GryGry Wideo

Nocna zmiana #1 – Bulb Boy

Wpadłem ostatnio na pomysł, czy może nie spróbować zacząć pisać tutaj więcej o horrorach. Są tu w ogóle jacyś miłośnicy grozy? Tytuł, jaki wybrałem na nazwę tego kącika to „Nocna zmiana” – która mam wrażenie będzie idealnie korespondować z treścią, jaką w tym miejscu chciałbym się z Wami dzielić. Nazwa nawiązuje oczywiście do tego, że treści najlepiej pisze mi się w nocy, kiedy większość normalnych ludzi już dawno śpi. Przechodząc do meritum – oto pierwsze „wydanie” horrorowego kącika na FSGK.

Zaczynamy dość zwyczajnie – o przygodach Chłopca Żarówki. Bulb Boy to seria przygodówek point’n’click utrzymanych w specyficznej makabryczno-słodkiej atmosferze. Bohaterem gier (zarówno w pierwszej, jak i drugiej części) jest tytułowy chłopiec, który pewnej upiornej nocy zrywa się wystraszony z potwornego koszmaru i odkrywa, że złowieszczy mrok spowił całą rezydencję Żarówencję. Dziadek Naftalin i Ćmopies zniknęli, a po starych korytarzach wędrują groteskowe monstra.

Bulb Boy (2015)

Z Bulb Boy pierwszy raz spotkałem się na streamach, na których był swego czasu niezmiernie popularny. Wszystko za sprawą pokręconego, nieco groteskowego humoru oraz krótkiego czasu rozgrywki (przejście gry zajmuje ok. 2h). Był moment, kiedy grało w niego wielu streamerów, a w szczególności pewien Szwed – PewDiePie – który bardzo się dla BulbWare przysłużył przy promocji gry, co szybko przełożyło się na sporą popularność. Efektem współpracy krakowskiego studia oraz streamera było wydanie jakiś czas później pokręconej małej gry Poopdie na mobilki. Z tego co mi wiadomo, tytuł odniósł zaskakująco duży sukces – zwłaszcza w Japonii. Tamtejsza społeczność lubi takie mocno popieprzone rzeczy, a wierzcie mi, że Bulb Boy potrafi być momentami srogo porypany.

Nie mam pojęcia, co autorzy Bulb Boya brali w trakcie kodowania, ale musiało całkiem nieźle klepać. Ta gra wygląda jak skrzyżowanie Happy Three Friends z South Park i domieszką słodko-gorzkiego horroru z przymrużeniem oka. Jak sami autorzy przyznają, do powstania gry zainspirowały ich klasyczne przygodówki takie jak Machinarium czy Gobliiins. Bohaterem gry jest tytułowy Chłopiec Żarówka, który wyrusza na poszukiwania zaginionego Dziadka Naftalina. Sprawa nie będzie prosta, ponieważ po drodze trzeba się będzie zmierzyć ze strasznymi potworami (które mogły powstać tylko w jakimś chorym umyśle) oraz kilkoma zagadkami, może niezbyt trudnymi, ale momentami dość perfidnymi.

Właściwie ta gra jest dość prosta. Brak w niej wyszukanych i skomplikowanych mechanik. Czasem trafi się jakiś przedmiot do zabrania, którego trzeba będzie użyć w jakimś innym miejscu. Szybko idzie rozkminić, co i gdzie ma zostać użyte, więc zacięcie się w tej grze raczej nie grozi. Gdyby jednak do tego doszło, z pomocą przychodzi system podpowiedzi.

Na szczególne uznanie zasługują potwory, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć i które naprawdę zapadają w pamięć. Już na samym początku spotykamy bezgłowy indyczy korpus, przed którym będziemy, niczym w Alien Isolation chować się po szafkach, żeby nas nie dopadł i nie zjadł. Ale najbardziej ikonicznym bez wątpienia jest… kupa, z którą przyjdzie nam walczyć – cała potyczka ma kilka sekwencji, jest niezwykle komiczna i epicka. Całe to starcie stało się na tyle „sławne”, że nawet moja kobieta, która w grę nie grała, kojarzy ten konkretny fragment.  Na sam koniec czeka nas jeszcze oczywiście starcie z finałowym bossem. Nie będę zdradzał szczegółów, ale była to jedna z najbardziej porypanych rzeczy, jakie widziałem w grach. Miłośnicy rzeczy nienormalnych będą w siódmym niebie.

Oprawa graficzna Bulb Boya jest utrzymana w monotonnej, mrocznej stylistyce, w której zieleń miesza się z czernią. Plansze, po których przyjdzie się poruszać, są ciemne, a jednym z nielicznych źródeł światła jest ludzik-żarówka, którym kierujemy. Potęguje to uczucie osamotnienia i wyizolowania. Przez całą grę towarzyszy nam znakomita muzyka oraz świetne efekty dźwiękowe.

Bulb Boy z pewnością nie jest wybitnym dziełem sztuki koderskiej, ale jest w nim coś absolutnie niepowtarzalnego. Warto po niego sięgnąć choćby ze względu na cudacznie pokręcony, a zarazem uroczy świat. Warto poznać historię Chłopca Żarówki i jego dziadka – Naftalina. Przez te niemal dwie godziny potrzebne do ukończenia gry bawiłem się wyśmienicie – ale przyznaję, mam słabość do takich słodko-obleśno-makabrycznych klimatów.

Bulb Boy 2: Jar of Despair (2025)

Na kontynuację Bulb Boya trzeba było czekać 10 lat. Chłopiec Żarówka pokonał całe zło, które opanowało Żarówencję, ale okazuje się, że to jeszcze nie koniec kłopotów. Tym razem wszystko zaczyna się od słoika dżemu, po który kazano mu skoczyć do piwnicy, co zapoczątkowało serię kolejnych problemów.

Podobnie jak poprzednio Bulb Boy 2 łączy w sobie elementy przygodówki typu point’n’click ze specyficznym horrorem. Tym razem jednak zmieniono nieco stylistykę. Jest bardziej kolorowo i widać tutaj inspirację kreskówkami z lat 90. Oprawa graficzna stała się bardziej ostra i wyraźna, dzięki czemu wszystkie obrzydliwe szczegóły są teraz jeszcze bardziej widoczne.

Tylko czy wydanie drugiej części gry, która zdobyła rozgłos i osiągnęła sukces w zupełnie innych czasach ma sens? W czasach debiutu pierwszej części Steam jeszcze nie był tak zawalony wszelkim badziewiem, a indykom było zdecydowanie prościej się przebić – szczególnie takim pokręconym. Tym bardziej że te produkcje są niemal bliźniaczo do siebie podobne. Na pierwszy rzut oka nie widać pomiędzy nimi różnicy. Ba, mniej obeznani gracze mogą nawet stwierdzić, że to jakaś nowa wersja starego tytułu.

Byłem dość mocno zaskoczony niespodziewanym pojawieniem się gry na Steam, a także tym, że w sumie po raz kolejny dostajemy właściwie to samo. Tylko zamiast lepiej, bardziej, więcej – jest jakoś tak… nijak. Po tak długiej przerwie między premierami obu części można było jednak oczekiwać czegoś więcej. Patrząc na SteamDB zainteresowanie grą wygląda dość mizernie, a biorąc pod uwagę fakt, że pierwsza część nadal cieszy się sporą popularnością, można dojść do wniosku, że sequel mało kogo obszedł.

Tak prezentują się statystyki Bulb Boy 2 według SteamDB

Dla porównania wrzucam statystyki poprzedniej części

A tak prezentują się statystyki Bulb Boy 1 według SteamDB

Jak widać odpowiedź na pytanie: „czy gra okazała się sukcesem”, jest dość prosta.

Zanim przejdę dalej, chciałbym jeszcze pokrótce wspomnieć, że po drodze zmienił się skład BulbWare. Szymon Łukasik odszedł z zespołu i skupił się na solowej karierze, której efektem jest wydany niedawno zdrowo pokręcony indyk Bad Cheese.

Jak wspomniałem, Bulb Boy 2: Jar of Despair to w dalszym ciągu przygodówka utrzymana w bardzo specyficznym klimacie. Względem oryginału design nie uległ wielkim zmianom, poza podrasowaniem palety kolorów. Podobnie mechaniki rozgrywki, a jeśli już, to raczej na minus. Niektóre zagadki są niezbyt jasne, a przez brak systemu podpowiedzi czasem nie wiadomo, co zrobić. Doszły mini-gierki, przy których nieco bardziej trzeba się wysilić, i to nie tyle wykazując malpią zręczność, a raczej w ogóle odgadnąć, o co w nich chodzi. Ponownie spotkamy za to świetnie wykonane lokacje, dziwne stwory i kilka naprawdę kreatywnych pomysłów. Zmierzymy się z kupostworem i zwiedzimy jego wnętrzności, odkryjemy sekrety Żarówencji, pełne glutów i robaków, a także spróbujemy stworzyć truciznę, którą przy pomocy pluszowego misia nakarmimy pewnego paskudnego stwora. Wisienkę na torcie stanowi jednak walka z końcowym bossem, która według mnie jest może i kreatywna, ale za to niezmiernie przekombinowana, frustrująca i zabugowana. Do tego ten stricte zręcznościowy element – kiedy sterujemy dwoma postaciami na raz (sic!) – zupełnie według mnie nie pasuje do raczej stonowanej i nie wymagającej szybkiego klikania przygodówki.

O ile pierwsza część mnie zachwyciła, druga rozczarowała swoją długością i obszernością, a raczej jej braku. Zagadek jest mało, podobnie jak mini-gierek. Rozczarowująca jest także sama długość gry – 3 godziny to według mnie stanowczo za krótko, szczególnie że na sequel przyszło nam czekać tyle lat. Niestety pierwsza część jest nadal lepsza. Kontynuacji zabrakło świeżości. Czuć też, że gdzieś po drodze ulotniła się także znana z oryginału specyficzna, lekko mroczna atmosfera. Ogrywając ten tytuł odniosłem wrażenie, że nie ma on na siebie pomysłu, a stanowi jedynie pewne rozwinięcie znanych i ogranych schematów. Obawiam się, że za pół roku, góra rok zupełnie zapomnę o tej produkcji w przeciwieństwie do pierwowzoru, z którego nadal pamiętam więcej, niż bym się spodziewał.

O ile pierwszy Bulb Boy nadal się broni (a jego niewątpliwą zaletą jest to, że wyszedł na prawie każdy możliwy sprzęt: PC, konsole, mobilki) i w dalszym ciągu stanowi dość świeże, całkiem pocieszne podejście do makabrycznych tematów, o tyle jego druga część już znacząco odstaje. Bardzo możliwe, że przyczyny takiego stanu rzeczy należy upatrywać w podzieleniu się zespołu. Jak wspominałem wyżej – Szymon Łukasik odszedł z BulbWare i skupiając się na karierze solo stworzył świetne i niezwykle udane Bad Cheese – miks przygodówki, chorych klimatów, traumatycznych wspomnień z dzieciństwa i kreskówek z lat 40 o wiadomej myszy. I o ile drugiego Bulb Boya ciężko mi polecić, tak „Zły ser” jest rewelacyjny. Co prawda niektórzy bossowie dają się strasznie we znaki i bywa, że walka z nimi frustruje, to jako całość broni się znakomicie – koncepcją, pomysłem, stylistyką (mroczna, kreskówkowo-monochromatyczna) i wykonaniem. Warto spróbować, bo jest jedyna w swoim rodzaju, krótka (ok. 4h) i świetnie działa na Steam Decku.

Ocena Kr4wca
  • Bul Boy - 8/10
    8/10
  • Bulb Boy 2: Jar of Dispair - 6/10
    6/10

Wszelkie uwagi z Waszej strony co do treści, jakie mogłyby się znaleźć w kąciku, będą mile widziane. Zarówno w sekcji komentarzy, jak i mailowo: kr4wi3c [at] fsgk.pl

To mi się podoba 4
To mi się nie podoba 0

kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych. Kiedyś NaPograniczu, obecnie FGSK

Polecamy także

Jeden komentarz

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button