
Szósty odcinek serialu nosi tytuł „Później”. Do diaska, tłumaczu, znowu mi dajesz powód do narzekania. On nosi tytuł „Nazajutrz”. Grrrr…
Ale jako, że to już ostatni odcinek sezonu, obiecuję nie poświęcać w tym omówieniu więcej uwagi różnym niezgrabnościom związanym z tłumaczeniem. Przejdźmy więc od razu do tego, co działo się na ekranie.
Pożegnania
Odcinek otwiera zaskakujący wybór muzyczny – westeroski jazz. Lyonel Baratheon wraz ze swoim maesterem przygląda się rannemu Dunkowi, który dochodzi do siebie pod swoim wiązem. Maester zauważa gangrenę, ale zostaje przegoniony przez Roześmianą Burzę, który nie pokłada ufności w wiedzę medyka. Lyonel proponuje Dunkowi służbę u siebie. Snuje wizję wspaniałej przyjaźni, polowań, wyprawy na Tarth (coś mi mówi, że rycerz rzeczywiście wyspę odwiedzi – szczegóły w odnośnikach pod tym tekstem). Czyżby ser Duncan zrealizował swój cel i miał rozpocząć służbę u wielkiego lorda? Nie do końca. Próbując pocieszyć wędrownego rycerza Baratheon lekceważy poświęcenie Baelora i daje upust swojej niechęci wobec Targaryenów. Twierdzi, że książę naprawdę nie ryzykował, a bogowie pokarali go za kpinę z Próby Siedmiu. Dunk jest wściekły, ale nie odmawia jednoznacznie Baratheonowi.
Przenosimy się na pogrzeb Baelora Targaryena. Wśród nielicznych żałobników znajduje się rodzina zmarłego. Ciało księcia zostaje spalone. Po pogrzebie ser Duncan próbuje złożyć kondolencje Valarrowi, ale konwersacja nie przebiega najlepiej. Valarr, choć łagodny w tonie, jest nie tylko pogrążony w smutku, ale i rozgoryczony. Każe Duncanowi odejść.
Po ceremonii Dunk spotyka Raymuna Fossowaya, który wita go serdecznym uściskiem. Raymun, po pobiciu Steffona stracił namiot, ale zyskał nowy herb – zielone jabłko zamiast czerwonego. Zyskał też żonę, to jedna z prostytutek (choć Fossoway raczej nie domyśla się jej profesji), które Dunk spotkał wcześniej. Tym razem dziewczyna używa imienia Rowan (ciekawostka – to prawdziwe imię aktorki). Zajmowała się rannym Raymunem z takim oddaniem, iż najwyraźniej spędzili ze sobą noc. A Raymun, przy którym Dunk jest tytanem intelektu, wierzy, że Rowan nosi w sobie jego dziecko (widać to bardzo szybko rozwijająca się ciąża). Katusze, które przechodzi w tej konwersacji otumaniony Dunk są chyba jeszcze gorsze od tego czego doświadczył walcząc z Aerionem.
Na szczęście na ratunek Dunkowi przybywa straż Maekara Targaryena. Rycerz może więc złożyć gratulacje i uwolnić się od rozważań na temat tego, czy nie należałoby Raymunowi szepnąć czegoś na ucho.
Oferta Maekara
Dunk zostaje wezwany przed oblicze targaryeńskiego księcia i wchodzi do jego komnaty, usłyszawszy wcześniej, że solenizantka dobrodusznie mu przebaczyła zrujnowanie jej dnia imienia. Rozmowie ojca z rycerzem z ukrycia przysłuchuje się Jajo. Maekar na początku oznajmia, że wysyła Aeriona do Wolnych Miast, w nadziei, że na zesłaniu syn sobie parę rzeczy w głowie poukłada. Książę wie też, że czegokolwiek by nie zrobił, zawsze będzie w oczach ludzi mordercą brata. Ale stanie się nim również ser Duncan. Przy każdej klęsce lub nieurodzaju, ludzie będą wspominać księcia Baelora i wyklinać wędrownego rycerza, przez którego nie zasiadł on na tronie.
Ser Duncan mówi, że zastanawiał się nad tym czemu miałby zachować swą dłoń i stopę, jeśli ceną za to było życie Baelora. Jedyna konkluzja do jakiej doszedł jest następująca – może kiedyś królestwo będzie tej stopy potrzebowało. Maekar w to wątpi, ale w końcu składa swą ofertę. Dunk może zostać rycerzem na służbie księcia i wziąć Aegona na swojego giermka. Chłopak nie chce szkolić się pod okiem innego rycerza. A i ser Duncan mógłby nauczyć się czegoś w Summerhall.
A więc to już druga propozycja, o której jeszcze nie tak dawno marzył Dunk. Jednak po śmierci Baelora i doświadczeniach ostatnich dni odmawia. Wychodząc zamienia jeszcze kilka słów ze swoim niedawnym giermkiem. Jajo kłamie na temat podsłuchiwania rozmowy. Rozgoryczony stwierdza, że Duncan nie jest rycerzem, za jakiego go miał.
Geny czy wychowanie?
W kolejnej retrospekcji Dunk wraca myślami do ostatnich chwil z ser Arlanem. Stary rycerz kolejny raz opowiada swemu giermkowi o historii Pennytree – zwyczaju wbijania miedzianego grosika w dąb przed wyruszeniem na wojnę. Kto wrócił żywy, potem swój grosik zabierał. Ale choć drzewo było wielkie, brakowało już na nim miejsca na kolejne monety. Dunk pyta wprost dlaczego Arlan nigdy go nie pasował? Próbuje dociec, czy chodzi o to, że Arlan bał się, iż chłopak go opuści. Ale umierający rycerz nie jest w stanie odpowiedzieć. Dunk rozpacza po stracie, gdy Arlan jeszcze na chwilę się podrywa, by dokończyć historię. Rycerz zawsze kończy swą opowieść. Słyszałeś George’u R.R. Martinie?
Stypa Humfreya Beesbury’ego jest cokolwiek nietypowa. Trumnę rycerza oblazły pszczoły. Nowa żona ser Raymuna odziera tajemnicę ze swej magii – najwyraźniej do środka wsadzono królową. Wkrótce w namiocie pojawia się Daeron Targaryen i podsuwa Dunkowi pewną myśl. Twierdzi mianowicie, że szaleństwo Targaryenów nie musi być kwestią urodzenia. Może to wpływ środowiska. W końcu Aerion też był kiedyś słodkim, niewinnym chłopcem, który – tak jak Jajo – uwielbiał łowić ryby. Ciekawe jak skończy Jajo, jeśli pozostanie na dworze?
Słowa Daerona szybko znajdują potwierdzenie. Jajo, w scenie rodem z horroru, odkrywa, że jego srebrne włosy zaczynają odrastać. Więc zachowuje się tak jak inni Targaryenowie. Chwyta nóż, zamierzając zabić nieprzytomnego Aeriona. Zatrzymuje go czuwający przy Jasnym Płomieniu Maekar. Ojciec i syn, dzielą gorzką chwilę, świadomi rozkładu własnej rodziny.
W tym momencie do komnaty wchodzi sługa, informujący o przybyciu Duncana Wysokiego. Wędrowny rycerz prosi o rozmowę. Pragnie przyjąć propozycję Maekara, pod jednym warunkiem. Nie uda się do Summerhall. Jajo zasmakuje trudów życia na szlaku. Dunk argumentuje, że takie doświadczenie może uchronić Jajo przed zepsuciem, jakie dotknęło jego braci. Ale ojciec nie godzi się na rozłąkę.
Ostatnie chwile w Ashford
Żegnamy się z Ashford. Raymun przyprowadza Dunkowi Słodyczkę – klacz, którą rycerz sprzedał, by kupić zbroję. Ser Duncan nie chce jej jednak przyjąć. Sądzi, że kochające jabłka zwierzę będzie miało lepsze życie u Raymuna. Dunk wbija miedzianego pensa Arlana w wiąz, pod którym obozował, symbolicznie zamykając rozdział w Ashford. Gdy rusza w drogę, pojawia się Jajo, twierdzący, że ojciec kazał mu służyć Dunkowi. Obaj odjeżdżają, choć nie wiedzą jeszcze gdzie. Dunk sądzi, że mają do wyboru siedem królestw. Jajo koryguje go – królestw jest przecież dziewięć.
Tu małe wtrącenie – może scenarzyści są czytelnikami FSGK? 🙂 W końcu to zabawna kwestia na którą sam już kiedyś zwróciłem uwagę. I wbrew temu co usłyszycie w różnych internetowych dyskusjach, nie ma to żadnego związku z Dorne. Aegon nazwał swe państwo na część siedmiu królestw, które zostały przez niego podbite (albo i nie podbite – jak to było właśnie z Dorne). Tyle tylko, że w czasie podboju Żelazne Wyspy i Dorzecze były jednym państwem rządzonym przez Harrena Czarnego, a Krain Korony, które stały się domeną Żelaznego Tronu, jeszcze nie wydzielono (zresztą nazywanie ich królestwem jest trochę na wyrost). Stąd też mamy Siedem Królestw (choć Aegon podbił sześć), składających się najpierw z ośmiu, a potem dziewięciu prowincji.
Jajo sugeruje, że powinni udać się do Dorne. Są tam ponoć ciekawe przedstawienia kukiełkowe. W ostatniej scenie Dunk i Jajo jadą przed siebie. Przez chwilę towarzyszy im symboliczny duch Arlana, mentora, który jeszcze przez chwilę czuwa nad swoim uczniem, by w końcu obrać nową drogę.
Po napisach końcowych pojawia się jeszcze krótka scena: Maekar wpada w gniew, odkrywając, że Jajo zniknął bez jego zgody.
Zmiany, zmiany, zmiany
Do zekranizowania zostało scenarzystom sześć stron, więc musieli się w tym odcinku (zresztą tak jak w poprzednim) nagimnastykować. Dla porządku odnotujemy więc wszystkie istotne zmiany.
Zacznijmy od pierwszej sceny z Lyonelem pod wiązem. Oczywiście jest to w całości inwencja twórców serialu, zasadniczo spójna z tym, co wcześniej ustaliliśmy na temat osobowości Roześmianej Burzy. Jego „bromance” z Dunkiem może i wydaje się lekko naciągany, ale z drugiej strony, jeśli istnieje jakaś cecha wspólna dla znanych nam Baratheonów, to jest nią właśnie pragnienie posiadania małomównego kumpla, najlepiej znajdującego się niżej w hierarchii społecznej. Niech więc będzie. A sama niechęć do Targaryenów jest – jak zauważyłem przy omawianiu bodaj trzeciego odcinka – nie do końca spójna z wizją Martina, ale koherentna wewnątrz logiki serialu.
Pogrzeb Baelora zasadniczo miał podobny przebieg jak w nowelce (w której został szybko streszczony). Nie wiem, czy postać stojąca obok Maekara miała być królem Daeronem. Mam nadzieję, że nie, bo wprowadzałoby to dwa poważne problemy – brak większej liczby gwardzistów (Wylde leży pogruchotany, więc mamy w tej scenie tylko dwóch rycerzy) i konieczność teleportacji. Na szczęście nie zauważyłem na szacie tego mężczyzny żadnych smoczych insygniów, więc zakładam, że to jakiś nienazwany członek Małej Rady, który był w okolicy. I zdania nie zmienię, dopóki nie wypłyną jakieś rozczarowujące informacje na ten temat.
Rozmowa Dunka z Valarrem przebiega mniej więcej tak jak w książce, choć przyznam, że podczas lektury miałem wrażenie, że książę był bardziej rozgoryczony i niemal wrogi wobec Duncana. Ale to indywidualna interpretacja. Te same słowa można wypowiedzieć na wiele sposobów.
Po pogrzebie mamy kolejną scenę wymyśloną na użytek serialu, czyli przedstawienie nowożeńców i błyskawicznie rozpoznającej oznaki ciąży Rowan. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia, trochę żałuję, że skrajna naiwność nie jest już domeną Dunka, ale cieszę się, iż scena ta dała nam sposobność, by usłyszeć o nowej gałęzi Fossowayów (i poruszyć kwestię przemalowanego herbu).
U Maekara znów niemal wszystko zostało oddane perfekcyjnie, modyfikacje dialogów są minimalne. Wydaje mi się, że w oryginale ta konwersacja miała miejsce pod wiązem, ale mogę się mylić. Mam też wrażenie, że Maekar mówił wprost o zesłaniu Aeriona do Lys (ale nie wiem, czy to, że teraz mówi bardziej ogólnie o Wolnych Miastach ma jakieś znaczenie – przypuszczam, że to po prostu termin, który będzie dla widza bardziej rozpoznawalny). Tak czy siak, zmian wielu nie ma. Oczywiście do momentu w którym Dunk miast zaproponować, że Jajo może zostać jego giermkiem, lecz pod warunkiem, że wyruszy z nim na szlak (jeśli dobrze pamiętam, to ser Duncan sugerował okres do dwóch lat), po prostu Maekarowi odmawia. I tu – może was zaskoczę – cieszę się, iż cała sekwencja została gruntownie przebudowana. Serial i książka to dwa różne media, i choćby ów brak wglądu w myśli Dunka (w noweli on lęka się przed zakomunikowaniem ojcu, że kiepsko się zajmował synami), rozłożenie tego procesu w czasie i przedstawienie argumentów wizualnie oraz przez inne konwersacje, zdało egzamin i służyło czemuś więcej niż tylko wprowadzeniu niepewności czy przedłużeniu czasu trwania odcinka.
Krótka rozmowa z Jajem to oczywiście następny wymysł serialu, ale zwrócę uwagę, że również tutaj zagrano na kilku instrumentach. Umacniamy się w przekonaniu, że Jajo to kłamczuch, wzmagamy żal w Dunku, ale także pchamy małe dziecko w stronę desperackich kroków. Zgrabnie zrobione.
Scena ze stypy to fajny kawałek worldbuildingu, który dodał temu światu tak potrzebnego kolorytu, no i prowadzi nas do rozmowy z Daeronem. Też wymyślonej na użytek serialu, ale bardzo martinowskiej w duchu, bo przedstawiającej argumenty za jedną z możliwych odpowiedzi na stawiane przez pisarza pytanie – czy Targaryenowie są popaprani przez krew smoka, czy może sami siebie wychowują na coraz gorsze potwory. Co ciekawe fajnie to współgra z wcześniejszą konwersacją na temat pszczół, w której Rowan objaśniła, że cudowne zjawisko ma bardzo proste, przyziemne wyjaśnienie. A jeśli by mnie kto pytał o moje zdanie, to powiem, że z tymi Targaryenami to jest pewnie tak samo, jak z innymi ludźmi – swoją rolę odgrywają i geny, i wychowanie.
Po opowieści o tym, że Aerion też był kiedyś normalny, mamy jak na zawołanie cudowną sekwencję, która wizualizuje nam zagrożenie związane z toksycznym środowiskiem. Jajo dostrzega, że odrastają mu włosy, jest przerażony (a ujęcia jakie wykorzystano pasowałyby do kina grozy – brawo!), po czym poddaje się swoim instynktom i postanawia – ze strachu przed przyszłą zemstą – zamordować brata. Przeszkadza mu w tym książę Maekar, który w tym momencie wydaje się w końcu dostrzegać jak bardzo dysfunkcyjną rodzinę stworzył i jak – pomimo najlepszych intencji – zranił swoje dziecko.
Następuje więc druga część rozmowy Dunka z księciem, przebiegająca tak, jak w noweli. Maekar odmawia, a przynajmniej takie wrażenie odnosi widz.
A potem jest już tylko czas pożegnania z Raymunem i Słodyczką. I znów – cieszę się z wprowadzenia tej sceny, dobrze wiedzieć, że piękna klacz dożyje spokojnej starości podjadając jabłka. A i z Raymunem trochę się zżyliśmy.
I już jesteśmy gotowi pożegnać się i z Dunkiem, gdy pojawia się Jajo. Okazuje się, że jego ojciec przetrawił słowa rycerza i zmienił zdanie. A przynajmniej tak było w noweli. Po humorystycznej rozmowie o królestwach (o której pisałem wcześniej) i sugestii Jaja (w oryginale to pomysł Duncana) aby wyruszyć do Dorne, obserwujemy piękne, ostatnie ujęcie z ser Arlanem towarzyszącym jeszcze przez chwilę rycerzowi i jego giermkowi.
Tyle, że to nie koniec, bo okazuje się, że – inaczej niż w książce, Maekar na nic się nie zgadzał. To znaczy jeśli się nad tym zastanowić, to Wędrowny Rycerz pozostawiał pewne pole do interpretacji, ale kolejne nowele raczej taką wersję wydarzeń wykluczały. Ot, trochę niepotrzebnego humoru, jak mniemam wprowadzonego po to, aby sezon drugi miał jakiś wątek poboczny.
Werdykt
Czy był to najlepszy odcinek sezonu? Niestety nie. Czy mi się podobał? Pewnie, że tak. Odczuwam wszakże – i jest to trochę taka wstępna refleksja na temat całego sezonu (bo moją dłuższą konwersację na ten temat z Bluetigerem i podsumowanie przeczytacie za tydzień) – iż ogromnego sabotażu dokonuje bardzo dziwne poczucie humoru showrunnera i tak przeświadczenie (nazywam je „ukąszeniem marvelowskim”), że w telewizji nie wolno zbyt długo utrzymywać poważnego, ponurego tonu, że jak się widz zasmuci lub pogrąży w zadumie, to niechybnie zmieni kanał czy platformę. Szkoda, naprawdę szkoda, bo był to odcinek, który aż się prosił o ten martinowski, słodko-gorzki smak zakończenia. Poniekąd dostaliśmy i słodycz, i gorycz, ale także niepotrzebne tu heheszki. Trzy razy nas showrunner chciał rozbawić (Lyonelem, tuż po śmierci Baelora; małżeństwem Raymuna po pogrzebie; informacją o ucieczce Jaja w końcówce). Za każdym razem było to zwyczajnie zbędne. Pod żadnym względem nie były to wszakże zmiany kompletnie psujące odcinek, po prostu trudno uciec od wrażenia, iż trzeba było się trzymać bardziej spójnego tonu.
Na szczególną uwagę zasługuje tu ostatnia scena Maekara. Uważam, że serial zrobił naprawdę wiele, by pokazać bardziej ludzkie oblicze księcia, stąd też nagłe wskazanie nam, że jednak argumenty Dunka do niego nie trafiły jest rozczarowujące, i wygląda na wybieg uczyniony tylko dla efektu komicznego (i pewnie utrzymania w sezonie drugim części obsady – bo zakładam, że Donnel z Dunskendale, Roland Crakehall i sam Maekar zaszczycą nas swą obecnością w kolejnej serii).
To powiedziawszy, nie jestem rozczarowany ostatnim odcinkiem. Wątki zostały zamknięte umiejętnie, scenarzyści dowiedli, że potrafią w wielu miejscach sprawnie rozszerzyć materiał źródłowy, a perspektywa oczekiwania rok na kontynuację przygód naszej nietypowej pary bohaterów to prawdziwa katusza. A to chyba najlepiej świadczy o jakości tak całego serialu, jak i zakończenia. Zresztą ogólnie o serialu i o tym, co przyniesie jutro, opowiem Wam razem z Bluetigerem za tydzień.
Dodatkowa lektura:










Są może plany na jakąś nową szalona teorie?
Jedna nawet napisana, ale czeka na właściwy moment. I nie dotyczy prozy Martina. A co do innych – tak, są plany, jak ogarniemy z Bluetigerem podsumowanie całego sezonu, to wezmę się za pisanie.
Myślałeś o mojej na temat dziwnych zgonów Targów? 😛 Ja każdego dnia się upewniam, że coś tam działo się nie tak od Aegona IV do czasów Aegona V 🙂 Jakiś jednooki maczał palce w tym jaką linią poszła dynastia.
Jakie jest wasze zdanie na temat długości odcinków? Wszędzie gdzie czytam ludzie narzekają że za krótkie, ale dla mnie były idealne. Nawet gdyby było więcej materiału źródłowego, to wolę 20 odcinków po 30 minut, zamiast 8 po 90 minut. Ale może to tylko zdanie osoby która ma mało czasu w tygodniu na siedzenie przez tv.
Ja jednak wolałbym odcinki 40-minutowe, ale materiału na ich przedłużenie brakowało, a i ważne punkty zwrotne ładnie się ułożyły i pasowały do formatu 30-minutowego.
Wszystko zależy od formy serialu. W tym przypadku – pełna zgoda. Ale myślę że dla takiego Rodu Smoka 30 min na odcinek to byłoby zdecydowanie za krótko
Serial jest super, gdy nie głupoty dodane przez twórców. Najbardziej to przeszkadza ukazanie Lyonela Baratheona, z którego zrobili dziwaka. Zresztą ukazanie jego kontaktów z Duncanem przed próbą siedmiu oraz propozycja służby u niego jest bezsensowne
Ciekawe spojrzenie na śmierć Baelora w sumie tak na to nie patrzyłem, ale może rzeczywiście w świecie GoT ukarano swego rodzaju pychę księcia i to, że był przekonany, że kto jak kto, ale on akurat nie ma się w tym pojedynku czego obawiać i nie ryzykuje praktycznie niczym, bo ani rycerze gwardii, ani rodzina jemu akurat krzywdy nie zrobią. Druga sprawa to Lyonell, nie wiem czy twórcy wybiegają aż tak daleko w przyszłość i jest to już teraz budowanie podwalin pod bunt Końca Burzy i jednocześnie mrugnięcie okiem do trochę mniej zorientowanych w tym świecie fanów, że Baratheonowie od dawna mają z Targaryenami na pieńku – co trochę kłóci się z tym, że finalnie Lyonell połączy te dwie rodziny i da swego rodzaju minimalny pretekst do roszczeń Roberta (wiem, że to bardziej uzurpator, który zdobył tron siłą, ale ma w sobie sporą domieszkę krwi Targaryenów).
Tylko yo jest budowanie na bezsensownych podstawach, bo jego bunt był spowodowany osobistą spiną z Aegonem V.
Owszem. W tym pokoleniu Targaryenowie nie byli super-popularni, ale to przede wszystkim ze względu na związki z Dorne, trochę przez Aegona IV (choć mniej niż by można przypuszczać). Może jakaś rezydualna niechęć po Tańcu Smoków jeszcze została, no ale ją wygasiło wyginięcie smoków. A w przypadku Lyonela, jak słusznie zauważyłeś Ty i kuba, w grę wchodziły inne czynniki.
Ale Baratheona nie znoszącego Targaryenów się nie spodziewałem.
Baratheonowie, czyli ród, którego zalożyciel dostał Krainy Burzy od Aegona Smoka, będąc zapewne jego bękarcim bratem, ród wiele razy koligacony małżeństwami z Targaryenami, podobnie jak Velaryonowie…
I tem sam Baratheon nagle jest w obozie przeciwników dynastii.
Twórcy chyba robią podbudowę pod wydarzenia z udziałem Lyonela jakie będą mieć miejsce, pi razy drzwi, za jakieś dwadziescia lat, gdy wzniesie bunt przeciwko Targaryenom i obwoła się Królem Burzy. Bunt, który potrwa krótko i zakończy go jego pojedynek z gwardzistą królewskim. Po nim pogodzi się on z królem.
Tylko ten bunt miał podłoże wybitnie personalne – Aegon V obiecał, że jego dziedzic, Książę Ważek ożeni się z córką Lyonela, ale dziedzic wyszedł za Jenny ze Starych Kamieni, wieśniaczkę, jednocześnie przestając być dziedzicem. Urażony Lyonel podniósł bunt. Po nim dziedzic Baratheona (pokrewieństwo z Roześmianą Burzą nieznane) ożenił się z córką króla – co notabene czyniło ich wnuka, Roberta Baratheona, następcą tronu, gdyby linia Aerysa wymarła, jako najbliższego jego linii po kądzieli (u Valyrian nie dziedziczy kobieta, ale wszystkie męskie linie już po wygasały). Po buncie Roberta był to argument używany przez maesterów, by uzasadnić, czemu gdy zrzucił z ŻT linię Aerysa, sam został królem.
Powtórzę po raz sto pięćdziesiąty – Robert nie miał żadnych praw do ŻT. Nie miałby ich nawet, gdyby Viserys i Daenerys nie żyli. Takie same „prawa” dawałoby mu pochodzenie od Jenny ze Starych Kamieni albo i od jej karlicy. Królem powinien był zostać Viserys lub w ostateczności powinna zostać zwołana Wielka Rada.
Gdyby wszyscy Targaryenowie nie żyli to Robert miałby najlepsze prawda – załóżmy, że Rhaella umiera wraz dzieckiem, a Viserys topi się podczas próby ucieczki ze Smoczej Skały.
No, jest ukryty Jon, ale on nie ma praw jako rodowity dziedzic, bo jego matką była Lyanna, a nie Elia. Poza Robertem, kto inny mógłby zgłaszać roszczenie do tronu?
Choćby Doran. To ten sam typ praw co Roberta, tyle że starszy o pokolenie. Nie jeden Robert miał targaryeńskich przodków. Nie, gdyby wszyscy Targaryenowie zginęli, to nikt nie miałby praw przysługujących mu z automatu. Wtedy powinna zostać zwołana Wielka Rada, na której wszyscy zainteresowani – w tym i oczywiście Robert – złożyliby swoje roszczenia, a lordowie wybraliby najbardziej pasującego. Takie rady należą jak najbardziej do dobrej tradycji Westeros i zwoływano je już z błahszych powodów.
No właśnie, a starszość o jedno pokolenie to już gorsze prawa, bo to DALSZA żeńska linia Targaryenów, względem Aegona V.
Dalsza, tym niemniej wynikająca z tego samego – z pokrewieństwa z kobietą oddaną do innego rodu. Powtórzę to – Robert jest Baratheonem, nie Targaryenem, a o osadzeniu na tronie nowej dynastii musiałaby zdecydować Wielka Rada. Nie mówię, że to niemożliwe, nie mogłoby jednak nastąpić z automatu.
To, że Ty jakiś praw nie uznajesz, to nie znaczy, realiach Westeros nie są uznawane. Zgodnie z zamysłem GRRM prawa feudalne w Westeros są zawiłe – także te dotyczące dziedziczenia. Prawa Roberta są więc mocne według jednej z wykładni. Twoja wykładnia jest zupełnie inna, zapewne też poprawna – ale nie ma jedynej słusznej wersji – ja trzymam się oficjalnej baratheońskiej, bo mnie ona przekonuje, plus i moim osobistym zdaniem jest najsłuszniejszą. Nie ma synów? To szukamy wśród córek.
PS: W samej sadze mamy moment, gdy niejaka Catelyn Stark mówi swojemu synowi, że skoro Bran i Rickon nie żyją, a siostry są w rekach Lannisterów, to król potrzebuje następców. Dziadek, Rickard Stark rodzeństwa nie miał, ale jego ciotki wyszły za (tu wymienia 3 rody paniątek z Doliny, o ile dobrze pamiętam Waynwoodowie, Templetonowie i ktoś 3.), a argumentem Robba na bycie na nie nie jest:
– Lol, co to za metoda dziedziczenia
Natomiast jest:
– to paniątka z Doliny, które nie widziały Północy na oczy. Legitymizujmy Jona Snowa by był dziedzicem zamiast nich.
Baratheon sobie praw nie wymyślił – one są znane i zapewne stosowane.
Nie sądzisz, że ten fragment tylko potwierdza moje zdanie? 🙂 Robb nie bierze pod uwagę dziedziczenia przez jakichś wątpliwych krewnych poprzez ciotki, tylko woli legitymizować swego naturalnego brata.
Zgodnie z zamysłem GRRM? A gdzież to Martin wyjaśnił zasady dziedziczenia ŻT? Bo ja niczego takiego nie spotkałem. Żelazny Tron przechodził z rąk do rąk w najróżniejszy sposób, przypadki kiedy to po prostu syn dziedziczył po ojcu można policzyć na palcach jednej ręki. Nie ma też żadnych tradycji valyriańskich, bo Valyria była republiką. Zawsze jednak pozostawał w ręku jednej dynastii. Martin wprawdzie wspomina o możliwości dziedziczenia po linii żeńskiej w Westeros, ale wtedy mężczyzna przyjmował nazwisko rodu kobiety, aby zachować nazwisko dynastii. Mamy na to przykłady u Lannisterów i Arrynów. Także Jacaerys Velaryon miał zmienić nazwisko na Targaryen po objęciu ŻT. Robert nie zmienił nazwiska na Targaryen, zaś osadzenie nowej dynastii wymagałoby zgody Wielkiej Rady. Wniosek jest prosty – uzurpacja.
Tutaj ma kolega wyjaśnione, jak te sprawy widział Martin:
https://tinyurl.com/yjx3f6ma
Rozmowa Dunka z Valarrem przebiega mniej więcej tak jak w książce, choć przyznam, że podczas lektury miałem wrażenie, że książę był bardziej rozgoryczony i niemal wrogi wobec Duncana. Ale to indywidualna interpretacja. Te same słowa można wypowiedzieć na wiele sposobów.
Też to tak odebrałem – w dialogu Valarr był o wiele bardziej nieprzyjemny, tu był wręcz miły dla Dunka.
Ale dostał fajny cytat – ten ilu ojców umiera w zbrojach synów.
Zgadzam się z jednym i drugim. Tutaj książę był o wiele bardziej przychylny dla Dunka, ale ta zmiana aż tak mi nie przeszkadza, za to tekst o zbrojach był faktycznie niezły.
Relacja Burzy z Dunkiem to najgorsza część całego serialu. Oczywiste, że chcieli dodać jakiegoś wyróżniającego się bohatera, ale wszystkie wspólne sceny Dunka i Lyonela są super naiwne i mogły się wyłącznie naszemu Żywopłotowemu Rycerzowi przyśnić. Tu niestety zabrakło finezji i pewnych, nazwijmy to, realiów PLiO.
„ogromnego sabotażu dokonuje bardzo dziwne poczucie humoru showrunnera”
To jeden największych problemów tego serialu.
Za duże natężenie tego na każdy odcinek. Jeden raz fajnie i śmiesznie, jak ktoś ci każe „fu*k off”. Ale powtarzane 20 razy robi się niefajne.
Mnie to zaburzyło cały sezon niestety.
Ja podtrzymuje swoje zdanie, które mam od połowy serii.
Widzę, że serial jest jednak bardzo popularny na świecie, ale dla mnie był lekkim rozczarowaniem.
Uwielbiam te nowelki i chciałbym ich czytać wiecej i więcej, ale serial ich nie oddał tak jakby chciał. Myślę, że nawet jakby się bardziej postarali, to po prostu się nie da.
I ciągle uważam, że przeciętnego widza nie doedukowano jak trzeba na temat sytuacji w krolestwie. Może zmieni to 2 sezon.
Mojej żonie się to w ogóle nie podobało, szwagrowi tez.
Ja daje 7/10, bo mimo wszystko kawał fajnej telewizji jak na dzisiejsze czasy 🙂
PS. Marzą mi się kolejne opowiadania i tomy Ognia & Krwi. Sagę PLIO mam gdzieś.
BTW ,ostatni odcinek to dla większości widzów zdradził zwiastun. bez kitu, w ogóle nie musieli go oglądać xD
Rozgoryczenie Burzy, smutek Dunka, rozmowa z Valarrem, propozycja Makeara. Wszystko było podane przed odcinkiem. Jedynie brakło tej ważnej kwestii o stopach.
Jakby tak serial zrobił flashforward do Summerhall w 259r. to by zyskał dużo. Dodać przebitki Jaja na tronie i Dunka jako gwardzisty.
Swoją drogą ile lat miał Jajo jak zasiadł na tronie?
Wstąpił na tron w 233 roku, więc rocznikowo miał 33 lata.
Nie trafia do mnie ten argument, że widz nic nie wie o sytuacji politycznej w Westeros, bo przecież oglądając pierwsze odcinki Gry o tron to nic nie wiedział o tym świecie.
No i własnie tutaj się wybitnie mylisz.
I też tutaj jest diametralna różnica między 1 sezonem GOT a R7K. Otóż w 1 sezonie GoT specjalnie dodali dodatkowe sceny by wyjaśnić historię Rebelii i coś się działo wczesniej.
Jakby robili wtedy tak jak Rycerza, to by nie było żadnych scen Lannisterów czy Roberta. Przecież nie było POV Jaime czy Cersei.
Moim zdaniem Rycerz skorzystałby na takich zmianach.
Ta ostatnia scena w serialu jest kompletnie bez sensu. Maekar nie wie, gdzie jest Aegon. Może uciekł z Dunkiem, może porwali go rabusie, a może jacyś bandyci poćwiartowali go na kawałki? Maekar szukałby syna.
No właśnie. Widziałam teorię, że Maekar wie, tylko udaje, żeby nikt się nie dowiedział gdzie jest Aegon. I chociaż mi się to nie klei, bo wypada bardzo podejrzanie, to jedyne możliwe wytłumaczenie.
Tak jak napisałaś, to jedyne logiczne wytłumaczenie. Tylko czy darcie się na pół Westeros, gdzie jest Aegon, zapewni mu większe bezpieczeństwo?
Gdyby Jajo naprawdę skłamał, a Maekar szukałby syna, to chyba pierwszym naturalnym krokiem byłoby rozesłanie po całym Westeros kruków z rozkazem poszukiwania i przekazania koronie wyjątkowo wysokiego wędrownego rycerza z bardzo młodym, łysym giermkiem. Wystarczyłoby kilka tygodni i Jajo by się znalazł, a Dunk by zawisł.
Kilka tygodni? Znaleźliby go w tym samym dniu, w którym uciekł. Dunka może by puścili, a może powiesili.
„Trzy razy nas showrunner chciał rozbawić (Lyonelem, tuż po śmierci Baelora; małżeństwem Raymuna po pogrzebie; informacją o ucieczce Jaja w końcówce). Za każdym razem było to zwyczajnie zbędne. Pod żadnym względem nie były to wszakże zmiany kompletnie psujące odcinek, po prostu trudno uciec od wrażenia, iż trzeba było się trzymać bardziej spójnego tonu.
Na szczególną uwagę zasługuje tu ostatnia scena Maekara. Uważam, że serial zrobił naprawdę wiele, by pokazać bardziej ludzkie oblicze księcia, stąd też nagłe wskazanie nam, że jednak argumenty Dunka do niego nie trafiły jest rozczarowujące, i wygląda na wybieg uczyniony tylko dla efektu komicznego”
Zgadzam się w pełni. Te wątki humorystyczne były niepotrzebne, a ostatnia scena w pewien sposób zaburza zmianę podejścia Maekara, który w książce przyjął argumenty Dunka (a przynajmniej tak to można odebrać), chociaż były one dla niego gorzkie. Pomijam już fakt, że gdyby Maekar naprawdę się nie zgodził to szukałby Jaja wszędzie i rozesłał za nim ludzi więc to było bardzo naiwne, że niby Jajo bez jego zgody sobie ot tak pojechał z Dunkiem.
Odcinek ogólnie zły nie był i miał swoje fajne momenty, głównie tam, gdzie trzymał się książki. Ale ta niechęć Roześmianej Burzy i Fossowayów do Targaryenów wyszła moim zdaniem niezbyt dobrze i była wprowadzona na siłę. Bealor niczym nie ryzykował walcząc przeciwko Gwardii i krewnym? No tak nie ryzykował, że aż stracił życie. Próba walki to zawsze ryzyko dla każdego. Po stronie Dunka straciło życie 3 ludzi…
Serial oceniam pozytywnie i cieszę się, że go nakręcili. Ale chciałbym, żeby kolejne sezony już ściślej trzymały się książek.
No i właśnie, wiadomo kiedy mniej więcej planują wydać 2 sezon?
Odcinek fajny, nie powiem. Były dwa momenty, kiedy jawnie parsknęłam śmiechem (a że oglądałam to na korytarzu, czekając aż moja córka skończy zajęcia z logopedą, to ludzie się dziwnie popatrzyli) i co ciekawe, nie są to te momenty, które Dael wskazuje w recenzji jako „te co miały rozbawić”.
Pierwszy raz był wtedy, gdy podczas rozmowy z Duncanem Lyonell zaczął załatwiać potrzebę fizjologiczną. Potrzeba ludzka rzecz, ale pojawiła się wtedy w mojej głowie myśl „Aha, czyli obrzydliwy żart mamy odfajkowany” i ta myśl mnie rozbawiła.
Drugi, to gdy Duncan rozmawia z Jajem na temat liczby królestw i pojawia się plansza A KNIGHT OF NINE KINGDOMS. No cudo XD
Bardzo mi się też podobała scena z Raymunem. Akurat ten ślub z prostytutką był zbędny (przypomina mi to sprawę z Tyshą, chociaż chyba nie ma zbyt wiele zbieżności), choć oglądało się to przyjemnie. Natomiast przesunięcie sceny z przemalowaniem tarczy z momentu przed walką na moment po walce było fajnym posunięciem, chociaż trochę mi się nie zgadza podbudowa. W opowiadaniu była to (chyba) własna decyzja Raymuna, w serialu wygląda to tak, jakby zdecydował się na to po tym jak kuzyn się go wyrzekł. Drobiazg w sumie.
Natomiast zakończenie sezonu nie podobało mi się totalnie. Zauważmy, że w pierwszych dwóch – trzech odcinkach Jajo NIE KŁAMIE na temat swojego pochodzenia. „Matka mi umarła” – to jest jedyne, co mówi wprost. Poza tym dobierał słowa i lawirował między faktami jak urodzony prawnik. Dunk sam sobie zbudował teorię, że ma do czynienia z ubogim, zagłodzonym, osieroconym chłopcem (mam na ten temat więcej do powiedzenia, ale napiszę to pod omówieniem całego sezonu), a Jajo nie wyprowadził go z błędu. Tylko tyle i aż tyle.
Natomiast wszystko wskazuje na to, że w końcówce mamy do czynienia z jawnym kłamstwem i bardzo mi się nie podoba ten zabieg. Może dlatego, że Jajo już w opowiadaniu uruchamiał we mnie uczucia macierzyńskie, a w wykonaniu Dextera to już w ogóle 🥰🥰🥰 i bardzo bym nie chciała musieć źle o nim myśleć. I nie, scena gdy poszedł do Aeriona z nożem nie działa na mnie aż tak mocno, po pierwsze dlatego że wiemy od kogo to podłapał, a po drugie nie wierzyłam że zabije brata. Moim zdaniem skończyłoby się na strachu… Tym razem. Ale kłamstwo, wygłoszone spokojnie i z pełną świadomością? Jakoś mi to do niego nie pasuje.
Aha, gdy Dunk pyta, czy podsłuchiwał, a Jajo zaprzecza, to widziałam wyraźnie, że Dunk mu nie wierzy 🤣🤣🤣 i widziałam że Jajo to wie. Może nadinterpretuję.
Spotkałam się z teorią, że Maekar UDAWAŁ zaskoczenie zniknięciem Aegona, bo nie chciał żeby ktokolwiek dowiedział się, że mały pojechał z Duncanem. Teoria moim zdaniem naciągana, ale jednak jedyna możliwa. Naciągana, bo co, nie wyśle zaraz gwardzistów, albo i zaprzysiężonych rycerzy, na poszukiwania? Nawet sam mógłby pojechać, zwłaszcza że nie minęło dużo czasu i jeszcze jest szansa dowiedzieć się, którędy pojechał ten wielkolud z podbitym okiem i czy towarzyszył mu mały chłopiec. Oczywiście, że nie wyśle (bo wie), ale wypada to podejrzanie w oczach jego towarzyszy. Niby może jednemu i drugiemu kazać zamknąć jadaczkę i nie zadawać zbędnych pytań, ale nadal stąpa po cienkim lodzie. No ale jak wspomniałam wyżej to chyba jedyne możliwe wytłumaczenie sytuacji, które nie robi z Jaja kłamczucha, a z Maekara osobnika niereformowalnego.
Na razie to tyle z mojej strony, komentarz i tak jest za długi.
Pragnę jeszcze podziękować Daelowi za wykonaną pracę. Dzięki Twoim omówieniom mogę przeżywać każdy odcinek wielokrotnie 🥰🥰🥰
Ach racja, zapomniałem jeszcze o tej kretyńskiej scenie z nożem. Ech… :/
Jest jeszcze jeden problem. W następnym opowiadaniu Jajo nosi w bucie pierścień potwierdzający jego tożsamość. Zakładam, że dzieciak jeszcze biżuterii nie nosił i dostał ten pierścień na w razie W. Gdyby Maekar go nie puścił, to nie wyposażyłby go w pierścień. Czyli co? On mu ten pierścień wykradł?!
A to też się nie spina, bo Jajo wychodzi na hipokrytę, który chce uciec od rodziny, ale jakby co to zakłada, że ta go uratuje i w sumie to on nie ma nic przeciwko, bo to jej psi obowiązek. Dzieci są niekonsekwentne (dorośli z resztą też :)), ale że aż tak?
No właśnie, ten pierścień! Mnie on też uwiera, chociaż to nie ja noszę go w bucie 😉 Nie klei się ta cała sprawa i tyle.
Będą musieli to jakoś inaczej rozwiązać i wytłumaczyć. Z tego co pamiętam w Zaprzysiężonym Rycerzu akcja toczy się dwa lata później od wydarzeń z Ashford i Dunk wspomina wizytę w Summerhall oraz w Starym Mieście, gdzie Aemon go zmierzył. Więc może Jajo w pewnym momencie mu się przyzna że dał nogę a Dunk będzie chciał go odstawić. Może zrobią z tego jakąś retrospekcję??
Miało być „w Zaprzysiężonym mieczu” oczywiście 😉
To by było fajne rozwiązanie, ale raczej nie ma szans – showrunner twierdzi, że chciał pokazać wizytę u Aemona, ale budżetu mu zabrakło, a aktor grający Maekara mówił w wywiadzie, że bardzo by chciał, ale w drugiej serii go nie będzie. Chyba, że wszyscy kłamią 🙂
Z tym budżetem coś jest na rzeczy, przy kilku okazjach pojawiały się tłumaczenia, że budżet… Cóż mamy kapitalizm akcyjny, liczy się głównie to, co się podoba akcjonariuszom.
Dobra uwaga z tym pierścieniem. Kolejny argument za tym, że rozwiązanie serialowe z ucieczką Jaja bez wiedzy Maekara było po prostu słabe.
A może za dużo instynktu macieżyńskiego? 😉. Dużo się zgadzam. Wrzucili temat który będzie ciekawy jak go rozwiázá. Następca tronu po takiej akcji raczej by tematu nie zostawił. Jajo ryzykował czy Dunk nie bedzie chcial potwierdzić, a Dunk czy by poszedł w ciemno po takiej lekcji jak rurniej? Zobaczymy, mam nadzieje że jest to jakiś pomysł co nas fajnie zaskoczy.
Szczerze mówiąc, tfurcy z HBO mają rzadki talent. Cokolwiek w ekranizacjach Martina dołożą od siebie, musi być tak głupie, że tylko się za głowę złapać. Przy poprzednim odcinku wsadzili idiotyczną scenę, gdzie ser Arlan bezkarnie morduje dwóch funkcjonariuszy Straży Miejskiej, teraz Dunk przyjmuje Egga na giermka bez wiedzy i pozwolenia Maekara. I kolejny smok robi hop z piwnicy… :/
Mi osobiście przeszkadzał jedynie Baratheon, cała ta jego relacja z Dunkiem była skrajnie niewiarygodna i zgrzytała mi dosłownie w każdym odcinku w którym taka interakcja się pojawiała. Oczywiście kreacji aktorskiej nic zarzucić nie można i w ogólnym rozrachunku to pierdoła.
Cieszy przede wszystkim powrót do formy seriali ze świata Westeros, bo zdaje się że 2 sezon Rodu Smoka zniechęcił do tego uniwersum bardzo wiele osób, nie mówiąc już o zakończeniu GoT.
W relacji z Lyonellem orzeszkadza mi to samo, co w relacji z Rafe – była niepotrzebna. Gdyby nie propozycja Baratheona, mogliby się rozejść w przyjaźni, co dodałoby tragizmu ich późniejszemu pojedynkowi. Ale po co tak starannie budowali tę relację, skoro na koniec sezonu ona i tak idzie do kosza?
A moim zdaniem robi się wiarygodna przy założeniu, że Lyonell miał z tego ubaw. On przez większość czasu zwyczajnie kpi z Dunka i ma jeszcze większą radochę, gdy Dunk w swej naiwności tego nie widzi. Moim zdaniem jedyny moment, kiedy jest szczery, to rozmowa pod wiązem.
Strasznie mni rozzłościło to zakonczenie. Psuje totalnie scene w lochu kiedy Dunk mial do Jaja pretensje przede wszystkim za to ze go oklamal. Ze sie nim bawil.
Mija cały dramat procesu i próby, a Aegon powtarza schemat 1:1. Przeciez jedyna logiczna konsekwencja ostatniej sceny jest poszukiwanie Dunka przez wszystkich i skazanie go.
Czy w takim razie wg serialu linia zielonego jabłka Fossoway wcale nie pochodzi od Ramuna (może urodzi się dziewczynka)? Coś jak „dwie krople smoczej krwi” u Plummów
Serial może dać Rowan syna, ale ten może umrzec w kołysce, a ona przy porodzie. Może to też być dziewczynka. Więc sam fakt, że może być ona już w xiąży z Dondarrionem w sprawie linii o niczym nie świasczy.
Możliwe, choć to zależy od tego, czy Rowan rzeczywiście urodzi chłopca. Nawiasem mówiąc – wspominając o Plummie podsunąłeś mi pomysł. Ten facet z białymi włosami obok Maekara to może być Viserys Plumm! Jego syn brał udział w turnieju, więc ma powód, żeby też się tam pojawić.
E, nie, jednak nie. Sprawdziłem wiek, Viserys powinien być w trakcie turnieju trochę po czterdziestce, a tutaj mamy faceta, który jednak wygląda na 60+.
Akurat fakt, że 40+ latek w średniowiecznych realiach wygląda na sześćdziesiąt to nic dziwnego, zwłaszcza, że zdrowie Viserysa chyba zbyt dobre nie było na starość, skoro zmarł w łożnicy… Mógł wtedy być nieco żwawszą (ale w ostatecznym rozrachunku mniej żwawą) wersją Waldera Freya, czyli totalnym ramolem.
Cofsm co napisalem, pomylilem Plummów! To nie może być Viserys, jest o wiele za młody (urodził się w 176 lub 177, więc w 212 roku nie ma nawet 40 lat).
Tia, moja wina, niechcący dodałem Viserysowi 10 lat. Był trochę po 30, nie 40. Tak czy siak kilku dekad brakuje 🙂
A turniej był w 209, nie 212.
Ja myślałem, że to Aerys.
Aerys na turnieju to tak jakby Baelor Błogosławiony w burdelu 😉
Tak w ogóle, w nowelce było że Maekar nie pamięta żeby zadał taki cios Baleorowi.
Dziwne rzeczy się działy w tamtych czasach 🙂
Ja tylko takie małe ad vocem do teorii kolegi o Bloodravenie mieszającym w dynastycznych sprawach Targaryenów. Chciałbym zauważyć, że kłopoty czarnowłosych Targaryenów, mających widoki na Żelazny Tron, zaczęły się już grubo przed narodzinami Bloodravena. Rhaenys. Najpierw została dwukrotnie pominięta, potem zginęła podczas Tańca Smoków. Dalej mamy synów Rhaenyry. Po kolei ginie trzech najstarszych. Pech zatrzymuje się dopiero na srebrnowłosym Aegonie. Przypadek? 😉
Bo jej dzieci to potomkowie Strongów a nie Targów.
Jak nie Targów? Przecież to dzieci Rhaenyry. Baelor i Maekar też nie mieli w sobie większego procenta targaryeńskiej krwi.
W przypadku dzieci Rhaenery to mam wrażenie, że to sprawka Bogów, którzy nie chcieli dopuścić do takiej zniewagi.
Chyba, że tego samego, tylko zmienia się trójoka wrona?
To by jednak implikowało istnienie bogów w uniwersum. Ja nie mam nic przeciwko, ale chyba nie wszyscy fani tak uważają. Zresztą jak napisałem powyżej synowie Rhaenyry genetycznie byli takim samymi Targaryenami jak Aerys i Maekar, którzy królami jednak zostali. Bogom zależałoby na jakichś ludzkich zasadach?
Mogło być też tak, że jedyne na czym zależało to by z Rhaegara i Lyanny urodizł się Jon. Albo Deanarys z Aerysa.
Tak czy inaczej, wszystko szlak trafia w czasie rebelii Roberta. Może akurat wtedy już robota z dynastią była skończona?
Trzeba by dorwać te ksiązki, które dorwał Rhaegar, Aegon Jajo i pewnie kilka królów przed nimi.
Być może wszystko było tylko po to by spełniła się przepowiednia karlicy o księciu.
Znali całą ścieżkę, od Rhaenys do Rhaegara? Jestem zdecydowanym przeciwnikiem fatalizmu obecnego w niektórych religiach, że „wszystko jest zapisane”. Jeżeli jest, to po co w ogóle coś robić? I jaka czyjaś zasługa w tym, że jest zły czy dobry? Za co ta Walhalla dla kogoś, kto już w momencie urodzenia miał zapisane, że umrze jak bohater?
A jeżeli nic nie jest zapisane i bogowie chcieli w ten sposób „wyhodować” kogoś takiego jak Rhaegar czy Daenerys, to skąd wiedzieli 200 lat wcześniej, że narodzi się z tych konkretnych linii (np. Viserysa II) a nie z innych?
Cóż, jestem skłonny uwierzyć, że na przestrzeni wieków ktoś wpływał na dynastię Targaryenów. Wątpię jednak, żeby to był jeden ośrodek i żeby przyświecał mu jeden cel.
No cóż, być może 200 lat to za dużo, ale na przestrzeni 100 to już może być. Akurat tyle ile żył Bloodraven.
Skądś się Jenny i karlica wzięły.
To już możliwe. Byłby to numer w stylu Martina. Trochę jak z Jeyne Westerling.
I ja myślę, że bycie złotowłosym też nie ratowało, bo tak nagle Aerion zdecydował się być psychicznie chory i wypić ogień?
Albo doszło do wypadków Summerhall?
Albo przypadkiem pojawiła się Jenny, by zmienić linie sukcesji?
Przypadkiem to Aemona wybrał Dareon na bycie maestrem?
Baleor zmarł przypadkiem po ciosie, którego Maekar nie pamięta. A Maekar przecież ponoć żywił urazę, że nikt nie pamięta jego czynów z Bitwy na polu spalonej trawy. Mamy wierzyć, że nie pamięta walki z bratem 5 min wcześniej?
Valarr i Matarys umierają chwile późneij w chorobie. Czemu nie umarli zamiast nich Maekar i ktoś inny?
Kolejny się zakrztusił jedzeniem, a nastepny zmarł w dziwnych okolicznościach po stosunku.
Był też Aelor, który zmarł chyba w najbardziej tajemniczych okolicznościach.
Tak w ogóle śmierci Aelora i Aeriona były konieczne by Jajo dostał tron.
Więc albo to wybieg Martina by pasowało albo kogoś innego by poszła linia prosto do Jahaerysa i Aerysa.
Jakby mnie przyciśnie to może rozpisze to na teorie 😀 Tylko musiałbym książki poprzeglądać jeszcze.
No generalnie by 4 syn 4 syna dziedziczył musi dojśc do serii zgonów. Ale po kolei, chronologicznie w linii sukcesji:
– z wyjatkiem Jenny ze Starych Kamieni, bo to historia nie z tego czasu, ona wyszła za Księcia Ważek, a Duncan był pierworodnym właśnie Aegona V.
– śmierć Baelora – Maekar pamięta walkę, ale nie pamięta samego ciosu, który zabił brata, tak jak bokser nie pamięta każdego ciosu, który zadaje. Maekar uderzył w Baelora (i vice versa) MINIMUM kilkanaście razy, więc nic dziwnego.
– Valarr i Maetherys – czemu nie zmarł Maekar i ktoś inny? No bo oni zachorowali i ich układ odpornościowy nie dał rady. Nihil novi, zwłaszcza, że może Valyrianie mają najwyraźniej odporność na wiele chorób, ale nie na wszystkie, co pokazuje nie tylko ich przykład, ale też epidemia takiej drżączki.
– Aerys – nie miał potomstwa
– Rhaegal – wariat, udławił się
– Aelor – tu faktycznie bardzo podejrzana sprawa, zamordowała go jego własna bliźniaczka.
– Dareon – zmarł, podobno na francę, jako trzydziestokilkulatek, nic dziwnego.
– jego córkę wykluczono z sukcesji, była kobietą słabą ma umyśle
– Aerion – był wariatem i temu wypił dziki ogień.
– Maegor – może dalej żyć (ale raczej wtedy Martin by go wprowadził gdzieś w PLiO, więc pewnie zginął w Summerhall), miałby około 67 lat, pominięto go w sukcesji, bo Aerion był wariatem, a po dziecku nie widać czy oszalało.
– Aemon – został wysłany do Cytadeli nie bez powodu, otóż był baaardzo daleko w linii sukcesji, a lubił czytać, więc król chciał mu znaleźć zajęcie w życiu, by kiedyś potencjalnie nie zdestabilizował królestwa. Typowa praktyka w średniowieczu kierowania dalszych synów ku karierze duchowej tu ma swoją westeroską wersję.
Podsumowując – mamy cały jeden (!) podejrzany zgon.
No nie żartuj. Można uwierzyć w przypadek, że choroba wybrała czy ten cios był przypadkowy, ale w całą reszte?
Rhaegal się udławił, taaa
Aerion, był skurczysynem i mendą, ale nie aż takim szaleńcem! Miał w miarę normalny żywot, walczyć w Essos czy w Rebelii. Był przytomny na tyle, by zażądać próby 7 zamiast 1 na 1.
Z Aemonem racja. Zresztą pewnie Martin najpierw go napisał w GOT, a później dodał lore.
Tak czy inaczej, za dużo przypadków 🙂
Poza tym to co się stało po wstąpieniu Jaja na tron też ma znaczenie.
Jenny, karlica, Summerhall itd.
BTW, w królestwie było sporo ludzi, dla których obecność Dorne na dworze była czymś skandalicznym. Dlatego też wielu poparła Daemona.
Kto wie czy za część śmierci tych Targów z genami Dorne nie odpowiadają tacy ludzie 🙂
No ale od Daerona II wszyscy mają geny dornijskie. Pozbawiona ich jest tylko linia Balckfyre’ów.
Być może widoczne geny bardziej przeszkadzają 😛
Z pewnością, jeżeli ktoś kieruje się określoną estetyką. 🙂
Nie no… Przecież Aerion nie wybije z dzbana jutro. Teraz jest w stanie zachowywać pozory, ale za dekadę moze nie byx̌, bo choroba umysłowa postępuje.
Dziwna ta choroba u Targów. Ja w takie przypadki nie wierzę.
Może smocze sny się objawiają u niektórych po jakimś czasie. Wtedy to tłumaczy dziwne zachowanie wielu z nich na przestrzeni wieków.
Nawet Aerys nie był tak walnięty przed 30tka.
Tylko Aegon IV był kretynem od urodzenia.
To wygląda trochę, jakby ktoś celowo rył pod dynastią Targaryenów, niekoniecznie kierując się kolorem włosów. Jacaerys byłby o niebo lepszym królem niż Aegon II i prawdopodobnie lepszym niż Aegon III i Viserys II. Zaś Baelor byłby lepszym królem niż Aerys i Maekar. Pewnie Valarr byłby też lepszy niż Jajo. Tu idzie jakaś selekcja negatywna.
Cóż. Akurat był też gdzieś cytat, że wielu złych ludzi bylo dobrymi królami, a wielu dobrych złymi. Chyba Aemon to powiedział?
To czasem nie z Wiedźmina? Pasuje do Sapka. 🙂 Z książki nie przypominam sobie tego cytatu. Może z serialu? Nieważne, bo cytat jest ewidentnie głupi. A w każdym razie niezbyt przemyślany. Mianowicie kogo uznać za dobrego człowieka? Tego co dba o bezpieczeństwo na traktach, żeby zbóje nie łupili kupców? Zabezpiecza plony, żeby poddani nie chodzili głodni? Dba o rynki dla rzemieślników? Czy tego kto uchlewa się co wieczór i wydurnia z kumplami? Taki Robert był z pewnością świetnym kompanem, ale czy dobrym człowiekiem? Lyonel podobnie.
Znalazłem. To z Tańca ze Smokami.
Clydas mówi do Snowa:
„Many good men have been bad kings, Maester Aemon used to say, and some bad men have been good kings.”
Dzięki, spoko. Jednak zdania co do jego sensu nie zmieniam. 🙂
Może już ktoś pisał, a ja przeoczyłam, ale stąd ta pewność, że Rowan jest w ciąży? W poprzednich scenach nic nie było widać, a to jest prostytutka, wie jak sie zabezpieczać.
Obstawialam podczas oglądania, że puściła Raymunowi ściemę by go zmobilizować do małżeństwa i zaraz postara sie by w tej ciąży faktycznie byc.
W Westeros nie ma chyba antykoncepcji przed, jest znana tylko po, tak przynajmniej wskazuje POV Arianne.
Z ostatniej chwili:
Ktoś się dopatrzył, że w ostatniej scenie Maekar nie ma pierścienia, który miał rozmawiając z Dunkiem, więc musi go mieć Aegon… Dostał, czy ukradł, oto jest pytanie?
Nie dostrzegłem, to może dać inny punkt widzenia skąd pewien list w bucia Jajo jak będą kłopoty, jednak pewnie takie coś by przy nom znaleźli, jestem ciekawy jak to pokierują.
Pora wrócić do nowelek bo aż tyle nie pamiętam. Odcinek w sumie z racją bytu jak taki dzien kaca po grubej imprezie że uczestnicy mało pamiętajá albo mają moralniaka. Lyonel chyba nie był aż takim antygonistą Targów ale może jednak skoro wystąpił przeciw nim to może coś było na rzeczy. Też inaczej odbierałem śmierć Baleora, bardzo fajna ta scena i rozmowa Dunka z Maekarem. Ciekawi mnie ilu nowych „smoków” zrobił Aerion za morzem. Bo nie wierzę żeby miał się zmienić, a uprzedzając że wrócił to raczej na wyjeździe nie oddawał się medytacji czy jodze 😉. Wiemy już że Dunk nie jest rycerzem, chyba że kolejny sezon wrzuci jeszcze jakieś autorskie retrospekcje, no i że Jajo to kłamczuch, tylko wtedy pewnie ojciec bedzie govszukał, a to trochę podważa to co wyciágnie z buta. Mam rok na odświeżenie tego tematu. Mi się sezon podobał i czekam na więcej. Fajnie też poczytać wszystkie komentarze jak spoleczność żyje i przyjeła temat.
Mam wrażenie – czytając niektóre komentarze – że niektóre osoby chciałyby, żeby serial nic nie zmieniał z materiału książkowego, nie wprowadzał żadnych modyfikacji i pokazywał wszystko, słowo po słowie, tak jak było w książce. A przecież serial / film to jest zupełnie inne medium niż książka!
Bardzo lubię opowiadania, ale serial uważam za podobnie dobry – to naprawdę bardzo dobra i wierna ekranizacja. Trochę nie rozumiem opinii co do Lyonela Baratheona – serial rozbudowuje tę postać, może daje jej trochę inną podbudowę, ale to nie ma raczej wpływu na dalszą historię tych bohaterów.
Ta niechęć do Targaryenów, która jest widoczna u kilku bohaterów, wydaje się całkiem niezłym podbudowaniem i wyjaśnieniem późniejszej rebelii Roberta – dla widzów serialowych.
Jedyne, do czego można mieć pretensje, to ostatnia scena, która zmienia (w zależności od interpretacji) motywy Aegona i Maekara. Rozumiem wydźwięk komediowy, jest ok, ale robi z Jaja małego kłamczucha, a z Maekara – osobę ślepą na skutki pałacowego wychowania. O ile, oczywiście, uznamy najprostsze wyjaśnienie (kłamstwo Jaja i ucieczkę wbrew woli ojca) za prawdziwe.
Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie jakoś to jednak zdementują. (W opowiadaniu nie było wprost napisane, że Maekar zgodził się na warunki Dunka, ale w przeciwnym razie Dunk i Jajo zostaliby raczej dość szybko złapani, co mogłoby się zakończyć dla Dunka niezbyt pozytywnie).
„A przecież serial / film to jest zupełnie inne medium niż książka!”
Sorry, ale to jest ulubiony argument wszelkiej maści grafomanów, pragnących wciskać do scenariusza swoje wypociny, zamiast trzymać się zamysłów autora. Warty tyle samo co ten o „różnorodności”. Zaręczam, że da się przełożyć każdą książkę na medium filmowe bez tego balastu.
Zresztą fani są tolerancyjni. Narzekamy tylko wtedy, gdy te pomysły są gorsze od tego, co stworzył autor. A że jest tak w 99% przypadków to cóż poradzić. Gdyby ci scenarzyści byli tak utalentowani jak Martin, to ich dzieła by filmowano, nie jego.
Jak wyżej napisałem, serial skorzystałby na zmianach, ale takich które wprowadzono też w 1 sezonie GOT.
Problem z Lyonelem nie jest taki, że ma takie a nie inne cechy czy niechęć do Targaryenów. Ta dziwna relacja z przypadkowo spotkanym rycerzem jest po prostu ukazana skrajnie niewiarygodnie w świetle świata przedstawionego i wygląda jak halucynacja Dunka po kontakcie głowy z framugą
W sumie to czemu sir Arlan nie pasował Dunka na rycerza? Nie czytałem nowelek, ale jeśli miałbym wymyślić jakieś „własne” rozwiązanie, będące w logice świata — to powiedziałbym, że sam nie został „praworządnie” pasowany na rycerza i miewał podobny dylemat co później Dunk… To byłoby chyba najzgrabniejsze wytłumaczenie
W książce nie jest wyjaśnione czy sir Arlan go pasował, aczkolwiek Martin zostawia wyraźne wskazówki, że nie pasował. W serialu pokazano jednoznacznie, że nie pasował. A jaki był powód? Ja bym stawiał na to, że ser Arlan uważał Dunka jeszcze za zbyt młodą i niedoświadczoną osobę, żeby już go pasować na rycerza. Pewnie miał to w dalszych planach, ale nie zdążył tego zrobić, bo zachorował i umarł 😉
Dokładnie. Ludziom zawsze się wydaje, że mają jeszcze czas na wszystko, tymczasem zwykle to g… prawda. 🙂 Mnie bardziej dziwi, czemu Dunk nie znalazł innego rycerza, który dopełniłby tej formalności? Jedyna w miarę logiczna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy, to że nie zrobił tego przez szacunek dla zmarłego. Dunk wolał udawać pasowanego niż tłumaczyć wszystkim, że uczył go ser Arlan, ale pasował go jakiś ser Ebenezer Kaczka. I dlaczego.