Czy Epic Games Store naprawdę jest taki zły? (I czemu gracze dalej kochają Steam)

Wiele rzeczy można robić nie wychodząc z domu. I nawet nie chodzi mi tutaj o całe zamieszanie około-covidowe, tylko raczej to, że żyjemy w XXI wieku i prawie wszyscy mamy dostęp do elektroniki i internetu. A świat gier wideo już dawno przerzucił się na dystrybucje cyfrową. Już w roku 2001 wydawca Stardock wypuścił platformę Stradock Central. Za pomocą internetu użytkownicy mieli możliwość pobrania gier wydawanych przez tego dystrybutora, jak również programów, aktualizacji oraz modyfikacji. A mówię tutaj tylko o komputerach, bo konsolowcy mieli już swój konspekt gamingowego hubu od czasu Atari 2600 w 1977 roku. Wprawdzie nie było jeszcze Internetu, ale gracz zamawiał kolejne tytuły przez telefon.

Jednakże dopiero w 2003 roku powstał lider cyfrowej dystrybucji gier – Steam. Najpierw oferta skupiała się wokół serii Half-Life i Counter-Strike. Początki nie były zbyt obiecujące: platforma miała opóźnienie ze startem, aktualizacje pobierały się powoli, interfejs był nieintuicyjny… Trochę się tego nazbierało. Nastroje polepszyły się dopiero po premierze drugiej części Half-Life, a rok później na platformę trafiły gry innych producentów. Ostateczny kształt Steama wykrystalizował się w 2006 roku. Rok później mamy już 13 milionów kont, 150 gier i debiut społeczności Steam.

Założyciel Valve, projektant Half-Life’a, twórca Steama… Gabe Newell we własnej osobie.

I tak cała dystrybucja została podbita przez Steam… Cała? Nie! Jeden, jedyny sklep, zamieszkały przez nieugiętych graczy Fortnite’a, wciąż stawia opór najeźdźcom i uprzykrza życie legionom Gabe’a Newella. Nazywa się on Epic Games Store. Gdybym miał znaleźć odpowiednią analogię oddającą to z jakim impetem na rynek growy wjechał Epic, najprawdopodobniej powiedziałbym że wyważył on drzwi z futryną, barykadę i ścianę naprzeciw wejścia. Epic Games to producent gier, producent silnika Unreal Engine, właściciel sklepu dystrybucyjnego gry i także właściciel kury znoszącej złote jajka: wspomnianego Fortnite’a. Sam przychód z tej jednej gry wyniósł 2,4 miliarda dolarów w roku 2018 i 1,8 miliarda rok później. Steam ma po swojej stronie 20 milionów zalogowanych graczy jednocześnie i 95 milionów średnio-aktywnych w skali miesiąca. A EGS? ‘’Zaledwie’’ 13 milionów w piku i 61 w skali miesiąca. Liczby nie są przekonujące? Cóż, Ekhm… <głęboki wdech> Epic powstał dwa lata temu. W grudniu 2018 roku.

Za sukcesem Epic Store stoją trzy czynniki: globalizacja, rozdawnictwo i wykupywanie exclusive’ów. Znaczenia istnienia globalnego rynku tłumaczyć chyba nie trzeba. Rozdawnictwo i exclusive’y to temat ciekawszy. Możecie nie wierzyć, ale swoją pierwszą grę odpaloną nie z płyty, ale w wersji czysto cyfrowej, otrzymałem w 2015 roku. Dlaczego tak późno? Bo wcześniej się gry pożyczało, piraciło (z tego już na szczęście wyrosłem), albo po prostu kupowało w wersji pudełkowej. W końcu jeszcze nie dawno były dostępne w każdym markecie. Poza tym byłem wychowywany w rodzinie, która miała spore opory przed dawaniem mi nowych gier, więc chcąc nie chcąc, musiałem już posiadane gry ogrywać. Przechodziłem gry na każdym stopniu trudności, speedrunowałem czy wymyślałem fantastyczne scenariusze by utrudnić sobie rozgrywkę.

Kingdom Come: Deliverance – jeden z wysokobudżetowych tytułów, jakie Epic rozdawał za darmo.

Gdybym urodził się kilka lat wcześniej, to zmieniłyby się nie tylko cyfry w nicku, ale i moment wyrobienia sobie gustów growych wypadłby na okres pełnej dominacji Steama. W związku z tym, mając już jedną, dwie czy trzy gry kupione na tej platformie, byłbym bardziej chętny tę bibliotekę rozbudowywać. Tak się jednak nie stało. W świat cyfrowej dystrybucji zanurzyłem się mniej więcej wtedy, gdy pojawił się Tim Sweeney na białym koniu, oferując stworzenie nowej biblioteki gier. W jaki sposób? Poprzez zniżkę w wysokości 100% na wybrany tytuł w określonym czasie kupna (czyt.: gra jest darmowa i przypisywana na stałe.). Zapewne pomruk pożałowania wydobywa się teraz z Waszych gardeł. Jakie on może zaoferować gry? Kingdom Come: Deliverance, GTA V, Borderlands II the Handsome Edition, ARK: Survival Evolved, Watch Dogs II. A to tylko te największe. Chcecie strategii turowej? Total War: Troy lub Civilization VI powinno sprostać waszym oczekiwaniom. Lubicie erpegi? Tutaj macie Pillars of Eternity albo złotą edycję Tyranny, na pewno trafią w wasze gusta. Wieje nudą i potrzebujecie akcyjniaka? Druga część Hitmana albo Remnant: from the Ashes zaspokoi Wasze potrzeby. A to nie koniec! Właśnie zakończyło się świąteczne rozdawnictwo piętnastu gier, trwające od 17 grudnia do końca ubiegłego roku. W ofercie było: Metro 2033 Redux, City: Skylines, piąta część Tropico, czy Alien: Isolation. Kto tego nie zgarnął, ten trąba.

A zatem pojawia się pytanie – skoro nowy sklep rozdaje dobre, darmowe gry, to czemu gracze i tak na niego psioczą? Czy nie można grać na obu platformach? Przecież jeżeli zaczniemy kupować ekskluziwy w EGS to nikt nam konta na Steamie nie usunie. Ten dziwny mechanizm, tłumaczę sobie tak: my gracze, chcemy aby granie miało jakiś głębszy sens. Przecież cały wyścig o wysokie poziomy na Steamie czy też liczbę achievmentów to meta-zabawa, która wykracza poza czyste doświadczenie spędzenia czasu z grą. Jest to forma dodanego znaczenia: czy to prestiżowego dla osób z zewnątrz czy też dla samego gracza jako pomoc w skatalogowaniu doświadczeń. Punkt którego się obawiamy, to utrata tego katalogu. Trzymanie się przez graczy konkretnych platform jest głębsze niż sądzimy. Granie na EGS jest doświadczeniem nowym, gdy to na Steamie mamy całą obudowaną społeczność, poziom doświadczenia, listy kolekcjonerskie czy statystyki spędzonych godzin w grach. Ponadto Epic, pomimo dwuletniego doświadczenia dalej nie ma: warsztatu, poradników, odznaczeń, sceny moderskiej i koszyka. Dodatkowo nigdy też nie powstanie dział zrzeszający opinii kupujących czy recenzji graczy. Złośliwi powiedzieliby, że koszyk jest niepotrzebny w odbieraniu gier za darmo, ale tutaj udajemy, że takie głosy nie istnieją.

Jeśli ktoś jest ciekawy, to tak wyglądał Steam w swoich początkach.

No i dochodzi kwestia zniechęcających użytkowników gier na wyłączność. Wyobraźmy sobie taką sytuację: jesteśmy zapalonymi fanami pewnej serii. Za pół roku będzie premiera kolejnej gry osadzonej w tym świecie. Według zwiastunów i gameplayów – będzie to gra co najmniej bardzo dobra. Poprzednie odsłony ogrywaliśmy na Steamie. Tam też zamawiamy preorder sequela. Nic nie może nam przeszkodzić w cieszeniu się grą w dniu premiery – przecież oprócz nas jest 200 tysięcy innych osób, które zrobiły to samo. Co może pójść nie tak? Wszystko. Absolutnie wszystko. Opis powyższej sytuacji dotyczy gry Metro: Exodus, która to na miesiąc przed premierą została wykupiona przez Epic Games i skasowana ze Steam. Na płycie w wersji pudełkowej znajdował się jedynie pobieracz EGS, a całe 60 GB trzeba było pobrać z Internetu. Żeby było jeszcze ciekawiej, dołączona instrukcja do gry zawierała całą stronę poświęconą instalacji… z pomocą Steam. Na pudełku kolekcjonerskim Aurora nalepka tego sklepu została zasłonięta przez logo sklepu Tima Sweeney’a. Skutki tej awantury? Ogromne napięcia na linii gracze-deweloperzy, bojkot gry, roczne czekanie na wersje steamową, a starsze gry z serii obrywają rykoszetem i zostają gwałtownie zminusowane. Głos zabiera nawet Dmitry Glukhovsky, autor książek na których oparta jest fabuła gry.

Jestem gnojony za racjonalizowanie tej sytuacji, ale ludzie [gracze – przyp. własny] zapominają, że stoję po ich stronie. To był naprawdę gówniany ruch ze strony Deep Silver i Epic, ale nie zabije on franczyzy. Jedyne co zrobi, to zrujnuje ciągłość tej marki na Steamie. Jestem po prostu zasmucony tym, co w istocie jest łapówką, a nie tym, że do gry będę potrzebował innego launchera – tym bardziej, że już go używam. Nadal będę grać i cieszyć się edycją Aurora [wersja kolekcjonerska, będzie oferowała klucz Steam – przyp. własny].  Zastanawiam się jednak, który je*any idiota pomyślał, że to jest dobry pomysł. W jeden dzień zrujnowali własną reputację. Koszmarny PR i durny ruch.

A to przecież nie jedyny exclusive na Epicu. Warto wspomnieć o The Outer Worlds, Observations, Borderlands III, Untitled Goose Game, Total War: Troy, Control, Watch Dogs: Legion, Tony Hawk Pro Skater 1+2 czy Assasin Creed: Valhalla. Na wszystkie te tytuły Epic posiada/miał roczną wyłączność, więc jeżeli chcielibyśmy zagrać np.: w nowego Assasyna, to będziemy zmuszeni pobrać go właśnie przez ten launcher. Oczywiście developerzy i wydawcy nie zdecydują się się na epicową wyłączność z dobrego serca. Epic dobrze płaci. 9,5 miliona euro czyli ponad 11 milionów dolarów kosztowało stworzenie gry Control przez studio Remedy. Kwota ta stanowi równowartość minimalnych gwarantowanych przez Epic Games zarobków ze sprzedaży gry, które wypłacane są ‘’z góry’’.  Innymi słowy, Epic daje developerom gwarancję, że na grze nie stracą. Oczywiście sytuacja nie jest przesadnie różowa, po tej zaliczce developerowi nie są wypłacane żadne dodatkowe pieniądze do czasu, gdy przychody ze sprzedaży nie osiągną kwoty określonej w umowie. Całość z przychodów ze sprzedaży pobiera przez ten czas Epic. W tym momencie łatwo jest policzyć to, jaką sprzedaż musi osiągnąć Control, aby twórcy zarobili coś “ekstra”: EGS pobiera 12% prowizji od sprzedaży. Cena Control wynosi 60 dolarów. Sprzedaż ok. 200 000 kopii pozwoli osiągnąć kwotę 10,45 milionów określoną w umowie. Koniec końców sprzedaż Control przekroczyła 244 tysiące, więc operację należy traktować jako udaną.

Outer Worlds to z kolei jeden z istotniejszych exclusive’ów na platformie Epic.

Epic podgryza Steam również wchodząc w konszachty z innymi platformami cyfrowej dystrybucji. I tak oto The Divion 2 czy najnowszą część z serii Anno możemy kupić zarówno w sklepie epicowym, jak i u oryginalnego wydawcy, którym jest Ubisoft, na jego platformie – Uplay. Ale nie na Steamie. Electronic Arts postanowiło, że nie będzie się bawiło w tej piaskownicy i wszystkie swoje zabawki umieścili w swoim sklepie nazwanym Origins. Co się zaś tyczy dwóch pozostałych launcherów, tj. GOG-a i Rockstar Games, to współpracy z EGS nie ma. No, prawie nie ma. Najnowszy hit naszego studia CD Projekt Red – Cyperpunk 2077 jest w ofercie zarówno na Steamie jak i na Epicu. Co się zaś tyczy Rockstara, jestem przekonany, że jakaś forma współpracy kiedyś się pojawi. Czemu? Epic rozdawał nie tak dawno GTA V za darmo, plus były dość głośne plotki o ekskluzywności drugiej części Red Dead Redemption na EGS. GTA VI albo trzecia część kowbojów na wyłączność dla sklepu Tima Sweeneya? Popuścić wodze fantazji można, jednak taki hit mogło by przebić jedynie zapowiedź Half-Life’a 3.

Exclusive’y przyciągają graczy, a jednocześnie generują wiele złych emocji wokół sklepu EGS. Próbą odwrócenia od tego uwagi była obietnica dana przez zarząd Epic Games Store, mówiąca, że firma zrezygnuje z gier ekskluzywnych, jeżeli Steam będzie zatrzymywał mniej pieniędzy od developerów. To zmienia postać rzeczy i stawia Epic Games jako tego dobrego w tym konflikcie, prawda? Nie. Tutaj nie ma złych i dobrych, są tylko różne odcienie szarości. Prawdą jest, że Epic pobiera mniej, gdyż zatrzymuje jedynie 12% zysku, a platforma Valve – aż 30%. Jednakże inni dystrybutorzy (internetowi i stacjonarni) pobierali tyle od prawie zawsze. Nie jest to jakaś tajna forma sprzysiężenia czy ukryty pakt, który to zobowiązał się zawsze pobierać od graczy 30% zysków – jest to pragmatyzm. Dystrybutor ma większy zasięg i trafi do większej grupy osób, dlatego zabiera część pieniędzy. Redzi nie tak dawno apelowali, żeby kupować Cyberpunk 2077 na GOG-u, dzięki czemu więcej pieniędzy zostanie w ich kieszeniach. Ostatnimi czasy parę rzeczy się zmieniło i pan Newell będzie życzył sobie tylko 20% jeżeli sprzedaż przekroczy 50 milionów dolarów.

Ekonomia uczy jednak, że jeżeli mamy dobrze działający rynek z ustabilizowanymi cenami, najbardziej stracić może ten, kto pierwszy spuści ceny. Epic zdecydował się na taką obietnicę dobrze wiedząc, że Steam nie zmieni prowizji. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że lekarstwo jest gorsze od choroby: Epic wykupuje gry na wyłączność jednocześnie mówiąc, że walczy z monopolem Steam. Najbardziej cierpią na tym fani, gdyż zamiast mieć dostęp na każdej platformie do każdej gry, branża rozdrabnia się na drobne. Nie chodzi mi tutaj nawet o postawienie dwóch wrogich frakcji: iOS i Apple vs Android i Samsung, PlayStation i Sony vs Microsoft i Xbox czy Majonez Winiary vs Majonez Kielecki (kto to może jeść, przecież to sam ocet jest). Chodzi o głębszy, sięgający do fundamentów podział branży. Czemu twórcy gier mieliby wprowadzać coś nowego i ryzykować, że się nie przyjmie, skoro można zrobić grę zgodnie z jakimiś wytycznymi dla tego jednego wydawcy? Teraz istnieje alternatywa w postaci Epic Games, które zadzwoni do studia niezależnego i przekona ich, by najnowszy tytuł był tylko na ich platformie. I zagwarantuje, że małe czy średnio studio nie pójdzie z torbami. Więc kto w takim wypadku psuje rynek: hegemon Steam, który chce zachować stary ład z ogromną rolą wydawców, czy parweniusz Epic Games, który to ten ład chce zburzyć?

Tak jak pisałem wcześniej, nie mam liczącej kilkaset tytułów biblioteki na Steamie, ani doświadczenia kilkunastu lat wierności tej platformie. Może dlatego patrzę na to inaczej. I żywię przekonanie, że z EGS nie warto walczyć. Na ten moment zaczynamy już podchodzić pod dwucyfrową liczbę launcherów: EGS, Steam, Origin, Uplay, Rockstar Game Launcher, GOG Galaxy, Bethesda Launcher, Windows Store, Battle.net, Jezus Maria. Rozumiem, że graczy zaczyna powoli trafiać szlag, gdyż ilość klientów zaczyna powoli przewyższać ilość gier, które ogrywamy w wolnym czasie. Ale i tu znajdzie się niezłe rozwiązanie – połącznie z GOG Galaxy, który zbiera to wszystko w jednym programie. Rozumiem też, że Epic swoimi poczynaniami wprowadził kilka niefajnych praktyk, nie oferując tak rozbudowanej platformy do gry jaką jest Steam. Ale w ostatecznym rozrachunku dał też nadzieję na bardzo potrzebne branży zmiany. To co gracze, widzimy się na GOG-u? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

-->

Kilka komentarzy do "Czy Epic Games Store naprawdę jest taki zły? (I czemu gracze dalej kochają Steam)"

  • 3 stycznia 2021 at 15:37
    Permalink

    Steam był pierwszą platformą jaką zainstalowałem na kompie (przy okazji instalacji Empire Total War), jeszcze wtedy nie wiedziałem o co chodzi i podchodziłem dość sceptycznie do Biblioteki i zastanawiałem się czy to nie będzie problem czy jak zapomnę hasła, bądź bedę zmieniał kompa to nie stracę całej masy gier. Jestem ze Steama bardzo zadowolony (dwa razy musiałem odzyskiwać konto, bo ktoś się włamał i miałem zmienione hasło, bardzo prosto owo konto odzyskałem, wystarczyło wysłać zdjęcie jednego z kluczy zakupionych na koncie), do Epic nie mam przekonania, zainstalowałem jak rozdawali gry rok temu przed swietami, ale ani te gry nie byly jakies ciekawe a prawie polowy z nich nie dalo sie odpalic.
    A propos gier to czy ktos sie orietnuje co sie stalo z AC Vallhalla na PC, że nigdzie tego nie można fizycznie kupic, ani Media Expert, ani Neonet, ani Euro, Media Markt, Empik. Steam i Origin tez nie maja w ofercie, a na UbiStore nie da sie płacic PaySafeCardami.

    Reply
  • 3 stycznia 2021 at 16:27
    Permalink

    Dodałbym do rozdawnixtwa oferowany teraz rewelacyjny tytuł czyli “Jurassic World: Evolution”. Brać koniecznie, a jak nie wierzycie to sprawdzcie u nas w recenzji.

    Ja z Epic Launcherem mam jeden problem – nie umiem w grach odpalonych nim robić zrzutów ekranu ;). Szczerze? Monopol na pewne tytuły po stronie EGS mógłby razić gdyby za tym szła kosmiczna cena utrzymywana przez cały rok. I faktycznie w przypadku pełnoprawnych serii – takie coś również mogłoby być irytujące (i było dla mnie z TWD!), ale nie jest tragedią na miarę końca świata. I to chyba jedyny przykład gdzie takie wykupywanie pozycji na wyjaczność może mierzić. Gdy następujące części przenoszą do rozgrywki wybory z poprzednich tytułów. W przeciwnym wypadku? To tylko launcher. Że kolejny? Mam Steama, Origina, Battle.netq i GOGa od lat. EGS w żaden sposób nic tutaj “nie psuje” na szczęście, a jeśli potencjalnie na plus mogą na tym wyjść studia (większy zarobek) oraz gracze (choćby darmowe gry)? Be my guest.

    Reply
  • 3 stycznia 2021 at 18:13
    Permalink

    Jest jeden powód za który nie lubię EGS: Nie ma ich na Linuxie. Steam jest, GOG jest, EGS nie ma. Wszystkie gry które Epic kupiło jako “exclusive” nie zostały przez to wydane na mojej preferowanej platformie do grania. Phoenix Point wydało drugą betę na Linuxie żeby przy trzeciej zrefundować graczom wybierającym wersję Linuxową pieniądze bo z przejściem do EGS stracili możliwość dystrybuowania na Linuxie.

    Reply
    • 3 stycznia 2021 at 20:11
      Permalink

      Pełna zgoda – mam jednego kumpla ze studiów, który narzeka na dokładnie to samo. Mówi on, że darmowe gry “kupuje” przez komórkę i po prostu czeka aż kiedyś Epic zagości na Linuxie. Do tego czasu będzie on zatwardziałym zwolennikiem Steama.
      A czy słyszałeś o “fanowskim” wydaniu EGS przez platformę Lutris? Podobno działa bardzo dobrze.

      Reply
  • 3 stycznia 2021 at 22:39
    Permalink

    Epic ma też jeszcze jeden problem – odpalony launcher, a więc także i gry, generują straszną ciepłotę komputera. Z tego co kojarzę, jest to jakiś błąd oprogramowania.

    Reply
    • 3 stycznia 2021 at 23:31
      Permalink

      Sergiej Galjonkin tłumaczył to błędem w kodzie i przepraszał za całą sytuacje – chodziło o podwyższanie temperatury procesora (głównie Ryzen ale Intel też oberwał) i wysył danych Bóg wie gdzie. Na szczęście zamieszanie to trwało około dwa dni, więc niektórzy nawet tego nie zauważyli.
      Tylko pytanie ile danych pobrali…

      Reply
  • 4 stycznia 2021 at 12:14
    Permalink

    EA już chyba wraca na steama.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków