temu ideałowi faktycznie dorasta. Jest sprawiedliwy, opanowany, uczciwy i zdolny do empatii, ale nie naiwny. Nie jest marzycielem, lecz pragmatykiem, który świadomie wybiera moralność. I tak go właśnie zagrał Carvel. Jego Baelor potrafi słuchać i rozstrzygać spory bez uciekania się do przemocy czy gróźb. W rozmowie z Dunkiem nie wyśmiewa jego wątpliwości ani pochodzenia, przeciwnie, traktuje go z uwagą i szacunkiem. Na tle innych Targaryenów Baelor wypada niemal jak anomalia, będąc zaprzeczeniem zarówno arogancji (a – o czym się niebawem przekonamy – wręcz szaleństwa) Aeriona, jak i brutalnej szorstkości Maekara. Ale i pozostali Targaryenowie wypadli nie najgorzej. Szkoda, że Maekar ma nieco zbyt niewyparzoną gębę, to jest lekki zgrzyt, no i wydaje mi się, że można było zaangażować aktora nieco młodszego (Sam Spruell jest o rok starszy od Bertiego Carvela), ale ogólnie daje radę. Finn Bennett jako Aerion jest znakomity, a Youssef Kerkour w roli Stalowego Pate’a wygląda jakby go wyciągnięto żywcem z nowelki.

Sam odcinek – tak samo, jak epizod pierwszy – ma bardzo wyraźny motyw przewodni. Tym razem jest nim solona wołowina – twarda, mało apetyczna, jedzona przez Arlana i Dunka pod drzewem w deszczu i ponownie przez Dunka w finale odcinka. Staje się ona metaforą gorzkich lekcji, jakie czekają bohatera, ale i pewnego zahartowania, które jest siłą wędrownego rycerza. Odcinek kontynuuje też eksplorację tematu samego etosu rycerskiego i postaci Arlana. I stanowi świetny kontrapunkt dla niesławnej wypowiedzi Benioffa, który raczył był stwierdzić, że motywy przewodnie to są dobre dla rozprawek ósmoklasisty. Błąd. Nachalnie promowany motyw przewodni rzeczywiście może razić. Ale wyrażony w sposób subtelny, nadaje opowieści wartość, sprawia, że jest w niej jakaś lekcja, albo przynajmniej, że stawia ona ciekawe pytanie.

Polubiłem ten serial. Tylko mam nadzieję, że trzeciego odcinka nie zaczniemy od wymiotów.

Coś jeszcze?

Zapomniałbym. Jeśli macie ochotę na jakąś teorię, to może zaciekawi was kwestia podobieństwa pomiędzy kolejnością wyłaniania czempionów w turnieju w Ashford a tożsamością kolejnych małżonków Sansy Stark? Tylko ostrzegam, że tekst jest lekko spoilerowy (tak dla PLiO, jak i Rycerza Siedmiu Królestw).

No, a jeśli w ogóle nie lękacie się spoilerów, to polecam moje omówienie treści noweli Wędrowny rycerz. Można sobie na bieżąco porównać, w jakich miejscach serial odbiega od literackiego pierwowzoru.

To mi się podoba 2
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Komentarzy: 7

  1. Zgadzam się, że serial przesadził z wulgarnością. Do odcinka zasiadłem nastawiony negatywnie po poczatkowej scenie.
    Na szczęście później odkupili winy choć trochę.
    Tych wulgaryzmów, wygłupów i obrażania jest już trochę za dużo. Co chwilę ktoś, jak nie Maekar, to Lyonel albo córka lorda.
    Akurat ten tekst córki mnie mocno rozbawił, ale potem tego już było za dużo.
    Z ocenami sezonu oczywiście poczekamy, ale przy Rodzie Smoka bawiłem się lepiej.

    Dla mnie póki co serial ma jedną poważną wadę. To serial tylko dla znawców ksiązki, a w zasadzie tych którzy ją lubią.
    Dla postronnych będzie odpychający.

    Serial przypomniał mi tez o postaciach Rhaegala oraz Valarra. Kolejni czarnowłosi Targaryenowie, którzy nigdy nie zasiądą na tronie. Ilość tych „pechowców” idzie już w liczbę dwucyfrową. Zastanawiam się jaka Szalona Teoria się za tym kryje.
    Czy może to zamysł Martina, by wskazać że pospolity i ludzki ksiaże Balor jest wart więcej od aroganckich i zadufanych złotowłosych?
    Inni czarnowłosi też byli bardziej „przyziemni” choć nie bez różnych problemów.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 1
  2. A, i jeszcze dwie rzeczy mi się przypomniały:
    1. Valarr Targaryen – takim znowu wybitnym rycerzem to on nie był, zwycięstwa w Ashford to raczej rezultat tego, że mierzył się ze słabszymi przeciwnikami.
    2. Jajo też sporo klnie. Może to taki wybieg twórców serialu, żeby powiązać syna z ojcem?

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
  3. Rycerz Siedmiu Królestw to moja ulubiona książka Martina i nie podoba mi się jak ten serial przedstawia historię ser Duncana oraz młodego Aegona zwanego jajem. Mi się wydaje że twórcy na siłę próbują zrobić z serialu grę o tron 2.0, żeby przyciągnąć fanów got. Po dwóch odcinkach jakoś nie zachęca do dalszego oglądania

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
  4. Ser Arlan z Penistree 😀
    Scena z jego wielkim, ekhm, mieczem, wprowadzona typowo po to, by wywołać kontrowersje, jak poprzednio scena defekacji, ale ogólnie odcinek całkiem fajny i w pełni podzielam opinię recenzenta. Ja też ten serial polubiłem, a te drobne odstępstwa od książkowej nowelki mi nie przeszkadzają. Scena ze sprzedażą klaczy ser Arlana dość melancholijna, rozmowa z Bealorem (swoją drogą faktycznie świetnie zagranym) wypadła naprawdę dobrze, a pierwsze turniejowe starcie i popisy Leo Tyrella – efektownie.
    Szybko mi zleciał ten odcinek o czekam na kolejne 🙂

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
  5. Ja jeszcze nie zacząłem serialu. Czekam na wizytę syna, który też jest fanem. Opowiadań nie czytałem, więc drobne odstępstwa raczej mnie nie porażą o ile całość będzie trzymała się kupy. No właśnie…

    „głównie za sprawą poczucia humoru jego twórców”

    Jakość tego poczucia humoru mieliśmy już okazję wiele razy poznać. M.in. ostatni sezon GoT rozpoczął się od uwagi Tyriona, że Varys nie ma kutasa… :/ Ech, dwa razy mogę przymknąć oko, ale jeżeli będę miał je przymykać co chwila to chyba podziękuję. Ktoś tam w HBO chyba ma nasrane w miejscu, gdzie inni ludzie mają poczucie humoru.

    Co do artykułu, to cieszę się, że DaeL wyjaśnia wszystkie odstępstwa od książki. Dobra robota, choć przydałoby się więcej poczucia humoru (tego dobrego) z którego kiedyś słynęły recenzje szefa. 😉

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button