Eneida Aenara (część 1): Wprowadzenie

Jako obrazka wyróżniającego użyto obrazu Zniszczenie Pompejów i Herkulanum (The Destruction of Pompeii and Herculaneum) Johna Martina (1789 – 1854). Wikimedia Commons.

***

Valyria, Rok 126 p.P. 

Gdy po mieście rozeszła się nowina, że jeden z rodów smoczych lordów opuszcza stolicę, w całej Valyrii poszły w ruch języki. Tego dnia na ulicach bez wątpienia można było usłyszeć niejedną kpinę pod adresem głowy tej rodziny. Niektórzy zadawali sobie niepozbawione podstaw pytanie, czy lord posiadacz postradał rozum. Jak inaczej wytłumaczyć sobie w jaki sposób wpadł na tak niedorzeczny pomysł? Opuścić Starą Valyrię, najwspanialsze miasto jakie kiedykolwiek istniało? Porzucić rozkosze Krain Długiego Lata? Dobrowolnie zrezygnować z wpływu na polityczne rozgrywki w radzie i zarządzanie niezliczonymi ziemiami wchodzącymi w skład Włości? Czyste szaleństwo.

Gdyby chodziło przynajmniej o objęcie urzędu archonta w którejś z bardziej lukratywnych prowincji… (oczywiście, takie zaścianki jak Essaria na granicy z królestwem Sarnoru albo Gogossos na Przylądku Bazyliszkowym nawet nie wchodziły w grę w przypadku smoczego lorda, zarządzanie taką kolonią nie zadowoliłoby nawet szanującego się lorda posiadacza nieposiadającego smoków). Gdyby to była kolonia taka jak Tyria, Mantarys, Elyria albo chociaż Mhysa Faer albo Aquos Dhaen…

Jednak tutaj – o ile można pokładać wiarę w tak cudacznych plotkach – chodziło o coś po tysiąckroć mniej logicznego. O przeprowadzkę całego rodu na jakieś odlegle odludzie na samych peryferiach valyriańskiej strefy wpływów, na ponurą wysepkę położoną w zatoce u ujścia jednej z rzek zacofanego kontynentu znanego jako Westeros, gdzie niezliczeni drobni królowie toczyli nieustannie nic nieznaczące wojenki o granice prymitywnych państw. Wiele lat wcześniej, nim Włości zdołały podporządkować sobie niemal wszystkie tereny pomiędzy Wąskim Morzem a odległym łańcuchem Kości na dalekim wschodzie, jakiś nieroztropny awanturnik dotarł na tą właśnie wysepkę i nie wiedzieć czemu postanowił wznieść tam cytadelę równie niemiłą dla oka jak owa samotna skała ciśnięta gdzieś pośrodku morza, zupełnie nieporównywalną z pięknymi pałacami, rezydencjami i wieżami o płaskich wierzchołkach w sercu Valyrii.

Niektórzy komentujący przedziwną decyzję przywódcy rodu smoczych lordów przypominali sobie, że w tej samej okolicy zamieszkuje pewien pomniejszy valyriański ród, Velaryonowie. Cóż, oprócz czterdziestu potężnych rodów władających smokami i rodów, które wprawdzie nie posiadały ani jednego z tych zwierząt, lecz były bogate i potężne, dzięki czemu zaliczane były w poczet lordów posiadaczy, Włości zamieszkiwały również niezliczone drobne rody, które stanowiły klientów bardzie znaczących sąsiadów, lub osiedlały się w założonych niegdyś przez Valyrię koloniach, które cieszyły się tym przywilejem, że rządziły się same, w przeciwieństwie do miast gdzie władali przysłani ze stolicy archontowie.

***

Saanowie, Haenowie, Rogarre’owie, Celtigarowie, Velaryonowie… Po pomniejszych rodach takich rzeczy można się spodziewać… ale po jednej z czterdziestu rodzin smoczych lordów? Zgoda, ten ród nigdy nie należał do najbardziej wpływowych. Ale w końcu smoczy lord to smoczy lord. Powinien mieć jakieś poczucie godności.

A może przeprowadzka to skutek tchórzostwa? Nie byli w stanie konkurować z rywalami, więc ze strachu usuwają się w cień, licząc na to, że zostaną pozostawieni w spokoju? Być może o to właśnie im chodzi. W takim razie to ich koniec. Choćby trwali sobie na tej dalekiej wysepce przez pięć tysięcy lat, na zawsze stracą pozycję i znikną z kart historii. Czego godnego uwagi mogą dokonać w takim miejscu, na jakimś kontynencie barbarzyńców, którzy wojują jedni z drugimi w bezkresnych lasach? To całe Westeros to miejsce bez perspektyw. Tak, bez wątpienia, to tchórzostwo i kapitulacja. Może nasz smoczy lord zaplątał się w jakieś intrygi w radzie Włości, przeliczył się i przegrał?

Joseph Wright of Derby (1734 – 1797), “A view of Vesuvius from Posillipo, Naples” (Wikimedia Commons)

To prawda, od jakiegoś czasu słyszało się na forum różne dziwne pogłoski, coś o jakiejś przepowiedni, czy raczej wizji… zupełnie niedorzeczne wróżby. Zagłada Valyrii? Co za nonsens. Pokonaliśmy Ghis, Rhoynarów, Andalowie uciekli przed nami na ten zachodni ląd, Sarnorczycy nie potrafią się nam przeciwstawić, z Yi Ti mamy dobre relacje… W całym znanym świecie nie ma nikogo, kto byłby w stanie nam zagrozić. Valyriańska cywilizacja jest bez wątpienia najwspanialsza na całym świecie. Kto może poszczycić się takimi osiągnięciami, tak rozległy terytorium, tak doskonałym ustrojem. A przede wszystkim taką potęgą, setkami smoków. Nie, te pogłoski są stanowczo przesadzone.

Czyli, sprawa jest jasna. Nasz smoczy lord albo ma nie po kolei w głowie, albo jest zwykłym tchórzem. Widziałem zresztą, jak ktoś nabazgrał na murze ich rezydencji glifami różne obraźliwe sentencje. Jeśli o mnie chodzi, to po prostu stracił czas, w końcu rezydencja jest już sprzedana, a poprzedni właściciel już tam nie wróci. Widziałem go nawet jakiś czas temu na nabrzeżu, rozmawiał jednym z tych Velaryonów, od których wypożyczył statki. Kręcili się tam też jego krewni, niewolnicy i klienci. Chyba widziałem Qoherysa i Celtigara. A zresztą, robi się zbyt gorąco, nawet jak dla mnie. Wracam do pałacu, muszę się trochę odświeżyć. Po południu muszę być na radzie, a wieczorem Aurion zaprosił mnie na ucztę. Ma wystąpić pieśniarz, wiesz, ten który dopiero co przybył z Volantis. Jego ballada o podróży Jaenary Belaerys i Terraxa jest podobno wzruszająca. Jeśli chcesz poznać moje zdanie, to po prostu podlizuje się lordowi Belaerysowi. Zawsze mówiłem, że jest sprytny. No, i ambitny. Ale dość już o tym. Trzeba odpocząć. To będzie długa noc, u Auriona uczty zawsze się przeciągają.

***

W porcie, obok jednej z cumujących velaryońskich galer bohater rozmów tak licznych czcigodnych valyriańskich obywateli spoglądał na miasto. Wszystko było gotowe do drogi. Dzieci, kuzyni, bracia, siostry, wszyscy dalsi krewni, klienci, strażnicy, słudzy i niewolnicy zostali zaokrętowani na pokładach okrętów niezbyt licznej floty. W wodach zatoki odbijało się pięć smoków, również gotowych do drogi. Na jednym z nich miał polecieć on sam, jak przystało na smoczego lorda. Najmniejszy – który otrzymał imię Balerion – wykluł się stosunkowo niedawno i nie dorównywał rozmiarami starszym smokom. Jeszcze. Kto wie, może kiedyś stanie się równie duży jak straszliwa bestia Auriona.

Wydał sygnał do wypłynięcia, po czym przywołał swojego wierzchowca, usadowił się w siodle, przypiął się pasami i łańcuchami do siodła. I wzniósł się w górę, ponad wszystkie wieże, pałace, rynki, targi i rezydencje Starej Valyrii. Patrząc ponad tym wszystkim na zachód, lord Aenar Targaryen zastanawiał się, czy podjął właściwą decyzję. Nie po raz pierwszy, i nie po raz ostatni podczas długiej drogi na Smoczą Skałę.

***

Joseph Wright of Derby (1734 – 1797), “Vesuvius from Portici” (Wikimedia Commons)

Powyższy nieco fabularyzowany opis opuszczenia Valyrii przez ród Targaryenów miał na celu wprowadzenia Czytelnika w tematykę niniejszego tekstu. Będzie on opowiadał właśnie o Aenarze Targaryenie i jego losach, a przede wszystkim o tym, co stanowiło dla George’a R.R. Martina inspirację przy tworzeniu tej postaci i jej historii. To jednak nie wszystko. Mam nadzieję, że zdołam Was przekonać, że Aenar jest zaledwie jedynym, najbardziej oczywistym, z nawiązań do pewnego niezwykle ważnego utworu literackiego. Chciałbym również pokazać bogactwo świata stworzonego przez George’a, a także nieprzemijającą wartość jednego z dzieł, do których nasz autor się odwołuje.

Nim to nastąpi, pozwolę sobie przytoczyć opis dziejów Aenara Targaryena pochodzący ze Świata Lodu i Ognia:

W żyłach Targaryenów płynęła czysta krew Valyrian, smoczych lordów ze starożytnego rodu. Dwanaście lat przed Zagładą Valyrii (114 p.P.) Aenar Targaryen sprzedał swe ziemie we Włościach i w Krainach Długiego Lata, po czym przeniósł się z całym swym bogactwem, wszystkimi żonami, niewolnikami, smokami, braćmi, siostrami i kuzynami na Smoczą Skałę, posępną wyspiarską cytadelę zbudowaną u stóp dymiącej góry na wąskim morzu. (…)

Targaryenowie z pewnością nie zaliczali się do najpotężniejszych rodów smoczych lordów i rywale uznali ich ucieczkę za kapitulację oraz dowód tchórzostwa. Jednakże dziewicza córka lorda Aenara, późniejszym znana jako Daenys Marzycielka, przewidziała, że Valyrię zniszczy ogień. Gdy po dwunastu latach Zagłada rzeczywiście nadeszła, ze wszystkich smoczych lordów ocaleli jedynie Targaryenowie.

Chciałbym w tym miejscu wyjaśnić pewną kwestię, która dla części polskich czytelników dzieł George’a R.R. Martina jest niejasna, a mianowicie datowanie opuszczenia Valyrii przez Targaryenów i Zagłady Valyrii. U źródeł wszelkich wątpliwości na ten temat leży pewien drobny błąd, który wkradł się do polskiego wydania pierwszego tomu opublikowanego jesienią 2018 roku Ognia i krwi. Otóż w części pierwszej tej książki (anglojęzyczny Fire and Blood, Volume One został w Polsce podzielony na dwie części), w rozdziale Podbój Aegona, na stronie 10, można przeczytać, iż “Dwanaście lat przed Zagładą Valyrii (414 p.P.) Aenar Targaryen sprzedał swe ziemie we włościach (…)”. Właśnie to zdanie sprawiło, że część fanów uznała, że Targaryenowie przenieśli się na Smoczą Skalę w roku 426 przed Podbojem, zaś Zagłada przyszła na Valyrię w roku 414. Jednakże, oryginalna wersja tego fragmentu z Fire and Blood brzmi następująco: “Twelve years before the Doom of Valyria (114 BC), Aenar Targaryen sold his holdings in the Freehold (…)”. Rok 114 jako datę upadku valyriańskiego państwa podaje również Świat Lodu i Ognia. Najprawdopodobniej w polskim tekście znalazł się przypadkowy błąd, zamiast jedynki na miejscu setek pojawiła się czwórka.

Zresztą, upłynięcie ponad 400 lat pomiędzy Zagładą i rozpoczęciem Podboju jest niemożliwe choćby z tego względu, że znamy wszystkich lordów Smoczej Skały władających wyspą przed Aegonem Zdobywcą. Pierwszym z nich był oczywiście sam Aenar Targaryen. Po jego śmierci głową rodu został lord Gaemon Targaryen, brat i mąż Daenys Marzycielki. Następcą Gaemona były jego dzieci, Aegon i Elaena, którzy rządzili wspólnie. Wiemy również, że Gaemon Wspaniały miał przynajmniej jedną córkę oprócz Elaeny, ponieważ podczas Wielkiej Rady roku 101 od Podboju pretensje do Żelaznego Tronu zgłosił potomek Gaemona w siódmym pokoleniu, pochodzący od młodszej córki syna Aenara, która wyszła za pomniejszego lorda.

Po Gaemonie kolejnym lordem wyspiarskiej cytadeli został syn Aegona i Elaeny, Maegon Targaryen. Maegon najwidoczniej zmarł bezpotomnie (lub jego dzieci zmarły przed nim), ponieważ jego następcą został brat, Aerys. Po Aerysie rządzili kolejno jego synowie, Aelyx, Baelon i Daemion (nawiasem mówiąc, fakt, że tak wielu wczesnych Targaryenów ze Smoczej Skały umiera bezpotomnie jest bardzo intrygujący – czyżby ktoś mordował ostatnich smoczych lordów i usiłował doprowadzić do wymarcia ich linii?).

Ostatni z trzech braci – Daemion – zostawił po sobie dziedzica, Aeriona Targaryena. Visenya, Aegon Zdobywca oraz Rhaenys byli synami właśnie tego Aeriona i jego małżonki, lady Valaeny Velaryon (której matka pochodziła z rodu Targaryenów). Nieślubym dzieckiem lorda Aeriona najprawdopodobniej był Orys Baratheon.

Ród Targaryenów, od Aenara do Aenysa I (Bluetiger, na podstawie “Ognia i krwi”)

Zatem, Smoczą Skałą władali następujący lordowie z rodu Targaryenów: Aenar, Gaemon, Aegon i Elaena (wspólnie), Maegon, Aerys, Aelyx, Baelon, Daemion, Aerion oraz Aegon. W takim wypadku lord Smoczej Skały rządziłby średnio przez 426: 10 = 42,6 lat, co nie jest zbyt prawdopodobne. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Maegon i Aerys, a także Aelyx, Baelon i Daemion byli rodzeństwem, upływ przeszło 400 lat staje zupełnie nierealany – trudno uwierzyć, że w tak długim okresie żyło jedynie siedem pokoleń (Aenara; Gaemona i Daenys; Aegona i Elaeny; Maegona i Aerysa; Aelyxa, Baelona i Daemiona; Aeriona; Visenyi, Aegona i Rhaenys), co daje ponad 60 lat na jedno z nich…

Nim poszukamy mitologicznego i literackiego pierwowzoru Aenara oraz innych wczesnych – jeśli chodzi o obecność tego rodu w Westeros – Targaryenów, wyjaśnię również pewne uproszczenie, na które pozwolił sobie arcymaester Gyldayn, pisząc “Gdy po dwunastu latach Zagłada rzeczywiście nadeszła, ze wszystkich smoczych lordów ocaleli jedynie Targaryenowie”. Gdybyśmy chcieli być całkowicie dokładni, należałoby powiedzieć, że Targaryenowie to jedyny ród smoczych lordów, który przetrwał burzliwy okres, który nastąpił tuż po Zagładzie, nie samą katastrofę. Wprawdzie w kataklizmie, który spadł na stolicę Włości Valyriańskich zginęły niemal wszystkie rody władców smoków, lecz ze Świata Lodu i Ognia wiemy, że garstka smoczych jeźdźców przetrwała.

Byli wśród nich nieznani z imienia i nazwiska smoczy lordowie, którzy przebywali wówczas w Tyrosh i Lys i dzięki temu uszli z życiem. Jednakże w politycznym chaosie, który nastał po nadejściu wieści o upadku Valyrii, zostali oni zamordowani, razem ze swoimi smokami, przez obywateli tych Wolnych Miast, którzy doszli do wniosku, że od tej pory będą rządzić się sami, lub doszli do wniosku, że nie warto czekać, aż smoczy lordowie postanowią odbudować swoje “imperium”, zaczynając od przejęcia władzy w ich do tej pory autonomicznych państwach-miastach. Do tej pory Wolne Miasta cieszyły się tym przywilejem, że ich obywatele mogli sami wybierać swoich rządzących, w przeciwieństwie do pozostałych miast Włości, którymi władali przysłani ze stolicy archontowie (Yandel podkreśla, że archontów wybierano spośród lordów posiadaczy i często byli smoczymi jeźdźcami).

Wydaje się, że valyriański urząd archonta to de facto dwa urzędy określane tym samym terminem – wspomniani są archontowie samej Valyrii, których wybierano spośród smoczych lordów i pozostałych lordów posiadaczy zasiadających w Radzie Włości, a także archontowie, których wysyłano do pozostałych miast (Oros, Tyria, Essaria, Bhorash, Mantarys, Tolos, Velos, Elyria, Draconys, Aquos Dhaen, Mhysa Faer, Rhyos) i podbitych ziem (Astapor, Meereen, Yunkai, Ghozai, Ghardaq, Gogossos). Archontowie Valyrii to zapewne połączenie historycznego urządu rzymskich konsulów z dyktatorami, zaś archonci kolonii i zdobytych terytoriów pełnią rolę prokonsulów zarządzających podległymi senatowi prowincjami (jak Gajusz Juliusz Cezar, któremu w roku 59 p.n.e. przyznano trzy takie prowincje: Galię Przedalpejską, Galię Narbońską oraz Ilirię).

Oprócz bliżej nieznanych smoczych lordów przebywających w Tyrosh i Lys, i oczywiście samego Aenara Targaryena i jego rodziny, Zagładę przeżył jeszcze jeden ze smoczych jeźdźców, Aurion. Niestety, nie wiemy z jakiego rodu pochodził (z nazwy znamy jedynie dwa rodu smoczych jeźdźców, Targareynów i Belaerysów. Z tego drugiego pochodziła słynna podróżniczka Jaenara, która na grzbiecie smoka Terraxa udała się w trzyletnią podróż po Sothoryos).

Liczba znanych pomniejszych rodów i rodzin valyriańskiego pochodzenia również nie jest duża: Velaryon, Celtigar, Qoherys, Saan, Rogare, Haen, Pendaerys, Dagareon, Orthys, Moraqos, Ormollen, Bazanne, Maar, Paenymion, Maegyr, Tagaros, Vhassar, Qhaedar, Staegone, Vaelaros…

Wracając do Auriona, z dzieła maestera Yandela dowiadujemy się, że w chwili nastania Zagłady, smoczy lord przebywał w Qohorze, razem ze swoim ogromnym smokiem. Gdy do miasta dotarły wieści o upadku stolicy, Aurion ogłosił się Cesarzem Valyrii, zgromadził liczącą trzydzieści tysięcy żołnierzy armię, złożoną z qohorickich kolonistów. Następnie wsiadł na swojego smoka i odleciał w kierunku Valyrii. Zbrojny zastęp podążał za nim drogą lądową. Cesarz Aurion zamierzał odbudować Włości (tym razem jako Imperium Valyriańskie), jednak tak on sam, jak jego smok i żołnierze, zniknęli bez śladu, po tym jak wkroczyli na tereny objęte Zagładą.

Co się tyczy osoby samozwańczego cesarza, w ciągu ostatnich lat stworzyłem kilka teorii na jego temat. W 2017 roku założyłem na jednym z anglojęzycznych forów wątek poświęcony Aurionowi pod tytułem The Emperor’s New Clothes (Nowe Szaty Cesarza). Zaproponowałem w nim, że to właśnie Aurion wywołał Zagładę. Jego nieobecność w stolicy w chwili, gdy zebrani byli tam niemal wszyscy smoczy lordowie jest trudna do wyjaśnienia, podobnie jak jego pobyt w Qohorze – jako Wolne Miasto, Qohor nie był rządzony przez archonta, więc Aurion nie mógł być takowym. Smoczy lordowie, którzy przebywali w Lys i Tyrosh są znacznie mniej podejrzani – w końcu Lys stanowiło malowniczy nadmorski kurort, w którym smoczy lordowie i inni valyriański szlachcice odpoczywali od zgiełku i intryg stolicy, z kolei Tyrosh było ważną placówką militarną, umożliwiającą sprawowanie kontroli nad Stopniami, a później przede wszystkim handlową – to właśnie tam wytwarzano tyroshijską purpurę, barwnik, który szczególnie upodobała sobie valyriańska arystokracja. Aurion ze swoim Qohorem i podejrzanie szybko zebraną armią jest bardziej intrygujący.

Spekulowałem wówczas, że Aurion był szaleńcem w rodzaju Krwawnikowego Cesarza (do którego nawiązuje jego tytuł, nieznany w Valyrii, która nie była imperium) czy Eurona, gotowym na spowodowanie tak wielkiego kataklizmu dla osobistych korzyści. Imię “Aurion” zdaje się pochodzić od łacińskiego aurum, złoto (dlatego złoto jako pierwiastek ma symbol Au). Wprawdzie kilka dni temu Isobel Harper z anglojęzycznego fandomu zasugerowała, że imię Aurion pochodzi od pojawiającego się w greckim tekście Nowego Testamentu αὔριον (aúrion, jutro), jednak nadal sądzę, że GRRM wykorzystuje raczej do pierwsze znaczenie. Podobno można również natrafić na imię Aurion jako wariant Oriona.

Moim zdaniem, imię Euron z Pieśni Lodu i Ognia to Euron jako zanglicyzowane imię z języka średniowalijskiego, pochodzące od wyrazu eur (złoto, z tego co udało mi się ustalić, w dzisiejszym walijskim złoto to aur). Bliżej nieznana postać o imieniu Euron zostaje wspomniana w znanym poemacie Cad Goddeu (Bitwa drzew), w którym dużą rolę odgrywa również bohater nazywany Branem, zaś George R.R. Martin może znać ten utwór z książki Roberta Gravesa Biała bogini (GRRM przyznał kiedyś, że postać Stannisa Baratheona jest w pewnej mierze wzorowana na kreacji Tyberiusza Cezara w serialu Ja, Klaudiusz z 1976 roku, na podstawie powieści właśnie Gravesa). 

W każdym razie, sugeruję, że postaci takie jak Aurane Waters, Aurion i Euron Greyjoy są oparte na tym samym archetypie, Krwawnikowym Cesarzu, megalomanie, który wywołuje chaos, by zdobyć władzę. Co ciekawe, sam Krwawnikowy Cesarz jest w znacznym stopniu oparty na postaci ostatniego króla Numenoru – uzurpatora Ar-Pharazôna Złotego – z dzieł J.R.R. Tolkien (o wpływie Numenoru na PLIO pisałem bardzo wiele, lecz niestety głównie w języku angielskim. Mam nadzieję, że już wkrótce te teorie i analizy będą również dostępne po polsku).

W teorii z 2017 roku zastanawiałem się, czy Aurion spowodował Zagładę Valyrii, lecz podobnie jak Krwawnikowy Cesarz, który według legend wywołał Długą Noc, przeliczył się i rozmiary sprowadzonej przez niego klęski całkowicie przerosły jego oczekiwania.

Podejrzewałem, że Aurion wynajął Ludzi Bez Twarzy w celu wywołania kataklizmu, który w jego zamyśle miał usunąć stojących mu na drodze do władzy pozostałych smoczych lordów i pozwolić na stworzenie Imperium Valyriańskiego, oczywiście pod jego przywództwem. Za źródło funduszy samozwańczego cesarza uznałem sprzedaż miecza z valyriańskiej stali, który kupujący Lannisterowie nazwali Jasnym Rykiem – wiemy, że rodowy oręż wszedł w ich posiadanie w ciągu ostatniego stulecia przed Zagładą Valyrii, nie jest jednak określone, czy było to na przykład 80 lat wcześniej, czy może 5 lub mniej. Maester Yandel stwierdza, że król Casterly Rock dał w zamian za Jasny Ryk taką ilość złota, że można by za nie wynająć lub wystawić całą armię. Ciekawe, że akurat taką armią dysponował Aurion tuż po Zagładzie…

Możliwe, że to właśnie o związki Auriona z Lannisterami i rolę ich złota w opłaceniu jego wojsk i Ludzi Bez Twarzy chodziło w przepowiedni, według której “złoto Casterly Rock” miało być zgubą Valyrii – przepowiednia może jednocześnie mówić o początku upadku cywilizacji Valyrian, Zagładzie, i o epilogu tego wielowiekowego procesu, chwili, gdy Ser Jaime Lannister przebił ostatniego smoczego króla Westeros mieczem pozłacanym złotem z kopalń Casterly Rock.

Podejrzewałem również, że zbroja, którą w jednej ze scen rozdziału-zapowiedzi Wichrów zimy ma na sobie Euron Greyjoy to właśnie zbroja w której Aurion wleciał na ziemie objęte skutkami Zagłady. Znacznie później, niedawno temu, zastanawiałem się, czy to możliwe, że gdy Balerion zniknął z córką Jaehaerysa i Alysanne, Aereą, i prawdopodobnie udał się do ruin Valyrii, to właśnie zdziczały (i być może w jakiś sposób przemieniony) smok Auriona, znacznie starszy od Czarnego Strachu, tak pokiereszował Baleriona, który wrócił do Królewskiej Przystani z poważnymi ranami. Bestia Auriona była opisywana jako “wielki smok” (ang. great dragon) w opisie wydarzeń z roku 114 przed Podbojem, w roku 55 od Podboju – 169 lat później – mógłby być tak wielkich rozmiarów, że byłby w stanie pokonać w walce nawet Baleriona.

Obecnie nie jestem tak przekonany do powyższych przypuszczeń, jak w chwili, gdy o nich pisałem. Sądzę jednak, że nawet jeśli nie są poprawne, przynajmniej niektóre elementy tych teorii są zgodne z prawdą i były w zamierzeniu autora. Doszedłem również do wniosku, że przy okazji tekstu o opuszczeniu Valyrii przez Targaryenów warto przedstawić polskim Czytelnikom także te rozważania.

***

Wracając do Aenara Targaryena, nasz Wygnaniec wykazuje silne podobieństwo do bohatera znanego i cenionego dzieła literackiego, a mianowicie Eneasza, tytułową postać EneidyWergiliusza. Pozwolę sobie powiedzieć tutaj kilka słów o samym utworze i jego fabule. Ograniczę się oczywiście do najważniejszych wiadomości, tak by Czytelnik mógł przypomnieć sobie lub poznać pewne istotne fakty, i w ten sposób mógł powiedzieć, że odniósł jakąś korzyść z przeczytania niniejszego tekstu, nawet jeśli przedstawione teorie i analizy nie przypadną mu do gustu. Na wstępie zaznaczę jednak, że nie jestem znawcą tej tematyki, więc wiele informacji czerpię z opracowania autorstwa Stanisława Stabryły, dołączonego do jednego z polskich wydań Eneidy w przekładzie jezuity ks. Tadeusza Karyłowskiego (1882 – 1945).

Eneidę przeczytałem po raz pierwszy, i jak do tej pory – jedyny, w grudniu ubiegłego roku, po części w związku z przygotowaniami do matury z języka polskiego (poziom rozszerzony), a po części z powodu chęci zbadania, czy pewna teoria, którą stworzyłem kilka miesięcy wcześniej, okaże się prawdopodobna. To chyba ten drugi powód odegrał większą rolę. Kilka miesięcy wcześniej, na podstawie mojej – dość ogólnikowej – wiedzy na temat eposu, sformułowałem pewną teorię dotyczącą Pieśni Lodu i Ognia. Nosiłem się z zamiarem napisania eseju na ten temat, jednak uważałem, że powinienem z tym poczekać do czasu, gdy przeczytam całość utworu – pisząc na podstawie streszczeń lub raczej przypadkowych wiadomości z innych źródeł mógłbym się bardzo łatwo pomylić.

Na szczęście, w grudniu 2018 roku nadarzyła się okazja i przeczytałem dwanaście ksiąg rzeczonego eposu. Z radością mogłem stwierdzić, że nie tylko moja pierwsza teoria była jak najbardziej prawdopodobna, lecz również, że w dziełach George’a R.R. Martina takich wpływów jest więcej.

Na podstawie wszystkich tych przemyśleń i notatek powstał mój grudniowy esej, ostatni z czterech odcinków cyklu Kalendarz adwentowy 2018 (to seria, którą od dwóch lat prowadzę w okresie Adwentu na swoim blogu – w pierwszej odsłonie z grudnia 2017 każdego dnia wstawiałem krótki post zawierający jedną teorię lub analizę, w kolejnej ograniczyłem się do czterech postów publikowanych w niedzielę – były to jednak bez porównania dłuższe teksty). Artykuł, który czytacie w tej chwil powstał na podstawie tego tekstu, choć pewne elementy zostały dodane, a inne nieco zmienione. Jest to jednak cały czas ta sama teoria, a raczej analiza.

Przejdźmy zatem do Eneidy, którą bez wątpienia można uznać za jeden z najistotniejszych utworów w dziejach literatury europejskiej, a zapewne również światowej.

Jej autorem jest jeden z najwybitniejszych, jeśli nie najwybitniejszy, poeta starożytnego Rzymu, Wergiliusz (Publius Vergilius Maro), żyjący w latach 70 – 19 p.n.e. Drogę do sławy i uznania utorowały mu sielankowe Bukoliki (Eklogi), dzięki którym talent artysty zauważył słynny Gajusz Cilniusz Mecenas, obejmujący patronatem licznych twórców, wśród których był także Horacy. Mecanas był doradcą Oktawiana Augusta, który również docenił Wergiliusza. Dzięki temu wsparciu poeta uchronił się przed biedą i mógł pisać bez obaw o swoją sytuację finansową. To w tym okresie powstał poemat Georgiki, oraz oczywiście sama Eneida. Dzieła Wergiliusza doceniali również ludzie późniejszych epok, z których najsłynniejszym był Dante, który cenił rzymskiego poetę tak bardzo, że uczynił z niego “swojego” przewodnika po Piekle i niemal wszystkich tarasach Czyśćca w Boskiej komedii.

Jean-Baptiste Wicar (1762 – 1834), Virgile lisant l’Énéïde devant Auguste et Livie (Wergiliusz czytający Eneidę Augustowi i Liwii). Wikimedia Commons.

Z osobą Wergiliusza wiąże się również pewna ilość opowieści ludowych, w których poeta został zamieniony w magika-cudotwórcę. Według niektórych badaczy skutkiem tych legend jest zauważalne to dziś (zwłaszcza w kręgu anglojęzycznym) zmienianie imienia Wergiliusz (ang. Vergil) na Wirgiliusz (ang. Virgil) – podobno postrzeganie poety jako czarodzieja doprowadziło do błędnego wniosku, że jego imię pochodzi od słowa virga(magiczna różdżka), czego wynikiem jest niepoprawna pisownia. W średniowieczu Wergiliusza uznawano również za pewnego rodzaju proroka-wieszcza, gdyż w jednym z jego utworów (Ekloga IV) dopatrywano się przepowiedni o narodzinach Jezusa.

Eneida, chyba najszerzej znane dzieło poety, powstawała przez około dziesięć lat, od około 29 roku do śmierci autora w 19 roku p.n.e. Składa się na nią dwanaście ksiąg, z czego pierwszych sześć – w pewnym uogólnieniu – opowiada o podróżach, zaś pozostałe o wojnie w Italii. Wydaje się, że Wergiliusz świadomie wprowadził taki podział – chcąc dorównać Homerowi, podjął próbę połączenia opowieści o wędrówkach (Odyseja) z eposem o wojnie (Iliada). Wpływy tych dwóch dzieł są w Eneidzie bardzo widoczne (w dzisiejszych czasach niektórzy czytelnicy być może użyliby słowa fan fiction). Nawet główny bohater eposu Wergilego, Eneasz, pojawia się w Iliadzie, choć jest tam jedynie postacią poboczną.

Przed Wergiliuszem bohater ten był oczywiście znany nie tylko z Homera, lecz również z pewnej liczby mitów i legend. Choć był postacią znaną odbiorcom Eneidy, wcześniejsze opowieści bywały niespójne, i oczywiście nie dorównywały rozmachem z dziełem poety. To Wergiliusz uporządkował wszystkie te dość przypadkowe części i napisał na ich podstawie (dodając bardzo wiele od siebie) rzymski epos narodowy, będący jednocześnie pewnego rodzaju mitem założycielskim – ponieważ to właśnie Eneasza już we wcześniejszych historiach uznawano za praprzodka Rzymian, od którego pochodzili legendarni założyciele miasta, Romulus i Remus. Wergiliusz był również w stanie zawrzeć w jednym spójnym dziele liczne nawiązania do historii Rzymu (poszczególne epizody z Eneidy wyjaśniają m.in. genezę wrogości pomiędzy ich miastem i Kartaginą) oraz pewne aluzje polityczne. Skoro Wergiliusz pisał swój epos dzięki mecenatowi Augusta (i ponoć na jego prośbę), nic dziwnego, że poeta czyni z panującej wówczas dynastii julijsko-klaudyjskiej (którą zapoczątkował Oktawian August) potomków bohaterskiego Eneasza.

Pracę nad dziełem przerwała śmierć poety, lecz Eneida była wówczas w zasadzie ukończona i wymagała jednie zredagowania i poprawienia pewnych drobnych błędów lub zmiany pojedynczych wersów. Jednak sam autor w ostatnich chwilach życia miał podobno polecić swoim przyjaciołom, by rękopis został spalony, gdyż epos był nadal niedoskonały. Nie zgodził się na to Oktawian, który polecił wydać dzieło, co nastąpiło w roku 17 p.n.e. W ten sposób Eneida trafiła do szerszej publiczności i natychmiast zyskała ogromne uznanie i popularność, w zasadzie nieprzemijająca. Stała się również źródłem inspiracji dla wielu artystów późniejszych okresów, wśród których był wspomniany wcześniej Dante Alighieri, lecz również Hector Berlioz, Adam Mickiewicz oraz (w bliższych nam czasach), J.R.R. Tolkien i Ursula Le Guin. W drugiej części tego tekstu – ponieważ ze względu na długość zdecydowałem się zakończyć w tym właśnie miejscu i kontynuować w innym artykule – postaram się wykazań, że wśród tych twórców był również George R.R. Martin.

A poza tym sądzę, że Qarth należy zniszczyć.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

***

-->

Bluetiger

Autor "The Tolkienic Song of Ice and Fire", cyklu esejów poświęconych wpływowi dzieł J.R.R. Tolkiena na twórczość George’a R.R. Martina (dostępnych na blogu The Amber Compendium/Bursztynowe Kompendium). Student. Z FSGK współpracuje od października 2018 roku. Opublikowane cykle: Ślady Palców Świtu, Eneida Aenara, Taniec z Mitami, Tolkienowskie Q&A. Zainteresowania: Legendarium J.R.R. Tolkiena; historia Wysp Brytyjskich (zwłaszcza V - XVI wiek); język angielski i jego ewolucja; mitologia - zwłaszcza nordycka i wierzenia anglosaskie; historia i kultura średniowiecznej Skandynawii; inspiracje mitami w fantastyce; twórczość George'a R.R. Martina; wpływ mitologii - w tym tolkienowskiej - na "Pieśń Lodu i Ognia"; kanon Sherlocka Holmesa.

Kilka komentarzy do "Eneida Aenara (część 1): Wprowadzenie"

  • 22 czerwca 2019 at 13:10
    Permalink

    Posłuchaj, Młody Tygrysie Starego Tygrysa: nie ma tekstu, który nie zyskuje na skróceniu. Co do meritum, piszesz przeważnie ciekawe rzeczy. Ale ich czytanie to udręka. Mniej dygresji, zwłaszcza dotyczących Twojego procesu twórczego, matury rozszerzonej z języka polskiego etc. etc. znacząco poprawiłoby lekturę. Pomysl o tym Kolego.

    Pozdrawiam

    Reply
    • 24 czerwca 2019 at 16:38
      Permalink

      Zdecydowanie się zgadzam. Naprawdę ciężko się to czytało przez masę zupełnie zbędnych dygresji. W połowie zacząłem przewijać artykuł szukając miejsca, w którym w końcu przejdziesz do rzeczy i zaczniesz pisać o samej teorii. I tak naprawdę, to do niej nie przeszedłeś praktycznie w ogóle. Zamiast streszczać swoje inne teorie (które lepiej byłoby porządnie rozpisać albo pominąć) albo bawić się w fabularyzowany wstęp (który zapewne fajnie ci się pisało i może niektórym fajnie się czytało, ale nic nie wnosił do artykułu) spokojnie mogłeś zawrzeć to, co istotne w tej części w jakiejś 1/3 objętości. No ale nic, poczekam na następną część, mam nadzieję, że tam już skupisz się na właściwej teorii.

      Reply
      • 30 czerwca 2019 at 18:01
        Permalink

        Mam nadzieję, że części 2 i 3 nie cierpią na ten problem.

        Reply
        • 1 lipca 2019 at 09:23
          Permalink

          Mnie natomiast ten tekst (zawartość merytoryczna, długość, forma) przypadł bardzo do gustu. Wolę coś takiego, niż rozwiązania, do których namawiają Cię koledzy powyżej. W moim odczuciu powinieneś jedynie w przyszłych tekstach zaniechać odniesień do własnej osoby i Twoich perypetii.
          Pisz dalej!

          Reply
  • 22 czerwca 2019 at 13:19
    Permalink

    Świetny tekst, gratulacje. Podobał mi się również bardzo fabularyzowany wstęp. Tekst rzeczywiście długi, ale napisany lekko, więc mnie czytało się bardzo przyjemnie. Wkradły się drobne nieścisłości odnośnie spadkobierców Gaemona, a także “usynowienie” sióstr Aegona Zdobywcy;) to oczywiście drobnostki, proszę o wybaczenie tej uwagi edytorskiej;) bardzo się cieszę, że publikujesz na FSGK (choć znam również Twoją autorską stronę) i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.

    Reply
    • 30 czerwca 2019 at 18:10
      Permalink

      Byłbym wdzięczny za wyjaśnienie na czym polegają te “drobne nieścisłości odnośnie spadkobierców Gaemona” i “usynowienie sióstr Aegona Zdobywcy”, żebym mógł to wszystko poprawić.

      Reply
      • 1 lipca 2019 at 00:42
        Permalink

        ” Visenya, Aegon Zdobywca oraz Rhaenys byli synami właśnie tego Aeriona” 🙂 też mi się rzuciło w oczy.
        Świetny artykuł. Masz Tygrysie lekkość w posługiwaniu się bardziej literacką polszczyzną, co jest cenne zwłaszcza w dobie klepanych na ilość (i sensacyjność) tekstów rodem z zajęć “pisania kreatywnego”. W tym co piszesz są nie tylko emocje, ale i treść. Piszesz dużo, więc styl sobie doszlifujesz – trzymaj się aby własnego, jest tego wart.
        Krótkie zdania i teksty są niezbędne, gdy musisz skierować przekaz odpowiadając sobie na pytanie “czy zrozumie to największy głąb pracujący w naszej firmie?” 😀 Wiem z autopsji, że takie pisanie po prostu boli. Natomiast w przypadku tekstów pisanych by czytać je dla przyjemności , poszerzenia horyzontów, obcowania z bardziej złożonym niż potoczny językiem – niby czemu?
        Życzę Ci żebyś dobrze trafił i nie miał powodów do rozczarowania intelektualnego na uczelni. Nie daj sobie podciąć skrzydeł.

        Reply
  • 22 czerwca 2019 at 14:18
    Permalink

    Co do Auriona to zwróćcie uwagę, że siedział Qohor. Mieście znanym z najlepszych kuźni, które obrabiają valyriańską stal po dziś dzień… To by pasowało do tezy o mieczu dla Lannisterów.

    Reply
  • 22 czerwca 2019 at 19:07
    Permalink

    Bardzo dobrze się czytało. Co tu dużo mówić, umiesz Ty Bluetigerze stosować zdania wielokrotnie złożone, zachowując w nich sens, gramatykę i wysycając je treścią 🙂 To wyzwanie dla czytelnika, bo nie da się “przelecieć” wzrokiem tekstu w pół minuty, trzeba się skoncentrować i czytać. Ale przykładowo ja takie wyzwania lubię. IMO byłbyś dobrym naukowcem. Kawał warsztatu (przywoływanie dzieł innych autorów, szczegółowość, precyzję), dążenie do pogłębiania wiedzy i umiejętność krytyki wcześniejszych swoich prac – już masz.

    Reply
    • 23 czerwca 2019 at 01:13
      Permalink

      I rozważania nad własna swietniscia, warsztatem, motywami twórczymi… pół tekstu genialne, drugie pół do wyrzucenia.

      Reply
      • 23 czerwca 2019 at 23:45
        Permalink

        @Siegfried

        A czytujesz czasem prace naukowe typu humanistycznego? Tam trzeba i o warsztacie, i o motywach twórczych, i odnieść się do swoich wcześniejszych dokonań 🙂 Taka konwencja. Wedle mnie Bluetiger posługuje się nią dość prawidłowo, a z czasem dowie się jeszcze więcej, nauczy się lepiej zachowywać proporcje elementów i ma szansę dojść do mistrzostwa. Jeśli chciałby podjąć studia uniwersyteckie, spokojnie może stać się to jego pracą zawodową. Ma spore predyspozycje. Mam z kim/czym porównywać, wiem co mówię 😉
        A czy jest to najodpowiedniejsza konwencja dla artykułów w necie – ano, być może nie. W sieci świetnie sprawdzają się zwykle teksty krótkie, zwięzłe i subiektywne, grające na emocjach i pobudzające do komentowania. Ale każdy ma swoje talenty i związaną z nimi osobną ścieżkę rozwoju. Nie każdy musi być dziennikarzem czy beletrystą, jako naukowiec też można mieć ciekawe życie, szczególnie jeśli pasja, wnikliwość i umiejętność dostrzegania powiązań są wrodzone, a nie wyuczone 🙂

        Reply
      • 30 czerwca 2019 at 18:12
        Permalink

        W częściach drugiej i trzeciej starałem się uniknąć takich fragmentów, nie wiem czy wyszło dobrze, ale w każdym razie chyba lepiej niż w części pierwszej.

        Reply
  • 23 czerwca 2019 at 14:16
    Permalink

    Dziękuję bardzo za ten artykuł – jest szalenie interesujący. Czekam na drugą część!
    A autora uważam za erudytę i szanuję jego wiedzę i pracę 🙂

    Reply
  • Pingback: “Eneida Aenara” – trzy artykuły Bluetigera na FSGK | The Tolkienic Song of Ice and Fire

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków