Fantastyczne duety zza Buga

Wielkimi krokami zbliża się jesień, zmrok zapada coraz wcześniej i wkrótce nastanie czas wieczornego relaksu przy książkach, najlepiej z ciepłym napojem i czworonogiem pod kocykiem. Poszukiwaczom odprężającej lektury chciałabym przedstawić dwie pozycje wydane w zeszłym roku nakładem wydawnictwa Papierowy Księżyc. Są to interesujące przykłady duetów autorów zza Buga, którzy spróbowali po raz pierwszy w swojej karierze napisać książki we współpracy z innym twórcą. Fantasy wydawane po upadku ZSRR u naszych wschodnich sąsiadów cechuje się kilkoma trendami związanymi z ogromnym napływem zachodniej fantastyki. Początkowo twórcy starali się podporządkować bijącym rekordy popularności schematom z rodzaju “smoki, elfy, krasnoludy”, ale po przesyceniu rynku i kolejnych wznowieniach “Wiedźmina” autorzy doszli do wniosku (podobnie jak miało to miejsce u nas), że czas znaleźć swoją drogę, niszę i inspirację, by tworzyć coś oryginalnego, ciekawego i co najważniejszego, sprzedającego się. Oprócz humorystycznej fantasy zaczęły pojawiać się książki będące hołdem dla białowłosego zabijaki Andrzeja Sapkowskiego, powstała również cała seria kobiecego fantasy, ale niektóre wydawnictwa oraz konwenty fantastyczne zaczęły coraz bardziej promować pisarzy nawiązujących do rodzimych wierzeń, tradycji i kultury. Dzięki temu od ponad dekady napływa do nas wąskim strumieniem wschodnia fantasy pełna folkloru, która stanowi dobrą przeciwwagę dla niejednokrotnie oklepanych i miałkich nurtów w zachodniej fantastyce.

Polskie okładki są…
Plus minus

Olga Gromyko, białoruska pisarka fantasy, specjalizuje się w humorystycznej odmianie opowieści o smokach i czarownicach. Podczas jednego z konwentów Andriej Ułanow zaproponował koleżance po fachu, by wspólnymi siłami napisali powieść. Tak zaczęła się ich współpraca, która zaowocowała wydaniem w 2007 r. “Plus Minus”, a w 2011 r. pierwszego tomu cyklu “Kosmobiołuchi” (Космобиолухи).

Współczesny Mińsk, Białoruś. Inspektor do spraw ochrony pomrok Elena Korobkowa nie ma łatwego życia – szef próbuje zmusić ją do pracy po godzinach, były chłopak chce na nowo układać wspólne życie, a domowy skrzat marudzi i stroi fochy. Jakby tego było mało, w pracy Lenie zostaje przydzielony specyficzny partner. Sasza wrócił z wojny w Czeczeni i nie do końca zaadaptował się w realiach codziennej rzeczywistości. A gdy na pierwszej wspólnej akcji wyciąga z kieszeni granat, Lena wie, że nie będzie miała łatwego życia. Olga Gromyko i Andriej Ułanow postanowili sprawdzić, co wyniknie ze zmieszania elementów baśniowych z kryminałem. I tak w morderstwo, ucieczki, pościgi, kradzież, śledzenie, strzelaniny w białoruskiej stolicy i okolicach zgrabnie wpleciono syreny, duchy, leszych, personifikacje chorób, domowe skrzaty i wiele innych stworzeń wymyślonych bądź znanych ze słowiańskiego folkloru. Polscy fani fantastyki na pewno będą porównywać “Plus Minus” z “Podatkiem” Mileny Wójtowicz. Posłowie, stanowiące opis procesu powstawania książki, to czysty cream de la cream.

 

… o niebo lepsze od rosyjskich.
Ciężko być najmłodszym

Ksenia Basztowa, rosyjska pisarka fantasy, swoją pierwszą książkę opublikowała w internecie. Była to pierwsza część trylogii o Mrocznym Władcy, napisana razem w Wiktorią Iwanową w 2007 r.

Diran nie ma łatwego życia – najmłodszy syn Ciemnego Władcy pragnie wyrwać się od nadopiekuńczych rodziców. Kto to widział, żeby nie zabierać dorosłego księcia na wojnę, nie pozwalać mu grzebać w skarbcu, podbijać miast czy zdobywać własnego smoka. Każdy z nas miałby dość nudnej egzystencji w sercu Imperium Cienia. Pomysłowy chłopak bierze się do roboty i ucieka z domu zabierając ze sobą… drużynę “tych dobrych” zwanych jasnymi.

Wielcy bogowie! Dlaczego trafiła mi się akurat taka poszkodowana na umyśle drużyna? Artefakt im zabrali! Od czego mają kapłankę? Czy ona jest ślepa, głucha, bez rąk, nóg i czarować nie umie?! A od czego wojownik?! Dla ozdoby? Czy nadaje się tylko do strzelania zajęcy, żeby po drodze z głodu nie zdechli?!
– Ciężko być najmłodszym –

Drużyna “jasnej strony mocy” podejrzliwie traktuje Dirana: z tymi “ciemnymi” to nigdy nie wiadomo – chce cię zabić, nakarmić tobą pomroki, czy tylko przekląć? A już na pewno nie spodziewasz się, że pomoże, wyleczy czy życie uratuje! Co to, to nie! Przecież nie na darmo babcia opowiadała ci, jacy to oni straszni… A jakby tego było mało, to ten książę ciemności oddaje ci cenny artefakt, w którego opisie stoi:

Weź artefakt starożytny, zwany Sercem Smoka (notatka na marginesie: Można każdy, byle dostatecznie duży i ciężki) i bij złowrogiego Władcę Ciemnego po głowie jego! Póki nie zdechnie onże Władca! I jeszcze jedna notatka: Wyprubowane przeze mnie, Antira Szarego, szterysta pićdziesiont sześć razy! Nie działa! Poprawić!
– Ciężko być najmłodszym –

Ojciec Dirana ma jeszcze gorzej: syn uciekł z domu, a Ciemny Władca dopiero co poskromił dwóch starszych nicponiów! Najmłodszy szantażuje go w liście znalezionymi skrytkami i tajnymi szufladami, a pani żona naciska. Nie ma wyjścia – trzeba pomaszerować na południe, a mijane miasta po prostu włączyć do swojego państwa. Armia Ciemności to nie w kij dmuchał! Podczas podróży przez Imperium Ciena należy przyswoić sobie kilka zasad: pamiętaj, żeby nie karmić smoka zombie, bo później cierpi na rozstrój żołądka, a ty musisz wskrzeszać kolejnych ludzi, żeby uzupełnić braki kadrowe. Uważaj na pojawiające się w bibliotece kobiety, które próbują pomóc ci w układaniu budżetu na nadchodzący rok. Nigdy nie ufaj sprzedawcom futer. Ponadto miła pani lingwistka z okładki magicznej książki nie zawsze przełoży niecenzuralne wypowiedzi zwierzołaka. A gdy bogowie pojedynkują się nad ogniskiem, po prostu rozsądź ich spór. W ten sposób szybciej pójdziesz spać! Gdy dodajesz do wina cykuty, nie zapomnij dorzucić kilku jagód psianki, to zlikwiduje słodkawy smak. I pod żadnym pozorem nie zadawaj marhangowi prostych zagadek! Inaczej zamieni cię w kamień!

Przygody Dirana, jego kompanii i rodziny okraszone potworami, walką, demonami, bogami, magią i przypisami z encyklopedii i słowników uniwersum sprawią, że na pewno wrócę do lektury “Ciężko być najmłodszym”. Czekam z niecierpliwością na kolejne części trylogii.

-->

Kilka komentarzy do "Fantastyczne duety zza Buga"

  • 7 września 2018 at 12:24
    Permalink

    oceny 7/10 to chyba nie warto … ;P

    Reply
  • 7 września 2018 at 13:12
    Permalink

    Ten drugi opis to wielkie XD

    Reply
  • 7 września 2018 at 13:28
    Permalink

    Dalej czekam na książkę fanstasy osadzoną w slawistycznej Europie w VII – IX wieku. Wierzenia naszych praojców są jedyną prawdziwą wiarą, po lasach biegają lesze z rusalkami, na niebie walczą żmije z junakami, a nasz protagonista (lub kilku głównych bohaterów jak w Grze o Tron; nie ograniczajmy tej książki) muszą odwiedzić świątynie w Nowogrodzie, Ankonie i Kijowie by zreformować i udoskonalić religię Słowian.

    CZYTAŁBYM

    Ktoś dorzuci coś od siebie? xD

    Reply
    • 8 września 2018 at 18:42
      Permalink

      Dość orginalna jest “Saga o Zbóju Twardokęsku” Anny Brzezinskiej. Polecam 😀

      Reply
  • 7 września 2018 at 14:06
    Permalink

    Ciężko napisać dobre (zaznaczam – dobre) fantasy osadzone wyłącznie w słowiańskiej kulturze. Przynajmniej ja jeszcze takiego nie spotkałem. Najczęściej to jakieś napuszone gnioty fanów panslawizmu i innych “rodzimowierców”. 🙂 Nawet Sapkowski ledwo się o tę słowiańszczyznę ociera.

    Reply
  • 7 września 2018 at 14:42
    Permalink

    Poczytaj książki o imperium lechitów, fantastyka pełną gębą. Swoją drogą gdzie się podział cykl “Demaskuj z DaeLem”?

    Reply
    • 7 września 2018 at 14:43
      Permalink

      Miało być pod postem Gambit99. Głupie zaznaczanie formularza…

      Reply
      • 7 września 2018 at 14:52
        Permalink

        Po artykule DaeLa, zaczęłem zgłębiać na własną rękę. Oczywiście oprócz debilizmu, efektu WOO i ,,cherry picking”, znalazłem kilka rzeczy, które są na dobrej drodze by mnie przekonac, np. : Winicjusz Kossakowskii jego czytanie run. Wykład jest na yt, radzę obejrzeć.

        Reply
  • 7 września 2018 at 15:14
    Permalink

    Wiem, że wyjdę na leniwego, ale jak porównuję się okładki polskie z rosyjskimi, to wypadałoby pokazać jak wyglądają te oryginalne. Budte ma rację co do drugiego opisu – jest lekko zabawny w absurdalny sposób, ale jest też dość chaotyczny i pewnie bardziej bawi tych którzy czytali książkę.

    Reply
      • 8 września 2018 at 07:48
        Permalink

        Dla mnie to i nasze i ichnie kiepskie.

        Reply
      • 8 września 2018 at 17:38
        Permalink

        Toż to piękny przykład pokomunistycznej sztuki rosyjskiej! Dlatego właśnie wyglądają jak coś, co zostało na Zachodzie wydane 40 lat temu, jako okładka dla kieszonkowej książki za pięć dolarów.

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków