Książki

Rozgwiazda (Peter Watts)

Jest XXI wiek… To znaczy teraz też żyjemy w tym stuleciu, ale przyzwyczaiłem się, że tak należy zaczynać recenzje dzieł science-fiction, więc proszę o odrobinę wyrozumiałości. Jest XXI wiek. Na dnie Pacyfiku, w miejscu styku płyt tektonicznych potężna korporacja buduje instalacje czerpiące z ogromnych zasobów energii geotermalnej. Szkopuł w tym, że muszą obsługiwać je ludzie. A warunki panujące w miejscu, do którego nie dociera światło słoneczne i w którym ciśnienie miażdży wszystko prócz najbardziej dziwacznych, zdeformowanych form ziemskiego życia, nie sprzyjają prawidłowemu „work-life balance”.

Budująca placówki korporacja idzie więc na skróty, wysyłając do nich ludzi, których powierzchnia odrzuciła jako „nieprzystosowanych”. To ofiary przemocy, ale i jej sprawcy, socjopaci i osoby zrujnowane psychicznie. Mają pracować tam, gdzie nikt inny nie wytrzymałby izolacji. Z wykształceniem nie ma problemu – wiedzę można zuploadować do mózgu (może nie tak szybko jak w Matriksie, ale i tak ekspresowo). Liczy się tylko to, czy ktoś będzie się adaptował do ekstremalnych warunków. A rzekomo jednostkom toksycznym, trudnym, niepasującym do normalnego świata idzie to łatwiej ze względu na ich doświadczenia (by nie rzec – patologie).

Cóż, można mieć pewne zastrzeżenia do logiki stojącej za tą decyzją i wypada mieć nadzieję, że praca naszych Ryfterów (bo tak zwie się wyrzutków, którzy trafili w głębię oceanu), będzie rutynowa, i nie wydarzy się nic niespodziewanego. Oby nie trafili na ślady nieznanej, pozaludzkiej aktywności… Coś takiego mogłoby pogorszyć kondycję psychiczną załogi, eskalowałyby konflikty, ludzie zaczęliby podejmować irracjonalne decyzje, a przeszłe traumy wybuchłyby z nową siłą… Aha, miało być bez spoilerów.

No to może spróbuję Wam to opowiedzieć od innej strony. Oceaniczna głębia fascynowała mnie od zawsze. No, może nie od zawsze, na pewno od momentu, kiedy jako dziecko po raz pierwszy obejrzałem „Otchłań” Jamesa Camerona, hipnotyczny film, który jako pierwszy pokazał mi, że ocean jest nie mniej obcy niż powierzchnia odległych planet i kryje tajemnice wymykające się ludzkiej wyobraźni. W „Rozgwieździe” szukałem podobnych wrażeń, które pamiętam z filmu: mieszaniny zachwytu, klaustrofobii i metafizycznego dreszczu. Wszystko to odnalazłem w ogromnych ilościach. Znalazłem też horror.

I to nawet nie jest jedna z tych sytuacji, w których twarde sci-fi (którym „Rozgwiazda” też – bez wątpienia – jest) powoli, wraz z rozwojem akcji przeradza się w literaturę grozy. Książka Wattsa horrorem jest od początku, autor bardzo szybko zaczyna budować tę przytłaczającą i niepokojącą atmosferę. Po prostu w pewnym momencie zaczynamy rozumieć, skąd się bierze nieustanny chłód na karku towarzyszący przewracaniu kolejnych stron.

A jak się to czyta? „Rozgwiazda” jest debiutancką powieścią Petera Wattsa, ale jego styl przypadł mi do gustu. Pisze ostro i analitycznie, bez taryfy ulgowej dla czytelnika, którego traktuje jak współodkrywcę. Masz, drogi fanie sci-fi, nadążyć, bo wypadniesz z gry. Żargon czy skrótowe opisy skomplikowanych procesów potrafią na chwilę człowieka zdezorientować, a jednak to, co może być barierą, nadaje powieści autentyczności. Watts wymaga uwagi, ale odpłaca się intensywnością doświadczenia. A sposób, w jaki opowiada o otchłani, zdradza tę samą fascynację, jaką odnajdywaliśmy w opisach pustyni u Franka Herberta. Albo jedzenia u George’a R.R. Martina.

Muszę też zastrzec, że Watts nie ucieka w futurologiczną przesadę. Przeciwnie, jego wizja jest niepokojąco naturalna, jakby świat przedstawiony był jedynie o krok od naszej rzeczywistości. Jest naprawdę na czasie, a coraz bardziej aktualne pytanie o to, co dzieje się, gdy człowiek deleguje zbyt wiele decyzji maszynom, pulsuje przez całą książkę.

Dla porządku wypada wszakże wspomnieć o czymś, co ktoś może uznać za wadę. Myli się ten ktoś, ale przytoczmy ów argument. Otóż w „Rozgwieździe” nie znajdziemy bohaterów łatwych do polubienia. To raczej grono złamanych ludzi, można im współczuć albo nimi pogardzać, trudno się wszakże z nimi utożsamiać. Czy jednak są bohaterami? Chyba oczekuje się od nich nie tyle heroizmu, co zachowania trzeźwości umysłu w warunkach, które temu nie służą. Czy to wada? Nie wiem. Jeśli ktoś szuka w „Rozgwieździe” przygody i herosów, to źle trafił. To nie ten typ powieści. To książka ciężka i lepka, ale jednocześnie wciągająca tak mocno, że strony (a jest ich 445, nie licząc posłowia) przewracają się same i trudno się oderwać.

A właśnie, skoro podałem już, ile stron liczy książka, to czas na kilka słów o jej polskim wydaniu. Odpowiada za nie wydawnictwo Vesper (które dostarczyło nam egzemplarz do recenzji). I – jak zawsze – nie sposób się ich nachwalić. Twarda oprawa, dobry papier, solidna typografia. Tym razem brakło ilustracji (nie licząc bardzo efektownej okładki i wyklejki), ale w tym konkretnym wypadku to nawet dobrze. Niektóre rzeczy lepiej sobie wyobrażać bez wspomagaczy.

Wracając do samej powieści – „Rozgwiazda” to historia o granicach: biologicznych, psychologicznych, technologicznych. Ale również o tym, że człowiek jest organizmem przystosowującym się do wszystkiego, nawet do tego, co go niszczy. Watts nie moralizuje, ale stawia trudne pytania. Odpowiedzi nie znam, może pójdzie lepiej przy okazji następnej części (bo „Rozgwiazda” to pierwszy tom trylogii). Ale powieść już teraz polecam.

Rozgwiazda (Peter Watts)
  • Ocena DaeLa - 8/10
    8/10

Egzemplarz do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Vesper.

To mi się podoba 1
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Komentarzy: 3

  1. Muszę przyznać, że podchodziłem do Wattsa kilkakrotnie i nigdy nie było łatwo. Rozgwiazdy słuchałem kiedyś po angielsku i ze skruchą przyznaje, że mnie ta książka pokonała. Mam z proza tego autora taki problem, że ciężko mi zwizualizować sobie w głowie, o czym czytam. Tak samo było ze Ślepowidzeniem. Wyobraźnia Wattsa jest niesamowita, a jego koncepty, mocno oparte na wiedzy naukowej, czasami wykręcają mózg na lewą stronę. Gość ma naprawdę wizjonerskie pomysły. Ale co i rusz łapałem się na tym, że zwyczajnie nie wiem, o czym czytam, i mnie to zbyt mocno męczyło.
    Ale dla fanów takiej naprawdę twardej fantastyki naukowej to musi być prawdziwa uczta. Może mam zbyt mało giętki umysł.

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
  2. Świetny pomysł. Wyślijmy naszych idiotów, psychopatów i jednostki aspołeczne obsługiwać warte biliony dolarów instalacje, bo lepiej znoszą osamotnienie. Co może pójść nie tak? 🙂

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button