
Czarny Zamek wciąż się broni, ale sytuacja garnizonu jest coraz bardziej dramatyczna.
Streszczenie
Po północnej stronie Muru praca wre.
Odgłosy siekier i pił słychać wyraźnie w znajdującej się na szczycie Muru szopie, do której obrońcy udają się, by odpocząć. Wszyscy zdolni dzierżyć broń praktycznie z niego nie schodzą, gdyż podróż żelazną klatką trwa zbyt długo. Mimo potwornego zmęczenia Jon bardzo mało sypia, a nawet gdy udaje mu się zasnąć, śni o walce.
Wychodząc z szopy widzi, że znajdujący się w dole obóz Dzikich budzi się do życia, a ich łucznicy, skryci za manteletami, zbliżają się do Muru. Pypa, mimo ich marnej sytuacji, nie opuszcza dobry humor, co pozytywnie wpływa na morale obrońców. To on ponazywał słomiane kukły odziane w czarne płaszcze imionami braci nieobecnych w Czarnym Zamku. Obrońcy zakładali się, która przyciągnie najwięcej pocisków. Póki co prowadzi kukła przezwana Eddem Cierpiętnikiem.
Jon przez dalekowidz maestera Aemona przygląda się obozowi Dzikich. Pod namiotem Mance’a Raydera widzi Val oraz będącą w bardzo zaawansowanej ciąży Dallę. Poród musi być kwestią dni. Spostrzega też Varamyra Sześć Skór i jego cieniokota. Rozgląda się dalej i dostrzega budowanego przez Wolnych Ludzi żółwia – oblekają go właśnie skórą zdjętą z mamuta, pracami zaś zawiaduje Tormund Zabójca Olbrzyma. Sama machina przypomina odwróconą do góry dnem łódź z przyczepionymi do niej ośmioma drewnianymi kołami. Jon zakłada, że użyją jej do ataku jeszcze dzisiaj i upewnia się u Grenna czy beczki zostały wypełnione. Ten potwierdza, po czym Jon każe mu pójść się zdrzemnąć. Musi mieć siłę, bo tylko on jest w stanie ruszyć je z miejsca. Odkąd poznał Grenna, ten zmężniał i wyraźnie wyrósł. Zaczął faktycznie przypominać tura, którym przezywał go Alliser Thorne, czy też żubra, jak określił go polski tłumacz.
Jon ponuro zapatruje się na perspektywy obrońców: skończyła im się smoła, na wyczerpaniu był olej, strzał również zaczynało brakować. Co gorsze: wczoraj w nocy otrzymali wiadomość od dowódcy Wieży Cieni – Denysa Mallistera – że Bowen Marsh w pościgu za Dzikimi zapuścił się aż do Rozpadliny, gdzie na Moście Czaszek stoczył z nimi krwawą bitwę. Wygrał, ale stracił stu ludzi, samemu odnosząc ciężkie rany. Jon wiedział, że w tej sytuacji nie doczekają się szybko odsieczy.
Zgodnie z oczekiwaniami, jeszcze tego samego dnia dochodzi do ataku pod osłoną żółwia. Machina jest niezwykle powolna – porusza się pchana przez znajdujących się pod nią ludzi – stanowi więc łatwy cel dla łuczników. Niestety, obłożona wilgotnymi skórami, nie chce się zapalić. Nie zatrzymują jej również wystrzeliwane ze skorpionów bełty ani miotane przez katapulty kamienie. Jon wie, że gdy dotrą do bramy, ustawią żółwia równolegle do Muru i zaczną toporami rozbijać naprawione pośpiesznie wrota. Z tymi rozprawią się szybko, dłużej zajmie usunięcie gruzu, którym zasypali część tunelu. Gdy uporają się i z tym, zostaną im już do pokonania dwie kraty oraz ludzie, których do obrony pośle Jon.
Straży pozostała broń ostatniej szansy – wypełnione tłuczniem, żwirem oraz zamarzniętą wodą dwanaście beczek. Zużywają cztery, nim udaje im się roztrzaskać przednią część żółwia i znajdujących się pod nim ludzi. Tym razem znów udało się powstrzymać Dzikich. Ale co będzie jutro?
Jon jest wykończony, doskwiera mu też rana w nodze, postanawia zatem udać się do zamku po senne wino. Mur należy do Pypa.
Wino rzeczywiście pomaga – w końcu zasypia. Gdy się budzi, stoi nad nim czterech obcych ludzi. Zdumiony Jon zastanawia się, czy w czasie gdy spał Mur padł, ale po chwili zauważa, że wszyscy intruzi ubrani są na czarno. To ludzie z Nocnej Straży. Gdy chce się dowiedzieć, co tu się właściwie dzieje, dwaj z obcych wywlekają go z łóżka i prowadzą do samotni Mormonta. Ze znajdujących się tam ludzi zna maestera Aemona, septona Celladora oraz Wyntona Stouta, przy czym ten drugi jest pijany, a trzeci drzemie. Oraz Allisera Thorne’a, który prezentuje go nieznanemu mężczyźnie zasiadającemu w fotelu lorda dowódcy. Ser Alliser jest równie czarujący, jak Jon go zapamiętał, przedstawia zatem Snowa jako bękarta Neda Starka i „sprzedawczyka”.
Obecność Thorne’a, który ostatnio przebywał we Wschodniej Strażnicy, świadczy, że pozostali bracia również przybyli stamtąd. Jon zakłada, że to Cotter Pyke przysłał im posiłki. Chce wiedzieć, ilu ich przybyło, ale rozwalony w fotelu nieznajomy zimno stwierdza, że to on tu jest od zadawania pytań. A tych ma sporo w kontekście oskarżeń wobec Jona o dezercję. Czy zaprzecza, że porzucił zaprzysiężonych braci, którzy zginęli na Pięści Pierwszych Ludzi i przyłączył się do Mance’a Raydera?
Wtrąca się Aemon, stwierdzając, że zbadali już tę sprawę z Donalem Noye’em i wyjaśnienia Snowa ich usatysfakcjonowały. Nieznajomy chce jednak wysłuchać ich osobiście. Wściekły Jon odpowiada, że nikogo nie porzucił, lecz wyruszył z Qhorinem Półrękim na rekonesans do Wąwozu Pisków. Tam przyłączył się do Dzikich na wyraźny rozkaz Półrękiego, który obawiał się, że Rayder odnalazł Róg Zimy.
Wzmianka o artefakcie wyraźnie rozbawia Thorne’a. Z kolei nieznajomy mężczyzna okazuje się przeczulony w kwestii tytulatury. Przedstawia się też w końcu jako Janos Slynt, lord Harrenhal. Do czasu powrotu Bowena Marsha objął dowodzenie Czarnym Zamkiem. Nakazuje Jonowi, by zwracał się do lepszych od siebie z należytym szacunkiem. Chce wiedzieć, czy Snow dzielił łoże z Dziką. Gdy Jon potwierdza, Slynt z satysfakcją zauważa, że tym samym złamał przysięgę. Snow nie chce używać argumentu o tym, że z połowa załogi Czarnego Zamku regularnie odwiedza burdel w Mole’s Town, bo takie porównanie byłoby obelżywe dla Ygritte. Doprecyzowuje więc, że złamał przysięgę z kobietą. Nie jest natomiast renegatem i uciekł od Dzikich przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Slynt w odpowiedzi na to nakazuje przyprowadzić drugiego więźnia – użycie tego sformułowania jasno wskazuje, że za takiego uważa też Jona. Mężczyzna jest niskim człowieczkiem, noszącym na twarzy ślady brutalnego pobicia. Snow z trudem rozpoznaje w nim Grzechoczącą Koszulę. Slynt wskazuje na Jona i pyta Lorda Kości, czy to człowiek, o którym mówił. Ten potwierdza, dodając, że Snow zabił Półrękiego, po czym błagał, by Grzechocząca Koszula darował mu życie.
Slynt triumfuje. Pyta Jona, czy Półręki kazał mu, by go zabił. Snow odpowiada, że nakazał mu spełniać wszystkie polecenia Dzikich. Wiedział, że wpadną w ich ręce i to, że Grzechocząca Koszula i tak nie daruje mu życia. Slynt, patrząc na żałosne widowisko, jakim obecnie jest Lord Kości, nie wierzy, by kogoś takiego bał się legendarny Qhorin Półręki. Ma też dość sprecyzowane zdanie na temat Jona oraz własnych zdolności.
– Wysłuchałem cię! Wygląda na to, że ser Alliser trafnie cię ocenił. Kłamiesz jak bezczelny bękart. Nie będę tego tolerował. Nie będę! Może udało ci się oszukać tego kalekiego kowala, ale nie Janosa Slynta. O nie. Janos Slynt nie da się łatwo wziąć na lep. Czy myślisz, że mam czaszkę wypchaną kapustą?
– Nie wiem, czym masz wypchaną czaszkę. Wasza lordowska mość.
Thorne zakłada foliową czapeczkę i wiąże zamordowanie Półrękiego ze śmiercią Mormonta. Spisek mógł obejmować również Benjena Starka – kto wie, czy nie przeszedł na stronę Raydera i teraz nie przebywa w jego obozie. Starkowie już tacy są. Slynt zgadza się. Poznał ich zbyt dobrze.
Jon nie ma zamiaru spokojnie wysłuchiwać obelg pod adresem stryja i swoim. Pokazuje dłoń, którą poparzył broniąc lorda dowódcę przed upiorem. Jego stryj zaś był człowiekiem honoru i nigdy by nie złamał przysięgi. Thorne kpi, czy tak samo jak Snow.
Włącza się Cellador, usłużnie przypominając, że Jon nie złożył przysięgi w sepcie, lecz przed czardrzewem. Utrzymywał, że to bogowie jego ojca, ale są przecież również bogami Dzikich. Aemon spokojnie przypomina, że to bogowie Północy. A Jon Snow po śmierci Noye’a przejął dowodzenie w Czarnym Zamku i obronił go przed całą potęgą Dzikich. Okazał się człowiekiem wiernym i odważnym. Gdyby nie on, Slynt w twierdzy nie zastałby ich, lecz Mance’a Raydera. To obiecujący i zdolny młodzieniec, co dostrzegł już lord dowódca Mormont.
Slynt jest innego zdania: bękart ma na rękach krew Półrękiego. Może i Mormont mu ufał, ale jakie ma to teraz znaczenie? Slynta też zdradzili ludzie, którym ufał. A ojciec Snowa zginął śmiercią zdrajcy tyle że jako wysoko urodzony dał pod miecz szyję. Na Snowa starczy stryczek. Każe Thorne’owi zaprowadzić renegata do celi. Gdy Alliser kładzie mu rękę na ramieniu, Jon wyrywa się i chwyta go za gardło z taką siłą, iż unosi w powietrze. Gdyby go nie odciągnięto, wydusiłby z rycerza życie. Dla Thorne’a to kolejny dowód na to, że Snow jest w rzeczywistości Dzikim.
Postaci występujące w rozdziale
- Jon Snow
- maester Aemon
- Janos Slynt
- Alliser Thorne
- Glendon Hewett
- septon Cellador
- Pypar
- Grenn
- Owen Przygłup
- Hareth, zwany Koniem
- Atłas
- Baryła
- Tim Splątany Język
- Mully
- Zapasowy But
- Hobb
- Dalla
- Val
- Tormund Zabójca Olbrzyma
- Varamyr Sześć Skór
- Lord Kości, zwany Grzechoczącą Koszulą
- Wynton Stout
Wspomniani
- Mance Rayder
- Robert Baratheon
- Eddard Stark
- Jeor Mormont
- Denys Mallister
- Cotter Pyke
- Benjen Stark
- Bowen Marsh
- Otthen Yarwyck
- Qhorin Półręki
- Endrew Tarth
- Aladale Wynch
- Wynton Stout
- Eddison Tollett
- Tumberjon
- Watt z Długiego Jeziora
- Czerwony Alyn z Różanego Lasu
- maester Mullin
- Zei
- Ygritte
- Donal Noye
Ważne informacje
- Zapasy broni w Czarnym Zamku są na wyczerpaniu.
- Mieszkańcy Mole’s Town uciekli na południe.
- Dzicy coraz lepiej radzą sobie w szturmowaniu Muru – z pomocą osłon i żółwia są w stanie podejść pod samą bramę, mogą już też razić obrońców na szczycie, chociaż na ten moment wiemy o zaledwie jednym strażniku, którego zdołali w ten sposób zabić.
- Praktycznie wszyscy zdolni do walki nie schodzą z Muru, odpoczywając w drewnianej szopie na jego szczycie. Po zniszczeniu schodów jedynym sposobem, by dostać się na górę, jest powolna podróż żelazną klatką. W Czarnym Zamku zostali tylko ci, którzy nie są w stanie dzierżyć broni z powodu wieku lub stanu zdrowia.
- Bowen Marsh, który na czas nieobecności Mormonta przejął dowodzenie w Czarnym Zamku, postąpił dokładnie tak, jak założył Mance Ryder – uganiał się za Dzikimi, dając się odciągnąć od miejsca, gdzie miało nastąpić główne uderzenie. W swym pościgu dotarł aż do znajdującego się na zachód od Muru Mostu Czaszek, gdzie starł się z dowodzonymi przez Płaczkę Dzikimi. Mimo zwycięstwa, stracił aż stu ludzi i sam odniósł poważne rany.
- Janos Slynt i Alliser Thorne przybyli ze Wschodniej Strażnicy. Thorne jest tam zbrojmistrzem. Wcześniej to samo stanowisko piastował w Czarnym Zamku, ale Jeor Mormont wysłał go do Królewskiej Przystani. Liczył, że ten jako rycerz mający znajomości na dworze, zdoła stanąć przed obliczem króla i przedstawić mu petycję Nocnej Straży. Przy okazji mógł odsunąć go daleko od Jona, który w napadzie szału groził zbrojmistrzowi sztyletem. Thorne zabrał ze sobą wciąż ruszającą się dłoń Jafera Flowersa – jednego z dwóch upiorów, które ożyły po przeniesieniu ich na południową stronę Muru. Miała ona stanowić spektakularny dowód na to, że umarli zagrażają Królestwu. Na nieszczęście Straży pełniącym obowiązki namiestnika był wtedy Tyrion Lannister, który nie lubił Thorne’a: kazał umieścić go w nędznej komnacie i odwlekał jak mógł audiencję. Podczas jednej z nich rycerz w końcu zdołał zabrać głos, tyle że do tego czasu ręka zdążyła zgnić i Thorne nie miał żadnego dowodu na potwierdzenie swoich słów. Tyrion zbył go, pozwalając zabrać więźniów z lochów, wykpiwając jednocześnie rewelacje zbrojmistrza o upiorach.
Komentarz
Starzy znajomi powracają! Grzechocząca Koszula pojawił się jeszcze na początku tego tomu, ale Slynta i Thorne’a widzieliśmy po raz ostatni Starciu królów. Na nieszczęście Jona cała trójka szczerze go nie znosi. Przy czym dawnego dowódcę Złotych Płaszczy spotyka po raz pierwszy w życiu, zatem jego niechęć może się wydawać najmniej zrozumiała. Tak jak w ogóle negatywne nastawienie lorda Janosa do Starków, którzy akurat jemu nic złego nie zrobili. Było raczej na odwrót: to w końcu opowiedzenie się Slynta po stronie Lannisterów w dużej mierze zadecydowało o porażce pałacowego przewrotu, jakiego próbował dokonać Eddard Stark. Wykazał się też sporą gorliwością, gdy Joffrey nakazał zgładzić Neda.
Skąd więc jego nienawiść do Starków? W mojej ocenie można tłumaczyć ją na trzy sposoby. Może być ona wynikiem autentycznego przekonania, iż namiestnik był zdrajcą i zamierzał obalić króla, z którym Slynt związał swoją fortunę. Równie dobrze Janos po prostu konsekwentnie i cynicznie trzyma się wersji o zdradzie Starka, bo ta była i dalej jest dla niego wygodna. Może wreszcie jej źródłem jest gorycz wynikająca z trafienia na Mur, gdzie co prawda zesłał go Tyrion Lannister, ale głównym tego powodem była rola, jaką Slynt odegrał w upadku Starka, który niejako zemścił się na nim zza grobu.
Możliwe również, że nie należy tu doszukiwać się autentycznej niechęci do Starków, lecz zwykłego cynizmu i chęci przypodobania się Thorne’owi, który dla Slynta wydaje się cennym sojusznikiem. Z pewnością rola ser Allisera w aresztowaniu Jona jest nie do przecenienia. Już choćby poprzez to, co zdążył wcześniej Janosowi o nim naopowiadać. Thorne ma przynajmniej rzeczywisty powód, by Snowa nienawidzić. To przecież po zatargu z nim został wysłany do stolicy, by wrócić z niej już nie na stanowisko zbrojmistrza w Czarnym Zamku, lecz mniejszej i przez to niezbyt perspektywicznej dla dalszej kariery Wschodniej Strażnicy. Ktoś może co prawda powiedzieć, że Thorne prześladował Jona, odkąd ten tylko pojawił się na Murze, nie potrzebując ku temu żadnych powodów. Tyle że one były. Ser Alliser w czasie Rebelii Roberta walczył po stronie lojalistów i choć to Tywinowi Lannisterowi powinien „podziękować” za zesłanie na Mur, można zakładać, że za swój los wini również Starków, którzy od początku byli wśród buntowników. Nienawiść do tego rodu jest jak dla mnie jedynym sensownym wytłumaczeniem dla absurdalnych oraz obrzydliwych oskarżeń Thorne’a pod adresem Benjena Starka – jakby nie było jego zaprzysiężonego brata, który zaginął pełniąc służbę za Murem.
Grzechocząca Koszula również Snowa nie kocha, nie dziwi więc, że poddany brutalnemu przesłuchaniu, ochoczo go pogrąża. Zresztą z jego perspektywy niewiele minął się z prawdą, a co najwyżej lekko ją podkoloryzował: Jon przecież zabił Qhorina, a wyjaśnienia, że zrobił to niejako na jego rozkaz, z boku trudno uznać za szczególnie przekonujące. Tej egzotycznej koalicji, wspartej jeszcze przez wiedzącego – mimo swego zapijaczenia – skąd wieje wiatr septona Celladora, próbuje przeciwstawić się maester Aemon. Jest w tym jednak osamotniony.
Trzeba oddać Martinowi, że chociaż – co niezwykle trafnie w poprzednim rozdziale Jona punktował BT – same zmagania o Mur są mocno wydumane, mechanizm walki o władzę jak zwykle opisuje w sposób realistyczny. Slynt może i jest podły, a także groteskowy w swym samozadowoleniu, ale też sprytny. Ktoś inny nigdy nie dochrapałby się objęcia komendy nad Złotymi Płaszczami, nie mówiąc już o tytule lorda Harrenhal. To ostatnie co prawda niezbyt mu się przysłużyło, ale najwyraźniej nie zmniejszyło jego apetytu na zaszczyty. Póki co idzie mu nieźle: działając metodą faktów dokonanych przejmuje komendę nad Czarnym Zamkiem i pozbywa się niewygodnego bohatera, który zdołał utrzymać twierdzę mając szczątkowy garnizon. Dzięki temu nie dość, że zyskuje wpływowego sojusznika w postaci Thorne’a, jednocześnie otwiera sobie drogę do ostatecznego pozbycia się Jona. Jeśli to mu się uda, będzie mógł próbować przypisać sobie część jego zasług i pokazać się w nadchodzących wyborach na lorda dowódcę jako człowiek, który ocalił Czarny Zamek, Nocną Straż, a może i całe Królestwo.
Ten rozdział w formie skondensowanej prezentuje to, co jest jednym z głównych wątków Pieśni: walka o władzę przykrywa cel, dla którego władzę w ogóle się sprawuje. Dla Slynta ważniejsze od szturmujących Mur Dzikich jest korzystne ustawienie się przed zbliżającymi wyborami. Zwalczając wrogów wewnętrznych, kompletnie lekceważy zewnętrznych. Działaniem swym nie różni się niczym od lordów Siedmiu Królestw, tak zajętych grą o tron, że nie dostrzegają śmiertelnego zagrożenia, które mogą przynieść zimowe wichry.






Ten plan Dzikich z podejściem pod Mur pod „żółwiem” wygląda na trochę naiwny, musieli przewidywać, że Nocna Straż będzie miała jakieś beczki, czy głazy na szczycie Muru, które na nich zrzuci. Jeden żółw nie mógł nic zdziałać. Z drugiej strony Dzicy nie mieli wyszkolonej armii, sam Mance Rayder też pewnie nie znał się do końca na strategii.
Co do Slynta i jego nienawiści do Snowa. Myślę, że przejął ją od tych, którzy kazali mu pozbyć się Jona, jak już przybędzie do Nocnej Straży. Slynt jest absolutnie wyrachowanym cwaniaczkiem i przydupasem. Jak trzeba się podlizać Thorne’owi i jego spółce, to nie ma problemu w odegraniu nienawiści, czy nawet jej wzbudzeniu w sobie.
Zgadzam się, że mógł ją autentycznie w sobie wzbudzić 🙂 aczkolwiek w rozmowie Bluetiger zwrócił mi uwagę, że Slynt o tyle mógł szczerze nienawidzić Neda, bo ten chciał osadzić na tronie Stannisa, który z kolei był realnym zagrożeniem dla Slynta, bo wiedział o jego machinacjach i korupcji.
E tam, to mechanizm stary jak świat. Wszelka podłota najbardziej nienawidzi tych, wobec których zachowała się podle. Zdziwiłbym się raczej, gdyby ktoś taki jak Slynt okazał Starkowi sympatię. Przypadek Thorne’a jest podobny. Jest za tchórzliwy, żeby nienawidzić Lannisterów, więc całą gorycz przelał na Starków.
Można powiedzieć, że Tyrion kierował się szlachetnymi pobudkami albo przynajmniej poczuciem sprawiedliwości wysyłając Slynta na Mur, ale jednocześnie wyświadczył tym niedźwiedzią przysługę Jonowi, którego przecież bardzo polubił. Ot kolejny przykład Martinowskiej złośliwości losu 😉
Tyle dobrego, że tym razem to Stark (a właściwie pół-Stark) ostatecznie wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko 🙂
Tyrion pewnie nie przypuszczał, że sytuacja na Murze zmieni się tak szybko. Myślał pewnie, że Mormont jeszcze pożyje i wymusi posłuch. Swoją drogą, jestem ciekawa pewnej sprawy. Tyrion wysłał oprócz Slynta jeszcze kilku ludzi na Mur, w tym Allara Deema. Deem pewnie został wypchnięty za burtę, jak tego chciał Tyrion. Co z resztą?
Teraz nie mam dostępu do książki, więc musiałbym sprawdzić, aczkolwiek nie wiem czy tam coś jest. Jeśli już to w dodatkach, ale nie pamiętam, czy w ogóle pozostali zesłani zostali wymienieni z imienia. Jak coś pomyliłem, to proszę poprawcie mnie.
Reszta nie jest wspomniana nawet z imienia i po prostu miała zostać członkami Nocnej Straży.
Moim zdaniem chciał przede wszystkim pozbyć się nielojalnego wobec siebie Slynta i osadzić lojalnego wobec siebie Bywatera. A tak naprawdę zamienił człowieka Littlefingera na człowieka Varysa (bo to on zaproponował jego kandydaturę) przy czym Bywater był jednak człowiekiem ulepionym z lepszej gliny niż Slynt.
Swoją drogą to pokazuje, że Tyrion był jedynie trochę lepszy w tę grę od Neda Starka, ale nie tak wybitny jak chciałby wierzyć.
Nie mówię, żeby od razu powinien przewidzieć, że Varys chce osadzić innego pretendenta na tronie, ale chyba jasne jest, że skoro Varys poleca tego człowieka, to znaczy, że ten człowiek ma już u Varysa dług wdzięczności i może nie być całkowicie lojalny. A jeśli już powołujesz kogoś z powodu przysługi to musisz osadzić szpiega koło tej osoby – asystenta, który będzie ci donosił.
Dżądżen, ja mam jeszcze pytanie o ten rzekomy zamach na Trystane’a. Myślisz, że to prawda czy może Doran kłamie, aby utemperować córki Oberyna? A może to plan Varysa, aby skłócić Dorne i stolicę?
A ja mam dwa poważne pytania – z jakiego powodu Pyp oddał Slyntowi mur? Dlaczego nikogo nie wysłał by obudzili Jona, że przybyły posiłki? I czy jest to ostateczny argument dlaczego dowódca w czasie konfliktu (zwłaszcza dziejącego się jakieś sto metrów pod i sto metrów od pozycji jego ludzi) nie powinien zapadać w sen po środkach odurzających, nawet tak lekkich jak makowe wino?
Wylosowało się trudne. Ten plan jest generalnie koszmarnie wręcz głupi i ma mnóstwo elementów, gdzie coś może się wykrzaczyć. Z drugiej strony: plan Cersei z winem, dzikiem i Lancelem, by w ten sposób zabić Roberta był równie głupi, a się udał. Na pewno wiemy, że Cersei zleciła coś podejrzanego Balonowi – czytamy o tym w jej POVie i to w jej myślach, czyli nie jest kłamstwem sama misja. Zagadką pozostaje jej charakter. Oraz fakt, jak – zakładając że to prawda – szpiedzy (może Varys) pozyskali o nim wiedzę. Podsłuchali Cersei w czasie rozmowy z Balonem? To trochę jednak zbyt grubymi nićmi szyte. Już prędzej wyszło to przy organizowaniu „bandytów” – zawsze gdy jest zaangażowane więcej osób, jest szansa że coś wyjdzie (no chyba, że organizuje się Krwawe Gody – wtedy nikt nie puszcza pary z gęby). Po tym przydługim wstępie mogę tylko powiedzieć, że nie wiem😉 jest coś na rzeczy w tym, że Cersei planuje zdradę i misja Balona nie jest tylko dyplomatyczno/szpiegowska, ale w jakimś sensie dywersyjna. Może i obejmuje doprowadzenie do śmierci Trystana, ale trochę póki co mam na to mało dowodów. Planuje jednak odświeżenie sobie tych rozdziałów w niedługim czasie i obiecuję do sprawy wrócić, jeśli nie rozwikłamy jej tu.
A: no i na pewno Varys gra tu na pozyskanie Dorne dla Aegona, więc możliwe, że wie o planie, ale rzeczywiście mógł podkręcić trochę szczegóły by w ten sposób jeszcze bardziej zniechęcić Dorana do Lannisterów (co w sumie w jego przypadku nie jest bardzo trudne).
Chyba, że to Quburn jest szpiegiem Dorana i z tego powodu zna takie szczegóły.
Edit – Doran zna takie szczegóły
Swoją drogą uwielbiam grafikę Jona – pokazuje świetnie, jak bardzo był przystojny. Serialowy Jon Snow… nie pasował według mnie do tej roli. Rozumiem zmianę wieku, ale jego uroda nadal mi nie pasowała. Bardziej pasowałby według mnie jako Renly, bo Renly właśnie powinien być dobre zbudowanym mężczyzną.
Mi ta grafika nie odpowiada, bo zupełnie inaczej odbiega od moich wyobrażeń o Jonie. Ale wiadomo, to kwestia subiektywna, kto jak sobie wyobraża danych bohaterów po samej lekturze książki 😉 Pytanie czy Jon był faktycznie przystojny? Ze wszystkich dzieci Starków to właśnie Jon poza Aryą najbardziej przypominał Neda. A Catelyn w swoich POVach wspomina, że Ned nie był przystojny.
Catelyn nie jest obiektywna.
Jon musi być przystojny skoro tyle kobiet zwraca na niego uwagę – Alys, Val, Ygritte, Melisandre.
Poza tym Jon ma nie tylko krew Lyanny, ale też Rhaegara czyli musi być tam ślad tej valyriańskiej niezwykłości. Może nie na pierwszy rzut oka, ale jest np. w kształcie nosa lub kościach policzkowych.
Dziękuję zarówno pochwałę jak i przyganę grafiki😉 dla fanów bardziej brzydkiego Jona jest jego „foto” z poprzedniego odcinka, który napisałem o nim. Ned faktycznie nie jest opisywany jako klasycznie przystojny, ale zgadzam się, że Jon musi w sobie mieć coś, że te wszystkie kobiet na niego lecą. Jest też opisany jako podobny do Aryi, Arya zaś wg Neda jest podobna do Lyanny – bardziej z charakteru co prawda, ale ma wygląd Starków. Lyanna była zaś uznawana za piękną.
Swoją drogą to kim formalnie w tamtym momencie byli Thorne i Slynt?
Slynt nie był już lordem (jedyny lord w NS to Lord Dowódca, pozostali są lordami tytułowani najwyżej grzecznościowo), a Thorne nie był nawet wtedy już zbrojmistrzem Czarnego Zamku. Wtedy dowodził Pyp i to on musiałby oddać im mur… Pytanie brzmi czemu tak zrobił, czemu nie obudził Jona, gdy przybyły posiłki?
Jest w tekście powyżej wspomniane, że Thorne został zbrojmistrzem we Wschodniej Strażnicy. Slynt zaś był nikim. Po wstąpieniu do Nocnej Straży dawne tytuły nie mają znaczenia, zresztą Lordem Harrenhall i tak już chyba był wtedy Littlefinger 😉 Slynt był tylko zwyczajnym czarnym bratem. Ani on, ani Thorne nie sprawowali w Czarnym Zamku żadnej formalnej władzy. Zwyczajnie ją sobie zagarnęli, wykorzystując śmierć Mormonta, nieobecność Bowena Marscha i fakt, że obrońcy w zamku byli zdziesiątkowani. Nie pamiętam już czy w końcu przybyli ze Wschodniej Strażnicy z posiłkami, ale jeśli tak to Pyp też już nie mógł nic zrobić, a może nawet nie zdążył obudzić Jona, bo tamci po prostu wkroczyli do zamku i przejęli władzę. Thorne zapewne wykorzystał fakt, że był dosyć znany i sprawował funkcję w Strażnicy więc ludzie stamtąd mu się podporządkowali. A tych w Czarnym Zamku było za mało, żeby coś zrobić.
Co do Jona to nie miałbym pretensji do niego, że poszedł się zdrzemnąć. Kiedyś musiał odpocząć, zwłaszcza że miał w perspektywie walkę z dzikimi kolejnego dnia. I to już któryś dzień z rzędu. Miał do pokonania trudnego wroga z zewnątrz. Ciężko było przypuszczać na jego miejscu, że zagrożenie może też przyjść z wewnątrz i że pojawi się ktoś taki jak Slynt.
Na większość pytań @Ksaveriusza odpowiedział już @Bezimienny. Od siebie dodam, że jeśli chodzi o organizację Nocnej Straży, Martin popełnia te same uproszczenia, które opisał świetnie @Bluetiger w odcinku poświęconym procesowi Tyriona. Otóż struktura NS jest dość uboga, mamy lorda dowódcę, pierwszych zwiadowców, budowniczych itd. oraz dowódców innych twierdz. Oficerami są zwykle rycerze, ale nie mamy tu zbyt wiele więcej na ten temat. Nie słychać nic o setnikach, dziesiętnikach czy sierżantach. Kto jest ważniejszy: pierwszy zwiadowca czy komendant np Wieży Cieni? Marsh został kasztelanem Czarnego Zamku, więc chyba czyni to go dowódcą na Murze pod nieobecność lorda dowódcy, ale czy na pewno?
W każdym razie Slynt nadal jest uznawany za kogoś w rodzaju lorda, przynajmniej przez niektórych. Nie przeczy temu też Aemon, który przecież też nic nie mówi o tym: ej, wezwijmy Pypa, on dowodzi. W rzeczywistości Pyp pełni bardziej coś w rodzaju wachty na Murze, a Jon też nie ma żadnych formalnych uprawnień. Chciał zresztą żeby dowodził ostatni znajdujący się wdajmy rycerz (ten co drzemie). Noye też formalnie nie dowodził, praktycznie już tak. Zatem Slynt jako lord i Thorne jako rycerz weszli do zamku i przejęli władzę: wiemy, że mieli ze sobą ludzi, a cała sprawna załoga Czarnego Zamku znajdowała się na szczycie Muru. Pyp i reszta prawdopodobnie nawet nie wiedzieli, że ktoś do Zamku przybył, tym bardziej że musiało to się stać w nocy.
No niby był nikim ale tak strasznie akcentują by Slynta nazywać lordem. A żaden z braci nie reaguje, że lordem to sobie był a teraz jest bratem. Z resztą całe to pojawienie się Slynta jest dla mnie dziwne i jego nagły awans w popularności. Ani to nie było informacji i jego przysiędze, jest strasznie zarozumiały a mimo to cieszy się popularnością bo w końcu ktoś będzie na niego głosował w wyborach. Z resztą nie mogę się doczekać omówienia następnych rozdziałów rozdziałów Sama i Jona
Z resztą trafienie do nocnej straży jest albo z wyboru albo kara i o ile bracia raczej nie mówią o swoich występkach sprzed nocnej straży to musiało być pewna sensacja to że lord (jakby nie patrzeć za kare) trafił do NS no i przynajmniej ktoś powinien pomyśleć o nim jak o zdrajcy zbrodniarzu etc. Skazanie Starka było wielkim halo na zamku a tu trafia sobie lord do NSx dowódca złotych płaszczy i nikt nawet nie pomyśli za co i że może nie warto mu ufać. Serio dziwne i tego nie ogarniam
Właśnie ta sensacja – przybycie ze stolicy jakby nie było lorda, jeśli nie Harrenhal to chociaż dowódcy Złotych Płaszczy – daje Slyntowi popularność. Należy też założyć, że jest dobry w tego typu gierki, dlatego dochrapał się poprzedniego stanowiska – jakby nie patrzeć wpływowego. Do tego wykorzystał potężne zawirowanie jakim była śmierć lorda dowódcy, ale też mnóstwa innych niezwykle zasłużonych oficerów. Najważniejsze rzecz jasna jest jednak potrzeba fabularna: łatwiej uwierzyć, że wybierają niedoświadczonego Jona m.in. dlatego, że milczącej większości nie podoba się zwycięstwo podejrzanego typka, który dopiero co przybył do Straży, a jego najpoważniejsi przeciwnicy też wolą młokosa niż poprzeć znienawidzonego rywala (tj. Mallister i Pyke).
Dokładnie. Są takie kanalie, które – gdy się z nimi nie rozprawisz raz a porządnie – to zawsze będą wypływać na wierzch i spadać na cztery łapy. Taki to już typ człowieka. Przykładem ta cała nasza postkomunistyczna banda z poprzedniego ustroju. Gdyby Slynt nie trafił na Murze na swego zaprzysięgłego wroga, to pewnie tam też szybko przejąłby władzę.
Jeszcze jedną przeszkodą dla Slynta była obecność Stannisa, który się niecierpliwił. W normalnych okolicznościach to Slynt miałby Pyke’a i Malistera jako równych kontrkandydatów i mógłby robić różne intrygi, aby ich pokonać.
To prawda.
Tak sie zastanawiam,czy dość absurdalne oblężenie prowadzone przez Manca nie wynikało z tego, że chciał wyrobić trochę ludzi , którzy mogliby mu sprawiać kłopot. Co prawda nic tego w tekście jednoznacznie nie sugeruje (moze poza wyslaniem Placzki i bitwa pod rozpadlina),ale Mance miał świadomość (jak wiemy- nieprawdziwa),że nikt nocnej straży nie pomoże ,więc ma trochę czasu,a taki zastep ludzi na ubogich ziemiach północy byłoby ciężko wyżywić. Nadto, aby panować nad jakimiś ziemiami ,musieliby zdobyć jakaś twierdzę,a oni do tej pory nie potrzebowali nic takiego szturmowac,więc w ten sposób sie też przyuczali. Mance miał świadomość,że gdyby zatrzymał sie powiedzmy tylko na ziemiach Daru, ktoś w końcu by go stamtąd wykurzył, ponadto nie zapanowalby nad taka hałastra, która straciłaby swój cel, który trzymał ich w ryzach. Byc moze chcial coś dla siebie wykroic metoda faktów dokonanych i kosztem najtrudniejszych do opanowania Dzikich.
Miało być wyrobic i wybić trochę ludzi, a nie samo wyrobić.
Teoria bardzo sensowna. Jeśli Martin ją czyta mógłby wykorzystać w Wichrach😉
Ta teoria ma dwie luki – plecy w postaci Innych oraz to, że Mance musi brać pod uwagę, że posiłki od takich Umberów może i nie zdążą na czas by uratować Mur, ale zatrzymają jego oddziały już za murem. Im szybciej to Mance by atakował ich, tym lepiej dla Mance’a i to tam lepiej byłoby przeprowadzić tego typu ćwiczenia. Wszak wtedy to on ma przewagę zaskoczenia i to on planuje gdzie i kiedy zaatakuje, do tego jego kolumna będzie w przeciwnym razie atakowana „w marszu”. Ale cóż, może Mance wiedział, że Inni nie zdążą, a potencjalne starcie za Murem uznał za stuprocentowo pewne i lepiej, by działo się w Darze, niż ziemiach klanowych? Albo jego informacje na temat tego co się dzieje na bliskim Południu bardzo wyolbrzymiły skalę klęski Północy w walce z Lannisterami? Czy Mance w ogóle o czymś takim wiedział?
Będąc złośliwym powiem, że lordowie słusznie ignorowali te wichry zimy,skoro one coś nadejść nie mogą.