Dunkierka

SithFrog: Nolan to jeden z najlepszych, najbardziej wizjonerskich reżyserów w Hollywood. Jednocześnie jego filmy, szczególnie ostatnio, dzielą kinomanów na dwie grupy. Jedni widzą spadek formy i same wady, inni nazywają te tytuły arcydziełami i pieją z zachwytu. Jego najnowsza produkcja – “Dunkierka” – właśnie trafia do kin. Zachodnie media już zdążyły ją docenić – aktualnie 97% i 8.9/10 na rottentomatoes.com mówi samo za siebie. Czy jest tak dobrze, czy może to kolejny obraz, który podzieli widownię?

Pquelim: Takie mamy obecnie czasy, że wysokie oceny krytyków i fanów w pierwszym tygodniu od premiery filmu, stały się niemal elementem kampanii marketingowej.

SF: Owszem, ale popularność filmów Nolana wynika z czegoś innego niż tylko zabiegów studia. Nolan jest po prostu lubiany zarówno przez krytyków, jak i szeroką publiczność.

Pq: Zdecydowanie. To reżyser, o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jego filmy są niedoceniane. Raczej odwrotnie – każde kolejne dzieło wychodzące spod jego rąk spotyka się z kosmicznym wręcz entuzjazmem – “Incepcja”, pomimo dziurawej jak durszlak warstwy fabularnej, znajduje się na listach najlepszych filmów wszech czasów, “Interstellar” – film kalający logikę ekranowego rzemiosła – uznawany jest przez niektórych na współczesny odpowiednik “Odysei Kosmicznej 2001”.

SF: Ale to uwielbienie nie jest przypadkowe. To coś więcej niż tylko kaprys publiczności i krytyków.

Pq: Myślę, że Nolan do perfekcji opanował rzecz dla wielu nieosiągalną – doskonale rozumie “magię kina”. Wie, jak oddziaływać na widza zasiadającego w fotelu.

SF: I robi to, mimo, że jego filmy są dalekie od doskonałości.

Pq: Tak, Nolan potrafi złożyć filmową układankę tak, aby przykryć jej ułomności, jednocześnie znacząco uwypuklając silne strony swojego warsztatu. “Dunkierka” to kolejny film potwierdzający, że Nolan, niczym wytrawny magik, potrafi zaczarować widza w sali kinowej. Ale jest coś jeszcze – “Dunkierka” jest też krokiem naprzód w karierze reżysera, pokazującym, że potrafi on uczyć się na własnych błędach i wyciągać wnioski.

Kadr z filmu "Dunkierka"
W oczekiwaniu na ewakuację lub ogień wroga.

SF: Moim zdaniem to raczej strząśnięcie pewnych naleciałości ostatnich lat. Powrót do starej dobrej formy. Nie jest to może poziom “Prestiżu” czy dwóch pierwszych Batmanów, ale też nie ma tu tego przekombinowania i tego nieznośnego stężenia nolanizmów jak w “Intestellar” czy “Dark Knight Rises”. Na całe szczęście, bo tym razem reżyser wziął na warsztat temat niełatwy. Paniczna ewakuacja wojsk brytyjskich z francuskiego wybrzeża to temat mocny i dramatyczny.

Ale zacznijmy od sprawy podstawowej. Nolan jest geniuszem jeśli chodzi o audiowizualną stronę filmów. I “Dunkierka” nie jest wyjątkiem. Świetne zdjęcia, genialny montaż dźwięku, doskonałe utwory Hansa Zimmera. Pod tym względem to obraz niemal kompletny. Dźwięk i obraz, praca kamery budują tu napięcie kiedy trzeba i niemal nie ma scen, które uznałbym za zbędne. Pod  względem technicznym to kino najwyższej próby.

Pq: Technikalia u Nolana zawsze odgrywały kluczową rolę w produkcji “wrażenia”, jakie jego filmy robią podczas seansu. W tym przypadku jednak chciałbym dorzucić łyżkę dziegciu do superlatyw. Owszem, wszystko to robi kolosalne wrażenie, a dźwięki zmontowane w “rytm” ambientowych niemal sampli Zimmera uderzają po uszach. Za pierwszym razem byłem tym zachwycony. Za trzecim przestałem zwracać uwagę. W przypadku “Dunkierki” byłem już… zmęczony. Wszystko to mocne, doskonałe, ale jednak… bębenki mi pękały. Poza tym, tak skalowane wrażenia audio nadają się niemal wyłącznie do sali kinowej. W telewizji, czy na własnym sprzęcie komputerowym, o ile nie posiadacie zaawansowanego zestawu dolby digital 7.1, wszystko to ulega wypłaszczeniu i nie robi żadnego wrażenia.

Kadr z filmu "Dunkierka"
Nie wszystkim się udało wydostać z tej plaży.

SF: A jednak pod pewnymi względami oprawa filmu była zaskakująca. Reżyser zdecydował się na dwa ciekawe zabiegi. Pierwszy bardzo mi się podobał… przynajmniej na początku. Chodzi o niemal całkowity brak dialogów. Momentami to wręcz kino nieme. Żołnierze nie rozmawiają ze sobą, są kłębkami nerwów. Brudni, głodni, spragnieni, widzący ukochany dom na horyzoncie i mający cały czas oddech wroga na plecach. Jest to całkiem sensowna wizja i pierwsze pół godziny wciągnęło mnie bez reszty. Poza tym – biorąc pod uwagę dialogi (aka wygłaszanie WAŻNYCH PRAWD i MOCNYCH DEKLARACJI) w dwóch poprzednich filmach Nolana – im mniej rozmów w tym stylu, tym lepiej. Chociaż i tak pojawia się kilka czerstwych kawałków przeładowanych patosem. 

Pq: Scenariusz “Dunkierki” miał, tak na oko, jakieś 4 strony maszynopisu. Serio. Dialogi to absolutne minimum, ograniczone są jedynie do ukazania najważniejszych informacji na temat całej operacji, ewentualnie podkreśleniu motywacji bohaterów. Całą resztę robią zdjęcia, mimika, dźwięk. “Dunkierka” to opowieść o bohaterstwie w obliczu klęski. Jedni uciekają, inni ich bronią, a jeszcze inni płyną na ratunek. Nolana interesuje ludzka strona wojny, tę militarną traktuje po macoszemu, ignorując rozmach konfliktu, pomijając sceny batalistyczne.

SF: Tylko, że po wspomnianych 30 minutach pojawia się problem. Film może ukazywać ludzkie dramaty, ale bez dialogów widz ma problem z rozpoznawaniem bohaterów. Ja potrzebuję na ekranie kogoś, z kim mogę się identyfikować, kogoś z krwi i kości, żebym wiedział komu i dlaczego kibicować. Samej empatii dla żołnierzy w potrzasku nie starczyło na cały seans i z każdą następną minutą było mi bardziej obojętne co się właściwie stanie.

Pq: Ale z drugiej strony film stara się bardzo dokładnie pokazać zachowania poszczególnych, indywidualnych jednostek – mamy załamanego żołnierza z szokiem pourazowym, mamy marzycielsko naiwnych młodzieńców, mamy doświadczonego żeglarza kierowanego poczuciem obowiązku. Nie są to zabiegi nowatorskie, ale w połączeniu z innymi zastosowanymi rozwiązaniami, stanowi bardzo oryginalny i autorski pomysł na film wojenny. Pomysł udany, wnoszący sporo świeżości w gatunku, który ostatnio ewidentnie poszukuje nowej tożsamości (vide “Przełęcz ocalonych” Mela Gibsona).

Kadr z filmu "Dunkierka"
Jedna z trzech perspektyw: morze.

SF: Ja jednak miałem z tym pewien problem. Tak samo jak z drugim sprytnym zabiegiem – zaburzoną chronologią i trzema różnymi osiami czasowymi. Akcję oglądamy z trzech perspektyw: ostatni tydzień ewakuacji żołnierzy na plaży, ostatni dzień na jachcie cywilnym, który płynie na pomoc i ostatnia godzina czyli osłona operacji z powietrza. Zabieg to odważny i całkiem sprawnie zrealizowany, ale w zasadzie nie wiem, jaki był jego cel. W “Incepcji” czy “Memento” chronologia miała funkcję fabularną, a tu w zasadzie to popis reżysera. Efektowny, ale dla mnie zabił w pewnym sensie część dramatyzmu. Bo dlaczego miałbym się martwić o jakiegoś bohatera w trudnej sytuacji skoro wiem z innej linii czasowej, że obecne kłopoty przeżyje? Poza tym mam wrażenie, że nawet bez dialogów mógłbym bardziej identyfikować się z postaciami, gdyby ich historia szła od punktu A do B, C itd., a nie od A do K, potem W, L i D.

Pq: Pełna zgoda, aczkolwiek mam trochę inne wnioski. Żonglerka chronologią to jeden z ulubionych zabiegów Nolana, do pewnego czasu jego główny znak rozpoznawczy – wybił się przecież na sprawnych cięciach “Memento”. Nie wydaje mi się, żeby rozrzucenie scen w “Dunkierce” miało służyć czemukolwiek, oprócz uatrakcyjnienia seansu. Początkowo akcję obserwujemy z trzech różnych perspektyw, które ostatecznie sprawnie się zazębiają. W moim przypadku było to miłe urozmaicenie, przy okazji wymagające zwiększonego skupienia podczas scen “krzyżowych”, w których wątki się przeplatały, np. właśnie ukazując wynik powietrznej bitwy. Taka dodatkowa zabawa z widzem, która jednak nie przekroczyła granic akceptowalnej przyzwoitości – dla mnie na plus. Aczkolwiek całkowicie rozumiem, że nie każdy musi być fanem takich zabiegów, wtedy ta nieliniowość może wydawać się wysilona, sztuczna i nieco pretensjonalna.

Kadr z filmu "Dunkierka"
Najlepiej pokazane walki powietrzne od lat.

SF: Przez cały seans uwierała mnie jeszcze jedna rzecz: skala. Stara prawda dotycząca robienia filmu: pokaż, a nie mów. Nolan nie słucha. Kilkukrotnie słyszymy zatem deklaracje o tym, że na plaży jest aż czterysta tysięcy ludzi do ewakuacji. W ani jednej scenie nie widziałem liczby tego rzędu. W jednym kadrze jest kilkuset wojaków na molo, w innej może tysiąc na plaży i tyle. To samo tyczy się okrętów. Widzimy maksymalnie jedną dużą jednostkę. OK – tu się czepiam, bo Anglicy bojąc się U-Bootów i Stukasów nie wysyłali w większych grupach. Ale bitwa powietrzna jest taka sama! Trzy samoloty na trzy inne samoloty. Albo kiedy “cała Anglia przypływa po swoich synów” w kadrze mamy jakieś dziesięć, może piętnaście jednostek cywilnych. Serio? Ja wiem, że Nolan chciał prawdziwe samoloty, ludzi, rekwizyty i wszystko jest zrobione świetnie, ale trochę CGI w tle by nie zaszkodziło. Pokazałoby rozmiar operacji, a tak cały czas mam wrażenie, że te czterysta tysięcy owszem, jest, ale tylko w dialogach.

Pq: Kolejne słuszne uwagi, które jednak nie przeszkadzały mi w trakcie seansu. “Dunkierka” była w założeniu filmem kameralnym, ukazującym indywidualne przeżycia bohaterów w obliczu wojny. Świetne są moim zdaniem sekwencje walki powietrznej, bodaj nikt dotychczas nie ukazywał pojedynku myśliwców w tak sugestywny sposób. To całkiem nowa jakość od Nolana i nie mogę nie pochwalić, tym bardziej że w scenach bierze udział znakomity Tom Hardy. Kadrowanie spadającego samolotów z perspektywy lotnika, który go zestrzelił – w sali kinowej robi to ogromne wrażenie.

Dlatego, mimo tej kameralności, efekty osiągane przez Nolana uważam za wystarczające. Innymi słowy – mnie nie brakowało tysięcy żołnierzy i armady wojennej, te zdążyły mi się opatrzeć, dlatego z przyjemnością poddałem się “magicznej” odmienności serwowanej przez reżysera. Wątpliwości może jednak budzić, ile z tej magii pozostaje w widzu po opuszczeniu sali kinowej (w moim przypadku jednak niewiele), a ile pozostanie na mniejszym ekranie (podejrzewam, że bez odpowiedniego technicznego wsparcia, film będzie wydawał się dość ubogi).

Kadr z filmu "Dunkierka"
Technicznie film zrobiony niemal wzorowo.

SF: Zastanawiam się, czy na sposób realizacji filmu nie wpłynęła nieco chęć uzyskania kategorii wiekowej PG-13. Wiadomo, że w filmie wojennym nie trzeba od razu pokazywać aż takiego gore jak to robił “Szeregowiec Ryan”, ale “Dunkierka” wygląda bardzo… teatralnie? Brak krwi, brak mocniejszych akcentów powoduje, że jest w tym wszystkim jakiś… sam nie wiem. Może nie fałsz, ale coś właśnie teatralnego, nieprawdziwego. Brakuje kropki nad i w pokazywaniu horroru tej sytuacji. Całość przez to przypomina dość mocno kino wojenne z lat siedemdziesiątych. Coś jak “O jeden most za daleko”.

Pq: To nie musi wynikać z kategorii wiekowej. “Dunkierka”, pomimo swojej odmienności w stosunku do panujących standardów kina wojennego, bardzo wyraźnie nawiązuje do klasyki. Gra aktorska jest ekspresyjna, cały film kolorowany na modłę lat 60. i 70., można śmiało stwierdzić, że Nolan zachował się jak pojętny i zdolny uczeń: posłuchał doświadczonych nauczycieli, ale też zaproponował sporo od siebie. Przy tym drugim był jednak znacznie ostrożniejszy, niż ostatnio – uniknął przesadnej pompatyczności, wydumania i (przynajmniej częściowo) megalomanii.

Kadr z filmu "Dunkierka"
Aktorzy dali radę, ale tak naprawdę nie mieli tu wiele do zagrania.

SF: Marudzę i marudzę, ale “Dunkierka” to nie jest zły film. Co to, to nie. Na pewno lepszy niż dwa poprzednie obrazy Nolana, co bardzo mnie cieszy. Po prostu brakuje tu czegoś, co sprawiłoby, żebym zapamiętał ten obraz na dłużej. Obejrzeć można, ale nie jestem pewien, czy koniecznie w kinie.

Pq: Moim zdaniem film jest wyważony, sprawny i w znakomity sposób opowiada ciekawą, emocjonującą historię. Stanowi bardzo miłą odmianę w całej wakacyjnej zalewie blockbusterów, nie jest przy tym zbyt “ciężki”, żeby wynudzić niedzielnego widza. Pomimo wątpliwości co do kilku zastosowanych rozwiązań, nie mogę nie docenić Nolana za wykonanie kolejnego, istotnego kroku w swojej karierze. Co ważniejsze, wydaje się, że jest to wreszcie krok przemyślany, wyważony i – przede wszystkim – we właściwym kierunku.

-->

Kilka komentarzy do "Dunkierka"

  • 25 lipca 2017 at 13:17
    Permalink

    ” “Incepcja”, pomimo dziurawej jak durszlak warstwy fabularnej, znajduje się na listach najlepszych filmów wszech czasów, “Interstellar” – film kalający logikę ekranowego rzemiosła ”

    Jeśli można prosić to chętnie poczytałbym rozwinięcie tych tez. Konkretnie, punkt po punkcie, bez ogólników. Jakie to dziury fabularne ma Incepcja. Czym Interstellar kala logikę ekranowego rzemiosła.
    Jeśli takie omówienia już powstały – poproszę o link.

    Nie twierdzę, że tak nie jest, ale w recenzjach filmowych bardzo często potykam się o zwroty w stylu “dziury fabularne”, bez konkretnego rozwinięcia o co naprawdę chodzi.

    Ogólnie cała rozmowa bardzo przyjemna, aż chce się czytać takie formy recenzji, nic tylko bić brawo 🙂

    Reply
    • 25 lipca 2017 at 14:13
      Permalink

      “Ogólnie cała rozmowa bardzo przyjemna”
      tl;dr, ja wymiękłem przy obrazku o trupach w piasku

      Reply
      • 25 lipca 2017 at 16:04
        Permalink

        Miałem podobne odczucia. Po 1/3 tekstu. Dawno temu na studiach pewna pani doktor przed egzaminem powiedziała nam, że w rozmowie na egzaminie mamy się spierać nawet gdy mamy taką samą opinię na dany temat. Różnica zdań jest twórcza, a określenia typu “Zgadzam się” czy “Słuszna uwaga” nic nie wnoszą. Gdyby jednemu z Was film się podobał, a drugi mówił, że to gówno – byłoby bardzo ciekawie. A tak było miałko.

        Reply
        • 25 lipca 2017 at 16:20
          Permalink

          zależy, co chcesz osiągnać. bicie piany na egzaminie z erystyki to jedno, a rzetelna opinia o filmie to drugie.
          Jeśli mam tworzyć wartościowy content, to nigdy nie pójdę w tanią sensacje i umizgi w stronę spragnionego jatki audytorium.
          “Słuszna uwaga” nic nie wnosi, ale zwracam uwagę, że tam jest przecinek, a po nim konkretne argumenty.
          Jeszcze będzie okazja się z Sithem posprzeczać. Mamy w tym wieloletnie doświadczenie, które można nawet podejrzeć zaglądając do niektórych topiców działu “O filmie” na naszym forum 😉

          Reply
          • 25 lipca 2017 at 16:29
            Permalink

            Zgadzam się w zupełności. Jednakże rzetelna opinia nie musi być moją opinią. Spragnione taniej sensacji i jatki audytorium nie szuka jej w recenzji filmu o jednym z największych oszustw z historii II Wojny (moja w 100% subiektywna opinia).

            Reply
            • SithFrog
              25 lipca 2017 at 16:37
              Permalink

              Co rozumiesz przez oszustwo?

              Reply
              • 25 lipca 2017 at 16:43
                Permalink

                Anglicy nie obronili się w Dunkierce, to Hitler kazał wstrzymać atak i umożliwił im ewakuację.

                Reply
                • SithFrog
                  25 lipca 2017 at 16:44
                  Permalink

                  No, ale gdzie tu oszustwo? Myślałem, że to raczej znany fakt…

  • 25 lipca 2017 at 14:09
    Permalink

    Jasne, o takie coś mi chodziło. Bardzo dziękuję za adresy 🙂

    Reply
  • 25 lipca 2017 at 14:24
    Permalink

    Odnosząc się do skali, rozmachu, realizmu etc. fajnie pokazano to tutaj – https://youtu.be/QijbOCvunfU Dunkierki nie oglądałem ale na trailerach wypada jakoś zaskakująco teatralnie i skromnie.

    Reply
    • SithFrog
      25 lipca 2017 at 15:55
      Permalink

      Nie ma porównania. W całej Dunkierce gra mniej aktorów i statystów niż w tym jednym, pięciominutowym ujęciu.

      Reply
  • Pingback: Mother! – czyli jak Arronofsky Księgę Rodzaju czytał – FSGK.PL

  • Pingback: Oscary 2018 – prognoza – FSGK.PL

  • Pingback: Czas Mroku (2017) – FSGK.PL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków