
D: Bluetigerze, jesteś świeżo po obejrzeniu pierwszego sezonu Rycerza Siedmiu Królestw. Wspominałeś, że nie czytałeś moich omówień – żeby nie zasugerować się moją opinią. A jak sobie wczoraj rozmawialiśmy, to i tak wyszło na to, że mamy bardzo podobne spostrzeżenia. W tej dyskusji oczywiście poruszymy szereg ciekawych detali dotyczących samej fabuły, tego co showrunner zmienił w stosunku do literackiego pierwowzoru, co nam dopowiedział i zasugerował. Ale najpierw chciałbym Cię zapytać po prostu o wrażenia z samego serialu, dotyczące gry aktorskiej, reżyserii, etc…
Ostrzegamy, że w tekście oprócz spoilerów z pierwszego sezonu Rycerza znajdują się informacje pochodzące z trzech wydanych dotąd opowiadań George’a R.R. Martina o Dunku i Jaju oraz dotyczące możliwych dalszych opowiadań z tego cyklu. Pojawią się też związane z dziejami tych bohaterów i Siedmiu Królestw w ich czasach wiadomości z różnych źródeł (jak PLiO, Ogień i krew, Świat Lodu i Ognia). Poniżej można zatem natrafić na spoilery co do fabuły przyszłych sezonów serialu, w tym wyjawiające kluczowe wydarzenia i zwroty akcji.
BT: Najogólniej rzecz biorąc, uważam, że było dobrze. Nie obyło się bez kilku istotniejszych zmian fabularnych wpływających niekorzystnie na wydźwięk całości czy odbiór poszczególnych postaci (o tym porozmawiamy później). Pojawiło się też dość dużo nietrafionych – moim zdaniem – koncepcji twórców serialu na to, jak coś pododawać do historii wymyślonej przez Martina. Mam tu na myśli różne wątki poboczne czy dodane sceny niemające nic wspólnego z czymkolwiek z opowiadania, jak na przykład rozbudowane perypetie związane z Lyonelem Baratheonem, który nie dość, że u GRRM-a nie odgrywa aż takiej roli, to jeszcze zachowuje się zupełnie inaczej (np. trudno sobie wyobrazić, żeby Martinowski Lyonel obrażał poległego Baelora). Także szczególna niechęć Raymuna Fossowaya do Targaryenów nie zgadza się z literackim pierwowzorem. Oczywiście nie wszystkie różnice względem opowiadania były złe. Na przykład wcześniejsze niż u GRRM-a wprowadzanie kwestii dotyczących Blackfyre’ów to dobry pomysł, podobnie jak dodanie retrospekcji z Arlanem (choć można mieć wątpliwości, czy treść wszystkich jest sensowna). Na pewno nie było idealnie. Jednak zwłaszcza mając na uwadze to, jak się sprawy miały w przypadku ostatnich seriali na podstawie twórczości Martina (czy Tolkiena), pierwsza seria Rycerza Siedmiu Królestw jest przykładem całkiem wiernej adaptacji, choć niepozbawionej wad. Co do obsady, to do moich wyobrażeń doskonale pasował aktor grający Duncana. Oglądając zwiastun, miałem nieco obaw, jak wypadnie aktor wcielający się w Aegona. Okazało się, że poradził sobie znakomicie. Świetny był też serialowy Baelor. Maekar początkowo nie do końca mnie przekonał, ale w scenie, gdy rozmawiał z Dunkiem po śmierci brata już czułem, że to jest „ten” książę Maekar, którego opisał GRRM.
D: Mnie wydaje się, że serial ten należałoby oceniać dwojako. Z perspektywy osoby, która zna historię Dunka i Jaja, jak również kogoś, kto nigdy nowelek Martina nie czytał (nawet jeśli jest fanem Gry o tron czy PLiO). I końcowa ocena sezonu będzie dla mnie wypadkową tych właśnie dwóch perspektyw. Ale zacznę od sprawy najprostszej, czyli oceny serialu jako dzieła samoistnego. Otóż jest naprawdę znakomity. Reżysersko co najmniej bardzo solidny, a chwilami wręcz błyskotliwy (sceny walk turniejowych zrealizowano z ogromnym rozmachem, a była też masa ciekawych pomysłów w również bardziej spokojnych momentach). Aktorsko wręcz genialny. Trudno mi znaleźć wystarczające słowa pochwały dla osób odpowiedzialnych za casting, ale dość powiedzieć, że udało im się nie tylko wyłuskać niesamowite talenty, ale nawet znaleźć jednego z najlepszych aktorów dziecięcych jakich widziałem w życiu. Scenografia i kostiumy także wydają mi się znakomite. To również serial często zabawny. Ale tutaj ujawnił się problem, którego nie można ominąć. Poczucie humoru głównego scenarzysty jest… cokolwiek dziwaczne.
BT: Już w pierwszych chwilach serialu mieliśmy tego przykład, kiedy w scenę pogrzebu Arlana – która to scena ma być wzruszająca – nie wiedzieć czemu wpleciono jakąś zbitkę ujęć, w których Arlan bije Dunka po głowie. Oczywiście u Martina też Dunk wspomina wtedy, że Arlan kiedyś niezasłużenie ukarał go za kradzież, której się nie dopuścił. Ale to nie jest element komiczny, tylko wręcz odwrotnie. Dunk próbuje wygłosić odpowiednią mowę upamiętniającą swojego mentora, ale nie jest w stanie.
D: Tak, a później mamy powtarzający się motyw czynności fizjologicznych, które mają w założeniu odebrać serialowi trochę patosu. Nie wiem czy to zawsze najlepszy pomysł, a na pewno ten trik był nadużywany.
BT: Nie było to na pewno wysokich lotów i nie wiem, co ktoś sobie myślał, wpisując to do scenariusza.
D: Pełna zgoda. To znaczy co sobie myślał, to chyba wiem. Jest takie modne ostatnio podejście, żeby nie uderząć za mocno w ton refleksyjny (a już pod żadnym pozorem solenny), bo się współczesnego widza straci. Więc możemy się chwilkę zadumać albo wzruszyć, ale nie za długo. A szkoda, bo właśnie te sceny zwyczajnie smutne, albo zwyczajnie pogodne, były siłą serialu. Tylko nie zawsze pozwalano im wybrzmieć. Miałem też wrażenie, że Rycerz próbował być na siłę produkcją dla widza powyżej 18 lat. Tymczasem materiał źródłowy, choć niepozbawiony wątków dla dorosłych, byłby jednak odpowiedni również dla trochę młodszego odbiorcy. Dlatego uważam, że to serial znakomity, ale nie doskonały, mający pewne istotne problemy (do wielu zresztą jeszcze przejdziemy). A odrębną kwestią jest jego ocena z punktu widzenia czytelnika. Jako fan nowelek Martina (tak po prawdzie to są one czymś więcej niż opowiadaniami, ale jak na nowele są nieco za krótkie, no ale trzymam się już tego sformułowania), bawiłem się naprawdę znakomicie. Ale jednak niektóre pomysły twórców (na czele z zarysowywaniem wątków, które były niejako „dla zmyłki”), po prostu nie mogły do mnie trafić. Tak jak Ty miałem też mały zgryz z niektórymi zmianami w stosunku do fabuły książek. To powiedziawszy i tak uznałbym Rycerza za adaptację stosunkowo wierną oryginałowi. Chyba poza pierwszym sezonem Gry o tron nikt nie próbował Martinowskiej historii oddać tak dokładnie.
BT: Na pewno ucieszyło mnie, że można było usłyszeć tyle dość dokładnie oddanych dialogów z „Wędrownego Rycerza”.
D: Zdecydowanie! Postaci wprawdzie więcej przeklinają, ale generalnie scenarzyści starali się trzymać prozy GRRM-a.
BT: Warto jednak wspomnieć, że niektóre kwestie są wprawdzie Martinowskie, ale za to włożone w usta innych postaci.
D: Tak, ale to poniekąd następstwo pewnych wymogów medium. To znaczy nie zawsze, ale czasami tak było. Zwróć też uwagę, że kilka razy monologi wewnętrzne zostały oddane w formie dialogu. Głównie z końmi, ale czasem też pomiędzy bohaterami historii.
BT: Już za sprawą październikowego zwiastuna można się było przekonać, że choćby przemyślenia Dunka o spadającej gwieździe i szczęściu w serialu przybiorą postać rozmowy z Aegonem. Co jest oczywiście przykładem w pełni uzasadnionej zmiany, gdyż inaczej Duncan musiałby mówić sam do siebie, albo musielibyśmy usłyszeć jego myśli.
D: A w kilku miejscach scenarzyści pozwolili sobie coś od siebie dodać. Niesamowicie rozbawiła mnie kwestia: „Przestań gwałcić, ser”. Jest idiotyczna, ale bardzo wiele mówi o charakterze Dunka, o jego naiwności. Drobniutka zmiana, ale miła. Oczywiście były też przypadki, gdy wyraźnie zabrakło czegoś, co aż prosiło się o przeniesienie na ekran. Chyba obydwaj tęsknimy za krótką rozmową z Pate’em przed Próbą Siedmiu.
BT: Chodzi tu o piękną scenę z opowiadania, gdy Dunk sądzi, że tłumy przyszły oglądać jego śmierć, a okazuje się, iż zwykli ludzie są po jego stronie, bo uważają go za rycerza wiernego ślubowaniu. Niby potem pojawia się tego namiastka, gdy już w trakcie walki widzowie zagrzewają naszego bohatera, ale to jednak nie to samo.
D: Zwłaszcza, że nie czujemy tu, że naprawdę jedynym powodem ich sympatii jest to, że stanął w obronie niewinnej. Idąc dalej – zabrakło mi też bardzo tego, co u Martina jest krótkim monologiem wewnętrznym, czyli myśli Dunka o tym, że czasem człowiek bardzo czegoś chce i gotów jest – aby to uzyskać – straszliwie skłamać. To w ogóle odrębna sprawa – mimo wszystko serial pozostawia kwestię pasowania otwartą.
BT: A w pewnym momencie już się dałem nabrać, że w serialu będzie pokazane wprost, że Dunk nie został pasowany…
D: Też tak myślałem, ale skoro ser Arlan się ocknął, to teoretycznie jeszcze mógłby giermka pasować. Paradoksalnie książka nigdy nie dała nam wprost sceny, która pokazywałaby, że Dunk mówił nieprawdę, ale przez znacznie większą ilość drobnych wskazówek, sugerowała to dość intensywnie.
BT: Z tego wszystkiego w serialu zostało przede wszystkim jego wahanie, gdy miał pasować Raymuna Fossowaya.
D: Ale i ono jest bardziej wieloznaczne.
BT: Tak, bo i w opowiadaniu, i w serialu można też sobie wyobrazić, że Duncan nie chciał, żeby Raymun zawdzięczał swoje pasowanie jakiemuś szerzej nieznanemu wędrownemu rycerzowi, który pobił księcia, rzekomo porwał innego i wkrótce potem zginął w walce, potwierdzając swą winę. Wracając jednak do przesuwania wypowiedzi pomiędzy postaciami: zdziwiło mnie, że w serialu to lord Ashford sugeruje Maekarowi, iż może Daeron i Aegon nie dotarli na czas, bo wezbrały strumienie. Znacznie bardziej pasuje to do charakteru Dunka, który w zakłopotaniu wywołanym rozmową z książętami mógł pozwolić sobie na taką uwagę, niż do lorda.
D: Ha, zupełnie mi to umknęło. Nawiasem mówiąc – w tej scenie Gwin Ashford dostaje imię. Było to jednak przeoczeniem, że solenizantka była bezimienna.
BT: W Tajemniczym Rycerzu też nie dowiadujemy się nawet jak ma na imię siostra Waldera Freya, której wesele staje się okazją do zorganizowania turnieju.
D: A nie wiem czy wiesz, ale ponoć w jakimś niekanonicznym źródle (chyba z jakiejś karcianki albo erpega), Gwin Ashford ma być żoną Lyonela Baratheona. Ot, taka ciekawostka.
BT: Skoro o Lyonelu mowa, to w serialu jego pytanie do Baelora tuż przed rozpoczęciem próby walki otrzymuje Robyn Rhysling.
D: Tak, a sam Lyonel jest bardziej konfrontacyjny w stosunku do Baelora. Co oczywiście przenosi nas do lejtmotiwu tego sezonu…
BT: Czyli przedwczesnego wprowadzania rzeczy podobnych do wydarzeń i motywów, które powinny się pojawić dopiero w kolejnych sezonach.
D: Owszem. To znaczy bunt Lyonela został wpisany w coś, co jest trochę ahistoryczne w stosunku do świata, jaki przedstawił Martin. Czyli do ogólnej niechęci wobec Targaryenów.
BT: Może odbyło się to na zasadzie: skoro widz kojarzy, że w czasach Gry o tron Baratheonowie są znani z tego, że obalili Targaryenów, to wiele dekad wcześniej Lyonel Baratheon też „musi” być negatywnie nastawiony do smoczej dynastii.
D: Oczywiście kto czytał książki, ten wie, że niektóre konflikty są motywowane osobistymi antagonizmami. Ale wydaje mi się, że samo bardzo jasne sygnalizowanie, iż Targaryenowie bez smoków nie mają tak silnej pozycji może mieć sens w kontekście kolejnych sezonów, być może również bardzo odległych, jeśli serial zechce nam kiedyś pokazać reformy Aegona V.
BT: Pewnie właśnie o to chodzi. I stąd również tyrada Raymuna Fossowaya. Mam po prostu wątpliwości, czy już w pierwszym sezonie było to wszystko potrzebne. Lyonel momentami zachowuje się tak, jakby już był bliski buntu, a przecież dopiero za kilka dekad będzie miał w ogóle motyw.
D: Mhm. Z kolei wątek niechęci wobec Dornijczyków w ogóle nie został nakreślony (może jedna wzmianka w rozmowie z Manfredem Dondarrionem), przez co nie mamy tła dla rebelii Blackfyre’ów.
BT: Stopniowe wprowadzanie tej tematyki było jednak bardzo dobrym pomysłem. Nie trzeba od razu wszystkiego dokładnie opowiadać, bo na to przyjdzie czas. Na razie wystarczy zasugerować widzowi – na przykład poprzez piosenkę Aegona – że była taka wojna domowa, że Baelor i Maekar odegrali w niej ważną rolę, i tak dalej.
D: Jasne. O, przypomniałeś mi o piosence, bardzo zabawnej, która była inwencją scenarzystów. Choć jest to podobno przerobiona przyśpiewka kibiców rugby. W każdym razie pomysł z rymującymi się przekleństwami i homofonami (no, może niedokładnymi) od których zaczynają się kolejne zwrotki to był majstersztyk. Przesłuchałem tego chyba ze 20 razy. Cudowny smaczek.
BT: A skoro o rebelii Blackfyre’ów mowa… Czy Twoim zdaniem młody Dunk przemierzał pobojowisko po bitwie na Polu Czerwonej Trawy?
D: Tak, właśnie na to zwróciłem uwagę w mojej analizie. To jedyna bitwa, która była niedaleko Królewskiej Przystani – przynajmniej z tego co wiemy.
BT: To by znaczyło, że znów – jak w samej serialowej Grze o tron – mamy do czynienia z postarzeniem postaci, skoro Dunk z opowiadania ma 16 czy 17 lat w roku 209 o.P., podczas gdy ta bitwa została stoczona w roku 196.
D: Też na to zwróciłem uwagę. Ale w sumie to pasuje po prostu do wyglądu postaci. Dunk serialowy ma pewnie ok. 25 lat.
BT: A co do Lyonela Baratheona – w opowiadaniu postać ta nie jest może jakoś szczególnie dokładnie zarysowana, ale jednak wyobrażałem go sobie zupełnie inaczej. Serialowa wersja zachowuje się zbyt ekscentrycznie. A już jego zachowanie po śmierci Baelora zupełnie nie pasuje do obrazu tego rycerza, który miałem po lekturze.
D: Tak, przez moment myślałem, że dojdzie tu do kompletnego skanibalizowania wątku Skrzypka z Tajemniczego Rycerza i okaże się, że Lyonel czuje miętę do Dunka. Ale ostatecznie showrunner nie poszedł w tym kierunku. Mnie się w każdym razie Lyonel serialowy podobał, ale było go trochę za dużo. Wystarczyłaby scena z uczty i może przeciągania liny, nie trzeba go nam było co chwilę podsuwać pod oczy. A już propozycja z ostatniego odcinka była grubą przesadą. Lord by się tak nie zachowywał.
BT: Co do scen tańców, hulanek i swawoli organizowanych przez Lyonela, to mogą się rodzić podejrzenia, czy nie miały na celu wydłużenia czasu antenowego i zwiększenia liczby odcinków.
D: Na pewno był to wypełniacz. Ale w sumie nic nie popsuł. Przez to, że dwa pierwsze odcinki miały powolne tempo, mieliśmy więcej czasu by poznać bohaterów.
BT: Tak czy inaczej jest też inny przykład, gdy serial w pierwszym sezonie wprowadza coś przypominającego nieco element z późniejszego opowiadania. Mam na myśli wątek intrygi zarządcy Plummera, próbującego ustawiać zakłady.
D: Jasne. Abstrahując od pięknego cięcia dokonanego w edycji (w trakcie spluwania przez Plummera), to oczywiście cały ten wątek był może i ciekawy dla widza (ot, taki fałszywy trop), ale dla czytelnika trochę irytujący. No bo wiemy, że ten wątek nigdzie nas nie poprowadzi, a na dodatek trochę odbiera nam szansę by w sezonie trzecim zobaczyć Dunka zbulwersowanego faktem, że niektórzy rycerze sami się podkładają w turniejach.
BT: Poza tym skoro lord Ashfordowi tak bardzo brakuje grosza, to po co w ogóle wyprawiał tak huczną uroczystość? Może to jakieś echo turnieju w Harrenhal. Jednak tam wątpliwości co do pochodzenia pieniędzy wiązały się z możliwością, iż turniej był częścią spisku. W Ashford nic takiego nie ma.
D: Mnie to akurat nie razi tak bardzo. Wyobrażam sobie, że miał być mały turniej, a tu nagle rodzina królewska postanowiła się pojawić, i lord Ashford musiał się bardziej wykosztować. To taki mój „head-canon”.
BT: Swoją drogą, przebieg turnieju został niestety ledwie zarysowany. Nie było tych wszystkich pojedynków, które szerzej opisywał Martin.
D: Tak, szkoda. Stąd nie wiemy, że Humfreyowie (zwłaszcza Hardyng), to byli naprawdę poważni zawodnicy.
BT: W zasadzie serial w zasadzie nie wyjaśnia, kim jest Humfrey Beesbury i czemu tak właściwie postanowił pomóc Duncanowi.
D: Nie, nie pada ani jedno zdanie na temat jego motywacji. Widz, który oglądał jego popisy na imprezie u Lyonela, mógłby pomyśleć, że to Baratheon go sprowadził.
BT: A potem obaj Humfreyowie giną w trakcie pojedynku, podczas gdy u Martina Hardyng umiera nieco później z powodu odniesionych ran.
D: Też na to zwróciłem uwagę. Nie wiem czemu, można było dwoma liniami dialogowymi to wyjaśnić. Jeden ginie, drugi ciężko ranny, a w następnym odcinku wyjaśniamy, że obaj umarli. I problem z głowy. Ale to w gruncie rzeczy drobnostka, nie kruszmy o to kopii 🙂
BT: A co sądzisz o serialowej wersji Robyna Rhyslinga?
D: Bardziej szalony niż się spodziewałem. Zdanie o bogach i koronie pada wprawdzie w nowelce, ale nie sugerowało totalnego religijnego świra.
BT: Chyba pasowałby bardziej do czasów Maegora i Wiary Wojującej.
D: Ot, taki epigon dawnej epoki.
BT: A wiesz, że w tej scenie na łące z Aegonem, gdy Rhysling po raz pierwszy się pojawił, przez chwilę się obawiałem, że to Bloodraven incognito? Jeszcze lorda Riversa by tam brakowało.
D: Hah… nie, no Bloodravena jednak się nie spodziewałem. Ale ciekawy trop. Wiesz co, omówmy jedną zmianę pozaturniejową, która ludziom się podobała, a co do której ja mam mieszane odczucia. Czyli kwestię wielkości kukiełek. Trzeba Tanselle i jej trupie oddać, że robią widowiska z rozmachem.
BT: Pomijając wielkość kukiełek, doszły jeszcze „efekty specjalne” z ogniem.
D: To akurat było fajne. Zwłaszcza fascynacja Jaja tym jak wytwarzają ogień.
BT: Dobrze, że Aerion się nie dorwał do tych zapasów.
D: Hah! A wiesz czemu mam mieszane odczucia? To kompletnie nie ma związku z samym show. Bo to wypadło znakomicie, i rozumiem, że wygląda na ekranie znacznie ciekawiej od małego teatrzyku. Ale kurczę, to łamanie palców przez Aeriona ma teraz zupełnie inną wymowę. On jej wymierzył karę w jego szalonych oczach stosowną do przewinienia. Złamał palce, którymi operowała kukiełkami. Co by nie mówić, na swój pokrętny sposób był sprawiedliwy.
BT: Jak dla mnie był wtedy równie potworny i szalony jak pierwowzór z opowiadania…
D: Na pewno aktor (jak zresztą większość obsady) wcielił się w rolę znakomicie, jest niby aroganckim dupkiem, ale gdzieś pod tym tlą się jeszcze gorsze cechy osobowościowe. I cieszę się, że ubrał się na tę okazję na czerwono, jak literacki pierwowzór.
BT: A skoro o Jasnym Płomieniu mowa, to warto wspomnieć o dodanej w serialu scenie, w której Aegon zamierza zabić Aeriona…
D: Ostatni odcinek to w ogóle odrębna para kaloszy, bo do zekranizowania było sześć stron tekstu, więc i pole do popisu dla scenarzystów ogromne. Ale mnie się ta scena akurat bardzo spodobała. Podobnie jak reakcja Maekara, ewidentnie rozumiejącego jak dysfunkcyjną rodzinę stworzył. Ba, świetnie to współgra ze słowami Daerona (które z kolei pasują do wcześniejszego odarcia stypy z jej „magii” przez Rowan) – daje nam wgląd w bardziej przyziemne tłumaczenie szaleństwa Targaryenów. Ot, wychowują się w środowisku, które zdrowe nie jest.
BT: Jeśli jednak o to chodziło, to czy nie pasowałoby bardziej, żeby Maekar, tak jak u Martina, ostatecznie zgodził się, by Aegon odjechał z Dunkiem, bo słowa rycerza go przekonały? To był przecież dobitny przykład na to, że jeśli Aegon zostanie w otoczeniu Aeriona, to też może pójść w mrocznym kierunku. A tymczasem wygląda na to, że serialowy Maekar wyciąga inny wniosek: Aegon powinien zostać. Niezbyt to spójne.
D: Tak, dlatego ta scena końcowa z kolei mnie rozdrażniła. Mam takie poczucie, że to sposób na wprowadzenie dodatkowego wątku (który zbyt daleko nas nie zaprowadzi) do sezonu drugiego. Trochę tani chwyt. W zasadzie widzę tylko jedno racjonalne uzasadnienie dla takiego poprowadzenia akcji. Otóż moim zdaniem w sezonie drugim dojdzie do jakiegoś spotkania Dunka z gwardzistami, albo samym Maekarem, i stąd dowiemy się o zarazie.
BT: A myślisz, że jest szansa, iż w drugim sezonie pojawią się retrospekcje z pobytu w Dorne? W dalszych opowiadaniach pojawiają się tylko aluzje do jakiegoś zajścia z lady Vaith (zapewne tą, która w młodości znała Aegona IV).
D: To jest bardzo ciekawe. Po pierwsze – liczę na retrospekcje z bitwy na Polu Czerwonej Trawy. Tyle się tam ser Eustace nagadał, że muszą to pokazać. Co do Dorne – nie wiem, ale aktor odtwarzający rolę Dunka puścił parę, że jego postać jeszcze kiedyś spotka Tanselle. Ale nie w sezonie drugim. A może się mylę? Muszę to jeszcze sprawdzić.
BT: Ciekawe ile w tym wskazówek Martina, a ile inwencji twórców serialu. Tak jak w przypadku serialowego wyjaśnienia, o co chodzi z drzewem w Pennytree.
D: Mnie się wyjaśnienie podoba. I jest… no kurczę, nie wiem jak to określić, ale bardzo martinowskie. To znaczy jestem skłonny uwierzyć, że to pomysł pisarza. Może się zresztą kiedyś o tym przekonamy.
BT: Możliwe, że Martin podzielił się pomysłami, które opracował na potrzeby planowanych opowiadań. A te informacje o Pennytree mogłyby pochodzić z jakichś notatek do opowiadania pod roboczym tytułem „The Village Hero” („Wioskowy bohater”). A skoro o wioskowych bohaterach mowa – czy nie odniosłeś wrażenia, że serial nieco za bardzo „zdonkiszotował” ser Arlana? Momentami zachowywał się tak, że można by się zastanawiać, czy i on w ogóle był formalnie rycerzem.
D: To samo przyszło mi do głowy. Może nie pasował Dunka, bo po prostu nie wiedział jak? Chyba nawet na to wskazuje to wzruszenie ramionami w jednej z retrospekcji. Ale podobał mi się ten Arlan. Albo inaczej – uważam, że scena w której zapijaczony przychodzi Dunkowi na ratunek, była bardzo satysfakcjonująca. To człowiek, powiedzmy najdelikatniej jak się da, z licznymi problemami, ale jestem skłonny uwierzyć, że mógł przekazać Dunkowi pewien moralny kościec, który chłopak prezentuje później. To w ogóle dobra sposobność, by omówić całą, kontrowersyjną, retrospekcję w odcinku piątym. Więc zacznę od kwestii, która mi się rzuciła w oczy – chyba to odnowienie morale wśród Złotych Płaszczy to trochę propaganda Daerona II, nieprawdaż? Przynajmniej w serialu.
BT: Wygląda na to, że w serialach poziom wielu z tych strażników jest względnie stały na przestrzeni dziejów – od czasów Księcia Łotrzyka aż do urzędowania Janosa Slynta.
D: Ale akurat nie zżymałbym się na to, co wielu osobom się nie podoba, to znaczy na fakt, że Arlan zabił dwóch strażników, i sobie poszedł, i nie spotkała go za to żadna kara. Mówimy przecież o Zapchlonym Tyłku, tam jest święto jak akurat nikogo nie zaciukają (coś jak Nowa Huta w latach 90.). A jak mawiał Brick Top z filmu Snatch – świnie to najlepszy sposób na pozbycie się ciał. Wszystko zeżrą, nawet kości.
BT: Z retrospekcją wiąże się jeszcze inna znacząca zmiana…
D: Płeć Rafe? Tylko czy to na pewno zmiana? Sam nie jestem pewien, bo chyba w książce ta postać jest wymieniona raptem raz.
BT: To prawda, że w opowiadaniu nie jest wprost określone, iż Rafe to chłopak. Ale jak dla cały kontekst na to wskazuje. Jest chyba znacznie bardziej prawdopodobne, że Dunk miał kilku kumpli, z którymi straszył dziewczynki (co wspomina). Poza tym Dunk w interakcjach z Tanselle czy potem Rohanne nie sprawia wrażenia, jakby był już kiedyś zakochany…
D: Dodajmy też, że brakuje innych kumpli Dunka – Budynia i tego drugiego (nie pamiętam imienia).
BT: Ten ostatni to Fretka.
D: Właśnie. I na pewno Dunk jest w retrospekcji inny niż sam to wspomina. Bodaj w Zaprzysiężonym Mieczu dawał przykłady swojej dawnej niegodziwości. W serialu po prostu zbiera fanty z pobojowiska. Aha, teraz mi przyszło do głowy co chyba miałeś na myśli mówiąc o zmianie. Pewnie chodzi ci o to, że to Dunk poszedł za Arlanem.
BT: Ze zmianą chodziło mi ogólnie o to, że ta przeszłość Dunka jest w serialu bardziej dramatyczna. No i najwyraźniej bliżej związana z rebelią Blackfyre’ów i jej następstwami. Za to na razie w retrospekcjach nie było żadnej wzmianki o poprzednim giermku Arlana – Rogerze, który poległ właśnie w tej wojnie. Z innych rzeczy, które zapadły mi w pamięć dodam jeszcze to, że w serialu Maekar zastępuje Dunka w roli tego, kto dopytuje, czym jest próba siedmiu. Tu znów wersja serialowa wydaje się znacznie mniej prawdopodobna: Maekar powinien to raczej wiedzieć, skoro choć próby siedmiu są rzadkie, to jednak nie całkiem wymarłe, skoro jakieś sto lat wcześniej miała być poprzednia. A co istotniejsze: Maekar musiał przecież słyszeć o próbie siedmiu, w której Maegor i jego towarzysze walczyli z rycerzami Wiary Wojującej. W zasadzie w opowiadaniu nie jest wykluczone, że to Maekar podpowiedział Aerionowi, żeby zamiast zwykłej próby walki domagał się próby siedmiu – po to, żeby mógł się wykazać także Daeron, i żeby ich ojciec mógł osobiście dopilnować, żeby wszystko pomyślnie się zakończyło. Z drugiej strony, całkiem możliwe, że był to własny pomysł Aeriona. Pasowałoby to zresztą doskonale to tego, że prawdopodobnie fascynował się on postacią Maegora – skoro jego imię nadał swemu synowi. W każdym razie trudno uwierzyć w serialową wersję, w której Maekar nawet nie słyszał o próbie siedmiu.
D: Tak, w ogóle z Maekarem to jest dziwna sprawa, bo w niektórych scenach pogłębiono przedstawienie jego postaci, w innych go nieco spłycono. No, ale przynajmniej scenarzyści nie obeszli się z nim tak nikczemnie jak z Otho Brackenem, który przecież w „Wędrownym Rycerzu” był jedynym spośród szlachetnie urodzonych, który zaszczycił w ogóle Dunka odpowiedzią. Tutaj jest… no powiedzmy, że mniej elokwentny (a szkoda, bo jeśli mnie pamięć nie myli, to pojawia się w „Tajemniczym Rycerzu”, więc akurat tę postać można było lepiej zarysować).
[DaeL z przyszłości: Bluetiger zasugerował mi, że Bracken się jednak w trzeciej noweli nie pojawia we własnej osobie. I miał rację. Rzeczywiście jest tylko wspomniany. Mój błąd!]
D: Ale wiesz, na koniec zostawiłem jedną rzecz, o której powinniśmy porozmawiać. Otóż serial – jak już wspominaliśmy – sporo od siebie „dopowiada”. Rzecz zrozumiała – nowela była krótka, a potrzeba materiału na sześć odcinków. Czasem wychodziło to lepiej, czasem gorzej. W jednym wszakże wypadku, scenarzyści rzucili nam pewną informację na temat przyszłości Jaja. Czyli zapowiedź jego śmierci. Moim zdaniem był to trochę taki „red herring”, a w zasadzie typowe podejście do przepowiedni u Martina. Należy ją rozumieć nie wprost, bo „rejoice in your dying”, może równie dobrze oznaczać radość nie z samego faktu śmierci, ale po prostu radość w chwili śmierci (zapewne związaną z narodzinami Rhaegara w trakcie pożaru w Summerhall). Chyba, że się mylę?
BT: Chyba musi chodzić o radość z narodzin Rhaegara, ale w każdym razie nawet przy takim odczytaniu brzmi to dość dziwnie. Pewnie Aegon odczyta to w ten sposób, że skoro jego śmierci będzie towarzyszyć powszechna radość, to znaczy, że będzie znienawidzonym królem… A taka obawa może go doprowadzić do prób uniknięcia takiego losu poprzez zaskarbienie sobie miłości poddanych. I jak to często z takimi proroctwami bywa, właśnie te próby skierują go na ścieżkę, która przywiedzie Aegona Niespodziewanego do zguby.
D: Bardzo możliwe. Nawiasem mówiąc mam małą ciekawostkę. Aktorka, która wcieliła się we wróżbitkę wcześniej odgrywała rolę właścicielki gospody do której trafił Dunk na początku pierwszego odcinka. Ale wątpię, aby miała to być ta sama postać.
BT: Za to pewnie miała przywodzić na myśl książkową Maggy Żabę, która tak namieszała w głowie Cersei.
D: Też mam takie wrażenie. A skoro już mówimy o przyszłości, to może pora na bardzo krótkie spekulacje. Ja już podzieliłem się opinią na temat Dorne w 2. sezonie. A czy Ty myślisz, że zobaczymy Dunka i Jaja nim trafią na służbę u ser Eustace’a?
BT: Chyba w początkowym momencie będą już u niego, bo jeśli czas antenowy jakoś znacznie się nie wydłuży, to na dokładniejsze przedstawienie przygód w Dorne nie będzie czasu. Tym bardziej, że GRRM dokładnie tego nie opisał, tylko posłużył się aluzjami w późniejszych opowiadaniach. Nie wykluczałbym na pewno jakichś retrospekcji. To w ogóle może być trudny orzech do zgryzienia dla twórców serialu, bo GRRM może sobie odłożyć ten pobyt w Dorne, czy jakieś inne wydarzenia, których uczestnikami byli nasi bohaterowie pomiędzy wydanymi już opowiadaniami, na ewentualne późniejsze opowiadania, ale serial musiałby bardziej przestrzegać chronologii. Choćby ze względu na aktora grającego Aegona.
D: Tak, pytanie brzmi ile rzeczywiście showrunner ma tego materiału, który rzekomo Martin ma już rozpisany na istotne wątki. Ponoć wie coś o fabule kilkunastu potencjalnych historyjek. Ale ja stawiam jednak na rozwiązanie następujące – drugi sezon być może pokaże nam jakieś retrospekcje z Dorne (podobnie jak retrospekcje z bitwy na Polu Czerwonej Trawy), ale sam sezon będzie jednak toczył się w Reach. Zastrzegam, że zmienię zdanie jeśli okaże się, iż sezon drugi liczy 8 albo 10 odcinków.
BT: Z drugiej strony: z trzech dotychczasowych opowiadań to właśnie drugie jest najbardziej kameralne, bo dotyczy lokalnego sporu, a nie spraw o znaczeniu dziejowym. Będzie więc więcej czasu na właśnie pokazywanie przeszłości.
D: Mamy opowieści ser Eustace’a, jeśli zrealizować by je w formie retrospekcji, to dowiemy się masę rzeczy o rebelii. Przypuszczam więc, że rzeczywiście retrospekcje odegrają sporą rolę.
BT: Nie byłoby jednak dobrze, żeby „Zaprzysiężony Miecz” został przerobiony na coś w rodzaju opowieści ramowej dla bardzo długich scen z przeszłości, które zupełnie przyćmią to, co dzieje się na bieżąco.
D: Teoretycznie jest to wykonalne, istnieją ciekawe przykłady zekranizowania „fabuły w fabule”. Na pewno byłoby to jednak sporym wyzwaniem, zwłaszcza po doświadczeniach z retrospekcją w trakcie Próby Siedmiu (która była zbyt długa). Wydaje mi się, że to można rozegrać w jakiś dramatyczny sposób, jeśli ujawnienie po której stronie był Eustace zostanie przedstawione jako zagrożenie dla Jaja. Przychodzi mi do głowy kilka pomysłów. No i jeszcze jedna kwestia – mamy ten wątek ucieczki Jaja, pewnie wprowadzony nie bez powodu. Zakładam, że jakiś pościg, albo jakieś spotkanie z gwardzistami też może mieć miejsce.
BT: Właśnie konsekwencji tej dodanej sceny z Maekarem się obawiam. Aegon musi jakoś otrzymać pierścień ojca, bo odgrywa on potem ważną rolę w dwóch kolejnych opowiadaniach…
D: Wielka zaraza wiosenna rozwiązuje tu problem ewentualnej zmiany zdania przez Maekara. No, ale zobaczymy, czy showrunner pójdzie tym tropem.
BT: Mam nadzieję, że jest to jakoś przemyślane, a nie, że dopiero przy pracach nad drugim sezonem wyjdzie na jaw, jak brzemienna w skutki okaże się scenka komiczna w trakcie napisów…
D: Tia, efekt motyla. Zgadzam się w stu procentach. Do wielu tragedii już doprowadził. A powiedz mi jeszcze, czy chciałbyś, żeby sezon drugi odszedł od perspektywy Dunka (i okazjonalnie Jaja) i śledził losy np. Aeriona?
BT: Nie widzę takiej potrzeby. Wystarczy, że ktoś wspomni, iż przebywa za morzem, a wróci na ekran dopiero, gdy historia posunie się odpowiednio daleko. Za to chętnie zobaczyłbym Baelora i Maekara w retrospekcjach z rebelii. Byłaby to też okazja, by na ekran wrócił ser Arlan. A jak sądzisz, czy można liczyć na tak wiele sezonów, że Rycerz Siedmiu Królestw pokaże nam pewnego dnia samo zakończenie dziejów Aegona i Duncana?
D: Na to moim zdaniem nie ma szans. Ale bardzo chciałbym, abyśmy po trzecim sezonie zrobili sobie przerwę (roczną, może dwuletnią) na dopracowanie tego materiału, który rzeczywiście Martin w jakiejś formie dostarczył. I niech w końcu Dunk i Jajo trafią do Pennytree czy Winterfell, choćby tylko na ekranie. Jeśli wyjdzie z tego łącznie ze sześć sezonów, to będę bardzo ukontentowany.
BT: Kto wie, może będzie to też okazja, aby GRRM opublikował kolejne opowiadanie, czy nawet drugi zbiór.
D: Oczywiście przy założeniu, że GRRM w ogóle cokolwiek w tej chwili pisze. Ale może nie kończmy tak smutną konkluzją. Bo serial nam się podobał i chcemy więcej. O czym zresztą niech zaświadczą oceny, które tym razem postanowiliśmy wystawić podwójnie, przyjmując perspektywę zarówno osób znających treść nowelek Martina, jak i tych, którzy poznają tę historię po raz pierwszy na ekranie. Aż żałuję, że nie wpadliśmy na to przy okazji drugiego sezonu Rodu Smoka albo ostatnich serii Gry o tron. Ale z drugiej strony – chyba nie da się wystawić ocen ujemnych 😉
-
Ocena DaeLa - 9/10
9/10
-
Ocena DaeLa dla czytelników - 8/10
8/10
-
Ocena Bluetigera - 8.5/10
8.5/10
-
Ocena Bluetigera dla czytelników - 8/10
8/10













Ja jak już pisałem, jestem w opozycji do do zachwytów. A już na pewno by oceniać wyżej z perspektywy przeciętnego widza.
Dla mnie czytelnika serial to 7/10
Dla laika, znajacego tylko świat z HBO – 5 lub 6/10
Ten „humor” zepsuł wiele. I zgadzam się z diagnozą, że to jakaś współczesna choroba Marvelowska. Ja kina Marvel nie oglądam w ogóle właśnie dlatego. Deadpoola wręcz nienawidzę. Komuś się może podobać takie ciągłe dowcipkowanie, więc dobrze dla tych ludzi. Ale ja jak chce komedię, to szukam komedii.
Ale te ciągłe „fu*k” „fu*k off” i brzydkie zachowania były dla mnie miejscami żenujące. Raz jest śmiesznie, ale ciągle jak w pierwszych odcinkach…żenada. Albo ten Bracken.
OGROMNY MINUS ZA TO DLA MNIE.
Porównanie do I sezonu Gry o Tron jest jednocześnie trafne i nie. Moim zdaniem Rycerz wygląda tak jakby wyglądała Gra o tron, która całkowicie wycina perspektywę Lannisterów i innych postaci. Pamiętacie te sceny u Roberta, z Jaime’m, Cersei, Barristanem, rozmowa z Jorym i inne takie wstawki.
Tego brakowało w serialu. Mówicie, że wyjaśnienie Rebelii może przyjść później, ale według mnie laik jest tutaj kompletnie zdezorientowany. Traci on wiele przez brak wiedzy na temat świata przedstawionego.
Casting wielu postaci był znakomity, naprawdę. W sumie nie ma się czego przyczepić.
Muzyka mi nie grała miejscami. Ale pewnie serial chciał totalnie odciąć się od tego „patosu”, czym jak wszyscy się zgadzamy, przesadził.