Pieśń Lodu i OgniaSeriale

Pomylone Analizy: Rycerz Siedmiu Królestw, sezon 1, odcinek 1 – „Wędrowny rycerz”

Serial oparty na prozie George’a R.R. Martina, który zaskakuje swoją wiernością, potrafi przełożyć na język filmu subtelność prozy, a do tego – nawet pozwalając scenarzystom dodać coś od siebie – trafnie chwyta ducha opowieści i dopowiada rzeczy, które mogłyby się znaleźć w książce? Chciałem już powiedzieć, że chyba cofnęliśmy się do roku 2011, ale tak po prawdzie, to nawet pierwszy sezon Gry o Tron nie trzymał się materiału źródłowego z porównywalnym pietyzmem. Oczywiście to zupełnie inny rodzaj opowieści, Rycerz Siedmiu Królestw nie stawia przed podejmującymi się ekranizacji tak wielkich wyzwań. To powiedziawszy, trudno nie przyjąć pierwszego odcinka nowego serialu z satysfakcją. Dlatego też z radością zapraszam Was na jego analizę. Zaczniemy tradycyjnie od streszczenia wydarzeń, by przejść do uwag i bardziej ogólnych refleksji.

Nowe życie

Odcinek rozpoczyna się dokładnie tak samo, jak nowela. Dunk stoi nad świeżym grobem Ser Arlana z Pennytree, rycerza którego chowa na zboczu wzgórza w strugach deszczu. Towarzyszy temu monolog chłopaka – pełen emocji, przeplatany krótkimi retrospekcjami. Wystarczy kilka zdań, by wyjaśnić naturę relacji pomiędzy uczniem i nauczycielem. I już po tej krótkiej scenie możemy domyślić się tajemnicy, którą opisałem kiedyś w Szalonej Teorii.

Po pogrzebie Dunk rozmyśla, co zrobić dalej. Rozmawia z końmi, snuje wyobrażone scenariusze przyszłości, w tym wizję dołączenia do Złotych Płaszczy w Królewskiej Przystani. W końcu Dunk postanawia udać się na turniej w Ashford. A więc to opowieść o heroizmie – myśli sobie widz, słysząc motyw przewodni znany z Gry o Tron i Rodu Smoka. Podniosły nastrój zostaje natychmiast przerwany krępującą (i stanowczo zbyt długą) sceną z załatwianiem pilnej potrzeby fizjologicznej.

W drodze na turniej Dunk zatrzymuje się w gospodzie, gdzie spotyka bezczelnego, ogolonego na łyso chłopca. Każe mu zająć się końmi, a między nimi natychmiast rodzi się żywa, zabawna dynamika. W samej gospodzie obserwujemy znany z oryginału Martina niepokojący moment, gdy pijany, wysokourodzony mężczyzna budzi się przy sąsiednim stole, wspomina, że widział Dunka we śnie, po czym grozi mu nożem i każe trzymać się z dala od siebie. Pijak płaci monetą z wizerunkiem smoka Targaryenów i znika, pozostawiając wyraźną zapowiedź przyszłych wydarzeń.

Gdy Dunk wraca do stajni, zastaje spotkanego „chłopca stajennego”, używającego imienia Jajo, bawiącego się w rycerza na koniu. Z krótkiej konwersacji wynika, że Jajo jest sierotą (choć chłopiec wprost mówi tylko tyle, że nie ma matki). Chce zostać giermkiem Dunka, ten jednak stanowczo odmawia i rusza dalej sam.

W poszukiwaniu przyjaciół

Podróż do Ashford pokazana jest w montażu. Samo Ashford to tętniące życiem miasteczko namiotów: mamy kolorowe chorągwie, tłumy rycerzy, zbrojnych i markietanek. Dunk udaje się do mistrza gier, Plummera, by zapisać się na turniej. Jako że historyjka o pasowaniu Dunka jest nieco wątpliwa, Plummer trochę Dunka straszy (oczywiście dla kawału), ale nie zmienia to istoty problemu – nasz „wędrowny rycerz” potrzebuje kogoś, kto za niego poręczy.

Wyrusza więc na poszukiwanie Ser Manfreda Dondarriona, u którego boku walczył kiedyś ser Arlan. Zostaje odprawiony przez dwie prostytutki. Błąkając się po obozie, spotyka trenujących Fossowayów: aroganckiego i brutalnego Ser Steffona i jego kuzyna, sympatycznego Raymuna. Rozmowa jest krótka i niezręczna.

Zrezygnowany Dunk znajduje spokojne miejsce nad rzeką pod wiązem, kąpie się i rozbija prowizoryczny obóz. Wieczorem znów próbuje dostać się do Dondarriona, ale ponownie zostaje wyśmiany. Tym razem jednak Dunk otwarcie reaguje na kpiny, a prostytutki, zdając sobie sprawę, że mają do czynienia z kimś naiwnym i dobrodusznym, okazują mu odrobinę szczerości i życzliwości.

Następnie Dunk trafia na przedstawienie kukiełkowe. Tam po raz pierwszy widzi Tanselle – narratorkę spektaklu o słynnym pogromcy smoka, ser Serwynie. Zachwyca go tak dziewczyna jak i ogromna kukiełka smoka. Po wyjściu z namiotu spotyka Raymuna Fossoway, który zaprasza naszego rycerza na ucztę w namiocie Baratheonów. Poznajemy tam barwnego Lorda Lyonela Baratheona, zwanego Roześmianą Burzą. Baratheon zaczyna wygłaszać dość zaskakujący monolog na temat tego kto tak naprawdę rozpoczął trwającą 4 tysiące lat tradycję turnieju, ale najwyraźniej nikt z biesiadników nie nadąża za konkluzją, do której zmierza lord Lyonel. Roześmiana Burza jest człowiekiem bardzo ekstrawaganckim i ekscentrycznym, ale Dunk zjednuje go swoją szczerością i pracą stóp podczas tańców. Ich rozmowa do późna pozwala uwierzyć, że między dwoma mężczyznami narodziła się nić sympatii. Lyonel jednak bez ogródek daje Dunkowi do zrozumienia, że w starciu z doświadczonymi rycerzami nie ma wielkich szans.

Szczęście tylko dla nas

Po uczcie Dunk wreszcie spotyka Ser Manfreda Dondarriona. Ten okazuje się wyniosły i obojętny, twierdzi, że nie pamięta ani Arlana z Pennytree, ani Dunka, i odchodzi, zostawiając go bez nadziei na poręczenie.

Finał odcinka to jedna z bardziej emocjonalnych scen. Dunk wraca do obozu i odkrywa, że Jajo dotarł do Ashford na chłopskim wozie i zadomowił się pod wiązem. Chłopak wyprał ubrania, rozbił obóz i smaży rybę. Po ciepłej rozmowie Dunk zgadza się przyjąć go jako giermka, tłumacząc mu uczciwie, na czym będzie polegać to życie. Noc spędzają razem pod drzewem, obserwując spadającą gwiazdę. Jajo żartuje, że tylko oni ją widzą, bo inni rycerze śpią w namiotach. Dunk grozi mu daniem w ucho, po czym uświadamia sobie, że może to znak szczęścia należącego tylko do nich – a Jajo uśmiecha się z cichą satysfakcją.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Jak wspomniałem wcześniej, pierwszy odcinek zaskakuje wiernością książkowemu pierwowzorowi. Nie znaczy to, oczywiście, że nie pokuszono się o drobne zmiany. Najczęściej mamy wszakże do czynienia z pewnym rozszerzeniem perspektywy zaprezentowanej w książkach. Ot, w niektórych konwersacjach pada kilka zdań więcej, mamy okazjonalne wtrącenia. I przyznaję, że rozważania na temat zaciągnięcia się do Złotych Płaszczy skwitowane przez Dunka odgrywającego w wyobraźni swą nową rolę i stwierdzającego z powagą: „Przestań gwałcić, ser”, sprawiły, że prychnąłem ze śmiechu. Serial sięga też po bardzo krótkie retrospektywy – zresztą z niezłym efektem jeśli idzie o humor. Aczkolwiek w kwestii humoru muszę poczynić pewne zastrzeżenie. Raz, że jest koszarowy i bardzo… fizjologiczny, a dwa, że może odbierać co nieco z podniosłych emocjonalnie momentów. Nie idziemy póki co jeszcze w pełno marvelozę, czyli sytuację w której absolutnie każda ważna scena musi być skwitowana ironią lub sarkazmem, ale pewne niebezpieczeństwo istnieje. Póki co najbardziej widowiskowy przejaw takiego sprowadzania na ziemię (prosto w błocko) miał miejsce w prologu. Dunk podejmuje decyzję by udać się jako rycerz na turniej w Ashford, słyszymy podniosłą muzykę z Gry o Tron i Rodu Smoka, by natychmiast przerwać to zrealizowanym bardzo dosłownie ujęciem defekacji. Rozumiem, że twórcy chcieli zakomunikować, iż nie będzie to serial epicki, kto wie, może nawet GRRM skomentował w ten sposób Ród Smoka i swój aktualny stosunek do Ryana Condala – nie mnie oceniać, ale wolałbym, aby serial nie był wypełniony tego rodzaju scenami. Również dlatego, że oglądając pierwszy odcinek jadłem śniadanie.

Co się tydzy pozostałych zmian, to chyba najbardziej w oczy rzuca się dodanie postaci dwóch markietanek. Całkowicie zrozumiałe – w ten sposób część wewnętrznego monologu Dunka, ukazująca go jako postać bardzo prostolinijną, mogła zostać przedstawiona na ekranie poprzez rozmowę z innymi ludźmi. Zresztą temu samemu służą konwersacje rycerza z końmi.

Prezentacja Fossowayów też jest nieco bardziej drastyczna niż w książkach. Dla przypomnienia – po pierwszym spotkaniu mieliśmy wrażenie, że Raymun jest uczynny i sympatyczny (choć niewątpliwie odważny, czego serial raczej nie pokazuje), natomiast Steffon dość arogancki (ale raczej do granicy lekkiej złośliwości, a już na pewno nie było w nim serialowego sadyzmu). Cóż, serial postanowił sportretować kuzynów nieco grubszą kreską ze względu na rolę, jaką będą jeszcze mieli do odegrania.

Na uwagę zasługuje też sposób przedstawienia lorda Lyonela Baratheona. Po pierwsze – ma tu większą rolę do odegrania niż w odpowiadającej odcinkowi części noweli. Po drugie – jest znacznie bardziej ekscentryczny niż jego książkowy odpowiednik. A może raczej – bardziej ekscentryczny niż jego odpowiednik w tej konkretnej historii, bo że Lyonel był postacią dość nietuzinkową wiemy z innych źródeł. Innymi słowy – jest to zmiana sensowna, mająca też swoje uzasadnienie, jeśli chcemy przekonać widza, że Lyonel jeszcze zrobi w trakcie turnieju to, co zrobi. (A co to będzie konkretnie, na razie przemilczmy, wszak może czyta ten tekst ktoś, kto jeszcze Wędrownego Rycerza nie czytał)

W nieco gorszym świetle niż w książce przedstawiono lorda Manfreda Dondarriona. Jest bardziej obcesowy, choć nie ma to większego znaczenia dla konkluzji sceny, w której się pojawia. Szkoda tylko, że nieco skrócono tę konwersację i nie usłyszeliśmy ani słowa na temat historii rodu Dondarrionów.

Wreszcie zmianie uległa scena z kukiełkami. Tanselle nie jest już marionetkarką, ale narratorką przedstawienia, a same kukiełki… toż to gigantyczne, spektakularne kukły. OK, rozumiem, trzeba było pokazać coś bardziej widowiskowego, skoro smoki wyginęły. Troszkę jest to problematyczne ze względu na (znów) emocjonalny wydźwięk pewnej sceny, którą zapewne obejrzymy w odcinku drugim, ale koniec końców jest to rzecz do przełknięcia.

I w zasadzie to tyle, jeśli chodzi o zmiany względem książek. Owszem, parę rzeczy się poprzesuwało w czasie, pewne linie dialogowe (np. podczas rozmowy z Plummerem) zostały rozszerzone lub zmodyfikowane, ale całość ogląda się w zasadzie tak, jak czytało się mniej więcej pierwszą ćwiartkę noweli.

Werdykt

Ale skoro przyjęliśmy w tym omówieniu perspektywę książkowego purysty, to pora teraz (że tak użyję anglicyzmu) założyć na chwilę czapkę normalnego widza i powiedzieć jak wypadł pierwszy odcinek. A tu powiedzieć mogę tylko – jest znakomicie!

Wprawdzie tempo jest bardzo spokojne, nikogo nie pożarły jeszcze smoki, ani też nikogo nie zaciukano, lecz traktuję to raczej jako wiadomość bardzo pozytywną. Rycerz Siedmiu Królestw nie próbuje być ersatzem Gry o Tron, pozwala sobie na powolne snucie opowieści i budowanie relacji pomiędzy postaciami. A te są doprawdy fantastyczne.

Wcielający się w rolę Dunka Peter Claffey rolę udźwignął (bo i chłop spory), ale to, co wyprawia Dexter Sol Ansell jako Jajo, to absolutne mistrzostwo świata w kategorii aktorzy dziecięcy. Jest dokładnie taki, jakiego sobie wyobrażałem – za jego dziecięcymi emocjami i mizernym wyglądem, kryje się odwaga i lekko ironiczna inteligencja. A będące przecież sercem opowieści relacje Dunka i Jaja wypadają znakomicie.

W ogóle łatwo jest polubić te postaci, które dostały odrobinę więcej czasu ekranowego. Plummer jest ciekawy, Lyonel Baratheon niesamowicie intrygujący. Znakomite decyzje reżyserskie i castingowe.

Więcej – jeśli jest prawdą, że Rycerz Siedmiu Królestw to produkcja znacznie tańsza od Gry o Tron i Rodu Smoka (nie tylko przez ilość odcinków), to trzeba jasno powiedzieć, że talent operatorski i dobrze dobrane plenery biją na głowę wszystko, co można wyczarować na komputerze albo zbudować w studiu. Ten serial po prostu wygląda znakomicie, bardziej naturalnie i wiarygodnie niż to czego doświadczyliśmy w poprzednich produkcjach z tego świata (wyjąwszy może kilka odcinków – bo i Ród Smoka czasami imponował w pierwszym sezonie).

Innymi słowy – RSK naprawdę zapowiada się znakomicie.

 

To mi się podoba 1
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Komentarzy: 2

    1. Szybko, trzeba go zasypać żądaniami kolejnych Szalonych Teorii! A tak serio to też się cieszę i nie mogę się doczekać kolejnych Twoich tekstów, DaeL.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button