
Dawno nie zaglądaliśmy do worka ze zwiastunami, tymczasem za moment wejdziemy w okres gorących premier, więc jest na co czekać i co komentować. Zapraszany na nowy Filmołaz.
Mandalorian i Grogu (premiera 22 maja 2026)
Crowley: Nie wiem, skąd pozytywne reakcje po tym zwiastunie. Co prawda nie jest może aż tak zły jak poprzednie, ale ten film nadal wygląda tanio i głupio. Teraz dołożyli jeszcze więcej slapsticku, a fanserwis wylewa się z ekranu. Jako miłośnika „Rebeliantów” cieszą mnie bohaterowie z tej serii, ale nie sądzę, żeby byli w stanie uratować tę nadchodzącą katastrofę.
kuba: Wygląda tragicznie. Ta historia nie ma potencjału na to, by być filmem, a więc będzie to po prostu coś posklejane z kolejnych serialowych odcinków. Bardzo duży miszmasz. W tym momencie już w ogóle nie ogarniam, co właściwie dzieje się w „odległej galaktyce”, kto nią rządzi, kto chce kogo załatwić i dlaczego. Kompletnie mi się ten projekt nie podoba. Jako serial może miałby rację bytu, choć mam wrażenie, że formuła Madalorianina wyczerpała się bardzo szybko (gdzieś w końcówce drugiego sezonu). Nie będzie to wielki kinowy hit, raczej wakacyjna ciekawostka, która nie zarobi za wiele, aczkolwiek mimo wszystko nie przyniesie straty dla studia, bo widać, że to nie jest miliardowy projekt. Wręcz przeciwnie – to chyba zdecydowanie najtańsza filmowa produkcja w tym zwijającym się uniwersum.
kr4wi3c: Mając lat naście jarałem się Star Wars jak głupi. Pierwszy raz oglądałem je jeszcze na czarnobiałym tv i nie bardzo wiedziałem, o co tam chodzi. Na odnowionej starej (klasycznej) trylogii byłem w kinie i od tego momentu zaczęła się moja świadoma fascynacja tym uniwersum. Po nowej trylogii byłem bardzo zawiedziony, choć dalej wierzyłem (jak się okazało naiwnie), że jeszcze kiedyś pójdzie w dobrą stronę. Po tym, co zaczął odwalać Disney, absolutnie porzuciłem wszelkie nadzieje, a fascynacje przerodziła się w kompletną obojętność. Zapewne dlatego jak oglądam kolejne trailery fanfików, mam uczucia kompletnie żadne i patrzę na to wszystko chłodnym spojrzeniem. Niemniej jednak ten nowy trailer jest nieco mniej tandetny od poprzednich i zaskakująco mało serialowy. Jednak nie spodziewałbym się, żeby nagle tę historię przekuli w mega super angażujący film. Pewnie będzie co najwyżej znośnie, ale za to śmiesznie i familijnie.
SithFrog: Po pierwszych zwiastunach dołączyłbym do moich marudzących kolegów, ale po pierwsze: poza Andorem wszystkie produkcje spod znaku SW obniżyły poprzeczkę tak bardzo, że niewiele mi trzeba, żeby się dobrze bawić. Po drugie: najnowszy zwiastun zapowiada dynamiczną przygodę, slapstick i zabawę czyli to, czym były pierwsze Star Warsy. Jestem ostrożnym optymistą, a po obejrzeniu trailera miałem ochotę zasiąść w kinowym fotelu. Dajcie mi spójną fabułę w ukochanym świecie, rozrywkę na poziomie i trochę akcji, a będę ukontentowany.
The Adventures of Cliff Booth (premiera 2026)
Crowley: Nie mam pojęcia, czego się spodziewać, ale liczę na wiele. Scenariusz Tarantino pod kontrolą Finchera, duży budżet, Pitt w świetnej formie – czego chcieć więcej? Zwiastun z Superbowl niewiele pokazuje, ale ocieka „fajnością” i mnie kupił od pierwszego obejrzenia. Czekam.
kuba: Czy ten projekt jest komukolwiek potrzebny? Wydaje mi się, że nie. „Pewnego razu…” to był czysty Tarrantino, eksplozja jego niepowtarzalnego stylu i umiejętności zrobienia historii z niczego, bez żadnej głębszej treści i motywu przewodniego. Tutaj nie widzę tej duszy, to będzie zupełnie inny rodzaj filmu, próbujący nadać sensu czemuś, co z definicji tego sensu jest pozbawione. Dla mnie projekt, który zwyczajnie nie ma prawa wypalić. To również nie jest coś, na co w tym roku czekam.
kr4wi3c: Dzwoniły lata 90, że chcą swój film z powrotem. Przecież to wygląda jak kino w starym dobrym stylu. Piękne samochody i szybkie kobiety. Trochę smuci fakt, że to będzie film robiony dla Netflixa, więc z jego jakością może być różnie.
SithFrog: To jest taki film, o którym nie wiedziałem, że go potrzebuję. Cliff Booth ukradł show w „Pewnego razu… w Hollywood” i pełnometrażowa produkcja stricte o nim może być hitem. Tym bardziej, że – jak Crowley wspomniał – reżyseruje nie byle kto, a i scenariusz napisał twórca postaci, a nie jakiś wyrobnik.
kuba: Nie no, gdzie postać i gra Pitta a gdzie Leo Di Caprio. Rick Dalton bije Cliffa Bootha na głowę, absolutnie, w każdej najmniejszej scenie. To jest top 3 najlepszych ról Leo. Tarrantino potrafi z niego wyciągnąć coś nieprawdopodobnego, co wydawałoby się kompletnie do niego nie pasuje. Zrobił to w „Django” a potem poprawił, zupełnie inaczej budując postać w filmie o Hollywood.
Pquelim: Rick Dalton był znakomity, chociaż do top 3 ról Di Caprio ja bym nie zaliczył. Jest tam za to jedna scena, która na pewno w top 3 Leo w karierze w moim rankingu by się znalazła.
Ale oddajmy Bradowi, co Pittowskie. Cliff jest rolą łatwiejszą warsztatowo, ale wciąż wymagającą i po prostu znakomicie zagraną. On też kradnie swoje sceny, ma rozbudowane back story i owszem, chętnie obejrzę ten film. Tarantino jest lepszym scenarzystą, niż reżyserem (w obu przypadkach top poziom oczywiście), a Fincher ma to do siebie, że pewnego poziomu nie opuszcza. Chociaż co do niego i owoców jego dotychczasowej kolaboracji z Netflixem akurat można mieć pewne wątpliwości.
Spider-Noir (premiera 27 maja 2026)
Crowley: Nie mamy nadal trzeciego animowanego „Spiderverse„, ale za to mamy Nicholasa Cage’a jako czarno-białego detektywa z pajęczymi mocami. Dla mnie bomba. Mam nadzieję, że będzie odważnie i poważnie, bo wygląda to całkiem oryginalnie. Czytał ktoś komiksy z tej serii?
kuba: Będą dwie wersje możliwe do oglądania: czarno-biała dla koneserów i kolorowa właściwie nie wiem dla kogo, bo jak już dostajesz takie coś, to musisz chcieć doświadczyć tego klimatu noir, a nie wesołej historyjki o dziwnym pseudo super-bohaterze. Serial wypuszczany na raz, co jest dużym minusem. Wleci i przepadnie. Długo nie będzie się o nim mówić. A co o samym trailerze? Nie kupił mnie i nie widzę, by Cage specjalnie uniósł tę rolę.
kr4wiec: Nie przepadam za Travoltą, ale mam wrażenie, że to właśnie on – jak mało kto – pasuje do takiej roli. Oby tylko było mrocznie i poważnie, a nie groteskowo. Dwie wersje kolorystyczne zapewne będą dlatego, żeby pokolenie tiktoka również mogło rozkoszować się serialem.
SithFrog: I see what you did there drogi kr4wcu! 😉 Szacuneczek. Co do serialu: na pewno jeśli ktokolwiek zasługiwał na osobną historię z ekipy pobocznych bohaterów spider-versum, to był nim Spider-Noir. Mam tylko nadzieję na więcej noir i mniej spidera. Póki co jestem na tak.
Pquelim: Wygląda jak spełnienie moich mokrych snów. Jako doświadczony wieloletnim rozczarowaniem miłośnik noir oczywiście chciałbym, ale odruchowo przyjmuję filozofię apostoła Tomasza: nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Nick i John pasują tu jak pięść do nosa, w związku z czym oczywiście czuje się zaintrygowany. Nawet jeśli opakują tą jakąś generyczną historią w klimacie czarnego kina, dla mnie wystarczy. Ale obiektywnie trzeba przyznać, że potencjał tu jest na znacznie więcej. To może być ten rzadki moment triumfu estetyki i formy nad banałem właściwym dla blockbusterów.
Michael (premiera 24 kwietnia 2026)
Crowley: „Bohemian Rhapsody” tylko więcej green screenów. Ujęcia z koncertów są fatalne i plastikowe, a całość wygląda na laurkę i odhaczanie kolejnych przebojów jak we wspomnianym filmie o Freddiem i spółce. A tak w ogóle, to dobrze pamiętam, że był już jakiś film o Jackson 5? Mam nieodparte wrażenie, że oglądałem coś takiego jeszcze w latach 90-tych, ale głowy nie dam.
kr4wi3c: Coś kojarzę, że był film o Jackson 5, co oczywiście nic nie musi znaczyć, bo z pamięcią u mnie ostatnio różnie. W każdym razie to, że film o Michaelu powstanie, było więcej niż pewne. Tylko dlaczego go dostajemy tak późno? Powinni już dawno się za niego zabrać. Oczywiście możemy się spodziewać, że nie zabraknie odhaczania kolejnych klasyków z przebogatej dyskografii artysty. Oby tylko legendę Michaela potraktowali poważnie i z szacunkiem, a nie zrobili z tego taniego cyrku. Nie ma co jednak liczyć że dostaniemy pełny obraz życiorysu króla popu. Będzie to raczej wygładzona laurka pozbawiona bardziej kontrowersyjnych tematów. Film w tych czasach ma się sprzedać, a nie wywoływać skandale, które mogą przykręcić kurek z mamoną.
SithFrog: Jak wyżej. Wygląda mi to na powtórkę z „Bohemian Rhapsody”, czyli bezkrytyczny pean na cześć wielkiego artysty bez zaglądania za kulisy czy pod kołdrę. Dziękuję, postoję, jak już mam oglądać i podziwiać wyłącznie twórczość Jacksona, to odpalę sobie po raz kolejny „Michael Jackson’s This is it” .
Crowley: Oczywiście, że będzie laurka. Pierwotnie film miał dotykać drażliwych tematów – operacji plastycznych i procesu o molestowanie dzieci, ale odpowiednio umocowane osoby powiedziały: stop. Niestety żyjemy w erze ugrzecznionych biografii, pilotowanych przez działy PR, więc żadnych brudów nie ma co się spodziewać. Z podobnych przyczyn utrącono już kilka potencjalnie ciekawych filmów. Zresztą to chyba tylko pierwsza część z planowanych dwóch, więc tego późniejszego okresu życia Jacksona chyba w ogóle w niej nie będzie.
Diabeł ubiera się u Prady 2 (premiera 1 maja 2026)
Crowley: Nie żebym się jakoś specjalnie ekscytował tym filmem, chociaż część pierwszą lubię. Ale spójrzcie tylko, jak beznadziejnie jest oświetlony każdy jeden plan. Zwiastun wygląda absolutnie obrzydliwie, bo wszystkie sceny są oświetlone jak filmy z TikToka – płasko. Może to znak czasów, że widzowie wychowani na scrollowaniu rolek oczekują takich właśnie obrazków, ale ja mówię im stanowcze „NIE”. Nie idźmy tą drogą.
kuba: Gdzieś na twitterze widziałem zestawienie kolorystyki pierwszej i drugiej części (oczywiście jak na złość nijak nie idzie tego odkopać) i niestety druga część poszła w nieznośny trend przejaskrawiania wszystkiego co możliwe. Źle to wygląda, ale może film obroni się fabułą. Kocham pierwszą część i nie mogę się doczekać powrotu tych postaci i ich ponownej interakcji. Spodziewam się filmu co najmniej godnego, ustępującego jakością oryginałowi, ale nie uwłaczającego mu.
SithFrog: Jestem tak stary, że oryginał oglądałem w kinie, w którym dorywczo pracowałem (pozdrawiam ekipę z kina Apollo w Poznaniu!). Pamiętam, że film mi się podobał i działał tak jako komedia, jak i jako sztampowa, ale sprawnie opowiedziana historia. Czy po 20 latach zagra to tak samo dobrze? Ciężko ocenić po samym zwiastunie, ale potencjał jest. Kolory faktycznie jakieś takie przegrzane, ale to chyba choroba współczesnego kina.
Pquelim: Jedynka to już dzisiaj klasyka kina, całkiem zresztą zasłużenie. W swoim gatunku dzieło co najmniej znakomite. Osobiście nie sądzę, żeby kontynuacja dorównała jej poziomem. Co nie znaczy, że będzie kiepska.
Street Fighter (premiera 16 października 2026)
Crowley: Do premiery jeszcze kawałek, ale to jeden z najbardziej absurdalnych i najfajniejszych zwiastunów, jakie widziałem. Kilka razy sprawdzałem, czy to autentyk, czy raczej jakiś wytwór AI. Wygląda niepoważnie, odważnie i luzacko, bardziej jak jakiś fanowski projekt niż produkcja dużego studia. Trzymam kciuki.
kr4wi3c: Film zapowiada się mało poważnie, czyli tak jak powinno być, i zdaje się zdecydowanie bardziej zgodny z duchem oryginału niż ten potworek z Van Dammem z 1994. Znaczy same plusy. Jestem niezmiernie ciekaw, co z tego wyjdzie. Może dla odmiany całkiem dobry film. Btw, ten rok dobrze się zapowiada, jeśli chodzi o komputerowe mordobicia (dla tych co nie wiedzą – film to egranizacja jednej z najsłynniejszych bijatyk), bo dostaniemy jeszcze jeden film o wirtualnym łamaniu kości i to nie mniej ważny.
SithFrog: Mortal Kombat zawsze był tym „krwawym i poważnym”, a Street Fighter to kolorowa, pstrokata i przerysowana do granic jazda bez trzymanki. Ewidentnie ktoś rozumie klimat gry, bo zwiastun jest chyba jeszcze bardziej zwariowany niż gra. Jeśli dowiezie fabularnie to mamy potencjalny hit.
Pquelim: Jak wyżej. Bezkompromisowe i świadome swojej marki, zupełnie jakby ktoś nie zwracał uwagi na słupki w Excelu…
Masters of the Universe (premiera 5 czerwca 2026)
Crowley: Pamiętacie He-Mana? Niedawno kupił go Amazon i szykuje nowy film. Stawiam orzechy przeciw kasztanom, że nawet jak ktoś pamięta przygody muskularnego blondyna, to prędzej wróci sobie do tej pociesznej wersji z Christopherem Lee w gumowej masce Szkieletora. Wspomnicie moje słowa.
kr4wi3c: To nie może się udać. To jest film z góry skazany na porażkę. Jedyne co mnie ciekawi, to kwestia tego, czy film zakończy się jakimś cringe’owym banałem jak te kreskówki z lat 80. BTW, jak byłem mały to miałem gumowego Szkieletora (taką zabawkę). Przez liczne przeprowadzki biedak niestety mi się gdzieś zapodział – albo komuś za bardzo się spodobał 😉
SithFrog: Mam chyba jakiś lepszy dzień niż koledzy. Mnie się podoba. He-Man, który oryginalnie powstał, bo miał być zabawką Matela dla franczyzy Conan, jest niepoważny, plastikowy i za przeciwnika ma gadający szkielet. Zwiastun wygląda jak zaginiony sequel „Thor: Ragnarok” czyli „Thor: Love and Thunder” gdyby był lepszy. Nie skazuję na porażkę, czekam i chętnie się przekonam, na ile się udało. Tym bardziej że czuję tu trochę wibracje a’la „Dungeons & Dragons: Złodziejski honor”. No i gdzie, do cholery, jest Orko???
Crowley: No właśnie ten wygląd a’la bieda Marvel mocno mnie uwiera. Chciałbym czegoś bardziej wyrazistego, z własnym charakterem, bo mam wrażenie, że większość filmów – powiedzmy – mało ambitnych wygląda, jakby korzystano przy produkcji z jakiejś ogólnodostępnej biblioteki gotowych modeli, tekstur i animacji. Niech to nawet będzie nieładne, ale chociaż oryginalne.
Mortal Kombat II (premiera 8 maja 2026)
kr4wi3c: W tym roku dostaniemy pojedynek dwóch najlepszych mordobić w historii gier. Mowa oczywiście o serii Mortal Kombat i Street Fighter. I będzie to pojedynek w iście filmowym stylu, na dużym ekranie. 😉 Obydwa filmy zapowiadają się mega niepoważnie, ale z tego co widać po trailerach, będą zawierać maksimum esencji atmosfery znanej z gier. Co mnie niezmiernie cieszy. Z tego co widać po trailerze to w MK nie zabraknie starych znajomków. Będzie Johny Cage (ciekawe czy będzie scena z jego ikonicznym ciosem a’la Van Damme), Kitana ze swoimi zabójczymi wachlarzami, Sonya z zielonymi światełkami, Kung Lao z ostrym jak brzytwa kapeluszem, Jax z cybernetycznymi rękoma, Raiden naparzający piorunami, no i oczywiście Scorpion z jego ikonicznym Get over here. Szkoda tylko, że Cary-Hiroyuki Tagawa nie wróci w roli Shang Tsunga. Na trailerze zabrakło jednak SubZero, więc trochę szkoda. Mam jednak nadzieję, że o nim nie zapomną i będzie jednym z większych zaskoczeń filmu.
SithFrog: A to nie Sub-Zero jest pacjentem, któremu dr Scorpion robi „Get over here!”? Zwiastun mi się podoba, ostatni „Mortal Kombat” mnie srogo zawiódł, więc liczę, że tym razem będzie inaczej. Jest mrocznie, jest wesoło, jest Karl Urban. Zobaczymy. Zwiastun do poprzedniej części też obiecywał wiele, a jednak nie dowiózł.
Crowley: No właśnie. Mają piłkę wystawioną do pustej bramki, wystarczy tylko kopnąć (z półobrotu). W „Mortal Kombat” potrzeba jedynie efektownych pojedynków i PROSTEJ fabuły. No dobra, jeszcze muzyka by się przydała, bo OST pierwszej części (tej prawdziwej, starej) jest tak kultowy, że grali go nawet na Igrzyskach Olimpijskich.
Pquelim: Pierwszy film Andersona to wciąż niedorównany klasyk kina klasy B. Ostatni reboot był nieudany, mimo ciekawego otwarcia film potem pogubił się właściwie w każdym aspekcie. Nie mam wielkich nadziei. Ta marka zasługuję na więcej.
Crowley: Ale chyba wszyscy się zgodzimy, że agent Karla Urbana zasługuje na każdego dolara, którego zarobił, prawda? Grał w „Herkulesie”, „Xenie”, „Władcy pierścieni”, „Kronikach Riddicka”, „Star Trekach”, „Dredd„, „Thor: Ragnarok”, „The Boys„, a teraz zagra Johnny’ego Cage’a. Szacuneczek.
Star Wars: Maul – Mistrz cienia (premiera 6 kwietnia 2026)
SithFrog: Somehow, Dath Maul returned… Maul kojarzy mi się automatycznie z prequelami i z tym, że jedynym powodem jego istnienia miało być „wyglądanie super i scena z Duel of the fates„. Ciężko mi więc traktować z zachwytem próby dopisania mu głębi. Wiem, wiem, to już było w przypadku bodajże „Clone Wars„, ale jakoś mnie ominęło. Poza tym dla mnie ten typ zginął po przecięciu na pół i nie potrafię serio traktować wersji, która „przeżyła”.
kuba: No nie tak „somehow”, bo jakiś czas temu poświęcono i zbudowano wokół Maula naprawdę spore odgałęzienie tego uniwersum, które o dziwo chyba bardzo mocno spodobało się fanom. Był jedną z najważniejszych części późniejszych „Wojen klonów”, ma sporo interakcji z Ashoką. Tyle tylko, że „Gwiezdne wojny” są obecnie tym, czym Marvel stanie się najpóźniej za pięć lat – bajzlem nie do ogarnięcia, z mieszaniem kanonów, ogromną liczbą odgałęzień i pomysłów, gdzie nikt nie będzie w stanie cieszyć się jakimś projektem, bo gdzieś uciekł mu kontekst i akurat nie obejrzał jakiegoś serialu, bądź mini-filmu, itd. Nie kupuję tego.
Crowley: A ja się jaram jak Anakin na Mustafarze. Tak – powrót Maula był bez sensu i nie powinien mieć miejsca. Ale on w „Wojnach klonów” i „Rebeliantach” był wspaniały. Filoni wycisnął z tej postaci wszystko to, co zmarnował Lucas. On naprawdę przeszedł przemianę, został zdradzony przez Palpatine’a, przez co sithów nienawidzi tak samo jak jedi. Ahsoka była szarą jedi, Maul był szarym(?) sithem. Ich pojedynek w finale „Clone Wars” był niesamowity. Kuszenie Erzy w „Rebeliantach” też. Liczę na wiele, bo akurat animacje w Disneyu robią ludzie, którzy lubią „Gwiezdne wojny”. Nie to co filmy aktorskie.
Diuna: część 3 (premiera 18 grudnia 2026)
SithFrog: Dwie poprzednie części to dla mnie arcydzieła i obu dałem zdaje się po dyszce. Nie spodziewam się innego scenariusza w przypadku odsłony domykającej trylogię. Od samego oglądania zwiastuna mam ciarki i nie mogę się doczekać premiery. Na pewno do grudnia przeczytam ponownie książkę co najmniej raz, a 1 i 2 obejrzę kilkukrotnie. Ciekaw jestem też reakcji ludzi, którzy nie znają historii i nie do końca zrozumieli końcówkę drugiej części, nadal kibicując Paulowi. 😉
kuba: Nie ma według mnie przesady w tym, że Diuna jest nową filmową trylogią na miarę „Władcy Pierścieni”. Że to właśnie największe filmowe wydarzenie tych czasów. Monumentalne arcydzieło od reżysera-wizjonera, dbającego o szczegóły, potrafiącego zgrać dźwięk z obrazem, nie upajającego się efektami specjalnymi, lubiącego praktyczne kostiumy i scenografie. Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, będziemy mieli tryptyk kompletny. Oczywiście czekam i jaram się tym filmem strasznie, bo uwielbiam to, co zrobiono w dwóch poprzednich częściach. Mógłbym o nich pisać i pisać, tak wielkim jestem fanem. Ciekawi mnie jednak także kwestia dwóch rywalizacji, które czekają „Diunę” – jedna bezpośrednia o widza w grudniu, gdzie naprzeciwko jest „Doomsday” (obstawiam, że będzie nakręcanie niesamowite), i druga z „Odyseją” przy okazji przyszłorocznych Oscarów. Prawdę mówiąc, chciałbym, żeby Diuna wyrównała (ale nie pobiła) rekord „Powrotu Króla” (jeśli będzie takim filmem, jakiego się spodziewam).
Crowley: Faktycznie zapowiada nam się rok superprodukcji i rekordowych wyników, bo na horyzoncie mamy jeszcze chociażby „Spider-Mana” i „Toy Story”, które też narobią zamieszania. A sama „Diuna” zapowiada się znakomicie, chociaż raczej nie będzie aż tak wierna oryginałowi jak dwie pierwsze. Zdaje się też, że mogą się w filmie znaleźć elementy „Dzieci Diuny”, a tam zaczynają się dziać rzeczy bardzo dziwne. Podoba mi się, że Villeneuve dostał możliwość zrobienia tego po swojemu i spójnie, bo film faktycznie wygląda jak bezpośrednia kontynuacja. Ciekawe, czy nie będzie podobnie jak z „Władcą pierścieni” i „Hobbitem”. Czy po monumentalnej i niemal doskonałej trylogii ktoś nie wpadnie na pomysł nakręcenia kontynuacji, ale już bez takiej dbałości o detale i bez wizji Villeneuve’a.
Pquelim: Wychodzi tego samego dnia co Avengersi. Święta będą gorące w tym roku, no i ciekawe, czy widownia dopisze. Trochę to wygląda, jakby podupadające Hollywood tego dnia miało zamiar rzucić rozpaczliwe wyzwanie widowni i zagrać „all in” przy stole, gdzie rozgrywa się przyszłość przemysłu filmowego.




„Nie ma według mnie przesady w tym, że Diuna jest nową filmową trylogią na miarę „Władcy Pierścieni””
To jest przesada tego tysiąclecia.
To świetne filmy, takie mocne 8/10. Próba porównania ich do arcydzieł początku XXI pokazuje jak nisko jest teraz zawieszona poprzeczka
Co do Rebels – to na razie przeniesienie ich na ekran wyszło słabiutko. Sabine była nie do zniesienia. Hera i Ezra nijacy.
Zeb miał kilka sekund w beznadziejnym sezonie Mando.
Oni powinni zostać w animacji. I chyba ją sobie niedługo odświeżę. Była kapitalna.
Michael – już były chyba kiedyś filmy, po co to znowu. Tania sensacja by było o czym dyskutować.