KsiążkiPieśń Lodu i Ognia

Czytamy Nawałnicę Mieczy #73: Jaime IX

Jaime dowiaduje się, na ile dobrze walczy lewą ręką, i odbywa ważne rozmowy.

Streszczenie

Tommen podpisuje kolejne akty, które przedstawia mu Kevan. Znudzony Jaime rozmyśla o tym, jak źle włada mieczem lewą ręką. By sprawdzić swoje umiejętności, stoczył walkę z Addamem Marbrandem, po której wszystko go boli. Może lepiej było pojedynkować się z Ilynem Payne’em, który przynajmniej nic nie rozpowie. W tej sytuacji Jaime postrzega swoją funkcję lorda dowódcy w kategoriach nieśmiesznego żartu. Podobnie jak dar Tywina. Gdy Jaime postanawia wyjść, Kevan radzi mu, by pogodził się z ojcem i tłumaczy, że Tywin nie miał zamiaru go urazić swym prezentem. Jaime szydzi, że pewnie chciał go nakłonić, żeby sprawił sobie nową dłoń. Żegnając się z Tommenem, myśli o tym, jak bardzo różni się on od Joffreya, i o tym, że jeszcze przez siedem lat rządzić będzie Tywin. Na razie monarcha najbardziej lubi pieczętować dokumenty. Mijając Tranta, Jaime życzy sobie, żeby gwardziści nie dowiedzieli się, iż stracił zdolności.

Na dziedzińcu spotyka Waltona. Jego ludzie mają eskortować dziewczynę, która przedstawia się jako Arya Stark i twierdzi, że zachwyca ją perspektywa ślubu z Ramsayem. Jaime widzi, że tak naprawdę się boi. Zastanawia się, czy „Arya” jest podobna do prawdziwej, która zapewne nie żyje. Widząc miejsce, gdzie zginął stajenny, Jaime znów ma żal do Borosa, który nie upilnował tłumu. Jednak głównym winowajcą jest sam Clegane, bo śmiertelny cios nie był przypadkowy. Krzyki Gregora i słowa Pycelle’a dowodzą, że leczenie Góry nie idzie dobrze. Maester zasugerował, by zatrzymać świtę Oberyna i wywiedzieć się, jakiej trucizny użył. Tywin nie chce dalszych problemów z Dorne, a Gregor ma zostać stracony, żeby ułagodzić Martellów, a nie umrzeć od ran. Tywin dowiedział się od Varysa, że Stannis odpłynął ze Smoczej Skały. Domysły Pycelle’a, że pretendent pewnie zostanie w Lys, jedynie złoszczą namiestnika, który wie, że Baratheon nie skapituluje. Zapewne udał się do Krain Burzy, ale nie można ryzykować, że porozumie się z Dorne.

W swojej komnacie Jaime niespodziewanie spotyka Cersei. Siostra skarży się, że Tywin chce odesłać ją do Casterly Rock i odebrać jej Tommena, a w dodatku ożenić go z Margaery. Jeśli Jaime odejdzie z gwardii, ojciec może przystać na rezygnację z tych planów. Na argument, że Tommen jest w końcu synem Jaime’ego, ten wyrzuca siostrze, że zawsze zabraniała mu zajmować się ich dziećmi. Cersei tłumaczy, że w przeciwnym razie nawet Robert mógłby domyślić się prawdy. Jaime żałuje, że nie zabił króla i nie ożenił się z Cersei. Nie wstydzi się ich uczucia, tylko czynów, których się dopuścił, by je ukryć. Wracają do sprawy Brana, za którą według Cersei jest winny Jaime, bo nie kazała mu zrzucać Starka, a poza tym nalegała, żeby pojechał wtedy na polowanie. Jaime pyta siostrę, czy to ona nasłała skrytobójcę, o co Catelyn oskarżała jego. Królowa przyznaje, że wolałaby, żeby chłopak umarł, ale nawet pijany Robert zaczął opowiadać, że dobicie Brana byłoby łaską. Jaime zgaduje, że odpowiedzialny był Joffrey, który chciał przypodobać się rzekomemu ojcu. Może dlatego Tyrion go otruł? Cersei to nie interesuje. Po tym, jak Tyrion zabił Joffreya na jej oczach, został jej tylko Tommen, bo Myrcella jest daleko. Cersei błaga brata, by jej pomógł. Wyjawia, że Tywin chce ją wydać za mąż. Jaime jest wstrząśnięty. Gdy Cersei zapewnia, że chce tylko jego, każe jej powiedzieć to ojcu. Cersei uważa to za szalony pomysł. Chciałaby zostać jego żoną, ale to niemożliwe. Jaime przywołuje Targaryenów, ale Cersei krzyczy, że nimi nie są. Nie mogą zawrzeć małżeństwa, choć pomiędzy nimi wszystko jest jak dawniej. Zamierza mu to udowodnić, ale Jaime, nie chcąc bezcześcić siedziby gwardii, odmawia i odpycha siostrę. Widzi strach Cersei, ale szybko zastępuje go gniew, w którym zarzuca mu tchórzostwo. Czy zrobi coś dopiero, gdy Tyrion zamorduje im wszystkie dzieci? Jaime uważa, że Tyrion nie zrobi nic pozostałej dwójce, a poza tym wątpi, czy zabił Joffreya. Cersei wyśmiewa jego łatwowierność. Myli się, jeśli myśli, że ani Tyrion, ani ona by go nie okłamali. W każdym razie Krasnal wkrótce zginie. Czy Jaime chce sobie zostawić jego głowę? Jaime ostrzega, że doprowadza go do gniewu. Cersei drwi ze złości kaleki i tego, że Tywin nigdy nie miał syna.

Jaime rozmyśla w samotności o wszystkim, co stracił, po czym każe Borosowi sprowadzić Lorasa i „ją”. Stawiwszy się wraz z Brienne, Tyrell przyznaje, że za śmiercią Renly’ego mógł stać Stannis. Jaime przypomina, że Penrose też zginął w dziwnych okolicznościach. Gdy Lannister zostaje z Brienne, ta pyta go, czy wierzy w opowieść o cieniu. Jaime twierdzi, że go to nie obchodzi, a poza tym jako Królobójca jest mało wiarygodny, gdy ręczy za honor Brienne. Przedstawia jej mistyfikację z „Aryą”, bo nie chce, by zginęła, próbując ją odbić. Bolton zna prawdę. Brienne nie rozumie, czemu wyjawia jej tajemnice ojca. Jaime w myślach poprawia, że namiestnika. Mówi Brienne, że Tyrion może wiedzieć, gdzie jest Sansa, uznawana przez Cersei za zabójczynię Joffreya. Brienne nie wierzy, by córka Catelyn mogła być winna. Jaime opowiada jej o wyniku procesu Tyriona. Brienne domyśla się, że nie wierzy w winę brata. Królobójca uważa, że Tyrion postanowił chronić Sansę.

Lannister przekazuje Brienne miecz z valyriańskiej stali. Chciałby, żeby nazwała go Wiernym Przysiędze. Zaczyna wyjaśniać, że Cersei pragnie śmierci Sansy. Oburzona Brienne myśli, że Jaime próbuje jej to zlecić. Jaime ma jej dość. Chce, żeby Brienne uratowała Sansę. Nada się do tego miecz wykonany z Lodu. Gdy Brienne stara się go przeprosić, każe jej sobie iść. Niech robi, co chce. Brienne dopytuje, czemu Jaime pragnie ratować zabójczynię własnego syna. Tego ostatniego słowa Jaime nie pozwala wypowiedzieć. W myślach stwierdza, że Joffrey był dla niego niczym, a na swój los zasłużył. Na głos tłumaczy, że to ostatnia szansa, by odzyskał honor. Z uśmiechem powołuje się też na solidarność królobójców. Odchodząc, Brienne obiecuje, że wykona misję – dla Catelyn i Jaime’ego.

Jaime długo rozmyśla nad Białą Księgą, po czym uzupełnia swój biogram, wspominając o pojmaniu przez Robba, uwolnieniu przez Catelyn, niedotrzymanej obietnicy, Dzielnych Kompanionach i utracie dłoni oraz o tym, że do stolicy przywiozła go Brienne. Trzy czwarte strony są puste. Jego życie opisywali dotąd Gerold Hightower i Barristan Selmy. Teraz to jego zadanie. To on zdecyduje, jaki będzie ciąg dalszy.

Poniżej znajdują się informacje z dalszych rozdziałów Nawałnicy mieczy i kolejnych tomów PLiO.

Pál Szinyei Merse (1845-1920), „Zima” (Wikimedia Commons).

Postaci występujące w rozdziale

  • Jaime Lannister
  • Tommen Baratheon
  • Kevan Lannister
  • Meryn Trant
  • Walton Nagolennik
  • „Arya Stark”, czyli Jeyne Poole
  • Nage
  • Cersei Lannister
  • Boros Blount
  • Loras Tyrell
  • Brienne z Tarthu

Wspomniani

  • Edmure Tully
  • Brynden Tully
  • Addam Marbrand
  • Emmon Frey
  • Genna Lannister
  • Roose Bolton
  • Ramsay Snow (odtąd: Bolton)
  • Rolph Spicer
  • Ilyn Payne
  • Gawen Westerling
  • Sybell Spicer
  • Jeyne Westerling
  • Jonos Bracken
  • lord Vance (Karyl albo Norbert, bo nie wiadomo, o która gałąź rodu chodzi)
  • Lymond Goodbrook
  • William Mooton
  • Tywin Lannister
  • Joffrey Baratheon
  • Osmund Kettleblack
  • Robert Baratheon
  • Arya Stark
  • Eddard Stark
  • Robb Stark
  • Bran Stark
  • Rickon Stark
  • Catelyn Stark
  • Gregor Clegane
  • Oberyn Martell
  • wielki maester Pycelle
  • Doran Martell
  • Varys
  • Stannis Baratheon
  • Tyrion Lannister
  • Balon Swann
  • Margaery Tyrell
  • Myrcella Baratheon
  • Joanna Lannister
  • Cortnay Penrose
  • septa Donyse
  • Renly Baratheon
  • Sansa Stark
  • Barristan Selmy
  • Vargo Hoat
  • Zollo Gruby
  • Gerold Hightower

Ważne informacje

  • Tommen podpisuje wiele aktów o doniosłym znaczeniu: Edmure i Brynden Tully zostają pozbawieni praw, Emmon Frey i Genna Lannister otrzymują Riverrun, Ramsay Snow zostaje legitymizowany, Roose Bolton zostaje mianowany namiestnikiem Północy, a Rolph Spicer lordem Castamere. Natomiast ułaskawienia otrzymują: Gawen Westerling, Sybell Spicer, Jeyne Westerling, Jonos Bracken, któryś z dwóch lordów Vance’ów oraz lordowie Goodbrook i Mooton.
  • Ćwiczebna walka z Addamem Marbrandem pokazała Jaime’emu, że nie potrafi dobrze walczyć lewą ręką. Liczy na to, że pogłoski o tym się nie rozejdą, zwłaszcza wśród gwardzistów.
  • Tywin podarował synowi miecz z valyriańskiej stali, ale Jaime odebrał to jako kpinę, skoro nie może się nim posługiwać.
  • Walton Nagolennik ma zawieźć do Roose’a Boltona „Aryę Stark”, z którą ożeni się Ramsay. Jaime wie, że Tywin i Roose doskonale zdają sobie sprawę, że owa „Arya” nie jest w rzeczywistości córką lorda Eddarda.
  • Tywin chce, by Pycelle wyleczył Gregora Clegane’a, aby można było urządzić egzekucję, ale wysiłki maestera przynoszą niewielki skutek, bo Oberyn posłużył się zatrutą bronią.
  • Flota Salladhora Saana odpłynęła ze Smoczej Skały, zabierając przeważającą część sił Stannisa. Tywin podejrzewa, że Baratheon udał się do Krain Burzy, ale bierze też pod uwagę możliwość, że Stannis może próbować porozumieć się z Doranem Martellem.
  • Jaime dochodzi do wniosku, że to Joffrey odpowiadał za próbę zabicia Brana. Sądzi, że chciał w ten sposób uzyskać aprobatę Roberta, który po pijanemu opowiadał, że lepiej, by Bran umarł.
  • Joanna Lannister najprawdopodobniej dowiedziała o kazirodczych skłonnościach Jaime’ego i Cersei, z powodu których starała się ich rozdzielić.
  • Loras jest gotów uwierzyć, że za śmierć Renly’ego może odpowiadać Stannis, a nie Brienne.
  • Według Jaime’ego Sansa otruła Joffreya, a Tyrion postanowił za wszelką cenę ją bronić.
  • Jaime powierza Brienne zadanie odnalezienia Sansy Stark i zapewnienia jej bezpieczeństwa. Przekazuje jej przy tym miecz z valyriańskiej stali, zwany Wiernym Przysiędze.
Charles Warren Eaton (1857-1937), „Zimowy wschód słońca” (ang. „Winter Sunrise”), ok. 1890 (Wikimedia Commons).

Komentarz

Ostatni rozdział Jaime’ego w Nawałnicy mieczy kończy się ważną sceną, w której uzupełnia on poświęcony sobie wpis w Białej Księdze. To symboliczny moment, w którym podsumowuje i zamyka dotychczasowy etap swojego życia oraz uświadamia sobie, że przyszłość zależy wyłącznie od jego decyzji. Można by powiedzieć, że wystarczy, by dopisał tam jeszcze tylko: tu umarł Królobójca i narodził się nowy Jaime Lannister. Problem w tym, że to jedynie iluzja, co dobrze unaocznia nie tylko ten rozdział, ale też ostatni rozdział Tyriona i dalszy bieg wypadków już w następnym tomie. To prawda, że wszystko, co Jaime do tej pory przeszedł w PLiO, a zwłaszcza w Nawałnicy, bardzo go zmieniło. Jednak, jak to ujął sam Lannister we wcześniejszym rozdziale, stare nawyki trudno wykorzenić. Zmienił się, ale nie aż tak bardzo. Nie całkowicie. Jak sam stwierdza, żałuje tego, czego się dopuścił w ramach ukrywania związku Cersei przed światem. Nie żałuje jednak kazirodczego uczucia. Nadal chce, żeby było jak dawniej i opowiada, że chciałby ożenić się z Cersei, tak jak Targaryenowie zawierali małżeństwa między bliskimi krewnymi. Można wątpić, czy te plany przedstawia całkiem na serio, ale wątpliwości nie ulega jedno: Jaime nadal uważa, że on i Cersei nie robią niczego złego. W dodatku coraz wyraźniej pojawiają się oznaki, że Cersei manipuluje bratem. Wiemy już, że to jej działania spowodowały, że Jaime został wcielony do gwardii. Gdy okazało się, że nie dojdzie do jej ślubu z Rhaegarem, a Tywin demonstracyjnie złożył urząd i zabrał córkę do Casterly Rock, to Jaime poniósł konsekwencje: został sam na dworze u boku coraz bardziej oderwanego od rzeczywistości monarchy. Teraz, gdy Cersei potrzebuje zwiększyć swoje szanse na namówienie ojca, żeby nie szukał jej nowego męża i nie odsyłał jej do Krain Zachodu, Jaime ma natychmiast odejść z tej gwardii, w której mimo wszystko pozostał. Biorąc pod uwagę, jak cyniczną osobą okaże się Cersei we własnych rozdziałach, trudno nie podejrzewać, że jej błagania brata o pomoc to nic innego jak teatralne gesty. Podobne wrażenie wywołują słowa, że Jaime to jej „rycerz w lśniącej zbroi”. Królobójca jednak odmawia. I nic dziwnego. Zostało mu już tylko jedno – bycie rycerzem. Zamierza zatem być najlepszym lordem dowódcą, jakim będzie w stanie. Jak ważna to dla niego sprawa, pokazuje doskonale to, jaką odrazą napełniła go myśl o popełnieniu kazirodztwa w siedzibie gwardii, choć nie miał oporów, by zrobić to w miejscu – wydawałoby się – bardziej uświęconym, czyli w sepcie. Cersei nie przyjmuje odmowy dobrze, drwiąc z utraty przez brata ręki. Nieświadomie mówi też coś, co w umyśle Jaime’ego połączy się ze słowami Tyriona w niebezpieczny dla niej sposób. Chcąc zrobić mu na złość oznajmia, że jest naiwny, sądząc, że ani Tyrion, ani ona by go nie okłamali. Deklaruje, że sama okłamała go tysiąc razy. Gdy brat opowie Jaime’emu o tym, co zaszło pomiędzy nią a Lancelem, Osmundem Kettleblackiem i – rzekomo – Księżycowym Chłopcem, w głowie Królobójcy zakorzenią się wracające jak refren słowa, które będą go długo męczyć. Zda sobie sprawę, jak bardzo była fałszywa wytworzona przez niego wizja, w której jego związek z Cersei jest czymś wspaniałym, bo może się szczycić tym, że w przeciwieństwie do mężów zdradzających żony, on przez całe życie pozostawał wierny Cersei. W takim razie przemiana Jaime’ego wcale nie dokonuje się, gdy uaktualnia on Białą Księgę, lecz może trwać jeszcze długo. Dopiero czas pokaże, na ile Lannister będzie w stanie zupełnie się zmienić. W Uczcie dobiegnie końca kolejny ważny etap – w scenie spalenia listu, w którym Cersei znów błaga o pomoc. Jaime będzie już wówczas wiedzieć, że Cersei oczekuje, żeby to on zawsze się poświęcał i narażał, gdy ona wpadnie w tarapaty przez własne działania. Na razie pozostaje przed Lannisterem jeszcze długa droga. Pokazuje to również wymowny przykład, który wskazał Dżądżen: na razie z punktu widzenia Jaime’ego nie ma sprzeczności pomiędzy tym, że jednocześnie mówi, że chce w pełni poświęcić się gwardii i wyrażonym w myślach żalem, że to nie on zabił króla Roberta.

Rozdział ten jest ważny także jako ostatnie – na długi czas – spotkanie Jaime’ego z Brienne. Choć Jaime nadal wciąż ją obraża, a na jej słowa reaguje (pewnie na pokaz) tak, jakby odczytywał je zawsze w najgorszy możliwy dla siebie sposób, to widać jednocześnie, że wytworzyła się pomiędzy nimi więź. I to nie tylko solidarność w gronie królobójców, z której żartuje Jaime. Najlepszym tego wyrazem jest to, że Brienne zamierza szukać Sansy nie tylko, by wypełnić przysięgę złożoną Catelyn, ale także bo to, by ocalić honor Jaime’ego.

Nawiązanie do Catelyn pokazuje jednak, że Jaime niestety bardzo się myli, żywiąc przekonanie, że zamknął drzwi za przeszłością i będzie mógł prowadzić nowe życie, w którym stanie się lepszym człowiekiem, a przede wszystkim rycerzem. Jaime nie wie, że już w chwili, gdy pisze te słowa, gdzieś po Dorzeczu wędruje żądna zemsty Pani Kamienne Serce. Rzucone na odchodnym żartobliwe słowa, by Roose Bolton pozdrowił Robba Starka, dotkliwie się zemszczą. Możliwe, że także na Brienne. Okaże się, że Królobójca nie może uciec przed dawnymi winami. To, czego już się dopuścił, sprawia, że jego wiarygodność jest niska, a jego czyny i słowa są interpretowane w najbardziej niekorzystny dla niego sposób. Jak na ironię, może dojść do tego, że Jaime będzie cierpiał akurat za tę zbrodnię, której nie popełnił – za Krwawe Gody, z którymi nie miał nic wspólnego.

Géza Vastagh (1866-1919), „Lew w śniegu” (Wikimedia Commons).

Przechodząc do szczegółów, zatrzymajmy się nad początkową sceną, w której Tommen podpisuje dokumenty. Nie dziwi pozbawienie praw Tullych – pojmanego Edmure’a i broniącego się jeszcze Bryndena. Ciekawie ujęte jest za to nadanie dla nowych władców Riverrun. Kevan mówi, że następuje ono dla Emmona Freya i Genny Lannister. Jeśli rzeczywiście dosłownie tak jest, to być może Lannisterowie sprytnie zabezpieczyli swoje interesy w Dorzeczu – w typowym przypadku ziemie otrzymałby po prostu nowy lord (czyli w tym przypadku Emmon), a nie lord wspólnie z małżonką. Tutaj jednak jest inaczej. Biorąc pod uwagę, że to właśnie młody Tywin protestował, gdy lord Tytos wydawał Gennę za Emmona, nie dziwiłoby, że teraz jako namiestnik pogarsza nieco sytuację nielubianych Freyów, za to wzmacniając pozycję siostry. Wynagrodzone zostają także inne osoby. Roose przejmuje Północ, Ramsay zostaje Boltonem, a Rolph Spicer otrzymuje tytuł lorda Castamere. Nazwa ta nie kojarzy się co prawda za dobrze, sam zamek jest w części nadziemnej zburzony, a w podziemnej – zatopiony, ale zawsze jest to spory awans dla młodego jak na Westeros rodu Spicerów. Pojawia się oczywiście pytanie, za jakie to „zasługi” otrzymał nagrodę ser Rolph. Sprawa wyjaśni się w Uczcie, gdy jego siostra Sybell opowie Jaime’emu o tym, jak jej ród przyczynił się do pokonania Robba Starka – męża jej własnej córki. Teraz Sybell wraz z mężem i córką otrzymują ułaskawienia. Sama Sybell raczej tylko po to, żeby Lannisterowie nie musieli publicznie się chwalić całą tą intrygą, bo jak się okaże, Tywin i Sybell byli w zmowie od dłuższego czasu. Nie wiadomo, czy o machinacjach żony wiedział lord Gawen Westerling, w każdym razie Jaime będzie w to wątpił. Przy okazji można się dowiedzieć, którzy lordowie Dorzecza poddali się już Żelaznemu Tronowi – Bracken, któryś Vance, Goodbrook i Mooton (miasto tego ostatniego obecnie zajmują wojska Randylla Tarly’ego, który zresztą postanowi na tym ugrać coś dla siebie, zaręczając syna z córką Mootona).

Godny uwagi jest też powrót sprawy ataku na Brana. Już wcześniej Tyrion doszedł do wniosku, że musiał go zlecić Joffrey. Jego konkluzję podziela Jaime. Poznajemy też przypuszczalny motyw: Robert po pijanemu miał powiedzieć kilka słów za dużo, a Joffrey wpadł na pomysł, jak sprawić, by ojciec był z niego dumny. Realizując sugestię ojca, że dobicie młodego Starka byłoby przejawem łaski, postanowił jakoby znaleźć jakiegoś rzezimieszka, zaś ciąg dalszy jest znany. Nie wszystkich to wyjaśnienie przekonuje. Na pewno zastanawia fakt, że najwyraźniej zupełnie przypadkowo Joffrey wybrał akurat takie narzędzie zbrodni, które tak mocno podsyciło potem napięcia między Starkami a Lannisterami. Autor stwierdził jednak, że rozwiązanie zagadki skrytobójcy znajduje się w Nawałnicy mieczy, a trudno uznać, że chodziło mu o coś innego, niż właśnie wyjaśnienie z Joffreyem – tym bardziej że niezależnie odgadują to i Tyrion, i Jaime. Można oczywiście snuć rozważania, że może to być zmyłka, a tak naprawdę GRRM miał na myśli, iż to wyjaśnienie jest podane nie wprost, tylko jakoś zakamuflowane. Nie wydaje się to jednak prawdopodobne. Chyba lepiej przyjąć po prostu, że nie każda zagadka w PLiO otrzyma idealne i bezdyskusyjne wytłumaczenie, w którym każdy detal wspaniale połączy się z całą resztą cyklu. Nie można też pominąć wpływu, jaki mogły wywrzeć zmiany koncepcji na etapie pisania kolejnych tomów. Może pierwotnie wątki miały się rozwinąć w taki sposób, że Joffrey jako odpowiedzialny za tę zbrodnię miałby jeszcze więcej sensu. Możliwe również, że to wszystko jest po prostu przykładem, że dzieje Westeros są kształtowane również przez nieprzemyślane decyzje i nierozsądne plany. Swoją drogą, jeśli Joffrey naprawdę zlecił to zabójstwo, to najbardziej zadziwia chyba to, że – na wielkie nieszczęście całego królestwa – trafił akurat na „uczciwego” skrytobójcę, który rzeczywiście spróbował wykonać zadanie, a nie ulotnił się z otrzymaną częścią zapłaty i cennym sztyletem z valyriańskiej stali.

Z innych spraw warto zwrócić uwagę na to, że autor daje w tym rozdziale wskazówkę, że Stannis opuścił swą wyspę. Od ostatniego rozdziału Davosa, który zakończył się w zawieszeniu, jaką decyzję podejmie król, minęło sporo czasu (czy raczej sporo rozdziałów, bo chronologiczne ułożenie wydarzeń jest w PLiO często odmienne niż kolejność rozdziałów różnych postaci). Wkrótce okaże się, gdzie tak naprawdę odnajdzie się Stannis, tymczasem Tywin i Pycelle przedstawiają swoje przewidywania. Współdziałanie Baratheona z Martellami byłoby może dość dziwne, biorąc pod uwagę, że Stannis jest bratem człowieka, który zabił męża Elii i nie zrobił nic, gdy Tywin pokazał mu ciała jej dzieci, ale oczywiście nie takie sojusze wymuszały wspólne interesy.

Dżądżen zwrócił uwagę, że fragment o tym, iż Jaime swoje przekonanie o niewinności Tyriona opiera na tym, że brat nigdy by go nie okłamał, jest dość zagadkowy, bo przecież bracia Lannisterowie w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Tyrion nie wie nawet, że Jaime wrócił do stolicy, a sam Królobójca zastanawia się, czy Tyrion go nie widział podczas procesu, czy raczej go ignoruje. Jak zasugerował Dżądżen, może to być kolejna wskazówka, że autor w trakcie prac nad tymi końcowymi rozdziałami Lannisterów znacząco zmieniał swoją koncepcję co do momentu przybycia Jaime’ego i jego interakcji z Tyrionem.

Jest to nie tylko finałowy rozdział Jaime’ego w tym tomie, lecz również ostatni moment, by pokazać szerzej sytuację w Królewskiej Przystani, bo w Nawałnicy rozegrają się tam już tylko wydarzenia rozdziału Tyriona, który jednak jest nie „polityczny”, tylko ściśle „osobisty” i kameralny, choć oczywiście jego skutki dla całego Westeros okażą się nadzwyczaj doniosłe. Autor umieszcza tu więc punkty wyjścia dla kilku wątków, które rozwinie później. Wprowadzona zostaje zatem sprawa „fałszywej Aryi”, na której kontynuację trzeba poczekać aż do Tańca. Za to już w najbliższym tomie będzie można śledzić dalszy bieg rozpoczętych przez Brienne poszukiwań Sansy. Dowiadujemy się też, że Gregor Clegane przeżył próbę walki, ale nadal jest bliski śmierci. Pycelle uważa, że na jego uratowanie nie ma większych szans. Qyburn będzie miał na to inne zapatrywanie.

To mi się podoba 28
To mi się nie podoba 0

Bluetiger

Proszę o podchodzenie z rezerwą do informacji, którymi dzielę się w swoich tekstach, gdyż nie jestem ekspertem. Staram się, by przekazywane treści były poprawne, ale mogą pojawić się błędy.

Polecamy także

Komentarzy: 64

  1. Dzięki za fajny materiał do kawki w ten zimowy poranek:)

    A co do samego tekstu – bardzo wyraźnie widać w tym rozdziale, że Korona jako jeden organizm państwowy jest fikcją. Każdy z wielkich lordów gra na siebie i Lannisterowie nie mają najmniejszych szans na zaprowadzenie pokoju.

    Ciekawy jest też wątek mieczy wykutych z przetopionego LODU.
    Ciekawe czy oba miecze finalnie przyczynią się do restauracji rodu Starków i wrócą w ręce potomków Neda.

    To mi się podoba 11
    To mi się nie podoba 1
  2. „Swoją drogą, jeśli Joffrey naprawdę zlecił to zabójstwo, to najbardziej zadziwia chyba to, że – na wielkie nieszczęście całego królestwa – trafił akurat na „uczciwego” skrytobójcę, który rzeczywiście spróbował wykonać zadanie, a nie ulotnił się z otrzymaną częścią zapłaty i cennym sztyletem z valyriańskiej stali.”

    Do tego na skrytobójcę, który planował zabić „tylko” Brana.
    Można dojść do wniosku, że to dobry chłopak w sumie był, honorowy, pewnie na trakcie mówił dzień dobry, starszym paniom pomagał w drodzę do septu.

    To mi się podoba 6
    To mi się nie podoba 0
    1. Losowe przemyślenie po pewnym czasie – a co jeśli skrytobójca był kimś, kogo Joff lub Clegane znał na tyle, że wiedział, gdzie mieszka jest jego rodzina? To dość sensowne wytłumaczrnie, które tłumaczy czemu chciał naprawdę zabić Brana – wiedział, że gdy zniknie, jego najbliżsi poniosą tego konsekwencję.

      Oczywiście to czysta spekulacja, ale może to nie była aż tak losowy, aczkolwiek uczciwy, włóczykij, który podążał za królem?

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 1
      1. Tylko jak ta groźba miałaby się spełnić, skoro zarówno Joffrey i Ogar wyruszyli na Południe. Na Północy nie było żadnych ludzi, którzy byliby wierni jemu i wykonali rozkaz mordu na rodzinie tego zabójcy. A zresztą czy Ogar wiedział o tym? Przecież gdyby wiedział to pewnie doniósłby Cersei. Zabicie chłopca rzeźnika to jedno, ale planowanie zamachu na syna Lorda Starka?

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. Fakt, zapewne po usłyszeniu takiej „propozycji” Ogar z miejsca pognałby do Cersei. Z drugiej strony czy kilkunastoletni wymuskany paniczyk dałby radę sam wynająć zabójcę w obcym mieście? Nie żeby to było niemożliwe, ale jakoś nie pasuje mi widok zakapturzonego Joffreya przemykającego po zaułkach i tawernach Wintertown. Chociaż… Pisałem kiedyś przy okazji innego tematu, że niesłusznie nie doceniamy mrocznego potencjału tego gnojka, więc kto wie.

          To mi się podoba 3
          To mi się nie podoba 0
          1. Swoją drogą jeśli zakładamy winę Joffreya to musiał się wymknąć Ogarowi, kiedy spał albo był pijany. Bo Clegane na pewno doniósłby Cersei o pomysłach Joffreya. Cersei i Robert byli zajęci własnymi sprawami i nie zważali co Joffrey robi w wolnym czasie, ale Ogar miał obowiązek pilnowania Joffreya.

            To mi się podoba 0
            To mi się nie podoba 0
            1. Tak by wynikało z logiki. Chyba że Ogara i Joffreya łączyły jakieś mniej oficjalne stosunki, o których nie wiemy. Jakiś rodzaj kumpelstwa. Wtedy Ogar mógłby załatwić dla niego tę sprawę, albo przynajmniej towarzyszyć mu bez powiadamiania Cersei. Ale to mało prawdopodobne, zważywszy na to, jak później Ogar wypowiada się o Joffreyu.

              To mi się podoba 2
              To mi się nie podoba 1
            1. Cersei zleciłaby tę robotę Jaime’owi, a nie mieszała do tego syna, przyszłego następcę tronu. I nie odkrywałaby się przed kimś takim jak Ogar.

              To mi się podoba 2
              To mi się nie podoba 0
              1. Wciąż bardziej prawdopodobne niż to, że Joffrey sam ot ogarnął 🙂

                W tym scenariuszu syn sam się mieszał, bo to wymyślił.

                Kettlebackowie są dobrym przykładem na to, że Cesei nie miała oporów, żeby odkrywać się przed takimi jak Ogar i to na różne sposoby 🙂

                Myślę, że Jaimie nie babrałby się sam w skrytobójstwie z wielu powodów. Mógłby ewentualnie to zorganizować, ale po co Cersei miałaby do niego z tym iść, skoro na miejscu jest Ogar, który i tak o sprawie wie, bo przyszedł do niej z genialnym pomysłem jej syna…

                Stawiam jednak, że jest tak jak Martin nam wskazał – wymyslił to Joffrey i cudownie zorganizował. Licentia poetica.

                To mi się podoba 1
                To mi się nie podoba 0
                1. Mówiąc „nie mieszała” miałem na myśli, że nie chciałaby aby w razie wpadki coś takiego obciążyło następcę tronu. 🙂

                  W sprawie zabicia Aryi jednak poszła do Jaime’a, nie do Ogara. Myślę że tutaj byłoby tak samo.

                  To mi się podoba 0
                  To mi się nie podoba 0
        2. No, ale nikt nie powiedział, że zabójca był z Północy. Mógł się włóczyć za orszakiem Roberta od Dorzecza, albo i wcześniej. To na pewno nie był człowiek z Winterfell, inaczej nie ukrywałby się w stajni i by go ktoś rozpoznał po śmierci, a zapewne też nikt z najblizszej okolicy siedziby Starków.

          To mi się podoba 2
          To mi się nie podoba 0
          1. Bez przesady, to że nie znała go rodzina lorda i jej najbliższa ekipa, to jeszcze nie znaczy, że nie znał go nikt z prostaczków. Nie przeprowadzono przecież jakiegoś szeroko zakrojonego śledztwa i prób identyfikacji.
            Zresztą to zupełnie bez znaczenia czy typ był z Północy czy skądkolwiek. Joffrey przecież nie wozi zawsze przy sobie mordercy, ot tak, na wszelki wypadek. Wynająć go musiał na miejscu. W Winterfell, lub co bardziej prawdopodobne w Wintertown. A to dla młodego królewicza nastręcza tych samych trudności, niezależnie od miejsca pochodzenia zabójcy.

            To mi się podoba 4
            To mi się nie podoba 1
            1. Tak, tak, masz rację, ale jednak mieszkańcy Winterfell widzieli go i nikt go nie zifentyfikował, poza tym zaryzykuje stwierdzenie, że zaden z nich nie zabilby syna Neda Starka. Prawdopodobnie ten człowiek nie byl też z Wintertown.

              Generalnie jrgo tozsamosc jest zagadką, ktorej nigdy nie rozwiązemy, jesli Martin czegoś nowego o nim nie napiszę (na co zawsze jest szansa, póki żyje). Tak samo moj drugi komentarz, jak zaznaczylem, to już czysta spekulacja.

              To mi się podoba 1
              To mi się nie podoba 1
  3. Jaime popełnia tu błąd Kordiana – nie zmienia imienia. Gustaw zmienił na Konrada i jak inny człowiek. Walter Alf na Konrada Wallenroda – również. Szymon ma Piotra? Również.

    To mi się podoba 8
    To mi się nie podoba 0
  4. Bluetiger jak zawsze świetnie rozkminia cały rozdział. Zwraca uwagę na pozornie błahe wątki i nieoczywiste tropy. Wspaniale się uzupełniacie z Dżądżenem. Dzięki. 🙂
    No i nie mogę nie zwrócić uwagi na ten fragment:
    „Ciekawie ujęte jest za to nadanie dla nowych władców Riverrun. Kevan mówi, że następuje ono dla Emmona Freya i Genny Lannister. Jeśli rzeczywiście dosłownie tak jest, to być może Lannisterowie sprytnie zabezpieczyli swoje interesy w Dorzeczu – w typowym przypadku ziemie otrzymałby po prostu nowy lord (czyli w tym przypadku Emmon), a nie lord wspólnie z małżonką.”
    Dobrze to nawiązuje do naszej rozmowy o statusie Lannisterów po małżeństwie Roberta i Cersei. Wiem, że kaliber związku inny, ale pokazuje, że Lannisterowie zawsze dążą do równego statusu swoich kobiet w małżeństwie. To że młody psychopata był anonsowany jako „Joffrey z rodów Baratheonów i Lannisterów” raczej nie jest tylko przykładem pustej lannisterskiej bufonady, ale rzeczywistego statusu tego związku.

    To mi się podoba 11
    To mi się nie podoba 3
    1. Raczej Jon Arryn nie dałby wepchnąć czegoś takiego do umowy małzeńskiej (ba, Robert też by raczej nie dał), bo to nie była normalna praktyka. Nir mamy nawet dowodu, by kiedykolwiek Lannisterowie coś takiego zrobili przy małżeństwie – choćby syn Gemmy, Cleos, nie tytułuje się Freyem i Lannisterem jednocześnie.

      Wyciągasz tu zbyt daleko idące wnioski. Przy Joffreyu mamy doczynienia z butą i bufonadą Lannisterów – nic w tekście nie świadczy by było inaczej, a trochę o małżeństwie Roberta i Cersei z POV-ów Neda i Cersei wiemy.

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 0
      1. W tym wypadku chodziło raczej o to że dla Lannisterów byłoby wstyd gdyby jakiś Frey nosił ich nazwisko. Co innego król. Co do Jona to właściwie nic nie wiemy o jego namiestnictwie ale to on namówił Roberta na ślub z Cersei więc mógł być skłonny do ustępstw.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 1
      2. Świadczy całkiem sporo. Poza tytulaturą Joffreya jeszcze to o czym rozmawialiśmy niedawno (nie pamiętam czy kolega już uczestniczył w tej rozmowie): Martin nazywa Tyriona człowiekiem królewskiej krwi. Jak to inaczej wyjaśnisz?

        Jon Arryn nie wygląda mi na mądrego negocjatora. Już sam ślub Roberta z Cersei był marnym pomysłem. Doradził też ułaskawienie Jaime’a, Varysa i Pycelle’a.

        Genna i Emmon nie byli królewską parą, więc to żaden przykład. Ale bywały w historii dynastie o równym statusie rodzin męża i żony. Nie byłoby w tym przypadku nic dziwnego. Baratheonowie przed wyniesieniem Roberta nie byli starym królewskim rodem z tradycjami, jak np. Targaryenowie. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej ich status był taki sam jak Lannisterów.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 4
        1. Wyjaśnię to błędem Balona – chłop się po prostu pomylił. Nikt nie staje się krolewskiej krwi przez małżeństwo matki z królem. Nawet jakby małżenstwo bylo morganatyczne – problematyczne Stannis i Renly są krolewskiej krwi po kądzieli (po mieczu najwyżej bękarciej), bo ich ojciec nie był królem, jedynie potomkiem kobiety z rodu Targaryenów, ale myślę, że można ich naciągnąć jako rodzonych braci nowego króla). Są oni na pewno czlonkami królewskiej rodziny (w przeciwiensywie prawdopodobnie do Shireen, to już tlumaczylem poprzednio).

          Ale tu po prostu Balon się pomylił, bo to prosty chłopak jest. Nie możesz być jakiejkolwiek krwi z kimś jako brat jego żony – bo jej po prostu nie masz. Krew oznacza pokrewieństwo, nie powinowactwo.

          To mi się podoba 4
          To mi się nie podoba 0
          1. No oczywiście – Balon się pomylił! Najwygodniejsze wyjaśnienie na świecie. Jak mogłem na to nie wpaść? Członek Gwardii, który z urzędu musi wiedzieć najlepiej kogo uważać za królewską rodzinę, bo przecież ma jej bronić! I co jeszcze ciekawsze tej „pomyłki” nie prostuje ani Tywin, który faktycznie może być zainteresowany takim dowartościowaniem rodu, ale również Cersei – nienawidząca Tyriona. Nie prostują jej też chorobliwie dumny Mace Tyrell ani nie mający żadnego interesu w łechtaniu Lannisterów Oberyn Martell.
            Jeżeli ktoś się tu pomylił to George Martin. Napisz do niego i zażądaj sprostowania. Bo póki co to nie jest żadna pomyłka tylko fakt książkowy z jego świata i możecie sobie zaprzeczać. Zaś pozostały wywód nie ma sensu w kontekście PLiO, bo Martin wielokrotnie używa w niej terminów „królewska krew” i „królewska rodzina” zamiennie, określając jedno i to samo. Też uważam, że w kontekście Tyriona bardziej pasowałoby określenie „królewska rodzina”, ale rozumiem o co Martinowi chodziło i nie opowiadam o „pomyłce”.

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 3
  5. Pisałem o tym pod innym tematem.
    Martin jest świetnym pisarzem, ale nawet świetnym pisarzom zdarzają się logiczne głupotki.
    Bez wątpienia Joffrey jako zleceniodawca morderstwa jest taką głupotką.

    Akceptuję fakt, że wedle Martina to Joffrey jest winowajcą ale uważam to po prostu za logiczne niedociągnięcie. Rysę na dziele które uwielbiam.

    Powtarzam:

    1.Westeros to nie świat dysku, gdzie działa gildia złodziei i zabójców i można sobie ot tak z ulicy przyjść i wykupic usługi fachowca.
    2. Wynajęcie byle złodzieja wymaga kontaktów w odpowiednim środowisku.
    W świecie przestępczym nie ma umów o pracę, nie ma też żadnych gwarancji. Wszystko jest na tak zwaną gębę. Wątpię aby ktokolwiek wziął robotę od Lannisterkiego księcia.
    3. Nie mam pojęcia jak i gdzie Joffrey znalazłby mordercę?!
    Jest bardzo dużo prawdy w znanym z filmów schemacie -> znam gościa, który zna gościa, które zna kogoś kto umówi Ci z fachowcem.
    Zakup takich usług wymaga czasu i wiarygodności.
    Samo zaaranżowanie spotkanie wykracza poza możliwości Joffreya.
    4. Poza tym mówimy o zamachu na syna Lorda Winterfell!
    I wiem. Akurat ten punkt można odwrócić, bo przecież wielkie wyzwanie wiążące się z olbrzymim ryzykiem mógłoby zadziałać jak wabić, jak płachtę na zabójce, no ale wtedy morderca powinien sprawić się znacznie lepiej.

    Pozostaje jeszcze kwestia sztyletu.
    Jeśli to Joff wynajął zbója, wtedy nasz lord Paluszek traci trochę na swoim geniuszu, co?
    Wtedy wychodzi na to, wielki plan Paluszka mógłby nie wypalić, gdyby nie fart i głupota Joffreya.

    No chyba, że Bealish posłał swojego człowieka ze świtą Roberta (albo i wcześniej) i ten człowiek będąc chyba z 1000km od Petyra miałby wolną rękę jako super dywersant wyczekujący idealnej sytuacji.
    Tyle, że wtedy wszystko zaczyna być grubymi nićmi szyte…

    To mi się podoba 8
    To mi się nie podoba 1
    1. Mam podobne wątpliwości. Już pal licho, że Joffrey mógł to zlecić byle chłopowi. Ale przecież wyjeżdżał! Nie mógł dopilnować wszystkiego na miejscu. Zamachowiec miał wybór – uciec ze srebrem lub ryzykować i zostać złapanym. I wybiera drugą możliwość!

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. I zapomniałam o sztylecie! Zabójca mógł też wziąć sztylet i sprzedać go za całe worki złota jakiemuś rodowi szlacheckiemu! I żyć w wygodzie do końca życia!

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
    2. Pełna zgoda. Ale jak już pisałem w poście powyżej fakt jest faktem i możemy sobie sarkać. Jedyną kwestią sporną jest czy Joffrey wszystko zaaranżował sam, czy ktoś mu pomagał (w zasadzie mógłby to być wyłącznie Ogar)?

      To mi się podoba 1
      To mi się nie podoba 2
    3. Odnośnie Palucha właśnie. Ja info o tym, że to w Nawałnicy Mieczy ma zostać rozwiązana zagadka zamachu na Brana rozumiem poprzez pryzmat ostatniego rozdziału Sansy. Wyjawia się tam, że to Paluch pociąga za sznurki, jeżeli chodzi o otrucie Arryna, no i ja interpretuję to tak: przedstawienie Littlefingera jako tego, który rozpoczął całą „grę”, tym samym mamy połączyć kropki – to on stał za zabójstwem na Brana, bo w trakcie fabuły książek wychodzi, że do niego należał sztylet, dobrze pamiętam?
      Znaczy on twierdził, że do Tyriona, ale no wiadomo o co chodzi – z myśli karła wynika, że nie.
      To że Paluch wysłał czlowieka do Winterfell jest prawie pewne – ktoś dostarczył jego paczkę z listem od Lysy.
      Pytanie właśnie skąd ten człowiek wiedział, że ma zabić Brana, przecież jadąc tam nie był on kaleką, a zamach wcześniej planowany być raczej nie mógł. Tutaj mamy te szycie grubymi nićmi. Bo w miarę wiernego człowieka mieć mógł, który po prostu zawdzięczał wszystko Paluchowi.
      Choćby Moore był gotów ryzykować, że ktoś go dostrzeże próbując zabić Tyriona. Ale mimo wszystko, samodzielne podjęcie decyzji o zabójstwie Starka? Chyba że dostał polecenie typu: „wprowadź chaos, kiedy tylko będzie okazja. Jeżeli nie będzie sam go wywołaj”. Ja tak to sobie tłumaczę, bo nie wierzę w to, że Joff stał za zamachem.

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 0
    4. Joffrey jako zleceniodawca tego zamachu to dosyć naciągane rozwiązanie, ale to nie znaczy, że niemożliwe. Martinowi już się takie rzeczy zdarzały. Choćby słynny dzik zabijający Roberta w idealnym dla Lannisterów momencie 😉 Też sobie niezbyt wyobrażam Joffreya krążącego po jakichś zaułkach w poszukiwaniu płatnego mordercy, ale mógł też wynająć jakiegoś zbira, który przybył do Winterfell z orszakiem z południa. Nadal mimo wszystko uważam to za bardziej prawdopodobne niż udział Littlefingera, który był daleko stąd, nie wiedział o kalectwie Brana i raczej nie dałby nikomu aż tak dużej kontroli, żeby w jego imieniu móc np. zabijać dzieci lordów. Petyr Baelish ma inny modus operandi. Dodatkowo gdyby to on za tym stał to raczej chciałby, żeby użyto do zamachu zwykłej broni, a nie sztyletu z valyriańskiej stali, który z miejsca rzucał się w oczy i mógłby z nim być skojarzony.
      Cersei miałaby motyw, ale co innego pozwolić na zrzucenie świadka jej kazirodztwa z murów wieży, co można wytłumaczyć zwykłym wypadkiem, a co innego zlecenie morderstwa syna jednego z największych lordów na kontynencie, w dodatku świeżo upieczonego namiestnika. Nawet ona nie byłaby tak głupia. Ogar z tych samych powodów nie przystałby moim zdaniem na pomoc Joffreyowi więc mocno wątpię, by miał cokolwiek z tym wspólnego. A że wynajęty zbir nie uciekł z zapłatą i sztyletem? Cóż, jeśli faktycznie wynajął go Joffrey to dużo bardziej opłacalne było wkupić się w jego łaski niż uciec. Wszak to był następca tronu i przyszły król.

      A co do Roberta i jego słów to tak jak wspomniał Robert Snow, to było takie zwykłe gadanie pijanego człowieka, który czasem coś palnie, ale wcale tak nie uważa. Wątpię, żeby naprawdę chciał śmierci Brana. Po prostu tak sobie rzucił, że już lepiej byłoby dla niego umrzeć niż być całe życie kaleką. Pewnie sam Robert wolałaby w takiej sytuacji stracić życie. Co nie znaczy, że naprawdę życzył tego synowi najlepszego przyjaciela.

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 0
      1. Po co próbować się wkupić w łaski trzynastolatka, który według normalnego trybu nie zasiadłby na tronie jeszcze przez wiele lat? Zamiast sprzedać sztylet i mieć worki złota, kupić sobie rezydencję w Pentos i żyć jak król.

        Po co ryzykować życie? Czy ten zabójca był taki głupi, że nie wiedział, że Starkowie mają wilkory? I ta bestia pilnuje chłopca?

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 3
        1. Chwila, chwila. Nigdzie nie było powiedziane, że morderca miał ten sztylet zwrócić Joffreyowi po wykonaniu zadania. On i tak był już jego. Owszem, wykonanie zadania wiązało się z ryzykiem, ale to przecież jego fach. A w przypadku powodzenia zbir mógł liczyć w przyszłości na podobne intratne zlecenia od następcy tronu, a być może kiedyś króla. Akurat postawa zbira dla mnie ma sens.

          To mi się podoba 4
          To mi się nie podoba 0
          1. Po co ? Pytam, po co? Przecież oprócz Joffreya i tego zbira nikt nie miał wiedzieć, że ktoś dybał na życie Brana. Jaime i Cersei pozostawili sprawę w rękach bogów, mając nadzieję, że chłopak się nie obudzi.

            Po co ryzykować wykonanie roboty, kiedy wiesz, że nikt cię nie pilnuje bo książę wyjechał. Oprócz zwykłego srebra dał ci bezcenny sztylet, który można sprzedać za worki złota i nigdy nie ryzykować, że zabije cię wilkor, strażnik lub brat zamordowanego. A nawet gdyby ci się udało zabić… zawsze mogli cię schwytać po robocie, a nawet później w Wintertown czy gdzie indziej, bo pytaliby się o podejrzanych ludzi. Po co próbować, kiedy możesz sprzedać sztylet za worki złota, kupić statek i wyjechać szczęśliwie do Pentos, Lys czy gdziekolwiek indziej. Joffrey i tak nie może powiedzieć, że został oszukany bo wtedy musiałby się przyznać, że ukradł sztylet ojcu i zlecił zamach na syna Lorda Starka.

            To mi się podoba 0
            To mi się nie podoba 2
            1. Po co? Powodów może być wiele. Z góry zakładasz, że każdy najemny morderca marzy, żeby zdobyć większą forsę i wycofać się z zawodu. A może facet po prostu lubi to co robi? Może jest walnięty? Może zabicie syna lorda potraktował jak zawodowe wyzwanie? Może kieruje się jakąś swoistą zawodową uczciwością i nie robi klientów w konia? Ludzie są różni.

              To mi się podoba 7
              To mi się nie podoba 1
            2. Tak jak wspomniał Robert Snow, powodów działania zbira mogło być wiele. Gość prawdopodobnie był zawodowcem i zabijał już wcześniej, a ryzyko przy takich zleceniach nie było dla niego niczym nadzwyczajnym. Potencjalny zysk zaś był większy niż zapłata za to konkretne zlecenie. Joffrey był następcą króla, który nie był już taki młody i nie dbał w ogóle o siebie, lubił też brać udział w turniejach więc istniała szansa, że nawet i w ciągu kilku lat następca tronu zasiądzie na nim w miejscu swojego ojca. A wtedy ten zbir mógłby pojawić się na dworze i zyskać jeszcze lepiej płatne zlecenia, a może i jakiś tytuł, zamek czy trochę władzy. Możliwości byłoby sporo. Z kolei uciekając przed wykonaniem zlecenia naraziłby się na potencjalną zemstę nowego króla więc musiałby uciekać z Westeros. A może on chciał tam pozostać? Może nie chciał stracić „renomy” w swoim środowisku i ryzykować, że już nikt go nie wynajmie? Powody mogły być różne, ale generalnie wkupienie się w łaski przyszłego króla było dla kogoś tego rodzaju lepszą opcją niż narażenie się na jego gniew.

              To mi się podoba 2
              To mi się nie podoba 1
              1. Dodam tylko, że następca tronu to przecież też wysoka persona. Taki np. Rhaegar miał całkiem sporą władzę. Nawet gdyby Robert miał żyć jeszcze ze 30 lat to praca dla kogoś takiego jak następca to pewnie też niezła fucha.

                To mi się podoba 3
                To mi się nie podoba 0
            3. Wątpię aby można było z łatwością sprzedać coś tak unikatowego jak ten sztylet.

              Na zwykłą biżuterię musisz mieć kupca.
              Im coś droższe i bardziej charakterystyczne tym mniej osób chce to kupić.

              Ten nieszczęsny sztylet jako zapłata też się nie broni.

              Weź pomyśl, ginie Bran i nagle jakiś obwieś ma do sprzedania MEGA unikalną rzecz..

              Mało tego, nawet jeśli masz kupca to istnieje wielkie ryzyko, że on będzie chciał Cię po prostu zabić podczas transakcji, a jeśli nie to już na pewno ściągniesz na siebie uwagę.

              Nikt nie lubi osób które nagle stają się milionerami.

              To mi się podoba 3
              To mi się nie podoba 0
  6. A tak przy okazji, myślę, że Cersei okłamała Jaimego. Nie twierdzę, że miała z tym cokolwiek wspólnego, ale po prostu miała o Robercie jak najgorsze zdanie i zaczęła mówić, że Robert uważał śmierć za miłosierdzie… ale w Grze o tron, w rozdziale Tyriona, jest powiedziane, że Robert smucił się z Nedem z powodu stanu Brana. Więc najpierw pocieszał przyjaciela, potem pił i mówił przed żoną, której nienawidził, że lepiej by było, gdyby Bran umarł? Czy Robert jest tak bardzo obłudny ? I jeszcze zwierza się żonie, której nienawidzi? To już gwardzista byłby lepszy (oprócz szwagra) bo oni mają obowiązek chronić sekretów króla. Skąd Robert miałby pewność, że Cersei nie pójdzie do Neda, aby mu powiedzieć, co jego przyjaciel gada po pijanemu? A gdyby Ned to usłyszał to myślę, że zrezygnowałby z urzędu. To jego syn, jego honor i nawet król nie powinien mówić takich rzeczy.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
    1. Robert to typowy alkoholik. Co innego myśli po trzeźwemu, co innego po pijanemu. Co innego gada rano, co innego wieczorem. Znam takich wielu. Myślę, że w obu sytuacjach był szczery.

      To mi się podoba 8
      To mi się nie podoba 0
  7. Daje tu kolegom i koleżankom coś do przemyślenia o tej sprawie.

    Cytaty z Gry o Tron

    Tyrion źle pamięta cytat Joffreya, Joffrey nigdy nie mówił o zabiciu Brana, tylko wilkora.

    The notion seemed to delight the prince. „Send a dog to kill a dog!” he exclaimed. „Winterfell is so infested with wolves, the Starks would never miss one.”

    Tyrion hopped off the last step onto the yard. „I beg to differ, nephew,” he said. „The Starks can count past six. Unlike some princes I might name.”
    Joffrey had the grace at least to blush.

    Dodatkowo Joffrey twierdzi, że Bran nic dla niego nie znaczy.

    „The Stark boy is nothing to me,” Joffrey said. „I cannot abide the wailing of women.”

    Tyrion Lannister reached up and slapped his nephew hard across the face. The boy’s cheek began to redden.

    „One word,” Tyrion said, „and I will hit you again.”

    I co zabawne to Ogar twierdzi, że lepiej byłoby, aby Bran umarł, nie Joffrey!

    Sandor Clegane’s rasping voice drifted up to him. „The boy is a long time dying. I wish he would be quicker about it.”

    Tyrion glanced down and saw the Hound standing with young Joffrey as squires swarmed around them. „At least he dies quietly,” the prince replied. „It’s the wolf that makes the noise. I could scarce sleep last night.”

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
      1. Może by stracił tę rękę, gdyby Cersei tam była – dla niej na pewno Tyrion nie jest królewskiej krwi. Chociaż pewnie Jaime przekonałby siostrę, aby tego nie robiła.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
        1. Cersei miała okazję zaprzeczyć królewskiej krwi Tyriona na jego procesie. Nie zrobiła tego.

          To mi się podoba 1
          To mi się nie podoba 1
          1. Nie mogła, bo ma ta samą krew co on. Przecież ona aspiruje do bycia królowa jak się patrzy. Nie umniejszy sobie potwierdzając, że jej brat nie jest królewskiej krwi.

            To mi się podoba 2
            To mi się nie podoba 0
            1. Mówimy o tej samej Cersei? 🙂 Gdyby tylko mogła to by zaprzeczyła. Nie tylko temu, że Tyrion jest królewskiej krwi, ale też, że jest Lannisterem, jej bratem i w ogóle człowiekiem. Jej i tak by to nie zaszkodziło, bo jest niezaprzeczalną królową. Poza tym, jak już pisałem, był tam też Mace Tyrell i Oberyn, a Swann, jako gwardzista, chyba najlepiej wie wobec kogo ma obowiązki.

              To mi się podoba 2
              To mi się nie podoba 2
  8. Sigyn,

    Robert nienawidzi żony?
    Cercei najzwyczajniej w świecie potrafi Roberta wkurwić – jak to żona.
    Zwłaszcza, że Robert jest wybuchowy.

    Moim zdaniem ich związek mógł wypalić! Tylko Robert go koncertowo spieprzył…

    Cercei pociąga władza + Robert zrobił na niej doskonałe pierwsze wrażenie.
    Dziewczyna była nim zainteresowana, ale jak wiemy w nocy poślubną do łózka trafił pijany jak bąk, w łożnicy sprawił się kiepsko i jeszcze na koniec wyszeptał do ucha imię innej kobiety…
    No kurwa. Nie za dużo aby?

    Każda zwyczajna dziewucha mogłaby się mocno obrazić, a co dopiero dumna jak diabli Cercei.
    Potem Robert też jakoś specjalnie się nie starał. Zamiast zająć się śliczną żoną, wolał wspominać Starkówną, pić i łazić po burdelach…
    Ja wiem, że Lannisterówna miała romans z bratem, ale idę o zakład, że gdyby Robert dobrze ją traktował – Cercei byłaby wdzięczna i zapomniałaby o bliźniaku.

    Nie twierdze, że byłaby potulną owieczką gotową na każde poświęcenie.
    Twierdzę, że gdyby Robert bardziej przypominał króla, a mniej pijaka mógłby spokojnie zapanować nad Cercei.
    To typ kobiety, która ceni siłę, władzę i daje tyle ile dajesz jej w zamian.
    O kobietę trzeba dbać o już zwłaszcza o wielką piękność z potężnego rodu.

    Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz.
    Robert choć wielki i silny, jako władca był zależny od pieniędzy Tywina, czyli….
    Siedział w kieszeni teścia!
    No kto lubi takie sytuację?

    Jesteś z jednej strony budzącym grozę wojownikiem i królem, który dosłownie wydarł władzę z rąk smoczych władców, a jednocześnie całe królestwo wie, że jesteś na garnuszku teścia.

    Biorąc pod uwagę charakter Roberta całkiem możliwe jest, że chłop swoją frustrację przenosił z Tywina na Cercei.
    Co wiele tłumaczy.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 3
    1. Tak bardzo była gotowa na ślub z Robertem, że w dniu ślubu spała z własnym bratem. Robert nigdy nie miał szans w tym małżeństwie. Dodatkowo Cersei mówi w swoim POV, że oprócz tego fatalnego błędu z nazwaniem ją Lyanną… to Robert starał się na początku małżeństwa, zapraszał ją na przejażdżki. Ale ona zawsze odmawiała, bo wolała wykorzystać ten czas na schadzkę z bratem.

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
  9. A ja tutaj dostrzegam sporo między wierszami.

    Moja teza:
    Gdyby Cercei od początku miała Roberta w dupie, to nawet nie pamiętałaby, że się starał, albo że zranił ja w noc poślubną. Martin też nie miałby powodu o tym wspominać. Mówi o tym, ponieważ zostawiło to ślad w Cercei, którego nie dała rady zasypać fałszywą obojętnością.

    Niektóre odrzucone kobiety na świeżo po odrzuceniu płaczą, po jakimś czasie są wściekłe na mężczyzn, aż finalnie kompensują sobie odrzucenie – zakrzywianiem rzeczywistości.

    To dość popularny mechanizm psychologiczny, dzięki któremu pamiętasz pewne sprawy trochę inaczej niż wyglądały.

    Taka odrzucona kobieta, kilka lat po odrzuceniu nie tylko opowiada innym o tym, że nie ją odrzucono, a ona odrzucała.
    Taka kobieta sama w to święcie wierzy!

    Oczywiście nie twierdze, że tylko kobiety tak robią i nie twierdze, że tak robi 100% osób odrzuconych, ale wydaje mi się, że akurat u Cercei ten mechanizm zadziałał.

    Powiem więcej. Moim zdaniem to odrzucenie Roberta bardziej pchało ją w ramiona Jaimiego niż wielka miłość.

    Na przestrzeni powieści wielokrotnie dowiadujemy się, że Cercei grała seksem, grała uczuciem względem Jaimiego. O ile wierze w miłość Jaimiego do Cercei, tak nie wierze w miłość Cercei do Jaimiego.
    Początkowo to było zauroczenie, a później wygodny sposób, aby odreagowywać oraz mścić się na Robercie.
    I wiesz to nie chodzi o to, że ona szaleńczo kochała Roberta i przez to się mściłą.
    On ją zainteresował, miał władzę a zupełnie olał jej urodę. Cercei jest zbyt dumna, aby znieść taką pogardę.

    Zdanie podtrzymuję. Związek miał potencjał i lwią cześć winy ponosi jeleń, a nie lwica.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
    1. To jak wytłumaczyć fakt, że Cersei zdradziła Roberta już w dniu ślubu jeszcze zanim nazwał ją Lyanną? Robert jeszcze nic złego jej nie zrobił! Nie upił się i nie nazwał ją Lyanną. To się stanie dopiero w nocy. A ona spała z bratem przed tym ślubem ! Robert jest młody, przystojny, chętny na ślub. Jeszcze nie nazwał jej Lyanną. A ona co robi? Śpi z bratem!

      Ba, jakby wyszła za Rhaegara to też chciałby to robić z bratem – to w końcu jej pomysł, aby wmanipulować Jaime’go w bycie gwardzistą, by był blisko niej. A to się stało jeszcze przed buntem Roberta. Ona i Tywin pewnie czekali na śmierć Elii, która była słabego zdrowia, aby Cersei mogła ją zastąpić. Ale potem był bunt Roberta i to Robert został królem.

      To mi się podoba 1
      To mi się nie podoba 0
      1. Cercei jest hardą babką.
        Seks z bratem w dniu ślubu odbieram jako manifest niezależności. Ojciec kazal wyjść za mąż to wyszła. Respektowała wolę ojca, ale musiala pokazać sobie że ma pazurki. I ten seks w kontekście budowania związku nie ma specjalnego znaczenia.

        Zgaduje, że się że mną zgodzisz w jednym.
        Cercei najbardziej kocha władzę.

        Jeśli tu się nie zgadzamy, to nie ma sensu dyskutować.
        Jednak jeśli się zgadzasz…

        Pokalkulujmy!
        Zwłaszcza, że Cercei szanuję siłę i trafia do niej język korzyści:

        Co daje jej Jaimie?
        Bolca.
        Od czasu do czasu gdy mówi jej o tym, że zabiłby każdego dla niej, że spaliłby cały świat gdyby tylko chciała -> to Cercei nakręca się najbardziej.
        Poza seksem, który dostarcza jej dużo adrenaliny (w końcu to tajemnica!) związek z Jaimie daje również przeświadczenie o tym, że ona, dumna lwica nie dała się zamknąć w klatce małżeństwa, że robi co chce.
        Taka namiastka niezależności wyrażona w formie buntu.
        Dał jej też dzieci, ale to nie jest coś, czego nie mógłby dać jej Robert.

        Co MÓGŁBY dać jej Robert?
        Wszystko to co Jaimie, tyle że w lepszej jakości.

        Przy Robercie mogłaby czuć władze i niezależność na większą skalę i to nie w formie kazirodczego romansu.

        Gdyby tylko Robert obsłużyl jej potrzebę władzy oraz niezależności -> moim zdaniem znalazłby w Cercei dobrą małżonkę.
        A mówiąc konkretnie.

        Gdyby Robert sprawił, że Cercei widziałaby w nim gwarancję statusu, władzy i przestrzeni do realizowania swoich ambicji -> wtedy byłaby mu wierna i oddana.

        Robert zamiast zająć się rzadzeniem i młodą piękna żoną wolał rozpamiętywać nie tyle kobietę co ideał kobiety.

        W gruncie rzeczy on był skupiony na dawnej miłości, bo ta kojarzyła mu się z dawnymi czasami.
        Gość utknął na etapie 20latka i za wszelką cenę nie chcial dorosnąć.

        Fatalny król.

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 0
    2. W tym temacie akurat bliżej mi do zdania koleżanki Sigyn. Cersei ma nienormalny stosunek do ludzi, nie stworzy więc normalnego związku. Rhaegara też by pewnie zdradzała i szybko znienawidziła. Jaime’a też nie kocha. Podejrzewam, że ten związek pozwala jej się poczuć jak Targaryenowie, czyli kimś lepszym od zwykłych ludzi.

      To mi się podoba 7
      To mi się nie podoba 0
      1. Gorzej – ona nienawidzi faktu, że urodziła się jako kobieta. Traktuje brata jako takie lustro jaka by była, gdyby urodziła się jako mężczyzna. Ona nienawidzi faktu bycia kobietą, dlatego tak gnębi Sansę, która może nie jest bardzo wyrafinowana intelektualnie, ale jest bardzo kobieca. Bo Cersei wzięła od Tywina ten pogardliwy stosunek do kobiet, ale jednocześnie jej ego musi się chronić od nienawiści do samej siebie – czyli mentalnie wchodzi w umysł bycia jak mężczyzna.

        Niestety znam to osobiście. Mnie też powtarzano, że lepiej byłoby gdyby urodziła się chłopakiem. To rodzi wielką nierównowagę psychiczną. Wyleczyłam się z tego sama, na drodze długiej samorefleksji i odrzucenia narracji narzuconej mi przez innych. Cersei niestety nie miała narzędzi poznawczych, aby dokonać takiego procesu i dlatego ona jest w takim imadle.

        Z jednej strony ma urodę i ubiera się kobieco, ale to tylko maska – jej prawdziwe ja to taki niedorobiony mężczyzna. Gardzącą kobiecością, próbującą siegnąć męskości. Pozbawia prawa do Casterly Rock swojego brata również dlatego, że w jej umyśle – to ona powinna to mieć.

        Bycie królową i matką to tak naprawdę tylko nagrody pocieszenia. Cersei, gdyby złapała dżina to chciałaby, żeby to ona była męskim wspaniałym wojownikiem, dziedzicem Tywina. Dlatego robi te zabiegi z Taeną. Ona nie jest biseksualna czy ma lesbijskie skłonności. To kolejna mentalna wycieczka do bycia mężczyzną. Bo mężczyzna jest szanowany, wspaniały. Kobieta nie jest – według Cersei.

        Dlaczego zaś odmówiła pojechania do Casterly Rock jak chciał Kevan? Bo ona podświadomie wie, że lordowie Zachodu nie byliby chętni do słuchania jej. Jako matka króla, regentka bardziej może wejść w tę fazę posiadania władzy/ czyli bycia mężczyzną niż jako Lady Casterly Rock w takich okolicznościach.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. No nie wiem, mężczyznami wydaje się też pogardzać. Przynajmniej tymi, którzy nie spełniają jej oczekiwań. Ale za mało się na tym znam, żeby wchodzić w polemikę. Jedno jest pewne – to nie jest normalna kobieta, więc w żadnym związku nie byłaby szczęśliwa.

          To mi się podoba 4
          To mi się nie podoba 0
      2. Dokładnie. Jak często w przypadku takich kobiet, problem jest w niej a nie jak próbuję przekonywać cały świat, w innych mężczyznach.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
  10. Widział ktoś ostatnie wywiady RR Martna?? bo dziadek zwariował, wali spoilerami z sagi (Sansa,Tyrion) i gada o fatalnych relacjach z Ryanem Condallem XD

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 1
    1. Nie, ale czytałem dziś na Fantastyce krótką recenzję tego nowego serialu. Ponoć świetny i żadnych własnych pomysłów. 🙂

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 1
    2. Cholera rzeczywiście. Mówi że Dom Smoka to nie jest dłużej jego serial i zwariuje jeśli nie dokończy Wichrow Zimy. Jest materiał na nowe wieści z cytadeli

      To mi się podoba 1
      To mi się nie podoba 1
    3. Zastanawiałam się czy to nie fake 😀 jeśli są prawdziwe to wniosek jest jeden : autor nadal jest w głębokiej D z pisaniem.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Osobiście po wywiadzie mam wrażenie że Martin jest głęboko za przeproszeniem wk*rwiony i sfrustrowany, na innych ale głównie na siebie. Nie wiem czy kiedykolwiek uda się nam ujrzeć Wichry Zimy z takim podejściem autora

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
  11. Ciekawostka: Spin off z Jonem Snow miał polegać na nim przeprzedzajacym Ducha, porzucającym Długi Pazur oraz przemieszczającym się co jakiś czas od chatki do chatki, które to na zakończenie pobytu by podpalał. Nic dziwnego że HBO anulowało spin off

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button