Pieśń Lodu i OgniaSeriale

Pomylone Analizy: Rycerz Siedmiu Królestw, sezon 1, odcinek 4 – „Siedmiu”

No i zgodnie z zapowiedzią, dostaliśmy nowy odcinek Rycerza Siedmiu Królestw przed czasem. I co to był za odcinek! Zaczynajmy!

Prawdziwy rycerz

Siedmiu rozpoczyna się w mrocznym lochu zamku lorda Ashforda. Choć na początku nie wiemy, że to loch. W pierwszej chwili sklepienie przypomina rozgwieżdżone niebo, potem, gdy zaczynamy dostrzegać fakturę muru, musimy mieć skojarzenia ze smoczymi łuskami. Ślicznie zrealizowano to ujęcie, zastanawiam się, czy to wyłącznie efekt zabawy poziomem ekspozycji i oświetlenia, czy jednak twórcy skorzystali z efektów komputerowych. Ale dość dygresji, bo oto Dunk siedzi w wilgotnej celi, podczas gdy na zewnątrz trwa ulewa.

Ale ma gościa – do celi wchodzi Jajo, a właściwie książę Aegon. Dunk, rozczarowany i zraniony, wypomina chłopcu kłamstwo. Jajo ze skruchą wyjaśnia, że nie chciał go oszukiwać – naprawdę marzył o byciu giermkiem prawdziwego rycerza, bo jego starszy brat Daeron, któremu miał służyć, jest nieodpowiedzialnym pijakiem. Jajo wyraźnie przeżywa utratę zaufania Dunka, a ich rozmowa pokazuje, jak silna więź już między nimi powstała.

Rycerz zostaje wezwany przez Baelora Targaryena. Dunk, mimo wcześniejszego gniewu, bierze swojego giermka w obronę. Rozmowa schodzi na temat konsekwencji czynu Duncana. A właściwie czynów, bo jak się okazuje książę Maekar odnalazł drugiego ze swoich synów – Daerona – a ten chcąc ratować swą skórę oskarżył jakiegoś raubrittera o porwanie Aegona. Może to i kiepski zarzut, ale w połączeniu z napaścią na Aeriona, nie wróży zbyt dobrze Duncanowi Wysokiemu. Zwłaszcza, że Aerion przedstawił swój wybryk jako próbę powstrzymania trupy, która podsycała bunt przeciw rodzinie królewskiej. Dunk pyta, czy wszyscy rycerze nie składali tych samych ślubów i czy ochrona niewinnych nie była jego obowiązkiem.

Książe Baelor sugeruje, że Dunk pewnie straci rękę i nogę – kończyny którymi naruszył książęcą nietykalność. Ale jest jeszcze jedno wyjście. Być może gorsze. Wszystko zależy od tego jak dobrym rycerzem jest ser Duncan.

Dunk staje przed Baelorem, Maekarem, Aerionem, Leo Tyrellem i lordem Ashfordem. Jako rycerz domaga się próby walki. Aerion odmawia, i – ku rosnącej irytacji swego ojca – żąda Próby Siedmiu. To starożytna tradycja (o której najwyraźniej nie wie Maekar). Jeśli w sporze po każdej ze stron walczy siedmiu rycerz, bogowie są rzekomo bardziej skorzy do interwencji. Nikomu nieznany wędrowny rycerz ma czas do świtu, by znaleźć sześciu mężczyzn, którzy poprą go w walce. W przeciwnym razie zostanie uznany za winnego.

Nowi sojusznicy

Zdezorientowany i przygnębiony Dunk opuszcza zamek. Udaje się w stronę wiązu po którym spędził ostatnie noce. Tam spotyka Raymuna Fosowaya, który zaopiekował się końmi rycerza. W namiocie Fossowayów, Dunk zyskuje niespodziewanego sojusznika (ale czy na pewno?). To Steffon Fossoway, kuzyn Raymuna. Słyszymy z jego ust kolejną tyradę na temat Targaryenów, kilka dziwnie nieszczerych stwierdzeń na temat rycerskich ideałów i w końcu deklarację, że Steffon stanie w Próbie Siedmiu po stronie Dunka, a nawet sprowadzi sojuszników (najwyraźniej zwykły rycerz na włościach ma wpływowych kolegów, bo wspomina Lyonela Baratheona, Leo Tyrella i ser Otho – zapewne chodzi o Brackena).

Gdy ser Steffon wyrusza szukać dla Dunka sojuszników, do namiotu wchodzi Jajo, gotów by znów służyć Dunk swemu rycerzowi. Ale to nie wszystko, bo pojawia się też drugi z zaginionych książąt – Daeron. Dunk rozpoznaje w nim człowieka z gospody i rzuca się na niego ze sztyletem, ale oczywiście go nie zabija. Daeron tłumaczy swoje postępowanie i zapewnia, że wprawdzie weźmie udział w Próbie Siedmiu, ale zamierza się szybko poddać. Dowiadujemy się też dlaczego obydwaj bracia nienawidzą Aeriona. Najwyraźniej Aerion to nie tylko okrutne, sadystyczne bydlę, ale wprost szaleniec, który sądzi, że jest smokiem w ludzkim ciele (towarzyszy temu znakomity żart z książek na temat herbu Fossowayów). Ujawniony zostaje też skład drużyny oskarżyciela: Aerion, Maekar, Daeron oraz trzech rycerzy Gwardii Królewskiej – oprócz Rolanda Crakehalla i Donnela z Duskendale, których już poznaliśmy, stanie też na razie niewymieniony z imienia Willem Wylde. Łatwo nie będzie.

Daeron prosi Dunka o rozmowę na osobności i opowiada mu proroczy sen: widział ogromnego smoka, który spadł na Dunka. Smok zginął, Dunk przeżył. Choć nie wie, jak do tego doszło, wizja ta sprawia, że boi się walczyć. Przeprasza Dunka za swoje zachowanie i odchodzi.

Ser Duncan idzie do namiotu kukiełkowej trupy. Przypomina sobie głos Tanselle. „Nie jesteś rycerzem… Tyś Florian Błazen.” Namiot jest zniszczony, Dunk podnosi urwaną głowę kukły Floriana. Czyżby zwiastowała jego los. W namiocie Dunka odnajduje Stalowy Pate. Kowal informuje rycerza, że ma jego tarczę. Trupa Tanselle wyruszyła do Dorne, ale przed wyjazdem Tanselle namalowała herb. Ser Duncan ogląda tarczę: widnieje na niej wiąz, spadająca gwiazda i tło w kolorach zachodu słońca. Teraz, w obliczu Próby Siedmiu, wymowa herbu wydaje się Dunkowi złowieszcza. Pate pociesza go – drzewo to symbol życia. Kowal wspomina, że wzmocnił tarczę (za którą liczy sobie tylko miedziaka) i przypomina rycerzowi rymowankę: „Dębino i żelazo otoczcie mnie opieką, bo inaczej zginę i piekło mnie czeka.”

Zdrada i nadzieja

Nastaje świt. Na turniejowym polu zebrało się kilku rycerzy gotowych walczyć u boku ser Duncana. To ranny ser Humfrey Hardyng, szalony ser Robyn Rhysling, szalony na inne sposoby ser Lyonel Baratheon i najwyraźniej oniemiały (z winy scenarzystów) ser Humfrey Beesbury. Duncan dziękuje im i wspomina, że musi podziękować Steffonowi, ale Roześmiana Burza odpowiada, że ściągnął ich tu Jajo, nie jakiś Stevron (tak, Lyonel przekręca to imię). Na pole wjeżdża Aerion ze swoją drużyną. Brakuje im jednego rycerza.

Gdy Steffon pojawia się na polu, ujawniona zostaje zdrada. Jabłkożerca przechodzi na stronę Aeriona, kuszony obietnicą lordostwa. Dla przypomnienia – Fossowayowie są rodem rycerzy na włościach, aczkolwiek trochę to w świecie Westeros mylące, bo i zamek mają, i są bezpośrednimi wasalami Tyrellów, więc ten brak tytułu to wyłącznie kwestia prestiżu. Ale wracając do tematu – wygląda na to, że drużyna oskarżyciela jest skompletowana, a ser Duncanowi brakuje nie jednego, ale dwóch rycerzy. Raymun w gniewie odpycha kuzyna i postanawia zająć jego miejsce. Prosi, aby Dunk pasował go na rycerza, ale nasz bohater dziwnie się waha. Trąby zwiastują przybycie lorda Ashforda, więc pasowania dokonuje Lyonel (co ciekawe – sentencja pasowania jest niekompletna, ale o tym później). Ser Duncan widzi przed sobą twarz wzruszającego ramionami ser Arlana. Czyżby to znak, że rycerz nigdy nie pasował swego giermka?

Duncan oznajmia, że będzie walczyć w osłabionym składzie, ale najwyraźniej reguły westerowskiego FIFA są bezlitosne i zapowiada się walkower. Wędrowny rycerz prosi o jeszcze chwilę i próbuje zaapelować do szlachetnie urodzonych. Być może ktoś wśród nich podejmie wyzwanie, choćby po to, by dać przykład synowi. Gdy wstaje Otho Bracken już jesteśmy uradowani, ale rycerz ma do zakomunikowania wyłącznie fakt puszczenia gazów. Dunk, wściekły, pyta: „Czy nie ma wśród was prawdziwych rycerzy?”.

Otóż są. W tym momencie pojawia się tajemniczy rycerz w targaryeńskiej zbroi. Zdejmuje hełm. To Baelor Targaryen. Będzie walczyć po stronie wędrownego rycerza, przeciwko swemu bratu i dwóm bratankom. Gra motyw przewodni „Gry o Tron”. W pełni zasłużenie.

Zmiany, zmiany, zmiany

Odcinek był w znakomitej części wierny temu, co przedstawiono na kartach nowelki. Ale oczywiście nie obyło się bez pewnych zmian i drobiazgów, które – ku mojej rozpaczy – zniknęły.

W rozmowie Dunka z Jajem naprawdę bardzo liczyłem, że zostanie wypowiedziana myśl, którą Duncan miał w nowelce i która stanowiła jeden z istotnych argumentów za tezą, iż chłopak nigdy nie był pasowany.

Dunk przyjrzał mu się w zamyśleniu. Wiedział, co to znaczy pragnąć czegoś tak bardzo, że człowiek nie cofnie się nawet przed straszliwym kłamstwem, żeby tylko zbliżyć się do celu.

Naprawdę, wystarczyło tylko jedno zdanie, nawet niedokończone. Wystarczyło by powiedział: „Wiem, co to znaczy pragnąć czegoś tak bardzo, że…” Cóż, trudno.

A skoro jesteśmy już przy celi, to – gwoli przypomnienia – Dunk sobie w niej spokojnie gnił, a na zewnątrz wciąż trwał turniej. Czy zatem miał miejsce przeskok czasowy. Czy oglądamy wydarzenia z wieczora następnego dnia po wydarzeniach z Aerionem? Chyba tak. Dunk mówi, że opuścił gospodę cztery dni temu. A zatem wygląda to tak:

  • Dzień 1 – wieczorem Dunk spotyka Daerona i Jajo w gospodzie. Gospoda jest dzień drogi od Ashford. Dunk jedzie przez noc.
  • Dzień 2 – Dunk dociera do Ashford około południa. Wieczorem spotyka Jajo po raz drugi. (to koniec odcinka pierwszego)
  • Dzień 3 – Dunk poszukuje kogoś, kto za niego poręczy, spotyka Baelora. Mamy „zerowy” dzień turnieju. (to koniec odcinka drugiego)
  • Dzień 4 – Dunk dowiaduje się, że nie stanie w szranki pierwszego dnia turnieju. Wieczorem mają miejsce wydarzenia w namiocie trupy kukiełkowej. Dunk zostaje aresztowany. (to koniec odcinka trzeciego)
  • Dzień 5 – Dunk gnije w celi do wieczora, po czym zostaje wezwany przez Baelora. Większość kolejnych wydarzeń ma miejsce w nocy.
  • Dzień 6 – Próba Siedmiu.

Między wieczorem dnia pierwszego i wieczorem dnia piątego mijają równe cztery dobry, więc wszystko się zgadza. Ten timeline ma też sens z punktu widzenia podróży Maekara – miał wrócić kilka godzin przed rozmową Dunka z Baelorem piątego dnia. A przebył spory dystans.

Wspominam o tym wszystkim, żeby wskazać, że serial niczego tu nie pokręcił – jak chcą niektórzy komentujący to w internecie. Owszem, serial pokomplikował trochę sprawę z „zerowym” dniem turnieju, ale tutaj trzyma się poprawnie ustalonej kolejności wydarzeń. Po prostu miał miejsce blisko 24-godzinny przeskok czasowy.

OK, idziemy dalej. W scenie w której zapada decyzja o Próbie Siedmiu zabrakło Daerona, a Maekar popisał się niewiedzą na temat tego, czym jest ten rodzaj walki (w książce to on wytłumaczył Dunkowi, że musi pozyskać sześciu czempionów). Poza tym większość scen toczących się w nocy jest wierna książkowemu pierwowzorowi. Ot, Steffon ma kilka nowych kwestii dialogowych, nowa jest wizyta w namiocie trupy kukiełkowej, itd… Drobiazgi.

Zmiany następują następnego dnia. Wycięto coś, co było moim zdaniem bardzo istotne – wiwaty na cześć Dunka ze strony prostaczków. A przecież to tak piękna scena!

– Dlaczego to robią? – zapytał Pate’a. – Kim dla nich jestem?
– Rycerzem, który pamiętał o swych ślubach – odparł płatnerz.

Szkoda.

Mamy też jeszcze trzy zmiany, na które zwróciłem uwagę. W scenie pasowania Raymuna, Dunk krygował się jeszcze bardziej niż w serialu. Giermek pytał Duncana, czy wątpi w jego odwagę, ten wskazywał, że chodzi o coś innego. Wydaje mi się, że tę niezręczną chwilę (ewidentnie wynikającą z faktu, że Duncan sam nigdy nie był pasowany, pewnie nie wie nawet jak to zrobić) miała zastąpić krótka retrospekcja ze wzruszającym ramionami ser Arlanem. Ale jest zbyt wieloznaczna.

Co jeszcze? Ucięto jedną linię z tekstu wygłaszanego podczas pasowania na rycerza. Albo inaczej – co najmniej jedną, bo w książce słyszymy wezwanie czterech bogów (możliwe, że pełna wersja zawiera jeszcze trzy zdania dla pozostałych spośród Siedmiu), po czym Dunk odjeżdża. Serial zakończył to na wezwaniu Matki, zabrakło zdania: „W imieniu Dziewicy nakazuję ci bronić wszystkich kobiet.”

No i w końcu serial okrutnie zażartował sobie z „Bestii” Brackena. W książce Dunk wzywa Dondarriona, Lannistera, Carrona, Swanna i Brackena. Swann reaguje śmiechem na jakiś zasłyszany komentarz. Ale Otho Bracken odpowiada uczciwie i rzeczowo – może i sprawa jest sprawiedliwa, ale rycerz tego nie wie, a „Bestia” Duncana po prostu nie zna. No ale wiadomo, showrunner lubi wrzucić coś niesmacznego do każdego odcinka.

Werdykt

To powiedziawszy, uważam, że ten epizod był naprawdę znakomity! Najlepszy z dotychczasowych, wierny książkowemu oryginałowi (wypunktowane przeze mnie zmiany były wszak dość drobne). I co najważniejsze – nakręcony i zagrany wprost znakomicie.

To, że będziemy mieli reżyserski tour de force było dla mnie jasne od pierwszego ujęcia ze sklepieniem celi. Ale nawet mając tego świadomość i wiedząc jak znakomitym aktorem dziecięcym jest Dexter Sol Ansell, nie spodziewałem się, że chłopak będzie tak przekonujący w scenie przeprosin. Rzecz był zagrana i wyreżyserowana po prostu cudownie.

Spodobało mi się też przedstawienie Maekara jako mocno poirytowanego zachowaniem swojego syna. Dobrze, że serial to pokreślił, pozwala widzowi dostrzec w księciu kogoś więcej niż tylko antagonisty.

No i wreszcie pojawienie się Baelora w zbroi było prawdziwym majstersztykiem. Wątek z zamieszaniem związanym ze zbroją Valarra mógłby zabić dynamikę tej sceny, więc pominięcie kilku linii dialogowych było słusznym wyborem. Dzięki temu zakończenie ma odpowiednią dynamikę i… co tu dużo mówić, po prostu heroizm. A motyw przewodni Gry o Tron pasuje tu wyśmienicie. Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka.

Dodatkowa lektura

To mi się podoba 2
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Komentarzy: 6

  1. Zastanawiam się po cholerę prostolinijny Duncan brnie w to niewygodne kłamstwo? Przecież pasowanie długoletniego wyszkolonego giermka to zwykła formalność (bywało, że nawet giermkowie stawali w szranki). Nie mógł znaleźć jakiegoś rycerza, który za parę piw w gospodzie pasowałby go jak należy?

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 1
    1. Pewnie aż tak proste to nie jest. A i przyznanie się do kłamstwa, gdy się już w nie zabrnęło dość daleko to duży problem psychologiczny. I wreszcie – to postać fikcyjna, więc właściwsze jest chyba pytanie co Martin chce nam powiedzieć przez brak pasowania Dunka.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Pewnie chce powiedzieć starą prawdę, że jesteś tak traktowany za jakiego uchodzisz. Jak wejdziesz do restauracji z notatnikiem i zaczniesz pytać o techniczne rzeczy dotyczące jedzenie to obsługa pomyśli, że jesteś krytykiem i będą cię lepiej traktować. Jako giermek musiałby się podlizywać kolejnemu rycerzowi, aby dostać to pasowanie. Taki rycerz mógłby celowo odwlekać sprawę, a Duncan nie mógłby nic zrobić. Jako rycerz to on ma już pozycję i to jemu trzeba służyć.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
  2. Odcinek znakomity. Czekałem na omówienie Daela, żeby zapytać o jedną rzecz.
    Czy zwróciliście może uwagę, na jedną rzecz w scenie z Dareonem w namiocie i po wyjściu z niego?

    Przez cały jej czas w tle słychać było dziwne pojękiwanie, dźwięk trochę podobny do Wilhelm Scream, trochę jednak jak odgłos jakiegoś zwierzęcia.
    Zastanawiałem się może czy nie jest to nawiązanie twórców do jednej z godzin w świecie Got np. godziny sowy?

    Słuchałem wczoraj wielu nagrań różnych sów, puszczyków, ale żaden z nich nie przypominał tego dźwięku.
    Byłoby to ciekawe nawiązanie twórców serialu dla ludzi znających książki.

    Ten dźwięk pojawia się kilkakrotnie od około 15 do 19 minuty odcinka.
    Co o tym myślicie?

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
    1. Dobre spostrzeżenie. Puściłem sobie ten fragment. Gdy byli w namiocie, to wydawało mi się, że to konie. Ale przysłuchałem się wyraźnie w momencie gdy Dunk wychodzi z namiotu z Daeronem i mam wrażenie, że to jednak jakieś ptaki. Może sowy, to by wskazywało na 1.00. Albo nietoperz (tak, wiem, nietoperz to ssak!), czyli 22.00. Oczywiście jeśli trzymać się nazewnictwa martinowskiego. Ale może to też nie mieć żadnego związku z martinowskimi nazwami i po prostu walnęli jakieś dźwięki w tle dla realizmu. Nie wiem, naprawdę nie wiem.
      Ale jeśli jesteśmy przy udźwiękowieniu, to zwróciłem uwagę, że coś dziwnego jest w scenie, gdy Lyonel mówi, że przyprowadził go Jajo – „Your… (tu pauza) boy found me”. To znaczy to wygląda tak jakby szukał słowa, ale pauza jest nienaturalnie długa. Może tam coś wycięto.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
  3. Odcinek przecudowny, Dexter w scenie przeprosin wręcz wymiata (miał łzy w oczach!).
    Muszę przyznać że parsknęłam śmiechem, gdy Duncan rzucił się na Daerona. Przed chwilą groziła mu śmierć za uderzenie księcia, jakoś się z tego wykaraskał, nawet nie do końca, i co? Próbuje udusić następnego księcia XD
    Natomiast Aeriona sprałabym płazem miecza i mówię to jako matka. Żeby starszy człowiek musiał padać na kolana i czołgać się po podłodze, bo gówniarzowi orzeszek upadł? Może sobie być księciem, albo nawet bogiem, ale są kurwa jakieś granice.
    Scena pasowania Raymuna dla mnie jest oczywistą wskazówką, że Duncan nie został pasowany, ale faktycznie w książce to było wyraźniejsze.

    No i Baelor i jego wejście smoka – cudo! Odnosząc się do słów Daela o tym, że pominięto zamieszanie ze zbroją… Hełm jest chyba za ciasny? Baelor ledwo go ściągnął. Więc może nie jest to powiedziane jak chłop krowie na rowie, ale kto ma wiedzieć, ten wie 😉 uwielbiam takie smaczki 😀

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button