Ja bym się nie dał pobić w Szepczącym Lesie, czyli jak zostać dowódcą z Gry o Tron

Myślisz, że nie doszłoby do przerwania oblężenia Riverrun, bo Twoi żołnierze nie daliby pojmać Jaime’go, albo że Dzicy mieli szansę zdobyć Mur, mimo odsieczy Stannisa? No to teraz masz realną szansę się sprawdzić.  Właśnie mija pół roku od ukazania się figurkowej gry A Song of Ice and Fire wydawnictwa Cool Mini or Not, a że ja od miesiąca jaram się tą grą jak flota Stanisa nad Czarnym Nurtem, to dziś napiszę kilka słów o co chodzi i z czym to się je.

Co to jest gra bitewna?

Figurki żołnierzy, rycerzy itp. towarzyszyły ludziom od dawna, czy to jako zabawki, czy to w sztabie wojskowym do odzwierciedlenia sytuacji na polu bitwy. I tak by pewnie zostało, aż ktoś kiedyś wpadł na pomysł, by oprzeć na tym grę – a miało to miejsce pod koniec XVIII wieku. Na makietach wystawiano figurki reprezentujące oddziały i… jakoś się w to grało. Dokładnie ciężko powiedzieć jak.

Rozrywka dla dżentelmena. Tu na przykład bawi się pan H.G. Wells, słynny pisarz science-fiction.

Na dobrą sprawę dopiero w latach 80. XX wieku zaczęły powstawać komercyjne gry bitewne. Trudno znaleźć kogoś, kto nigdy nie zetknął się na przykład z Warhammerem, jedną z pierwszych gier, które dobrze się przyjęły (Warhammer istnieje i jest rozwijany do dziś, aczkolwiek większość ludzi zna nie tyle grę bitewną, co filmy, książki, komiksy i gry wideo, które toczą się w realiach tego świata). Ówczesne gry bitewne były toporne, często skomplikowane, a balans rozgrywki był częścią modelu biznesowego (i często jest tak do dziś ;)).

Parę słów o mechanizmie zabawy. W grze bitewnej rozstawiasz na stole pole bitwy, rozkładasz makiety terenów i wreszcie wprowadzasz swoje oddziały, aby sprawdzić, kto lepiej poprowadzi swoich ludzi do zwycięstwa. Każdy tytuł jest nieco inny. W jednej grze masz figurek pięć, w drugiej sto; w jednej figurka reprezentuje pojedynczego żołnierza, w innej całą brygadę. Jednostki mają swoje statystyki i umiejętności, a o tym, czy jakaś akcja się powiodła, decydują rzuty kostkami. Można powiedzieć, że to taka planszówka, ale bez planszy, za to z makietami.

Same figurki, zwykle metalowe lub plastikowe, są najczęściej niepomalowane i wymagają złożenia. Masz doświadczenia z Małym Modelarzem? To w sam raz. No i dobrze, z grubsza wiadomo już o czym mowa, więc wracamy do meritum.

A Song of Ice and Fire – Tabletop Miniatures Game

Sam bawię się w gry figurkowe od lat, przeszedłem przez różne systemy – bombardowałem planety, wspierałem natarcia czołgów na Łuku Kurskim, odpierałem szwedzkie wojska spod murów Warszawy i plądrowałem krasnoludzkie skarbce – ale to, co trafiło w moje ręce miesiąc temu, powaliło mnie na łopatki. Jak zrobić dobrą grę? Powinna być prosta i mieć ładne figurki. Musi być zbalansowana, angażująca i najlepiej jakby nie trzeba było rezerwować czterech godzin na rozgrywkę. W figurkowej Grze o Tron mamy to wszystko!

Mamy więc fajne figurki, zasady bardzo proste (skondensowane miałyby może dwie kartki), oddziały dobrze wyważone, a bitwę można rozegrać nawet w godzinę!

Zawartość startera dla dwóch osób Stark vs Lannister – jak widać figurki są złożone, ale niepomalowane. Starter zawiera też tereny 2D i wszystkie akcesoria do gry potrzebne.
Konkrety

Na chwilę obecną mamy dostępne cztery frakcje do gry: Lannisterów, Starków, Nocną Straż i Dzikich – na horyzoncie już widać wojska Baratheonów. Decydując się na grę konkretną frakcją, wybieramy jednocześnie pewien styl gry. Starkowie są idealni dla śmiałych dowódców dokonujących finezyjnych szarż, Nocna Straż będzie idealna dla kogoś lubiącego świetnie wyszkolone oddziały, Lannisterowie to armia nie tyle defensywna, co reagująca na ruchy przeciwnika, a Wolnych Ludzi a.k.a. Dzikich powinien prowadzić ktoś, kto wie, że zwycięstwa nie zdobywa się bez strat własnych. Każda “nacja” ma dostęp do swoich własnych jednostek i z nich budujemy armie, które pójdą do bitwy. Oprócz żołnierzy dysponujemy politykami – to fabularne postacie, których akcje pomagają na polu bitwy. Wyznaczamy też dowódców, którzy nie tylko będą wydawać rozkazy, ale swoim usposobieniem będą de facto determinować nasz styl gry. I rzeczywiście – to, czy generałem w bitwie będzie Tyrion, czy Gregor Clegane, zmienia całkowicie podejście nawet do kompozycji armii. Wszystkie te elementy mają swój koszt punktowy i rozgrywając z kimś bitwę ustalamy, ile punktów ma być warta nasza armia. Bardzo fajnym rozwiązaniem jest aplikacja War Council na telefon, oraz strona ASOIAF Builder, na której możecie sobie obejrzeć wszystkie oddziały i pokombinować, jak zestawić wojska i kogo wysłać do uprawiania polityki.

Figurki Nocnej Straży z bliska.
Jak zacząć?

Aby rozpocząć swoją przygodę, należy zakupić starter. W starterze są zwykle cztery oddziały wybranej frakcji, wszelkie karty taktyki, jednostek i polityków, oraz rozmaite żetony i makiety terenów 2D. Taki starter pozwala złożyć armię 30-punktową. Jeśli chcielibyśmy rozszerzyć swoje możliwości, dokupujemy kolejne pudełka oddziałów lub bohaterów. A jak masz więcej wojsk, to dopiero zaczyna się rozkminianie! Czy lepiej sprawdzą mi się Halabardnicy, czy Kusznicy? Czy posiłkować się Poborowymi w Nocnej Straży, czy zaufać, że świetnie wyszkoleni Weterani zrobią swoje? W końcu, czy przeciwnik wystawi tylko dwa Giganty w swojej armii, czy więcej, i jak z nimi walczyć? A jak już to ustalisz, to i tak wrócisz do problemu, czy armią dowodzić ma Eddard, czy Robb, i czy w takim wypadku nie wystawić Łuczników zamiast piechoty Tullych.

A potem na polu bitwy i tak wszystko weźmie w łeb, bo przeciwnik zagra inaczej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Mówię Wam – dawno się tak dobrze nie bawiłem! Właśnie dziś na warszawskim Comic-Conie odbywa się turniej, a ja od tygodnia siedzę i rozmyślam, czy armia z dwoma oddziałami kawalerii to dobry pomysł.

Jeszcze więcej figurek – to Dzicy.
Hehe… ale za ile to i dlaczego tak drogo?

I dochodzimy do ostatniej kwestii – kosztów. Żeby zacząć się bawić, trzeba kupić starter. Cena takiego startera to około 300 złotych za frakcję (starter Starków i Lannisterów jest wspólny i kosztuje około dwa razy tyle). Jeśli chcemy dokupić sobie nowy oddział, to trzeba się liczyć z kosztem 140 złotych. Jak na standardy gier bitewnych nie jest to bardzo dużo, ale nie jest też mało. Startery są tańsze w tym porównaniu (gdybyśmy chcieli kupować oddziały ze startera oddzielnie, zapłacilibyśmy dwa razy więcej), ale też ich zadanie to wciągnąć w hobby. Ja mogę tylko powiedzieć, że warto. Figurek sklejać nie trzeba, malowanie jest opcjonalne, a gra dostarcza świetnej zabawy. Polecam gorąco!

PS. Jeśli jesteście zaciekawieni samą grą, to dajcie znać. Planuję napisać pokrótce o każdej frakcji, a jak dobrze pójdzie, to i jakieś raporty bitew nagram i wrzucę na youtuba.
PPS. No i możemy z radością ogłosić, że forum FSGK (to super-tajne, które znajdziecie TUTAJ) będzie gospodarzem dla sporej grupy stałych graczy w ASOIAF. Jeśli chcecie dołączyć, szukacie porad, albo chcielibyście wziąć udział w organizowanych przez nas spotkaniach, to serdecznie zapraszamy!

-->

Kilka komentarzy do "Ja bym się nie dał pobić w Szepczącym Lesie, czyli jak zostać dowódcą z Gry o Tron"

  • 1 czerwca 2019 at 13:20
    Permalink

    Całość wygląda świetnie!
    Czyli ile trzeba wydać mnie więcej żeby płynnie grać i przyjmować różne strategie?

    Reply
    • 1 czerwca 2019 at 21:11
      Permalink

      Zależy. W starterze masz około 30 punktów i w ramach tego masz już pewną swobodę. Najczęściej grany format to jednak 40, a co za tym idzie przydałoby się dokupić minimum dwa jakieś pudełka. I o ile cena zaczyna już zbliżać sie do 600zł, to przecież nie ma konieczności wydawać tych pieniędzy jednorazowo. Ale zanim kupisz, to warto sprawdzucy, czy gdzies w okolicy nie ma sklepu/klubu, w którym ktoś zapoznałby Cię z grą.

      Reply
  • 1 czerwca 2019 at 19:36
    Permalink

    Mmm chętnie bym spróbował, ale nie znam nikogo w mojej okolicy kto się tym tak jara jak ja. Ewentualnie można przez kamerkę ale to nie to samo : /

    Reply
    • 1 czerwca 2019 at 21:13
      Permalink

      Przez kamerkę nie da rady, grasz na stole, więc musisz fizycznie sie spotkać, ale jesli masz znajomych, z którymi spotykasz się na jakieś planszówki, to możesz spróbować z nimi. Bie trzeba być fanem Gry o Tron, żeby grać w grę.

      Reply
  • 1 czerwca 2019 at 19:38
    Permalink

    Można kiedyś zrobić rpga w świecie Gry o Tron. Co ty na to redakcjo? (Mam na myśli takiego jak na kanale Baniak Baniaka).

    Reply
    • DaeL
      2 czerwca 2019 at 11:33
      Permalink

      Przypuszczam, że to by było trudne do przeprowadzenia z powodu liczby zainteresowanych 🙂 Poza tym ja mam bardzo małe doświadczenie w papierowych RPG-ach.

      Reply
  • 2 czerwca 2019 at 12:31
    Permalink

    Jak Joe Cool weźmie na siebie funkcję Baniaka, to można jakoś spróbować

    Reply
  • 2 czerwca 2019 at 15:32
    Permalink

    Myślę że moglibyśmy spróbować jak zbiorą się chętni, zbliżają się wakacje mamy wolny czas a sesje mogłyby by być raz w tygodniu. Wszyscy chętni pisać tutaj to będziemy mogli zrobić discorda. Ewentualne wielka wspólna gra w CK 2 na modzie a game of thrones roleplayując. Piszcie propozycje 🙂

    Reply
  • 3 czerwca 2019 at 10:45
    Permalink

    Co do bitewniaka A Song of Ice and Fire – Tabletop Miniatures Game to zastanawiam się nad żywotnością tytułu. Z jednej strony wydanie gry w momencie, gdy serial powoli się kończy (premiera coś była przy okazji/tuż po siódmym sezonie) to strzał w stopę.
    Z drugiej strony system jest nad wyraz popularny (osobiście gram w Warhammera 40 000 ale w klubie mamy od groma systemów bitewnych i z tych “mniejszych” GOT radzi sobie kapitalnie).
    Z trzeciej strony podobny w założeniach (bo opierający się na popularności filmów) system z Władcy Pierścieni (a obecnie Hobbita) też sobie radził przez wiele lat więc może coś w tym być.
    To co mnie smuci to stosunkowo powolne wprowadzanie nowych frakcji – chętnie wystawiłbym Oberyna z dornijskimi włócznikami (i włóczniczkami) 😉

    Inna rzecz, że jak na realia bitewniaków GoT jest relatywnie tani i prosty do wejścia bo można już się bawić samym starterem we dwie osoby.

    Reply
    • 3 czerwca 2019 at 22:14
      Permalink

      No nie wiem… mam wrażenie, że nie masz racji w zasadzie w każdym zdaniu do połowy wypowiedzi.
      Żywotność tytułu… no sorry, każda gra zdycha. A jak już zdechnie, to wydawca, o ile ma pomysł na zarabianie, robi najczęściej nową edycję. Znasz to właśnie z wh40k, popatrz na AoS, popatrz na FoW. A co bardziej istotne serial się może skończył, ale dlaczego w pierwszej kolejności powstał? Bo książki były świetne i wiele osób znało ten świat przed serialem – dzięki serialowi ten świat stał się jeszcze bardziej popularny (może nawet bardziej popularny niż warhammery).
      Dalej, jak wspomniałem systemy zdychają. Mam na półkach armię do Konfrontacji, do AT-43, a u kolegi okręty do Battlefleet: Gothic. To że system kiedyś może umrzeć, to nie powód, żeby się nim zainteresować. Czy nie kupisz sobie jakiejś gry komputerowej, bo za 8 lat zamkną ostatni serwer umożliwiający grę, albo po zmianie systemu operacyjnego za 15 lat gra nie będzie się uruchamiać?

      I doszliśmy do drugiej połowy wypowiedzi. Też bym wystawił Martelli. I starterami już można fajnie pograć. W tej grze jest świetne, że zmieniasz tylko dowódcę i masz wrażenie jakbyś zmienił armię 😉

      Reply
  • 4 czerwca 2019 at 09:26
    Permalink

    “Żywotność tytułu… no sorry, każda gra zdycha. A jak już zdechnie, to wydawca, o ile ma pomysł na zarabianie, robi najczęściej nową edycję. Znasz to właśnie z wh40k, popatrz na AoS, popatrz na FoW.”

    Prawda, tylko pytanie czy wydawca pójdzie tą drogą czy raczej skończy się inaczej (jak np. Warzone). Wprawdzie w portfolio wydawcy jest więcej rzeczy więc jego kondycja nie zależy tylko jednego produktu co daje spore nadzieje. Niemniej ciągle nie mogę się oprzeć wrażeniu, że hype na GoT bardzo mocno wyhamuje, a co za tym idzie liczba nowych graczy zmaleje.
    Oczywiście możliwe, że GoT osiągnie status LotR i będzie popularny 15 lat po serialu, ale na to musimy poczekać.

    ” To że system kiedyś może umrzeć, to nie powód, żeby się nim zainteresować. Czy nie kupisz sobie jakiejś gry komputerowej, bo za 8 lat zamkną ostatni serwer umożliwiający grę, albo po zmianie systemu operacyjnego za 15 lat gra nie będzie się uruchamiać?”

    Każdy ma swój, nazwijmy to, próg tolerancji dla takich rzeczy. Ja m.in. z tego powodu ciągle waham się nad wejściem w Dust, który ostatnio ruszył z kopyta bo obawiam się, że w ciągu 3-4 lat ta gra zostanie zaorana. Gdy wchodziłem w 40-tkę to nie brałem pod uwagi takich rzeczy, ale teraz cieszę się że za moim bitewniakiem stoi tak duża firma (ze wszystkimi wadami takiego rozwiązania).

    Wracając, najbliższy rok myślę że będzie bardzo ważny. Jeżeli system utrzyma popularność po zakończeniu emisji serialu to super. Jeżeli pojawią się spin offy/wyjdzie nowa książka – jeszcze lepiej.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków