Książki

Triumf Endymiona (Dan Simmons)

Ostatni tom monumentalnego cyklu Hyperion. Czy jest to finał godny tego dzieła?

Uwaga: recenzja zdradza fabułę Hyperiona, Upadku Hyperiona oraz Endymiona.

Męczącej drogi już czas

Eneę, Raula i Bettika spotykamy tam, gdzie pożegnaliśmy w ostatnim tomie: na Ziemi, którą nieznane Siły przed wiekami wyekspediowały ze starego dobrego Układu Słonecznego do jednej z sąsiednich galaktyk. Planeta co najmniej od kilkuset lat jest ponownie zamieszkana, przy czym osadnictwo jest nieliczne, a społeczności rozproszone i wzajemnie od siebie odizolowane. Wszystkie stanowią element niezrozumiałego eksperymentu Lwów, Tygrysów i Niedźwiedzi – jak określane są tajemnicze istoty odpowiedzialne za przeniesienie globu.

Enea od czterech lat pobiera nauki u cybryda Franka Lloyda Wrighta – dwudziestowiecznego amerykańskiego architekta – zaś Raul Endymion: no cóż, towarzyszy jej. Sielanka kończy się wraz ze śmiercią architekta. Raul rzecz jasna najpóźniej ze wszystkich orientuje się, że już od pewnego czasu to nie cybryd, lecz Enea przewodziła niewielkiej wspólnocie. Ona teraz więc również decyduje, że najwyższy czas opuścić Ziemię i powrócić na terytorium Pax-u, by kontynuować misję. Jaką dokładnie? Cóż, Raul za bardzo nie wie, ale to jego jako pierwszego dziewczyna posyła w drogę, na co on bez większego entuzjazmu przystaje. Ma odnaleźć porzucony przez nich przed czterema laty uszkodzony statek Konsula, który do tej pory zdążył się prawdopodobnie zreperować, a następnie udać się nim na zamieszkałą przez neobuddystów T’ien Shan, by tam ponownie spotkać się z Eneą.

Motyw podróży Raula Endymiona, mimo interesujących opisów odwiedzanych światów, jest zdecydowanie najbardziej nużącą częścią powieści, z kompletnie dla mnie niezrozumiałych powodów straszliwie rozwleczoną. Jego perypetie nie tylko są nudne, lecz również miałkie. Nie bardzo wiadomo, czemu dokładnie mają służyć oprócz zapewnienia potrzebnej dla dalszej fabuły kilkuletniej rozłąki Raula i Enei. Simmons ewidentnie nie miał weny, by uczynić eskapadę Endymiona wartą aż tylu poświęconych jej stron. Rozdziały te są też o tyle męczące, że Raul intelektualnie plasuje się gdzieś w okolicach Victariona Greyjoya, nie ma jednak w sobie specyficznego uroku i tragizmu Żelaznego Kapitana. Zresztą gdybyśmy temu ostatniemu musieli towarzyszyć tyle czasu co Endymionowi, też pewnie mielibyśmy go dość.

Ja słuchający przemyśleń Raula (koloryzowane)

Nie samym Raulem Simmons żyje

Po wielu niepotrzebnych stronach Endymion i Enea ponownie się spotykają, zaś wydarzenia w końcu nabierają tempa. Sama Enea – teraz już dojrzała – okazuje się postacią znacznie bardziej interesującą od swego towarzysza, jednak z powodu jej specyficznej misji związanej z byciem mesjaszem, nie jest to bohaterka, z którą można jakoś szczególnie się utożsamiać.

Od początku dylogii siłą napędową akcji są jednak antagoniści głównych bohaterów, tym razem już jednoznacznie źli. Z jednej strony mamy przerażającą i nieludzką Rhadamanth Nemes, którą Simmons wprowadził pod koniec poprzedniego tomu, teraz zaś dodał jej trójkę równie niebezpiecznego rodzeństwa. Prawdziwą wisienką na torcie są jednak kościelni dostojnicy, na czele z kardynałem Lourdusamym. Ci są z kolei arcyludzcy w swym cynizmie, hipokryzji i bezwzględności w walce o władzę. Za wszystkimi kryją się pociągające za sznurki Sztuczne Inteligencje z Technojądra, reprezentowane niezmiennie przez Radcę Albedo.

Pojawia się też sporo nowych bohaterów, a także powraca kilku starych. I chociaż większość z nich charyzmą bije Raula na głowę, trudno uwolnić się od wrażenia, że niektórych z nich wprowadzono zupełnie niepotrzebnie: niektóre z ich wątków chociaż zapowiadają się jako niezwykle istotne fabularnie, ostatecznie kończą się w sposób całkowicie niesatysfakcjonujący i mają większego znaczenia dla historii. Szkoda, tym bardziej że większość postaci jest na tyle interesująca, że jesteśmy szczerze zainteresowani ich losem.

Na wszystkich rzuca swój kolczasty czteroręki cień Władca Bólu, o którym w końcu dowiemy się czegoś więcej.

Triumf czy upadek Hyperiona?

Pierwsza dylogia pozostawiła nas z wieloma nierozwiązanymi zagadkami, w tym – kim właściwie są Lwy, Tygrysy i Niedźwiedzie oraz czemu doprowadziły do skrzyżowania ludzi ze Sztuczną Inteligencją w postaci dziecka Brawne Lamii i cybryda Johna Keatsa. Simmons postanowił odpowiedzieć na te pytania w kontynuacji i chociaż gdy przystępowałem do lektury, byłem tych odpowiedzi szalenie ciekaw, po ich poznaniu mam wrażenie, że czasami lepiej, by niektóre tajemnice pozostały nieodkryte.

Czy zatem Triumf Endymiona to książka zła? W żadnym razie! Trzeba przyznać, że ładunek emocjonalny towarzyszący rozwiązaniu wątku Raula i Enei jest niesamowity, zaś finał niezwykle poruszający. Na pewno też czytelnicy zakochani w świecie wykreowanym przez Simmonsa będą zadowoleni z rozmaitych smaczków, powrotów niektórych postaci czy wyjaśnienia ich losów. Ponadto – nie licząc początku książki – akcja daje nam sporo satysfakcji, zaś autor kreuje naprawdę fascynujące światy, wciąż zachwycając nas swoją nie mającą granic wyobraźnią. Może też do kogoś – w przeciwieństwie do mnie – trafi przesłanie, które próbuje przekazać nam ustami Enei. Natomiast druga dylogia w mojej ocenie nie utrzymała poziomu pierwszej – między innymi dlatego, że tamta postawiła poprzeczkę niesamowicie wysoko.

Postcriptum

W przeciwieństwie do Simmonsa forma Macieja Kowalika z tomu na tom tylko rosła, zatem audiobook był po prostu świetny nawet tam, gdzie zawodził materiał źródłowy.

Postcriptum 2

Pamiętacie słynną laserową latarkę Raula, z którą przemierzył pół Wszechświata?

Spoiler

Gdy w końcu pojawia się okazja, by mu się na coś przydała, okazuje się, że zapomniał jej ze sobą zabrać.

[collapse]
  • Ocena Dżądżena - 7/10
    7/10
To mi się podoba 2
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Jeden komentarz

  1. „Uwaga: recenzja zdradza fabułę Hyperiona, Upadku Hyperiona oraz Endymiona.” – może sobie zdradzać, i tak jej nie zapamiętam, o zrozumieniu nie mówiąc 😀

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button