
Któż mógłby być lepszym bohaterem drugiego odcinka cyklu, jeśli nie drugi syn Tytosa Lannistera: Kevan?
Przyczajony kotowaty
Kevana po raz pierwszy widzimy w gospodzie na rozstajach dróg, którą Tywin Lannister obrał za swą siedzibę, gdy po porwaniu Tyriona przez Catelyn Stark maszerował na czele armii, aby rozprawić się z lordami Dorzecza. Pośród zwykle raczej przystojnych Lannisterów młodszy brat lorda Casterly Rock nie robi większego wrażenia: jest ciężko zbudowanym, korpulentnym mężczyzną z krótko przystrzyżoną brodą oraz coraz wyraźniejszą łysiną. Zdaniem najbliższych nie charakteryzuje się również szczególną charyzmą czy intelektem.
Ser Kevan pochylił się do przodu.
– Pomyśleliśmy, że ty i twoje dzikusy moglibyście pojechać w przedniej straży, jeśli dojdzie do bitwy.
Ser Kevan rzadko kiedy „myślał” coś, czego przedtem nie pomyślał lord Tywin.– Gra o tron –
Zwykle raczej dość przenikliwy Tyrion nie ma przesadnie wygórowanego mniemania o samodzielności swego stryja. Z pewnością jednak w miarę prawidłowo odczytuje układ, w jakim ten funkcjonuje ze swym starszym bratem.
Tyrion wiedział z wieloletniego doświadczenia, że ser Kevan jest w radzie strażą przednią jego brata. Nigdy nie przychodził mu do głowy żaden pomysł, który nie nasunął się najpierw lordowi Tywinowi. Wszystko ustalono z góry – skonkludował. Ta dyskusja jest tylko na pokaz.
– Nawałnica mieczy –
Kevan jest nie tylko „przednią strażą” Tywina w czasie wojennych narad czy spotkań Małej Rady, ale również jego zaufanym przedstawicielem, negocjującym sprawy trudne i delikatne. Ten podział zadań między braćmi funkcjonuje znakomicie, gdyż młodszy jest z natury bardziej koncyliacyjny niż starszy. To właśnie Kevan z polecenia swego ojca – lorda Tytosa – organizował wymianę zakładników, gdy Ellyn Tarbeck w odwecie za zamknięcie w lochu jej męża pojmała trzech Lannisterów. Tywin odmówił udziału w rokowaniach, proponując zwrócenie lorda Tarbecka w trzech częściach.
Tywin gardził ojcem, bezwolnym, grubym i nieudolnym lordem Tytosem Lannisterem, a jego stosunki z dwoma braćmi, Tygettem i Gerionem, były wyjątkowo burzliwe. Więcej szacunku okazywał trzeciemu bratu, Kevanowi, który od dzieciństwa był jego wiernym powiernikiem i nieodłącznym towarzyszem, a także siostrze, Gennie, lecz nawet w tych przypadkach sprawiał wrażenie, że kieruje nim raczej obowiązek niż uczucia.
– Świat lodu i ognia –
Tywin jest człowiekiem trudnym i apodyktycznym, nie dziwi więc, że zraża do siebie dużą część rodziny. Bogowie przy obdarzaniu go różnymi przymiotami zapomnieli o empatii i swój błąd naprawili dopiero przy Kevanie, dając mu jej za dwóch. Nie dziwi więc, że ten ostatni tłumaczy emocjonalne deficyty brata okolicznościami, w których tamten dorastał.
Wiem, że Tywin wydaje ci się twardym człowiekiem, nie jest jednak twardszy, niż to konieczne. Nasz ojciec był łagodny i sympatyczny, ale tak słaby, że jego chorążowie drwili zeń po pijanemu. Niektórzy uważali za stosowne otwarcie mu się przeciwstawiać. Inni lordowie pożyczali od nas złoto, ale jakoś nie chcieli oddawać. Na dworze krążyły żarty o bezzębnych lwach. Nawet kochanka go okradała. Kobieta tylko jeden stopień lepsza od kurwy przywłaszczyła sobie klejnoty mojej matki! Tywinowi przypadło w udziale zadanie przywrócenia rodowi Lannisterów należnego mu miejsca.
– Nawałnica mieczy –

Kevan zasługi przypisuje Tywinowi, nie wspomina jednak o własnych, tymczasem to obaj najstarsi synowie lorda Tytosa jeszcze za jego życia zaczęli przywracać Skale należną jej pozycję. Po wojnie Dziewięciogroszowych Królów, w czasie której Kevan zdobył rycerskie ostrogi, to właśnie on z rozkazu brata na czele pięciuset zbrojnych weteranów znosił bandy rabusiów i upominał się u wasali o zaległe pieniądze. Od tych, którzy nie mieli z czego ich zwrócić, brał zakładników. W ten oto romantyczny sposób poznał swą przyszłą żonę – Dornę Swyft – którą jej ojciec ser Harrys oddał mu jako zastaw za długi. Powyższe wskazuje, że nie tylko najstarszy z braci musiał wykazywać się twardością czy wręcz bezwzględnością.
Po śmierci żony Tywina, Kevan pozostał jedynym powiernikiem starszego brata. Owdowiały Pan Skały stał się człowiekiem o jeszcze trudniejszym charakterze niż wcześniej, nie dziwi więc, że jego relacje z własnymi dziećmi są napięte. Kevan znów musi działać w roli pośrednika. Próbuje doprowadzić do pogodzenia się brata z Jaimem, gdy ten wróciwszy okaleczony do stolicy, odmówił żądaniom ojca, by ustąpić z Gwardii Królewskiej i objąć rządy w Casterly Rock. To również młodszy z synów Tytosa przynosi w imieniu Tywina propozycję ugody oskarżonemu o zamordowanie króla Tyrionowi. Kevan przekonuje go, by przyznał się do winy – w zamian trybunał pod przewodnictwem Tywina okaże mu łaskę i pozwoli przywdziać czerń.
– […] To sprawiedliwy człowiek. Gdybyś był rozsądny, zaufałbyś mu.
Tyrion zamrugał powiekami ze zdumieniem. Ser Kevan zawsze był spokojnym, solidnym, praktycznym człowiekiem. Nigdy dotąd nie słyszał, by przemawiał z takim ferworem.
– Ty go kochasz.
– Jest moim bratem.– Nawałnica mieczy –
Te proste słowa być może są najlepszym wytłumaczeniem wiernej służby Kevana u boku Tywina. Zawsze wiernego, zawsze wpierającego go we wszystkich staraniach, zawsze w jego cieniu.
Ja też mam w herbie lwa
Wszyscy znający Kevana zgadzają się, że jest kompetentny oraz solidny, przy czym trudno nie odnieść wrażenia, że w ustach innych Lannisterów nie brzmi to do końca jak komplement. Najlepiej widzimy to na przykładzie Cersei, która jest przekonana, że po śmierci ojca jej stryj nadal zadowalać się będzie pozycją pierwszego wśród sług.
Następny namiestnik będzie znał swoje miejsce – obiecała sobie. To będzie musiał być ser Kevan. Jej stryj był niestrudzony, roztropny i niezachwianie posłuszny. Będzie mogła na nim polegać, tak jak jej ojciec. Ręka nie sprzecza się z głową. Musiała władać królestwem, ale będzie potrzebowała nowych ludzi, którzy pomogą jej w tym zadaniu.
– Uczta dla wron –
Jakież jest jej zdziwienie, gdy dotąd niezachwianie posłuszny Kevan okazuje się mieć swoje oczekiwania oraz stawiać warunki. Twarde.
– Królestwo. Tak jest. – Pociągnął kolejny łyk wina. – Zgoda. Zostanę i będę służył Jego Miłości…
– Znakomicie… – zaczęła, ale ser Kevan podniósł głos i mówił dalej, ignorując ją.
– … pod warunkiem, że zrobisz mnie nie tylko namiestnikiem, lecz również regentem, a sama wrócisz do Casterly Rock.– Uczta dla wron –
Kevan, ku zdumieniu Cersei, podtrzymuje stanowisko Tywina odnośnie tego, że należy ją odsunąć zarówno od syna, jak również wszelkiej władzy w królestwie oraz odesłać do Casterly Rock. Królowa nie potrafi zrozumieć, dlaczego potulny dotąd stryj nie zamierza się podporządkować, choć służył przecież wiernie jej ojcu. Jego odpowiedź jest prosta:
Nie jesteś Tywinem.
– Uczta dla wron –
To nie wszystko. Stonowany i uprzejmy dotąd Kevan brutalnie wyraża się o walorach intelektualnych Cersei, dyskwalifikujących ją jako osobę mogącą sprawować rządy. Wprost zarzuca jej też bycie fatalną matką, czego najlepszym dowodem jest to, na kogo wyrósł Joffrey. Jakby tego było mało, poczciwy stryj, do którego głowy jakoby nigdy nie przyszło nic, co wcześniej nie zawitało w tywinowej, doskonale zdaje sobie sprawę z czegoś, czego starszy brat uparcie nie chciał widzieć.
– Twoja siostra zna moje warunki. Nie zmieniły się. Powiedz jej to, gdy następnym razem odwiedzisz jej sypialnię.
– Uczta dla wron –
Konflikt z królową nie kończy się dla Kevana najlepiej: zostaje odsunięty od wszelkich urzędów. Tytuł Namiestnika Zachodu, jak i kasztelana Casterly Rock, przypada mniej zasłużonym i przede wszystkim nie tak doświadczonym członkom rodu. „Bezrobotny” Kevan może skupić się więc na sprawach rodzinnych. W pierwszej kolejności oddać ostatnią przysługę ukochanemu bratu, odwożąc jego szczątki do rodowej siedziby. Gdy się z tym upora, zamierza pomóc swemu synowi Lancelowi – który wciąż nie wrócił do pełni sił po ranie otrzymanej nad Czarnym Nurtem – objąć w posiadanie jego nową siedzibę w Darry. Kevan planuje odbudować wojenne zniszczenia i rozprawić się z grasującymi po okolicy bandytami. Przed wyjazdem ostrzega mściwą regentkę, by lepiej zostawiła go w spokoju.
– To prawda, że nie mam włości. Dysponuję jednak pewnymi dochodami i zaoszczędziłem parę kufrów monet. Mój ojciec nie zapomniał o wyposażeniu wszystkich swoich dzieci, a Tywin potrafił nagradzać wierną służbę. Utrzymuję dwustu rycerzy i jeśli będzie trzeba, mogę podwoić tę liczbę. Są też wolni, którzy zbiorą się pod moją chorągwią, mam złoto potrzebne, by opłacić najemników. Nie byłoby rozsądnie mnie lekceważyć, Wasza Miłość… a najrozsądniej byłoby nie robić sobie ze mnie wroga.
– Uczta dla wron –
Protektor Królestwa
Wydarzenia nie pozwalają pozostawać Kevanowi długo na uboczu. Nie w pełni zdrowy na ciele – a może również umyśle – Lancel nie docenia tego, że dzięki swemu ojcu ze zwykłego domowego rycerza stał się lordem i zamierza zrezygnować z tego wszystkiego, by wstąpić do Synów Wojownika. Na kłopoty rodzinne nakłada się kryzys polityczny: nieudolne rządy Cersei zakończyły się jej spektakularnym upadkiem, doprowadzając do gigantycznego chaosu. Ktoś musi ten bajzel posprzątać.
– [..] Królestwem władają ser Harys Swyft i wielki maester Pycelle. Wysłali kruka do Casterly Rock z prośbą do twego stryja, by wrócił na dwór i został regentem. Jeśli ma zamiar się zgodzić, lepiej niech się śpieszy, bo Mace Tyrell przerwał oblężenie Końca Burzy i maszeruje tu ze swą armią. Ponoć Randyll Tarly również zmierza ku nam ze Stawu Dziewic.
– Uczta dla wron –
Kevan zgodnie ze swym pierwotnym życzeniem otrzymuje tytuł regenta, ale pozycja Lannisterów – w dużej mierze przez chaotyczną politykę Cersei – znacznie osłabła, władzą zatem musi podzielić się z Wysogrodem. Mace Tyrell zostaje namiestnikiem, zaś jego chorążowie wchodzą do Małej Rady.
Gdy Redwyne wróci do Królewskiej Przystani, w radzie będzie trzech ludzi Lannisterów i trzech ludzi Tyrellów.
– Taniec ze smokami –
Jakby tego było mało, siły Reach stacjonują w i wokół stolicy, podczas gdy większość wojsk Lannisterów utknęła w Dorzeczu, gdzie ich straty tylko rosną. Lord Wysogrodu doskonale zdaje sobie sprawę ze swej silnej pozycji i bezwzględnie to wykorzystuje.
Mimo niekorzystnego obrotu spraw Kevan – uznawany dotąd za sprawnego wykonawcę poleceń lepszych od siebie – utrzymuje chwiejną równowagę między Lannisterami a Tyrellami. Więcej: w kraju zniszczonym wojną domową, stojącym u progu zimy i zewnętrznej agresji, to właśnie jego rządy są jedyną nadzieją na uniknięcie katastrofy. Varys – będący najniebezpieczniejszym z grających o tron – dostrzega jego sprawność oraz skuteczność, postanawia więc usunąć go z planszy.
To sprawia mi ból panie. Nie zasługujesz na to, by umrzeć samotnie w taką zimną ciemną noc. Jest wielu takich jak ty… dobrych ludzi, którzy służą złej sprawie… ale ty byłeś groźny, mogłeś zniweczyć świetną robotę, jaką wykonała królowa, pogodzić Wysogród z Casterly Rock, związać wiarę ze swym małym królem i zjednoczyć Siedem Królestw pod władzą Tommena.
– Taniec ze smokami –
Varys jako pierwszy zrozumiał, że Kevan nie był tylko rzetelnym wykonawcą poleceń starszego brata, lecz równie sprawnym i utalentowanym graczem, co tamten. Dla uważnego czytelnika nie powinno być to zaskoczeniem. Kevana już od pierwszego tomu charakteryzuje trzeźwy osąd i dobre rozeznanie. W pierwszej kolejności w sprawach wojskowych. Gdy w czasie jednej z wojennych narad jego teść Harys Swyft dziwi się, dlaczego Jaime podzielił swą armię pod Riverrun, to właśnie Kevan wyjaśnia mu zasady oblegania tego typu twierdz. Robi to zresztą z charakterystyczną dla siebie uprzejmością, tak obcą Tywinowi i jego latoroślom. Gdy trzeba, potrafi być jednak brutalny: z polecenia Tywina wysyła Górę, Lorche’a i Kozła, nakazując im spustoszyć Dorzecze ogniem i mieczem.
Po przeprowadzeniu skutecznej odsieczy szturmowanej przez Stannisa Królewskiej Przystani widzimy, z jaką skutecznością Tywin przy wsparciu brata przejmuje rządy nad Królestwem. Dzielą się nimi co prawda z sojuszniczymi Tyrellami, ale tak, by zachować większość najwyższych urzędów w rękach Lannisterów, piastujących godność regentki, namiestnika, starszego nad monetą, lorda dowódcy Gwardii Królewskiej oraz starszego nad prawami – ostatnią z nich obejmuje właśnie Kevan. Młodszy z synów Tytosa równie skutecznie dba o interesy własne oraz najbliższych, czego dowodem są wspomniane już majątek oraz objęcie przez Lancela władzy nad ziemiami i zamkiem Darrych. W Uczcie – przed ostatecznym rozbratem z Cersei – Kevan udziela jej rad świadczących o jego politycznym wyczuciu i doświadczeniu, które rzecz jasna królowa lekceważy.
– Byłabyś głupia, gdybyś mianowała Mace’a Tyrella swoim namiestnikiem – zgodził się ser Kevan. Ale jeszcze większą głupotą byłoby zrobić sobie z niego wroga. […] królewskim namiestnikiem zrób Mathisa Rowana albo Randylla Tarly’ego. […] Lord Tyrell nie będzie mógł się obrazić, jeśli wybierzesz na namiestnika jednego z jego chorążych. Tarly i Rowan to zdolni ludzie… i lojalni. Jeśli mianujesz któregoś z nich, będzie należał do ciebie. Wzmocnisz siebie i osłabisz Wysogród, a mimo to Mace zapewne ci podziękuje.
– Uczta dla wron –
Powyższa rada zadaje kłam tezie, że jedyne pomysły, na jakie wpadał młodszy z synów Tytosa, rodziły się wcześniej w głowie starszego. Zadufane dzieci tego ostatniego, zresztą jak większość Królestwa, być może z wyjątkiem Genny Lannister, nie rozumiały, jak w rzeczywistości działał tandem Tywin-Kevan, tym bardziej że żaden z nich nie był zainteresowany tym, by to ujawnić. Kevan przedstawiał się jako zaledwie „powiernik” Tywina, podczas gdy prawdopodobnie wspólnie układali plany, dzieląc się potem rolami w ich realizacji. Lojalny i kochający brata młodszy z Lannisterów nie miał problemu z tym, że żyje w cieniu głowy rodu, gdyż tak wyglądał westeroski porządek rzeczy. Nie było też dla niego ujmą służyć człowiekowi formatu Tywina, lecz nie miał zamiaru godzić się na podobną rolę wobec osób, które tamtemu nie dorastały do pięt.
Pozostaje się zastanowić, jak zapisałby się w historii Siedmiu Królestw, gdyby Varys tak brutalnie nie przerwał jego rządów.
Żywot człowieka poczciwego
Wiemy już, że Kevan uchodzi za rozsądnego, rzetelnego, pracowitego, a także skłonnego do kompromisu. To jednak nie wszystkie zalety młodszego z synów Tytosa. Nie licząc spięć z Cersei i Jaimem, Kevan jest człowiekiem miłym w obyciu i to również wtedy, gdy okoliczności wynoszą go na szczyty władzy, czym bardzo różni się nie tylko od Tywina, ale też jego dzieci.
– Nie pokładam zbyt wielkiej wiary w myrijskich bankierach – odezwał się ser Kevan. – Lepiej przygotuj się na podróż do Braavos.
Ser Harys nie sprawiał wrażenia zbyt zadowolonego z tej perspektywy.
– Jeśli będę musiał. Powtarzam jednak, że to nie ja jestem winien tych kłopotów.
– Masz rację. To Cersei zdecydowała, że Żelazny Bank może zaczekać na pieniądze. Czy mam ją wysłać do Braavos?
Ser Harys zamrugał.
– Jej Miłość… to… to…
– To był żart – uratował go ser Kevan. – Raczej kiepski. Znajdź sobie jakiś ciepły kominek. Ja zamierzam uczynić to samo.– Taniec ze smokami –
Gdy Tywin oferuje Tyrionowi warunki ugody, nie zniża się do przekazania ich osobiście i wysyła w tym celu Kevana. Ten jako pośrednik ma jeszcze jedną zaletę: w przeciwieństwie do swego brata cieszy się zaufaniem innych.
– Zaciekawiłeś mnie stryju. Zawsze byłeś sprawiedliwym człowiekiem.
– Nawałnica mieczy –
Na marginesie można zauważyć, że to właśnie Kevan, nie licząc Jaimego, jest jedynym członkiem rodziny, który odczuwa do paskudnego i złośliwego Tyriona sympatię. Jednym z tego przykładów jest choćby posiedzenie Małej Rady, na które Karzeł przybywa po raz pierwszy od czasów otrzymania swej straszliwej rany w bitwie nad Czarnym Nurtem.
Najcieplej przywitał go stryj Kevan, który posunął się nawet do tego, że pocałował go w policzek.
– Nawałnica mieczy –
Ogólnie ser Kevana możemy postrzegać jako człowieka rodzinnego i – w przeciwieństwie do starszego brata – dość uczuciowego. Widzimy to chociażby w jego podejściu do rannego w bitwie nad Czarnym Nurtem Lancela. Tywin, delikatnie rzecz mówiąc, nie wygląda na przesadnie przejętego losem walczącego o życie Tyriona, co, zważywszy na jego podejście do młodszego syna, specjalnie nie dziwi, ale nawet w przypadku utraty dłoni przez jego ulubieńca – Jaimego, reaguje raczej gniewem niż współczuciem. Kevan zachowuje się w stosunku do Lancela zupełnie inaczej.
Lancel wspierał się na ramieniu ser Kevana. Opuścił łoże boleści po raz pierwszy od dnia bitwy. Wygląda makabrycznie. Był chudy jak patyk, a jego włosy zrobiły się białe i łamliwe. Bez pomocy ojca z pewnością by się przewrócił. Gdy jednak Sansa pochwaliła go za odwagę i powiedziała, że cieszy się z jego powrotu do zdrowia, Lancel i ser Kevan rozpromienili się radośnie.
– Nawałnica mieczy –
W dalszych tomach stosunki Kevana z najstarszym synem co prawda się psują, ale na tle rodziny jego brata, gdzie syn morduje ojca, a rodzeństwo chce się pozabijać, jego relacje z najbliższymi to wręcz idylla. Gdy Kevana dotyka straszliwa tragedia w postaci śmierci jednego z synów – Willema – przyjmuje to tak, jak należałoby się spodziewać po większości prawidłowo ukształtowanych ludzi: jest zdruzgotany.
To zadanie miało przypaść jego stryjowi, lecz solidny, niestrudzony ser Kevan Lannister nie był sobą od chwili, gdy z Riverrun przyleciał kruk z wiadomością o zamordowaniu jego syna. Bliźniaczy syn Willema, Martyn również był jeńcem Robba Starka, a ich najstarszy brat Lancel ciągle leżał w łożu. Jego rana ropiała i nie chciała się goić. Ser Kevan stracił jednego syna, a dwóm następnym groziło śmiertelne niebezpieczeństwo. Sparaliżowały go strach i żałoba.
– Nawałnica mieczy –
Jak inna to reakcja od pustki emocjonalnej, jaką w Jaimem wywoła informacja o śmierci jego pierworodnego. To, co wydaje się chyba najbardziej charakterystyczne dla Kevana – szczególnie wyróżniające go na tle innych Lannisterów – to właśnie jego normalność oraz empatia, której nie tylko Tywin, ale również jego dzieci zdają się pozbawione. Być może dlatego właśnie reaguje ze zgrozą na sugestie Joffreya, zamierzającego sprezentować Sansie głowę jej brata.
– Chcę też dostać głowę Robba Starka. Napisz w tej sprawie do lorda Freya. To królewski rozkaz. Podam ją Sansie na mojej weselnej uczcie.
– Panie – zaprotestował wstrząśnięty ser Kevan – lady Sansa jest teraz twoją ciotką poprzez małżeństwo.– Nawałnica mieczy –
Gdy Podrick Payne – ewidentnie niemający szczęścia do rycerzy, którym służy – po śmierci kolejnego z nich zostaje pozostawiony sam sobie w lannisterskim obozie, to właśnie Kevan roztacza nad nim opiekę, po czym wysyła do stolicy, by był giermkiem Tyriona. W przeciwieństwie do swego brata i jego dzieci, nie jest też człowiekiem mściwym. Gdy będąc regentem odwiedza zamkniętą w celi Cersei, mimo niezbyt przyjemnych okoliczności ich ostatniego spotkania, nie tylko unika triumfalizmu, ale nawet wybacza jej (inna rzecz czy szczerze), że ta uwiodła jego najstarszego syna, chociaż miała roztoczyć nad nim opiekę. Zaś po upokarzającym marszu pokutnym królowej szczerze jej współczuje.
Ser Kevan nie pamiętał, by kiedykolwiek widział bratanicę tak cichą, spokojną i potulną. Tak będzie lepiej. Poczuł też jednak smutek. Jej ogień zgasł, a kiedyś płonęła tak jasno.
– Taniec ze smokami –
Czy zatem Kevan to wzór cnót wszelakich? W żadnym razie! Jego zachowanie po śmierci Tywina sprawia wrażenie odreagowywania długoletniego pozostawania w cieniu głównej rodowej linii. O ile można się zgodzić, że domaganie się przez niego tytułu regenta jest uzasadnione, robi to w sposób niezwykle brutalny, niepotrzebnie eskalując konflikt z bratanicą. Podobnie konfrontacyjnie nastawiony jest do Jaimego, mimo że ten szuka ze stryjem porozumienia. Być może w końcu nie musi kryć tego, co naprawdę o nich myśli. Świadczy to jednak o pewnej małości, przede wszystkim zaś jest zwyczajnie niemądre. Skutkuje nie tylko całkowitą marginalizacją polityczną, lecz zagraża bezpieczeństwu zarówno Kevana, jak i jego najbliższych. Być może młodszy z synów Roześmianego Lwa po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bezwzględną i na tym etapie powieści niestabilną emocjonalnie osobą stała się królowa.
Mimo tych błędów, zrządzeniem losu i dzięki głupocie Cersei, Kevan obejmuje w końcu ster rządów. I w mojej ocenie – gdyby Varys tak brutalnie nie przerwał jego misji – młodszy z synów Tytosa mógłby sprawić się na tym stanowisku nawet lepiej niż Tywin. Posiada bowiem większość jego zalet, będąc wolnym od wad starszego brata. Jest dumny, ale nie arogancki. Potrafi być bezwzględny, lecz nie okrutny. Sympatyczniejszy w obyciu, wolny jest od emocjonalnych deficytów brata, przez które tamten jest z góry skazany na zaburzone relacje z większością ludzi, ze szczególnym naciskiem na najbliższych. Kevan jako człowiek bardziej skłonny do kompromisu posłuch wśród sojuszników wywołuje nie tylko strachem, lecz szacunkiem, którym się wśród nich cieszy. Posiada też jeszcze jedną cechę, która w oczach Martina – w mojej ocenie słusznie – predestynuje ludzi do sprawowania władzy, a której z pewnością nie posiadał Tywin.
– Jaime – odparła, pociągając go za ucho – słodziutki. Znam cię od czasu, gdy byłeś dzieciątkiem u piersi Joanny. Uśmiechasz się jak Gerion i walczysz jak Tyg, jest też w tobie trochę z Kevana, bo w przeciwnym razie nie nosiłbyś tego białego płaszcza…
– Uczta dla wron –
Całe życie Kevana to wierna służba. Jest to immanentna cecha jego charakteru i trudno założyć, by zniknęła wraz ze śmiercią starszego brata. Zmienił się tylko jej cel – zostając regentem, służy teraz całemu Królestwu. I choć jego brat okazał się jednym z najlepszych namiestników w historii, chyba nikt nie ma wątpliwości, że na pierwszym miejscu zawsze stawiał swój ród, potem dopiero Królestwo. Młodszy z braci priorytety rozkłada inaczej. Widzimy to choćby na przykładzie długów Korony – Kevan przynajmniej rozważa, by pokryć je z pieniędzy Lannisterów, gdy Tywin nie chce nawet o tym słyszeć. Po tym właśnie odróżniamy sprawnych polityków od mężów stanu – potrafią postawić interes państwa nad własny.





Lannisterowie mają w PLiO taką dziwną cechę, że gdyby to ten drugi z dwójki braci byłoby lepiej dla rodu, w każdym z trzech znanych przypadków (Kevan miał trzech synów). Gdyby Kevan był starszym synem i został lordem Casterly Rock, w Westeros działoby się lepiej, podobnie gdyby starsi byli Tyrion (choć już nie po tym jak wszedł na ścieżkę autodestrukcji) i Tommen.
Kevana szkoda, dobry człowiek, ale po złej stronie barykady. Ciekawe, czy któryś z jego żywych synów, Lancel albo Martin, zostanie głową rodu, jaką prawie został ich ojciec, który na to zasłużył.
Celna uwaga. Lancel, po wszystkim co go spotkało, ma chyba już coś niezbyt dobrze z głową i Jaime trafnie zauważa, że przy jego stanie zdrowia modły i posty raczej nie wyjdą mu na dobre. Zatem może ostatni z synów Kevana faktycznie będzie ostatnią deską ratunku dla Lannisterów. A może w końcu znajdzie się nasz biedny Tyrek i wjeżdżając cały na biało uratuje Lwy?
Tyrek i tak jest za Martynem w kolejności do Casterly Rock (a przed nim poza Lancelem i Cersei są jeszcze Tommen i Myrcella).
A co do Lancela to nie widzę z interakcji jego z Jaimem bycia stukniętym, a oddania się religii Siedmiu. Polityka z niego nie będzie, ale wygląda na to, że ma zamiar (a wręcz zrzekł się) zrzec się ziem rodu Darry, więc to samo pewnie uczyni z Casterly Rock. Posty mogą mu zaszkodzić, ale modlitwy chyba bardziej go wspomogą, niż latanie z mieczem :>
Co do Tyreka oczywiście zgoda: chodziło mi o to, że zaginiony, może się cudownie odnaleźć, gdy zostanie ostatni na placu boju.
Zaś co do Lancela: dla mnie tak nagła przemiana z człowieka, który przyczynił się jednak do śmierci króla oraz nawiązał romans z własną kuzynką do skrajnie pobożnego, zrzekającego się żony, pozycji i bogactwa w połączeniu z wycieńczeniem organizmu jest podejrzana. I zgoda: jest bardziej prawdopodobna u młodego człowieka, który stanął na skraju śmierci, ale równie dobrze może (acz nie musi) wiązać się z tym, że pod kopułą nie za dobrze się dzieje.
Nie była nagła. A w trakcie choroby i powrotu do zdrowia nie wiemy dokładnie, kto się nim opiekował i co do ucha sączył…
Jeśli czegoś nie pomyliłem, wysłano do Lancela Septona, nie wiem już tylko jakiej rangi, gdy wydawało się, że nie wydobrzeje. A jeśli coś pomyliłem, proszę o poprawienie.
Dlaczego złej stronie barykady?
Bo konserwuje bezprawne rządy bękartów Cersei, które na dłuższą metę mogą przynieść Westeros jedynie katastrofę. Zamiast pozwolić na powrót do władzy prawowitej dynastii Targaryenów. 🙂
Raczej Blackfyre’ów przebranych za Targaryenów. Bo nie uwierzę, że księżniczka Elia Martell zgodziłaby się na taki podstęp i to jeszcze z jednym dzieckiem. Oberyn mówił, że była łagodną kobietą. Do tego mamy cały ten kulturowy kontekst Wodnych Ogrodów – dzieci szlacheckich i pospolitych, które bawią się tam.
Czy Elia pozwoliłaby, aby inny człek wyniósł jej dziecko poza niebezpieczeństwo? Nie mam wątpliwości. Ale nie wierzę, że ryzykowałaby życiem innego pospolitego dziecka. Gdyby Varys naprawdę przyszedł do niej to kazałabym zabrać oboje dzieci, albo jeszcze lepiej ich troje do Dorne w zamian za hojną nagrodę. Nie bawiłaby się w niesmaczne podmiany dzieci. Jeśli naprawdę dostałaby wcześniej informację, że jej dzieciom grozi śmierć to zrobiłaby wszystko, aby znaleźli się z dala od tego. Zarówno syn jak i córka. Nie ryzykowałaby życiem obcego dziecka.
A koronnym dowodem tej teorii jest Myles Toyne.
Prędzej padłby na swój miecz przeklinając czerwone smoki niźli próbował zdobyć tron dla syna Rhaegara. Dziwię się, że Connington nigdy o tym nie pomyślał. Pewnie to był ten pakt krwi, o którym wspominał Illyrio. Co też łączy się ze zdradą przepowiedzianą dla Daenerys – zdrada z powodu krwi.
Po pierwsze nie wiadomo. Elia raczej nie miała wielkiego wyboru, gdy ludzie Tywina wtargnęli na zamek. Zaś Złota Kompania stała po jednej ze stron rodzinnego sporu w obrębie smoczej krwi. Ponieważ nie ma już Blackfyre’ów, nie widzę powodu dla którego nie mogliby poprzeć drugiej. Zresztą, powiedz mi w takim razie, jak to możliwe, że jednak służą Aegonowi? Wszyscy wiedzą, że to Blackfyre, ale nic mu nie mówią? Dobrze wiesz, że to niemożliwe. Ktoś w końcu by mu to powiedział, choćby w gniewie. Nawet jeżeli Aegon to Blackfyre, to kierownictwo Złotej Kompanii nic o tym nie wie. Służą Targaryenowi.
Po drugie, co to za różnica? I Targaryenowie i Blackfyre to ten sam ród. Daemon Blackfyre był synem Aegona IV i Daeny Targaryen. Smocza krew.
A po trzecie, mówiąc o Targaryenach, miałem na myśli również Daenerys, której działania Kevana również nie służyły.
A co niby mają powiedzieć? Ich pretendent, który zajmie tron i odda im, to co zostało im odebrane – powrót do domu – jest podstawiony? Komu i dlaczego?
Wszystkie osoby, które wiedzą to mają interes, aby milczeć. Ilyrio, Varys i Złota Kompania. Wszyscy wiedzą, że Westeros pamięta ostatni bunt Blackfyre’ów i nie przyjęłoby chętnie kolejnego. Pochodzenie od Rhaegara jest lepszą polityką. Sam Connington wierzy, że chłopak należy do Smoczego Księcia. Aegon też zdaje się wierzyć w tę historię. Reszta jak Kaczka, Septa Lemore, Haldon pewnie też znają tylko oficjalną wersję o synu Rhaegara.
Tak, oczywiście Złota Kompania wie, że to Targaryen. Ale jakoś nie paliło im się wrócić wcześniej do domu pod wodzą Viserysa. Viserys nie zachował się tak jak z Khalem Drogo, bo dopiero chciał zawrzeć umowę. Wydał im ucztę. I co? Zjedli i go wyśmiali. Mogli wrócić do domu wcześniej, jeśli zależało tylko na posiadaniu Targaryena do legitymizacji wyprawy do Westeros. I nie… Viserys nie musiał dowodzić. Wystarczyło go mieć jako powód
/ krew.
Nie da się utrzymać żadnej tajemnicy, gdy wie o niej tyle osób. Zwłaszcza najemników, którzy pewnie lubią popić, pogadać i poawanturować się. Mówiliśmy już o tym przy weselu u Freyów. A tym razem trzeba by utrzymać tajemnicę nie przez jeden wieczór, ale całe miesiące kampanii. Jest dla mnie absolutnie jasne, że ZK nie zna prawdziwego pochodzenia Aegona. Może z wyjątkiem paru wtajemniczonych osób.
Viserys to było co innego. Chciałabyś walczyć dla takiego Viserysa? Inny pretendent i inne czasy. Wtedy musieliby walczyć ze zjednoczonym królestwem pod wodzą króla-wojownika. Teraz Siedem Królestw leży w rozsypce. No i Viserys nie miał poparcia kogoś, kogo oni szanują – Conningtona.
Freyowie to według mnie inna sytuacja. Oni tam są podzieli, pokłóceni, i każdy pomniejszy Frey skorzystałby na donosie do Robba.
Dla Złotej Kompanii to kwestia honoru i tożsamości. Bo jeśli część nie wie o Aegonie to powiedz mi, dlaczego nie powstał rozłam? U Jona Snowa mamy mnóstwo niezadowolonych ludzi, którzy nie będą się słuchać.
Załóżmy tak. Tylko dowódca wie o Aegonie. Reszta nie. Wtedy powinien pojawić się jakiś odważny i powiedzieć „Pluję na czerwone smoki. To zdrada naszych ideałów. I do tego wypowiadamy kontrakt, który przyjęliśmy za pieniądze. Nie będę walczył za tego chłystka” i wziąć część niezadowolonych, rozdzierając Złotą Kompanię na pół.
I kto wie czy takiego (a może nawet kilku) nie było? Martin nie pokazał nam obrad bractwa, kiedy decydowali o przyjęciu bądź odrzuceniu pracy dla Aegona. Wszedł tylko Connington, Aegon czekał w holu. Może niektórzy byli przeciwko, ale ich przekonano, przekupiono, zakrzyczano? Lub co najbardziej prawdopodobne kazano im zamknąć gębę i robić to, co ustali większość? Nie sądzisz, że to bardziej prawdopodobne niż to, że cała Złota Kompania wie, iż Aegon to Blackfyre, ale nikt mu tego nie powie? A przed Conningtonem tylko zgrywali opornych?
CHciałeś napisać jedynego prawowitego króla Westeros – Stannisa Baratheona. Zgodnie z prawem Siedmiu Królestw, jeśli tylko uznajemy obalenie Aerysa za legalne, a było legalne, to królem jest JPK.
Stannis! Stannis! Stannis!
Nie było legalne. Ale pal to licho, nawet jeżeli uznać, że linia Aerysa została legalnie odsunięta, to i tak Robert jest uzurpatorem. Skoro wywodził swoje prawa w linii matrylinearnej od targaryeńskiej babki to zgodnie ze zwyczajem w Westeros powinien zmienić nazwisko na Targaryen obejmując tron. Jest na to kilka precedensów (Jacaerys Velaryon, Harrold Hardyng, Joffrey Lydden) oraz potwierdził tę zasadę sam Martin. Robert tego nie zrobił, wprowadził po prostu na tron nową dynastię, do czego nie miał żadnych praw.
Takie pytanie ta zasada to prawo czy zwyczaj? Bo np w Rosji car zwyczajowo mianował na następnego cara swojego najstarszego syna ale jednak zgodnie z prawem mógł mianować każdego kogo zechciał.
Zwyczaj. O ile wiadomo Siedem Królestw nie ma żadnych skodyfikowanych praw w tym względzie. Co gorsza, to młoda, zaledwie 300-letnia monarchia i nie ma też żadnych zwyczajów, które nabrałyby rangi praw. Nie mają ich też Valyrianie, którzy byli republiką. 🙂 Na ogól stosuje się więc zwyczaje Andalów, ale nie jest to żadnym prawem. Któryś z kolei król mógłby się uprzeć, że on zastosuje prawo dziedziczenia z Dorne albo Żelaznych Wysp. I byłby w prawie. W tym miejscu warto by się zastanowić czy mamy tu do czynienia z monarchią patrymonialną czy klasyczną? Patrymonialna była głównie we wczesnym średniowieczu, choć w niektórych regionach Europy przetrwała znacznie dłużej, np. w Polsce. Zgodnie z nią państwo było prywatną własnością króla i mógł z nim uczynić co zechce. Dotyczy to także pełnej swobody w doborze następcy. W monarchiach późniejszych, klasycznych, rozdzielano to co królewskie od tego co państwowe. Biorąc pod uwagę brak konkretnych spisanych praw i kilka innych względów, należy założyć, że w Westeros mamy do czynienia z monarchią patrymonialną. Pół biedy, gdy na tronie zasiadał po ojcu najstarszy syn. W innym przypadku trzeba było kombinować. Stąd pewnie tradycja tych Wielkich Rad.
Jednak zwyczaj przyjmowania nazwisk po linii matrylinearnej miał na celu głównie ochronę wielkich starych rodów, które w przeciwnym razie szybko przestałyby istnieć. Było tak np. z Rhaenyrą, która poślubiła Velaryona. Gdyby jej syn Jacaerys Velaryon zasiadł po niej na tronie musiałby przybrać nazwisko Targaryen. W Dolinie następcą będzie Harry Dziedzic, który będzie musiał przybrać nazwisko Arryn. A wszyscy dzisiejsi Lannisterowie pochodzą od Joffreya Lyddena, który poślubił ostatnią córkę tego rodu.
Wywodzi się to z jednej z najstarszych zasad obowiązujących w Westeros, że chorążowie służą rodowi/nazwisku. Nie tytułowi, nie miejscu, tylko właśnie nazwisku. Stąd Ned mówił, że „w Winterfel zawsze musi być Stark”.
Mylisz się – Hardyng nie będzie musiał przyjąć nazwiska Arryn, ale będzie mógł. Nie jest jednak do tego zobligowany prawnie.
A tak właściwie czemu utrzymujesz, że Jacearys musiałby zmienić nazwisko?
Przecież Tommen zostanie Panem Skały bez zmiamy nazwiska, jeśli Cersei umrze. Tak jak mówisz, w grę wchodzi zwyczaj, nie prawo. Zwyczajowo lepiej być Lannisterem, niż Lyddenem. Lady Hornwood dostaje propozycję, że ktośtam przybierze jej nazwisko, by ród nie wygasł – ale nie pada w rozmowie z Rodrikiem i Luwinem słowo, że dziedzic musiałby to zrobić.
Podobnie przy Hardyngu.
Mamy wiele przykładów, gdy ostatnia córka żeniła się z mężem, przez co jej ród wygasał (lub tracił posiadlość główną), a następował ród Pana Męża.
Np. Boltonowie (syn Ramsaya i „Aryi” na pewno nie miałby nazwiska Stark, bo oznaczałoby to wymarcie Boltonów), Hayfordowie (Tyrek pozostaje Lannisterem, choć jest enty w kolejce do Skały), Alys (chyba) Karstark, która poślubia magnara Thennu – nie robi tego matrylinearnie, czy wreszcie Orys Baratheon, który wżenił się w ród Durana, ale nie zmienił nazwiska, przez co Durrandamowie wymarli.
To co opisujesz to zwyczaj, by podbić prestiż nazwiskiem. Ale nie ma przymusu by to zrobić. Robert postąpił jak Orys – przejął tron na podstawie słusznych rozszczeń (Robert kolejny po linii Aerysa, Orys mąż ostatniej córki) i nie zmieniał nazwiska.
Westeros niczego nigdy nie skodyfikowało, co jest niezbyt realne, ale wprowadza to co chciał Martin – chaos i niespojnosci, jak w rzeczywistości. Nie ma jednego sposobu dziedziczenia, jednego sposobu postępowania z ostatnią córką rodu.
PS: Propozycja Alestera Florenta wobec ŻT nic nie mówiła by ostatnia Baratheon, Shireen żeniła się z Tommenem matrylinearnie…
Owszem, to nie jest żadnym prawem. Jak zresztą niemal nic w Westeros. Jest jednak na tyle mocnym zwyczajem, że większość się do niego stosuje, a już na pewno wtedy, gdy z wyprzedzeniem ustala się warunki na których komuś zostanie przekazana władza. Boltonowie leją na zachowanie rodu Starków, bo tytuł zdobyli przemocą. A o tej zasadzie mówi sam Martin, np. w „So Spoke Martin”. O planowanej zmianie nazwiska przez Jacaerysa jest fragment w Ogniu i Krwi (choć chyba nie w każdym wydaniu, jak chcesz mogę zacytować). W serialu też to umieszczono, jako osobną scenę. Gdyby Robert rzeczywiście serio traktował te prawa po babce to powinien to zrobić. Jednak to od początku był jedynie kiepski pretekst mający uspokoić sumienia wasali, którzy przysięgali służyć Targaryenom. Teoretycznie więc dalej to robili.
Dobra, zacytuję od razu:
„By the terms of the marriage contract, the first son born to Princess Rhaenyra and Ser Laenor would take his father’s name, Velaryon, until such time as he ascended the Iron Throne, when he would take the name Targaryen.”
„Zgodnie z warunkami kontraktu małżeńskiego, pierwszy syn urodzony przez księżniczkę Rhaenyrę i sir Laenora miał nosić nazwisko swego ojca, Velaryon, dopóki nie zasiądzie na Żelaznym Tronie, kiedy to przyjmie nazwisko Targaryen”.
Super materiał – dzięki Dżądżen!
Gdy czytałem PLIO to przy objęciu regencji przez Kevana miałem nadzieję, że to w końcu człowiek, który skróci o głowę Varysa.
W myśl tego co mówił Napoleon, że każdego kwatermistrza, można roztrzelac co kilka lat bez sądu i wyroku, bo ryzyko że któryś jest niewinny jest minimalne. Każdego starszego nad szeptaczami również.
Zwłaszcza, że jakoś łatwo wybaczono Varysowi tę pracę u Aerysa. Wiadomo, że jak się zmienia władzę to się usuwa stare służby, bo to jest bardziej pewne niż nawrócenie ich.
Ale Kevan już powinien zgładzić tę kreaturę za nielojalność. Bo Kevan wiedział o kazirodztwie. Varys nominalnie powinien to zgłosić Robertowi, bo to on go ocalił. Nie zrobił tego. Ale o ile Kevan wie, nie było żadnej próby ze strony Cersei, aby przekupić Mistrza Szeptów, aby milczał. Czyli Varys milczy. Nie ma powodu, by chronić Lannisterów. Dlaczego więc to robi? Skoro nie został przekupiony, to tworzy własną grę. A na to nigdy nie powinno się pozwolić.
Nigdy nie rozumiałam, jak Cersei może spokojnie dzielić łóżko z Jaime’m, skoro lojalność Varysa była niepewna i to on powinien pierwszy stracić głowę, a nie Ned Stark. Bo nie szantażował jej, nie jest wierny Lannisterom jak Pycelle… to dlaczego nigdy nie doniósł Robertowi? A skoro nie doniósł o czymś tak ważnym Robertowi, to czego nie doniósł później Lannisterom? Ale Cersei nie potrafiła myśleć.
Nawiasem mówiąc to kolejna rzecz, która udowadnia, że Tywin nie wiedział o kazirodztwie. Bo gdyby wiedział to wiedziałby, że Varys wie. Czyli trzeba go usunąć bo nie doniósł o tym Robertowi z własnych celów, bo Lannisterowie go nie przekupili. Niepewny Mistrz Szeptów powinien stracić głowę od razu.
A w którym momencie Varys informuje Kevana, że wie o romansie Cersei z Jaimem? W żadnym. Kevan powinien skrocić Varysa o głowŕ, ale z zupelnie innych przyczyn – tu każdy sąd (poza westeroskim, więc uznajmy, że tam napisałem każdy działający sąd) by go uniewinnił.
Mistrz Szeptów, który nie wie, że Cersei śpi z bratem? To skrócić mu głowę za niekompetencję. Kevan wiedział, do kogo należą dzieci jego bratanicy. Czyli kto jeszcze powinien o tym wiedzieć ? Może Naczelny Minister Wywiadu? Bo jeśli nie wie, to jest niekompetentny, a jeśli wie i to ukrywał to jest nielojalny / prowadzi swoją grę. Bo gdyby był lojalny to dawno doniósłby Robertowi. W obu przypadkach Varys powinien stracić głowę.
No nie wie. Nie ma Kevan cienia dowodu na to, że wie. Nie wiemy skąd Kevan wie, ale patrząc na jego bytność w stolicy sprzed rządów Joffreya to nie z obserwacji romansu tam. Kevan może się domyślać prawdy z miliona innych powodów, ba, może po prostu ufać Stannisowi. Nie dowodzi to niekompetencji Varysa – bo Kevan nie wie co gdzie i jak robili Cersei i Jaime. Przecież Tywin nie wiedział – a o kazirodczym romansie do śmierci Roberta NA PEWNO wiedzieli, poza zainteresowanymi, zmarły Jon Arryn, świeżo poznający prawdę Ned Stark i Stannis, którego siedziby ptaszki Varysa jak dowiadujemy się ze Starcia Królów nie potrafiły zinfiltrować – a Melka przypomnę nie pojawiła się tam dzień wcześniej, Stannis jeśli Arrynowi o tym rzucił słowem, to pewnie w hiper bezpiecznym miejscu.
Varys nie jest wszechwiedzący – a jego niewiedza o romansie nie powoduje automatycznie ani niekompetencji, ani zdrady. Varys nie wie tak wiele jak chce by wszyscy myśleli, jest mistrzem dezinformacji. Może wiedział, albo nie wiedział, ale nie masz żadnego dowodu, by o kazirodczym romansie Cersei wiedział wcześniej ktokolwiek poza Jonem i Stannisem. Masz poszlaki, że wiedział Littlefinger (szanse 50/50), a Pycelle wiedział o jakimś romansie, ale czy o kazirodczym?
Musisz oddzielić wiedzę czytelnika od wiedzy bohaterów. Z perspektywy Kevana, niewiedza Varysa to żaden argument na cokolwiek.
Nie chodzi o wiedzę czytelnika! Nie ważne, skąd Kevan wie. Czy wiedział od dzieciństwa bliźniaków jak Joanna, czy ktoś mu powiedział czy uwierzył w listy Stannisa. To nieistotne.
Wie, że romans był. Z romansu były dzieci. W Królewskiej Przystani. Tam, gdzie są szpiedzy. Tam, gdzie powinno się łatwo romans wykryć. Zwłaszcza, że Cersei była na widoku jako królowa. Królowa nie może po prostu sobie zniknąć i każdy wie, gdzie ona jest. Zaś zadaniem Mistrza Szpiegów jest penetrowanie lojalności każdej osoby w otoczeniu króla czyli na przykład królowej. Już nawet pomijając romans, musi wiedzieć czy np. królewska małżonka nie próbuje tworzyć własnego stronnictwa. Bo za to mu płacą. Aby wiedział takie rzeczy. Żeby wiedzieć trzeba śledzić, szpiegować i podsłuchiwać.
To nie były sztuczki w stylu tunelu do Chantayi. Pamiętasz Tyriona? Zrobił niemal wszystko, aby ukryć Shae… i co, nic to nie dało prawda?
Milczenie Varysa jest oznaką niekompetencji lub zdrady. I Kevan powinien był o tym pomyśleć.
Gdyby Robert wrócił
szczęśliwie z tego polowania to oprócz głów Cersei i jej dzieci zetkniętych na pikach, to powinna być też tam głowa Varysa – o ile nie uciekłby tunelami. Bo od tego jest Mistrz Szeptów, aby donosić królowi, czy królowa nie przyprawiła mu rogów. A jeśli nie doniósł to albo jest niekompetentny albo nielojalny.
Littlefinger mógł wiedzieć o kazirodztwie, ale nie miał oficjalnego urzędu szefa wywiadu. Dlatego mógłby zaprzeczyć na temat swojej wiedzy. W końcu był tylko Mistrzem Monet. On zajmuje się tylko gospodarką i księgami. Varys nie mógłby tego zrobić. Albo zostałby zabity, albo salwowałby się ucieczką do Pentos.
Mógłby. Powiem więcej – zrobiłby to i się wyłgał. Bo Stannis nigdy nie złapał Cersei i Jaime’a in flangranti, a jedynie domyślił się z wyglądu dzieci. A Joffrey miał zostać spłodzony swoją drogą na jakimś wygwizdowiu. No wspaniałe argumenty będzie miał oskarżyciel Varysa: „no, może nikt nie przyłapał ich na czynie, ALE VARYS POWINIEN! VARYS MUSI WIEDZIEĆ!!! MUSI SIĘ DOMYŚLEC!!!”.
Nie ma nawet poszlaki, żeby Varys cokolwiek ukrył – powiem więcej, Varys pada tu ofiarą własnej reputacji, bo to Varys, a więc wie wszystko…
Ale nie wie co się dzieje u Stannisa w Starciu Królów
Nie wie o machlojkach Littlefingera, które pozwoliłyby mu go usunąć w pierwszych tomach, a jest on dla niego wyraźnym zagrożeniem
Nie wie nic o wydarzeniach w Wieży Radości
Varys to nie jest Bloodraven, żeby pociągał za każdy sznurek. On naprawdę mógł nie wiedzieć.
Przecież nie każę mu przewidywać myśli każdego gracza na kontynencie! Co knuje Euron, Lysa, Doran…
Chodzi o to, co jest obok. Varys miał płacone za szpiegów w postaci ptaszków. I to jest wiedza powszechna. One są w zamku. Czyli wszystko co się dzieje w zamku jest widoczne. Olenna Tyrell używa śpiewaka bo chce porozmawiać z Sansą i obawia się szpiegów!
Joffreya to spłodzili w Greenstone u rodziny Estermont to nie była sytuacja bezpieczna, ale kolejne Winterfell, gdzie każdy mógł ich zobaczyć.
Jednakże Cersei wspomina, że Robert próbował się dogadać z nią i zapraszał ją na polowania. Ona odmawiała, aby zostawać z Jaime’m. W zamku. I tam z nim sypiać.
Poza tym lata spłodzenia Myrcelli i Tommena. Sprawdziłam. Nie ma żadnych wzmianek o królewskim wyjeździe dokądkolwiek. Jest królewski wyjazd do Casterly Rock w 295 roku, kiedy Robert hańbi Cersei, ale to już po urodzinach zarówno Myrcelli jak i Tommena. Czyli Jaime i Cersei spali ze sobą w zamku. Pod nosem szpiegów.
„Nawiasem mówiąc to kolejna rzecz, która udowadnia, że Tywin nie wiedział o kazirodztwie. Bo gdyby wiedział to wiedziałby, że Varys wie. Czyli trzeba go usunąć bo nie doniósł o tym Robertowi z własnych celów, bo Lannisterowie go nie przekupili. Niepewny Mistrz Szeptów powinien stracić głowę od razu.”
Czekaj, Tywin miałby usunąć Varysa za to, że ten nie doniósł królowi na jego córkę? 😉
Gdyby Tywin faktycznie wiedział o tym kazirodztwie to milczenie Varysa byłoby mu na rękę. Kto wie czy nawet sam by go do tego nie przekonał/zmusił?
Aczkolwiek ja nie zamierzam przesądzać czy Tywin wiedział czy nie, bo widzę argumenty za jedną i drugą opcją i moim zdaniem Martin celowo pozostawił tę kwestię w sferze niedopowiedzenia i nigdy tego nie wyjaśni.
Ciekawa jest natomiast dla mnie kwestia wiedzy Kevana. Skoro on wiedział o tym co robią Cersei i Jaime i nie powiedział nic Tywinowi to czy nie dopuścił się wobec niego zdrady? 😉 Albo jakiejś nielojalności? Czemu mu nie powiedział prawdy? Ze strachu?
a co by to zmieniło, żeby mu powiedział? miał na to jakieś lepsze dowody niż Stannis i Jon Arryn? mleko i tak już się rozlało, dzieci Cersei są bękartami i nic tego nie zmieni. w interesie Lannisterów jest uznawanie tego faktu za podłą plotkę szerzoną przez wrogów korony…
Cóż, Robert Snow już coś kiedyś pisał, o Baristanie, że gwardziście płacą za śmierć w służbie króla. Szpiegowi płacisz za informacje. A jeśli szpieg ukrywa przed tobą informacje to jaki z niego pożytek?
Chodzi o to, że jeśli Kevan wie, że Varys powinien donieść Robertowi, a tego nie zrobił i nie wyciągnął pieniędzy od Lannisterów za milczenie – zakładam, że pilnują swoich ksiąg rachunkowych w przeciwieństwie do tych, co Littlefinger fałszował czyli Kevan wie, że nie było łapówki. To oznacza, że Varys gra na trzecią stronę. Swoją lub kogoś innego. Czyli skrócić go o głowę. Bo on nie przemilczał faktu o dzieciach Cersei z dobroci serca, tylko z powodu własnej agendy.
Zmieniłoby dużo, bo gdyby Tywin usłyszał to od swojego brata, któremu ufał chyba najbardziej ze wszystkich członków rodziny to nie mógłby tego ot tak zignorować. Pewnie oczywiście chciałby to ukryć przed światem, ale na pewno podjąłby też jakieś inne działania np. rozdzielił Cersei i Jaime’go i odesłał jedno z nich do Casterly Rock.
Chodzi o to, dlaczego nie doniósł na Cersei.
Nominalnie Varys powinien być wierny Robertowi, za darowanie głowy. Powinien być człowiekiem króla
Gdyby chodziło o wyciągnięcie korzyści od Lannisterów to tak, to my, Lannisterowie akceptujemy.
Ale Varys nie wyciąga tych korzyści i zdradza króla. Dlaczego? To nie jest przypadek Pycella, który jest wierny Lannisterom albo z powodu powiązania krwi z nimi, albo z powodu wiary w ich ród. Bo nie wiemy, dlaczego Pycelle popierał Lannisterów.
Varys zdradził króla, bez otrzymania korzyści od Lannisterów. Czyli gra na trzecią stronę.
Normalny oficer wywiadu powinien albo donieść Robertowi, albo wyciągnąć korzyść od Lannisterów za milczenie. On nie robi ani jednego, ani drugiego.
Myślę, że Varys byłby w stanie to wytłumaczyć. Choćby mówiąc, że nie donosił na nich ze względu na dobro królestwa. Albo nawet dlatego, że nie chciał zaszkodzić Lannisterom. A oni nie mogliby go pozbawić głowy za to, że w sekrecie im sprzyjał 😉
Dzięki:)
Świetne opracowanie, bardzo dobrze się to czytało.
Kevan bez wątpienia był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, gdy objął stanowisko regenta. I dlatego musiał zginąć.
Swoją drogą jak sobie przypominam, że w serialu to Cersei go zabiła, a nie Varys, to łapie mnie żenada jak bardzo rozwalili ten wątek…
Bo Varysa wybielili i jeszcze usunęli mu wątek z Gryfem.
Dla Daenerys nie warto było zabijać Kevana, bo ona działa inaczej niż jej rzekomy bratanek.
Dany już ma złą reputację, córka Szalonego Króla. Zaś Aegon miałby reputację Ostatniego Smoka, dziecka ukochanego księcia. Dla Aegona warto usunąć ostatnie przeszkody do władzy, aby Aegon został zapamiętany jako waleczny rycerz ratujący miasto przed Złą Królową. Jak z pieśni. Ostatni dziedzic powraca i niszczy rządy okrutnej królowej, ku uciesze pospólstwa i Wiary.
Daenerys nie ma tej reputacji. Poza tym, ja miałam wrażenie, że Varys i Tyrion w serialu ugadali się, że niby pomagają, ale tak naprawdę chcą później ją usunąć. Tyrion doniósł na Varysa, bo Mistrz Szeptów stał się niechlujny, a być może Lannisterowi już nie był po drodze sojusz z eunuchem i wolał się go pozbyć. Wystarczy zobaczyć, jak rozegrali tę wojnę dla niej. To już Stannis Baratheon, gdyby był jej jeńcem i wrogiem to dawałby jej lepsze rady – zwłaszcza, że Stannis w serialu nie popełnia błędów książkowych przy oblężeniu KL.
Moim zdaniem działanie Tyriona i Varysa to bardziej kwestia braku pomysłu na te postaci przez Dedeków, którzy pozbawieni materiału źródłowego od Martina nie wiedzieli jak dobrze poprowadzić ich wątki niż jakiegoś tajnego masterplanu tej dwójki w sabotowaniu Daenerys 😛
Dzięki!
Co do serialu: Kevan niby przejął władzę, ale w przeciwieństwie do książki mało nad czym panował, chociaż generalnie ten wątek i tak był potraktowany po macoszemu.
Fajny tekst bo Kevan to ciekawa postać, która potrafiła łatać braki brata a co do rozmów z Jaimem i Cersei to mi się wydaje, że w nim była narastająca złość na nich i ich zachowanie i teraz gdy w końcu jego potrzebują on nie musi się ich bać, tylko spokojnie rozgrywać.
Dzięki.
Tylko, że ja tu chyba widzę nawet więcej złości niż rozgrywania, bo gdyby chciał ich rozegrać, to ewidentnie mu to nie wyszło, skoro stracił wszelkie stanowiska. W sumie podejrzewam, że on naprawdę miał tego wszystkiego dość: był złamany śmiercią syna i brata, dlatego być może postawił wszystko na jedną kartę uznając, że jeśli nie zgodzą, niech idą w diabły. W sumie mówi to Cersei: niech robi namiestnikiem Rowana lub Tarly’ego albo niech robi co jej się podoba, mu wszystko jedno, bo ma brata do pochowania.
Pewnie masz rację, mu nie zależało na stanowisko, miał kasę, miał zamek a podczas wojny stracił więcej niż zyskał. Po za tym, co innego mu pozostało, albo dostanie wszystko do ręki i jakoś to wyprostuje albo nic i ma to gdzieś a dopiero jak Cersei uwięziono to pewnie też miał chwilę czasu na spokój i przemyślenie wszystkiego.
O jak dobrze było zobaczyć ten artykuł a czasie przerwy po Czytajach. Dzięki!
Do usług;)
„Zdaniem najbliższych nie charakteryzuje się również szczególną charyzmą czy intelektem.”
Nie wiem czy to zdanie to jednak nie jest nadinterpretacja, przynajmniej w kwestii intelektu. Kevan wprawdzie był cały czas w cieniu Tywina, pozostając wobec niego lojalnym i nie robiąc nic za jego plecami, ale po śmierci brata całkiem dobrze kombinował, dając Cersei mądre rady, co zresztą sam przywołałeś. Ktoś pozbawiony intelektu raczej nie wpadłby na pomysł z uczynieniem namiestnika któregoś z chorążych Mace’a, zaspokajając jego próżność i jednocześnie w praktyce osłabiając go.
Dlatego ja nie odmawiam intelektu Kevanowi, wręcz przeciwnie. Wskazałem tylko, że moim zdaniem o przesadnie wysoki nie podejrzewa go choćby taki Tyrion, wskazując, że zasadniczo wszystko co robi Kevan zaplanował wcześniej Tywin.
No tak, ale pytanie czy Tyrion uważał Kevana za niezbyt inteligentnego czy po prostu kogoś, kto nie chce robić niczego za plecami Tywina i jest mu do bólu posłuszny. Moim zdaniem stwierdzenie: „Ser Kevan rzadko kiedy „myślał” coś, czego przedtem nie pomyślał lord Tywin” wskazuje na to drugie. Słowo „myślał” traktowałbym bardziej jako samodzielne pomysły, które realizowałby bez uzgodnienia z bratem niż łączenie kropek. Na to też wskazuje użyty cudzysłów w tym zdaniu. Ale to oczywiście moja opinia 😉
Podobnie myślę. Tyrion znał Kevana tylko jako cień Tywina. Posłuszny i dobry wykonawca rozkazów. Nie jako jednostkę o samodzielniej autonomii.
Szkoda, że Varys zabił Kevana, bo potencjalny pojedynek między obozem Dany i Tyriona przeciwko Kevanowi byłby bardzo ciekawy. O ile Aegon nie wykończyłby wcześniej brata Tywina.
Swoją drogą coś jest nie tak z edukacją pierwszych synów w Westeros. Brandon – kobieciarz i gorąca krew. Tywin – mordercze skłonności ponad dopuszczalną miarę i ponadto dodam, że on zajął się rebelią na Zachodzie, kiedy jego ojciec jeszcze żył i powinien sam decydować. Jaime – woli miecze i siostrę od obowiązku rządzenia Casterly Rock. Joffrey – nie muszę tłumaczyć. Robert – nieodpowiedzialny kobieciarz. Nikt nie ukrócił jego hedonizmu. Ani ojciec, ani Arryn. Słowiczek – w nędznym stanie psychicznym, ale to akurat wina matki. Jak Jon Arryn mógł tolerować Lysę i jej wychowanie. Chociaż maleństwo wykazuje oznaki inteligencji. On od dziecka wie, że Młody Hardyng dybie na jego stołek. Sansa nie miała podobnych przemyśleń w starszym wieku na temat tego, że królowa i Joffrey domagając się śmierci wilkora praktycznie zatruli cały sens sojuszu małżeńskiego i trzeba raczej wycofać się z tego. Chyba jako jedyna mam słabość do małego Arryna. Bo naprawdę pod tym słabym ciałem i kapryśną osobowością kryje się całkiem bystry umysł. Edmure – miły i rozsądny, dba o lud, ale nikt go nie szanuje w rodzinie. Od razu stał się kimś podrzędnym dla Robba i Blackfisha.
Chyba tylko Willas i Robb byli odpowiednio wykształceni, chociaż Robb to raczej nieszczęśliwie skończył. No był jeszcze Domeric Bolton zanim Ramsay go dopadł. No jeszcze Doran.
Jest coś nie tak?
Zaraz potem pokazujesz, że wcale nie było nie tak.
Tywin nie dostał odpowiedniej edukacji, to fakt, Joffreya wychowała rozpuszczająca go matka, co w połączeniu z psychopatią kompletnie chłopaka zepsuło.
Ale Robert i Brandon to dwa przykłady, przy których nie możemy powiedzieć, że byli źle wychowani. Nie wiemy jak wychowany był Brandon – no lubił kobiety, ale w sumie wiemy o jego jednym romansie z Barbrey Dustin i w domyśle jakimiś przygodami, ale w jakiej liczbie? To, że miał w swoim życiu kilka, albo kilkanaście kobiet nie znaczy o złym wychowaniu – jego wola też ma tu znaczenie. A porywczy temperament… Tu również nie dopatrywałbym się winy Rickarda, bo nie wiemy po prostu o Brandonie za wiele. Nie wiemy jakim był synem, panem, bratem, przyjacielem. To, że zdarzyło mu się impulsywnie próbować w furii wyzwać Rhaegara na pojedynek nie świadczy o jakiejś skazie. Każdy ma wady.
Robert zaś stracił ojca jako mlody chłopak i jak wyżej, to, że był kobieciarzem, nie znaczy, że był źle wychowany. Przeciwnie, młody Robert jest określany wręcz jako kandydat na ideał. To życie i korona go złamały, śmierć Lyanny, ale to był jego wybór, że pogrążył się w hedonizmie. Ned stracił też wiele, a skończył inaczej. Obu wychował Jon Arryn.
Słowiczek był słabowity pewnie od dziecka, a Arryn w radości z posiadania następcy i z racji wieku pewnie oddał wychowanie Lysie.
I nie jako jedyna masz słabość do Robcia Arryna, osobiście liczę, że dożyje do końca książek – zwłaszcza, że byłoby to iście martinowskie, skoro prawie każdy go typuje do rychłej śmierci.
A co do Edmure’a – nie był ani królem, ani tak wybitny w boju jak Robb, nie wspominając o Bryndenie. To, że oni traktują go dość lekceważąco wynika z pewnej dozy fajtłapowatości, niezależnej od wychowania, a pamiętajmy, że widzimy go z oczu Cat, traktującej go protekcjonalnie. Ale pozostali Edmure’a nie traktują tak jak najbliższa rodzina, z której (wyłączając Lysę i Cat), jest najmniej wybitnym przedstawicielem. Ale tu winy wychowania nie widzę.
W ten sam lekceważący sposób, jak Tyrion o Kevanie, myśli Theon o Victarionie. Ot, głupek od niewdzięcznej roboty, który sam nie potrafiłby zawiązać sobie sznurówek. 🙂 Obaj się mylą.
Theon chyba miał trochę racji…
Bo po co Victarion zwierza się ze swoich myśli szpiegowi Eurona? Tej kobiecie bez języka ? I bierze ten róg, aby związać smoki. Ale chyba to ma działać na linię krwi – czyli Euron dostaje dostęp do smoka, o ile Victarion będzie próbować ukraść smoka dla siebie.
Niby wie, że dary Eurona są zatrute, a nie topi chyba przy pierwszej okazji w morzu. O ile róg mógłby być przydatny, i nie należało się spieszyć, dopóki Marwyn Mag czy inny znawca go nie obejrzą… to szpiega mógłby śmiało wyrzucić za burtę.
Być może Victarion nie jest tak sprawnym graczem, jak Kevan, ale nie o to przecież chodzi. Zarówno Theon jak i Tyrion (oraz Cersei) uważają swoich stryjów za bezwolne woły robocze, które nie mają własnych ambicji i natychmiast im się podporządkują.
Ambicji nie odmówię Victarionowi, ale dziwię się, że on naprawdę szczerze przyjął te dary Eurona. O ile mógł wykoncypować, że na miejscu łatwiej uwiedzie Daenerys to szpiega powinien utopić przy pierwszej okazji, a rogu pilnować i nie używać.
Powiedziałbym, że Victarion jest głupi, ale jest przy tym ambitny i samodzielny, to głupek innego rodzaju, niż miał na myśli Theon.
Głupek jeszcze innego rodzaju, z gatunku tych pysznych (psy potwierdzają chyba tę opinię).
Nie zgadzam się co do szpiega. Jak ta kobieta miała szpiegować Victariona? Przecież kruka z morza nie wyślę. Oczywiście wiemy że może się łączyć magia z Euronem ale raczej mało kto z Westeros wpadłby na coś takiego. Z rogiem Vick kombinuje na swój sposób po wysłuchaniu Moquorro i naciera go krwią. Skoro czerwony kapłan tak radzi, to skąd miałby wiedzieć o linii krwi zresztą Euron jest też samej krwi to skąd smoki mają wiedzieć komu być posluszne ?
Czy wiadomo może, czy zostanie wznowiona seria pytań do maestrów?
Zanim odniosę się do tekstu to tylko spytam czy to podsumowanie „Nawałnicy mieczy” miało być dziś ale się nie wyrobiliście czy od początku miał być to inny termin i po prostu ja nie umiem czytać ze zrozumieniem?
A co do samego Kevana to mam jedną uwagę. Czy był lepszy od Tywina? Tak, bo w przeciwieństwie do brata wykazywał też inteligencję emocjonalną. Tyle, że później pokazuje, że wcale głupi nie jest i nie był raczej bezwolną marionetką w rękach brata ale raczej grał w tym tandemie tego dobrego glinę. A skoro tak to znaczy, że miał swój udział w intrygach, które prowadziły do zbrodni jak chociażby Krwawych Godów.
Pośredniczy też w przekonywaniu Tyriona, aby poślubił Sansę Stark i nie ma przed tym oporów moralnych. Cóż sam ożenił się z zakładniczką. Chociaż ona była w lepszej sytuacji, bo chodziło o długi. A Sansa ? Zabić całą jej rodzinę, potem uczynić ją matką dziecka Lannistera i zainstalować obce wpływy na Północy.
Jeden Tyrion miał przynajmniej jakąś empatię. Nawet próbował przekonać ojca, by wysłać dziewczynę do matki. Ale, oczywiście Tywin Lannister już postanowił wydrzeć Starkom Północ.
Przerwa była planowana.
Jestem przekonany, że wiedział/planował Krwawe Gody. Zresztą jak napisałem: nie miał oporów by kazać Górze i reszcie zgrai pustoszyć Dorzecze. Kevan bywał bezlitosny, gdy widział w tym niezbędny element gry, brutalność nie była jednak w mojej ocenie jego naturą.
Chociaż dziwne jest to, że nie ożenił Lancela z Sansą, tylko wydał ją za Tyriona. To dałoby potencjalnie jego potomkom Północ, nie Tywina i chyba bezpłodnego Tyriona (nie ma nawet słowa w Sadze, by kiedykolwiek jakakolwiek z jego kurtyzan uważała, że jest z nim w ciąży. No chyba, że Lanna to córka Tyshy, wtedy ten zarzut jest nietrafiony, ale Kevan o niej nie wie, podobnie jak wszyscy pozostali, może poza Tywinem (a i tak ten po zbiorowym gwałcie nie miałby żadnej pewności, że to dziecko Tyriona)).
I nie, argument, że Lancel nie będzie mógł skonsumować małżeństwa nie wystarczy, bo zawsze to może zrobić po kilku dniach, gdy będzie do tego zdolny (gdyby Sansie rozkazać być „stroną aktywną” w akcie ta pewnie by się zgodziła), a w najgorszej sytuacji Sansa będzie dziewiczą wdową, co niczego Lannisterom nie popsuje.
Dalej odświeżam serię, właśnie umarł Robert i mam jedno małe pytanie… A właściwie dwa, ale powiązane.
Z dalszej lektury dowiemy się, że Sansa przyszła do Cersei i wyznała jej, że ojciec chce je wywieźć z Królewskiej Przystani.
Ale kiedy ona to zrobiła? Teoretycznie czasu miała dużo, Ned wspominał o planach powrotu już wcześniej, ale Cersei nie zrobiła nic, by temu zapobiec. A wystarczyłoby zaprosić Sansę na jakąś kolację czy inną ucztę i zamknąć ją w komnacie. Wypuszczę Sansę gdy twoja żona wypuści Tyriona. Robert na polowaniu, Ned ma związane ręce. Nie wspomnę już o tym, że mogła spróbować przekupić kogoś z jego ludzi, czego nie zrobiła. Więc należy założyć że do ostatniej chwili nie wiedziała o planach Neda… Z drugiej strony to jest Cersei…
Druga możliwość jest taka, że Sansa mogła iść do królowej w ostatniej chwili, gdy Arya pobiegła na ostatnią „lekcję tańca”. Ale to totalnie bez sensu, bo po pierwsze Cersei nie zdążyłaby się przygotować na siłowe przejęcie władzy, a po drugie Ned obstawił Wieżę Namiestnika ze wszystkich stron i nie miałaby jak uciec.
Ale znów – dlaczego Cersei nie spróbowała zrobić tego jakoś bezkrwawo? Tak jak wspominałam najlepszym rozwiązaniem byłoby przytrzymanie Sansy jako zakładniczki zanim się to wszystko zaczęło. Może nawet udałoby się schwycić też Aryę. Wtedy nawet nie musiałaby aresztować Neda, i tak miałaby go w garści. Pozbawić go urzędu namiestnika i niech spada tam, skąd przyjechał. Sansę zostawić na dworze jako narzeczoną Joffreya łamane przez zakładniczkę. Proste i nie wymaga utopienia połowy kraju we krwi.
Swoją drogą możnaby napisać do Tywina żeby trochę utemperował Górę.
Z Czytajów w pół minuty znalazłem:
„Po tym, jak Sansa doniosła Cersei o planach Neda (odesłanie córek statkiem na północ), zamknięto ją w Warowni Maegora.”
„Drugiego dnia po pojmaniu Sansy zabrzmiały dzwony ogłaszające śmierć króla Roberta.”
https://fsgk.pl/2017/11/czytamy-gre-o-tron-23-sansa-iv-jon-vii/
Podziękowania dla dobrej roboty Lai albo Daela albo obu 🙂
Otóż to. Cieszę się na tak wysoką dociekliwość autorów w tekstach, dzięki czemu łatwo obalić bzdury w komentarzach, które ktoś wyssał z palca
Czyli to było wtedy, gdy Arya poszła na ostatnią lekcję. Ale Ned wyraźnie kazał zablokować wieżę. Nikt nie mógł wejść ani wyjść bez jego pozwolenia. Tym bardziej wyraźnie zabronił jej pożegnania z Joffreyem. To nie Arya, która w takiej sytuacji wyszłaby przez okno albo kominek.
Z drugiej strony co, wyszła, poszła i nikt nie zauważył że nie wróciła na noc? A w POVach Neda nie ma nic o jej braku…
Więc coś tu się nie klei 😁
Ned to raczej ignorował starszą córkę. On był w nocy u siebie? To była noc śmierci Roberta. Słabo już pamiętam pierwszą część, dawno temu ją czytałam. To raczej septa zauważyłaby brak Sansy. Chyba, że dostała wiadomość od królowej, że jej podopieczna znajduje się pod opieką Cersei. Wtedy ona nie doniosłaby Nedowi, bo ufała instytucji władzy, a Ned nie wtajemniczał jej w swe plany.
Możliwe, że Ned zachowałby się inaczej, gdyby przed konfrontacją z Cersei wiedział, że jedna córka jest uwięziona, a druga zaginęła.
Swoją drogą rola septy w tym feralnym dniu jest dziwna. Powinna pilnować obu dziewcząt. Sansa znika, Arya nie wraca z lekcji…
Możliwe, że właśnie usiłowała dociec co się stało i dlatego straciła życie. Bo akurat jej przecież nie musieli zabijać. Chociaż zarządcę Poola też zabili.