Niedzielne Fiszki: Dziesięć ciekawostek na temat amerykańskich wyborów prezydenckich

Za oceanem dobiegają końca prezydenckie wybory. Wprawdzie do głosowania elektorów pozostał jeszcze ponad miesiąc, lecz już teraz możemy powiedzieć, że wybory w 2020 były w Stanach Zjednoczonych – zwłaszcza z perspektywy europejskiej – bardzo dziwne. I nie chodzi tylko o sam pośredni charakter wyborów (z kolegium elektorskim mającym stanowić rodzaj bezpiecznika, a jednocześnie wzmacniać federalny charakter państwa), ale również o fakt, że praktycznie każdy stan reguluje i organizuje wybory w inny sposób. Nie sądźcie, że wybory w 2020 roku były najdziwniejsze. Specjalnie dla Was przygotowałem bowiem mały zbiór ciekawostek dotyczących poprzednich elekcji.

  1. George Washington to jedyny prezydent w historii, który zdobył 100% głosów w kolegium elektorskim. Powód? Nikt (nawet krytyczny wobec Washingtona Adams) nie zdecydował się wystartować przeciw niemu. Jedyny porównywalny wynik to elekcja z 1984, w której Ronald Reagan pokonał Waltera Mondale’a zbierając aż 525 głosów elektorskich (na 538 łącznie).
  2. Wracając do Washingtona – pierwszy prezydent USA miał stwierdzić, że kampania wyborcza jest poniżej godności jakiegokolwiek człowieka i odmówił proszenia ludzi o to, aby na niego głosowali.
  3. To powiedziawszy – ostatecznie Washington dał się namówić na przygotowanie budżetu kampanii i zakupił 160 galonów alkoholu, który wysłał do zgromadzeń stanowych wybierających elektorów. Technicznie rzecz biorąc, człowiek, który brzydził się prosić o głosy, upił ludzi, którzy mieli na niego głosować.
  4. Czy ktoś miał kampanię porównywalnie prostą do Washingtona? Prawdopodobnie Ulysses S. Grant. Bohaterski generał wojny secesyjnej w wyborach 1872 zmierzył się z… trupem. Jego kontrkandydat – Horace Greeley – zmarł w trakcie wyborów.
  5. Eugene V. Debs nie był wprawdzie trupem, ale ten pięciokrotny kandydat Partii Socjalistycznej nie miał łatwo, bo startując po raz piąty… siedział w więzieniu za antyrządową agitację. Swoją drogą amerykańscy socjaliści byli przywiązani do swoich kandydatów. Debs startował pięć razy, a Norman Thomas ustanowił rekord, ubiegając się o urząd sześć razy.
  6. Trzeba też dodać, że dopiero pod koniec XIX wieku powstała koncepcja dnia wyborów (który przypadał na pierwszy poniedziałek listopada, czyli po żniwach, ale przed opadami śniegu). Wcześniej wybory trwały przez kilka tygodni, a nawet miesięcy.
  7. Niektórzy zarzucali tegorocznej kampanii Bidena brak mocnego sloganu. Bo miał ich kilka – od “No Malarkey” (dosłownie: “Dość Bzdur”, choć przy użyciu dość archaicznego słowa) aż po “Build Back Better” (czyli: “Odbudujemy lepiej” albo “Odbudujemy lepszą (Amerykę)”. Ale na pewno nie były to najgorsze slogany w historii. Bo najdziwniejsze hasło należało do Ala Smitha, kandydata na prezydenta, którego platformą wyborczą był sprzeciw wobec prohibicji. Jego slogan to: “Głosuj na Ala Smitha, a on spełni twoje mokre sny” (w oryginale: “Vote for Al Smith and he’ll make your wet dreams come true.”).
  8. Skoro o słowach mowa, to dodajmy, że najdłuższe wystąpienie inauguracyjne wygłosił William Henry Harrison, który przemawiał przez ponad dwie godziny. W dodatku w czasie mocnej śnieżycy. Wkrótce potem zapadł na zapalenie płuc i zmarł miesiąc później.
  9. Jak nauczyły nas wybory z 2016 roku (i nie tylko, bo zdarzało się to wcześniej) możliwe jest zdobycie większości głosów wyborców, ale mniejszej liczby głosów elektorskich (wynika to z podziału głosów elektorskich w sposób wzmacniający pozycję małych stanów oraz systemu “zwycięzca bierze wszystko” obecnego w ordynacjach większości stanów). Ale czy wiecie, że można jednocześnie zdobyć mniej głosów wyborców, mniej głosów elektorskich, ale ostatecznie i tak zdobyć prezydenturę? Wystarczy, że wybrani elektorzy zmienią zdanie. W taki właśnie sposób wygrał John Quincy Adams (syn Johna Adamsa, drugiego prezydenta USA), który wprawdzie zdobył mniej elektorów od Andrew Jacksona, ale nakłonił elektorów trzeciego kandydata – Henry’ego Claya – do głosowania niezgodnie z ich instrukcjami wyborczymi. Elektorzy zawsze mieli (i nadal mają) prawo to zrobić, instrukcje są tylko sugestią i ich nie wiążą.
  10. Swoją drogą walka Johna Quincy Adamsa i Andrew Jacksona była ostra. Jackson nazwał przeciwnika alfonsem, a ten odwdzięczył mu się, określając jego żonę jako zdzirę, a matkę nazwał prostytutką. Ba, już w trzecich wyborach prezydenckich w USA padały ostre słowa. Thomas Jefferson miał zatrudnić pisarza Jamesa Callendera do atakowania Johna Adamsa w prasie. Callender stwierdził, że Adams to “typ hermafrodyty”, który nie ma ani męskiej siły, ani kobiecej łagodności. Co ciekawe, ostatecznie Adams i Jefferson zostali przyjaciółmi.
-->

Kilka komentarzy do "Niedzielne Fiszki: Dziesięć ciekawostek na temat amerykańskich wyborów prezydenckich"

  • 8 listopada 2020 at 13:24
    Permalink

    “Elektorzy zawsze mieli (i nadal mają) prawo to zrobić, instrukcje są tylko sugestią i ich nie wiążą.”
    Hmm… wydaje mi się, że w niektórych stanach są zobowiązani prawem do głosowania zgodnie z wolą ludu.

    Reply
    • DaeL
      8 listopada 2020 at 13:30
      Permalink

      To jest trochę skomplikowane. Ale generalnie mamy dwie główne kategorie – niezobowiązanych elektorów i zobowiązanych elektorów. Ci pierwsi mają głosować zgodnie z instrukcjami, ale nie muszą. Ci drudzy są zobowiązani przysięgą… ale mogą ją złamać, stając się wiarołomnymi elektorami. Z tego wynikają dla nich konsekwencje polityczne (bo są członkami partii), mogą potencjalnie wynikać również inne. Część stanów spenalizowała wiarołomne głosowanie, ale prawdopodobnie SN by to prawo uchylił, gdyby zostało zastosowane. Dwa stany (Michigan i jeszcze jakiś, nie pamiętam dokładnie) przegłosowały, że głos wiarołomnego elektora się nie liczy i w tym wypadku już nie ma najmniejszej wątpliwości, że SN tego zdania nie podziela. Innymi słowy – większość może głosować jak chce, część może się liczyć z konsekwencjami (choć nie wiadomo czy by się one utrzymały), próby delegalizacji takiego głosowania się nie powiodą.

      Reply
  • 8 listopada 2020 at 14:13
    Permalink

    “Jak nauczyły nas wybory z 2016 roku (…) możliwe jest zdobycie większości głosów wyborców, ale mniejszej liczby głosów elektorskich (…)”

    Taka uwaga czysto semantyczna, Clinton zdobyła więcej głosów, ale niekoniecznie wyborców, bo ordynacja w USA jest na tyle absurdalna, że we wielu stanach nie wymaga się okazania dowodu osobistego przez co szacuje się, że za Obamy do urn miało pójść 5.7 mln nielegalnych imigrantów.

    Co jeszcze? Głosy elektorskie działają tak, że zwycięzca bierze wszystko (z wyjątkiem dwóch stanów gdzie rozkładają się proporcjonalnie) przez co teoretycznie można wygrać mają 24% głosów ludności. Wystarczy, że w stanach dających ponad połowę elektorów zdobędziesz 50%+1 głosów wyborców a w reszcie nic. Jakby było 3 kandydatów to byłoby trzeba jeszcze niej…

    Oczywiście jeszcze do takich absurdów nie dochodziło, ale Bush wygrał 600 głosami, tyle wynosiła jego przewaga na Florydzie dzięki której zdobył łącznie 271 głosów (wymagane są 270).

    Reply
    • DaeL
      8 listopada 2020 at 15:01
      Permalink

      Z tymi nielegalnymi imigrantami to mam pewne wątpliwości. To znaczy przypadki się pewnie zdarzały, ale generalnie nielegalni imigranci raczej stronią od aktywności politycznej i kontaktu z sytuacjami urzędowymi. Do tego ta skala… nie, to jest mocno wątpliwe. Jestem skłonny uwierzyć w możliwość dokonania targetowanych oszustw na małą skalę, które mogą przeważyć szalę w bardzo specyficznych okolicznościach.
      Ale oczywiście z dowodami masz rację. USA nie mają federalnego “dowodu osobistego”, a wymóg posiadania dowodu tożsamości ze zdjęciem (prawa jazdy, paszportu, etc…) nie obowiązuje we wszystkich stanach. Ale to raczej prowadzi do głosowania w cudzym imieniu, niż do głosowania nielegalnych imigrantów.

      Reply
    • 8 listopada 2020 at 16:15
      Permalink

      Potwierdzam to, co pisze kolega. Amerykański system wyborczy to totalny bajzel. Głosują nie tylko mniej lub bardziej legalni imigranci, ale nawet ludzie martwi. Fakt, że do tej pory jakoś to funkcjonowało, wynika tylko z niepisanej, dżentelmeńskiej umowy, której do tej pory przestrzegały wszystkie strony, a która zakłada, że prawo prawem, procedury procedurami, ale najważniejsza jest “wola wyborców”. I faktycznie – do tej pory kandydat, który przegrywał wybory nie drążył sprawy, nie robił rabanu, tylko przyjmował tę “wolę” (co jest chyba ewenementem w świecie). Jednak dobre obyczaje i dżentelmeństwo w polityce dawno już się skończyły (co widać nie tylko w USA) i podejrzewam, że czekają teraz ten kraj kolejne rozpierduchy, tym razem wyborcze. Zresztą, jestem przekonany, że prędzej czy później i tak dojdzie do podziału USA. Oby tylko pokojowo.

      Reply
  • 8 listopada 2020 at 17:02
    Permalink

    Z tym że tylko Reagan osiągnął zbliżony wynik do Washingtona to się Daelu mylisz. W 1820 ówczesny 5 prezydent James Monroe wygrał we wszystkich ówczesnych 24 stanach. W kolegium elektorskim uzyskał jednak 231 głosy na 232 możliwe, ponieważ zwolennik Monroe’a William Plummer z New Hampshire zagłosował na Johna Quincy Adamsa, notabene późniejszego 6 prezydenta, ponieważ nie chciał żeby ktokolwiek poza Washingtonem dostąpił jednokrotnego wyboru. Przynajmniej według Wikipedii.

    Reply
    • 8 listopada 2020 at 17:08
      Permalink

      Dla przypomnienia: Reagan w 1984 wygrał w 49 stanach, przegrał tylko w Minnesocie i DC.

      Reply
  • 8 listopada 2020 at 19:08
    Permalink

    Szanowny Panie,

    Do tego właśnie prowadzi demokracja (a żeby być konkretnym – ochlokracja). Dwóch kandydatów, którzy 200-300 lat temu mogliby być co najwyżej dobrymi cieślami, dzisiaj walczą o fotel prezydenta światowej potęgi. Rządy motłochu. Rządy tumanów. Rządy ludzi ciemnych. I, dopóki nie pojawi się ktoś, kto weźmie ten motłoch za mordy, będzie tylko gorzej. Potrzebny jest zamordysta, tyran. Ktoś, kto zrobi zamach stanu i weźmie władze siłą. Ktoś, kto nie będzie patrzył na jakąś “demokracje”. Ktoś, kto nie będzie patrzył, że ludzie chcą jakiegoś socjalu, jakichś niezdefiniowanych praw człowieka, jakiejś równości, czy innych tego typu lewackich rzeczy. I tak, zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach słowa “zamordyzm” i “tyrania” kojarzą się negatywnie. Do tego doprowadziła demokracja i lewactwo – wprowadzili tzw. nowomowę. Jednak, proszę mi wierzyć, istnieli tyrani, którzy byli dobrzy. Proszę sobie wyobrazić, że monarchie też można uznać za tyranie. A jednak istnieli dobrzy królowie, którzy troszczyli się o swój kraj i o swój naród, prawda?

    Jeszcze jedno zdanie o nowomowie, gdyż dla niektórych ten termin może być nieznany. Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze 30 lat temu nikt nie powiedziałby, że słowo “murzyn” jest obraźliwe. A dzisiaj? No właśnie…

    Pozdrawiam,
    Prawak

    Pozdrawiam,
    Prawak

    Reply
    • 8 listopada 2020 at 22:16
      Permalink

      Żądam niezwłocznego zbanowania Prawaka w związku z rasistowskimi komentarzami. Słowo na “M” mnie uraża i nie życzę sobie, aby ktoś taki jak prawak wywyższał się ponad gorsze rasy

      Reply
      • 8 listopada 2020 at 22:59
        Permalink

        Szanowny Panie,

        Mnie uraża pana stosunek do konserwatyzmu i logiki, a jakoś nie żądam stosowania żadnych sankcji wobec pana. Dodam, że nie wywyższam się, a jedynie punktuje absurdy naszych czasów. Nie żądam również tego, aby pan zrozumiał to, co piszę, ponieważ bazując na pana postach, ciężko oprzeć się wrażeniu, że jest pan zwyczajnym prowokatorem.

        Pozdrawiam,
        Prawak

        Reply
  • 9 listopada 2020 at 02:30
    Permalink

    tak z innej strony to Martin dodal znowu wpis na bloga dotyczacy WoW nic super waznego ale warto rzucic okiem

    Reply
  • 9 listopada 2020 at 04:17
    Permalink

    Poniżej wpis z bloga Martina w moim tłumaczeniu:
    “Czasem mam wrażenie, że większości z was czytających tutaj moje wpisy bardziej interesuje co się dzieje w Westeros niż w Stanach Zjednoczonych. (Martin ostatnio poświęcał większość postów wyborom, oczywiście Martin jak większość Amerykanów zapomina tu, że na świecie jest więcej niż jeden kraj i, że nie dla wszystkich czytelników wybory w Ameryce to “sprawa życia i śmierci” – przypis mój)
    Więc dajcie mi się zapewnić, że kiedy nie się zajmowałem wyborami lub innymi problemami świata realnego, kontynuowałem pracę nad Wichrami Zimy.
    Przykro mi, ale nadal nie są ukończone, chociaż jestem o cal bliżej. Wichry są bardzo dużą książką i nie będę się nad tym faktem dłużej rozwodził. Piszę rozdział w czasię, czasem stronę, zdanie czy słowo i jest to jedyny sposób. A czasami piszę coś jeszcze raz.
    Ostatnio spędzałem sporo czasu z Lannisterami. Szczególnie z Cersei i Tyrionem. Złożyłem też wizytę Dorne i wpadłem do Starego Miasta raz czy trzy. Oprócz nowych rozdziałów korygowałem też trochę starych (niektórych bardzo starych)… wliczając także niektóre, które odczytałem na konwentach wieki temu, a także te które opublikowałem online. Ulepszam rzeczy cały czas, a czasami więcej niż ulepszam, przesuwając fragmenty, łącząc rozdziały, dzieląc inne na dwa i reoganizując inne elementy.
    Nie jest to jednak nic nowego. Tak zostało napisane 5 pierwszych książek.
    W lipcu i sierpniu nie posuwałem się na przód (nie jestem tu pewna czy dobrze zrozumiałam tu sens bardzo możliwe, że na odwrót, Martin używa tu ” I was really on a roll back in June and July” – przypis mój). Od tamtego czasu posuwałem się naprzód ale wolniej, w sierpniu przeżyłem szok i przez pewien czas byłem w dole, następnie kolejny z innych powodów na początku września (naprawdę mam nadzieję, że chodzi mu tu o coś ważniejszego niż przegrane jego ulubionych drużyn, o których ostatnio często pisze – przypis mój). Ale ciężko pracowałem i ostatnio moja praca znowu przyspiesza.

    Na innych frontach… cóż, oprócz Covid-19 spowalniającego wszystko, posuwamy się do przodu z prequelem HOUSE OF THE DRAGON
    od HBO. Ryan i Miguel są w Londynie, rozpoczęto casting, wszystko wygląda ekscytująco.
    Chciałbym móc powiedzieć to samo o wszystkich innych projektach telewizyjnych, w które jestem zaangażowany czy to jako producent czy jako autor oryginalnego materiału (jak powieści czy krótkie opowiadania). Niestety nie mogę. Bardzo niewiele zostało nakręcone i prawie nic nie dostało jeszcze zielonego światła. Oczywiście pracę są kontynuowane ale jest powód dla ktorego nazywają to “deweloperskim piekłem”. Westchnienie.
    Więc tak jak się mają rzeczy. Albo przynajmniej to tyle ile wolno mi wam powiedzieć na tę chwilę.
    Trzymajcie się przyjaciele.”

    Reply
    • 9 listopada 2020 at 04:24
      Permalink

      Tłumaczyłam dosyć na szybko, więc może być trochę błędów czy to w tłumaczeniu czy w gramatyce polskiej i za to przepraszam. Na swoją obronę jestem au pair i mieszkam z dwójką wykształconych Amerykanów i żadne z nich nie znało tych kilku wyrażeń użytych tu przez Martina z których tłumaczeniem miałam problem. Może ktoś tutaj będzie miał większe szczęście. Jeśli ktoś chce się posłużyć moim tłumaczeniem to nie mam nic przeciwko, ale parę rzeczy można by pewnie było poprawić.

      Reply
    • 9 listopada 2020 at 14:27
      Permalink

      z Cambridge Dictionary:
      “be on a roll” – “to be having a successful or lucky period”

      Więc raczej powinno być coś w stylu: “W czerwcu i lipcu zrobiłem duże postępy”.

      Reply
      • 9 listopada 2020 at 14:33
        Permalink

        to ma więcej sensu, założyłam błędnie, że wyrażenie brzmi “be on a roll back” , a back odnosi się tu do lipca i sierpnia, dzięki

        Reply
    • 9 listopada 2020 at 15:19
      Permalink

      Obawiam się ,ze ten “szok” to śmierć jakiejś ważnej postaci 😀

      Reply
    • 9 listopada 2020 at 16:18
      Permalink

      Niech patrzy z czego chleb ma, a nie się polityką zajmuje, bo następnego prezydenta zdążą wybrać zanim on te Wichry skończy…

      Reply
      • 10 listopada 2020 at 18:00
        Permalink

        Chleba ma aż nadto bardziej martwił bym się o dziedzictwo ,bo jesli jego sztandarowe dzielo będzie zawsze zapamiętane przez pryzmat 8 sezonu ,to trochę beka

        Reply
  • 9 listopada 2020 at 11:55
    Permalink

    W jaki sposób kolegium elektorskie pełni rolę bezpiecznika?

    Reply
    • DaeL
      12 listopada 2020 at 18:12
      Permalink

      Na tej samej zasadzie na jakiej demokracja przedstawicielska ma zabezpieczać przed ekscesami demokracji bezpośredniej. To znaczy – przynajmniej według Ojców Założycieli – elektorzy mieli mieć więcej czasu i lepszą pozycję by poznać charakter kandydatów od przeciętnego wyborcy. A jako że instrukcje nie wiązały ich bezwzględnie, mogli głosować zgodnie ze swoim sumieniem.

      Reply
      • 12 listopada 2020 at 18:20
        Permalink

        Dzięki za odpowiedź 😀

        Reply
      • 12 listopada 2020 at 19:13
        Permalink

        Demokracja przedstawicielska jest jak ten kawior jedzony przez klasę robotniczą ustami jej przedstawicieli. 😛

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków