
No i zgodnie z zapowiedzią, dostaliśmy nowy odcinek Rycerza Siedmiu Królestw przed czasem. I co to był za odcinek! Zaczynajmy!
Prawdziwy rycerz
Siedmiu rozpoczyna się w mrocznym lochu zamku lorda Ashforda. Choć na początku nie wiemy, że to loch. W pierwszej chwili sklepienie przypomina rozgwieżdżone niebo, potem gdy zaczynamy dostrzegać fakturę muru, musimy mieć skojarzenia ze smoczymi łuskami. Ślicznie zrealizowano to ujęcie – zastanawiam się, czy to wyłącznie efekt zabawy poziomem ekspozycji i oświetlenia, czy jednak twórcy skorzystali z efektów komputerowych. Ale dość dygresji, bo oto Dunk siedzi w wilgotnej celi, podczas gdy na zewnątrz trwa ulewa.
Ale ma gościa – do celi wchodzi Jajo, a właściwie książę Aegon. Dunk, rozczarowany i zraniony, wypomina chłopcu kłamstwo. Jajo ze skruchą wyjaśnia, że nie chciał go oszukiwać – naprawdę marzył o byciu giermkiem prawdziwego rycerza, bo jego starszy brat Daeron, któremu miał służyć, jest nieodpowiedzialnym pijakiem. Jajo wyraźnie przeżywa utratę zaufania Dunka, a ich rozmowa pokazuje, jak silna więź już między nimi powstała.
Rycerz zostaje wezwany przez Baelora Targaryena. Dunk, mimo wcześniejszego gniewu, bierze swojego giermka w obronę. Rozmowa schodzi na temat konsekwencji czynu Duncana. A właściwie czynów, bo jak się okazuje, książę Maekar odnalazł drugiego ze swoich synów – Daerona – a ten, chcąc ratować swą skórę, oskarżył jakiegoś raubrittera o porwanie Aegona. Może to i kiepski zarzut, ale w połączeniu z napaścią na Aeriona nie wróży zbyt dobrze Duncanowi Wysokiemu. Zwłaszcza że Aerion przedstawił swój wybryk jako próbę powstrzymania trupy, która podsycała bunt przeciw rodzinie królewskiej. Dunk pyta, czy wszyscy rycerze nie składali tych samych ślubów i czy ochrona niewinnych nie była jego obowiązkiem.
Książe Baelor sugeruje, że Dunk pewnie straci rękę i nogę – kończyny, którymi naruszył książęcą nietykalność. Ale jest jeszcze jedno wyjście. Być może gorsze. Wszystko zależy od tego, jak dobrym rycerzem jest ser Duncan.
Dunk staje przed Baelorem, Maekarem, Aerionem, Leo Tyrellem i lordem Ashfordem. Jako rycerz domaga się próby walki. Aerion odmawia, i – ku rosnącej irytacji swego ojca – żąda Próby Siedmiu. To starożytna tradycja (o której najwyraźniej nie wie Maekar). Jeśli w sporze po każdej ze stron walczy siedmiu rycerzy, bogowie są rzekomo bardziej skorzy do interwencji. Nikomu nieznany wędrowny rycerz ma czas do świtu, by znaleźć sześciu mężczyzn, którzy poprą go w walce. W przeciwnym razie zostanie uznany za winnego.
Nowi sojusznicy
Zdezorientowany i przygnębiony Dunk opuszcza zamek. Udaje się w stronę wiązu, pod którym spędził ostatnie noce. Tam spotyka Raymuna Fosowaya, który zaopiekował się końmi rycerza. W namiocie Fossowayów, Dunk zyskuje niespodziewanego sojusznika (ale czy na pewno?). To Steffon Fossoway, kuzyn Raymuna. Słyszymy z jego ust kolejną tyradę na temat Targaryenów, kilka dziwnie nieszczerych stwierdzeń na temat rycerskich ideałów i w końcu deklarację, że Steffon stanie w Próbie Siedmiu po stronie Dunka, a nawet sprowadzi sojuszników (najwyraźniej zwykły rycerz na włościach ma wpływowych kolegów, bo wspomina Lyonela Baratheona, Leo Tyrella i ser Otho – zapewne chodzi o Brackena).
Gdy ser Steffon wyrusza szukać dla Dunka sojuszników, do namiotu wchodzi Jajo, gotów, by znów służyć swemu rycerzowi. Ale to nie wszystko, bo pojawia się też drugi z zaginionych książąt – Daeron. Dunk rozpoznaje w nim człowieka z gospody i rzuca się na niego ze sztyletem, ale oczywiście go nie zabija. Daeron tłumaczy swoje postępowanie i zapewnia, że wprawdzie weźmie udział w Próbie Siedmiu, ale zamierza się szybko poddać. Dowiadujemy się też dlaczego obydwaj bracia nienawidzą Aeriona. Najwyraźniej Aerion to nie tylko okrutne, sadystyczne bydlę, ale wprost szaleniec, który sądzi, że jest smokiem w ludzkim ciele (towarzyszy temu znakomity żart z książek na temat herbu Fossowayów). Ujawniony zostaje też skład drużyny oskarżyciela: Aerion, Maekar, Daeron oraz trzech rycerzy Gwardii Królewskiej – oprócz Rolanda Crakehalla i Donnela z Duskendale, których już poznaliśmy, stanie też na razie niewymieniony z imienia Willem Wylde. Łatwo nie będzie.
Daeron prosi Dunka o rozmowę na osobności i opowiada mu proroczy sen: widział ogromnego smoka, który spadł na Dunka. Smok zginął, Dunk przeżył. Choć nie wie, jak do tego doszło, wizja ta sprawia, że boi się walczyć. Przeprasza Dunka za swoje zachowanie i odchodzi.
Ser Duncan idzie do namiotu kukiełkowej trupy. Przypomina sobie głos Tanselle. „Nie jesteś rycerzem… Tyś Florian Błazen”. Namiot jest zniszczony, Dunk podnosi urwaną głowę kukły Floriana. Czyżby zwiastowała jego los? W namiocie Dunka odnajduje Stalowy Pate. Kowal informuje rycerza, że ma jego tarczę. Trupa Tanselle wyruszyła do Dorne, ale przed wyjazdem Tanselle namalowała herb. Ser Duncan ogląda tarczę: widnieje na niej wiąz, spadająca gwiazda i tło w kolorach zachodu słońca. Teraz, w obliczu Próby Siedmiu, wymowa herbu wydaje się Dunkowi złowieszcza. Pate pociesza go – drzewo to symbol życia. Kowal wspomina, że wzmocnił tarczę (za którą liczy sobie tylko miedziaka) i przypomina rycerzowi rymowankę: „Dębino i żelazo otoczcie mnie opieką, bo inaczej zginę i piekło mnie czeka”.
Zdrada i nadzieja
Nastaje świt. Na turniejowym polu zebrało się kilku rycerzy gotowych walczyć u boku ser Duncana. To ranny ser Humfrey Hardyng, szalony ser Robyn Rhysling, szalony na inne sposoby ser Lyonel Baratheon i najwyraźniej oniemiały (z winy scenarzystów) ser Humfrey Beesbury. Duncan dziękuje im i wspomina, że musi podziękować Steffonowi, ale Roześmiana Burza odpowiada, że ściągnął ich tu Jajo, nie jakiś Stevron (tak, Lyonel przekręca to imię). Na pole wjeżdża Aerion ze swoją drużyną. Brakuje im jednego rycerza.
Gdy Steffon pojawia się na polu, ujawniona zostaje zdrada. Jabłkożerca przechodzi na stronę Aeriona, skuszony obietnicą lordostwa. Dla przypomnienia – Fossowayowie są rodem rycerzy na włościach, aczkolwiek trochę to w świecie Westeros mylące, bo i zamek mają, i są bezpośrednimi wasalami Tyrellów, więc ten brak tytułu to wyłącznie kwestia prestiżu. Ale wracając do tematu – wygląda na to, że drużyna oskarżyciela jest skompletowana, a ser Duncanowi brakuje nie jednego, ale dwóch rycerzy. Raymun w gniewie odpycha kuzyna i postanawia zająć jego miejsce. Prosi, aby Dunk pasował go na rycerza, ale nasz bohater dziwnie się waha. Trąby zwiastują przybycie lorda Ashforda, więc pasowania dokonuje Lyonel (co ciekawe – sentencja pasowania jest niekompletna, ale o tym później). Ser Duncan widzi przed sobą twarz wzruszającego ramionami ser Arlana. Czyżby to znak, że rycerz nigdy nie pasował swego giermka?
Duncan oznajmia, że będzie walczyć w osłabionym składzie, ale najwyraźniej reguły westerowskiego FIFA są bezlitosne i zapowiada się walkower. Wędrowny rycerz prosi o jeszcze chwilę i próbuje zaapelować do szlachetnie urodzonych. Być może ktoś wśród nich podejmie wyzwanie, choćby po to, by dać przykład synowi. Gdy wstaje Otho Bracken, już jesteśmy uradowani, ale rycerz ma do zakomunikowania wyłącznie fakt puszczenia gazów. Dunk, wściekły, pyta: „Czy nie ma wśród was prawdziwych rycerzy?!”.
Otóż są. W tym momencie pojawia się tajemniczy rycerz w targaryeńskiej zbroi. Zdejmuje hełm. To Baelor Targaryen. Będzie walczyć po stronie wędrownego rycerza, przeciwko swemu bratu i dwóm bratankom. Gra motyw przewodni „Gry o Tron”. W pełni zasłużenie.
Zmiany, zmiany, zmiany
Odcinek był w znakomitej części wierny temu, co przedstawiono na kartach nowelki. Ale oczywiście nie obyło się bez pewnych zmian i drobiazgów, które – ku mojej rozpaczy – zniknęły.
W rozmowie Dunka z Jajem naprawdę bardzo liczyłem, że zostanie wypowiedziana myśl, którą Duncan miał w nowelce i która stanowiła jeden z istotnych argumentów za tezą, iż chłopak nigdy nie był pasowany.
Dunk przyjrzał mu się w zamyśleniu. Wiedział, co to znaczy pragnąć czegoś tak bardzo, że człowiek nie cofnie się nawet przed straszliwym kłamstwem, żeby tylko zbliżyć się do celu.
Naprawdę, wystarczyło tylko jedno zdanie, nawet niedokończone. Wystarczyło, by powiedział: „Wiem, co to znaczy pragnąć czegoś tak bardzo, że…”. Cóż, trudno.
A skoro jesteśmy już przy celi, to – gwoli przypomnienia – Dunk sobie w niej spokojnie gnił, a na zewnątrz wciąż trwał turniej. Czy zatem miał miejsce przeskok czasowy? Czy oglądamy wydarzenia z wieczora następnego dnia po wydarzeniach z Aerionem? Chyba tak. Dunk mówi, że opuścił gospodę cztery dni temu. A zatem wygląda to tak:
- Dzień 1 – wieczorem Dunk spotyka Daerona i Jajo w gospodzie. Gospoda jest dzień drogi od Ashford. Dunk jedzie przez noc.
- Dzień 2 – Dunk dociera do Ashford około południa. Wieczorem spotyka Jajo po raz drugi (to koniec odcinka pierwszego).
- Dzień 3 – Dunk poszukuje kogoś, kto za niego poręczy, spotyka Baelora. Mamy „zerowy” dzień turnieju (to koniec odcinka drugiego).
- Dzień 4 – Dunk dowiaduje się, że nie stanie w szranki pierwszego dnia turnieju. Wieczorem mają miejsce wydarzenia w namiocie trupy kukiełkowej. Dunk zostaje aresztowany (to koniec odcinka trzeciego).
- Dzień 5 – Dunk gnije w celi do wieczora, po czym zostaje wezwany przez Baelora. Większość kolejnych wydarzeń ma miejsce w nocy.
- Dzień 6 – Próba Siedmiu.
Między wieczorem dnia pierwszego i wieczorem dnia piątego mijają równe cztery doby, więc wszystko się zgadza. Ten timeline ma też sens z punktu widzenia podróży Maekara – miał wrócić kilka godzin przed rozmową Dunka z Baelorem piątego dnia. A przebył spory dystans.
Wspominam o tym wszystkim, żeby wskazać, że serial niczego tu nie pokręcił – jak chcą niektórzy komentujący to w internecie. Owszem, serial pokomplikował trochę sprawę z „zerowym” dniem turnieju, ale tutaj trzyma się poprawnie ustalonej kolejności wydarzeń. Po prostu miał miejsce blisko 24-godzinny przeskok czasowy.
OK, idziemy dalej. W scenie, w której zapada decyzja o Próbie Siedmiu, zabrakło Daerona, a Maekar popisał się niewiedzą na temat tego, czym jest ten rodzaj walki (w książce to on wytłumaczył Dunkowi, że musi pozyskać sześciu czempionów). Poza tym większość scen toczących się w nocy jest wierna książkowemu pierwowzorowi. Ot, Steffon ma kilka nowych kwestii dialogowych, nowa jest wizyta w namiocie trupy kukiełkowej, itd… Drobiazgi.
Zmiany następują następnego dnia. Wycięto coś, co było moim zdaniem bardzo istotne – wiwaty na cześć Dunka ze strony prostaczków. A przecież to tak piękna scena!
– Dlaczego to robią? – zapytał Pate’a. – Kim dla nich jestem?
– Rycerzem, który pamiętał o swych ślubach – odparł płatnerz.
Szkoda.
Mamy też jeszcze trzy zmiany, na które zwróciłem uwagę. W scenie pasowania Raymuna Dunk krygował się jeszcze bardziej niż w serialu. Giermek pytał Duncana, czy wątpi w jego odwagę, ten wskazywał, że chodzi o coś innego. Wydaje mi się, że tę niezręczną chwilę (ewidentnie wynikającą z faktu, że Duncan sam nigdy nie był pasowany, pewnie nie wie nawet, jak to zrobić) miała zastąpić krótka retrospekcja ze wzruszającym ramionami ser Arlanem. Ale jest zbyt wieloznaczna.
Co jeszcze? Ucięto jedną linię z tekstu wygłaszanego podczas pasowania na rycerza. Albo inaczej – co najmniej jedną, bo w książce słyszymy wezwanie czterech bogów (możliwe, że pełna wersja zawiera jeszcze trzy zdania dla pozostałych spośród Siedmiu), po czym Dunk odjeżdża. Serial zakończył to na wezwaniu Matki, zabrakło zdania: „W imieniu Dziewicy nakazuję ci bronić wszystkich kobiet”.
No i w końcu serial okrutnie zażartował sobie z „Bestii” Brackena. W książce Dunk wzywa Dondarriona, Lannistera, Carrona, Swanna i Brackena. Swann reaguje śmiechem na jakiś zasłyszany komentarz. Ale Otho Bracken odpowiada uczciwie i rzeczowo – może i sprawa jest sprawiedliwa, ale rycerz tego nie wie, a „Bestia” Duncana po prostu nie zna. No ale wiadomo, showrunner lubi wrzucić coś niesmacznego do każdego odcinka.
Werdykt
To powiedziawszy, uważam, że ten epizod był naprawdę znakomity! Najlepszy z dotychczasowych, wierny książkowemu oryginałowi (wypunktowane przeze mnie zmiany były wszak dość drobne). I co najważniejsze – nakręcony i zagrany wprost znakomicie.
To, że będziemy mieli reżyserski tour de force, było dla mnie jasne od pierwszego ujęcia ze sklepieniem celi. Ale nawet mając tego świadomość i wiedząc, jak znakomitym aktorem dziecięcym jest Dexter Sol Ansell, nie spodziewałem się, że chłopak będzie tak przekonujący w scenie przeprosin. Rzecz była zagrana i wyreżyserowana po prostu cudownie.
Spodobało mi się też przedstawienie Maekara jako mocno poirytowanego zachowaniem swojego syna. Dobrze, że serial to podkreślił, pozwala widzowi dostrzec w księciu kogoś więcej niż tylko antagonistę.
No i wreszcie pojawienie się Baelora w zbroi było prawdziwym majstersztykiem. Wątek z zamieszaniem związanym ze zbroją Valarra mógłby zabić dynamikę tej sceny, więc pominięcie kilku linii dialogowych było słusznym wyborem. Dzięki temu zakończenie ma odpowiednią dynamikę i… co tu dużo mówić, po prostu heroizm. A motyw przewodni Gry o Tron pasuje tu wyśmienicie. Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka.








Zastanawiam się po cholerę prostolinijny Duncan brnie w to niewygodne kłamstwo? Przecież pasowanie długoletniego wyszkolonego giermka to zwykła formalność (bywało, że nawet giermkowie stawali w szranki). Nie mógł znaleźć jakiegoś rycerza, który za parę piw w gospodzie pasowałby go jak należy?
Pewnie aż tak proste to nie jest. A i przyznanie się do kłamstwa, gdy się już w nie zabrnęło dość daleko to duży problem psychologiczny. I wreszcie – to postać fikcyjna, więc właściwsze jest chyba pytanie co Martin chce nam powiedzieć przez brak pasowania Dunka.
Pewnie chce powiedzieć starą prawdę, że jesteś tak traktowany za jakiego uchodzisz. Jak wejdziesz do restauracji z notatnikiem i zaczniesz pytać o techniczne rzeczy dotyczące jedzenie to obsługa pomyśli, że jesteś krytykiem i będą cię lepiej traktować. Jako giermek musiałby się podlizywać kolejnemu rycerzowi, aby dostać to pasowanie. Taki rycerz mógłby celowo odwlekać sprawę, a Duncan nie mógłby nic zrobić. Jako rycerz to on ma już pozycję i to jemu trzeba służyć.
Jak pokazuje dzisiejszy odcinek i pasowanie młodego Raymuna chyba jednak jest. 🙂
Jeśli jest chętny rycerz do pasowania innego to faktycznie nie ma problemu. Oprócz rycerza powinno też być dwóch świadków, ale w przypadku Raymuna to była tylko formalność – potrzeba było na gwałt dwóch rycerzy, Raymun chciał walczyć, Roześmiana Burza go znał i też chciał za wszelką cenę, żeby walka się odbyła, a pasowanie odbyło się na oczach całego tłumu więc nikt nie mógłby tego zakwestionować.
Z Dunkiem było inaczej, bo on był totalnie anonimowy dla wszystkich i kompletnie nikt o nim nie słyszał. Do tego bardzo zależało mu na czasie, bo przyjechał do Ashford w przeddzień turnieju, w którym chciał wziąć udział. Pewnie sobie wykminił, że mimo wszystko łatwiej będzie się dostać na turniej udając, że ser Arlan go pasował przed śmiercią niż dopiero szukać kogoś, kto zgodzi się ot tak pasować kompletnie nieznajomego giermka tylko po to, by ten mógł sobie powalczyć w turnieju.
Chodziło mi raczej o to, że powinien to zrobić dla spokoju własnego sumienia. Dla siebie, nie na pokaz. Dla tych bogatych paniątek i tak zawsze byłby kimś o podejrzanej proweniencji. Wystarczyłby mu jakikolwiek wędrowny rycerz w połatanych portkach, który wypowiedziałby formułę i klepnął go mieczem. Ostatecznym dowodem i tak były umiejętności walki, nie żadne papiery.
Co do spraw technicznych nie było żadnych ustalonych reguł. Pasować mógł każdy, kto sam był pasowany, choćby ostatnia łajza. To było stanowe prawo każdego rycerza, co przecież podkreślił Baelor w odcinku. Historycznie np. podczas obrony Jerozolimy Balian z Ibelinu dokonał masowego pasowania około 80 ludzi, a byli wśród nich nawet mieszczanie.
Z tym sumieniem się zgadzam, na pewno Dunk by spał spokojniej, gdyby faktycznie ktoś go pasował. Tyle, że i tak musiałoby się to odbyć publicznie, przy jakichś świadkach, żeby inni rycerze to uznali. Owszem, każdy rycerz miał prawo pasować innego, ale sytuacja Dunka nie uległaby żadnej zmianie, gdyby ser Arlan go faktycznie pasował przed śmiercią. Nadal musiałby w Ashford udowodnić, że to pasowanie miało miejsce, żeby ktoś mu uwierzył. Ok, zamiast świadków mogłoby być też pismo, choć nie pamiętam czy ser Arlan był piśmienny. Dunk nie był na pewno. Ale tak czy inaczej miał dużego farta, że Baelor zapamiętał Arlana, bo inaczej by nie mógł wystąpić w Ashford.
Jego publiczna sytuacja nie uległaby zmianie, zgoda. Ale nie o nią mi przecież chodzi. Owszem, jakiś inny podrobiony rycerz pewnie miałby to koło d… jednak uczciwego Dunka wyraźnie to męczy. Zaś po turnieju w Ashford jego sytuacja publiczna też uległaby zmianie, bo pewnie zostałby zapamiętany i niczego nie musiałby już więcej udowadniać. I o ile wiem tak zresztą się stało. Owszem, po turnieju jego rycerski status uznali nawet Targaryenowie, ale we własnym sumieniu pewnie gryzło go to do końca. O ile jego życie byłoby łatwiejsze, gdyby wcześniej jednak załatwił sobie to pasowanie.
Tu się zgadzam. Zresztą nawet jeśli w Ashford nie był w stanie tego zrobić, bo zabrakło mu czasu to mógł po turnieju spróbować poszukać kogoś, kto by go cichaczem pasował. I miałby czyste sumienie.
Po Ashford byłoby to już problematyczne, bo mogłoby się przy okazji wydać, że startował w turnieju nie będąc do tego uprawnionym. Nie czytałem „Rycerza”, więc nie wiem ile czasu minęło między śmiercią ser Arlana, a przybyciem Dunka do Ashford, ale chyba z parę dni musiało minąć. Nie spotkał po drodze żadnego rycerza, który np. w zamian za konia zgodziłby się go pasować? A nawet jeżeli nie, to z pewnością mógł znaleźć takiego w Ashford. Był przecież doświadczonym giermkiem, nie zbiegłym chłopem. Tutaj mamy pewność. A gdyby rycerz miał wątpliwości to mógłby go przedtem przeegzaminować. Ja wiem, że Martinowi i twórcom serialu pasowało fabularnie, żeby Dunk miał moralne rozterki, ale szczerze mówiąc jest to dość mało wiarygodne.
„Po Ashford byłoby to już problematyczne, bo mogłoby się przy okazji wydać, że startował w turnieju nie będąc do tego uprawnionym.”
Dlatego musiałby to zrobić cichaczem i poprosić kogoś, kto nie słyszałby o jego występie w turnieju. Najlepiej gdzieś daleko od Ashford.
Przed turniejem nie miał czasu. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Dunk kopie grób dla ser Arlana, który prawdopodobnie dopiero co zmarł. Zaraz po pochówku Dunk jedzie do gospody zjeść kolację, po kolacji jedzie w nocy do Ashford, gdzie lada chwila zaczyna się turniej. Nie było już czasu nikogo szukać i Dunk miał do wyboru – skłamać, żeby wystąpić w turnieju albo szukać w ogromnym pośpiechu kogoś, kto go pasuje, ryzykując, że nie zdąży na turniej. Zresztą to rodziło też potencjalne ryzyko, bo Ashford i przyległe pola są małe i gdyby Dunk poprosił jakiegoś rycerza o pasowanie, a ten by się nie zgodził to zaraz by się wydało, że Dunk nie jest rycerzem i nie miałby szans na udział w turnieju. Kłamstwo od samego początku było jego jedyną możliwości.
Co do koni to jedna klacz była mu potrzebna na sprzedaż, żeby pozyskać zbroję, a druga była stara i niewiele warta. Ogier zaś był potrzebny do występu w turnieju. Dunk nie miałby czym zapłacić za pasowanie jakiemuś innemu wędrownemu rycerzowi, nawet gdyby takiego znalazł i byłby na to czas.
No może, może. Dla mnie to jednak pobrzmiewa trochę fałszywą nutą. Nie na tyle jednak, żeby robić z tego sprawę. Bardziej obawiam się jak przedstawią Próbę Siedmiu. Czy na przykład nie zechcą przedstawić Aeriona jako tchórza i ofermy, drugiego Joffreya. A wiemy przecież, że mimo iż był wrednym szaleńcem to bić się potrafił.
że to analogia do Tyriona który formalnie nie był rycerzem
– odwaga większa niż wielu pasowanych rycerzy, szlachetność, obrona słabszych (o którym to?)
– surowy „ojciec” traktujący oschle i z pogardą
– śmierć „ojca” (Tywin dostał bełt z kuszy oraz był otruty i siedział na toalecie, vel rana w rękę ser Arlana (zatruta? kto mu zadał?) i silna sraczka Dunka, bo to nie przypadek że tą scenę widzieliśmy, bo jest kluczowa, bo wniosek jest taki, że ktoś otruł ich oboje tylko ze względu na masę ciała różnie się skończyło)
– wynika z tego, że zatruta rana i tak by Arlana zabiła ale zabił go Dunk przyrządzając kolację
(- Dunk jest w centrum większych snów, proroctw i wydarzeń więc nie do końca steruje swoimi poczynianiami)
Odcinek znakomity. Czekałem na omówienie Daela, żeby zapytać o jedną rzecz.
Czy zwróciliście może uwagę, na jedną rzecz w scenie z Dareonem w namiocie i po wyjściu z niego?
Przez cały jej czas w tle słychać było dziwne pojękiwanie, dźwięk trochę podobny do Wilhelm Scream, trochę jednak jak odgłos jakiegoś zwierzęcia.
Zastanawiałem się może czy nie jest to nawiązanie twórców do jednej z godzin w świecie Got np. godziny sowy?
Słuchałem wczoraj wielu nagrań różnych sów, puszczyków, ale żaden z nich nie przypominał tego dźwięku.
Byłoby to ciekawe nawiązanie twórców serialu dla ludzi znających książki.
Ten dźwięk pojawia się kilkakrotnie od około 15 do 19 minuty odcinka.
Co o tym myślicie?
Dobre spostrzeżenie. Puściłem sobie ten fragment. Gdy byli w namiocie, to wydawało mi się, że to konie. Ale przysłuchałem się wyraźnie w momencie gdy Dunk wychodzi z namiotu z Daeronem i mam wrażenie, że to jednak jakieś ptaki. Może sowy, to by wskazywało na 1.00. Albo nietoperz (tak, wiem, nietoperz to ssak!), czyli 22.00. Oczywiście jeśli trzymać się nazewnictwa martinowskiego. Ale może to też nie mieć żadnego związku z martinowskimi nazwami i po prostu walnęli jakieś dźwięki w tle dla realizmu. Nie wiem, naprawdę nie wiem.
Ale jeśli jesteśmy przy udźwiękowieniu, to zwróciłem uwagę, że coś dziwnego jest w scenie, gdy Lyonel mówi, że przyprowadził go Jajo – „Your… (tu pauza) boy found me”. To znaczy to wygląda tak jakby szukał słowa, ale pauza jest nienaturalnie długa. Może tam coś wycięto.
Nie słyszałeś nigdy, jakie dziwne odgłosy potrafi wydawać z siebie lis, prawda? Naprawdę można się zdziwić. Nie jesteś pierwszy ani ostatni.
Odcinek przecudowny, Dexter w scenie przeprosin wręcz wymiata (miał łzy w oczach!).
Muszę przyznać że parsknęłam śmiechem, gdy Duncan rzucił się na Daerona. Przed chwilą groziła mu śmierć za uderzenie księcia, jakoś się z tego wykaraskał, nawet nie do końca, i co? Próbuje udusić następnego księcia XD
Natomiast Aeriona sprałabym płazem miecza i mówię to jako matka. Żeby starszy człowiek musiał padać na kolana i czołgać się po podłodze, bo gówniarzowi orzeszek upadł? Może sobie być księciem, albo nawet bogiem, ale są kurwa jakieś granice.
Scena pasowania Raymuna dla mnie jest oczywistą wskazówką, że Duncan nie został pasowany, ale faktycznie w książce to było wyraźniejsze.
No i Baelor i jego wejście smoka – cudo! Odnosząc się do słów Daela o tym, że pominięto zamieszanie ze zbroją… Hełm jest chyba za ciasny? Baelor ledwo go ściągnął. Więc może nie jest to powiedziane jak chłop krowie na rowie, ale kto ma wiedzieć, ten wie 😉 uwielbiam takie smaczki 😀
Świetny odcinek, tylko ten wątek z pierdzącym rycerzem był kompletnie niepotrzebny i zrujnował powagę chwili.
A moim zdaniem był perfekcyjny WŁAŚNIE DLATEGO że zrujnował powagę chwili. Dzięki temu późniejsze wejście Baelora wypadło mocniej. Duncan, który przed chwilą był zrozpaczony i przerażony, teraz jest wściekły i rozżalony. I na to wjeżdża Baelor, cały na czarno 😁
Może scenarzysta rzeczywiście dał plane z ta scena i była niepotrzebna, bo chciał wrzucić coś obrzydliwego jak wspomina DaeL. Ale z drugiej strony mi to pokazało jeszcze bardziej, że Ci niektórzy odważni i szlachetni rycerze to tak na prawdę jakieś przypadkowe wsiury, które z jakiegoś nieznanego powodu, szczęścia, przypadku zostały pasowane na rycerza. No i że z rycerzami za wiele wspólnego nie mają.
Ten serial jest lepszy niż Gra o Tron
Bez przesady
Dlaczego? Jest dobrze zrealizowany, w GoT miałeś pełno postaci wiele miejsc, gdzie toczyła się akcja, skakaliśmy od muru po KP Pentos. Tu jedno miejsce, niby NIC się nie dzieje a jakoś 4 odcinki wciągnęły niesamowicie. Mamy świetne ujęcia, no z pasowania (nie mówię o kupie – w GoT wszędzie były na siłę cycki i burdele) pasująca muzykę, świetną grę aktorską, a te zbroje! Tu wszystko wygląda bardzo dobrze. Jest poruszający, wzruszający i radosny jednocześnie. Tu jest opisana historia powoli i ładnie. Inny rodzaj serialu i moim zdaniem i niebo lepszy.
Nikt nie pisze nic o Daeronie, a to także świetnie zagrana postać. W ogóle ciężko się tu doczepić do gry aktorskiej kogokolwiek, może jedynie do przedstawienia poszczególnych postaci, głównie Maekara.
Dla mnie epicki odcinek z całej produkcji jaka powstała związana z Sagą. Może czas leci i nie pamiętam już z prsed lat. Jednak ten tak mi się spodobał że nieistotne były zmiany co do nowelki, krórej z detalami nie psmiętam jedak to było poprowadzone pięknie. Dostsliśmy efekt budowania narracji miedzy Dunkiem a Jajem. Do tego akcent Steffona, jak ja lubię taką formę, a u kobiet to już bajka. Pomijam zachowanie na końcu. Coś mają z defekacją bo co odcinek to jakaś akcja ale rozumiem alegorię jeżeli tego mogę użyć w tym przypadku. No i wjazd smoka czy Baelora też fsjny, dużo mówiący że jednak honor i zasady są ponad rodzinny interes. Osobne słowo dla Lorda Burzy, aktor który go gra to jedt gość z którym wychodzisz w piątek na imprezę i wiesz że w poniedziałek zgłoszisz wolne na rządanie bo może jeszcze weekend trwać a w tym czasie obrócicie całe Westeros 😉 . A Pate to wypisz wymaluj mój kolega jak się troche z wikingów bawiłem. Aż chcę więcej.
Super odcinek, ale ja wciąż uważam że to serial tylko dla fanów i tych co znają książki. Dla innych tak super nie będzie.
1 sezon Rodu Smoka czy Gra o tron w swoim prime to przewyższa.
A kłamstwo Dunka stało się już w 100% oczywiste gdy stwierdził, że to kara za to że nie zna swojego miejsca. W sumie Martin przez serial chce to bardzo głośno zakomunikować.
Masz rację. A najlepiej to słychać, kiedy wjeżdza ten specyficzny kawałek muzyczny jak Baelor się pojawia. Widz bez wiedzy jaką my mamy nigdy tego tak nie odbierze. Tylko że serial dla reszty nie byłby dla nas, wiec co wybierasz?
Czemu? Sama nie znam historii o Dunku i Jaju a ogląda mi się lepiej niż GoT i RS
Ale pewnie znasz historię Plio, wiesz co to jest rebelia Blackfyre, w jakim momencie historii dzieje się akcja, kim są Baelor, Dareon czy Maekar itd.
Postronny widz niewiele tu ogarnie.
Oby zachęciło go to do lektury. Zwłaszcza nowelki.
Ostatnio trochę marudziłem, ale tym razem w pełni zgadzam się z recenzją, bo uważam, że odcinek był naprawdę świetny! Zdecydowanie najlepszy z tych dotychczas pokazanych. Ale i chyba też najwierniej trzymał się książki i zdecydowana większość dialogów była żywcem wyjęta z nowelki. Jeśli chodzi o zmiany to też się dziwię, czemu niby Maekar nie wiedział o próbie siedmiu, a wiedział o niej jego syn (w książce wiedzieli wszyscy oprócz Dunka) i też mi brakowało tego wspomnienia o tym, że Dunk wiedział, co to znaczy chcieć czegoś tak bardzo, by posunąć się do najgorszego kłamstwa. Z drugiej strony w książkach można pokazać czyjeś myśli, a w serialu już trzeba się z tym nakombinować.
Scenę pasowania Raymuna przez Roześmianą Burzę w książkach odebrałem w ten sposób, że Dunk nie chciał narażać Raymuna i dlatego miał wątpliwości, a potem już szedł do lorda Ashford i nie usłyszał całego tekstu przysięgi. W serialu faktycznie zostało to tak pokazane, że Dunk w ogóle mógł jej nie znać. Hm, na pewno nie można tego wykluczyć.
Pierdzący Otho, hm… w książkach było wspomniane, że on jako jedyny przynajmniej odpowiedział Dunkowi. Tutaj zrobiono z niego prostaka, ale rozumiem zamysł tej sceny, miała brutalnie sprowadzić na ziemię Dunka prawiącego o honorze i bronieniu słabszych.
Brakowało mi za to jakiegoś słówka o Beesbury’m. Dla tych, którzy nie czytali nowelek to właściwie jakiś anonim, który pojawił się nie wiadomo skąd i nie wiadomo czemu chce pomóc Dunkowi. Robyn Rhysling miał chociaż wprowadzenie w poprzednim odcinku i tu też wyjawił swój motyw, to samo Hardyng. A wystarczyłoby tylko, gdyby w rozmowie z Dunkiem Hardyng dodał jeszcze: „Chcę się odegrać na Aerionie osobiście, ale przy okazji przyprowadziłem też męża mojej siostry. Oto ser Humprey Beesbury” i byłoby wszystko jasne i klarowne.
Tak czy inaczej, odcinek bardzo fajny. A końcówka była rewelacyjna, gdy wjechał Bealor i pojawił się motyw muzyczny z Got to miałem na plecach ciary 🙂 Genialna scena!
Tak się jeszcze zastanawiam, skoro tak przyspieszyli akcję i już pod koniec czwartego odcinka praktycznie zaczyna się Próba Siedmiu to co będzie w dwóch kolejnych odcinkach? W piątym pewnie sama walka, a w szóstym? Przecież epilog w nowelce był bardzo krótki. Co oni tam jeszcze dodadzą, żeby zapełnić te dwa ostatnie odcinki?
Obstawiam że w szóstym będą omawiane następstwa walki. Zapewne dodadzą trochę dialogów…
Jezu, ale byłyby jaja, jakby się okazało że jedynymi osobami, które potrafią należycie zająć się zmarłym, są te markietanki z pierwszego odcinka. Te co odgrywały fetysz ze zwłokami. Mało prawdopodobne, na pewno mają w Ashford jakąś septę czy kogoś takiego, ale byłoby śmiesznie. Z drugiej strony robić sobie jaja ze śmierci to mało fajnie :/
Ja się spodziewam że odcinek to będzie próba 7 i retrospekcje wielu uczestników, która dadzą do zrozumienia co kto i dlaczego.
To by było fajne rozwiązanie. W zapowiedzi kolejnego odcinka widzę, że faktycznie będą jakieś retrospekcje, ale z dzieciństwa Dunka, jest tam też jakaś dziewczynka (siostra Dunka?). Chyba będą tworzyć zupełnie nowy materiał, którego nie było w książkach.
Największym problemem dla mnie tego odcinka jest to co nie wydarzyło się w nim, a co nie wydarzyło się wcześniej, czyli wycięcie z poprzednich całego dnia walk turniejowych i zastąpienie go bezsensownym dniem zero i migawkami z kolejnego dnia – przez co ser Humfrey Hardyng, słynny rycerz turniejowy, zwycięzca czternastu walk na turnieju w Ashford, tylko nam miga, gdy Aerion łamie mu nogę, a jego szwagier, ser Humfrey Beesbury to się chyba nawet w serialu nie pojawił, albo mignął tylko gdzieś w tle.
Co do zakończenia odcinka zaś personalnie przeszkadzały mi trzy odstępstwa od oryginału.
Po pierwsze ten żart z pierdzeniem, eh…
Po drugie trochę mało tych rycerzy do których zwraca się Duncan – pokazano nam to tak, jakby on mówił do wielkich panów i ewentualnie ich świt,, a nie do nich, ich świt i masy drobniejszego rycerstwa (takiego jak walczący za niego Rhysling, Beesbury, Hardyng, czy Fossowayowie, walczący po obu stronach).
Po trzecie podbudowa wjazdu Baelora… Przez pokazanie Valarra tylko na migawce i brak jego widoku na turnieju (miał tylko słabych rywali, plus Dunk zastanawiał się czy pije wodę, czy wino po walce, przemyślenie małe, ale ciekawe, do odegrania na spokojnie w dialogu) powoduje, że autorzy zrezygnowali, niestety, z podbudowy, że to właśnie on przybywa – w serialu od razu wiemy, że to Baelor, w opowiadaniu najpierw jest myśl, że to Valar, bo to w jego zbroi przyjeżdża.
No i czwarta myśl, która przywędrowała w trakcie pisania – niepotrzebnie zarysowali sadyzm Steffona Fossowaya, bez niego jego zdrada byłaby mniej spodziewana. W opowiadaniu wydawał się być napuszonym i dumnym, ale do końca można bylo mysleć, że wystąpi po stronie Dunka i człowiek się nawet nie dziwił, że to robi. W serialu, może przez to, że znałem zwrot akcji, od początku widziałem, że coś tu śmierdzi.
Oczywiście że twórcy musieli dorzucić od siebie, bo tak zawsze jest. Sceny z pierdzeniem była tak żałosna, że myślałem że tylko debil mógł takie coś wymyślić. Odcinek był super. Tylko szkoda że zabrakło wspierających prostaczków Duncana, bezpośrednie prośby do lordów i rycerzy oraz pomyłka z księciem Vallarem
Wymyślił to zapewne ten od zadrzewnej defekacji i wielkiej kopii Sir Alrlana. Prosty humor dla gawiedzi.
Ekipa tworząca ten serial udowadnia tylko, że wierne trzymanie się powieści/noweli i niewielkie korekty jest czymś znacznie lepszym niż wprowadzanie na siłę własnych „artystycznych wizji”, które są efektem pychy twórców czy niezdrowych wymagań „okołokorporacyjnych”.
Odcinek cudowny…Baelor jest przedstawiony jako archetyp idealnego chrześcijańskiego władcy. Trochę szkoda, że wiem jak się zakończy pojedynek chociaż z drugiej strony znam całą historię i póki co nie psuje mi to zabawy:)
Tak trzymać! Myślę, że to powinien być wzór dla scenarzystów, showrunnerów jak powinno prowadzić się adaptację powieści 😉
To jest dokładnie ten rodzaj odcinka, który oglądałam z ściśniętym żołądkiem, bo wiadomo, dokąd to zmierza, i każda scena tylko dokładała ciężaru. A świadomość finału Próby Siedmiu naprawdę zmienia odbiór bo zamiast ekscytacji czułam tylko narastającą żałobę.
Co do samego Maekara… z jednej strony, w scenie kiedy wręcz wywlekł Aeriona ze spotkania z Dunkiem brakowało mi tylko, żeby go jeszcze po drodze kopnął w dupę, ale z drugiej…to jak przedstawia go serial w moim odczuciu „zjada” mu IQ 🙃 może nie na tyle by zniszczyć postać ale na tyle, że gdzieś z tyłu głowy mam wrażenie, że no…był mądrzejszy.
Tempo serialu powala 4 odcinek a można było to zmieścić w 2 odcinkach, ciekawe ile odcinków zajmie walka bo jeśli jest po siedmiu rycerzy z każdej strony to byle to nie było 7 odcinków
No więc obejrzałem wczoraj wszystkie cztery odcinki. Jak już wcześniej napisałem, nie czytałem nowelek o Dunku i Jaju, więc moje spojrzenie na serial jest spojrzeniem fana świata Martina nie znającego tych konkretnych historii. I pozostaje mi zgodzić się z większością. Jak na razie jest dobrze. Nie zanotowałem żadnych scenariuszowych głupot i rzeczy niepasujących do uniwersum. Aktorzy są OK, pasują do postaci. Maekara inaczej sobie wyobrażałem, a młody Raymun trochę za bardzo przypomina mi Podricka Payne’a, ale nie są to zarzuty. Tak jak większości nie podobały mi się te wstawki fizjologiczne. Ewidentnie ktoś tam w HBO ma niezdrowe „poczucie humoru” i nie powinno mu się dawać żadnego wpływu na scenariusz. Pozostaje zadać pytanie czy nie można było tak zrobić przy Rodzie Smoka? Trzymać się ściśle treści i ducha książki zamiast iść w wymysły domorosłych „martinów”. Jeżeli nie spieprzą tego w końcówce to będzie jedyny dobry w całości martinowski serial.
Fajnie pokazano i wiernie jak nasz zbrojmistrz daje Dunkowi zbroję za miedziaka, ale własnie najbardziej mi zabrakło tego, że prostaczkowie go wspierali. Czekałem na tą scenę straszliwie, byłem pewny, że będzie.. Rozczarowanie. Scenarzysta mówił, że trochę budżet ich ograniczał i może to miało wpływ :/
Ta istotna scena z książki byla zbędna, ale na pierdzenie znaleziono miejsce.
Nie jestem na bieżąco, a więc chciałem po chamsku tu zapytać: Czy ten seksowny gnojek DaeL pisuje gdzieś/coś jeszcze na jakichś stronkach czy w gazetach?
Wiadomość z siedemnastej ręki, więc średnio wiarygodna, ale obczajcie to:
https://vm.tiktok.com/ZNRf26aML/
Podobno, PODOBNO: Dexter Sol Ansell wygadał na wywiadzie, że podczas jednego ze spotkań G.R.R. Martin wyjawił im, jakoby Duncan miał PRZEŻYĆ TRAGEDIĘ W SUMMERHALL.
WIKI Gry o tron twierdzi, że Duncan urodził się w 192 roku po Podboju. Rebelia Roberta miała miejsce w 283 roku. Więc jeśli przeżył i jeśli nie zrobił sobie czegoś drastycznego po śmierci najlepszego przyjaciela, w momencie zakończenia rebelii miał 91 lat. Piękny wiek, ale maester Aemon dożył 102, więc jak najbardziej się da.
Tym niemniej ta wiedza i tak nie ma większego znaczenia, bo do czasu akcji Gry o tron już na pewno nie miał szans dożyć. 106 lat. Nawet jeśli dożył, to i tak nie będzie miał wpływu na fabułę. Jakby miał mieć, to jego istnienie już zostałoby ujawnione, choćby pod postacią jakiegoś dziadka dojadającego resztki w kuchni Czerwonej Twierdzy i powtarzającego co jakiś czas, że nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro i jakie będą konsekwencje naszych wyborów.
Więc ciekawostka zupełnie zbędna, ale mimo wszystko ciekawa.
Oglądałem ten wywiad, udzielali go w trakcie robienia kukiełek. Padło pytanie o to, czy wiedzą czym jest Summerhall. Dexter zaczął opowiadać, że GRRM im o tym mówił i że Jajo próbował ożywić smoki. Potem powiedział coś w stylu „Wiemy, że Dunk przeżył, ale nie wiemy czy Jajo też przeżył”. No więc to teoretycznie może być spoiler, ale równie dobrze to może być efekt mylnego zrozumienia słów Martina. Śmierć Aegona jest pewna na 100%, a rzekomą informację o tym, że Dunk przeżył mógł mylnie zinterpretować na podstawie informacji o tym, że rycerz wyniósł na zewnątrz ciężarną Rhaellę. Więc ja się na razie tym spoilerem za bardzo nie ekscytuję.
Aczkolwiek byłoby śmiesznie, gdyby Dunk okazał się Zimnorękim 😉
O Jezu. Tak. Zapomniałam o istnieniu Zimnorękiego. Bardzo wygodna postać, bo każdy, czyje losy są nieznane, może nim być 🤣🤣🤣
Tylko jak to pociągnąć fabularnie? Duncan po Summerhall miałby przywdziać czerń?
Powiem szczerze, że wizja proszalnego dziadka, który wędruje po Westeros i za miskę strawy opowiada rozmaite historie bardziej do mnie przemawia.
Zapachniało Mesjaszem Diuny 😉