
George Martin co prawda nigdy nie określił, czy w Westeros dni mają jakiekolwiek nazwy, ale dla Jona ostatnio wszystkie zdają się być poniedziałkami…
Streszczenie
Jon Snow zmierza na śmierć. Jadąc lodową klatką wzdłuż północnej ściany Muru myśli o tym, że zostanie zapamiętany jako wiarołomca i morderca.
W lodowej celi spędził cztery dni. Była to klitka zbyt mała, by się w niej wyprostować, niezależnie czy człowiek stał, czy leżał.
– Umrzesz tu, lordzie Snow – zapowiedział ser Alliser, nim zatrzasnął ciężkie drewniane drzwi. Jon mu uwierzył.
A jednak piątego dnia wywlekli go z celi, ledwie żywego od zimna i postawili przed obliczem Slynta, któremu ponownie towarzyszył Thorne. Lord Janos był w paskudnym nastroju: zamierzał powiesić Snowa, ale uniemożliwił mu to Aemon, informując Cottera Pyke’a o zaistniałej sytuacji, jak i tym, że Jon nie jest winny zarzucanych mu czynów. Stary maester posunął się do tego, że przed wysłaniem listu pokazał go Slyntowi. Wściekły Janos zastanawiał się głośno, za kogo ten starzec – cholera wie skąd – się uważa. Slynt nie chciał jednak, by przylgnęła do niego łatka niesprawiedliwego, postanowił więc dać bękartowi ostatnią szansę na udowodnienie swej wierności. Rayder chce pertraktować, Jon zatem będzie posłem. Był w końcu towarzyszem Dzikich, komu więc król za Murem zaufa prędzej niż jemu? Jon próbował tłumaczyć, że jest ostatnią osobą, którą w obecnej sytuacji Mance chciałby oglądać, ale tamci byli nieugięci: zrobi, co mu każą, albo wróci do lodowej celi. Jon zrozumiał już, że cała intryga uknuta jest przez znacznie inteligentniejszego od Slynta Thorne’a, do samego jednak końca nie podejrzewał jej perfidii: w rzeczywistości nie ma z Ryderem pertraktować, lecz go zabić.
Jadąc w podrzucanej lodowatym wichrem klatce Snow musi przyznać, że zastawili na niego sprytną pułapkę: nie mogąc go ani stracić, ani zostawić na śmierć w lodowej celi, wysłali go na samobójczą misję. Bo tego, że z niej nie wróci, jest pewien. Dezercja – nawet gdyby ją rozważał – też nie wchodzi w grę: Wolni Ludzie ponownie go nie przyjmą. Zostało mu więc tylko jedno – wykonać haniebny rozkaz. Wspomina słowa Qhorina Półrękiego o tym, że dla Czarnych Braci honor nie ma większego znaczenia, podobnie jak życie. Liczy się tylko bezpieczeństwo Królestwa.
W drodze do obozu Dzikich mija kruka pożywiającego się ciałem olbrzyma. Ptak spogląda na niego, kilkukrotnie powtarzając jego nazwisko, po czym odlatuje. Kolejnym napotkanym jest Tormund. Piorunowa Pięść wita Jona całkiem przyjaźnie, mimo koloru płaszcza, który ten na sobie ma. Snow informuje go, że przybył jako poseł i Ojciec Zastępów zabiera go przed oblicze swego króla.
W czasie podróży gęba Męża Niedźwiedzic się nie zamyka. Chwali Wrony za dzielną walkę oraz chce wiedzieć, co się stało z Magiem Mocarnym, który wyłamał bramę i wszedł do tunelu pod Murem w czasie pierwszego szturmu. Mówiący z Bogami nie może uwierzyć, że poległ z ręki jednorękiego kowala. Zabójca Olbrzyma dowiaduje się następnie o porażce Styra i śmierci Ygritte. Rozmowa o ukochanej przywołuje u Jona wspomnienia. Ona zginęła dzielnie, jego śmierć będzie zaś podła. Nie nastąpi też szybko, chyba że mu się poszczęści i to Mance go usiecze.
Obóz Dzikich jak zwykle jest jednym wielkim chaosem. Spotykają Mance’a przed jego namiotem – królowi za Murem towarzyszą Harma Psi Łeb i Varamyr Sześć Skór. Wokół zmiennoskórego kręcą się jego dwa wilki i cieniokot. Rayder zastanawia się głośno, czy Snow jest odważny, czy po prostu głupi przychodząc tu w czarnym płaszczu. Jon niegrzecznie odpowiada pytaniem na pytanie: w czym innym miałby przyjść człowiek z Nocnej Straży? Mance informuje Snowa, że dzięki Varamyrowi, który ogląda to, co się dzieje za Murem oczami orła, znają żałosny stan garnizonu Czarnego Zamku. Wchodzi z bękartem do namiotu, każąc pozostałym czekać na zewnątrz. W środku są Val i Dalla: po tej drugiej widać, że poród zbliża się wielkimi krokami.
Mance oznajmia, że kobiety będą obecne przy ich rozmowie. Jon jest przerażony – nie dość, że zamierza zabić człowieka, który w dobrej wierze zaprosił go do własnego namiotu, to ma to zrobić na oczach jego żony, która zaraz wyda ich dziecko na świat? Rayder nie nosi żadnej zbroi, jest jednak uzbrojony. Namiot zresztą wypełniony jest orężem. Znajduje się w nim również olbrzymi czarny róg wojenny. Mance podąża za spojrzeniem Jona i potwierdza jego przypuszczenia: to Róg Zimy, za pomocą którego legendarny Joramun przebudził kiedyś śpiące w ziemi olbrzymy. Jon jest zaskoczony: zdaniem Ygritte Dzicy nie zdołali odnaleźć artefaktu. Rayder stwierdza, że go okłamała.
Jon nie rozumie, dlaczego tracą ludzi w kolejnych szturmach, skoro mogą zburzyć Mur – zakładając, że Róg faktycznie ma taką moc. Odpowiedzi udziela mu Dalla.
– My, wolni ludzie, wiemy rzeczy, o których klękacze zapomnieli. Czasami najkrótsza droga nie jest najbardziej bezpieczna, Jonie Snow. Rogaty Lord powiedział kiedyś, że czary są mieczem bez rękojeści. Nie da się nimi bezpiecznie władać.
Mance liczył, że Styrowi i Jarlowi uda się zdobyć Czarny Zamek od południa, tym bardziej że zdołał wywabić większość jego garnizonu pozorowanymi atakami na zachodzie. Plan nie wypalił, ale nie ma to znaczenia – będzie kontynuował ataki na twierdzę, jednocześnie szturmując Wieżę Cieni i Wschodnią Strażnicę, nakaże też odkopać zasypane bramy we wszystkich opuszczonych warowniach. Nocna Straż jest zbyt nieliczna, by bronić Muru na całej długości. Zwycięstwo jest więc pewne, acz będzie sporo kosztować. A on stracił już dość ludzi – nie tyle nawet z rąk Wron, co znacznie groźniejszego wroga. Jon widział, co stało się na Pięści Pierwszych Ludzi. Inni zabijają Wolnych Ludzi i posyłają trupy przeciw żywym. Nikt nie jest w stanie im się oprzeć. To właśnie dlatego zebrał armię i ruszył na południe. W przeciwieństwie do swych poprzedników nie jest najeźdźcą lecz uciekinierem. Chce, by jego lud mógł skryć się za Murem. Nie będzie to możliwe, jeśli go zburzy. Stąd jego warunki: Nocna Straż otworzy bramę i przepuści ich na południe, a on odda im Róg Joramuna. Jon wie, że spełnienie żądań Raydera oznacza wydanie Północy na pastwę Dzikich. Chce wiedzieć, czy Mance będzie potrafił wziąć swych ludzi w karby, tak by przestrzegali praw Królestwa? Rayder go wyśmiewa: zaoferował im Róg Zimy, nie wolność swych ludzi. Daje im trzy dni. Po tym czasie Tormund potwierdzi jeden ze swych licznych przydomków i zadmie w Róg Zimy. Jon wie, że nie ma szans, by Slynt przystał na te warunki. Zastanawia się, czy zdołałby zniszczyć Róg. Nim jednak zdąży to rozważyć, do jego uszu dobiega dźwięk innego rogu. Zaskoczeni razem z Mancem wychodzą na zewnątrz, gdzie nadal czekają Łamacz Lodu, Harma oraz Varamyr, zaś Jon dostrzega na niebie orła tego ostatniego. Sześć Skór informuje, że coś zbliża się ze wschodu.
Wściekły Mance widzi narastający w obozie chaos. Każe przyprowadzić swego konia, a Harmę i Króla Miodu z Rumianego Dworu wysyła do ich ludzi. Varamyr tymczasem donosi, że w ich kierunku zmierza zastęp konnych, poruszający się wzdłuż strumieni i ścieżek wydeptanych przez dzikie zwierzęta. Niektórzy mają na sobie stalowe zbroje, inni zaś czarne płaszcze. Rayder naskakuje na Jona: czy taki był ich plan od początku? Symulował rokowania, podczas gdy Wrony miały zaatakować? Snow stwierdza, że jeśli faktycznie zamierzano uderzyć, nikt go o tym nie uprzedził. Zachowuje dla siebie, że Slynt ma za mało ludzi, by atakować, zresztą nie ma jak tego zrobić, gdyż brama jest zawalona gruzem.
Niektórzy Wolni Ludzie próbują zwierać szyki, inni uciekają do lasu. Jon dostrzega wyjeżdżających spośród drzew jeźdźców w czarnych płaszczach. Mance w atakujących rozpoznaje ludzi ze Wschodniej Strażnicy. Okazuje się, że napastników – w tym ciężkozbrojnych – jednak jest więcej i atakują ze wszystkich stron. Rayder nakazuje Varamyrowi strzec Dalii i mieć oko na Snowa. Król za Murem wkłada hełm ozdobiony kruczymi skrzydłami i rusza do walki na czele zebranych naprędce jeźdźców.
Snow postanawia wykorzystać sytuację i zniszczyć Róg Zimy, ale drogę do namiotu zastępuje mu cieniokot, zaś wilki Varamyra zachodzą go od tyłu. Tymczasem zmiennoskóry wciąż zajęty jest operowaniem dronem… znaczy orłem. Jon słyszy, jak Varamyr szepcze do siebie o złotych chorągwiach, nagle jednak zaczyna przeraźliwie krzyczeć i wić się z bólu, podobnie zresztą jak jego cieniokot. Kołujący w górze orzeł zmienia się w kulę ognia.
Rozpaczliwe wrzaski wywabiają z namiotu Val, pobladłą na widok otaczającego ją szaleństwa: wilki Varamyra walczą ze sobą, przerażony cieniokot ucieka do lasu, a zmiennoskóry wciąż wije po ziemi. Co gorsze: Dalla zaczęła rodzić! Jon każe dziewczynie wracać do środka i zająć się siostrą. Wyciąga Długi Pazur i staje na straży przed namiotem. Napastników jest coraz więcej, dookoła zaś rozbrzmiewają trąby – nietypowe instrumenty w tej części Westeros, gdzie wszyscy korzystają z rogów. Na Dzikich spada ciężka konnica. Ewidentnie nie jest to Nocna Straż, która wystawiła tylko stanowiących pierwszą linię zwiadowców. Jon jest kompletnie oszołomiony. Czyżby to był Robb? A może to siły, które przysłał tu Żelazny Tron?
Dookoła trwa pandemonium: Dzicy atakowani są ze wszystkich stron. Skuteczny opór stawiają tylko olbrzymy, reszta szybko idzie w rozsypkę. Mance próbuje jeszcze zebrać wokół siebie ludzi, ale atak ciężkozbrojnych znosi jego oddział. Harma ginie. Dzicy uciekają w stronę lasu, Varamyr również czołga się w tamtą stronę. Napastników przybywa – wyłaniają się spośród drzew, niosąc nad sobą las chorągwi, których większości Snow nie rozpoznaje. Widzi wśród nich konika morskiego, kwiaty, ptaki, najwięcej jest jednak żółtych, ozdobionych czerwonym godłem. Jon nie wie, czyj to herb. Ogień pochłania namioty, złote chorągwie również mają na sobie wyszyte płomienie, układające się w serce. Na innych – też w tym samym kolorze – widać czarnego jelenia. Nad wszystkim unoszą się zaś okrzyki, układające się w imię: Stannis!
Postaci występujące w rozdziale
- Jon Snow
- Mance Rayder
- Tormund, zwany Zabójcą Olbrzyma, Ojcem Zastępów, Samochwałą, Mówiącym z Bogami, Królem Miodu z Rumianego Dworu, Dmącym w Róg, Mężem Niedźwiedzic, Łamaczem Lodu i Piorunową Pięścią
- Harma Psi Łeb
- Varamyr Sześć Skór
- Dalla
- Val
- Quenn
Wspomniani
- Janos Slynt
- Alliser Thorne
- Robert Baratheon
- Stannis Baratheon
- Robb Stark
- Eddard Stark
- Cotter Pyke
- Bowen Marsh
- Qhorin Półręki
- Donal Noye
- maester Aemon
- Lord Kości, zwany Grzechoczącą Koszulą
- Styr
- Jarl
- Mag Mar Tun Doh Weg, zwany Magiem Mocarnym
- Orell
- Ygritte
- Toregg
- Torwynd, zwany Potulnym (w dodatkach występuje jako Torwyrd)
- Munda
- Dormund
- Dryn
- Rik Długa Włócznia
- Joramun
- Rogaty Lord
- Bael Bard
- Gendel
- Gorne
- Raymun Rudobrody
- Jeor Mormont
Poniżej znajdują się informacje z dalszych rozdziałów Nawałnicy i kolejnych tomów PLiO.
Ważne informacje
- Lodowe cele świetnie nadają się do przechowywania żywności, gorzej więźniów.
- Jon w drodze do obozu Dzikich mija kruka, który uparcie powtarza jego nazwisko. Jak wiemy z poprzednich rozdziałów, Samwell Tarly nauczył kruki w Czarnym Zamku wypowiadać słowo „Snow”. Czy to któryś z nich? Te przebywające w ptaszarni są z niej wypuszczane wyłącznie, gdy mają przenieść wiadomość. Na tym etapie książki jest prawie pusta, gdyż większość ptaków nie wróciła jeszcze po wysłaniu ich z wiadomościami z prośbą o pomoc w związku z atakiem Dzikich. Czy zatem ptak, który woła za Snowem, to jeden z tych, które w drodze powrotnej do Czarnego Zamku postanowiły się pożywić zalegającymi pod Murem trupami? Istnieje jeszcze inna możliwość: jest jeden kruk, którego nikt nie uczył nazwiska Snowa, lecz ten bardzo często je powtarzał, a jednocześnie poruszał się swobodnie, nie będąc zamknięty z innymi ptakami. Po raz ostatni widzieliśmy go w Twierdzy Crastera, gdy buntownicy z Nocnej Straży zabili swego lorda dowódcę i który pojawi się niedługo ponownie, wpływając na wybór nowego. Kruk Mormonta. Przeciw tej teorii przemawia jednak fakt, że Snow widząc ptaka nie odnotowuje jego dość charakterystycznego wyglądu: kruk jest zawsze opisywany jako sprawiający wrażenie starego i niechlujnego. Co do zasady nie przepada też za mięsem, ale być może głodny nie pogardziłby takowym.
- Tormund ma czterech synów i jedną córkę. W tym rozdziale wymienieni z imienia są dwaj: Toregg oraz Torwynd (bądź Torwyrd), zwany Potulnym. Pozostali dwaj to Dryn i Dormund. Jego córkę – Mundę – na oczach braci porwał Rik Długa Włócznia, którego przezwisko bynajmniej nie wzięło się od broni. Choć początek relacji był dość burzliwy, ostatecznie mężczyzna przypadł córce Oseska Olbrzymki do gustu.
- Według Tormunda podczas dotychczasowych szturmów na Mur poległo dwustu ludzi i dwunastu olbrzymów.
- Varamyr śledzi wydarzenia wzdłuż Muru za pośrednictwem orła.
- Po zabiciu przez Jona Orella, który podobnie jak Varamyr był zmiennoskórym, ten ostatni przejął jego orła. Zwierzę, które raz połączyło się z człowiekiem, jest łatwe do przejęcia przez innego zmiennoskórego. Resztki świadomości Orella przetrwały w orle, zaś połączenie człowieka i zwierzęcia zawsze działa w obie strony. Cień Orella żyje zatem nie tylko w ptaku, ale również w Varamyrze, który przejął jego nienawiść do Jona.
- Po raz kolejny widzimy, że więź między zmiennoskórym a zwierzęciem dotyczy nie tylko emocji, ale również doznań fizycznych. Gdy orzeł zaczyna płonąć, ból odczuwa nie tylko Varamyr, ale także jego cieniokot, należące zaś do niego wilki zaczynają ze sobą walczyć.
- Róg znajdujący się w namiocie Mance’a Raydera ma osiem stóp długości. Jon podejrzewa, że wykonano go z rogu gigantycznego tura. Zdobią go pokryte runami okucia ze złota, które z powodu wieku są bardziej brązowe niż żółte.
- Zdaniem Mance’a Rydera siły Innych rosną w miarę, jak dni stają się krótsze, a noce zimniejsze. Wypierają na południe kolejne ludy: olbrzymów, Thennów, klany znad zamarzniętych rzek, Rogostopych. Im więcej ludzi zabiją, tym stają się silniejsi, gdyż mogą posyłać trupy na tych, którzy wciąż żyją. Według Raydera Inni nie atakują, gdy świeci słońce.
- Gdy Rayder zdezerterował, wśród Wolnych Ludzi było pięciu „pretendentów” do tytułu króla za Murem. Tormunda i Styra zdołał sobie podporządkować. Pozostali woleli walczyć, zabił ich więc.
- Oddział dowodzony przez Lorda Kości przy Długim Kurhanie rozbili ludzie z garnizonu Wschodniej Strażnicy.
- BT zwrócił mi uwagę na kolejny przykład tego, że Thorne to „śliski” człowiek. Lubi uchodzić za lojalistę Targaryenów, nie przeszkadza mu jednak, jak w jego obecności Slynt nieprzychylnie wyraża się o Aemonie, a nawet sam sugeruje, że maester żył zbyt długo i odszedł od zmysłów.
Komentarz
Jon zawdzięcza maesterowi Aemonowi życie. Gdyby Targaryen nie poinformował o uwięzieniu Snowa Cottera Pyke’a, Slynt dalej realizowałby politykę faktów dokonanych, w ramach której pozbyłby się niewygodnego bękarta. Przez niejasny status lorda Janosa, który z jednej strony przejął dowodzenie w Czarnym Zamku, z drugiej jednak został tam wysłany przez Pyke’a, trudno stwierdzić, na ile faktycznie przestraszył się, że oskarżą go o samowolę, a na ile po poinformowaniu dowódcy Wschodniej Strażnicy miał związane ręce i musiał czekać na rozkazy w tej sprawie. W sukurs idzie mu jednak Thorne, który jak trafnie zauważa Jon, jest znacznie inteligentniejszy od Slynta. Skoro nie mogą stracić Snowa, wysyłają go na pewną śmierć. Otwartym pozostaje pytanie, czy faktycznie zakładali, że zamach na Raydera może się udać, czy też od początku jedynym celem było pozbycie się Jona rękami Dzikich. Slynt w swym zadufaniu mógł zakładać, że upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu, zresztą Wolni Ludzie zrobili wszystko, by mu to się udało: jak inaczej wytłumaczyć, że przed oblicze swego króla dopuścili uzbrojonego w valyriański miecz człowieka, który już raz ich oszukał?
Nad Snowem czuwa jednak w tym tomie Opatrzność – po raz drugi ratunek nadchodzi w ostatniej chwili. Poprzednio ocalił go Bran w ciele Laty, teraz zaś, nim zdecyduje, czy przed nieuniknioną śmiercią spróbuje rozpłatać Raydera, czy też jego wątpliwej autentyczności Róg Zimy (o czym więcej pisał DaeL), z pomocą przychodzą mu tajemniczy napastnicy przybywający ze wschodu. Samo jednak ich nadejście Martin sygnalizował od dawna, zatem uważny czytelnik raczej szybko domyśla się prawdziwej tożsamości atakujących. Już w rozdziale Davos V czytamy o tym, że do nowego namiestnika króla Stannisa przypadkiem trafia list, w którym Nocna Straż błaga o wsparcie w walce z Dzikimi. Następnie w rozdziale Davos VI nasz ulubiony Cebulowy Rycerz poucza władcę o jego obowiązkach związanych z obroną Królestwa i odczytuje mu ten sam list, chociaż Martin tego ostatniego wprost nam nie ujawnia. Z kolei w rozdziale poprzedzającym ten mamy informacje, że Stannis Baratheon opuścił Smoczą Skałę i udał się w niewiadomym kierunku. Mądrzejsi o tę wiedzę dość szybko łączymy kropki: wsparcie przybywa ze Wschodniej Strażnicy, to jest twierdzy, która podobnie jak Smocza Skała leży nad Wąskim Morzem, zaś atakujący to nie tylko Czarni Bracia, lecz także ciężkozbrojni pod złotymi sztandarami. Jon dostrzega na nich płonące serca i czarne jelenie, którym towarzyszą też chorągwie innych wasali Stannisa (opisane są godła pasujące do Velaryonów, Caronów i Florentów). Uderzając na tyły Dzikich, władca Smoczej Skały spektakularnie wraca do gry o tron. Długa walka o Czarny Zamek dobiega końca, jednak wątek Nocnej Straży i Wolnych Ludzi tylko się komplikuje.
Droga Jona do namiotu Manca Raydera była długa i kręta. Zaczynał ją jako naiwny młodzieniec obiecujący sobie nigdy nie spłodzić bękarta i wierzący, że w Nocnej Straży służą sami szlachetni wojownicy pokroju jego stryja. Teraz – gdy myśli, że jest u jej kresu – zamierza zdradziecko zamordować króla za Murem, gotów poświęcić w obronie Królestwa nie tylko swe życie, ale też honor. Postępek, jakiego zamierza się dopuścić Jon, jest podwójnie ohydny: nie dość, że planuje zabić człowieka podczas rokowań pokojowych, to jeszcze złamie w ten sposób pradawne prawo gościnności. Nie możemy zapominać, że działa ono w obie strony, zapewniając bezpieczeństwo nie tylko gościom, ale także gospodarzom. Gdy podobnej zbrodni w Twierdzy Crastera dopuściła się Nocna Straż, zdaniem Jeora Mormonta stała się przeklęta w oczach bogów. Jeśli cokolwiek miałoby różnić Snowa od buntowników z jego zakonu lub Waldera Freya to fakt, że nie działa w interesie osobistym, lecz Królestwa.
Czy zatem cel uświęca środki? Martin nie jest naiwny i wielokrotnie pokazuje, jak kończą święci oraz ludzie honoru, którzy objęli władzę lub weszli do polityki. Losy Baelora Błogosławionego oraz Eddarda Starka stanowią jasną przestrogę. A jednak cała zarysowana dotąd w pięciu tomach historia zdaje się zmierzać ku temu, by pokazać, że zło – nawet gdy bywa użyteczne i niekiedy niezbędne – ostatecznie nie prowadzi do większego dobra, zaś każda zbrodnia będzie w końcu ukarana.
Czy zatem Jon zbłądził i wyrzekając się honoru zasłużył na potępienie? Czym jest honor Martin zastanawia się przez całą Nawałnicę mieczy. Nie może być inaczej, jeśli jednym z jej głównych bohaterów jest mający „gówno zamiast niego” Jaimie Lannister, któremu przeciwstawia powracającego w tym tomie Barristana Selmy’ego. Wszyscy łącznie z Jaime’em wiedzą, że Śmiały jest człowiekiem znacznie więcej wartym od niego. Pytanie, czy mieszkańcy Królewskiej Przystani nie powinni dziękować Siedmiu, że u boku Aerysa zamiast honorowego Selmy’ego znalazł się Królobójca. Czy jednak uratowanie miasta może usprawiedliwić dramatyczne sprzeniewierzenie się Jaime’ego przysiędze, którą złożył? Nie wierzy w to nawet on sam.
Między znajdujących się na przeciwległych biegunach Lannistera i Selmy’ego Martin wrzuca Jona, który z jednej strony w przeciwieństwie do Królobójcy nie ma zwichrowanego kompasu moralnego, daleko mu jednak do zafiksowanego na osobistym honorze Barristana. Wybrał inną drogę niż tamci – niejednoznaczną i pogrążoną we mgle moralnej szarości, przez co łatwo idąc nią stracić z oczu właściwy kierunek. A przecież na tym etapie powieści Snow nie znajduje się nawet w jej połowie. Dopiero przed nim zabicie w sobie chłopca i pozwolenie na narodzenie się w jego miejsce mężczyzny. Ten zresztą również umrze. Kto przyjdzie po nim?




Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:
Regulamin zamieszczania komentarzy
Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:
[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]