
Zapomnijcie o obietnicy postępu i zrozumienia, bo w ponurej, ciemnej przyszłości istnieje tylko wojna. Nie ma pokoju wśród gwiazd, tylko wieczność rzezi i masakry oraz śmiech spragnionych bogów… Nie, chwileczkę, to nie to uniwersum. No to zaczynamy jeszcze raz…
O Kosmo Królu, królu Kosmosu! Jestem twym synem, więc pobłogosław mnie wytrwałością! Jestem twym aniołem, więc pobłogosław mnie celem! Jestem twym żołnierzem, więc pobłogosław mnie swymi próbami! Jestem twym światłem, więc pobłogosław mnie wiecznością! Chwała Kosmo Królowi!
Tymi oto słowami rozpoczyna się serial animowany „Space King”, w którym śledzić będziemy losy oddziału Psychotycznych Wojowników z legionu Gwiezdnych Obrońców. Kim są Psychotyczni Wojownicy? Cieszę się, że spytaliście.
Wyobraźcie sobie odległą przyszłość, w której ludzkość rozprzestrzeniła się po niezliczonych systemach gwiezdnych. Oczywiście taka ekspansja wymaga militaryzacji. A Psycho-Warriors to właśnie elitarna – choć „elitarna” jest tu określeniem wyjątkowo ryzykownym – kasta nadludzkich superżołnierzy, stworzonych, by szerzyć wolę pana ludzkości (czyli Kosmo Króla) w całej galaktyce. A jako że Kosmo Król jest (lub był) mocno ksenofobicznym, toteż bardziej konkretnym celem Psychotycznych Wojowników jest eksterminacja wszystkich obcych ras. Oficjalnie. Bo nieoficjalnie to są koszmarem również dla własnych sojuszników. Ich fanatyzm, brutalność i niepohamowana energia czynią z nich siłę natury o inteligencji sfrustrowanego ośmiolatka. To dzieci przemielone przez machinę religijno-militarną, zmienione w „mężczyzn” dosłownie w ciągu kilku minut – za sprawą Świętych Globuli, a więc organów, które zastępują im jądra i jednocześnie służą jako biologiczne dyski twarde z ich osobowością.
Narodziny Psychotycznych Wojowników zaczynają się podczas rekrutacji – czyli zbrojnych łapanek, w trakcie których żołnierze jednej z legionowych frakcji lądują na jakiejś planecie, porywają wszystkich chłopców (a wszystkie dziewczęta eksterminują bez chwili wahania – w końcu nie nadają się na Psycho-Warriors). Porwani kandydaci trafiają na okręty flagowe, gdzie czeka na nich seria „rytuałów”: bolesna kastracja, wstawienie Globuli, błyskawiczna mutacja w muskularnych nadludzi oraz Neuro-Pielgrzymka, czyli religijna „instalacja systemu operacyjnego” z pakietem wiedzy o Kosmo Królu. Coś w stylu „techiniki Ludovica” z „Mechanicznej Pomarańczy”, tylko z odwrotnym efektem. Zwieńczeniem procesu jest brutalne wbicie młodego nadczłowieka w pancerz wspomagany, który staje się jego drugim ciałem.
Powinienem podkreślić, że wspomniane Święte Globule są najważniejszym elementem Psychotycznego Wojownika. To one przechowują jego genetykę, świadomość, osobowość, hobby, a nawet zdjęcie profilowe. Dzięki nim wojownik może być nieskończenie reinkarnowany: wystarczy znaleźć nowego chłopca, wszczepić globule zmarłego i po paru minutach mamy działającego, wrzeszczącego superżołnierza gotowego do dalszej rzezi. To czyni ich technicznie nieśmiertelnymi – dopóki Globule istnieją. Gdy zostaną zniszczone, wojownik umiera definitywnie. Nic dziwnego, że pancerz na kroczu jest wykonany z najtwardszego znanego materiału.
A co jest celem Psychotycznych Wojowników? Oczywiście poza eksterminacją wszystkich obcych i heretyków? Otóż poszukują relikwii Kosmo Króla, by przygotować się na jego ponowne nadejście. Sama wiedza o Kosmo Królu jest raczej szczątkowa i różni się w zależności od legionu. Jedni wierzą, że Kosmo Król wyruszył na Marsz Nienawiści, jednoosobową krucjatę w celu wyeliminowania wszystkich obcych ras. Inni sądzą, że udał się na Szlak Krwi, zostawiając po sobie ślady, które do niego doprowadzą… Detale są nieistotne (choć Psychotyczni Wojownicy są skłonni się o nie pozabijać).
Rzecz w tym, że – jeśli ktoś tego jeszcze nie wyłapał – mamy tu do czynienia z przezabawną, animowaną parodią Warhammera 40K. Parodią wyśmienitą, która punktuje nie tylko absurdy świata popularnego bitewniaka (na czele z boskim kultem Imperatora oraz fanatyzmem Kosmicznych Marines), ale również wyśmiewa bez pardonu samą społeczność miłośników tego hobby. Aluzji wobec mizoginii graczy jest tu bez liku. I uchodzi to twórcom na sucho!
Dlaczego? Cóż, najlepsze parodie rodzą się nie z pogardy, ale z miłości – i to tej najprawdziwszej, podszytej dogłębnym zrozumieniem materiału źródłowego. Gdy twórca zna każdy szew świata, który ośmiesza, może pozwolić sobie na więcej: wie, które elementy są na tyle ikoniczne, że udźwigną karykaturę. Zna język, którym może trafić do swego odbiorcy. Dlatego, choć Space King jest w satyrze bezlitosny, to został przyjęty tak ciepło. Twórcy nie kpią z Warhammera czy grimdarkowej space opery z zewnątrz jak ktoś, kto śmieje się z książki, której nigdy nie czytał. Oni robią to od środka – jak fani, którzy kochają konwencję na tyle mocno, że potrafią wskazać jej słabości i głupotki, puścić oko i jednocześnie oddać hołd jej największym atutom. W takiej parodii śmiech nie jest aktem szyderstwa, lecz formą uznania – a publiczność to wyczuwa.
Dlatego właśnie chciałbym Was gorąco zachęcić do zapoznania się z tym serialem. Zresztą zachęcam nie tylko fanów WH40K, choć w sposób oczywisty znaczna część żartów trafi tylko do nich. Ale Space King to po prostu kawał znakomitej komedii, bijącej na głowę nie tylko inne seriale webowe (bo – co warto podkreślić – twórcy ze studia Flashgitz odrzucili ofertę Netfliksa i publikują kolejne odcinki w serwisie YouTube), ale po prostu większość współczesnych animacji. Więc jeśli macie ochotę na absurdalny, groteskowy serial o superżołnierzach, którzy wyruszają na poszukiwanie swego zbawiciela (wedle wszystkich przesłanek – autentycznego psychopaty i ludobójcy), ale przez swoją nieudolność i umysłowość małych chłopców wprowadzają wszechświat w jeszcze większy stan kryzysu, to Space King jest propozycją właśnie dla Was. Chwała Kosmo Królowi!
I jeszcze coś na zachętę, czyli ważny komunikat Hatemongera. Pamiętajcie – kobiety nie są kanoniczne!
Space King
-
Ocena DaeLa - 8.5/10
8.5/10






NO GIRLS ALLOWED!
Szkoda, że nie ma tu wzmianki o wcześniejszej serii przygód space marines z zakonu Black Templars.