Czarnobyl (miniserial) – nie wszystko grafit co się świeci

Dael napisał tu (bardzo pomysłowo, jak to on) parę dobrych słów o najnowszej mini-serii od HBO. Postanowiłem więc, że pójdę trochę pod prąd i dorzucę łyżkę sporą szklankę dziegciu do tej wielgachnej beczki miodu, która rozmiarami zaczyna przypominać niesławny reaktor numer 4 z elektrowni w Czarnobylu. Niekoniecznie w kontrze do słów DaeLa, raczej jako kilka słów krytyki wobec powszechnego, niemal bezkrytycznego uwielbienia dla serialu.

Kadr z serialu "Czarnobyl"
O panie, kto to panu tak… zrealizował?!

Przyznaję się od razu i bez bicia: częściowo padłem ofiarą “overhype’u”. Słyszałem tyle dobrego o serialu, że po prostu nie mogłem nie obejrzeć. Zachwyty rozciągały się od “wybitny” przez “niesamowity” i “genialny”, aż po “serial wszech czasów”. Przy takiej podbudowie serial po prostu musiał mi się podobać, bo przecież niemal jednogłośnie okrzyknięto go objawieniem. No i podobał mi się, ale bez efektu “wow”. Solidna produkcja, ale ani razu nie otarła się o takie określenia, jakie spotkałem w recenzjach i opiniach. Co więcej: nie wynika to wyłącznie z nastawienia się na arcydzieło, bo jestem pewien, że to, co mi nie zagrało, nie zagrałoby nawet gdybym o “Czarnobylu” wcześniej nie wiedział nic.

Kadr z serialu "Czarnobyl"
Prezentację Legasova (o tym, jak doszło do wybuchu) zrozumie nawet średnio inteligentny szympans.

Zacznę jednak od peanów. HBO przyzwyczaiło nas do faktu przywiązywania w swoich tytułach dużej wagi do detali, ale tym razem wdrapano się na jeszcze wyższy poziom. Realizacja jest tak dobra, że ciężko w ogóle to opisać. Komuna z lat osiemdziesiątych po prostu wylewa się z ekranu, wyciąga po widza swoje łapska, a potem trzyma w garści do samego końca. Duszna atmosfera wiecznego zagrożenia, a to gniewem przełożonego, a to groźbą cichego zniknięcia z pomocą KGB, a to przed mówieniem głośno niepopularnej prawdy. Scenografia, kostiumy, rekwizyty, miejsca – wszystko wygląda tak dobrze i oddane jest tak wiernie, że podczas oglądania masz ochotę napić się herbaty słodzonej kostkami, w szklance z obowiązkowym metalowym koszyczkiem z uszkiem (byle łyżeczkę wcześniej wyjąć, żeby oka nie stracić). Tak. Pod tym kątem “Czarnobyl” to jest produkcja kompletna i nie wiem, czy jest cokolwiek, co można by zrobić lepiej.

Kadr z serialu "Czarnobyl"
Znane twarze psuły mi nieustannie immersję. Nawet jeśli to dobrzy aktorzy, którzy stanęli na wysokości zadania.

Podobnie jest ze sposobem opowiadania – było nie było – znanej historii. Kamera nie skupia się na konkretnych postaciach. Obserwujemy walkę, ucieczkę i dramaty na kilku poziomach. Decydenci, strażacy i ich bliscy, mieszkańcy Prypeci, czy w końcu górnicy pomagający przy akcji ratowniczej. Głównym bohaterem serialu jest reaktor, awaria i wszelkie następstwa. Ludzie natomiast są pokazani przez pryzmat swoich działań: pomoc niesiona innym, szukanie winnych, zrzucanie winy na innych, szukanie prawdy czy wręcz przeciwnie – tuszowanie faktów. Ciekawie pokazano też system komunistyczny od środka. System, który jest nieomylny, a każdy przejaw krytyki, wytknięcia błędu, czy może nawet po prostu nielogiczności działań jest traktowane jak zdrada. Główny inżynier nie wierzy w zapewnienia naocznych świadków o katastrofie, bo WIE, że reaktory RBMK nie wybuchają i koniec. Jeśli fakty są inne, tym gorzej dla faktów. Dyrektor elektrowni, Viktor Bryukhanov, rozmowę z dygnitarzem zaczyna od wręczenia kartki z listą ewentualnych winnych awarii. Komunizm w pigułce. Napisałbym, że serial ma cechy fabularyzowanego dokumentu, ale do tego trochę (niestety) zabrakło.

Tyle, jeśli chodzi o zalety, które sam chciałem podkreślić. Po więcej peanów na cześć serialu zapraszam gdziekolwiek indziej, bo jest dość powszechny (i zaskakujący dla mnie) konsensus. Sam skupię się na wadach, które sprawiają, że produkcję HBO oceniam jako po prostu dobrą.

Kadr z serialu "Czarnobyl"
Emily Watson jako fikcyjna postać szlachetna jak nikt, prawa jak żodyn, doskonała w każdym calu, poszukująca prawdy, sprawiedliwości i naprawy dla świata. Bue.

Pierwszy argument na “nie” będzie z czapki, ale i tak musi tu paść. To drobnostka: skoro tyle wysiłku włożono w cały anturaż, dlaczego bohaterowie nie mówią po rosyjsku? Wiem, że teraz przewracacie oczami, bo się czepiam. Owszem, ale cały czas delikatnie drażniło mnie, że wszyscy mówią po angielsku z silnym akcentem wschodnim. Jak czarne charaktery z Bonda. Jest – jeśli mnie pamięć nie myli – w trzecim odcinku chyba autentyczna transmisja ówczesnej telewizji w ZSRR i spikerka nadaje po rosyjsku, przez co wkrada się dziwny rozdźwięk. To jednak drobnostka, mogę przymknąć oko.

Gorzej z castingiem. Większość bohaterów wypada rewelacyjnie ze szczególnym uwzględnieniem Jareda Harrisa w roli Valerego Legasova – naukowca i głównego stratega akcji ratunkowej. Pozostali zaprezentowali się prawie tak samo dobrze. Nie wiem, jaki był klucz doboru, ale niektóre facjaty są tak bardzo komunistyczno-socjalistyczne, że stanowią niemal element scenografii idealnie pasujący do boazerii na ścianach i wykładzin na podłogach. Z dwoma wyjątkami, niestety w rolach bardzo mocno wyeksponowanych. Stellan Skarsgård jako Boris Szczerbina – gęba znana (i lubiana), a w dodatku aktor dobry, więc o co mi chodzi? Ano o to, że każde jego pojawienie się na ekranie burzy wrażenie oglądania paradokumentu. Całą stylizację szlag trafia, bo Skarsgård to nie jest żaden anonim i przez samą jego obecność czar pryska. Nie rozumiem, skąd taki pomysł. To nie jest nazwisko, które przyciągnie tłumy przed ekran, a skutecznie burzy imersję. Bliźniaczą sytuację mieliśmy w przypadku “Kompanii braci”, gdzie na sadystycznego dowódcę wybrano Rossa z “Przyjaciół”.

Kadr z serialu "Czarnobyl"
Najbardziej zbędny wątek w całym filmie. Nudny i niczego nie wnosi.

Podobnie jest z Emily Watson, która w “Czarnobylu” gra postać fikcyjną, Ulanę Khomyuk, panią naukowiec, która jest niezłomną poszukiwaczką prawdy i pomaga Legasovowi w rozwikłaniu tajemnicy wybuchu reaktora. Według twórców (napisy po ostatnim odcinku) symbolizuje ona cały zespół tęgich głów, które dorzuciły swoją cegiełkę do ratowania sytuacji. Czuć to niestety na każdym kroku. Ulana to nie jest postać z krwi i kości. To zbiór archetypicznych cech, jedynie pozytywnych, od którego może zrobić się niedobrze. W ciągu krótkich pięciu odcinków wygłasza tyle szlachetnych tyrad o prawdzie, sprawiedliwości i robieniu tego co słuszne, że kolejny występ powinna zaliczyć w filmie Michaela Baya. Khomyuk ani przez chwilę nie wydaje się być częścią tego świata i myślę, że gdyby taka osoba istniała, w ówczesnym ZSRR nie zrobiłaby kariery, a być może nawet nie pożyłaby za długo.  Taki Legasov robi się patetycznie nieznośny dopiero w swojej końcowej przemowie, a Ulana jest po prostu złożona z heroizmu, nadętych frazesów, czystego dobra i mądrości. Ble.

Nie rozumiem też, jaka była funkcja dość rozległego wątku pobocznego, w którym młodziutki Pavel (Barry Keoghan – znów w miarę znana gęba) zostaje członkiem zespołu likwidującego zwierzęta w strefie skażenia. Ani to nie było ciekawe, ani przesadnie dramatyczne, ani nie wniosło kompletnie niczego ciekawego do opowieści. Wyobrażam sobie, że tych scen w ogóle nie ma i produkcja nie traci na jakości.

Kadr z serialu "Czarnobyl"
Zaufaj mi, jestem inżynierem.

Nie podobało mi się też przesadne podkręcanie dramatyzmu sytuacji. Może jestem ofiarą własnej ciekawości, bo swego czasu (w liceum) pochłaniałem wszystko, co było dostępne w związku z tematem, ale właśnie z tego powodu kilkukrotnie podczas seansu miałem ochotę krzyknąć: “hej, bez przesady, aż takiego zagrożenia nie było”, albo “hej, tamci wcale nie zginęli”. Sami autorzy (znów) w napisach końcowych przyznają się do koloryzowania faktów, żeby wzmocnić dramatyzm. Niepotrzebny zabieg, choć rozumiem, że dla kogoś nieobeznanego z tematem to nie będzie problem.

Podsumowując: to nie tak, że serial mi się nie podobał. W żadnym razie. “Czarnobyl” to bardzo dobre widowisko opierające fabułę na prawdziwych, dramatycznych wydarzeniach z 26 kwietnia 1986 roku i ich następstwach. Nie zgadzam się – i chciałem dać temu wyraz – że to produkcja bez wad i zasługuje na miano serialu wszech czasów. Chociaż tradycyjnie dopowiem – to tylko moje zdanie i nie trzeba się z nim zgadzać, a sam serial zdecydowanie polecam. Warto, choćby z uwagi na realizację, ale też po to, by wyrobić sobie własne zdanie.

-->

Kilka komentarzy do "Czarnobyl (miniserial) – nie wszystko grafit co się świeci"

  • 25 czerwca 2019 at 12:17
    Permalink

    moge jedynie zgodzic sie z uwaga o tym, ze postacie nie mowia po rosyjsku, bylo to w pewien sposob dziwne, ale minie tam szybko przestalo przeszkadzac. postac watson tez mi nie przeszkadzala, bo jakos bardziej zwracalem uwage na sama fabule i klimat, ktory mnie calkowicie pochlonal. nie rozumiem tez, czemu zabijanie zwierzaczkow mialoby byc zbedne i nic nie wnosilo? czyszczenia dachu tez mogli nie pokazywac, tylko wspomniec o tym, nie? xD jedno i drugie to jest nastepstwo katastrofy, wiec pokazali i elo

    jak ktos chcialby bardziej zglebic temat to warto przeczytac szczegolowa analize poszczegolnych odcinkow https://czarnobyl.pl/artykuly/blog polecam

    Reply
    • SithFrog
      25 czerwca 2019 at 13:40
      Permalink

      “nie rozumiem tez, czemu zabijanie zwierzaczkow mialoby byc zbedne i nic nie wnosilo? czyszczenia dachu tez mogli nie pokazywac, tylko wspomniec o tym, nie? xD jedno i drugie to jest nastepstwo katastrofy, wiec pokazali i elo”

      No tak, tylko kto z dachu był ważny i został przedstawiony tak pieczołowicie jak chłopaki z karabinami? Myślałem, że skoro poświęcają myśliwym tyle czasu ekranowego to będzie w tym jakiś głębszy sens, jakiś “pay off”. Na dachu pokazali, że było super niebezpiecznie, że ludzie to i tak musieli zrobić i jak wyglądało, koniec. Nie powiesz mi kto tam był, czego się bał, jak tam trafił i czy był wcześniej w Afganistanie czy nie.

      A tu zarysowali postaci jakby coś więcej chcieli z nimi zrobić i ostatecznie zupełnie nic się nie wydarzyło.

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 12:20
    Permalink

    “(…)zostaje członkiem zespołu likwidującego zwierzęta w strefie skażenia. Ani to nie było ciekawe, ani przesadnie dramatyczne ”
    “Nie podobało mi się też przesadne podkręcanie dramatyzmu sytuacji.”
    to jak w końcu, ma byc przesadnie dramatyczne, czy nie? 😛

    Reply
    • SithFrog
      25 czerwca 2019 at 12:53
      Permalink

      Dwie różne sprawy wbrew pozorom:

      1. nie podobało mi się sztuczne podkręcanie dramatyzmu w stosunku do tego jak było naprawdę (na przykład ani przez chwilę, nawet w 1986 według faktów, nikt nie rozważał wybuchu o sile n megaton)

      2. Wątek zwierzęcy nie był ciekawy, nie był dramatyczny więc po co był w ogóle? Co on miał wnieść?

      Reply
      • 25 czerwca 2019 at 14:43
        Permalink

        Cóż, mamy tak zobojętniałą kulturę masową, że dopiero zabijanie słodkich piesków – jak w Johny Wicku – porusza ludzi. Gdyby nie ten wątek, to co niektórzy wzruszyliby ramionami: kolejna katastrofa jakich wiele na świecie. Czy ktokolwiek pamięta, że 2 lata wcześniej, w 1984r, w Bhopalu w Indiach zdarzyła się dużo tragiczniejsza, jak do tej pory największa katastrofa przemysłowa, w której zginęło blisko 4 tys. ofiar, a zatruciu uległo dalsze kilkanaście tysięcy? Ale to Czarnobyl jest bardziej znany… Katastrofa w Czarnobylu jest wieloaspektowa i miała swoje konsekwencje także dla świata przyrody, np: Rudy Las. A los zabijanych psów i kotów, zestawiony z losem ludzi – biorobotów pokazuje, że dla władz ZSRR nie ma aż tak wielkich różnic między nimi. To i to są zasoby do odstrzelenia.

        Reply
        • SithFrog
          26 czerwca 2019 at 10:23
          Permalink

          Wszystko fajnie, ale wystarczyłyby 2 sceny po 2 minuty, że zwierzęta też poszły do piachu. Interakcje młodego chłopaka z weteranem z Afganistanu nie wniosły do filmu nic, a cały wątek urwał się nagle i bez zapowiedzi.

          A co do Indii: masz rację tylko potencjalne zagrożenie w przypadku Czarnobyla mogło być dużo większe z uwagi na charakter katastrofy. Poza tym to cyniczne, ale koszula bliższa ciału dlatego bardziej nas rusza 130 ofiar zamachu w Paryżu niż 250 tys. ofiar (!!!) tsunami na drugim końcu świata.

          Reply
      • 27 czerwca 2019 at 20:47
        Permalink

        Nie, nie, nie, w realnej rzeczywistości naukowcy zdawali sobie sprawę, że jakby reaktor wpadł do zbiorników z wodą pod nim, to wybuch miałby siłę od 2 do 4 megaton TNT.
        Co do tego Pavela, to chyba tak skakali realizatorzy filmu w czasie, że materiału im trochę zabrakło 😛 😛 A ta atmosfera strachu jak polował na zwierzęta… to na prawdę jakieś kretyństwo. Kot czy pies miałby go zabić???

        Reply
        • 27 czerwca 2019 at 23:23
          Permalink

          zabic nie, ale uszkodzic

          Reply
        • SithFrog
          28 czerwca 2019 at 08:47
          Permalink

          ” A ta atmosfera strachu jak polował na zwierzęta… to na prawdę jakieś kretyństwo. Kot czy pies miałby go zabić???”

          No właśnie. To było stylizowane jak jakiś horror, a chodziło o strzelanie do Azorków. Nawet jakby go jakiś użarł to i tak nie byłoby tak źle jak miały bioroboty, nurkowie, górnicy czy ktokolwiek inny w filmie. Chcieli dorzucić jeszcze jeden element do atmosfery zagrożenia, ale przedobrzyli i wyszło jak wyszło.

          Co do wybuchu, bazowałem na tym artykule (polecam lekturę):

          https://www.tygodnikpowszechny.pl/wybuchlo-159102

          “– Trzeba rozumieć, co konkretnie się tam stało, by móc odróżnić fakty od fikcji wprowadzonej w celu zwiększenia dramaturgii. Postaci wypowiadają zdania nacechowane emocjami, strachem, a często przesadą niezbędną, by zmusić komunistyczny aparat władzy do reakcji – zauważa Błażowski. Innymi słowy: filmowy Legasow czasem przesadza. W świecie przedstawionym serialu ma to sens. Komunistycznymi dygnitarzami trzeba wstrząsnąć, by chronić ludzi i zapobiec potencjalnym kolejnym awariom. Ale czy widzowie mają tego świadomość?

          W jednej ze scen Legasow grozi zamianą sporej części Europy w nuklearną pustynię. – Legasow musiał wiedzieć, że żadna eksplozja o mocy megaton fizycznie nie mogła mieć miejsca w dniach po katastrofie – komentuje Błażowski.”

          Reply
          • 28 czerwca 2019 at 14:34
            Permalink

            Ten Błażowski chyba niedokładnie oglądał serial. Legasow groził eksplozją nie zaraz w pierwszych dniach po katastrofie, tylko wtedy, gdy płonący reaktor przepali podstawę, na której był umiejscowiony i wpadnie do zbiornika pod nim. A takie ryzyko, jak najbardziej, istniało i miałoby apokaliptyczne następstwa.
            W ogóle zauważyłem ostatnio tendencję, również wśród środowisk naukowych, do bagatelizowania istniejącego wówczas zagrożenia oraz skutków katastrofy. To jeden z przykładów. Łatwo się wzrusza ramionami po tylu latach. “Skoro nie przepalił i nie wpadł to znaczy, że niepotrzebnie panikowano”. Tak się dziś mówi. Ale mógł przepalić i wpaść! Ryzyko było całkiem realne i wysokie. A nawet gdyby było niewielkie, to jak chcielibyśmy, żeby działały służby ratunkowe? Machały ręką na wszystko, co jeszcze nie leci na łeb i bagatelizowały każde zagrożenie? Chyba nie.
            Cały czas zaniża się też liczbę ofiar, ograniczając ją ostatnio właściwie już tylko do tych, które zginęły na miejscu lub zaraz po – strażaków i pracowników elektrowni. A co z tymi bezimiennymi rzeszami ludzi, które znalazły się tam (najczęściej nieświadome zagrożenia lub nawet wbrew własnej woli), aby ratować, pomagać i likwidować skutki katastrofy – żołnierzami, milicjantami, górnikami, pracownikami służb ratunkowych? Czytałem sporo wspomnień i historii nieszczęść tych ludzi. Wiele z nich elektrowni nawet nie widziało. Jak choćby pewien żołnierz, który dziś jest ludzkim wrakiem, a wtedy tylko ładował piach, którym zasypywano reaktor. Ale piach był skażony radioaktywnym opadem, bo przecież nie wożono go z głębi ZSRR, tylko brano z brzegu pobliskiej rzeczki. Jak policzyć wszystkie ofiary? Czy zaliczyć do nich faceta, który umiera 20 lat później na zapalenie płuc, bo wystawienie na promieniowanie osłabiło jego układ odpornościowy? Sam Borys Szczerbina zmarł niecałe pięć lat po katastrofie. Młody nie był, ale być może pożyłby jeszcze parę lat, gdyby katastrofa w Czernobylu nigdy się nie wydarzyła? Ilu było takich? Weźmy choćby słynny Most Śmierci, który dziś powszechnie uważa się za miejską legendę i twierdzi, że nikt tam nie został śmiertelnie napromieniowany. Może i legenda, jednak osoby, które wówczas obserwowały z niego katastrofę (niestety, przeważnie dzieci) dziś już nie żyją. Przypadek? Np. dwunastoletnia córka pracownika elektrowni Pawła Kondratiewa, która wtedy też była na tym moście, dwa lata później zachorowała na astmę i po kolejnych pięciu zmarła. Dobra mi legenda. Most leżał na trasie radioaktywnej chmury (tzw. szlaku zachodniego) a w dodatku było to jedno z nielicznych wzniesień nieosłoniętych drzewami, wystawione na wysokie wówczas promieniowanie znad odkrytego reaktora. Legendą byłoby raczej to, że można znaleźć się w takim miejscu i wyjść z tego bez szwanku. :/
            Jak już napisałem wcześniej, Wschód od wieków jest zżyty z kłamstwem, jak mucha z gównem, a ludzkie życie jest tu nie warte funta kłaków. Upadek komunizmu niczego tu nie zmienił i niczego nie zmieni upadek putinizmu.

            Reply
            • 29 czerwca 2019 at 00:46
              Permalink

              Dokończę jeszcze, bo nie zmieściłem się w jednym poście. 🙂
              Człowiek Wschodu ma milczeć nie będąc pytanym, samemu żadnych pytań nie zadawać i w każdej chwili być gotowym do poświęceń, gdy zażąda tego ojczyzna, partia, car, prezydent czy ktokolwiek tam akurat uzurpuje sobie prawo do takich żądań. Taka postawa wbiła się w świadomość tych ludzi przynajmniej od czasów mongolskiego najazdu i stała się integralną częścią tamtejszej kultury. Powstanie niepodległej Ukrainy czy Białorusi niczego pod tym akurat względem nie zmieniło. Zresztą prawda nie jest na rękę nikomu, nie tylko Rosji. Trzeba by wtedy powypłacać ludziom odszkodowania, otoczyć ich jakąś opieką, zrobić coś sensownego z tym terenem, itd. Lepiej poczekać aż wszystko zarośnie pokrzywami i wszyscy zapomną. Jak to na Wschodzie.

              Reply
            • SithFrog
              1 lipca 2019 at 09:41
              Permalink

              Nie podejmę się komentowania detali technicznych, dlatego wrzuciłem link. Ja się po prostu nie znam 🙂 Chociaż mam wrażenie, że w TP nie tyle powiedzieli, że wybuch nie groził w ogóle co nie groził wybuch o skali megatonowej. Raczej kolejny w podobnej skali jak ten, który rozsadził reaktor. Tak to przynajmniej zrozumiałem.

              Z liczbą ofiar to chyba niemożliwe określić. Na pewno liczy się bezpośrednie ofiary wybuchu i ludzi zmarłych z napromieniowania zaraz po (jak strażacy). Natomiast ludzi zmarłych na raka, z degeneracjami narządów, skóry, martwe płody z poronień – tego chyba nikt nie liczył. podobnie zresztą ofiary Hiroshimy i Nagasaki. Podaje się liczbę zabitych w wybuchu, ale mało kto ma pojęcie ile ludzi umierało i do dziś umiera z powodu skutków tamtych wybuchów.

              Reply
  • 25 czerwca 2019 at 12:48
    Permalink

    10/10, SithFrog się nie zna 😛

    A poważnie, to chyba kwestia nastawienia. Dać się zaskoczyć, czy oczekiwać zaskoczenia? Ja byłem w pierwszym stanie, serial wchłonąłem bez czytania żadnych opinii, spontanicznie w jeden jedyny wolny wieczór w całym miesiącu. I serial zafundował mi niezwykle poruszający seans pełen emocji, frustracji i myśli o marnej kondycji człowieczeństwa.

    Z pewnością inaczej bym na niego spojrzał, gdybym przypłynął do niego na fali hype’u płynącej z mediów internetowych. Wtedy szukałbym subiektywnych mankamentów i pewnie bym znalazł (chociaż akurat w obsadzie i pani Chomiuk? pierwsza była pierwszorzędna, a druga stanowi symbol, a nie personę).

    Reply
    • SithFrog
      25 czerwca 2019 at 13:49
      Permalink

      Obsada i Pani Khomyuk to dokładnie ten sam problem. Celujesz w maksymalny realizm, żeby ludzie nie tyle obejrzeli co dali się wchłonąć w ten świat i plan jest świetny aż tu nagle:
      – znane facjaty – aha, czyli to tylko serial jest
      – postać Khomyuk – symbol, ale właśnie przez to jest tak oderwana od całej przedstawionej rzeczywistości, że zęby bolą przy każdej jej wypowiedzi (czyli przy każdej tyradzie o prawdzie, powinności, szlachetności, człowieczeństwie, uczciwości, etyce, moralności, ble, bue, rzyg)

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 12:53
    Permalink

    Bardziej niż postacie, które nie mówią po rosyjsku boli mnie ta tragiczna moda na angielską transkrypcję rosyjskich personaliów, gdy w Polsce od dawna przyjęta jest jest wersja bardziej dla nas zrozumiała: Chomiuk zamiast Khomyuk, Legasow czy Briuchanow. Prosta i czytelna, łatwa do wymówienia. Tłumacze i dystrybutorzy idą na łatwiznę przerzucając bezpośrednio wersję angielską na nasz rynek.

    Reply
    • SithFrog
      25 czerwca 2019 at 13:46
      Permalink

      Fakt, to kolejna dziwna moda. Przecież wymowa jest taka sama, a pisownia mogłaby być oryginalna.

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 13:36
    Permalink

    Oczywiście masz prawo do subiektywnej oceny, ale jeżeli chodzi o aktorów to mam odczucie że się czepiasz na siłę, a nie ma do czego. Tym tropem to “Ferdek” Grabowski by był bee w Pitbulu czy Odwróconych.

    Reply
    • SithFrog
      25 czerwca 2019 at 13:44
      Permalink

      Nie, bo Odwróceni i Pitbull to nie były filmy stylizowane na paradokument czy wierne oddanie detali z epoki. Identycznie było w Kompanii Braci, fajne, ciekawe, nieznane gęby, uwierzyłem, że to zwykłe chłopaki wcielone do armii, żeby iść na pomoc Europie i nagle szast prast, Ross Geller 😛

      Przy czym zgadzam się w pełni, to mi przeszkadzało, ale komuś może nie. Ba, myślę, że masa ludzi nie kojarzy ani Emily Watson ani Stellana Skarsgarda i dla nich to będą kolejne nieznane facjaty.

      Reply
      • 25 czerwca 2019 at 14:23
        Permalink

        Osobiście nie kupuje argumentu, że w paradokumentach muszą grać nołnejmy. Zawsze są ludzie, którzy skojarzą aktorów, dlatego wole, żeby grali aktorzy, którzy grać potrafią. Oczywiście, czepiałbym się jakby dobrani aktorzy byli np zbotoksowani ale tak nie było więc się super wkomponowali. Według mnie za casting, grę aktorską jaki i dla całego serialu należy się ocena 9/10. Też dostrzegłem pewne mankamenty w tym serialu, ale całościowo obraz jaki mi podano kupuje w 100% i zachęcam do obejrzenia. Pozdrawiam 🙂

        Reply
        • SithFrog
          26 czerwca 2019 at 10:25
          Permalink

          Nie muszą, ale fajnie jak się uda zebrać dobrych nołnejmów, wtedy łatwiej o immersję aczkolwiek przyjmuję, że to przeszkadza mi, ale innym niekoniecznie 🙂 Na pewno warto obejrzeć, bo to bardzo dobry serial.

          Reply
  • 25 czerwca 2019 at 14:49
    Permalink

    ,,wszyscy mówią po angielsku z silnym akcentem wschodnim”

    Co? Każdy tam mówił z pięknym brytyjskim akcentem.

    Reply
    • 25 czerwca 2019 at 14:53
      Permalink

      Aktorzy też mi nie przeszkadzali, bo żadnego nie kojarzyłem, oprócz Leo z A Way Out

      Reply
      • SithFrog
        26 czerwca 2019 at 10:27
        Permalink

        Niektórzy mówili z rosyjskim akcentem, może nie wszyscy, ale część na pewno, a jeden z inżynierów nawet z niemieckim 😉

        A argument ze znanymi aktorami jest mocno subiektywny więc rozumiem, że innym nie wadziły znane gęby. Zresztą podczas rozmów o serialu u mnie w pracy ludzie kompletnie nie kojarzyli ani Emily Watson ani Stellana Skarsgarda.

        Reply
  • 25 czerwca 2019 at 16:01
    Permalink

    Zgodzę się z autorem, że nazywanie tego serialu “wybitnym”, “genialnym”, czy wręcz “serialem wszech czasów”, to gruba przesada i nadużycie. Jest jednak całkiem dobry i dawno już się tak nie bawiłem na oglądaniu czegokolwiek. Zwłaszcza, że Czernobyl to nie żadna tam SF tylko prawdziwa część mojej młodości. Myślę, że ósemka to sprawiedliwa ocena.
    Co do reszty. Aktorzy mówiący po rosyjsku? LOL, już to sobie wyobrażam. 😀 Żeby serial mimowolnie nie zamienił się wtedy we własną parodię musieliby mieć wystarczającą liczbę DOBRYCH aktorów, dla których rosyjski jest językiem ojczystym. A w każdym razie naturalnym i używanym na co dzień. Skąd ich wziąć? Może więc to Rosjanie powinni zrobić ten serial? Może. Tylko, że wtedy niechybnie by się okazało, że za katastrofę absolutnie nie odpowiada ZSRR, tylko amerykańscy i polscy agenci oraz ukraińscy nacjonaliści. 🙂
    Tak jak podejrzewa autor, nazwiska Emily Watson ani Stellana Skarsgarda nic mi nie mówią (tego drugiego chyba kojarzę z jakiegoś filmu z De Niro, ale gdyby nie charakterystyczne nazwisko nie poznałbym go), więc rzekomo sławni aktorzy w produkcji z zacięciem dokumentalnym w ogóle mi nie przeszkadzają. Cieszy natomiast fakt, że są to aktorzy dobrzy.
    Co do wątku myśliwych to może nie był całkiem niepotrzebny, ale zgodzę się, że został nazbyt wyeksponowany. Wystarczyłoby po prostu pokazanie widzowi, że takie rzeczy miały miejsce. Jak w scenie z babuszką i krową. Myśliwych nie musieliśmy poznawać.
    Nie będę się wymądrzał czy widzimy na ekranie całą prawdę, czy zagrożenie rzeczywiście było tak wielkie i kto naprawdę zginął, a kto przeżył. Ludzie, zrozumcie jedno – to WSCHÓD! Prawda jest czymś biegunowo odległym od tej części świata. Całej prawdy o wydarzeniach nie poznamy pewnie nigdy. Tak jak prawdy o wielu innych rzeczach, które się tam zdarzyły.

    Reply
    • SithFrog
      26 czerwca 2019 at 10:33
      Permalink

      Może i nie poznamy, ale podkoloryzowali jednak mocno, a według nich samych chcieli pokazać prawdę i jak kłamstwami próbowano ją zakrzyczeć. Wpadli we własne sidła, w tekście z tygodnika Powszechnego był o tym cały paragraf, polecam:

      https://www.tygodnikpowszechny.pl/wybuchlo-159102

      Za paywallem, ale zakładając konto można przeczytać gratis.

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 16:52
    Permalink

    Zgadzam się. Serial jest przedramatyzowany. Do tego to taka mocna jednorazówka. Obejrzałem, miał dobre momenty i grał na emocjach. Zainteresowałem się tematem. Dodanie wiedzy a odjęcie emocji i hype`u równa się: Fajny ale nigdy do niego nie wrócę. Obsada ukryła swoje znane buźki za dobrą grą a rosyjski mimo wszystko mógłby dodać wartości. Tak jak np. w grach Metro 2033. Nie chodzi o to by męczyć swoje uszy czy aparaty mowy aktorów. To składowa udźwiękowienia i klimatu.

    To serial zrobiony po prostu dobrze. Od początku do końca. Potrzeba takich. I być może w tej potrzebie (bardzo pilnej zwłaszcza wśród widzów HBO) po części znajduje swoje źródło sława tego widowiska. Co może jedynie motywować całą resztę, by przy produkcji postawić bardziej na konkretną pracę twórczą a nie ideologiczną, by sprzedać produkt dobry i trzymający poziom od początku do końca. Niestety może też skłonić do innych wniosków. Solidna robota to koło ratunkowe po serii gniotów lub spektakularnej porażce głównej marki… I MOŻE już tutaj skończę 😛

    Reply
    • SithFrog
      26 czerwca 2019 at 10:35
      Permalink

      “To składowa udźwiękowienia i klimatu.”

      Dokładnie, poza tym puścili bodajże oryginalny zapis telefonu do straży pożarnej i wspomniany fragment wiadomości. Wszystko po rosyjsku. Jeszcze zwiększyło dysonans 🙂

      Masz rację z odpowiednim wstrzeleniem się czasowo, bo chyba 100 razy przeczytałem w maju: olej GoT, oglądaj Czarnobyl.

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 17:13
    Permalink

    Szacun, panie Żabo. Wreszcie jakaś dobra recenzja ;P

    Cały szał wokół serialu to zasługa Amerykanów, którzy się podjarali serialem, bo nie znali historii. Polacy jak to Polacy – Amerykani pieją z zachwytu to Polacy małpują i też im się podoba.

    My historię znany z własnego doświadczenia lub od rodziców. Graliśmy w Stalkera. Widzieliśmy dokumenty. Dla nas to historia oklepana. Serial jest po prostu dobrze wyreżyserowany, a scenariusz i aktorzy dają radę. 8/10 to uczciwa ocena. Gdyby nie hype to serial przeszedłby u nas bez echa. Gdyby nie wysokie oceny w USA to u nas średnia kręciłaby się w okolicach 7,5/10.

    Ale tłum jak to tłum. Brawo za trzeźwą ocenę 😉

    Reply
    • 25 czerwca 2019 at 21:04
      Permalink

      Caly twoj komentarz to jedna wielka generalizacja na zasadzie ‘my-oni’. I do tego jeszcze antypolska.
      Jak ja ‘uwielbiam’ ten typ netobilizmu. Caly swiatek w dwubarwach. Mozg po prostu nie pracuje na obrotach wyzszych niz czarne-biale i zapewne juz nigdy nie bedzie pracowal.

      Kazda baba do garow, a kazdy zachwyt to glupota. Prawda jest taka, my wszyscy, oni tlum… Do tego tanio pozorowane cwaniactwo i brak szacunku do autora na zasadzie ‘nawet jak pochwale, to ze szpilka w dupie’. Starasz sie, starasz, ale nie wychodzi.
      Myslisz, ze piszesz z perspektywy cesarskiej, a doskonale widac, zes znarowiony szatan z siodmej klasy.

      (I tak, bede sie czepial i bede tepil, bo szczyl powinien miec bana na fsgk jakies 500 wejsc temu)

      Reply
      • 26 czerwca 2019 at 05:28
        Permalink

        “antypolska” xD I już wiem z kim mam do czynienia. Elo

        Reply
        • 26 czerwca 2019 at 06:36
          Permalink

          Nie wiesz. Nie masz zielonego pojecia, ani o swiecie na ktorym zyjesz, ani o ludziach z ktorymi dyskutujesz. Stosujesz skroty myslowe, zeby nie przegrzac swojego watpliwego yntelektu, tak wlasnie pielegnujesz wlasne zidiocenie i hamujesz sie w rozwoju.
          Do tego jestes typowy ‘kozak w necie, wiadomo-co w swiecie’. Nie masz zadnego szacunku, ani kultury osobistej. Netykieta to dla ciebie obce slowo, podejrzewam ze w zyciu podobnie. A wszystkim ludziom, ktorym tak ochoczo dokuczasz zza klawiatury nawet nie umialbys spojrzec w oczy na ulicy. Pajacujesz bo myslisz, blednie zreszta, ze nic ci nie grozi.

          Reply
          • 26 czerwca 2019 at 07:59
            Permalink

            Weź przynajmniej zmień nick, bo się Tolkien w grobie przewraca

            Reply
            • SithFrog
              26 czerwca 2019 at 11:01
              Permalink

              Panowie, naprawdę, szanujmy się i nie róbmy z sekcji komentarzy takiego bagna jak jest niemal wszędzie w necie.

              Reply
            • 26 czerwca 2019 at 19:53
              Permalink

              Zawsze to powtarzałem. Jak taka postać śmie używać takiego Nicka..

              Reply
              • 9 lipca 2019 at 21:14
                Permalink

                Ja sie – w przeciwienstwie do szczeniactwa – tutaj jeszcze nigdy nie skompromitowalem intelektualnie. Za Wami to tylko misjonarzy wysylac.

                Reply
    • SithFrog
      26 czerwca 2019 at 11:32
      Permalink

      No dla Amerykanów Czarnobyl to terra incognita. Coś tam słyszeli, ale za dawno, za daleko i kogo to obchodzi. Pod tym kątem serial jest rewelacyjny, bo jest na tyle prosty w odbiorze i ma podkręcony dramatyzm, że jest w stanie utrzymać przez te 5 odcinków uwagę kogoś, kto “żywi się” głównie kinem rozrywkowym.

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 17:59
    Permalink

    Koleś z Przyjaciół trafił do Kompanii Braci z uwagi na bardzo duże fizyczne podobieństwo do odgrywanej postaci. Lub inaczej pisząc – charakterystyczny typ urody. Bo taki był klucz doboru obsady 🙂 Zarzut dotyczący wątku likwidatorów już odpierałem na forum – moim zdaniem ważna historia pokazująca katastrofę w szerszym spektrum. Z jednej strony opustoszałe wsie, z drugiej ludzie zwiezieni z całego kraju, wóda, degrengolada, wątki afgańskie w rozmowach, itd. Taki upadający ZSRR w pigułce.

    Reply
    • SithFrog
      26 czerwca 2019 at 11:22
      Permalink

      Może i fizycznie podobny i to jest ok, ale jakby jeszcze był na przykład dobrym aktorem to wyszłoby lepiej. A tak to sadystę i zakompleksionego psychopatę (wg książki Ambrose’a) zagrał Ross Geller robiący groźne miny. Wypadł groteskowo.

      Nie mam problemu z pokazaniem tego wątku tylko z tym, że tak go rozbudowali. Pojawienie się chłopaka w obozie, rozmowy, potem jazda, tłumaczenia, strzelanie, niestrzelanie, odpoczynek, znów strzelanie, rozmowy, tłumaczenie, zabijanie szczeniąt, wywóz, betonowanie – wszystko razem daje prawie cały odcinek spędzony z bohaterami, których nadmierna ekspozycja sugeruje większą rolę w historii, a okazuje się, że temat ucinamy i zapominamy. Mam wrażenie, że ani inżynierowie z elektrowni ani nawet ratownicy, strażacy, górnicy czy “bioroboty” z dachu nie dostały tyle czasu ekranowego dla siebie, a ich rola w tym wszystkim była zdecydowanie większa.

      Nie mam problemu z tym, że ten temat się pojawił. Mam problem z tym, że za dużo czasu mu poświęcono.

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 19:18
    Permalink

    Ross przeszkadzał bo znana twarz…

    A teraz po latach puścisz Kompanię Braci i nagłe Hardy, Fassbender, McAvoy. Biedni reżyserzy nie przewidzieli, że chłopakom z drugiego planu tak się pięknie kariery rozwiną i będą z imersji wyrzucać. 😀

    Ogólnie o ile Chumeniuk też mnie denerwowała o tyle pretensje o znane twarze są dla mnie czepianiem się.

    Reply
    • SithFrog
      26 czerwca 2019 at 11:26
      Permalink

      Oczywiście, że to jest czepianie się, ale to odróżnia produkcje na 10 od tych na 8. Detale, do których można się przyczepić 😉

      Poza tym nie wszyscy znają wszystkich aktorów więc jak najbardziej rozumiem, że to raczej mój problem niż całej widowni 😉

      A co do Kompanii Braci: tak jak Czarnobyl – oceniam w momencie powstania, a nie po latach. Może za kolejne 3 wiosny aktor grający Diałtowa czy Legasowa dostana po Oscarze i to nie zmieni faktu, że dziś w serialu są raczej oryginalnie i dobrze dobrani do ról.

      Reply
  • 25 czerwca 2019 at 20:43
    Permalink

    Jak jesteśmy przy serialach niecały tydzień temu rozpoczął się (na razie w wersji angielskiej) drugi sezon Yellowstone. Świetny serial z naprawdę dobrze granymi postaciami i ciekawymi akcjami. Szkoda, że tak mało popularny w Polsce i na Paramount Channel leciał ledwie miesiąc przed premierą drugiego sezonu czyli pewnie z rok po premierze pierwszego.
    Chciałem jeszcze zarekomendować film, który wczoraj oglądałem, a który nie wiem czy doczeka się w ogóle polskiej premiery “The professor and the madman” z Melem Gibssonem i wspaniałym Seanem Peanem. Film niesamowity, choć cała historia jest dziwna niemożliwa i raczej by mnie nie porwała gdyby nie wspaniała gra aktorska (wystepują np: Stannis i Margeary oraz jeszcze kilku brytyjskich aktorów). Warta obejrzenia historia powstawania słownika wyrazów angielskich uniwersytetu Oksford.

    Reply
    • 25 czerwca 2019 at 21:16
      Permalink

      Yellowstone mnie mocno znudzil i odpuscilem na Paramoncie po trzech odcinkach. Reklamowali to jako neowestern, a okazalo sie jakies takie o wszystkim i o niczym. Nie moglem sie odnalezc.

      Za to Professora rowniez polecam, swietny film.

      Reply
      • 25 czerwca 2019 at 21:34
        Permalink

        Ja ostatnio zachwycam się filmami “trudnymi” chyba tak je można nazwać – “Człowiek, który zabił Don Kichota” – obejrzałem w ciągu miesiąca dwa razy – drugi raz z rodziną – wyłączyli po godzinie więc reszte odpaliłem dla siebie. Ostatnio zachwycił mnie Locke – z Tomem Hardym, Przemytnik, który rodziców i braci wynudził, teraz profesor i szaleniec. Co do Yelowstone to nie moge się zgodzić, serial jest moim zdaniem zrobiony świetnie i każdy odcinek zachęcał do obejrzenia następnego.
        Tak sobie jeszcze pomyślałem odbiegajac już bardzo od tematu – jak szanowni redaktorzy, których recenzję szczerze uwielbiam oceniliby Trylogię Władcy Pierścieni – czyli chyba mimo wszystko najważniejsze filmy w moim życiu i punkty zwrotne w pokazywaniu na ekranie fantastyki (nie podczepiać pod to słowo S-F)?

        Reply
        • 26 czerwca 2019 at 06:40
          Permalink

          Wywolujesz Pq z tym Wladca Pierscieni 🙂
          Tez bym chetnie przeczytal. Obstawiam, ze ocena bylaby w okolicach 12/10 😛

          Reply
          • 26 czerwca 2019 at 10:43
            Permalink

            Ten film ma kilka wad na szybko przychodzą mi trzy. Legolas surfujący na tarczy, szarża Rohirrimow pod Helmowym Jarem, ktora byla zdecydowanie przesadzona i nieprzemyslana w porównaniu do poprzednich i późniejszych informacji. Oraz atak duchów pod Minas Thirit, który popsol cala zabawe. W książce to wydarzenie jest rozwiązane fajniej. No i brak porzadkow w Shire. Mimo wszystko ten film jest przewibitny. Szkoda ze takim cieniem kladzie sie na tym nieudolna ekranizacja Hobbita. Czemu mu musiały powstać trzy tak slabe części tej świetnej historii.

            Reply
            • SithFrog
              26 czerwca 2019 at 11:30
              Permalink

              Dzięki za polecenie, Profesora dorzucam do listy “must see”. Co do LotR, u mnie pewnie byłoby kolejno 9, 10 i 8. Jestem w znakomitej mniejszości, bo poza głupią sceną surfingu na tarczy Dwie wieże nie mają wad. Jedynka rozkręca się trochę zbyt wolno, a Powrót Króla ma 56 zakończeń trwających 45 minut plus wspomniana przez Kubę szarża duchów czyli wygrywamy za pomocą deus ex machina.

              Natomiast jako całość to na pewno obok Star Wars, najlepsza i najważniejsza trylogia w historii kina. Bez dwóch zdań. Kiepski i rozciągnięty Hobbit mojego zdania nie zmieni.

              Reply
              • 26 czerwca 2019 at 13:14
                Permalink

                Dla mnie dwie wieże są najlepsza częścią, aczkolwiek szarża Rohirrimmow jest niewytlumaczalna. Skoro maja tyle tysięcy konnych to czemu od razu nie rzucili ich przeciw Isengardowi. I dlaczego później znów musza zbierać wojsko. Oczywiście ma sie to nijak do glupot które uchodzą w obecnych filmach i serialach takich jak GoT czy Hobbit. Ja bym ocenił 9,5 10 9,5. A szarża Rohirrimow pod Minas Thirot to moja ulubiona scena ever. Przemowa Theodena porownywalna z ta Williama Walleca pod Stirling.

                Reply
                • SithFrog
                  26 czerwca 2019 at 14:50
                  Permalink

                  “A szarża Rohirrimow pod Minas Tirith to moja ulubiona scena ever. Przemowa Theodena porównywalna z ta Williama Walleca pod Stirling.”

                  100% racji!

                • 26 czerwca 2019 at 15:32
                  Permalink

                  “Skoro maja tyle tysięcy konnych to czemu od razu nie rzucili ich przeciw Isengardowi. ”

                  A to nie było spowodowane wygnaniem Eomera? Nie pamiętam jak to było zaś dokładnie w książce też, ale Rohan to szeroka kraina i zebranie wojska czy pomocy nie trwało jak w GoT błyskawicznie 🙂

              • 26 czerwca 2019 at 15:53
                Permalink

                W książce Eomer nie zostały wyganany, tylko aresztowany kilka dni po pierwszym spotkaniu z Aragornem, Legolasem i Gilmlim. Po wypadzie przeciwko Uruk-hai, którzy naruszyli granicę, Eomer wrócił do Edoras, gdzi Gadzi Język rozkazał go aresztować “w imieniu króla”. Eomer został uwolniony od razu po uzdrowieniu Theodena.

                W czasie bitwy o Rogaty Bród Gandalf przybył z żołnierzami Erkenbranda (którego w filmie całkowicie wycięto), nie Eomera. W Helmowym Jarze broniło się około 2000 Rohirrimów, 1000 przybyłych z Theodenem i Eomerem z Edoras + 1000 ludzi z garnizonu fortecy.

                Reply
                • 26 czerwca 2019 at 16:06
                  Permalink

                  Na dodatek, w książkach Rogaty Gród nie był pierwszą bitwą wojny Rohanu z Sarumanem – poprzedzały ją dwie bitwy u brodu na Isenie.

                  Celem pierwszej było pozbycie się jednego z dwóch ludzi, którzy mogli przeszkodzić w planie całkowitego podporządkowania Theodena Sarumanow – syna i dziedzica króla, Théodreda, Drugiego Marszałka Rohanu. W okresie Wojny o Pierścień urząd Pierwszego Marszałka był nieobsadzony w wyniku działań Gadziego Języka – co znacznie utrudniało obronę kraju, w sytuacji gdy król był niezdolny do dowodzenia.
                  Drugim z ludzi, których obawiał się Saruman był Trzeci Marszałek, syn siostry króla Eomer.

                  Theodred zginął broniąc brodu na Isenie mając ze sobą około 2000 żołnierzy. Gdy książę poległ, armia Isengardu natychmiast się wycofała, zgodnie z rozkazami. Od tej pory obroną zachodnich marchii dowodził Erkenbrand, lord Zachodniej Bruzdy i pan na Rogatym Grodzie. To on zostawił w Helmowym Jarze garnizon 1000 żołnierzy.

                  Podczas drugiej bitwy o bród armia Rohanu, dowodzona tym razem przez Grimbolda i Elfhelma, nie zdołała zatrzymać nieprzyjaciela i ulegla rozbiciu. Erkenbrand zdołał zebrać około 1000 niedobitków, na których natknął się później Gandalf, i sprowadził do Helmowego Jaru.

                • 26 czerwca 2019 at 16:25
                  Permalink

                  Ta sprawa bitew o brodu na Isenie przypomniała mi o pewnej ważnej kwestii – filmowcy mieli prawa do “Władcy” z dodatkami i “Hobbita”. Gdyby udało im się zakupić np. prawa do “Niedokończonych opowieści”, wielu nielogiczności i niespójność dałoby się uniknąć.
                  Na przykład, można by wykorzystać “Wyprawę do Ereboru” przy ekranizacji Hobbita, i w ten sposób uniknąć takich głupt jak Thror napadający na Gandalfa w czasie jego wizyty w Dol Guldur (tej przedstawionej w filmie, nie tej gdy dostał od Throra mapę i klucz). Podobnie, dałoby się wytłumaczyć, dlaczego Thranduil jest takim skrajnym izolacjonistą i nie chce wojny (jego ojciec Oropher zginął podczas Wojny Ostatniego Sojuszu na równinie Dagorlad).

                  PJ nie musiałby też przenosić wątku Elronda na Thranduila – w filmach orkowie uprowadzili żonę Thranduila, w książkach żonę Elronda, Celebrianę (córkę Galadrieli i Celeborna).

                  I tak dalej…

                • 26 czerwca 2019 at 16:57
                  Permalink

                  Bitwa u brodu na Isenie była w filmie, tylko offscreen w wersji rozszerzonej 🙂

                • 26 czerwca 2019 at 19:53
                  Permalink

                  Rzeczywiście, jest scena w której Eomer znajduje pobojowisko i ciało Theodreda, musiałem o niej zapomnieć.

    • 25 czerwca 2019 at 22:24
      Permalink

      Pytanko. Czy serial Yellowstone jest faktycznie kręcony w Yellowstone, z użyciem tamtejszych atrakcji?
      Widziałem kiedyś zwiastun i były jakieś wybuchy, a na terenie Yellowstone nie wolno używać fajerwerków, broni etc.

      Spędziłem tam kiedyś sporo czasu, stąd moja ciekawość. Jeżeli to Yellowstone tylko z nazwy, to raczej mnie to zniechęci.

      Reply
      • 26 czerwca 2019 at 10:36
        Permalink

        Nie w parku Yellowstone. Tytuł odnosi sie do największego rancza w Ameryce w stanie Montana. Z tego co wiem to właśnie w tym stanie kręcono większość scen.

        Reply
        • 26 czerwca 2019 at 10:42
          Permalink

          Szkoda 🙁 Niby to dość blisko, ale jednak nie jest to Yellowstone, które jest miejscem wręcz magicznym.

          Reply
  • 25 czerwca 2019 at 23:34
    Permalink

    Kurde. Sorry za brutalność, ale co to za bezsensowny argument z tymi aktorami? Co oni mieli amatorów z ulicy zatrudnić, żeby ci nie psuło immersji?! Jeszcze bym rozumiał, gdyby grał tu Pitt, Cruise albo inny Efron. Bo wtedy rzeczywiście by coś nie pasowało. Ale Harris i Skarsgaard to znakomity wybór do takiego serialu.

    Z wersją językową stary problem. Niby realniej by było, gdyby grali tu sami Rosjanie mówiący po rosyjsku. Ale wtedy pies z kulawą nogą by tego nie obejrzał. A już szczególnie w Stanach.

    Reply
    • SithFrog
      26 czerwca 2019 at 11:40
      Permalink

      Dlaczego zaraz amatorów? Czy koleś grający Legasowa, szefa górników, żona strażaka czy strażak to amatorzy? Ten co grał Gorbaczowa? Ten co grał Fomina? No nie. Można znaleźć przyzwoitych aktorów bez sięgania po znane twarze.

      Chociaż rozumiem krytykę i przyjmuję z pokorą – to mój zarzut, ale jestem pewien, że podobne odczucia będzie miał procent, albo promil widzów 🙂

      Z wersją językową – może jakby nie dali niektórych oryginalnych materiałów po rosyjsku to bym tak nie narzekał, ale dali i wtedy miałem lekki dysonans.

      Reply
  • 26 czerwca 2019 at 13:24
    Permalink

    Chętnie poznałbym zdanie redakcji na LOTR, zwłaszcza Niebieskiego tygrysa. Osobiście uważam ekranizację za przeciętną i wychodziłem z kina po trzykroć zawiedziony. Pewnie jestem w mniejszości, obserwując ogólne uwielbienie ,choć po cichutku liczę że znajdzie się jeszcze kilka osób.

    Reply
    • SithFrog
      26 czerwca 2019 at 14:50
      Permalink

      Niebieskiego tygrysa?

      Reply
      • 26 czerwca 2019 at 16:26
        Permalink

        po murzynskiemu: bluetiger

        Reply
  • 4 lipca 2019 at 22:29
    Permalink

    Zgadzam się z autorem, serial zdecydowanie dobry i warty obejrzenia, ale też nie bez wad. Mnie np. zdziwił/zirytowal wątek jak Legasov i Szczerbina pojechali do Moskwy pytać samego Gorbaczowa o pozwolenie czy mogą wysłać 3 ludzi pod reaktor aby spuścili wodę bo to moze ich w następstwie zabić. Serial jest trochę stylizowany na dokument ale takie kwiatki to mi tu nie pasują.

    Reply
    • SithFrog
      9 lipca 2019 at 14:16
      Permalink

      No właśnie, twórcy sprytnie balansują między dokumentem a serialem dramatycznym, ale czasem idą po prostu za daleko i człowiek trochę wypada z rytmu.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków