FilmyRecenzje Filmowe

Warcraft: Początek (2016)

Kiedy Duncan Zowie Haywood Jones debiutował znakomitym filmem “Moon”, zdawało się, że być może pójdzie w ślady słynnego ojca i podbije branżę, tyle że filmową a nie muzyczną. Potem potwierdził swoje umiejętności zgrabnym thrillerem science-fiction pod tytułem “Kod nieśmiertelności” i wreszcie przyszedł czas na prawdziwą próbę ognia. Jonesowi powierzono ogromny budżet oraz pokierowanie projektem egranizacji “Warcrafta”. Historia zna wiele przypadków, kiedy młody zdolny reżyser dał się pokonać hollywoodzkiej maszynie, która bezdusznie miele swoimi trybami oferując pozornie nieograniczone możliwości przy kręceniu wielkich produkcji. Tak naprawdę okazuje się jednak, że wolność twórcza kończy się tam, gdzie zaczynają się tabelki excela i korporacyjne ograniczenia. Tak to niestety musiało wyglądać w przypadku filmu “Warcraft”, w którym ewidentnie widać, że była chęć na zrobienie czegoś więcej niż prostackiej rozwałki, ale ostatecznie zwyciężyły tekturowe zbroje i styropianowe miecze.

Ponieważ nie jestem miłośnikiem serii i dłuższy kontakt miałem jedynie z trzecią częścią strategii oraz pirackimi serwerami World of Warcraft zaraz po jego premierze, to mogę mylić się w ocenie niektórych rozwiązań fabularnych. O ile się jednak orientuję, historia opowiedziana w filmie luźno nawiązuje do tej z pierwszej części gry. Orkowie, spustoszywszy swój świat, za pomocą magicznego portalu wysyłają stosunkowo niewielką ekspedycję do krainy Azeroth celem rekonesansu i pojmania jeńców. Ci, a w zasadzie ich dusze, mają posłużyć za paliwo do szerszego otwarcia portalu i wielkiej inwazji orczej hordy na krainy ludzi, krasnoludów i elfów. Szyki zielonoskórym będą chcieli pokrzyżować rycerze z miasta Stormwind, wspomagani przez magów oraz krasnoludzką broń palną. Żeby nie było zbyt prosto, orków pokazano jednak w zupełnie innym świetle, niż by się mogło zdawać. To podobno zasługa Jonesa, który nanosił spore poprawki do scenariusza, że wśród hordy są zarówno krwiożerczy i bezmyślni wojownicy, jak i rozsądni, w gruncie rzeczy nawet szlachetni buntownicy, którzy przeciwstawiają się władającemu spaczoną magią szamanowi Guldanowi. Próba pokazania głębszego portretu psychologicznego czarnych charakterów zasługuje na uznanie, ale ostateczny efekt daleki jest od doskonałości.

“Warcraft” od początku atakuje widza dużą ilością informacji i liczbą wątków. Chwilami wygląda to tak, jakby na gotową prościutką historyjkę o naparzaniu się po ryjach naniesiono tu i ówdzie dodatkowe fragmenty, żeby pogłębić historię. To był dobry pomysł, tylko wymagał dużo lepszego oszlifowania i dopieszczenia poszczególnych elementów, żeby bardziej do siebie pasowały. Niestety efektem jest dziwny patchwork przeplatających się ze sobą scen akcji i politykowania oraz budowania świata. Zewsząd pojawiają się kolejne elementy ze świata gier, które przypadkowemu widzowi niewiele mówią (choćby tożsamość pewnego orczego dziecka albo niektóre nazwy własne), ale za chwilę giną w bitewnym gwarze. Szkoda, że nie udało się tego wszystkiego nieco uspokoić i ograniczyć, bo dałoby się z tej historii wykroić całkiem ciekawy kawałek. Tymczasem do filmu lepiej niż “Początek”, pasowałby podtytuł trzeciej części gry: “Reign of Chaos”.

Niestety problemy z chaotycznym scenariuszem to nie wszystko. Jeszcze gorzej jest w kwestiach technicznych. Film w długich fragmentach przypomina animowane przerywniki z gier i to takie niekoniecznie ładne i efektowne. Powiedziałbym wręcz, że komputerowe (d)efekty specjalne wyglądają w większości przypadków po prostu paskudnie. Obojętne czy weźmiemy pod uwagę scenografie na zielonych tłach, cyfrowe szerokie plany, czy animowane twarze nieludzi, wszystko wygląda tanio, brzydko i źle. “Warcraft” zestarzał się fatalnie. Sytuacji nie poprawia design świata, mający jak najwierniej przypominać ten z gier. Niestety (dla filmu) nigdy nie był to styl realistyczny, więc przeniesione jeden do jednego nieproporcjonalne zbroje rycerzy wyglądają na żywych aktorach idiotycznie. Orkowie cali są animowani w technice motion capture, przez co wyglądają nieco bardziej spójnie, ale za to całkowicie kreskówkowo i sztucznie. Do tego mają strasznie kretyńsko wysunięte dolne kły, przez co ich mimika jest bardzo dziwna. Myślę, że skoro zdecydowano się na tak wiele cyfrowych elementów, to lepiej byłoby, gdyby “Warcraft” powstał od początku do końca jako film animowany. Sprawiłoby to, że całość wyglądałaby po prostu lepiej, a dodatkowo dało twórcom większą wolność w kreowaniu Azeroth. A tak jedynie efekty czarów robią pozytywne wrażenie. Zarówno zielone opary spaczenia, jak i niebieskie fajerwerki ludzkich magów wyglądają efektownie i dają choć trochę radości z oglądania.

Kolejnym dziwactwem jest za to dobór aktorów. Prawie cała obsada to młodziaki i chuchraki, którzy w ogromnych zbrojach wyglądają jak dzieci na balu przebierańców. Te wszystkie ładne buźki sprawiają wrażenie zupełnie niepoważnych, tak samo zresztą jak zupełnie sztucznie wygląda śliczniusia Paula Patton w roli półorczycy, no bo przecież główna postać kobieca musi być zgrabna i powabna, nawet jeśli ma zieloną skórę. I takie jest wszystko w filmowym “Warcrafcie”: sztuczne, dziwne i nie na miejscu.

Nie spodziewałem się żadnego epokowego dzieła, kiedy siadałem na kanapie przed telewizorem, ale liczyłem, że Jones dał radę przemycić parę pozytywów do swojego trzeciego filmu. Niestety chociaż są w nim poważniejsze wątki, kilka całkiem ciekawych intryg oraz w gruncie rzeczy nieźle oddany klimat i styl wizualny z gier, to efekt końcowy daleki jest od doskonałości. Pełen bałaganu scenariusz nudzi, nietrafiony casting nie pozwala w żaden sposób identyfikować się z bohaterami, a technikalia pozostawiają wiele do życzenia. O jakości zdjęć i muzyki nawet nie ma co powiedzieć, poza tym, że jakieś są. Wygląda na to, że większość pokaźnego budżetu poszła na kosztowną postprodukcję, która ostatecznie stała się gwoździem do trumny “Warcrafta”, bo film wygląda gorzej niż przerywniki filmowe z gier Blizzarda. Zamiast seansu polecam raczej sięgnąć po którąś z klasycznych strategii i zagrać misję lub dwie. To na pewno lepsza rozrywka niż oglądanie tej słabej egranizacji.

Warcraft: Początek (2016)
  • Ocena Crowleya - 4/10
    4/10
To mi się podoba 1
To mi się nie podoba 0

Crowley

Maruda międzypokoleniowa i mistrz w robieniu wszystkiego na ostatnią chwilę. Straszliwy łasuch pożerający wszystko, co związane z popkulturą. Miłośnik Pratchetta i Clancy'ego, kiedyś nawet Gwiezdnych wojen, a przede wszystkim muzyki starszej niż on sam.

Related Articles

Komentarzy: 6

  1. Ja zasnąłem po pół godziny, za to film spodobał się dość mojej… Mamie. Nic mi nie wiadomo, by grała w jakąkolwiek część…

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
  2. A tu się nie zgodzę,bo nie tylko dobrze się to oglądało,ale też i dla mnie była ciekawa fabuła z nieoczywistymi rozwiązaniami. Nie przeszkadzały mi nawet technikalia,w tym zbroje, bo nawet cieszyło mnie,że nie „uwspolczesniali” elementów scenografii ,tylko zrobili to zero jedynkowo,tworząc prawdziwie przeniesiony świat fantasy w filmie. Ale rozumiem,że mogło się nie podobać,ten film wzbudził dość mieszane uczucia

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
  3. Film przepadł w swoim czasie, bo media i krytycy skapnęli się, że jest to opowieść o najeździe imigrantów na kraj z wyższym poziomem cywilizacji. W 2016 r. to było niepoprawne politycznie, granice miały być wszak otwarte. Trudno tu znaleźć inne przesłanie mimo prób pokazania orków z dobrej strony, jako ofiar. Orkowie najechali kraj i chcą zawładnąć terytorium. Wiadomo było, że taki film się nie uda.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 3
  4. Jako odwieczny ekspert uniwersum Warcrafta mogę się wypowiedzieć:
    1. 100% zgody, że to powinien być film animowany (a najlepiej serial, bo na film stricte to nadaje się tylko historia o Arthasie)
    2. Fragment historii z lore, ktory wybrali nawet w książkach jest średnio ciekawy – Imo mogli polecieć z fabułą z Wacrafta 3.
    3. Ogólnie adaptacja lore growo / ksiązkowego wyszła tutaj fatalnie, niby postacie się zgadzają, ale nie oddano w ogóle ducha, głębi postaci.
    4. Nie rozumie w ogóle charakteryzacji – orkowie od biedy mogą być, ale ludzie wyglądają w tych zbrojach tak śmiesznie, że szkoda to komentować.

    W próżni film oceniłbym na średni (4-6/10), ale biorąc pod uwagę potencjał jaki tu zmarnowano to (2/10). Jak były jakies mocne strony to mi wyleciały. Main theme fajne, Gul’dan fajny, niektóre easter eggi typu murloki fajne. Reszta ciulowa.

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
    1. Jako jeszcze bardziej odwieczny i jeszcze lepszy expert od uniwersum chciałbym się zgodzić z Tobą, a więc mniej experckim expertem.

      Pamiętam jak w kinie, pojawiły się murloki(w filmie nie na sali kinowej) i całą sala zrobiła takie „oooooo”
      Odsetek fanów Uniwersum na seansie był zapewne bliski 90%.
      Wówczas na film wybralem się z dziewczyna i byliśmy na tym etapie związku, że ona była zainteresowana tym jakże kobiecym filmem:):)

      Warcraft posiada momenty jak chociażby orkowie szanujący wynik Mak’gora, ale to za mało.
      Cały wątek, a więc najeźdźcy którzy nie mąja wyjscia jest ciekawy, tyle że film cierpi na brak tempa oraz gryzące sie z ciężarem fabularnym audiowizualia.
      Poza tym okropny casting. Główny bohater, komplente drewno, król ludzi podobnie, wyglądal jak chłystek nie król.
      Aktorsko najlepiej wypadli orkowie co najlepiej świadczy o poziomie.

      Co do wielkich ludzkich zbroi, zupełnie nie czuć ich ciężaru czy poziomu protekcji, już nawet w polskim wiedźminie było widać po co ktoś wkłada zbroje.

      Gdybym mógł wybierać, wolałbym zobaczyć film dziejacy się w uniwersum, niż taki który pokazuje wydarzenia znane z gier.
      Myślę, że wielkim błędem twórców jest próba zmieszczenia w 2h historii świata, fabuły, bohaterow, klimatu, realiów, eastereggow i całej tej reszty, która w grach jest budowana godzinami.

      Dla przykładu: gdyby realizowano wątek Arthasa to jego przemiana spokojnie wystarczyłaby na cały film. Temat jest nośny, hisotora ma dobrą dramatugie, należy tylko (albo aż) nadać odpowiedni ton. Całość możnaby realizować jako typowe high fantasy z akcentem położonym na relacje uczeń – mentor, ale równie dobrze moznaby się pobawic formą i stworzyć coś w stylu „Latarnika” z Dafoe. Zmierzam do tego, że sama tylko przemiana Arthasa bez dodatkowym wątków to materiał z którego można zrobić mnóstwo fiomów o przeróżnej stylistyce.
      Tylko daje sobie rękę obciąć, że zamiast dopiescic historię przemiany od A do Z, to w razie realizacji reżyser dodałby jeszcze humor, watek elfów, wątek miłosny, krasnoludów, orków i Bóg wie co jeszcze.

      To mi się podoba 1
      To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Polityka prywatności/Regulamin zamieszczania komentarzy

Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button