GryGry Wideo

Randka z lodówką, czyli Date Everything!

Przechodząc obok Steamowej wyprzedaży potknęłam się i kupiłam Date Everything! (tak było, nie zmyślam). O grze nie wiedziałam w zasadzie nic poza tym, że kiedyś na twitterze mignęło mi kilka dobrych opinii o niej, więc uznałam, że to może być fajny, lekki tytuł na lato. I na początku takim właśnie się wydawał.

Historia zaczyna się od tego, że tracimy pracę na rzecz sztucznej inteligencji, a chwilę później dostajemy tajemniczą paczkę od wcale-nie-podejrzanego jegomościa. Pakunek zawiera magiczne okulary, które pozwalają na zobaczenie antropomorficznej personifikacji (jak by to ujął mistrz Pratchett) danego obiektu.

Gra jest sandboxem, w którym mamy do dyspozycji wspomniane wyżej okulary oraz cały dom, wypełniony meblami i wszelakimi szpargałami, z którymi możemy zagadać. Od stołów, krzeseł i regałów, przez lodówkę, kuchenkę i pralkę, po kartonowe pudełka, skrzynkę z bezpiecznikami i odkurzacz. Wszystkich obiektów, z którymi możemy wejść w interakcję, jest równo setka; część z nich będzie łatwa do znalezienia, ale niektóre są bardziej ukryte i dostęp do nich uzyskamy dopiero po spełnieniu określonych warunków.

Pętla rozgrywki jest prosta. Każdego dnia możemy zagadać z maksymalnie pięcioma przedmiotami, co wymusi na nas odrobinę planowania, bo niektóre obiekty będą dostępne tylko o określonych porach dnia. Po wyczerpaniu limitu idziemy spać, i następnego dnia kontynuujemy pogadanki. Czasem na naszym wirtualnym telefonie pojawią się nowe wiadomości, pchając wątek fabularny naprzód.

Podczas rozmów poznamy lepiej nasze sprzęty – każdy ma określony charakter, który przeważnie całkiem fajnie wpisuje się w to, czym dany obiekt jest (lub chciałby być); ma swoje pragnienia, często też powiązania z innymi obiektami. Napotkamy kłótnie, romanse, a nawet problemy psychologicznej natury. Im dalej w las, im więcej przedmiotów poznamy, tym więcej wzajemnych zależności zobaczymy. Podczas rozmowy możemy obiekt wspierać i starać mu się pomóc albo wręcz przeciwnie – być obojętnym, obrażać go i drwić. Podczas tych pogadanek będziemy mieli okazję rozwiązywać zagadki, grać w gry, bawić się w domorosłego psychologa, rozwiązywać konflikty czy przeżyć pętlę niczym z filmu Na skraju jutra. Nie zabraknie też różnorodnego humoru i mnóstwa odniesień do popkultury.

Gra niby jest z gatunku symulatorów randkowania, ale to coś na granicy z visual novel – czytania jest naprawdę dużo (uwaga: gra nie posiada polskiego tłumaczenia). Dialogi są wypełnione suchymi żartami i – oczywiście –  podtekstami. Wątek każdego przedmiotu możemy zakończyć na jeden z trzech sposobów (miłość, przyjaźń lub nienawiść), w zależności od tego, jak poprowadzimy rozmowę.

Po zakończeniu wątku danego obiektu otrzymamy punkty rozwoju, zasilające jedną z pięciu cech (Smarts, Poise, Empathy, Charm, Sass). Odpowiednio wysoki poziom tych cech otworzy nam nowe opcje dialogowe, a w dalszej części gry również nowe możliwości interakcji.

Na Date Everything! skusiłam się też między innymi dlatego, że ciekawiły mnie projekty postaci. Personifikacja przedmiotów codziennego użytku (w liczbie stu) brzmi całkiem intrygująco, więc byłam ciekawa jak to wyjdzie w praktyce. I wyszło całkiem fajnie – postacie mają mnóstwo szczegółów, są kreatywnie zaprojektowane, co w połączeniu z dobrze dobranymi charakterami i voice actingiem daje nam całą plejadę ciekawych osobistości.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie warstwa audio. Wszystkie dialogi są udźwiękowione, i to nie byle jak, bo wśród aktorów głosowych znajdziemy takie nazwiska jak Ben Starr (m.in. Verso z Ekspedycji 33), Neil Newbon (zasłynął z roli Astariona w Baldur’s Gate 3), Troy Baker (m.in. Indiana Jones), Laura Bailey (Critical Role, serial Vox Machina, Dispatch) czy Cherami Leigh (żeńska wersja V z Cyberpunka 2077). Podczas rozmowy z każdym przedmiotem w tle przygrywa odpowiednio dobrana melodia. Rozstrzał jest duży, bo usłyszymy jazzowe nuty, melodie mocno kojarzące się z kinem przygodowym, elektroniczne brzmienia, aż po klimaty fantasy, wschodnie i wiele więcej.

Date Everything! to zabawna i całkiem spora wbrew pozorom gra. Miło zaskoczyła mnie warstwą audio, projektami postaci i sporą dawką humoru, ale nie zabrakło w niej też poważniejszych momentów. Dobrze się sprawdzi jako przerywnik między bardziej wymagającymi, „poważnymi” grami.

Gra zakupiona we własnym zakresie.

To mi się podoba 1
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button