
Jona czeka rozmowa na szczycie.
Streszczenie
Melisandre przerywa ćwiczeniowy pojedynek Jona z Atłasem, by wezwać tego pierwszego do króla. Gdy Snow wjeżdża z kapłanką na Mur, ta wyjaśnia, że nie jest jej zimno, gdyż ma w sobie ogień Pana Światła. Dotyka policzka Jona, by to udowodnić.
Stannis wpatruje się w Zamurze. Jego zmarniały wygląd przypomina Jonowi, jak Donal Noye powiedział, iż Robert był ze stali, ale Stannis to żelazo, które „prędzej się złamie, niż ugnie”. Gdy król oznajmia, że sporo o nim słyszał, Jon stwierdza, że pewnie oskarżenia. Przedstawia swoją wersję wydarzeń, zapewniając, że nie zdradził. Stannis mu wierzy, bo Snow jest synem Neda Starka, a przeciwko niemu stoi Janos Slynt. Monarcha wymienia zasługi Jona, ale ten precyzuje, że obsydianowy sztylet znalazł Duch, a bramę Czarnego Zamku obronił Donal Noye, który według Stannisa nadawałby się na lorda dowódcę. Również rola Jona w przejęciu Rogu Zimy i pojmaniu rodziny Mance’a była znikoma, bo strzegący ich Varamyr postradał zmysły, gdy jego orzeł spłonął, ponoć za sprawą Melisandre. Kapłanka uśmiecha się i powołuje na „płomienne szpony” swego boga.
Jon prosi, by Stannis pozwolił Val pokazać Mance’owi jego syna, przynajmniej ze względu na nią samą. Baratheon dopytuje Jona, co sądzi o księżniczce Dzikich. Ostrzega, że uroda może mylić, czego dowiodła Cersei. Król chce także wiedzieć, czy Dzicy są honorowi. Jon uważa, że w pewnym sensie tak. Mance owszem, ale Lord Kości raczej nie, zaś Tormunda lepiej mieć po swojej stronie. Stannis stwierdza, że potrafi docenić tych, którzy nie są jego przyjaciółmi. Ned Stark był honorowy, a Robb odważny, choć podniósł bunt. A jaki jest Jon? Odpowiedź, że jest bratem ze Straży, nie zadowala Baratheona. Niech Snow powie mu, czemu Stannis się zjawił. Jon mówi, że pewnie dlatego, iż po niego posłali, choć mógłby się bardziej pośpieszyć. Niespodziewanie Stannis uśmiecha się i stwierdza, że taka śmiałość przystoi Starkowi. Przyznaje, że zbytnio zwlekał i dopiero Davos wyjaśnił mu, że jeśli chce panować, musi najpierw ocalić królestwo. Przeznaczoną mu walkę stoczy za Murem. Może Jon się do niego przyłączy. Snow powtarza, że należy do Straży. Stannis zapowiada, że chce od niego Północy. Zbity z tropu Jon stwierdza, że jej królem był Robb. Baratheon prostuje, że był lordem Winterfell, a gdyby nie ogłosił się królem, mógłby wciąż żyć. Jednak Jon to nie Robb, a Stannis to nie Robert. Te słowa nie podobają się Snowowi, który mówi, że kochał brata. Stannis wyjaśnia, że i on miłował swojego, ale to nie zmienia faktu, że się różnią. A teraz potrzebny jest lord Winterfell, by zjednoczyć Północ pod władzą Stannisa. Zdumiony Jon uświadamia sobie, że chodzi o niego. Podkreśla, że zamek spłonął, a on sam jest bękartem. Stannis mówi, że Winterfell można odbudować, a Melisandre przypomina, że monarcha może uczynić go Starkiem. Jon powołuje się na przysięgę. Kapłanka przekonuje, że ślub złożony drzewom nic nie znaczy. Niech je spali i czci Pana Światła. Jon rozmyśla, jak w dzieciństwie marzył, że zostanie lordem Winterfell. Gdy później zrozumiał, iż to wiązałoby się ze śmiercią jego rodzeństwa, miał wyrzuty sumienia. Teraz pragnienie może się ziścić. Musiałby jednak złamać przysięgę i wyrzec się bogów Neda.
Stannis stwierdza, że może się mylić co do Jona, ale nie ma innego wyjścia. Taki oręż dał mu R’hllor. Dzicy nie są jeszcze zupełnie pokonani, a dalsze walki jedynie osłabią obie strony, nim nadejdzie wspólny nieprzyjaciel. Jon przyznaje mu rację. Baratheon przedstawia swój plan. Oporny Mance spłonie, ale do niewoli dostali się też inni wodzowie. Jeśli Dzicy przyjmą warunki Stannisa, będą mogli przejść przez Mur i osiąść w Darze. Jon wspomina, że Ned i Benjen też chcieli sprowadzić tam osadników. W myślach dodaje, że co prawda nie takich. Jednak wybór między Dzikimi a upiorami jest jasny. Stannis oznajmia, że dla wzmocnienia sojuszu Jon ma ożenić się z Val. Rozbawiony Jon tłumaczy, że kandydat będzie musiał ją „ukraść”. Baratheon nalega. Ślub jest niezbędny, by dostał zamek. Król pyta, czy Snow odmawia. Ten zapewnia, że nie. W końcu stawką jest Winterfell. Prosi o czas do namysłu. Stannis go przyznaje, ale zastrzega, żeby decydował prędko. Niech Snow milczy o tej rozmowie, ale pamięta, że jeśli złoży hołd, stanie się Jonem Starkiem.

Postaci występujące w rozdziale
- Jon Snow
- Atłas
- Melisandre z Asshai
- Stannis Baratheon
Wspomniani
- Selyse Florent
- Mikken
- Ygritte
- Donal Noye
- Robert Baratheon
- Qhorin Półręki
- Mance Rayder
- Eddard Stark
- Janos Slynt
- Randyll Tarly
- Samwell Tarly
- Mag Mar Tun Doh Weg
- Cotter Pyke
- Denys Mallister
- Othell Yarwyck
- Jeor Mormont
- Dalla
- syn Mance’a i Dalli
- Val
- Varamyr Sześć Skór
- Cersei Lannister
- Jon Arryn
- Lord Kości, zwany Grzechoczącą Koszulą
- Tormund
- Robb Stark
- Davos Seaworth
- Tywin Lannister
- Roose Bolton
- Balon Greyjoy
- Theon Greyjoy
- Alliser Thorne
- Bran Stark
- Rickon Stark
- Sansa Stark
- Arya Stark
- Azor Ahai
- Sigorn
- Benjen Stark
Ważne informacje
- Dalla zmarła przy porodzie.
- Spalenie orła Varamyra (a wcześniej Orella) jest przypisywane Melisandre.
- To Davos przekonał Stannisa, by pomógł Nocnej Straży.
- Żelaźni Ludzie wciąż zajmują Fosę Cailin, Deepwood Motte, Torrhen’s Square i Kamienny Brzeg.
- Stannis planuje legitymizować Jona Snow i uczynić go lordem Winterfell. „Jon Stark” musi jednak zgodzić się na ślub z Val i spalić czadrzewa.
- Z przywódców Dzikich zostali pojmani: Mance Rayder, Lord Kości i Sigorn, syn Styra, który po śmierci ojca został nowym magnarem Thennu. Tormund nie został wzięty do niewoli. Stannis uważa, że musi spalić Króla za Murem.
- Baratheon jest gotów przepuścić przez Mur tych spośród Dzikich, którzy złożą mu hołd, zobowiążą się do przestrzegania praw Siedmiu Królestw i zostaną wyznawcami R’hllora. Będą mogli osiąść w Darze, który Stannis chce otrzymać od nowego lorda dowódcy. Ślub „Jona Starka” z Val ma wzmocnić ten nowy sojusz.
- Stannis ma dość przedłużających się wyborów lorda dowódcy.
Kwestie tłumaczeniowe
- Przed myślą Jona na temat Melisandre: „To jest jego prawdziwa królowa, a nie ta kobieta, którą zostawił [Stannis] we Wschodnie Strażnicy”, powinno być jeszcze zdanie: „Jest tak jak mówią” („It’s as they say”).
- Gdy Stannis mówi: „Gdyby bogowie uznali za stosowne go oszczędzić, [Donal Noye] byłby lepszym lordem dowódcą (…)”, zamiast „bogowie” powinno być „bóg” („Had the god seen fit to spare him”).
Poniżej znajdują się informacje pochodzące z dalszych rozdziałów Nawałnicy i kolejnych tomów PLiO, a także z Ognia i krwi.

Komentarz
Na widok spoglądającego ze szczytu Muru wychudłego i zaciskającego zęby Stannisa, Jon wraca myślami do pochodzących z jego pierwszego rozdziału w Starciu królów słów, w których Donal Noye wyraził swoją opinię o trzech synach Steffona Baratheona. Kowal porównał wówczas Roberta do stali, a Renly’ego do miedzi. Stannis przypominał mu żelazo, ale nie miał to być komplement. Noye był przekonany, że środkowy brat „prędzej się złamie niż ugnie”. Czy znający dobrze całą trójkę płatnerz miał rację? Czy Stannis naprawdę jest aż tak nieugięty, że prędzej poniesie ostateczną klęskę, niż pozwoli sobie na złamanie własnych zasad?
Cantuse, autor dłuższego cyklu na temat (ogólnie mówiąc) północnej kampanii Stannisa, napisał tekst1Cantuse, „The King with Two Faces” [Król o dwóch twarzach] [na:] Meditations on A Song of Ice and Fire. https://cantuse.wordpress.com/2014/09/30/the-king-with-two-faces/ [dostęp: 6.2.2026], w którym wykazywał, że Baratheon tak naprawdę wciąż nagina czy wręcz łamie zasady, którymi na pozór zawsze się kieruje jako najbardziej sprawiedliwy człowiek w Westeros. Podane na poparcie tej tezy przykłady rzeczywiście są mocne. Stannis pozwala, by przyłączyli się do niego lordowie popierający dawniej Renly’ego, choć sam wcześniej mówił, że są najgorszymi ze zdrajców, bo w przeciwieństwie do stronników Joffreya, Robba i Balona nie mieli najmniejszych podstaw, aby uważać swojego kandydata za prawowitego władcę, a cała koronacja jego młodszego brata była oczywistą uzurpacją. Stannis sprzymierzył się także z Salladhorem Saanem, choć jego lojalność jest bardzo wątpliwa, a motywacje – czysto finansowe. (Tu warto dopowiedzieć, że jako starszy nad okrętami Baratheon miał za zadanie właśnie zwalczać piractwo, co czynił na przykład na Trzech Siostrach. Można oczywiście powiedzieć, że Saan przechwytuje statki kupieckie za królewskim pozwoleniem, a tym samym jest kaprem, a nie piratem. Czy jednak takie usprawiedliwienie pasuje do wizerunku Stannisa jako człowieka niezwykle uczciwego?). Cantuse nawiązuje także do zamiaru złożenia w ofierze Edricka Storma oraz tego, że w czasie oblężenia Końca Burzy Stannis najwyraźniej był gotów uciec się do kanibalizmu, by utrzymać zamek. Można do tego dodać jeszcze całą współpracę z Melisandre, w ramach której Stannis w wątpliwy sposób usuwa osoby stojące mu na drodze, wysyłając cienie, by zabiły Renly’ego i ser Cortnaya Penrose’a, a także (przynajmniej pozornie) uśmiercając Joffreya, Balona i Robba poprzez magiczny rytuał.
Cantuse dochodzi do wniosku, że prawda o Stannisie odbiega od tego, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Król wcale nie uważa, że pryncypialność jest najważniejsza. To obowiązek monarchy wobec królestwa przeważa nad wszystkim. Punkt widzenia Stannisa jest taki: żeby zaprowadzić porządek i sprawiedliwość, musi zasiąść na tronie. Gdy osiągnięcie tego celu wymaga łamania reguł, Stannis jest na to gotów. Według Cantuse’a Stannis jest znacznie bardziej elastyczny, niż się na ogół uznaje. Wcale nie złamie się, nim się ugnie. Na kartach PLiO Stannis wciąż się ugina, jeśli wymaga tego ostateczny cel. Aby zdobyć władzę, Baratheon potrafi postępować niesprawiedliwie. Jednocześnie Stannis dobrze wie, że to właśnie jego reputacja człowieka nieugiętego, sprawiedliwego i godnego zaufania zapewnia mu korzyści. Chce ją zatem utrzymać. W swojej serii Cantuse szeroko opisuje własne przypuszczenia co do licznych podstępów, do których Stannis może się uciec, by zdobyć Północ.
Nie trzeba długo wyjaśniać, że taka postawa jest potencjalnie bardzo niebezpieczna, co dobrze już było widać na przykładzie planów spalenia Edrika Storma, które na szczęście w porę pokrzyżował Davos. Czy Cantuse ma rację w swojej ocenie postaci Stannisa? Myślę, że na pewno coś w tym jest. Wymienione przykłady, ale także inne, pokazują całkiem jasno, że król wcale nie jest tak nieugięty, jak się go przedstawia – i jak sam chce siebie przedstawiać. Nawet w samym tym dość krótkim rozdziale pojawia się coś, co podważa taką opinię. Czy znany z uczciwości, przestrzegania prawa i trzymania się zwyczajów Stannis naprawdę uważa, że zwolnienie Jona z przysięgi w taki sposób, jaki proponuje Melisandre, jest sprawiedliwe? Czy najbardziej uczciwy człowiek w Westeros rzeczywiście powinien zachęcać, żeby ktoś zmienił religię po to, by nie musieć trzymać się ślubów Nocnej Straży, które na przestrzeni dziejów składali wyznający najróżniejsze wiary? Wygląda to raczej tak, jakby Stannis chciał przymknąć oko na niedotrzymanie przysięgi, bo jest to dla niego korzystniejsze. Żeby mieć szansę na Żelazny Tron, potrzebuje Starka w Winterfell. Niech więc Jon Snow, brat Nocnej Straży, stanie się Jonem Starkiem, lordem Winterfell i mężem Val. To jeszcze podejście Stannisa czy już Tywina Lannistera, który postawił Jaime’ego w podobnej sytuacji?
Tak się składa, że we wspomnianym tekście Cantuse podaje też przykład z tego rozdziału: Stannis najwyraźniej byłby gotów oszczędzić Mance’a Raydera, a cały problem polega na tym, że Król za Murem odmawia współpracy. To dlatego musi spłonąć, a nie ze względu na złamanie przysięgi Straży i dezercję. Gdyby przyjąć, że Stannis naprawdę jest nieugięty, byłoby to bardzo dziwne. Wychodziłoby na to, że Baratheon zamierza postąpić wbrew starodawnemu prawu, zgodnie z którym renegat, który porzucił Straż, musi zginąć. Odstąpiłby od zasady tylko dlatego, że tak jest dogodniej dla jego planów. Cantuse może mieć rację, że dla Stannisa władza jest (w czasie wojny) ważniejsza niż sprawiedliwość. Na tę ostatnią przyjdzie czas, gdy król z żelaza zasiądzie na Żelaznym Tronie. Pytanie, czy nawet gdyby tak się stało, wcześniejsze łamanie reguł nie sprawi, że wówczas nie będzie już zdolny do jej wymierzania?
Być może cały wątek Stannisa to stąpanie po kruchym lodzie. Po cienkiej linii, która oddziela większą elastyczność od zwyczajnej hipokryzji. Nie ulega wątpliwości, że jeśli Stannis chce mieć szansę na koronę, musi być gotów na sojusze z ludźmi, z którymi wcale nie chciałby się zaprzyjaźniać. Musi być gotów na podstępy i fortele, układy z piratem czy korsarzem Saanem, korzystanie z usług najemników, przyjmowanie na swą służbę dawnych wrogów i zdrajców oraz niezliczone inne odstępstwa od sprawiedliwości, którą chciałby się kierować. Gdzie jednak leży granica, której przekroczyć nie może, bo stanie się nikim innym, jak kolejnym pretendentem, który dla władzy jest gotów na wszystko? Davos uratował Stannisa przed przekroczeniem jednej z tych linii, gdy nie pozwolił mu zabić bratanka. Teraz jednak Seaworth jest daleko, a położenie króla się pogarsza. Tylko czas pokaże, czy mamy tu do czynienia z tragedią Stannisa Baratheona – uczciwego człowieka, który stał się nieuczciwy, bo pragnął Żelaznego Tronu, aby pewnego dnia zaprowadzić sprawiedliwość.
Wybiegamy jednak w przyszłość, a w rozdziale są inne ciekawe rzeczy. Jak to, że na razie Stannis wykazuje się swoją nieugiętością akurat tam, gdzie może nie jest to akurat koniecznie potrzebne. Nawet gdy chce powiedzieć coś dobrego na temat Neda i Robba, zraża tylko do siebie Jona poprzez nadmiernie ostre sformułowania. Chwali uczciwość lorda Eddarda, ale jednocześnie podkreśla, że nie byli przyjaciółmi. Co gorsza, choć przyznaje, że Robb był bardzo odważny, wciąż powtarza, że był buntownikiem i zdrajcą. Jeśli Stannis chce poparcia Północy, a na razie pomocy samego Jona w jej przejęciu, to mógłby jednak zachować te opinie dla siebie. Skoro dawni zwolennicy Robba, którzy uwielbiali Młodego Wilka, mają teraz stanowić trzon sił Baratheona, mógłby jednak nie rozpowiadać, że Stark był uzurpatorem, który chciał ograbić Stannisa z jego dziedzictwa. W nie tak znów długiej rozmowie Stannis zdążył jeszcze niepochlebnie wyrazić się o lordzie Mormoncie. Gdy Jon zwrócił uwagę, że Stary Niedźwiedź ufał Cotterowi Pyke’owi, Denysowi Mallisterowi i Othellowi Yarwyckowi, król wtrącił, że jakby Mormont tak wszystkim nie ufał, to by pewnie nadal żył. Stannis we wszystkich tych przypadkach mówi to, co myśli. Z jego perspektywy Robb Stark był uzurpatorem. Ma też rację, że Mormont nie dostrzegł rodzącego się w szeregach Straży spisku. Paradoksalnie jednak Stannis lepiej wyrażał się o Robbie wówczas, gdy nikt z Północy tego nie słyszał. Mam tu na myśli przywołany wcześniej fragment, w którym Stannis wyjaśniał, dlaczego poplecznicy Renly’ego są największymi wiarołomcami. Król powiedział wówczas, że rozumie, dlaczego ktoś z Północy może popierać Starka. Jeśli Stannisowi zależy na sojuszu z Jonem, może warto, by podzielił się z nim tym przemyśleniem, a nie uwagą, którą można odczytać i w ten sposób, że gdyby Robb siedział w Winterfell, a nie szukał guza po Dorzeczu, to by się nie doigrał.

Przechodząc do innych tematów, zacznijmy od orła. Jon wspomina o pogłoskach, że spaliła go Melisandre, a czerwona kapłanka tylko się uśmiecha i mówi dość zagadkowo o „płomiennych szponach” R’hllora. Czy to naprawdę ona tego dokonała? Jeśli tak, to powstają wątpliwości dlaczego taką zdolnością nie posłużyła się nigdy wcześniej ani nigdy później, choć można skontrować, że to przecież pierwszy i jedyny jak dotąd przypadek, gdy musiała walczyć ze zmiennoskórym. Jest jednak i inna możliwość. Melisandre najwyraźniej chce, by wszyscy sądzili, iż dysponuje znacznie większą mocą niż w rzeczywistości. Jeśli orzeł Varamyra zapalił się z przyczyn, które i dla niej są niejasne, to mogłaby po prostu skorzystać z dziwnego zdarzenia, by wzmocnić swoją reputację. A skoro wszystko miało miejsce nad Murem, nasuwa się przypuszczenie, że spłonięcie orła ma coś wspólnego z tym, że magiczne istoty (cokolwiek to dokładnie znaczy) nie są w stanie go przekroczyć. Najbardziej zbliżony przykład pochodzi z utworu wydanego wiele lat po Nawałnicy, czyli z Ognia i krwi, gdzie jest mowa o tym, że smoczyca królowej Alysanne, Srebrnoskrzydła, nie chciała przelecieć nad Murem. Jednak już w tym tomie pojawia się dowód, że Martin wymyślił tę koncepcję znacznie wcześniej, bo okazuje się, że Zimnoręki nie może przejść pod Murem, a Jon nie jest w stanie wyczuć Ducha, gdy ten znajduje się po drugiej stronie lodowej bariery. Może orzeł spalił się dlatego, że w zamieszaniu wywołanym przez atak Stannisa zmiennoskóry stracił czujność i wleciał w niewidzialną płaszczyznę nad linią Muru? Na to można by odpowiedzieć, że przecież Sześć Skór nie wspominał, że nad Murem jest jakaś magiczna bariera, która go powstrzymuje. Na to jednak można znaleźć kontrargument: zmiennoskóry „lord Varamyr” nie sprawia wrażenia kogoś, kto chwaliłby się, iż czegoś nie może zrobić. Jest i taka opcja: orzeł zapalił się, bo próbował przelecieć nad Murem, ale zmusiła go do tego właśnie Melisandre. To z kolei mogłoby być interesującą wskazówką, że czerwona kapłanka może być zmiennoskórą (co sugeruje również scena, w której to jej, a nie Jona, słucha się Duch). A od prób odpowiedzi na pytanie, skąd u kapłanki takie umiejętności, już tylko krótka droga do wyrażonych w tekście DaeLa „Kim jest Melisandre z Asshai” przypuszczeń, że czarodziejka może się okazać córką Bryndena Riversa i Shiery Morskiej Gwiazdy.
Nie oddalajmy się jednak zbytnio od orła, bo wiąże się z nim jeszcze jedna kwestia, na którą zwrócił mi uwagę Dżądżen. W poprzednim rozdziale Jona pojawia się fragment, który może wskazywać, że Varamyr już wcześniej przelatywał nad Murem, a żadnych negatywnych skutków to nie wywoływało. Mance wylicza wówczas rzeczy, o których dowiedzieli się Dzicy dzięki zmiennoskóremu. O tym, że obrońcy Czarnego Zamku są nieliczni, a ich zapasy (strzał, oleju itd.) się kończą, Varamyr mógłby się z łatwością dowiedzieć, obserwując sam szczyt Muru. Jednak Rayder wyjawia również, że słyszał o zniszczeniu schodów wiodących na Mur i o przybyciu posiłków ze Wschodniej Strażnicy. Czy to wszystko mógłby ujrzeć, szybując dostatecznie wysoko nad Murem (który, upraszczając, ma ok. 210 metrów), ale w żadnym momencie nie przelatując na drugą stronę? W dodatku zawaliła się jedynie dolna część schodów. Poza tym, w rozdziale Varamyra nie wspomina on, by wyczuwał nad Murem jakąś niewidoczną przeszkodę, ani żeby orzeł nie chciał nad nim przelatywać. Gdyby jednak przyjąć, że orzeł kontrolowany przez zmiennoskórego był w stanie latać na drugą stronę, pojawia się problem, jak to pogodzić z innymi przypadkami, gdy Mur blokuje „magię”, a przede wszystkim z oporem Srebrnoskrzydłej, która za nic nie chciała znaleźć się po drugiej stronie. Możliwe oczywiście, że akurat o tym, iż bariera istnieje także nad samym Murem, GRRM postanowił dopiero po napisaniu Nawałnicy. Dżądżen proponuje, że wyjaśnieniem może być to, że w przeciwieństwie do Jona i Ducha, Varamyr i orzeł nigdy nie byli oddzieleni przez Mur, bo zmiennoskóry zawsze miał zwierzę w zasięgu wzroku. Jego zdaniem orła naprawdę spaliła Melisandre, a mogła tego dokonać, bo bliskość Muru zwiększyła jej moc na tyle, że zyskała nowe zdolności. Tu warto wspomnieć, że właśnie tak myśli sobie kapłanka w swoim jedynym jak na razie rozdziale w Tańcu (choć akurat o samym orle w ogóle nie wspomina). Tak czy inaczej cała ta kwestia, czy nad Murem istnieje niewidzialna bariera dla magicznych istot, jest szczególnie ważna ze względu na Innych: czy wystarczy, że wespną się na Mur i zejdą po drugiej stronie, czy też nie pozwoli im na to jakaś siła?
W tym rozdziale Stannis wprowadza pomysł legitymizacji Jona. W rzeczywistości jest to jednak już druga taka próba w Nawałnicy, bo choć ani Baratheon, ani Snow nie są tego świadomi, rozważał to już Robb. A zdaniem części czytelników – jak choćby DaeLa w tekście „Jon Stark, Król Północy” – Młody Wilk zdążył nawet zrealizować ten zamysł. Byłoby sporo ironii w tym, że wielki dylemat Jona bez jego wiedzy byłby już rozstrzygnięty – przynajmniej w tej części, czy ma zostać Starkiem. Wątpliwości związane z przysięgą Straży oczywiście pozostałyby nawet wtedy, gdyby Jonem Starkiem naszego bohatera uczynił nie słabo mu znany Stannis (który co i rusz obraża Robba), tylko ukochany brat. Ciekawe, czy Snow ostatecznie zostanie Starkiem, a jeśli tak, to za czyją sprawą się to stanie. Robba? Stannisa? Jeszcze kogoś innego? Ironiczność całej sytuacji mogłaby się jeszcze znacznie pogłębić, gdyby okazało się w końcu, że Jon nie jest w ogóle synem Neda Starka.
Autor wprowadza tu jeszcze kilka koncepcji: przekazanie Daru w ręce Stannisa, przepuszczenie Dzikich przez Mur za zgodą Baratheona i utwierdzenie całej tej konstrukcji w drodze małżeństwa. Ostatni element planu nie spełni się w takiej formie, jaką król sobie zamierzył, więc Melisandre wprowadzi w życie plan rezerwowy: wspomniany w tym rozdziale jako ważny jeniec syn Styra (Sigorn) ożeni się z Alys Karstark. Pytanie, czy na tym zupełnie zakończy się sprawa ewentualnego ślubu Jona z Val, czy pomysł ten jeszcze w jakiś sposób powróci.
Na koniec została scena, w której Stannis spogląda na ziemie za Murem. W opisie jest podkreślone, że ubrał się w strój typowy dla członka Nocnej Straży, a wyróżniał go tylko złoty płaszcz. Czy to wskazówka, jaki będzie los monarchy? Pewnie nie bez powodu GRRM tworzy podobieństwa pomiędzy Baratheonem a Nocnym Królem, podkreślane przez twórcę Mitycznej Astronomii2Na przykład w tekście „Night’s King Azor Ahai” [Nocny Król Azor Ahai] z cyklu o Innych na blogu The Mythical Astronomy of Ice and Fire oraz w tekstach z cyklu „Moons of Ice and Fire” [Księżyce Lodu i Ognia]. https://lucifermeanslightbringer.com/2020/09/12/nights-king-azor-ahai/ [dostęp: 6.2.2026]: Stannis chce mieć swoją siedzibę w Nocnym Forcie, staje się coraz bardziej wyniszczony i porównuje się go do umarłego, a Melisandre spełnia przy nim rolę Nocnej Królowej, tyle że ognistej, a nie lodowej. Jeśli tak, to może Stannis po klęsce wstąpi do Nocnej Straży i zostanie jej lordem dowódcą? A może to tylko nawiązanie do jego symbolicznej roli jako przywódcy w walce z Innymi?




tylko głupi by przyjął tę propozycję stannisa, przecież jak stannis nie zdobędzie żelaznego tronu, to jon w oczach całego westeros stanie się zwykłym zdrajcą i dezerterem z nocnej straży. a jakie szanse na tron ma stannis? raczej nieduże. do dupy z taką legitymizacją…
Ale co pozostałe królestwa mogłyby zrobić Jonowi? Nic. Jak to kiedyś napisał Robert Snow – głębia strategiczna Północy, naturalne mrozy. Jakby Jon przyjął legitymizację i zebrał chorążych przeciwko Boltonom to miałby szansę na wygraną. Po zdobyciu Winterfell, Korona nie mogłaby nic zrobić. Nawet gdyby wysłali wojska Tyrellów to skończyłoby się jak z Wielką Armią Napoleona. Do podbicia Północy trzeba smoka. A Danuta woli bawić się gierki ze szlachtą Mereen niż przybyć po koronę.
Renly dał się nabrać na ten publiczny stosunek brata do zasad. I skończył martwy. Jasne, przewidzenie dziecka-cienia jest niemożliwe, ale powinna się zapalić czerwona lampka, że coś się tu dzieje i Stannis nie jest na tyle głupi, aby walczyć z mniejszymi siłami. A jedyna droga, aby wygrał to skrytobójstwo. Chociaż nawet, gdyby Renly o tym pomyślał, to nadal nie przewidziałby magii. Czyli błąd był od początku, aby jechać do Stannisa. Gdyby Renly wysłał kogoś do pertraktacji zamiast iść samemu, to ocaliłby życie.
Z tego co wyszukałam taki bielik amerykanski potrafi dostrzec zdobycz z kilku kilometrów, jego pokarm stanowią głównie ryby. https://www.ekologia.pl/srodowisko/zwierzeta-z-najlepszym-wzrokiem-na-swiecie/ Zakładając, że nasz orzeł ma podobne możliwości, nie wydaje mi się niemożliwe, że te wszystkie szczegóły był w stanie zobaczyć nie przekraczając granicy muru. A podobne przywłaszczenie sobie zasługi bardzo pasuje nam do tego co wiemy o Melisandre. Z drugiej strony, czy mur wybrałby ogień do zniszczenia orła? Jeśli został zaprojektowany do walki z upiorami innych – to wydaje się, że ogień jest właściwym wyborem.