
Trzymacie wszystkie swoje dokumenty w internetowej chmurze? Dawaliście dostęp do pamięci swojego telefonu, żeby przerobić sobie zdjęcia kotków? Gwarantuję, że po przeczytaniu “Doskonałego państwa policyjnego” dziesięć razy zastanowicie się nad zalogowaniem gdziekolwiek. Prędzej podejmiecie decyzję o wyjeździe w Bieszczady. Autorem tego reportażu jest Geoffrey Cain – amerykański dziennikarz, autor “Republiki Samsunga” i specjalista od spraw Dalekiego Wschodu. W czasie podróży po Azji zdarzyło mu się nadepnąć na odcisk kambodżańskiemu reżimowi oraz południowokoreańskim magnatom, ale najwidoczniej mało mu było wrażeń, bo kolejnym celem jego dziennikarskiego śledztwa stało się Państwo Środka.

“Doskonałe państwo policyjne” składa się z dwóch zasadniczych, przeplatających się części. Pierwsza to opowieść o Ujgurach i sytuacji geopolitycznej w prowincji Sinciang, czyli zachodnich rubieży Chin. Ta starożytna kraina w niczym nie przypomina obrazków, z jakimi na ogół Europejczyk kojarzy do niedawna najludniejszy kraj świata. To rzadko zaludnione ogromne kotliny wciśnięte między potężne łańcuchy górskie, bardziej przypominające Mongolię lub Afganistan niż tarasy ryżowe w dolinie rzeki Jangcy. Klimat jest niezwykle surowy, a mieszkańcy dumni ze swojej bogatej kultury i wielosetletniej tradycji. Nic dziwnego, że ich stosunki z Chińczykami Han (tymi ze wschodu) od zawsze były napięte. Sinciang jest zresztą regionem autonomicznym, a nie prowincją. Jednocześnie silne są tam tendencje separatystyczne, a bliskość afgańskich gór i islamski radykalizm tylko dolewają oliwy do ognia. Od ponad dekady władze chińskie prowadzą więc zakrojoną na gigantyczną skalę akcję, która oficjalnie ma służyć zapewnieniu porządku i spokoju. W praktyce zaś celem działań Pekinu jest systematyczne rugowanie ujgurskiej kultury oraz “naturalizowanie” członków tego narodu na prawomyślnych Chińczyków, a także fizyczna likwidacja tych, którzy naturalizować się nie dają.
Tego wszystkiego – całego tła historycznego, a potem szczegółów dotyczących sposobów “reedukowania” i gnębienia Ujgurów – dowiadujemy się na podstawie relacji ludzi, którym udało się uciec z Sinciangu, głównie do Turcji. Cain odbył wiele podróży do Azji, gdzie nawiązał kontakty z członkami ujgurskiej diaspory. Dziesiątki wywiadów, które udało mu się przeprowadzić, pozwoliły stworzyć przerażający obraz społeczeństwa deptanego bezlitosnym butem autorytarnego rządu. Jest to przy tym opowieść skierowana do osób, które o Ujgurach słyszały lub czytały, ale – podobnie jak ja – nie orientują się w sytuacji geopolitycznej centralnej Azji. Myślę, że autorowi udało się w bardzo skondensowany sposób przedstawić rys historyczny, a potem przejść płynnie do wydarzeń z XXI wieku. A te jeżą włos na głowie.

W przeciwieństwie do innych szalonych dyktatur, które postawiły sobie za cel zniszczenie jakiejś grupy ludnościowej, Chińczycy zabrali się do roboty w oryginalny i przerażająco skuteczny sposób. Zamiast prostackiego mordowania na masową skalę (choć do takich metod też się uciekają) stworzyli prawdziwy przemysł, za pomocą którego dosłownie wymazują z umysłów pamięć o kulturze i tożsamości narodowej Ujgurów. W stworzonych na wzór obozów koncentracyjnych centrach szkoleniowych prane są mózgi pojmanych ludzi, którzy zostali uznani za zagrożenie dla reżimu i państwa. Głównym źródłem informacji Caina była dziewczyna, która przeżyła taki obóz – miała szczęście, że trafiła tam na początku całej akcji, zanim jeszcze Sinciang został odcięty od świata. Zawiniła głównie tym, że studiowała w Turcji i gdyby nie splot szczęśliwych okoliczności, pewnie nie udałoby się jej wydostać i zachować pełni władz umysłowych. Opisy praktyk stosowanych przez Chińczyków są niczym wyjęte z kart dystopijnych powieści. Przywodzą też na myśl wspomnienia z niemieckich obozów zagłady.
Ale to tylko jedna część tej książki. Druga dotyczy tytułowej chińskiej inwigilacyjnej dystopii, bez której walka z ujgurskim elementem wywrotowym nie byłaby możliwa. Wszystko zaczęło się od walki z terroryzmem. Dla świata zachodniego historycznym punktem zwrotnym był zamach na World Trade Center. Dla Sinciangu zamachy w Urumczi z 2014 roku, które towarzysz Xi Jinping odebrał bardzo osobiście (jeden miał miejsce w trakcie jego wizyty w regionie). Od tamtej pory rozpoczął się w Chinach wielki eksperyment, który przekształcił kraj w mokry sen Wielkiego Brata. Cain opisuje burzliwe dzieje rozwoju chińskiego przemysłu informatycznego nastawionego na inwigilowanie społeczeństwa. Przetwarzanie danych, rozpoznawanie twarzy i przede wszystkim sztuczna inteligencja, która pozwala cały ten proces zautomatyzować – dziś to wszystko jest naszą codziennością, ale geneza powstania informatycznej pajęczyny, która przenika każdą dziedzinę życia, jest bardzo mroczna.

Nie jest tajemnicą, że Chińczycy całą technologię ukradli Amerykanom. Obojętne czy mówimy o studentach wynoszących dane z uczelnianych laboratoriów, czy o tradycyjnym szpiegostwie przemysłowym w każdej możliwej formie – początkowo żadna przełomowa myśl nie zrodziła się w chińskim umyśle. Oczywiście amerykańskie i europejskie firmy same ukręciły sobie bat na tyłki, ochoczo wchodząc w kooperacje z chińskimi partnerami, mamione wizją wagonów pieniędzy. Skończyło się na obecnej zimnej wojnie handlowej, izolowaniem Huawei i kilkoma skandalami, ale mleko już się rozlało. Chińczycy osiągnęli większość zakładanych celów, mają dziś technologie, o których marzy każdy satrapa. Smród ciągnie się za to za wielkimi amerykańskimi firmami technologicznymi, które brały aktywny udział w pracach badawczych i rozwojowych nad chińskimi wynalazkami. Myślicie, że skąd w Microsofcie te wszystkie kretyńskie pomysły na nowego Windowsa? Albo gdzie uczono algorytmy Waszych iPhone’ów rozpoznawania twarzy?
“Doskonałe państwo policyjne” to bardzo ponura książka. Pozostawiła mnie z poczuciem grozy i zrezygnowania, bo według tego, co pisze Cain, jest już za późno, żeby odkręcić pewne sprawy. Chińczycy przeprowadzili z powodzeniem gigantyczny eksperyment, a technologie, które dzięki temu udoskonalono, będą (już są) wykorzystywane przeciwko nam wszystkim. Nie mam złudzeń, że piekło Ujgurów z Sinciangu to tylko początek, poletko doświadczalne. Chiny bardzo skutecznie eksportują swoje idee na kontynent afrykański, a nie wątpię też, że w naszej części świata różni możnowładcy zrobiliby wiele, żeby posiąść władzę, jaką daje perfekcyjna inwigilacyjna machina.
Słowem wyjaśnienia dodam jeszcze, że chociaż reportaż Geoffreya Caina jest bardzo poważny i doskonale udokumentowany, nie jest to lektura przytłaczająca. Można powiedzieć, że autor prześlizgnął się po niezwykle obszernym temacie, nakreślając najważniejsze punkty i zostawiając pole do dalszych, głębszych analiz. Warto sięgnąć po “Doskonałe państwo policyjne” zarówno po to, żeby dowiedzieć się, o co w ogóle chodzi z prześladowaniem Ujgurów, które w mediach rzadko jest czymś więcej niż tylko krótkim hasłem bez kontekstu, ale też jakie niebezpieczeństwa czyhają na nas ze strony technologicznych gigantów i technologii, które przyjmujemy pod dachy z otwartymi ramionami.
Doskonałe państwo policyjne (Geoffrey Cain)
-
Ocena Crowleya - 8/10
8/10
Egzemplarz do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Wydawnictwa SQN, za co serdecznie dziękujemy.






Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:
Regulamin zamieszczania komentarzy
Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:
[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]