FilmyRecenzje Filmowe

Furiosa: Saga Mad Max (2024)

Jak zacząć recenzję prequela do filmu, który w moich oczach jest legendą bez skazy? Mowa o tytule, który w 2015 roku pokazał, że da się na bardzo prostym pomyśle (pojechali, a potem wrócili) stworzyć arcydzieło, gdzie zasada „nie mów, tylko pokaż” została wyniesiona na niespotykany poziom. Genialne aktorstwo, pędząca na złamanie karku akcja, budowanie świata, emocje, satysfakcjonujący finał, obłędne i praktyczne efekty specjalne, ledwie odrobina CGI – mogę tak wymieniać w nieskończoność. A wisienką na torcie niech będzie sześć Oscarów w kategoriach technicznych i pewien rysunek, który ozdobił/oszpecił (niepotrzebne skreślić) na wieczność skórę niżej podpisanego.

Wiem, że to recenzja „Furiosy”, a nie „Fury Road„, ale sprawa jest skomplikowana, więc czytajcie moją recenzję, mając powyższe z tyłu głowy.

Kadr z filmu "Furiosa: Saga Mad Max"
Anya Taylor-Joy wzięła na swoje barki duży ciężar i podołała z przytupem.

Zacznę więc niejako od końca: z kina wyszedłem lekko rozczarowany. W prequelu opowiadającym o losach Furiosy, którą przecież już znamy, nie dostałem tego, czego podświadomie oczekiwałem – więcej „Fury Road„. Poza tym od momentu, w którym Miller ogłosił powstanie filmu, miałem mieszane uczucia. Brzmiało to jak przypadek Hana Solo. Parę zdań rozsianych po oryginalnej trylogii (strzelił pierwszy, pochodzi z Corelii, 12 parseków) jako kanwa pod scenariusz pełnego metrażu? Wiemy, że Furiosa została porwana za młodu i skończyła na usługach Immortan Joe’go, czy potrzebujemy więcej? Okazuje się, że tak.

Młodziutka Furiosa (w tej wersji rewelacyjna Alyla Browne) zostaje uprowadzona przez siepaczy motocyklowego gangu dowodzonego przez Dementusa (Chris Hemsworth). Istnieje ryzyko, że lokalizacja „miejsca obfitości” (kraina żyzna i bogata, prawdziwa oaza) zostanie ujawniona, więc mama dziewczynki rusza w pogoń. Ratować córkę i nie dać zdradzić swojego plemienia. Tak zawiązuje się długa, podzielona na rozdziały historia o zemście, bólu i beznadziei świata przedstawionego.

Nudesy na fsgk.pl, tego jeszcze nie grali! (odpowiedź na pytanie, które wam przychodzi do głowy, brzmi: tak!)

Jeśli (jak ja) spodziewacie się powtórki z rozrywki, to trochę (jak ja) się zawiedziecie. Nie ma tu tego tempa, co w Fury Road, nie pędzimy na złamanie karku od pierwszej do ostatniej sceny, nie ma wreszcie zasady trzech jedności. Natomiast jeśli (jak ja) pójdziecie na film bez oczekiwań, albo zaczniecie analizować po, albo wręcz skusicie się na drugi seans… nie będziecie żałować.

Przede wszystkim warto zobaczyć Chrisa Hemswortha w roli Dementusa. Kilka razy odrobinę przeszarżował, ale przez 99% czasu jest wybitny. Z jednej strony wódz, brutal, sadysta i tyran, człowiek pozbawiony zasad, mordujący bez mrugnięcia okiem i to w taki sposób, że słabo się robi. Z drugiej typ groteskowy, wiecznie krzyczący, podejrzanie wesoły, z pluszowym misiem przypiętym łańcuchami do pasa (nieprzypadkowo, u Millera wszystko jest po coś). Trochę jak Joker Ledgera (nie aż tak dobry, od razu zaznaczam): zabawny i uwodzący charyzmą, nieobliczalny morderca.

Kadr z filmu "Furiosa: Saga Mad Max"
Hemsworth i jego kreacja to jest coś niesamowitego w tym filmie. Szalony i groteskowy, szekspirowski król (Ryszard III?) zesłany na Pustkowia (albo Jałowiznę:).

Anya Taylor-Joy chyba nie czytała masy komentarzy, że w ogóle nie wygląda jak Charlize Theron, że nie ta półka, że za wysokie progi i tak dalej. Wiecie, na zasadzie „jak coś jest niemożliwe, to weźcie kogoś, kto o tym nie wie i pewnie to zrobi”. Dziewczyna ma 30 (dosłownie) linijek tekstu do powiedzenia. Resztę gra mimiką, gestami, spojrzeniem. Już w „Fury Road” niewiele było dialogów, bo wszystko było widać w zachowaniu postaci. Taylor-Joy po prostu dała nam Furiosę. Dwie różne aktorki, a efektem jest jedna, świetna i spójna postać. Czapki z głów przed Anyą, bo nie tyle nie zawiodła, co zachwyciła.

Z pozostałych członków obsady warto wspomnieć jeszcze o Tomie Burke w roli Pretorianina Jacka. Pełni on rolę opiekuna i nauczyciela Furiosy, i rany – wygląda jak Mel Gibson z oryginalnej trylogii. Zachowuje się podobnie i w ogóle miałem wrażenie, że oglądam cross-over tamtej sagi z obecną. Również niewiele mówi, ale jego emocjonalna relacja z tytułową bohaterką nie potrzebuje słów. Niesamowicie wypadli razem.

Kadr z filmu "Furiosa: Saga Mad Max"
Pretorianin Jack to wykapany Mel Gibson (albo Solid Snake ;).

Ale ale, skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Nie jest źle, tylko niedoskonale. Furiosa jest o dobre 20 minut za długa i spokojnie można było wyciąć kilka sekwencji. Szczególnie sceny akcji, bo mimo że są – jak to u Millera – obłędnie zrealizowane i widowiskowe, mogłyby być krótsze. Zwłaszcza te, które są kopią scen z „Fury Road” (atak na konwój), ale jednocześnie nie mają ani tej wagi, ani takiego rozmachu. Jest też niestety odczuwalnie więcej CGI i to momentami bijącego po oczach nieprzesadną jakością. Na minus zaliczyłbym też pewną scenę, która jest mocno podbudowana jako największe i najbardziej spektakularne starcie, a… odbyła się niemal w całości poza wzrokiem widza. Nie napiszę więcej, ale będziecie wiedzieli…

Za to z zalet dorzucę jeszcze zakończenie. Oczywiście spoilerów nie będzie, ale wierzcie mi na słowo, jest wyjątkowo ciekawe, spójne i co najważniejsze: satysfakcjonujące. Wiele filmów o zemście nie dowozi, bo ostateczna konfrontacja i sama zemsta dzieją się szybko, czasem byle jak i tyle, finito. Tutaj można się chwilę porozkoszować i poczuć odrobinę bardzo gorzkiej satysfakcji. Dlaczego gorzkiej? Ano jest pod koniec pewien monolog (nie zdradzę więcej), który trochę wywraca sytuację do góry nogami i pozbawia widza złudzeń, co do świata, w którym przyszło Furiosie i Maxowi żyć.

Kadr z filmu "Furiosa: Saga Mad Max"
Akcja nadal jest fantastyczna, ale mam wrażenie, że już tę scenę gdzieś widziałem…

Miałem podsumować w tym miejscu, ale nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o polskim tłumaczeniu. Nie byłem gotowy na to, że Wasteland po polsku brzmi Jałowizna, ale absolutnie nic nie przygotowało mnie na tłumaczenie imienia Scrotus. Albowiem po naszemu to… Mosznus. Szanuję za dowcip, błyskotliwość i odwagę. Najlepsze tłumaczenie od pierwszego sezonu „The Boys”, gdzie Homelander to Ojczyznosław. Tak na marginesie, recenzowany film dostał w Polsce ograniczenie wiekowe 16+, w USA R-rating, czyli tylko dla dorosłych. Podobnie było z poprzednią odsłoną. I o ile w „Fury Road” trochę nie rozumiem aż tak wysokiego progu, o tyle w „Furiosie” kilka momentów zaskoczyło mnie dosłownością, intensywnością i naturalizmem przemocy.

Tyle kochani. Moim skromnym zdaniem „Furiosa” to świetne kino akcji i bardzo dobra opowieść o zemście. Jest rozmach, jest obłędny dźwięk, są fantastyczne kreacje aktorskie i prosta, ale dobrze opowiedziana historia. Jeśli jest w tym roku (po drugiej części Diuny) jakiś film zasługujący, by obejrzeć go w kinie (a najlepiej IMAXie), to jest nim właśnie najnowsze dzieło George’a Millera. Idźcie, bo warto, a kiepski start w box office (pierwszy weekend bardzo zły, oby opinie i recenzje zachęciły ludzi w kolejnych tygodniach) może pogrzebać serię na amen.

Furiosa: Saga Mad Max (2024)
  • Ocena SithFroga - 8/10
    8/10

Related Articles

Komentarzy: 52

  1. Rozumiem że ten ostatni screen jest z trailera sprzed paru tygodni, czy w ostatecznym filmie dokończyli te efekty specjalne czy dalej wygląda to jak powklejane losowe assety w pustą pustynną przestrzeń?

    1. Tak mi się wydaje, w filmie jest lepiej niż na zwiastunie, ale zostało kilka miejsc gdzie no kurczę, widać, że nie jest dopracowane. Plus ten motyw, który był w „Fury Road” (z przyśpieszeniem 1.5x-2x odtwarzania, żeby zdynamizować akcję) jest zdecydowanie nadużywany i nie wszędzie pasuje.

  2. Boję się tego filmu, bo mam wrażenie, że za bardzo chcę aby był dobry. Trochę mnie SithFrog uspokoiłeś i jednak pójdę do kina, żeby się przekonać samemu. Dla mnie Fury Road to obok Mrocznego Rycerza najlepsze wielkie filmy akcji w okresie pomiędzy Władcą pierścieni a Diuną

    1. Przede wszystkim musisz się zmusić do niekoczekiwania powtórki z Fury Road, jak to się uda to reszta będzie ok.

  3. Oglądałam Fury Road, ale kompletnie nic nie pamiętam poza miłą dla oka rozwałką. Trzeba sobie przypomnieć przed obejrzeniem Furiosy 😅?

    1. Nie trzeba 🙂 Ja bym polecała obejrzeć najpierw Furiosę, potem Fury Road – ostatnia scena z Furiosy to w zasadzie pierwsza scena z FR, te filmy ładnie się ze sobą łączą.

  4. Ja nie wiem czy na starość robię się zgryźliwy jak tetryk. Czy to odklejenie czy co. Ale serio wkurza mnie od jakiegoś czasu, że widze cały czas te same twarze.
    Ta Anna to jest pchana dosłownie wszędzie odkąd zabłysnęła w Splicie. Serio, mnie to tak odrzuca. Co chwile jakiś film z tą twarzą, jak to się ludziom nie przejadło jeszcze?
    To samo jakaś nowa gwiazdka teraz wzrasta, Sydney coś. Wcześniej Margot.
    Kiedyś to myślałem, że tylko w Polsce tak. Te same mordy dosłownie wszędzie.
    O gwiazdkach z Marvela nie wspomne.

    Co się stalo z dawnym castingiem, gdy człowiek wlączał nowy film czy serial i wiało świeżością z ekranu?
    #BoomerAlert!

    Jak wcześniej, ja to odklejony chyba jestem i tyle. Odklęiłem się od współczesnej kinematografii i to totalnie nie mój świat już 🙂
    Starość jak nic…

    1. Anya, nie Anna, poza tym, serio? Ja jej w ogóle nie kojarzyłem ze Split, poza tym nie znam aż tylu tytułów z nią, żeby mi wyłaziła z lodówki. To już prędzej Ryan Gosling albo Margot Robbie 😉

      1. Właśnie zerknąłem i widzę, ze ona nawet w Diunie zagrała. Masakra.
        Odbija mi, ale mnie to wkurza 😀 Mam wrażenie, że mamy obecnie przemial tych samych twarzy cały czas. I to skakanie z gatunku na gatunek i dlatego mnie tak Ann uwiera. Ma specyficzną urode i jak widze ją co chwile na ekranie, to mam dyskomfort 😀
        Jak się ktoś trzymał tylko kina akcji na przykład czy romansideł to tak nie denerwuje 🙂 A to normalne, ze jak dany aktor na fali, to ma angaż co chwile.

        1. Ja mam podobnie z tym Hemsworthem. Mam wrażenie, że widzę to nazwisko w każdym w miarę nowym filmie lub serialu. 🙂

            1. Diuna, Wikingowie, Wiking, Nimfomanka, Thor, John Wick, Piraci z Karaibów, Czarnobyl, Oppenheimer, Sukcesja itd kiedy on ma czas żeby w tym wszystkim zagrać.

              1. Skarsgard to rodzina aktorska, ojciec i trzech synów są aktorami, te tytuły które wymieniłeś to różni Skarsgardowie grali. Cała czwórka bardzo utalentowana aktorsko. Przykładowo w Diunie, Thor, Piraci z Karaibów, Czarnobyl to zagrał ojciec Stellan. W Wikingach zagrał syn Gustaf. W John Wick syn Bill. A w Wiking, Wielkie Kłamstewka czy Sukcesja syn Alexander. Ogólnie dużo grają, są mega utalentowani i miło się ich ogląda na ekranie.

                1. A w nowym Batmanie, Obywatelu Jonsie, Siedmiu wspaniałych, Grenn Latern, Plan Lotu i Jarhead?

                1. W Batmanie i pozostałych które wymieniłeś to nie grali oni tylko Peter Sarsgaard, ale to chyba wiesz.

  5. Ja z Furiosą mam ten problem, że oczekiwałam „Fury Road tylko z inną obsadą”. A to nie to.
    Film nie jest zły. Mógłby być nieco krótszy, i może mieć mniej gadania a więcej pokazywania. Zastanawiam się czy on się obroni jako osobna rzecz – bo dla mnie jest tak naprawdę tylko przystawką do dania głównego, którym jest Fury Road.

    1. Miałem identyczne oczekiwania (odruchowo), ale to jest błąd, bo Miller nie chciał zrobić tego samego jeszcze raz i to widać. Zachował parę charakterystycznych elementów, ale to zupełnie inny film.

      Swoja drogą – zapomniałem wspomnieć w recenzji – zabawnym jest, że w filmie o Mad Maxie show skradła Furiosa, a w filmie o Furiosie show skradł Dementus 😉

  6. W Diunie to miała całe pół sceny 🙂. W trzeciej części ma dostać większą ekspozycję. Ja kojarzę Anye z Wikinga i memów o hiperteloryzmie, czy jak to się nazywa 🙂.

  7. Serce roście jak się patrzy w boxoffice i widzi porażkę paskudnego CGI Furiosy względem całkiem dobrych efektów praktycznych w Na drodze gniewu 🙂

    1. Po pierwsze Fury Road po okresie grania w kinach też nie wyszedł nawet na zero.

      Po drugie Furiosa ma trochę CGI, trochę brzydkiego CGI, ale nadal tonę praktycznych efektów, o niebo lepszych niż w dowolnym Marvelu.

      Co przynosi punkt trzeci: to nie problem z efektami jest tu istotny, a marketing, słaba promocja, beznadziejne zwiastuny, druga część dopiero po 9 latach i generalna słaba rozpoznawalność marki.

      Mnie to akurat martwi, bo Kaskader i Furiosa pokazują, że kino trochę jednak upada.

  8. Szczerze mówiąc dla mnie seria firmowana hasłem „Mad Max”powinna zakończyć się najdalej po części drugiej. Jest z nią to samo co z serią „Predatorów” i „Obcych”. Im głębiej zaglądamy w uniwersum tym jest słabiej. :/

    1. A kiedy widziałeś pierwszy raz pierwszego Mad Maxa? Bo ja widziałem statą trylogię tuż przed obejrzenien Fury Road i ten film się strasznie ciężko ogląda. Nie jest tragiczny, ale na pewno nie uznałbym go za udany. Dwójka mimo lat jest dobra, trójka trochę dziwna ale do oglądania. No ale dla mnie Fury Road to 10/10 i tyle w temacie 😉

      1. Jedynkę? Gdzieś na początku lat 90. Nie o tym zresztą mówię. Każdy z nich da się obejrzeć. Chodzi o to, że tym seriom nie służy głębsze wejście w lore. Rozbudowa uniwersum. Widać to zwłaszcza w serii Obcych. Uniwersum Mad Maxa też już zaczęli rozbudowywać w związku z tymi nowymi filmami i szczerze mówiąc niewiele tam mi się podobało.

    2. Nie zgadzam się zupełnie, Fury Road to najlepsza odsłona i lepsza o kilka klas od następnej najlepszej. Arcydzieło i jeden z najlepszych filmów 21 wieku.

      1. Wiem, że się nie zgadzasz. Wszak wszyscy znamy twoje uwielbienie dla tego filmu. Ja jednak pozwolę sobie mieć w tej sprawie zdanie odrębne, jak mawiają sędziowie. 🙂 Jedynka wykreowała ten świat wojowników szos, dwójka przeniosła go w rzeczywistość postapo. Co wnosi sobą Fury Road? Nic. Owszem, to dalej film przyjemny do obejrzenia, ale poza wodotryskami, tempem i przyzwoitymi postaciami nie wnosi nic nowego. Kolejna szalona pogoń za ciężarówką. 🙂

        1. Poza tym cholernie brak mi tu Gibsona. Ten nowy zagrał całkiem nieźle, ale niestety nie widzę w nim Maxa i nie potrafię zobaczyć. Z podobnych względów są u mnie skreślone kolejne odsłony Predatora, ale np. toleruję kolejne odsłony Obcego z Ripley. Bo mimo ich różnego poziomu jest ciągłość i czuję się wciąż w tym samym świecie.

        2. Jedynka to wstęp, ale taki z gatunku średnio udanych i zrozumiałych. Dwójka stworzyła klimat tej serii. Niedoceniana trójka wprowadziła do niego chaos i szaleństwo. Fury Road to właśnie połączenie tego szaleństwa z formułą dwójki, a do tego podkręcenie wszystkich elementów do poziomu arcydzieła akcji. A teraz Furioza w tym świecie dała pełną historię opowiedzianą od początku do końca.
          Całkowicie nie zgadzam się z porównaniami do Obcego, Predatora czy Terminatora, gdzie formuła szybko się kończyła. Tytaj Miller w każdym filmie wprowadzał jednak nowy element, przez co każda część jest wyraźnie odróżnialna od siebie.

          1. Całkowicie się nie zgadzam. Dla mnie jedynka to dalej najlepszy film w serii, mimo oczywistej biedy wykonania. Przede wszystkim ma dającą do myślenia fabułę, która chodzi po głowie jeszcze długo po seansie oraz grupę bohaterów, którym udaje się mnie sobą zainteresować. Fury Road jest równie rzeczywisty co jacyś Bogowie Egiptu (a przez to równie skłaniający do przemyśleń), a jego „animowanych” bohaterów nie mam ochoty poznać i doskonale wisi mi co się z nimi stanie. Na czele z Maxem, którego strata byłaby chyba najłatwiejsza do przełknięcia z trójki głównych uciekinierów. A może nawet wolałbym, żeby on zginął niż ta babcia od nasion.

            I nie chodzi, że formuła szybko się kończyła, tylko że każda kolejna odsłona odzierała ich uniwersa z zasłony tajemniczości. Tajemniczości, która stanowiła przecież o ich sukcesie. Póki Predator i Obcy byli tajemniczymi stworami z dalekiego, ciemnego kosmosu byli ciekawi i niepokojący. Gdy poznaliśmy ich planetę, technologię, język, a nawet żony i biografię, stali się swojscy jak facet przebrany z kurczaka pod KFC. To samo teraz się dzieje z serią Mad Max.

            I arcydzieło? Proszę. Jaka w tym zasługa Millera, że teraz miał do dyspozycji sto milionów i najnowocześniejszą technikę filmową, kaskaderską itd., a wtedy musiał rozwalić własną prywatną brykę na planie, żeby jeszcze jakoś przyciąć już i tak śmiesznie małe koszty?

            Jak powiedziałem – Fury Road to fajny akcyjniak z nienajgłupszą fabułą, ale dupy nie urywa. Gdyby nie był kontynuacją kultowej serii pies z kulawą nogą by się nim nie zainteresował. A już na pewno nie stałby się początkiem nowej kultowej serii.

            1. Pozwól że też się całkowicie niezgodzę. Pierwszy Mad Max to taki typowy film bez budżetu, którego niedoróbki można tłumaczyć tajemniczością.
              A Fury Road to więcej niż po prostu dosypanie kilku milionów do budżetu. Zazwyczaj takie filmy z nieograniczonym finansowaniem wychodzą okropnie, a Miller wykorzystał go w pełni i stworzył nową jakość kina akcji, do której mało co doskakuje mimo lat.
              Najgorsze części Obcego, Predatora czy Terminatora były złe bo powtarzały formułę i odcinały kupony od znanej marki. W przypadku Mad Maxa tego nie widzę.

              1. No nie wiem, mnie na przykład zainteresowały takie postaci jak Toecutter czy Bubba Zanetti. Furiosa czy Wieczny Joe nie zainteresowali mnie ani trochę. A niedoróbki? Greccy aktorzy używali tylko masek i koturnów, Szekspira wystawiano na tle pomalowanej płachty, nie potrzebuję wodotrysków wizualnych, gdy sztuka naprawdę jest dobra.

                Nowa jakość kina? No proszę. Przecież to kolejna (trzecia już) pogoń za ciężarówką. Co w tym nowego, na wszystkich bogów?!

                „Pozwól że też się całkowicie niezgodzę.”
                Pozwalam, jak najbardziej. 🙂 Ja jednak pozostanę przy swoim.

  9. A ja dodam łyżkę dziegdziu. Ogólnie film mi się podobał, choć faktycznie oczekiwania w połączeniu z nadzieją na kolejne Fury Road było większe. Podobało mi się zwłaszcza pójście w większą stronę naturalizmu oraz okrucieństwa i sadyzmu, bo bardziej pasuje to do wizji świata. Dobrze była pokazana relacja Furiosy z Pretorianinem Jackiem, bo wyjaśniła, czemu w końcu zdecydowała się zaufać Maxowi w Fury Road. Nie do końca jednak podobała mi się jednak gra Hemswortha, który faktycznie przegiął co nieco w paru momentach i wyszedł przeszarżowany Joker, co mocno odbiło się na impresji postaci, skądinąd całkiem sprawnie napisanej. Momentami było też widać za dużo efektów specjalnych, co w porównaniu do Fury Road traktuję na minus. Oglądałem film jeden raz i może przez to gdzieś mi umknęło parę rzeczy, ale:
    1. Dlaczego po ucieczce Furiosy i schowaniu się przez nią pomiędzy młodymi chłopakami nikt jej nie szukał? Sugestia pierwszego spotkania z Wiecznym Joe wskazuje na przeznaczenie jej na nową oblubienicę, gdy dorośnie, a nawet jeżeli mylnie to interpretuję, to jednak musieli zauważyć jej zniknięcie. Można by to było jeszcze wytłumaczyć tym, że poszukiwań po prostu nie widzimy na ekranie, ale gdy już dorosła/nastoletnia Furiosa podczas pościgu niechcący „uwalnia” włosy i okazuje się, że chłopiec był kobietą, nikt się tym nie przejmuje, nie stawia pytań etc. tylko od tak, zwłaszcza pod koniec, pozwala jej awansować i aspirować do miana kogoś istotnego, a Wieczny Joe milcząco przyzwala na dokonanie przez nią zemsty.
    2. Jak rozumiem bunt w siedzibie Dementusa (w rafinerii czy jak to się tam zwało) był fikcyjny, aby przejąć kolejne miejsce? Jeżeli tak, to dlaczego nie wysadził rafinerii, jeżeli przegrał ostateczne starcie oraz nie wykorzystał zasobów ropy do wygrania starcia? Tak, wiem że było ono biblijnie symboliczne (40 dni), ale pozostaje to mało logiczne. Sama strata rafinerii też była szczytem „wirtuozerstwa” ze strony rzekomo świetnego stratega Wiecznego Joe. Niezbyt też rozumiem postać Octobossa, niby to jakiś przeciwnik Dementusa wewnątrz jego kręgu władzy, ale poza jedną sceną właściwie nic nie wnosi.
    3. Dlaczego Furiosa nienawidziła (w Fury Road) Wiecznego Joe? Oczywiście, w pewnym sensie ją więził (w tym i pozostałe oblubienice), ale sama go wybrała (nienawiść do Dementusa była oczywista i zgodna z logiką), z biegiem czasu stanęła dość wysoko w hierarchii, co w zdominowanym przez mężczyzn świecie było wyjątkiem, dał jej prawo do zemsty, a potem ni stąd ni zowąd w Fury Road wykrzykuje swoje słynne „Remember Me?!” i go zabija?
    Było jeszcze parę elementów, ale już mi wyleciały po seansie.

    1. Dołożyłbym do tego jeszcze to, co nie podoba mi się w serii praktycznie od samego początku. Nie rozumiem i nie daje mi spokoju linia czasowa tego uniwersum. Otóż większość tych ludzi, pominąwszy młodzików takich jak Furiosa, powinna przecież pamiętać jeszcze w miarę normalny świat, jaki mieliśmy w części pierwszej. A oni zachowują się jak ludzie z jakiejś odległej o całe wieki przyszłości. Jakieś nowe wierzenia i kultury, zupełny brak pamięci przeszłości itd. W drugiej części Max, chociaż nawet specjalnie się nie postarzał, trafia do zupełnie innego świata. O kolejnych częściach nawet nie wspomnę. Ludzkość dopadła jakaś zbiorowa amnezja? To nierzeczywiste. Owszem, chaos po katastrofie i walki o zasoby, ale sami ludzie by się tak bardzo nie zmienili. Historia uczy, że musiałyby upłynąć całe wieki.

      1. Myślę, że Miller to traktuje zupełnie bez powagi. Tzn. w teorii Mad Maxy 1, 2 i 3 są kontynuacjami, ale dla mnie (i mam wrażenie, że dla reżysera) to raczej przypowieści. Snute przez pokolenia, przy ogniskach. Więc raz jest Mad Max na skraju katastrofy ludzkości, ale już w 2 i 3 nie jestem pewien czy to ten sam koleś. Wiesz, jak James Bond. A już Fury Road to w ogóle nie wiem gdzie umieścić na linii czasu i czy w ogóle taka istnieje.

        1. Istnieje. Jakiś koleś od komiksów stworzył lore tego świata, a Miller je przyklepał. Fury Road to już zdaje się ich wspólny projekt.

        2. Świat Mad Maxa ma bardzo konkretny timeline. W większości został on przedstawiony w komiksie będącym prequelem Fury Road. Wiemy z niego np. że znani z jedynki policjanci Roop i Charlie po rozwiązaniu MFP zajęli się rozbojami i napadami po czym ich banda została rozbita przez ludzi Wiecznego Joe (wtedy występującego jeszcze pod swoim prawdziwym mianem). Nie mamy tu więc trzystu lat, stu, ani nawet pięćdziesięciu. Zaś Max nie jest żadną legendą opowiadaną przy ogniskach tylko konkretnym facetem żyjącym w konkretnym czasie. To że Miller traktuje jego wiek dość swobodnie niczego tu nie zmienia.

    2. Ad. 1 To jest chyba największa dziura. Jestem w stanie przymknąć oko, ale męczyło mnie pół seansu, że nie pokazał choćby poszukiwań, ściekłego Joe, Furiosy schowanej gdzieś naście dni, jedzącej resztki, jakiegoś sposobu na dołączenie do warboysów, cokolwiek. Słabe to było, za szybko ucięte.

      Ad. 2 Tu nie rozumiem. Nie wydaje mi się, żeby to był bunt, ani, że był fikcyjny. Dementus potrafił skupić wokół siebie ludzi, żeby dać im cel (złupimy to i tamto i będzie git), ale jak siedzieli na dupie, żarli i kończyły się zasoby to skakali sobie do gardeł. Zarządzanie przez chaos. Nawet było kilkukrotnie wspomniane, że niektóre frakcje go opuściły i walczą przeciwko. Kiedy i dlaczego miał wysadzić rafinerię jeśli ostatecznym planem było najpierw danie ludziom kolejnego celu (przejęcie bullet town), a potem zdobycie cytadeli? No i nie wiem co na Joe do utraty rafinerii.

      3. Nie wiemy co się działo w międzyczasie i czy ostatnia scena na pewno jest od razu po wydarzeniach z Dementusem. Przecież musieli chociażby zbudować nowego war riga, nie? Poza tym Joe był kolejną inkarnacją Dementusa, porąbany warlord robiący z ludzi mięso armatnie, niewolników i przedmioty.

      1. Co do pkt 2- utrata rafinerii, która była tak słabo zabezpieczona, nie budzi zdziwienia – zdziwienie budzi raczej, że tak ważny obiekt nie był zbytnio zabezpieczony, a wiadomo, że na pustkowiach ropa była na wagę złota. Dlatego tutaj mam wątpliwości co do Wiecznego Joe jako wielkiego stratega, jeżeli w beztroski w sumie sposób stracił dwa najważniejsze obiekty (także bullet town), przez co tak naprawdę wystarczyłoby, żeby Dementus usiadł i czekał na wygraną (gdyby nie przebudzenie Joe i wysłanie przeciwko niemu wojsk). Jeżeli chodzi o wysadzenie rafinerii, to gdy przegrywał starcie było to dość oczywistym rozwiązaniem, które zresztą mogłoby nawet przechylić szalę na jego stronę. Oczywiście co do tego co napisałeś o zarządzaniu chaosem zgadzam się, ale trochę za mało to zostało ukazane.
        Co do pkt 3 możesz mieć rację, że nie koniecznie wydarzenia były szybko po sobie, ba nawet tak nie zakładałem biorąc pod uwagę, że Charlize Theron jest starsza i musiało przez to upłynąć trochę czasu, ponadto więcej oblubienic było w Furiosie w „skrytce” niż w Fury Road. Myślę jednak, że zemsta Furiosy na Wiecznym Joe była bardziej osobista, podobnie jak u Dementusa. Ale może faktycznie mieli to ukazać w kolejnym filmie, dlatego słabe wyniki finansowe mnie niepokoją.

    3. 1 Myślę że wszyscy uznali że po prostu rzuciła się w przepaść. No bo co mogło się z nią stać? Weszła na mostek i z niego nie zeszła. A myślę że nikt motłochowi się za bardzo nie przyglądał.
      No a potem za każdym razem awansuje ze względu na swoje umiejętności, które ktoś dostrzega. Pochodzenie tam raczej nie było ważne, a umiejętności.
      2 Ja właśnie miałem wrażenie, że chcieli uzasadnić niekompetencje Nieśmiertelnego z Fury Road. Działał impulsywnie i grał vabank. Tutaj opróżnił całą Farmę Nabojów przed wojną; a potem całą Cytadelę żeby tylko dopaść Furiose. Strategiem lepszym był jego brat.
      A Dementus myślę że nie wysadził rafinerii, bo myślał że wygra i że mu się przyda.
      3 Według mnie Furiosa znienawidziła Nieśmiertelnego po jej finałowej rozmowie z Demetriusem. Ona znalazła ten cel, o którego braku mówił Hemswortg, właśnie w uratowaniu żon Joego. Taka moja interpretacja.

      *A co do timelinu uniwersum, to zgadzam się że nie ma on sensu. Ale czy to problem w oglądaniu całości? Dla mnie nie. Jestem zwolenikiem teorii, że Max z Fury Road to dzieciak z Road Warior. A komiksy mnie nie obchodzą 😉

      1. Mogą cię nie obchodzić – ja też często nie przyjmuję do wiadomości innych środków przekazu o uniwersach, wszystkich tych książek, gier i seriali animowanych – ale to oficjalny komiks, prequel nowej serii, wydany jako wprowadzenie do wydarzeń z Fury Road. Więc możesz go ignorować, ale wiedz, że jest. 😛

  10. Właśnie wróciłem z kina i jest to świetny wstęp do Fury Road. Te filmy powinno się oglądać razem, Furioza to jest podkładka fabularna budująca postać, a Fury Road to epicki finał jej historii, gdzie fabuła nie jest już ważna. Jakby te filmy wyszły w odwrotnej kolejności, to byłyby lepiej oceniane.

  11. Wyniki finansowe są tak fatalne, że już 25 czerwca Furiosa trafi na VOD. Szykuje się kolejny rok umierania dużych filmów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button