
Obawiając się wyniku wyborów lorda dowódcy, Sam Tarly postanawia działać.
Streszczenie
Stannis przyjmuje kandydatów na lorda dowódcę oraz Bowena Marsha i Aemona. Towarzyszący maesterowi Samwell wolałby być gdzieś indziej, tym bardziej że Melisandre przypatruje się właśnie jemu. Janos Slynt zaczyna wychwalać króla, ale ten szybko mu przerywa. Złości go, że wybory się przeciągają, choć czeka tyle spraw. Slynt sugeruje, by Stannis wskazał zwycięzcę. Cotter Pyke i Denys Mallister protestują, a Aemon przypomina, jaka jest odwieczna tradycja. Monarcha zapewnia, że jej nie naruszy. A Janos niech lepiej powie otwarcie, że to o własną nominację mu chodziło. Zmieszanego Slynta próbuje ratować Marsh, wskazując na przemawiające na jego korzyść doświadczenie ze stolicy. Baratheon uważa, że lepszy byłby nawet kucharz. Wyjaśnia, że Slynt brał łapówki za powoływanie oficerów, czego świadkowie tajemniczo zginęli. Gdy Jon Arryn zawiadomił Roberta, ten zlekceważył sprawę, zapewne pod wpływem Littlefingera. Aemon przypomina, że Janos nie może odpowiadać za przestępstwa sprzed przywdziania czerni. Stannis jest gotów zaakceptować nawet Slynta, byleby pojawił się lord dowódca, bo czeka ich wojna. Mallister podkreśla neutralność Straży w zmaganiach o tron. Król nie chce łamać tej zasady. Niech bracia strzegą Muru. Pragnie jednak ziem Daru. Gdy dowódcy Straży oponują, podkreśla, że byłby w stanie przejąć je zbrojnie, ale woli uzyskać zgodę. Pozostawi Straży trzy obecnie używane zamki, pozostałe zaś odbuduje i obsadzi. Zapowiedź, że znajdą się tam ogniska ku czci R’hllora, budzi konsternację Marsha. Melisandre podkreśla, że pomoc Pana Światła jest niezbędna, a na szali są losy świata. Jedynie Aemon rozumie jej słowa i pyta, gdzie obiecany książę. Kapłanka przekonuje, że proroctwa dotyczą Stannisa. Ten nie wydaje się zachwycony. Stwierdza, że skoro przybył, to losy jego i zaprzysiężonych braci się połączyły bez względu na to, czy im się to podoba.
Odprawiwszy wszystkich poza Aemonem i Samem, król opowiada o roli ojca tego ostatniego w czasie Rebelii. Dziwi go, że Randyll ma takiego syna. Sam tłumaczy, że wolałby innego. Gdy Stannis mówi, że w innych okolicznościach nadałby się na zakładnika, maester przypomina, że Sam wstąpił do Straży. Król wyjawia, iż wie, kim jest Aemon. Ciekawi go zabicie Innego przez Tarly’ego. Polecił Rollandowi Stormowi, by zaczął wydobywać obsydian na Smoczej Skale. Przeczuwa, że niebawem straci wyspę, ale liczy, że uda się zgromadzić zapasy. Rozkazuje, by Sam pokazał mu Czarną Bramę, gdyż Nocny Fort będzie jego siedzibą. Aemon prosi o wyjęcie Światłonoścy. Baratheon nie rozumie, na co taki pokaz ślepemu, ale gdy maester wyjaśnia, że Sam wszystko mu opisze, król stwierdza, że nie ma nic przeciwko, skoro miecz oglądali już wszyscy. Na pożegnanie Stannis zapowiada, że zrobi się nieprzyjemnie, jeśli jeszcze tego dnia nie zostanie wybrany lord dowódca. W drodze powrotnej Aemon dopytuje Sama, czy czuł od miecza ciepło. Tarly zaprzecza. Zastanawia się, czy maester mógłby wpłynąć na wybory, żeby Slynt nie zwyciężył. Gdy Aemon wyjaśnia, że nie może się w to angażować, Sam dopytuje, czy on sam mógłby coś wskórać. Aemon uśmiecha się i zostawia go z tym pytaniem.
Tarly postanawia działać, nim zdąży się przestraszyć. Powtarza sobie, że przeżycia zza Muru dodały mu odwagi, podobnie jak Goździk. Rusza do Pyke’a, który wydaje się groźniejszy. Ten najpierw ironizuje, czy zabity przez Sama Inny nie był czasem bałwanem. Chce wiedzieć, czy Tarly’ego przysłał Aemon. Ten przyznaje, że dopiero co u niego był, licząc na to, że Pyke źle to zrozumie. Plan Sama nie przypada komendantowi do gustu. Nie ma zamiaru popierać swojego rywala, który jest za stary, a poza tym nie jest wojownikiem. Wątpi też, czy Mallister odważy się sprzeciwić Stannisowi, gdy ten jeszcze czegoś zażąda. Pyke wolałby zostać przy swoich okrętach, ale nie pozwoli, by ser Denys został lordem dowódcą. Sam proponuje, by wycofał się na rzecz innego kandydata, ale słyszy tylko, że pozostali też się nie nadają.
Mallister traktuje Sama bardziej uprzejmie. Na wstępie Tarly wyjaśnia, że maester nie może jawnie sprzyjać któremuś z konkurentów. Ser Denys sądzi, że Aemon pragnie działać poprzez Sama. Przyznaje, że nie można dopuścić, by lorda dowódcę wskazał Stannis, tym bardziej że szanse tego pretendenta na tron są niewielkie. Nie chce jednak poprzeć Pyke’a. Gdy Sam mówi, że to przecież dobry wojownik, rycerz tłumaczy mu, że lord dowódca musi umieć rozmawiać z możnymi i królami, podczas gdy Pyke to tylko morski rozbójnik, a w dodatku analfabeta. Mallister zapewnia, że nie chce urzędu tylko dla zaszczytu, a w dwóch poprzednich wyborach wycofał się, gdy pojawił się odpowiedni kandydat. Teraz jednak takiego brakuje. Samwell podpowiada, że kryteria Mallistera spełnia wychowany w Winterfell potomek starego rodu, Jon Snow. Ser Denys przyznaje mu rację, ale uważa, że jest lepszą opcją. Mając w pamięci słowa Jona, że kłamstwo może być honorowe, Sam oznajmia, że Stannis powiedział Aemonowi, iż mianuje Cottera Pyke’a. Mallister obiecuje, że przemyśli sprawę.
Przerażony Sam rozmyśla, co go czeka, jeśli podstęp się wyda. Uświadamia sobie, że po tym, czego doświadczył, absurdem jest obawiać się Pyke’a i Mallistera. Wraca do tego pierwszego i wysuwa kandydaturę Jona, podkreślając, że to sprawdzony wojownik. Dodając, że jego jedyną wadą jest status bękarta, rozbawia Pyke’a, który wyobraża sobie, jak bardzo zdenerwowałby się Mallister. Jednak Cotter nadal jest przekonany, że to on powinien wygrać. Sam przytakuje, po czym zdradza, że Stannis powiedział maesterowi, iż każe wybrać ser Denysa.
Postaci występujące w rozdziale
- Samwell Tarly
- Stannis Baratheon
- Melisandre z Asshai
- maester Aemon
- Bowen Marsh
- Janos Slynt
- Cotter Pyke
- Denys Mallister
- Eddison Tollett
- Othell Yarwyck
- Trzypalcy Hobb
- Wallace Massey (o ile to on jest zarządcą, który wpuszcza Sama do Mallistera)
Wspomniani
- Jeor Mormont
- Alliser Thorne
- Brandon Stark, zwany Budowniczym
- Jon Arryn
- Robert Baratheon
- Petyr Baelish
- Mance Rayder
- Azor Ahai
- Randyll Tarly
- Mace Tyrell
- lord Cafferen (z czasów Rebelii)
- Aerys II Targaryen
- Jon Snow
- Rolland Storm
- Goździk
- Zimnoręki
- Qhorin Półręki
- Głuchy Dick
- Melessa Florent
- maester Harmune
- lord Qorgyle (poprzednik Mormonta)
- Donal Noye
- Rodrik Cassel
- maester Luwin
- Eddard Stark
- Robb Stark
- Mały Paul
Ważne informacje
- Stannis wspomina, że Janos Slynt sprzedawał stanowiska w straży miejskiej, a dwóch podwładnych, gotowych zeznawać przeciwko niemu, zginęło na służbie. Gdy Jon Arryn powiadomił króla o całym procederze, Robert zbył sprawę, mówiąc przy tym, że lepszy komendant, o którym wiadomo, iż kradnie, niż taki, który będzie to robił bez ich wiedzy. Stannis sądzi, że Slynta krył będący z nim w zmowie Baelish.
- Baratheon chce otrzymać od Straży Dar oraz opuszczone zamki na Murze, gdzie umieści swych żołnierzy. Jego siedzibą ma być Nocny Fort.
- Stannis wie, że Aemon jest Targaryenem.
- Król rozkazał ser Rollandowi Stormowi, by rozpoczął na Smoczej Skale wydobycie obsydianu. Przewiduje jednak, że wkrótce straci wyspę.
- Według Melisandre upiory ożywia nekromancja, więc może je zniszczyć „stal i ogień”. Jednak do przeciwstawienia się Innym, czyli „zimnym dzieciom Innego”, potrzebne jest smocze szkło.
- Maester Aemon zwraca uwagę, że Światłonośca Stannisa nie wydziela ciepła.
- Ser Denys Mallister dowodzi Wieżą Cieni od trzydziestu trzech lat i kandydował przynajmniej w dwóch poprzednich wyborach.
Kwestia tłumaczeniowa
- W oryginale Aemon nie mówi do Melisandre o „wojnie o świat”, tylko o „wojnie o świt” („the war for the dawn”).
Poniżej pojawiają się informacje z dalszych rozdziałów Nawałnicy mieczy oraz z kolejnych tomów PLiO, a także ze ŚLiO.

Komentarz
Chcąc uniknąć objęcia rządów przez Janosa Slynta, co najpewniej okazałyby się szczególnie zgubne dla Jona, Samwell zdobywa się na krok, który pokazuje, jak bardzo zmienił się od czasów, gdy po raz pierwszy zjawił się na Murze. Po licznych ciężkich przeżyciach ma odwagę wprowadzić w życie plan wpłynięcia na dwóch dowódców, aby wybory zakończyły się po jego myśli. Co więcej, gdy zawodzi pierwotny zamiar przekonania któregoś z komendantów, by zrezygnował na rzecz konkurenta, Tarly improwizuje rozwiązanie ze Snowem, którego opisuje każdemu z nich tak, by jak najbardziej mu się spodobał. Można przypuszczać, że wszędzie poza uproszczonymi z konieczności realiami powieści taki podstęp dość szybko zostałby przejrzany, a Sam musiałby się ratować przed gniewem Mallistera i Pyke’a. Jedynie przy powieściowych konwencjach można też uwierzyć w prawdopodobieństwo sytuacji, w której dwaj rywale są aż tak idealnymi przeciwieństwami jak rycerz o nienagannych manierach wywodzący się z rodu od wieków strzegącego Dorzecza przed Żelaznymi Ludźmi i szorstki w mowie żeglarz pochodzący z tego właśnie ludu. Tak to jednak autor wymyślił, żeby szczególnie wyraziście zaznaczyć kontrast ich charakterów i jednocześnie doprowadzić do patowej sytuacji, w której swoją szansę otrzymuje Slynt. O tym, czy naprawdę miał widoki na zwycięstwo, więcej za chwilę.
Przy wyborach w Czarnym Zamku nie obywa się też bez tak częstej dla Martina ironii. Samwell sądzi, że ratuje przyjaciela przed perspektywą powieszenia przez Janosa Slynta i jego kompana, ser Allisera Thorne’a. W rzeczywistości jednak wyświadcza Jonowi niedźwiedzią przysługę, gdyż odtąd będzie on musiał z wielkim trudem starać się jakoś sprostać sprzecznym często oczekiwaniom Stannisa, zaprzysiężonych braci i Dzikich, do czego dochodzi jeszcze chęć kierowania się zasadami Neda Starka. Samwell nie wie, że Jon właśnie w tym czasie zmaga się z dylematem, czy dochować wierności przysiędze, czy raczej przystać na propozycję Stannisa i zostać lordem Winterfell. Nie może też mieć świadomości, że już wkrótce niespodziewany powrót Ducha stanie się dla Jona znakiem, że powinien wybrać starych bogów, pozostając w Nocnej Straży. Gdyby Snow postanowił, że po głosowaniu pójdzie przyjąć ofertę króla, a potem wszedł na salę i dowiedział się, iż został bez swojej wiedzy kandydatem na lorda dowódcę, to z dobrej woli Sama wynikłyby dla niego jedynie dalsze rozterki. Tym razem nie byłby to już wybór pomiędzy wizją rychłej śmierci z rozkazu Slynta, a władaniem Winterfell, tylko pomiędzy zachowaniem honoru i dowodzeniem Strażą, a tytułem lordowskim z nadania Stannisa.
To jednak nie wszystko. Samwellowi wydaje się, że w głównej mierze to od niego zależy, czy Jon zostanie lordem dowódcą. Już niebawem okaże się, że o wyborze Snowa przesądzą ostatecznie nie tylko Samwellowe manipulacje komendantami i wyjawione im rzekome słowa Stannisa, lecz również wskazanie Jona przez kruka Mormonta. W kolejnym odcinku Dżądżen rozważy, czy i bez tego „znaku” Snow odniósłby zwycięstwo. Tak czy inaczej najwyraźniej za kulisami mogą tu działać znacznie potężniejsze siły, a nie są to raczej starsi bogowie, odwdzięczający się Jonowi za to, iż nie zgodził się na spalenie czardrzew, tylko najpewniej Bloodraven, który sam był dawniej lordem dowódcą, a w pewnym sensie wciąż nim jest, skoro jego wyprawa zwiadowcza za Mur się nie zakończyła, a jego warta nie dobiegła końca. Kto zaś wie, jakie plany wobec Jona może mieć lord Rivers… i czy wysyłając po Sama Zimnorękiego, nie myślał między innymi o zbliżających się wyborach.
Warto też zwrócić uwagę, że przekonując samego siebie do okłamania Mallistera, Tarly zmienia to, co rzeczywiście powiedział mu Jon, gdy w swym poprzednim rozdziale Sam zapytał go, czy kłamstwo może być uzasadnione. Wspominając tę rozmowę, Sam myśli sobie, że „Jon powiedział, że w kłamstwie może być honor, jeśli powie się je dla dobrego celu”. Tak naprawdę odpowiedź Snowa była wtedy znacznie mniej jednoznaczna, a przytoczone wyżej słowa pochodzą z pytania, a nie z odpowiedzi. Jon odparł wówczas, że jego zdaniem wszystko zależeć będzie od tego, na czym polegać ma kłamstwo i po co jest wypowiadane, ale odradził Samowi mówienie nieprawdy, bo jego zdaniem po jego przyjacielu od razu byłoby to widać. W dodatku chodziło wówczas o przedstawienia syna Goździk jako dziecka Sama, by zapewnić mu bezpieczniejsze życie, a nie o oszukiwanie ważnych oficerów Straży, fabrykowanie rzekomych słów króla i wywoływanie wrażenia, że Aemon chce sterować wynikiem wyborów. Jak dotąd w PLiO kłamstwo Sama nie wyszło na jaw, ale nie ulega wątpliwości, że ryzykował wiele i mógł tak naprawdę poważnie zaszkodzić i Jonowi, i sobie, i pewnie w jakimś stopniu nawet maesterowi. Widać też, że dla przekonania samego siebie do okłamania ser Denysa (a potem Pyke’a), Sam zaczyna od wmówienia sobie, że jego podstęp to taka sama sytuacja jak zamiar pomocy Goździk i jej dziecku, czego tak naprawdę dotyczyła wcześniejsza dyskusja z Jonem. Można powątpiewać, czy Snow rzeczywiście poparłby oszukiwanie Mallistera i Pyke’a, co ma zupełnie inny ciężar. Sam nie wziął też pod uwagę, że gdyby jego działania wyszły na jaw, Jon już jako lord dowódca mógłby mieć spore problemy, bo wszyscy jego przeciwnicy mieliby mocniejsze podstawy, by podawać w wątpliwość uczciwość wyborów. To zresztą będą robili i bez tego, a w pierwszym rozdziale Jona w Tańcu nawet Stannis wyrazi pewne wątpliwości co do faktu, że głosy liczyli niewidomy maester i najlepszy przyjaciel jednego z kandydatów. Nie trzeba jednak było dostarczać wrogom Jona argumentów, że sprytny zdrajca podstępnie zastąpił Starego Niedźwiedzia.
Szanse Slynta
Można się zastanawiać, czy szanse Slynta na zwycięstwo w opisanych warunkach były naprawdę aż tak wielkie, jak uważał Sam, i jak najwyraźniej chciał to przedstawić autor. W przedostatnim głosowaniu Mallister otrzymał 203 głosy, Pyke 169, Slynt 137, Yarwyck 72, kucharz Hobb 5, zaś Edd Cierpiętnik 2. Daje to łącznie 588 głosów, do czego trzeba jeszcze dodać Jona, który w tym głosowaniu nie uczestniczył. Przy założeniu, że w decydującej turze głosowaliby wszyscy, nowy lord dowódca musiałby otrzymać minimum 393 głosy. Lord Janos był zatem wciąż bardzo daleko od tej liczby. Nawet zakładając, że po wycofaniu się Othella Yarwycka wszyscy jego zwolennicy przeszliby na stronę Slynta (co przecież nie musiało wcale nastąpić), Janos miałby dopiero 209 głosów. Możliwe oczywiście, że zdobyłby jeszcze jakieś głosy braci, którzy wcześniej opowiadali się za pozostałymi kandydatami. Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby znaczna liczba zwolenników Mallistera i Pyke’a nagle opowiedziała się za Slyntem. Jest to tym mniej prawdopodobne, że spory odsetek tych 372 głosujących za komendantami zapewne stanowili ich podwładni z Wieży Cieni i Wschodniej Strażnicy. Poza tym poprzedni rozdział Sama wspomina, że dowódcy zamków głosują za swych nieobecnych ludzi. Nie wiadomo niestety, o ilu braci tu chodzi, ale zapewne twierdze nie zostały ogołocone z załóg, więc całkiem możliwe, że tak naprawdę Mallister i Pyke osobiście kontrolowali np. po 50 głosów lub nawet więcej, skoro wciąż utrzymywało się zagrożenie atakami Dzikich. Do zablokowania wyboru Slynta wystarczyło 197 głosów. Jeśli dodać głosy znajdujące się przypuszczalnie w rękach Mallistera i Pyke’a, głosy ich zagorzałych zwolenników i głosy tych braci, którzy pod żadnym pozorem nie dopuściliby do władzy Slynta (a przez to pośrednio Thorne’a), to Janos mógłby mieć znaczne trudności z uzyskaniem 393 głosów. Bardziej zatem prawdopodobne, że powstałaby patowa sytuacja niemożności wyboru żadnego z dotychczasowych kandydatów, a odcięcie przez Stannisa głosujących od świata (i pożywienia) w końcu zmusiłoby braci do wyboru kogoś nowego. Trzeba jednak przyznać, że zbyt wielu odpowiednich postaci w Straży wówczas nie było.

Przeszłość lorda Janosa
Co do samego Slynta, to przedstawione przez Stannisa fakty z jego przeszłości rzucają nowe światło na nieudaną próbę przejęcia władzy przez Neda Starka. Okazuje się, że tak naprawdę lord Eddard nie miał wówczas szans na przeciągnięcie dowódcy straży miejskiej na swoją stronę. Janos dla własnego dobra nie mógł dopuścić do tego, by Stannis zasiadł na Żelaznym Tronie, bo wiedział on o korupcji Slynta, i za jego panowania komendant mógłby się spodziewać utraty urzędu oraz życia. Na tym jednak nie koniec. Według Stannisa Janosa chronił Petyr Baelish, który włożył w usta Roberta następujące słowa: „Wszyscy kradną. Lepszy złodziej, którego znamy, od nieznanego. Następny mógłby okazać się gorszy”. Wśród części czytelników powstało przypuszczenie, że w podobny sposób Littlefinger mógł podsunąć Joffreyowi słowa o tym, że król musi zawsze ukarać zdradę. W dodatku dość łatwo można to połączyć z faktem, że to nie kto inny jak Janos Slynt wydał rozkaz, by złote płaszcze przywiodły skazanego Neda do Ilyna Payne’a. Dowódca straży miejskiej z jakiegoś powodu zadziałał natychmiast (co dziwiło potem Tyriona), bez pytania o zdanie Cersei, która była przecież regentką Joffreya. Gdyby Slynt nie wykazał się akurat wtedy taką gorliwością, sprawy mogłyby się potoczyć inaczej. Oczywiście, byłaby to dla królowej trudna sytuacja: jeśli Stark miałby przeżyć, to musiałaby publicznie odwołać rozkaz monarchy, podważając jego pozycję na oczach całego tłumu. Czy jednak nie zaryzykowałaby tego, przeczuwając, jak skończy się utrata takiego zakładnika i zniewaga dla całej Północy? Do tego, że nie poznamy odpowiedzi na to pytanie, walnie przyczynił się właśnie Slynt. Całkiem prawdopodobne, że nastąpiło to z inicjatywy Petyra Baelisha, który miał wiele powodów, by pragnąć śmierci Neda. Wystarczy wspomnieć o zemście za pojedynek z Brandonem i ślub Neda z Catelyn oraz o chęci zatuszowania tego, że wydał namiestnika Lannisterom. Gdyby o tym ostatnim dowiedzieli się lordowie Doliny, a zwłaszcza Royce’owie, trudno przypuszczać, by kiedykolwiek zgodzili się podporządkować Baelishowi.
Brak ostrzeżenia dla Neda Starka
Słowa Stannisa o Janosie wiele wyjaśniają, ale wprowadzają też pewne wątpliwości. Pojawia się wzmianka, że dwaj świadkowie mający obciążyć Slynta tajemniczo zginęli, ale Jon Arryn jednak przedstawił Małej Radzie jakieś bliżej nieokreślone dowody, które zdaniem Stannisa były wystarczająco mocne, ale Robert nic z tym nie zrobił. Jak zauważył Dżądżen, można odnieść wrażenie, że lord Arryn miał niewielki wpływ na cokolwiek. To rzeczywiście dziwne, że człowiek, który jest dla króla jak ojciec, a w dodatku służy mu jako namiestnik, nie potrafi doprowadzić do złożenia z urzędu aferzysty. Z kolei wpływy Baelisha urastają tu do niebotycznych rozmiarów. Co gorsza, wychodziłoby na to, że znając prawdę o Slyncie, Stannis nie uznał za stosowne ostrzec Neda Starka. Można próbować tłumaczyć to tym, że lord Smoczej Skały machnął na wszystko ręką i stwierdził, że skoro Robert nie traktuje go odpowiednio, to niech sam sobie radzi z całym tym towarzystwem, a jeśli Ned Stark jest dla niego jak brat, to niech mu pomaga. Czy jednak z wyrażanymi często poglądami Stannisa na sprawiedliwość i obowiązek wobec monarchy oraz królestwa nie kłóci się bezczynność, gdy skorumpowany dowódca straży miejskiej stwarzał spore zagrożenie dla króla? Nawet mając na względzie tylko własny interes, Stannis powinien przecież podzielić się tą wiedzą z Nedem. Gdyby przyszło do rozprawy z Lannisterami – czy to za życia Roberta, czy po jego śmierci – kluczową kwestią byłoby przecież to, kto kontroluje największą siłę zbrojną w stolicy. Ktoś, kto spodziewa się starcia z nadzwyczaj bogatym rodem, powinien doskonale rozumieć, jak wielkie niebezpieczeństwo stwarza w takiej sytuacji fakt, że na czele straży miejskiej stoi człowiek już wcześniej gotowy brać łapówki. Cała opowieść Stannisa o korupcji Slynta wprowadza tyle niejasności i stawia samego Baratheona w tak niekorzystnym świetle, że każe to przypuszczać, że gdy Martin pisał Grę o tron, ta przeszłość Slynta jeszcze nie istniała, a w każdym razie na tamtym etapie autor jeszcze nie „odkrył”, że Stannis o tym wiedział.
Podobne wątpliwości odnoszą się i do Jona Arryna, a wszystko łączy się jeszcze z ogólniejszym problemem zupełnego braku zainteresowania Neda sytuacją w Królewskiej Przystani. To prawda, że Winterfell od stolicy dzieli ogromna odległość. Jednak wiedza lorda Eddarda o panujących tam stosunkach jest tak niewielka, jakby miejsca te znajdowały się na innych planetach, pomiędzy którymi komunikacja jest w dodatku szczególnie ograniczona. Można sobie łatwo wyobrazić sposoby, by Jon Arryn i Ned przynajmniej od czasu do czasu wymieniali się najważniejszymi wieściami, i to tak, by nikt niepowołany się nie dowiedział. Mogli działać za pośrednictwem zaufanych ludzi. Ned mógł mieć jakiegoś wiernego człowieka na dworze. To w zasadzie bardzo dziwne, że ważny lord nie miał tam ani jednej takiej osoby. A co do samej korupcji Slynta, to nawet pomijając Stannisa i Arryna, w typowych warunkach można by się spodziewać, że wkrótce po przyjeździe nowego namiestnika, jakieś „życzliwe” osoby choćby dla własnych korzyści zawiadomią, że o komendancie straży miejskiej krążą różne niepokojące pogłoski. W dodatku, skoro Stannis mówi, że sprawę Slynta omawiała Mała Rada, to dlaczego Nedowi o niczym nie powiedział Barristan, który jako jej członek zapewne także przy tym był? Choć z punktu widzenia Stannisa milczenie nie miało sensu, w PLiO wcześniejsza korupcyjna działalność Slynta pozostaje sekretem aż do tego rozdziału Samwella. Powstaje dość zastanawiająca sytuacja, w której przewrót Lannisterów powodzi się w dużej mierze dlatego, że ich przeciwnikom dużo lepiej wychodzi utrzymywanie ważnych informacji w tajemnicy przed potencjalnymi sprzymierzeńcami niż przed wrogami. Okazuje się, że Ned mógł zostać w porę ostrzeżony, ale Stannis wiedział, nie powiedział, a to było tak… To wszystko wzmacnia przypuszczenie, że gdy powstawała Gra, ani Stannis, ani Arryn, ani Barristan nic jeszcze nie wiedzieli o wcześniejszej korupcji Slynta – podobnie jak sam autor. W przypadku ważniejszej tajemnicy dotyczącej pochodzenia dzieci Cersei istnieje przynajmniej pewne wytłumaczenie, że Stannis sądził, iż Robert i Ned mu nie uwierzą, bo nie ma w pełni przekonywających dowodów, a przedstawiana przez niego wersja zdarzeń jest podejrzanie wygodna dla niego, gdyż czyni go prawowitym następcą tronu. Oczywiście i tu można mieć wątpliwości, co do racjonalności postępowania lorda Smoczej Skały. Zamiast podjąć próbę przekonania znanego z uczciwości władcy Winterfell, Stannis ograniczył się do czekania na wyspie i gromadzenia względnie nielicznych sił, które nie przyczyniłyby się jakoś szczególnie do pokonania potęgi Casterly Rock, gdyby wojna nastąpiła za życia Roberta, a już po jego śmierci zupełnie by nie wystarczyły. Zwłaszcza tak długo, jak straż miejska pozostawała w rękach Janosa Slynta, który miał powody, by pokrzyżować plany Stannisa.
W temacie powiązań pomiędzy Slyntem a Baelishem warto jeszcze dodać, że w drugim rozdziale w Tańcu okaże się, że to lord Arryn postawił Janosa na czele straży miejskiej po śmierci Manly’ego Stokewortha. Nie wiadomo niestety, kiedy to nastąpiło. Jeśli jednak już po przybyciu do stolicy Littlefingera, to można się domyślać, iż to on mógł stać za jego nominacją. Można to porównać do innej zagadkowej decyzji Arryna, by sprowadzić z Doliny ser Mandona Moore’a i pomysłu Roberta, by uczynić go gwardzistą, za co również mógł odpowiadać Petyr, jak to sugerował DaeL w tekście „Wszyscy ludzie przedrzeźniacza”. Ogólnie można powiedzieć, że z każdą kolejną informacją na temat namiestnictwa Arryna powstają coraz większe wątpliwości, czemu tak właściwie w Grze o tron uchodzi on za świetnego namiestnika, skoro najwyraźniej praktycznie nad niczym nie panował, dopuścił do wielkiego zadłużenia królestwa i skupienia władzy w rękach Lannisterów, na ważnych stanowiskach poumieszczał osoby takie jak Baelish, Moore oraz Slynt i odnosi się wrażenie, że miał niewielki wpływ na króla. Na to ostatnie wskazuje zwłaszcza niepowodzenie próby odwołania Janosa, jak również to, że Arryn i Stannis spodziewali się, że Robert im nie uwierzy w kwestii dzieci Cersei. Wydawałoby się, że król powinien poważniej podchodzić do słów swojego przybranego ojca.

Korupcja
Dość zastanawiający jest również fragment, w którym Stannis, opisując jak działał cały proceder, mówi do Slynta, że Baelish „załatwił sprawy tak, by korona czerpała z twej korupcji równie wielkie zyski co ty sam”. Nie bardzo wiadomo, jakim sposobem skarb królewski miałby czerpać zyski z tego, że trafiałaby do niego część sum zdefraudowanych przez Slynta, skoro same pieniądze dla strażników z niego pochodziły, więc w najlepszym wypadku wracałaby część tego, co skarb już wydał. Żeby ta wypowiedź Stannisa miała sens, musiałoby mu chodzić o to, że zyski osiągał nie skarb, tylko sam Baelish, który dostawał od Slynta część pieniędzy przeznaczonych na żołd oficerów. Poza tym, gdyby rzeczywiście Janos wpłacał cześć pieniędzy do skarbu, a król i starszy nad monetą o wszystkim wiedzieli, to w zasadzie byłoby to raczej coś przypominającego nieco kupowanie stopni oficerskich, co w Wielkiej Brytanii było możliwe jeszcze w XIX wieku.
Odkrycie Aemona
Z innych spraw godna uwagi jest bez wątpienia obserwacja Aemona, że „magiczny” miecz Stannisa nie wydziela ciepła. Niczym autor powieści detektywistycznej Martin kieruje uwagę czytelników na ważną wskazówkę, ale nim wprost pokaże, do jakiego prowadzi ona wniosku, daje najpierw czas, by samemu odgadnąć, dlaczego maestera tak bardzo zainteresował ten brak ciepła. Dopiero w czwartym rozdziale Sama w Uczcie dla wron pojawi się rozwiązanie. Aemon odgadł, że brak ciepła oznacza, iż Światłonośca Stannisa to falsyfikat: „wszyscy się okłamujemy, kiedy pragniemy w coś uwierzyć. A Melisandre szczególnie, jak sądzę. To nie jest prawdziwy miecz, ona musi o tym wiedzieć… światło bez ciepła… bezwartościowy urok… to nie jest ten miecz, a fałszywe światło może nas tylko zaprowadzić głębiej w mrok, Sam”. Bardzo dobrze współgra to z opisem z tego rozdziału, w którym Światłonośca wprawdzie wspaniale błyszczy, gdy Stannis go prezentuje, ale gdy tylko król chowa miecz, Sam ma wrażenie, że w komnacie zrobiło się znacznie ciemniej, niż było wcześniej. Jeśli Aemon ma rację, to Stannis nie jest Azorem Ahai, a Melisandre usiłuje na siłę dopasować rzeczywistość do swoich przepowiedni.
Wiedza o tożsamości Aemona
W ostatnim rozdziale Sama dowiadujemy się również, że Stannis zdaje sobie sprawę, kim jest Aemon. Tak właściwie nie jest to większe zaskoczenie, skoro król jest dobrze zorientowany w westeroskiej historii, a maester jest jego bliskim krewnym, gdyż babką Stannisa była Rhaelle, bratanica Aemona. W zasadzie bardziej dziwi, że więcej postaci nie zna pochodzenia Aemona, skoro wstąpienie do Straży królewskiego brata musiało być swego czasu głośne, tym bardziej że wraz z nim czerń przywdział osławiony lord Bloodraven, złożony z urzędu namiestnika, co też nie zdarza się codziennie. Można zrozumieć, że nie słyszał o tym Janos Slynt. Alliser Thorne raczej tylko udaje, że nie zna prawdy, gdy nie odpowiada na pytanie Slynta, kim jest ten maester. Jednak Jon Snow był tym faktem zdumiony, co jest już bardzo dziwne, skoro wychowujący go maester Luwin był raczej w regularnym kontakcie z maesterem Czarnego Zamku, gdzie przebywał Benjen Stark, a sam Ned zapewne interesował się sprawami Straży. Okazuje się jednak, że nikt Jonowi nie powiedział, że na Murze mieszka targaryeński książę i imiennik Smoczego Rycerza, którego postać tak lubił naśladować Snow. W zasadzie do myślenia powinno postaciom dawać samo imię maestera. Choć imiona typowe dla Targaryenów były też nadawane w innych rodach, gdy istniało jakieś pokrewieństwo (Aemma Arryn, Aelinor Penrose) czy wówczas, gdy dany lord chciał się przypodobać władcy (Aenys, Aegon i Rhaegar Freyowie), to pierwszym skojarzeniem z imieniem „Aemon” jest raczej wciąż „Targaryen”.
Humor Stannisa
Warto jeszcze zwrócić uwagę, że na tym etapie Nawałnicy, dość może nieoczekiwanie, sporo humor wprowadza nie kto inny jak Stannis Baratheon. Do zbioru zabawnych wypowiedzi i reakcji króla dochodzą w tym rozdziale słowa o tym, kto bardziej od Slynta nadaje się na lorda dowódcę („Nawet kucharz”) oraz „ochocze” pokazanie Światłonoścy Aemonowi i Samowi. Jak zauważył Dżądżen, stosunek Stannisa do jego magicznego miecza to w PLiO stałe źródło elementów komicznych już od samego początku, gdy w pierwszym rozdziale Davosa w Starciu król przeklinając rzuca płonący miecz na ziemię, gdyż zapaliła mu się od niego rękawica. Widocznie od tego czasu Melisandre zmieniła metodę, dzięki której miecz świeci, skoro szczególną cechą obecnego Światłonoścy jest właśnie to, że nie czuć od niego ciepła. Nie można również pominąć komicznej sceny, gdy Janos Slynt wyśpiewuje peany na część Stannisa, w którego pozbawieniu tronu odegrał tak istotną rolę. Chyba niewiele brakuje, by Slynt śpiewał: Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje król Stannis! To mówiłem ja, Slynt Janos, lord Harrenhal, a wcześniej nie mówiłem, bo brałem jeszcze pieniądze od Lannisterów.
Być może
Na koniec można jeszcze wspomnieć coś, co równie dobrze może być bez większego znaczenia, jak stanowić kolejną wskazówkę, że Jon nie jest synem Neda. Gdy Sam przedstawia ser Denysowi zalety Jona Snow, stwierdza, iż: „Jego ojciec był lordem, a brat królem”, na co Mallister odpowiada „Być może”. Oczywiście, w kontekście rozmowy chodzi o to, że być może Jon mając wszystkie wymienione wcześniej cechy, byłby dobrym lordem dowódcą. Jednak skoro ten fragment znajduje się w Nawałnicy, w której „być może” (mayhaps) z zabawy młodych Freyów zdążyło odegrać już taką rolę, to może Martin prowadzi tu grę z czytelnikiem? W dodatku Mallister mówi „być może” dwukrotnie. Gdy ser Denys kończy swoją wypowiedź, Sam przypomina sobie słowa o honorowym kłamstwie, które przypisuje (o czym wcześniej była mowa) niezupełnie słusznie Jonowi. A tak się składa, że te słowa dotyczyły udawania, że jest się ojcem dziecka, którego prawdziwym ojcem jest kto inny. Być może jedynie dzięki temu, że Ned Stark również uznał, iż „w kłamstwie może być honor, jeśli powie się je dla dobrego celu”, Jon Snow uchodzi za syna lorda Eddarda i brata króla Robba? Jednak równie dobrze to „mayhaps” może być po prostu jednym z wielu przykładów na to, że ser Denys mówi bardziej wyszukanym językiem niż wyrażający się dosadnie Cotter Pyke.




Wiadomo, że Slynt był nie do kupienia przez Starka. Jedyna możliwość byłaby, gdyby Lord Eddard poszedł osobiście do niego i obiecał mu ochronę / awans. Wtedy Janos pewnie wykolegowałby Littlefingera. Bo Paluch ma na usługach słabych i wątpliwie moralnych ludzi, ale tacy to szybko opuszczają swojego mocodawcę. Ale oczywiście, Ned Stark nie poszedł i przypłacił to głową.
mądry Stark po szkodzie. łatwo oceniać działania innych z perspektywy czasu, ale wielu na jego miejscu popełniłoby te same błędy, nie znając się na tych politycznych gierkach
Gadanie. Ja bym takich błędów nie popełnił, bo są one wręcz irracjonalne.
Błąd 1. odmowa zabicia Daenerys i rzucenie odznaką namiestnika. Pewnie, lepiej niech pół królestwa zginie walcząc z Dothrakami
Błąd 2. Informowanie Cersei, że powiesz Królowi, że to nie jego dzieci. Zapewne większość ludzi informuje przeciwnika, jak zamierza ich zniszczyć. To może jeszcze Tywin powinien list do Robba wysłać, że u Freyów śmierć na niego czeka
Już te 2 rzeczy wystarczyły, aby wyjść zwycięsko z pojedynku z Lannisterami. Ned mógłby równie dobrze nadziać się na własny miecz, a i tak znalazłby się ktoś, kto powie, że łatwo innych oceniać i pewnie wielu postąpiłoby tak samo na jego miejscu
Ja bym zaś nigdy bym nie ufała Littlefingerowi – od kiedy to zakochany mężczyzna w cudzej żonie chciałby pomagać rywalowi? A Westeros nie zna chrześcijańskiej miłości do wrogów. Przecież ten mężczyzna niemal umarł od miecza mojego brata – nie chce zemsty na mnie? Mojej śmierci i potem pocieszenia wdowy?
I jeszcze krócej trzymać córki. To nie było Winterfell, gdzie mogły sobie chodzić jak chciały. Zawsze w towarzystwie strażników. Nie ufam królowej czyli każde zaproszenie od niej do moich córek musi być akceptowane przeze mnie.
Chociaż ja to pewnie nie dotarłabym do Królewskiej Przystani bo przy akcji z wilkorami to rzuciłabym spinkę i zerwała zaręczyny. Bo Ned dowiedział się jaka była prawda od obu córek czyli, że Joffrey zaatakował Aryę mieczem. To nie jest odpowiedni kandydat do zalotów. A postawa Roberta była godna pożałowania. Jeśli Joffrey przy świadkach atakował 9-letnią dziewczynkę i córkę Namiestnika to co zrobiłby z Sansą za zamkniętymi drzwiami?
Ale Sansa miała kiepskich rodziców. Tyrellowie robią spisek, aby zamordować króla, aby tylko nic się nie stało ich cennej Róży… a Sansa? Catelyn i Ned wpychają ją w małżeństwo, gdzie gołym okiem widać, że to skończy przemocą małżeńską.
Z Dothrakami? Kolega za dużo serialu się naoglądał. Zjem własną klawiaturę, jeżeli jacyś Dothrakowie wylądują w Westeros. Odmowa zabicia Daenerys żadnym błędem nie była. Podstawowym błędem było, jak słusznie napisała Sigyn, zaufanie Littlefingerowi. Kolejnym zdradzenie się przed Cersei. Następnym nieprzyjęcie pomocy Renly’ego. Dorzuciłbym jeszcze zbytnie rozpuszczenie Catelyn, słuchanie jej rad i pozwalanie aby robiła różne głupie rzeczy.
Prawda, zwłaszcza, że to przybycie Catelyn pod przykrywką było takie dobre, że Littlefinger i Varys od razu wiedzą, kim ona jest. A jeśli oni wiedzą, to królowa też wie.
Poza tym, dlaczego nie powiedzieć Robertowi o zamachu na życie Brana? Przecież nie musieli oskarżać Lannisterów. Powiedzieć po prostu, że taka sytuacja miała miejsce i pokazać sztylet. Robert od razu rozpoznałby broń i już dopilnowałby dochodzenia. A oni od razu słuchają Littlefingera, że nie warto nic mówi, bo karzeł się wyprze. Co to ich obchodzi??? Miał miejsce zamach na ich syna, powinni powiedzieć Robertowi. Jeśli Robert wykazałby się słabą wolą, to rzucić tą spinkę o podłogę i wracać do domu.
Oni zachowują się jakby ich pretensje nic nie znaczyły. Jakby Robert robił im przysługę za patrzenie w ich stronę. No nie! Były strategicznymi ludźmi powiązanymi siecią małżeńską obejmującą trzy królestwa! A Littlefinger mówił, jakby nic nie znaczyli. To on sam, lord jednej połamanej wieży nie byłby wysłuchany.
Ale Ned i Catelyn to inna liga. Oni są zbyt ważnymi sojusznikami dla Roberta. A jeśli faktycznie Robert straciłby poczucie rzeczywistości od picia wina i nie chciał ich słuchać, to spakować się, zerwać zaręczyny i nie brnąć w to!
Dokładnie.
Cersei mogłaby ocalić honor Joffreya, odwołując jego rozkaz. Wystarczyło użyć religii. Wielki Septon był na miejscu. Trzeba było powiedzieć: Tak, Król ma rację, ale powinniśmy zapytać o zdanie Sługę Siedmiu i spojrzeć groźnie, aby Wielki Septon mówił, że nie zgadza się na egzekucję w domu bogów. I natychmiast kazać zabrać Starka do celi.
Niestety, nie podejrzewam Cersei o taką bystrość umysłu, żeby mogła wymyślić coś takiego na poczekaniu. 🙂 Tak nawiasem mówiąc, to Cersei i Joffrey przypominają mi trochę Nerona i Agrypinę Młodszą. Ona też dała władzę swojemu synowi-kretynowi i nie potrafiła potem stopować jego szaleństw. A gdy wreszcie spróbowała, to on nakazał ją zamordować. Kto wie czy paradoksalnie Olenna i Littlefinger nie uratowali Cersei życia?
Bardzo trafne spostrzeżenie. Niewątpliwie Martin zna powieść Gravesa „Ja, Klaudiusz”. W Tyrionie pobrzmiewają cechy Klaudiusza, bo również przez rodzinę był niedoceniany, a był najbardziej łebski. Natomiast Cersei to wypisz wymaluj Agrypina, którą też oskarżano o kontakty z bratem- Kaligula.
Celna uwaga. 🙂
A Stannis zna się ekonomii? Wydaje mi się, że nie bardzo. Baelish napychał własną kabzę i kłamał, że pewnie ta korupcja też służy Koronie. Zaś lordowie słabo znają ekonomię.
Ja to mam wrażenie, że na początku Martin nie miał w ogóle pomysłu na Stannisa. Wydawało mi się bardzo dziwne, że ten człowiek dla którego tak ważna była sprawiedliwość i dawanie każdemu człowiekowi tego na co zasłużył pozwolił, by żona, którą gardził upokorzyła jego wieloletniego, wiernego sługę każąc mu nosić czapkę błazna na głowie podczas uczty. Zastanawiam się, w jakim momencie wydarzeń Gry o tron Melisandre mogła przybyć do Stannisa. Nawet ona mogła szeptać mu, że ognie jej mowia, że Stannis powinien zostawić sprawy własnemu biegowi, a wiemy też z rozdziału Jona, że choć uważał Starka za honorowego to „nie byli przyjaciółmi”.
Ciekawy pomysł muszę przyznać. Może tajemnicą milczenia Stannisa jest fakt, że tak naprawdę dążył on do upadku Roberta? A jeżeli nie on osobiście, to szepcząca mu do ucha Melisandre?
„Dość zastanawiający jest również fragment, w którym Stannis, opisując jak działał cały proceder, mówi do Slynta, że Baelish „załatwił sprawy tak, by korona czerpała z twej korupcji równie wielkie zyski co ty sam”. Nie bardzo wiadomo, jakim sposobem skarb królewski miałby czerpać zyski z tego, że trafiałaby do niego część sum zdefraudowanych przez Slynta, skoro same pieniądze dla strażników z niego pochodziły, więc w najlepszym wypadku wracałaby część tego, co skarb już wydał. Żeby ta wypowiedź Stannisa miała sens, musiałoby mu chodzić o to, że zyski osiągał nie skarb, tylko sam Baelish, który dostawał od Slynta część pieniędzy przeznaczonych na żołd oficerów. Poza tym, gdyby rzeczywiście Janos wpłacał cześć pieniędzy do skarbu, a król i starszy nad monetą o wszystkim wiedzieli, to w zasadzie byłoby to raczej coś przypominającego nieco kupowanie stopni oficerskich, co w Wielkiej Brytanii było możliwe jeszcze w XIX wieku.”
Ja to zrozumiałem tak, że Stannisowi chodziło tylko o samą łapówkę, którą wręczał kandydat na strażnika. Przychodził taki gość do Slynta, dawał kwotę X w zamian za przyjęcie do złotych płaszczy i część tej kwoty szła do kieszeni Slynta, a druga część do skarbu. I w tym sensie korona „czerpała zyski” z korupcji Slynta, bo żołd i tak by musiała wypłacać nowemu strażnikowi, bez względu na to czy zostałby przyjęty przez łapówkę czy nie.
„Cała opowieść Stannisa o korupcji Slynta wprowadza tyle niejasności i stawia samego Baratheona w tak niekorzystnym świetle, że każe to przypuszczać, że gdy Martin pisał Grę o tron, ta przeszłość Slynta jeszcze nie istniała, a w każdym razie na tamtym etapie autor jeszcze nie „odkrył”, że Stannis o tym wiedział.”
Ano właśnie. Martin prawdopodobnie wymyślił wątek korupcji Slynta już po napisaniu GoT, bo pasowało mu to idealnie w tym rozdziale. Podobny przypadek jak Młody Gryf, którego też na etapie GoT jeszcze nie było i dlatego Illyrio (a po części też Varys) wspierał Daenerys.
Bluetiger roastuje Martina 😛
Martin nie jest jak widać ani Tolkienem, ani Sandersonem, bo najpierw napisał rozwiązania fabularne do pierwszych tomów, a później próbował dopasować całą historie. Efektem czego zatrzymaliśmy się na nudnej Uczcie i Tańcu 🙂
Pewnie, łatwo innych oceniać, że pisać nie potrafią, ale samemu to nawet komentarza czy artykułu sklecić się nie potrafi. Wielcy mądrzy Bluetiger i iluvatar się znaleźli. Brzydzę się takim wytykaniem komuś błędów, jak samemu nawet w połowie tyle do kultury się nie wnosi
Ale obiektywnie Tolkien ma lepsze podstawy swojego uniwersum i nie utknął od kilkunastu lat na jednej książce. Jasne, najpierw był profesorem, a potem pisarzem… Ale fakt to fakt. I dlatego wytyka się to Martinowi, bo sam gadał, jak to nie wiemy, jaka była polityka podatkowa Aragorna, a sam nawet nie podał jak wyglądały podatki – płacili osobno lordowie? Czy Ned Stark po prostu zbierał wszystkie podatki od chorążych i wysyłał do Królewskiej Przystanii? Czy Wielki Septon pobierał podatki? Czy nie istniał posag? Bo Sansa nie ma własnych pieniędzy i musi polegać na Lannisterach. Gdyby przywiozła własne sumy posągowe to o ile, nie zostałyby skonfiskowane to mogłaby się utrzymać, a nie martwić się, że ma za ciasne suknie.
Fakt faktem, Tolkien trylogię pisał 15 lat, ale napisał całą na raz spójnie i czasami się zatrzymywał, bo chciał by Frodo i Aragaron w różnych miejscach Śródziemia patrzyli na ten sam księżyc, o tym samym położeniu. To są te detale.
Były też kwestie wojny, pracy itd, ale to warto samemu sobie poczytać o procesie powstawania książki z biografii.
A że był najpierw profesorem, a później pisarzem to też ciekawe porównanie, bo nie miał ludzi do pomocy z ksiązką, nie miał 24h by ją pisać i nie mógł się jej też całkiem oddać 😉
No właśnie. Martin mógłby zatrudnić kogoś do pomocy z lore. Maria Dąbrowska miała kogoś takiego, aby nie pogubić się w tym wszystkim.
Wtedy naszkicować z takim pomocnikiem drogę do „Snu o Wiośnie” i pisać.
A nie miał? Elio czy ktoś tam co mu pomagali z Swiatem Lodu i Ognia.
Ma on najzwyczajniej w świecie niesamowite możliwości, ale nic z nich nie robi 🙁
A ja generalnie chciałbym już tylko nowe nowelki i Ogien i Krew.
Saga mnie przestała interesować. Tylko historie w których jest świetny.
On sam chyba mówił, że nie nadaje się do pisania takich rozpiętych wielotomowych powieści.
Z drugiej strony Tolkien chciał pisać wiersze 😛
Zaś Arthur Conan Doyle chciał pisać wielkie powieści historyczne – jednak jest znany jako ojciec Sherlocka Holmesa.
Albo Ziemkiewicz, co chciał pisać fanatykę naukową, ale wyszło na to, że lepiej pisze o publicystyce.
Tak czasami bywa, że celujesz w pisaniu w jakiś gatunek i nie nadajesz się do tego, a piszesz świetnie coś innego.
Swoją drogą, ja rozumiem, że prawo w Westeros było nieuporządkowane, ale żeby nie było żadnych aktów, dokumentów, postanowień… kiedy myślę o lekcjach historii to niemal każdy temat oscylował na nowych prawach i zarządzeniach. Na przykład Magna Charta.
Załóżmy taką sytuację – Ned chce wybudować nową warownię dla Jona Snowa, nie legitymizować go, ale dać mu nowe nazwisko i trochę ziemi do rządzenia. Czy musi pisać do króla o zgodę czy może to sam zrobić ? Niby Stannis wyniósł Davosa na Lorda i dał mu ziemię, ale nie wiemy, czy zrobił to samodzielnie czy poszedł do Roberta po zgodę.
Gdyby pisał tylko historie, nowelki to by się nie musiał tym przejmować 🙂
A to mu wychodzi świetnie.
Ja uwielbiam Rycerza, choć serial mnie nie porwał niestety.
Przez chwilę się cieszyłem, że planuje kolejne części, ale przypomniałem sobie że to Martin 🙁
Więc ani nowelek, ani nowego Ognia i Krwi z wyjaśnieniem tajemnic Targów i Bloodravena maczającego w dynastii.
Jeżeli Martin wzoruje się na średniowieczu to w Europie kontynentalnej Ned mógłby to zrobić. W Anglii nie. Oczywiście mówiąc w pewnym uproszczeniu.
Świetny materiał ale najlepsze było na końcu, bo dosłownie podsumowuje jak tragiczne były rządy Roberta. Już nie pamiętam ale jestem ciekaw kto mówił, że John Arryn był tak dobrym namiestnikiem, gość był stary, pragnął przede wszystkim potomka i chyba też wiele zostawiał Małej Radzie. Do tego jak widać, był nieźle manipulowany przez Littlefingera.
Co do Eddarda to ja się nie dziwię, że on nie miał żadnych wieści o stolicy, jego chyba najbardziej uderzyła wojna domowa, stracił prawie całą rodzinę, widział makabryczne mordy i całkowity brak reakcji ze strony Roberta i Arryna. Pewnie stracił do nich zaufanie i nie za bardzo chciał mieć z nimi kontaktu ale punkt za jego głupotę, że nie zorientował się po swoim przyjeździe jak wygląda sytuacja ale pewnie nie spodziewał, się, że jest tak źle a było fatalnie.
Co do wiedzy o Aemonie, to gość ma 100 lat, zakładam, że naprawdę mało kogo już on obchodził i dlatego, pewnie tak niewielu wiedziało lub mówiło o jego pochodzeniu.
A co do Stannisa, to dla mnie to jest przede wszystkim mściwy i pamiętliwy gość, nie lubił Neda bo był bardziej bratem dla Roberta niż on i pewnie miał rację, że Robert by mu nie wierzył w sprawie jego dzieci a nie mówił reszcie bo pewnie już był przekonany o wojnie po śmierci Arryna.
„Już nie pamiętam ale jestem ciekaw kto mówił, że John Arryn był tak dobrym namiestnikiem”
Ned Stark oraz Robert Baratheon, czyli bardzo obiektywne osoby…
no Robert to wiadomo, że mówił, że dobry jak finansował jego zachcianki więc był bardzo dobry a Ned to chyba powiedział, to wtedy kiedy nie znał całej sytuacji.
„Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje król Stannis! To mówiłem ja, Slynt Janos, lord Harrenhal, a wcześniej nie mówiłem, bo brałem jeszcze pieniądze od Lannisterów”.
Piękne ❤️
„Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby znaczna liczba zwolenników Mallistera i Pyke’a nagle opowiedziała się za Slyntem.”
A Sam nie obawiał się właśnie tego – że Pyke lub Mallister zrezygnuje i na złość drugiemu poprze Slynta?
No cóż, ja nigdy nie uważałem Jona Arryna za dobrego namiestnika. To stary idiota, któremu przypadkiem trafiło się popełnić jedną heroiczną rzecz w życiu i do końca swych dni chodził już oświetlony jej nimbem, mimo iż każda rzecz, którą zrobił potem była głupsza od poprzedniej. A że król również miał zielono we łbie skończyło się jak się skończyć musiało.
BTW. Znakomicie opracowany rozdział. Świetna robota.
Moim zdaniem Robert wybierał sobie namiestników według sentymentu, a nie według kompetencji. Najpierw Jon Arryn, potem Ned, aż jestem ciekawa, kto nastąpiłby po nich. A tymczasem niezłym namiestnikiem byłby Stannis, Tywin też mógłby być nie najgorszym, ale do spółki z Cersei za bardzo graliby na Lannisterów.
Zgadzam się z tobą. Jon Arryn był takim durniem. I jeszcze niemoralnym, bo ciągle zmuszał Lysę do kopulacji, nie dając jej wytchnienia – nic dziwnego, że jej ciało było za słabe, aby donosić dzieci, pomijając wątek aborcji.
Gdyby Jon Arryn naprawdę był właściwym człowiekiem to nie patrzyłby na obiekcje Roberta tylko krótko powiedział – albo wyrzucamy skorumpowanego Slynta, albo jutro wyjeżdżam do Orlego Gniazda i szukaj sobie nowego namiestnika. Robert pękłby. I jeszcze wprowadzać Littlefingera do Małej Rady! Przecież Jon Arryn wiedział, że panna młoda miała wpadkę – było powiedziane, że potrzebował kobiety, która udowodniła płodność. A z kim mogła zajść w ciążę młoda szlachcianka? Jedynym mężczyzną w podobnym wieku i pozycji był Baelish. Jasne, zawsze mogła zajść w ciężę z koniuszym, ale pierwszym podejrzanym powinien być wychowanek jej ojca. Zwłaszcza, że zabiegała o stanowisko dla niego. Wystarczy dodać dwa i dwa – a o kolejną konkluzję nie trudno – ona nienawidzi tego małżeństwa, a jej kochanek jest blisko. Jon Arryn to od początku powinien mieć degustatora trucizny obok siebie. Nieszczęśliwa żona, która wzdycha do kochanka.
Taki Talleyrand czy Metternich od razu wyczułby zagrożenie.
Właśnie brakuje tutaj takiej lepszej opcji do zobaczenia jaki był Jon Arryn, bo Ned i Robert nie są obiektywni ale tak samo jak Lysa czy Littlefinger. Bo historia nie jest łaskawa dla Arryna, każda jego decyzja była gorsza i to samo jak kończyła się wojna, że też nie potępił Lannisterów tylko poszedł za Robertem gdy Ned nie mógł im tego wybaczyć.
Jon Arryn był kiepski. Przypominam, że Ned miał 8 lat, kiedy wysłano go do Doliny. Robert pewnie był w podobnym wieku. Robert spędza te kilka lat pod pieczą Arryna – i ledwie jako nastolatek już ma bękarta! To Jon Arryn miał go pod opieką w kluczowych momentach zmiany z dziecka na dorosłego.
Zaś Ned Stark po pobyciu w Dolinie nie nauczył się żadnej subtelnej gry politycznej. Najwidoczniej Arryn nie nauczył go, że nie papla się wrogom o swoich planach – pewnie stąd Sansa to odziedziczyła. Jak Ned chciał być taki szlachetny to trzeba było przygotować statek i powiedzieć Cersei – już wysłałem posłańca z listem. Już Robert to otrzymał. Masz wybór – uciekaj teraz lub czekaj aż Robert przybędzie tu i zemści się. Król nie ganiałby za dzikiem, gdyby dostał wiadomość, że królowa go zdradziła, tylko co pędem wracałby do miasta.
Argument o bękarcie Roberta jest bezsensowny – bogaty i przystojny nastolatek, jakbyśmy to powiedzieli, „wpadł” – rzecz typowa, zupełnir nie świadcząca o czymkolwiek względem Arryna. Nawet najlepsze wychowanie nie zda się na wiele, jeśli wychowanek dojdzie do wniosku, że inne zachowanie jest lepsze.
Wspomniano że Mallister brał udział w dwóch poprzednich wyborach. Raz kiedy wybrano Mormonta, a wcześniej? Czy wiadomo kto był lordem dowódcą przed Niedźwiedziem?
Pewnie, że wiadomo. Przed Niedźwiedziem było wielu lordów dowódców. Najbardziej znani to Król nocy oraz Bloodraven. Był również Rodrik Flint, Osrick Stark, nieznany z imienia brat Harrena Czarnego oraz Jack Musgood. Natomiast bezpośrednio przed Mormontem był ktoś z rodu Qorgyle z Dorne, jednak nie znamy jego imienia
Dzięki, chodziło mi o tego bezpośrednio przed Niedźwiedziem.