
Dawno nie byliśmy w Królewskiej Przystani. W Czerwonej Twierdzy Sansa nie mogąc się już doczekać, aż przymierzy nową suknię, snuje plany dotyczące małżeństwa z dziedzicem Wysogrodu. Powinna być mądrzejsza – wszystkie jej dotychczasowe marzenia obracały się koszmar.
Streszczenie
Suknia, którą królowa wręcza Sansie, jest zjawiskowa. Brokat barwy kości słoniowej łączy się ze srebrogłowiem obszytym srebrzystym atłasem. Rozcięte rękawy prawie dotykają ziemi, zaś dekolt – brzucha. To już nie jest szata dorastającej dziewczyny, lecz kobiety.
Sansa jest wniebowzięta i nie może się doczekać, aż zobaczy ją Willas Tyrell. Jest pewna, że ją pokocha. Ją, a nie jej prawa do Winterfell.
Nawet Cersei musi przyznać, że jest piękna. Szkoda jej dla gargulca.
Sansa nie rozumie, co chce przez to powiedzieć. Przez chwilę boi się, że królowa dowiedziała się o Willasie, ale przecież to niemożliwe. O tym, że ma zostać jego żoną, wie tylko Margaery i jej przerażająca babcia. No i Dontos, ale to akurat bez znaczenia. Taa…
W międzyczasie królowa nakazuje przynieść płaszcz. Zdumienie Sansy narasta coraz bardziej. Płaszcz jest długi, uszyty z białego aksamitu, poprzetykanego gdzieniegdzie perłami. Srebrną nicią wyszyto na nim wielkiego wilkora, herb rodu Starków. To płaszcz panny!
Cersei potwierdza. Ale nie ma teraz czasu na gadanie. Septon czeka. No i goście weselni.
Sansa próbuje protestować, ale królowa pozostaje niewzruszona. Dziewczyna jest podopieczną korony, a skoro jej brat został wyjęty spod prawa jako buntownik i zdrajca, to król dysponuje jej ręką. I zadysponował: zostanie żoną jej brata Tyriona. Zrobi to albo dobrowolnie, zachowując się jak dama, albo protestując i robiąc z siebie pośmiewisko. Ale zrobi to.
Sansa przypomina sobie ostrzeżenia Dontosa, że wszystkim zależy wyłącznie na jej prawach do Winterfell, nie zaś na niej samej.
Otwierają się drzwi i do komnaty wmaszerowują dwaj królewscy gwardziści: Meryn Trant i Osmund Kettleblack. Królowa nakazuje im zaprowadzić Sansę do septu.
Dziewczyna pochodzi ze Starków. Wie, co to odwaga i potrafi się na nią zdobyć. Rusza jak na ścięcie, ale z głową uniesioną na tyle wysoko, na ile jest w stanie.
Po drodze przypomina sobie, że Tyrion był jedynym, który zareagował, gdy Boros Blount na rozkaz Joffreya zdarł z niej suknię i zaczął bić. Jak na Lannistera nie jest aż taki zły.
Na schodach zamkowego septu czeka na nią Joffrey. Dziś to on będzie pełnił rolę jej ojca.
Joffrey ewidentnie ma się ochotę nad nią poznęcać, ale na przeszkodzie staje nadejście Tyriona. Karzeł prosi króla, by pozwolił mu na osobności porozmawiać z przyszłą żoną. Joffrey nie ma zamiaru się zgodzić, ale widząc na sobie wzrok swojej matki, wycofuje się na z góry upatrzone pozycje.
Tyrion komplementuje Sansę: wygląda pięknie. To samo trudno powiedzieć o nim: nieładne od urodzenia oblicze przecina mu świeża czerwona blizna, zaś w miejscu, gdzie dawniej był nos, sterczy obrzydliwy strup.
Tyrion przeprasza, że w ten sposób dochodzi do ich ślubu i że był utrzymywany przed nią w tajemnicy. Jak jednak twierdzi jego ojciec, o takim załatwieniu sprawy przesądziły kwestie najwyższej wagi państwowej. Cóż, zważywszy że dla Tywina interes państwa pokrywa się ściśle z interesem jego rodu, nie jest to bardzo odległe od prawdy.
Tyrion wyjaśnia, że nie prosił o to małżeństwo, tym niemniej Sansa musi zostać wydana za Lannistera. Jeśli nie za niego, to za Lancela. Czy wolałaby jego? Jeśli tak, natychmiast przerwie ceremonię.
Dla Sansy to jest jak wybór między dżumą a cholerą. To za Willasa miała wyjść i udać się do Wysogrodu. Potem jednak przypomina sobie to, co mówił jej Hollard – zarówno Tyrellów jak i Lannisterów interesuje wyłącznie Winterfell, nie ona. Zrezygnowana oznajmia, że przyjmie kandydata na męża, którego wskazał jej król.
W sepcie czeka już niewielka grupka gości, przy czym nie ma tam nikogo z Tyrellów. Problemy zaczynają się, gdy Tyrion ma zarzucić swój płaszcz na ramiona panny młodej. Sansa jest od niego sporo wyższa, przez co zwyczajnie nie jest w stanie tego zrobić i jeszcze zapiąć potem broszy podtrzymującą ciężką tkaninę. Karzeł rozpaczliwie szarpie raz i drugi dziewczynę za spódnicę, dając jej w ten sposób znać, by przyklęknęła. Tego już jednak dla niej za wiele. Jej wymarzony ślub zmienił się w parodię. Nie reaguje więc. Tyrion znowu szarpie, coraz bardziej zdesperowany, ale Sansa nie jest w szczególnie empatycznym nastroju. Jej uczuciami nikt się tu nie przejmuje, dlaczego ona ma zachowywać się inaczej?
W końcu wśród coraz głośniejszych chichotów dobry król Joffrey nakazuje Dontosowi by robił dla jego wuja za stołek. Jakimś cudem Tyrion nie zlatuje z błazna, ale być może wskaźnik żenady na ślubie osiągnął takie maksimum, że nie dało się już go przebić. Gdy zbliża twarz, by pocałować małżonkę, Sansa dochodzi do wniosku, że w porównaniu z nim Ogar wcale nie wydawał się taki brzydki.
Po uroczystości następuje uczta weselna odbywająca się w Małej Komnacie. Tej już Tyrellowie nie bojkotują, chociaż lady Olenna wraz z dwórkami Maergery ostentacyjnie unikają Sansy. Tyrion ma równie paskudny nastrój co małżonka, głównie więc pije i milczy. Uczta ciągnie się jak rozdziały Brienne w Uczcie dla Wron.
Niezależnie od wszystkiego, Sansa nie zapomina o swoich obowiązkach. Gdy grajkowie zaczynają rzępolić, proponuje mężowi taniec. Tyrion, wciąż zacięty po cyrku, jaki musiał odegrać z pomocą Dontosa w sepcie, dość ma jednak bycia pośmiewiskiem jak na jeden dzień. Tańce otwiera więc monarcha wraz ze swoją narzeczoną.
Sansę prosi do tańca Garlan Tyrell. Na tej sali on i jego żona są prawdopodobnie jedynymi, którzy patrzą na Sansę jak na osobę, a nie pionek w politycznej grze. Świeżo mianowany lord Jasnej Wody jest człowiekiem zabawnym, inteligentnym i spostrzegawczym. Wydaje się bardziej podobnym do swego starszego niż młodszego brata. Mówi Sansie, że widzi jak spogląda na Lorasa. Tak, chłopak jest faktycznie przystojny i rycerski, kochają go i w ogóle, ale jest kiepskim materiałem na męża. Z kolei Tyrion jest większym człowiekiem niż się wydaje.
Jako że to rozdział Sansy, umiarkowanie miła chwila nie może trwać zbyt długo. Partnerzy w tańcu się zmieniają i zmieniają, aż w końcu dziewczyna trafia w ramiona Joffreya. Ten, oprócz wykazania się brakami w wiedzy historycznej (myli Aegona IV z III), zapowiada Sansie, że tak czy inaczej trafi do jego łoża. I to Tyrion mu ją przyprowadzi, inaczej go zetnie.Coraz bardziej koszmarny wieczór musi mieć okropny finał, w końcu więc król zarządza, by odbyły się pokładziny. I wtedy dochodzi do drugiego tego dnia incydentu. Mający już nieźle w czubie Tyrion ogłasza, że nie będzie żadnych pokładzin. Joffrey rzecz jasna nie ma zamiaru zrezygnować z kolejnej okazji do upokorzenia wuja i byłej narzeczonej, ale Tyrion oznajmia, że jeśli król będzie się przy tym upierał, osobiście nakarmi jego męskością kozice. Dla podkreślenia swych słów, wbija rozmachem sztylet w stół.
Goście są w zrozumiałem szoku. Królowa, jak przystało na dorosłą poważną osobę, matkę panującego monarchy, biegnie na skargę do swojego ojca.
Lord Tywin jest jak zwykle opanowany. Chyba faktycznie mogą sobie darować pokładziny. Przy czym jest przekonany, że Tyrion nie zamierzał grozić królowi. Prawda? Prawda?!
Tyrion opanowuje się i próbuje obrócić wszystko w żart. Głupi, za który przeprasza. Joffrey nie zamierza jednak tego tak zostawić, i akurat raz jeden trudno mu się dziwić. Tyrion jest już jednak sobą i w miarę sprawnie próbuje rozładować napięcie. Udaje mu się, bo akurat w tym momencie interesy jego i ojca są spójne. Tywin każe machnąć ręką na głupie gadania wyraźnie zalanego syna. Nim Joffrey, który nigdy nie dał się poznać ze szczególnej bystrości, zdążył jakoś zareagować, Tyrion wyprowadza z komnaty żonę, by spełnić z nią małżeński obowiązek. Sansa z ulgą zauważa, że nikt za nimi nie idzie.
Na noc poślubną udostępniono im sypialnię w Wieży Namiestnika. Wydawałoby się, że Tyrion jest dostatecznie pijany, ale on jest przeciwnego zdania. Sansa widzi w tej taktyce pewien sens, więc również nalewa sobie kielich wina. Tak będzie prościej.
Sansa do końca jest damą i zamierza wypełnić coś, co uważa za swój obowiązek. Pyta, czy ma się rozebrać. Gdy Tyrion dowiaduje się, że nie skończyła jeszcze trzynastu lat, w autentycznej rozpaczy wypija kolejny kielich.
W końcu jest naga i czuje jego spojrzenie na sobie. Pożądliwe i wściekłe. Jest już naprawdę pijany, więc się przed Sansą odsłania. Pragnie jej, choć nie powinien. Wie, jak wygląda, ale zrobi wszystko, by być dobrym mężem.
Sansa rozumie, że boi się tak samo jak ona. Czuje do niego litość. Litość średnio współgra z pożądaniem.
W Tyrionie wygrywa sumienie. Do siedmiu piekieł niech idzie ojciec i jego rozkazy. Przysięga, że nie tknie jej, dopóki sama tego nie zechce.
– A jeśli nigdy tego nie zapragnę, panie?
Jego usta wykrzywiły się nagle, jakby go spoliczkowała.
– Nigdy?
Szyja tak jej zesztywniała, że ledwie mogła skinąć głową.
– No cóż – odparł – po to właśnie bogowie stworzyli kurwy dla takich krasnali jak ja.
Zacisnął krótkie, tępo zakończone palce w pięść i zlazł z łoża.
Postaci występujące w rozdziale
- Sansa Stark (POV)
- Joffrey Baratheon
- Tommen Baratheon
- Cersei Lannister
- Tywin Lannister
- Kevan Lannister
- Mace Tyrell
- Olenna Tyrell (z d. Redwyne)
- Alerie Tyrell (z d. Hightower)
- Margaery Tyrell
- Garlan Tyrell
- Megga Tyrell
- Alla Tyrell
- Elinor Tyrell
- Jalabhar Xho
- Paxter Redwyne
- Mathis Rowan
- Varys
- Gyles Rosby
- Lollys Stokeworth
- Addam Marbrand
- Philip Foote
- Janna Fossoway
- Taena Merryweather
- Orton Merryweather
- Ermenesande Hayford
- Balon Swann
- Boros Blount
- Meryn Trant
- Osmund Kettleblack
- Dontos Hollard
- Księżycowy Chłopiec
- Bronn znad Czarnego Nurtu
- Tallad Wysoki
Wspomniani
- Aegon III Targaryen
- Aegon IV Targaryen
- Willas Tyrell
- Loras Tyrell
- Sandor Clegane
- septa Mordane
- Garth Tyrell
- Ilyn Payne
- Lancel Lannister
- Eddard Stark
- Tysha z rodu „Silverfistów” (wymyślonego przez Tyriona w nawiązaniu do srebrnych monet w dłoni Tyshy)
- Leonette Fossoway
Ważne informacje
- Martin nie lubi ślubów.
- Pan młody zdejmuje płaszcz żony, na którym widnieje herb jej rodu i zarzuca na nią własny, z jego herbem. Symbolizuje to wzięcie przez niego odpowiedzialności za nią w miejsce jej ojca i braci.
- Sansa dowiaduje się od Tyriona, że wcześniej miał żonę, ale Lannister nie mówi jej całej prawdy, w tym o smutnym końcu tego małżeństwa. Nie wspomina też, że jest bigamistą.
- Więcej o ślubach Sansy, w tym tych potencjalnych, możecie dowiedzieć się tu.
Komentarz
Jesteśmy po jednym z nielicznych w Pieśni wesel, na którym obyło się bez trupów, ale to, że wszyscy przeżyli, wcale nie czyni tego wydarzenia specjalnie szczęśliwym.
Martin w sposób niezwykle realistyczny pod względem psychologicznym oddaje dramat dwójki małżonków.
Sansie rzecz jasna współczujemy bardziej: młoda i piękna dziewczyna, której do niedawna głowę wypełniały marzenia i dworskie pieśni, zmuszona jest wyjść za człowieka, do którego nie tylko nie czuje ani miłości, ani pożądania, ale się go zwyczajnie brzydzi. Serialowy Tyrion, którego zagrał przystojny Peter Dinklage, może nam zacierać książkowe przedstawienie Karła. A smutna prawda jest taka, że młodszy syn lorda Tywina jest fizycznie odstręczający.
Wpatrywała się w skarłowaciałe nogi, guzowate, zwierzęce czoło, zielone i czarne oko, czerwony kikut nosa, krzywą różową bliznę oraz gęstwę czarno-żółtych włosów, która stanowiła brodę.
Trudno się zatem dziwić Sansie, że nie jest specjalnie entuzjastycznie nastawiona do swego nowego męża. Oczywiście, jako pionek w rękach innych nie ma na swój los żadnego wpływu. Ale Cersei w rozmowie z nią przy przymierzaniu sukni ma rację w jednym: można różnie podejść do nieuniknionego. Sansa wszystkie te ciosy przyjmuje z niewiarygodną wręcz godnością i odwagą. Podobnie jak jej rodzice, nigdy nie uchyla się przed tym, co uważa za swój obowiązek. W tym ogniu nieustających zniewag i upokorzeń wykuwa się stal.
Tyrion jest mniej oczywistym obiektem współczucia i jest to w pełni zrozumiałe. On – wbrew temu co próbuje wmówić Sansie – nie został wcale zmuszony do małżeństwa. Ojciec postawił go przed wyborem – bierzesz Sansę za żonę i próbujesz coś dla siebie ugrać, albo tego nie robisz i pozostajesz z niczym. Nawet jeśli miał on znamiona wyraźnego szantażu, był jednak wyborem i nie można w żadnym stopniu stawiać znaku równości między sytuacją jego i Sansy. Ale to nie czyni jej mniej tragiczną. Karzeł wie, jak wygląda. Od pierwszych rozdziałów Gry o tron wciąż podkreśla to, że należy przyjmować świat, jakim jest i siebie takim, jakim się jest. A jednak leżąc pijany w łożu z Sansą przez krótką chwilę zdaje się łudzić, że jeśli okaże cierpliwość i dobroć, ta może kiedyś coś do niego poczuje. Dziwna to nadzieja u człowieka mieniącego się tak twardo stąpającym po ziemi. Tyle że nawet cyniczni i pozbawieni większości złudzeń ludzie również pragną chociaż na chwilę uwierzyć, że ktoś może ich pokochać.
Starte w proch złudzenia jego również zmieniają, tyle że nie w stal, a w kamień.
Jesteśmy w połowie drogi! Do tego momentu w ramach cyklu Czytamy „Pieśń Lodu i Ognia” zostały omówione 172 rozdziały – prolog i 72 rozdziały Gry o tron, prolog i 69 rozdziałów Starcia królów oraz prolog i 28 rozdziałów Nawałnicy mieczy. Dotychczas wydane pięć tomów PLiO składa się z 344 rozdziałów (uwzględniając prologi i epilogi), co oznacza, że pod kątem liczby rozdziałów środek PLiO jak na razie przypada właśnie pomiędzy rozdziałami Sansa III i Arya V w Nawałnicy mieczy.
Jest spora szansa, że w tym tempie skończycie przed wydaniem Wichrów Zimy. A tak bez smutnych żartów, bardzo podoba mi się ta forma omówienia. Krótkie, dowcipne streszczenie i przede wszystkim komentarz, rzucający sporo światła na to, co się działo w danym rozdziale. Trzymajcie tak dalej a ja będę wyczekiwał poniedziałków 🙂
Wielkie dzięki! Postaramy się:)
PS.
Dajemy Martinowi fory.
Podobno ostatnio Jurek napisał jakąś pracę naukową…
Miło że znajduje czas na pisanie.
Może i słusznie. Mam na przykład wrażenie, że jeszcze kilka szalonych teorii i nie potrzebne będą nam Wichry, o Śnie o Wiośnie nie wspominając (nikt już nie wspomina).
Była kiedyś taka teoria, że obie książki są napisane, ale Martin czeka z publikacją, aż się serial skończy, żeby zakończenia nie spojlerować. Może warto byłoby do niego napisać, że serial dobiegł już końca?
😀
„Uczta ciągnie się jak rozdziały Brienne w Uczcie dla Wron.”
😂😂😂
Nie mogłem się powstrzymać…
I bardzo dobrze. Trochę humoru nigdy nie zawadzi. 😉
Najlepsze żarty są oparte na prawdzie 😀
Ślub Tyriona z Sansą przypominał mi zawsze ślub tytułowego bohatera z serialu „Ja, Klaudiusz”, gdy okazało się, że jego oblubienica jest od niego znacznie wyższa….
Cóż, znając całą prawdę wiemy jednak, że przy okazji ślubów Tyrion został nieporównanie bardziej skrzywdzony niż Sansa. Nie dziwię się, że zabił Tywina. Zrobiłbym to samo, nawet gdyby to była jedyna jego podłość wobec mnie (a nie była). I Jaime’a przy okazji też. :/
Patrząc na to w ten sposób, to prawda: generalnie póki co Tyrion w porównaniu z Sansą na swoich ślubach wyszedł gorzej. Ale jeszcze gorzej wyszła na nich jego pierwsza małżonka.
No nie wiem. Ona była czysta, była tylko ofiarą. A on? Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że ktoś postawiłby mnie w takiej sytuacji. :/
Nie dbam o zakończenie, Jona, Aryę, Górę czy nawet Gryfa, smoki i Eurona.
Ja chcę tylko by Martin choć raz zrobił wyjątek i dał happy end – spokojne życie Tyshy, na które zasługuje.
A jak znam Martina – zabije ją i jej (i Tyriona) dziecko na chwilę po tym jak Tyrion ją odnajdzie i będzie chwila pozornego szczęścia.
Może powinniśmy się postarać, żeby do Martina dotarło, że go przejrzeliśmy, a wtedy z wrodzonej przekory zmieni planowane smutne zakończenie? 😀
Raczej obrazi się i przestanie pisać.
Obawiam się, że jedyna opcja na brak smutnego zakończenia, to ta w której nie wydał książki. Nie ma książki, to i zakończenia nie ma.
Martin chyba nie wierzy w happy endy.
Szkoda, że Tywin nie ma żadnej inteligencji emocjalnej i jest tak pewny swoich planów. Co myślał o tym jak zareaguje strona Północy na ten ślub? Robb pierwsze, co robi to skreśla Sansę z linii dziedziczenia, swoją drogą nie będzie to miłe odkrycie dla Littlefingera. Nawet gdyby ten plan Tywina się udał i Sansa urodziłaby syna… Tyrion z wojskiem przyjechałby do Winterfell. Zostałby szybko otruty, a wnuk Neda Starka szybko dostałby regenta z Północy.
Swoją drogą słucham podcastu o wojnie z Krzyżakami. Dosłownie chciałbym wziąć Jagiełłę i wrzucić go do obozu Robba. Most pontonowy pod Czerwiśkiem lub wcale nie używaj mostu tylko rób wielką bitwę, by pojmać Tywina. Albo Jagiełło poszedłby i wystraszyłby Freya by otworzył most. Matka z ledwie nastolatkiem nie mają żadnego posłuchu u Freya. Swoją drogą zastanawiam się jak wyglądałaby narada wojenna.
Jagiełło – Mości Lordzie, kiedy uwolnisz ziemię swojej dostojniej matki, jaką drogę obierzesz?
Robb – Jadę do stolicy, uwolnić ojca i siostry.
Jagiełło – Mości Lordzie, gdzie zatem masz trebusze i zasoby do oblężenia? Czy masz zaufanych ludzi, którzy otworzą ci bramy? Miasto też leży nad morzem, gdzie twoje statki?
Robb – Nikt mi tego nie powiedział…
Jagiełło – Niechaj Matka Boża ma cię w opiece, przecież ty nie wiesz jak wojnę prowadzić!
Jaki podcast?
Te targi z Freyami, to chyba jeden z najgłupszych wymysłów Martina. Mówisz o Jagielle? Więc wyobraź sobie sytuację, że ruszając na wojnę z Krzyżakami zostaje zatrzymany na pierwszym moście za Krakowem, a jego wasal, który z łaski króla dzierży te włości, żąda ślubu ze swoją córką, bo inaczej nie przepuści. 😀
Tyle że Frey nie jest wasalem Starka. Oczywiście, Stark mówi, że idzie na pomoc seniorowi Freya, ale kto tam tak naprawdę może wiedzieć, co naprawdę zamierza. Plus Frey włączony jest w obręb królewskiego pokoju, który Starkowie, Tullowie i Lannisterowie łamią.
Chodzi mi o to, że formalnie Frey faktycznie może kluczyć. Co innego gdyby przez most chciał przejechać lord Riverrun czy władca Siedmiu Królestw.
Ale jest przecież Catelyn, która reprezentuje Tullych. A seniorem Freya nie jest młody Baratheon, tylko właśnie Tully. I to im jest winny lojalność w razie wojny. Nic nie wiemy o tym, żeby kontrakty wasalne w Westeros stanowiły inaczej. W normalnym świecie taki Frey zostałby z miejsca uznany za wroga i stałby się pierwszym przeciwnikiem armii młodego Starka.
Podzielam tu zdania Roberta Snow, że to kluczenie to była zdrada, skoro zarówno Hoster jak Edmure byli poza łańcuchem dowodzenia w obecnej chwili. Czyli następna w kolejce jest Catelyn. Nie pamiętam, lecz Blackfish chyba też tam był to kolejny członek rodu Tully, który ma głos w tej sprawie.
Jeśli nie ma Hostera i Edmure’a to odpowiedzialność spada na kolejne osoby rodu czyli Catelyn, Brynden, Lysa (nieobecna i najmłodsza). Inaczej cały łańcuch dowodzenia upada. Przypominam, że to już nie jacyś bandyci tylko regularna armia Lannisterów, król Robert nie żyje, zaś koronowany zostaje pół – Lannister (w rzeczywistości cały) i nic nie robi wobec inwazji Tywina. W tej chwili Korona zwolniła Dorzecze z obowiązku wasalnego, bo popiera Tywina. Teoretycznie Frey mógł się opowiedzieć za Koroną natychmiast, lecz skoro chciał rozmawiać z rodem Tully to już gra skończona. Musi się słuchać. Miał opcję, by się zamknąć w Bliźniakach i ogłosić wierność Joffreyowi, lecz skoro tego nie zrobił to podlega rodowi Tully. I jawnie sprzeciwił się pomocy, co jest zdradą. Nie układasz się z kimś, kto jawnie cię zdradza.
Swoją drogą, nie wiem, po co Robb się tak uparł na ten most, jak Krzyżacy czekali na armię Jagiełły by się przeprawiał przez zamek to on nie pchał się tam, tylko przez most pontonowy przez Wisłę. I jakoś nie sądzę by Wisła była prostsza do przejścia niż rzeka przy Bliźniakach. Dodatkowo lasy wokół są. Można było rąbać drzewa.
Dokładnie. Dodam jeszcze, że wasalami Żelaznego Tronu są Tully, nie Freyowie, więc to nie ich kłopot. Walder zawsze może powiedzieć Joffreyowi: „Nie wiem, nie znam się, ja tylko wykonywałem rozkazy przełożonych, ich sobie ścigajcie”. Wiem, że w dzisiejszych czasach państw narodowych trudno to zrozumieć, ale takie były realia feudalizmu. Często w przypadku wojny dochodziło do konfliktów lojalności, dlatego zwykle w kontraktach lennych czyniono zapisy komu ma przyjść z pomocą zbrojną wasal w razie konfliktu lojalności. Król nie mógł oskarżyć o zdradę cudzych wasali, mimo iż de facto żyli w jego państwie.
Co do mostu pełna zgoda. Dawno już o tym pisałem.
Dodaj fakt, że nawet gdyby Tywin chciał ukarać Freyów to zamkną się w twierdzy, i nie zdobędziesz tego. Może głodem, lecz Frey pewnie przy takiej rodzinie to ma większe zapasy jedzenia niż zwykły zamek i w przeciwieństwie do Stannisa, mają rzekę z rybami. Tywin musiałby chybać zatruć rzekę, by ich powstrzymać… Tylko czym?
A nie jest tak, że Walder po prostu wie że Tully’owie są słabi, ma swoje ambicje (pamiętajmy że jest jedną z bodaj 3 postaci, które są opisane jako żyjące zarówno w czasach Dunka i Jaja, jak w czasach PLiO) uznał że Robb jest niedoświadczony, a większość jego sojuszników z Catelyn na czele rozumem nie grzeszy, i drąży co może w tej sytuacji uzyskać? Jakieś dzieci Starków były chyba też już dawniej pozaręczane z Freyami. On jest przedstawiany jako stary zniszczony dziadek, ale to cwany staruszek, no na pewno dużo cwańszy niż Robb i spółka. Nie trzeba go uczyć że chaos to drabina, widzi zamęt i ma apetyt na wykrojenie w tym jakiegoś państewka dla swojego rodu. A żeby wyegzekwować na nim posłuszeństwo, jego senior nie ma realnej siły.
Natomiast co do przeprawy poza mostem zgadzam się z Wami. Jakby w armii Robba byli jacyś ludzie o zmyśle technicznym, mógłby obejść Bliźniaki i tyle.
No, ale my tu nie rozważamy racji Freya, bo on mógł sobie robić co chce. Nie pierwszy to buntownik w historii. My rozważamy racje Robba i Catelyn, którzy postanowili się z nim układać, zamiast skazać dziada na śmierć wraz z całym rodem (do wykonania w przyszłości). A to nie dość, że samo w sobie było ekstremalnie głupie, to jeszcze stanowiło jawną zachętę do zdrady dla pozostałych wasali.
Frey w rozmowie z Catelyn podnosi, że przysięgał wierność Tullym, ale też Koronie. Zaś tłumaczenia typu: „ja tylko słuchałem rozkazów” mogą oczywiście zadziałać, ale pod warunkiem, że zwycięzca chce ich wysłuchać. Gdy nie chce, może po prostu pozabijać tych, których uznał za zdrajców, bądź odebrać im ziemię. Zresztą wystarczy by jakiś lord dorzecza poparł jednak Koronę, a nie swojego bezpośredniego suwerena, i w tym przypadku zwycięska Korona nagrodziłaby go ziemiami lordów wiernym Tullym.
Frey tu gra racjonalnie. Nie musi słuchać Catelyn, jest chaos, jak piszecie, w łańcuchu dowodzenia, a on forsuje swoje interesy.
Nie ma życia bez ryzyka. Każdy król może się obrazić, że ktoś walczył przeciw jego boskiej władzy i się zemścić. 🙂 Tym niemniej jest tak jak powiedziałem. Frey nie dostał ziemi od Korony tylko od Tullych i gówno winien jest Koronie. Ta przysięga wobec króla była zdaje się tylko w serialu. Królowi przysięgają jego wasale, a nie każdy właściciel ziemski w królestwie. Ale przede wszystkim, jeżeli Frey naprawdę chciał być w porządku wobec króla, to najpierw powinien zrzec się wszystkich ziem i tytułów, które posiadał z łaski Tullych (w tym Bliźniaków) i dopiero wtedy przejść na jego stronę lub zachować neutralność. Reszta to tylko tłumaczenie zdrady.
„Swoją drogą, nie wiem, po co Robb się tak uparł na ten most”
To jest wyjaśnione w tekście: nie miał czasu, spieszył się.
Jasne, tylko to nie wojna z dzisiejszych czasów, gdzie są drony i zdalne sterowanie… Ba, to nawet nie wojna napoleońska z prochem i działami. To wojna w średniowiecznym otoczeniu, gdzie Robb nie wjedzie sobie, ot tak do Królewskiej Przystani. Miał plan, lecz gdy napotkał opór ze strony Freya to popełnił błąd. Albo zmieniasz plan w warunkach zmiany okoliczności lub szukasz innego wyjścia. Wyobrażasz sobie by Aleksander, Napoleon czy Juliusz Cezar po prostu pozwoliliby własnej matce, nie dość że jechać z nimi na wojnę to jeszcze negocjować w ich imieniu? Wiem, Robb to nastolatek. Cóż, powiem, że był kompletnie źle wykształcony. Nie wiem, czy to wina Luwina czy Neda.
Sprawa jest prosta. Albo robisz tratwy albo zmieniasz plan i przygotowujesz na walną bitwę z Tywinem. Można było wykorzystać to i kopać wilcze doły, czekając na Tywina.
Nie zawierasz dwóch strategicznych małżeństw dla mostu. Zygmunt August miał problemy z Barbarą, mimo że była z rodu Radziwiłłów, nie z jakieś podrzędnej szlachty i panowie szlachta nadal sarkali, że to litewska poddanka i nie ma żadnej wartości dynastycznej. Zygmunt ożenił się z nią, bo krewniacy złapali ich in flagranti i podobno Barbara była w ciąży, więc chodziło o to by dziecko było z prawego łoża. Dodatkowo Zygmunt próbował już po fakcie, za pomocą tego małżeństwa rozbić wpływy swojej matki Bony. Tylko to nie miało znaczenia w grze interesów dynastycznych. Nikt nie miał pretensji do króla o alkowę, tylko o mariaż całkowicie pozbawiony korzyści politycznej. Pozostałe dwie żony Zygmunta to kobiety z rodu Habsburgów. Dynastii cesarskiej, to jest takie poważne. Jego ojciec miał małżeństwo z Barbarą Zapolya, które stworzono dla walki z wpływami Habsburgów. Kolejna to Bona Sforza, znakomity włoski ród. To są mariaże właściwe dla władcy.
Mariaż z Freyem nawet dla Aryi jest skandalem, nie mówiąc o Robbie. Przypominam są Starkami i suwerenami całej Północy. Poprzez krew mają powiązania z Dorzeczem i Doliną. Trzy królestwa, bo Hoster Tully wiedział jak robić swoje zakłady. I chcesz osoby z tego rodu dawać do mariażu z Freyami? Robb jest warty ręki Arianne, Margaery, nawet Daenerys gdyby od razu przyjechała do Westeros na wieść o śmierci uzurpatora.
W normalnych okoliczność mariaż z wasalem by wystarczył, z czego Robb ożeniłby się pewnie z wnuczką Manderly’iego lub Alys Karstark lub inną odpowiednią damą z Północy. Tylko to nie były normalne okoliczności. Właśnie Korona drugi raz skrzywdziła ród Starków. W takiej chwili Robb musi ożenić się dla mieczy, dla najlepszej opcji militarnej. Nie dla mostu i 4000 ludzi. Wiem, małżeństwo z Jeyne Westerling też było skandalem, lecz trochę obronię Robba, że jemu to już od początku podcięto skrzydła w tej kampanii, gdy jego matka obiecała mu w małżeństwie Freya, dodatkowo miał traumę dotyczącą traktowania bękartów, bo kochająca matka tak bardzo gardziła Jonem Snow, że Robb żenił się dla honoru podrzędnej damy, tylko z powodu strachu o nieślubne dziecko.
Catelyn bardziej uzurpuje sobie reprezentowanie Tullych. Jest żoną Neda Starka i Frey gdyby miał dobrą wolę, mógłby uznać, że winny jest jej pomoc, ale nie mając jej może spokojnie lawirować.
Blackfish też tam był. Jeśli nie ma Hostera i Edmura to reszta rodu dowodzi. Reszta rodu czyli Catelyn, Brynden, Lysa – nieobecna i najmłodsza. Jakby takie porządki ponawały w Anglii to Ryszard Lwie Serce trafiłby do Filipa Pięknego. Skoro król siedzi w niewoli i jak jego matka może zbierać okup… Ona nie jest przecież nim, nie trzeba się słuchać…
Tyle że Brynden do Freya nie pojechał. Tak jak Robb, bo bali się, że Frey go uwięzi.
Wydaje mi się, że w tej dyskusji pomijany jest jeden, za to szalenie ważny aspekt. Robb Stark do tej pory nie stoczył żadnej prawdziwej bitwy. To nie jest jeszcze Młody Wilk. To nieopierzony piętnastolatek, który prowadzi armię przeciw najpotężniejszemu lordowi królestwa. Na dodatek ten lord ma w rękach jego ojca i co najmniej jedną siostrę. Nikt Starków nie traktuje poważnie, a oni czują, że są na musiku. Sami nie znają też swojej siły. W tej sytuacji ich pozycja negocjacyjna jest naprawdę słaba.
Z tym forsowaniem rzeki w dowolnym miejscu to jednak nie jest chyba tak prosto. Nawet dzisiejsze wojska mają z tym problem i w miarę możliwości starają się pochwycić mosty. Robb ma plan, ale by go zrealizować musi błyskawicznie osiągnąć drugi brzeg. I pozyskać sojuszników, by przebić się pod Riverrun, by połączyć siły z pozostałymi sojusznikami. Na ten moment siły Północy są przecież mniejsze niż Lannisterów.
Podsumowując: Frey wyciągnął maksymalnie dużo i widać, że tu po prostu okazał się świetnym graczem. A Starkowie, będąc wtedy naprawdę w fatalnej sytuacji, musieli przyjąć jego warunki.
To miła lojalność, skoro Brynden Tully boi się iść do swego wasala. Więc to proste – Frey jest wrogiem.
Nie chodzi o bitwy. Chodzi o zasady. Frey musi słuchać, inaczej jest wrogiem. To proste. Nie jest hospodarem na swojej ziemi. Wtedy konieczne byłyby negocjacje. To wasal! Jeśli twój wasal nie słucha, nie dawaj mu negocjacji, po prostu uprzejmie przypomnij mu, że teraz możesz nie mieć czasu, ale po wojnie będzie osąd i on pierwszy to odczuje.
Nie musiał brać rzeki. Można było kopać wilcze doły i czekać na Tywina. Kiedy coś blokuje twój plan, zmieniasz go. Jeśli chciał rzeki, miał lasy. To proste. Ale nie zawiera się układów z jawnym zdrajcą na oczach swoich chorążych. Tyle. Albo jesteś lordem, albo dzieckiem. I niestety, Robb okazał się dzieckiem z powodu swojej matki.
Zasady działają, dopóki masz środki, by je egzekwować. A wrogów możesz zwalczać gdy masz na to siły. Jeśli ich nie masz, negocjujesz. I to właśnie robią Starkowie, bo Frey właśnie postanowił, że nie będzie wykonywał swoich obowiązków po dobroci.
Oczywiście – można było mu powiedzieć, że po wojnie się z nim rozprawi. Tylko najpierw trzeba tą wojnę wygrać. A Frey wie, że bez niego na tym etapie jest to niemożliwe. Zresztą Catelyn posuwa się do gróźb. Cała armia stojąca pod zamkiem to jedna wielka groźba. Która na Walderze nie robi żadnego wrażenia jak widać.
Jak to niemożliwe jest wygranie wojny bez niego? Samo przejście przez most i 4000 ludzi nie daje gwarancji sukcesu w walce z Jaime i całej dalszej kampanii, co widać gdy ta kampania siedzi po śmierci Starka i nie wie, co robić, bo Lannisterowie zabili Neda i nie chcą oddać jego córek. To nie jest Mace Tyrell z 100 tysięcznym wojskiem.
Na jego miejscu też nie potraktowałbym poważnie tego skoro ta armia stoi i nie wie, co robić. Ani nie robi oblężenia, ani nie przeprawia się przez rzekę ani nie zmienia kierunku marszu. Tylko stoi i czeka na moją łaskawą zgodę, mimo że nominalnie to ja mam się słuchać ich. Każdy sprytny człowiek skorzystałbym na tym.
Edit komórka mi automatycznie poprawiła
Potraktowałabym
Zaiste, nic tak nie dodaje królowi szacunku, jak konieczność targowania się ze swoim wasalem. 🙂 O czym my w ogóle mówimy? Taki turecki sułtan nawet nie zniżyłby się do żadnych negocjacji, tylko po prostu wysłałby mu jedwabny sznurek. Skoro stary zwariował i postanowił przeprowadzić eksterminację swojego rodu to jego sprawa.
Co do mostu. Owszem, karawana kupiecka czy orszak jakiegoś wielmoży nie będzie organizował przeprawy pontonowej, kiedy pod ręką jest most. Na tym właśnie zarabiali właściciele mostów. Ale dla nieatakowanej armii, która zawsze wiodła ze sobą odpowiednich rzemieślników, taka przeprawa to najwyżej kilka dni, a nawet mniej, jeżeli zawczasu przygotowaliby sobie elementy przeprawy do złożenia na miejscu. i to tylko gdy chodzi o piechotę i tabory. Konnica mogłaby się przeprawić wręcz z marszu. Jak konnica Aleksandra w bitwie nad rzeką Hydaspes. Martin robi z tego nie wiadomo jaki problem nie do pokonania.
Na początku wyprawy wojennej (słusznie Dżądżen przypomniał że układ został zawarty wtedy) chyba po prostu Catelyn zasugerowała się że „trzeba” przejść przez most Freyów. Może zawsze dotąd tak robiła w drodze z Dorzecza na Północ i z powrotem? Może myślała że Frey chce partnerskich stosunków a nie przewagi? I na tym etapie zabrakło kontrpropozycji jak realnie technicznie obejść ten most. Myślę że dałoby się to zrobić, natomiast nie w prosty sposób. Potrzebny byłby jakiś Tyrion lub Donal Noye, żeby z wyobraźnią wykorzystać teren i technikę (znacie jeszcze jakichś inżynierów z PLiO? Choć jednego kowala jadącego z Robbem? No właśnie.). A prostych, silnych i honorowych wojowników z Północy temat po prostu przerósł. Nie przypisywałbym jakiejś szczególnej głupoty nauczycielom Robba, to raczej kwestia fizjologiczna (działanie neuroprzekaźników), że nastolatek, zwłaszcza wychowany we względnie stabilnym domu i przekonaniu o swojej wartości, ma mózg niewytrenowany w podejrzliwości bo nie zdążył się jeszcze porozczarowywać światem. Zauważmy, jak inaczej myśli „dziedzic” Robb i „bękart” Jon, czy „wyrzutek” Sam. Robb chciałby stanąć na wysokości zadania, ale brak mu wyobraźni że coś może pójśc niezgodnie z planem/marzeniem. Cóż, przyjdzie mu dowiedzieć się tego w dość ostateczny sposób 😐
@Robert Snow
Co do zasady że wasala senior powinien zdyscyplinować, masz rację. Ale jeśli ten wasal nie chce wykonać polecenia, przyjąć kary, itp, to jaką techniczno-organizacyjną możliwość „wysłania mu sznura” mieli Robb i Catelyn w warunkach w jakich dotarli do przeprawy? Jak mieli to zrobić?
@deszcz
Nigdzie nie twierdziłem, że kara powinna być wykonana natychmiast. Można ją wykonać po wojnie, alby przynajmniej w dogodniejszym czasie. Tym niemniej powinna być kara, a nie żałosne negocjacje. Nie przepuszczając armii sojuszników idących na odsiecz seniorowi Frey postawił się na pozycji wroga. Czym on się wtedy różnił od Lannisterów?
„znacie jeszcze jakichś inżynierów z PLiO? Choć jednego kowala jadącego z Robbem? No właśnie.”
No wiesz, murarzy też żadnych nie znamy, a przecież domy i zamki w Westeros stoją, prawda? 😉
Powiedzieć Freyowi prosto, że Hoster i Edmure dowiedzą się o tej niesubordynacji, także konsekwencje zostaną wyciągnięte. Nie dziś, to w przyszłości. I całe Dorzecze będzie pamiętać o tym jak Freyowie porzucili córkę swojego wasala, jego brata i wnuka w czasie wojny z Lannisterami, gdy Riverrum było oblężone. Tyle. A potem zacząć budować tratwy lub zmienić plany wojenne.
@Robert Snow
Jeśli Brynden Tully bał się iść do Freya, żeby nie zostać zakładnikiem to sytuacja jest prosta. Frey to wróg jak Lannisterowie. On też jest członkiem rodu i bratem seniora. Jeśli on uważa, że nie może bezpiecznie pójść do Waldera Freya to już nie jest to wasal, lecz zdrajca i wróg.
@Sigyn
Owszem, choć tu jeszcze byłbym ostrożny. To było zdanie Bryndena, a on mógł po prostu nie lubić Freya i nie być obiektywnym. Jednak cała reszta to już niewątpliwie wrogi akt.
No dobrze. Czyli już wiemy, że Frey jest wrogiem. Tym niemniej musimy przejść na drugą stronę rzeki i jedyne znane nam przejście jest strzeżone przez niego. Co możemy zrobić w tej sytuacji?
Bo dla mnie opcje są takie:
a) pokonać wroga i przejść po jego trupie
b) skutecznie zastraszyć wroga – możliwe tylko jeśli uwierzy że jesteśmy w stanie zrealizować naszą groźbę
c) znaleźć inne przejście – rzeka przecież ma gdzieś swój początek
d) znaleźć korzystne miejsce (płycizna, zwężenie, itp itd) i według koncepcji swoich inżynierów zbudować przeprawę
e) bardzo poprosić i liczyć na jego litość / odwołać się do wspólnych wartości / prawić komplementy / rzucić urok itp niematerialny wpływ – rezultat nieco losowy
f) zahandlować – zaoferować coś na czym zależy naszemu przeciwnikowi za możliwość przejścia, no i dyskutować póki się nie dogadamy co za co wymieniamy (klasycznym przykładem współczesnym są wymiany jeńców)
g) zrezygnować z przejścia i wrócić do domu
Catelyn (ogólnie uważam, że to ona dowodziła, ale możecie mnie przekonać że było inaczej) postawiła na możliwości e) i f). I na jakimś etapie zaoferowała za dużo za zbyt mało, na co Walder się zgodził. Z jego punktu widzenia wynegocjował dobry układ.
Możliwośc g) nie wchodziła w rachubę ze względu na presję lordów Północy, co też osłabiało jej pozycję negocjacyjną.
Możliwość a) brzmi świetnie, ale trzeba ją jeszcze zdecydować się i zrealizować, ponosząc oczywiście straty.
Możliwości c) i d) zostały z góry odrzucone pod urojoną presją czasu. Moim zdaniem to był największy błąd.
Co do możliwości zastosowania opcji b): Osobiście myślę, że Walder by się nie dał zastraszyć, wiedząc że „teraz” nie mamy możliwości groźby wykonać, a „kiedyś” możemy nie żyć (w końcu idziemy na wojnę) więc problem sam się mu rozwiąże. Nieskuteczne zastraszanie osłabiłoby naszą pozycję, bo strasznie żałośnie się wygląda, przechodząc od zastraszania do żebrania. Natomiast mogę się mylić. Bo tym czego ewidentnie nie docenił z kolei Walder była zdolność Północy do zemsty. Gdybyśmy byli z tego słynni już na etapie stania pod jego bramami, to byłby mocny argument. Niestety obawiam się że wtedy byliśmy słynni z szlachetności itp rzeczy, czyli w oczach Waldera słabeusze i frajerzy.
Myślę że najlepsze byłoby pohandlować, ale zaoferować coś innego niż Robba i jednocześnie zaawansować budowę własnej przeprawy, by Walder wiedział że jak szybko się nie zgodzi na naszą ofertę, nie ugra nic.
Oczywiście punkt „d”. Obejść źródeł tej rzeki chyba się nie da, bo bierze ona początek w bagnach Przesmyku. Choć niewykluczone, że w początkowym biegu dałoby się ją przekroczyć. Jednak nie ma co kombinować, skoro można się przeprawić koło Bliźniaków. Armia Robba nie była atakowana i miała czas. Te kilka dni zmarnowane na przeprawę dałoby się nadrobić szybszym marszem później.
Jest jeszcze opcja zmiany planu. Riverrum nie padnie tak szybko. Poza tym zniesienie oblężenie jest korzyścią dla rodu Tully, a nie dla celów Robba czyli uwolnienia ojca i sióstr. Czyli bitwa z Tywinem by go złapać. Bo tylko pochwycenie Tywina może istotnie zmienić wydarzenia i ma wystarczający wpływ na stolicę. Joffreya może to nie obchodzi, ale Cersei już nie będzie taka potulna wobec rozkazu ścięcia Starka, gdy jej ojciec jest w niewoli, a Stannis i Renly spiskują. Ryzykowne, ale wysoko opłacalne. Z Tywinem w niewoli, stary Walder następnym razem już nie byłby taki roszczeniowy wobec Robba.
Możliwe, nie pamiętam już ruchów wszystkich wojsk w tym czasie. Tywin szedł w tym czasie na północ, dążąc do walnej bitwy z Robbem, tak? Jednak na pochwycenie go bym nie liczył. To nie Jaime, trzymałby się z dala od walki, a widząc, że bitwa jest przegrana pewnie by się wycofał.
Pytałeś, skąd Frey może wiedzieć czy Stark działa w porozumieniu z Tullymi? Obecność Catelyn nie pozostawia tu wątpliwości, nawet jeżeli oficjalnie nie mogłaby mu rozkazywać. Ale może. Jest żoną Neda i matką Robba, oficjalnych sojuszników Tullych. Należy też do jego rady wojennej. To tak samo, jakby Hoster przysłał tu któregoś ze swych generałów. To że ten generał nigdy nie żłopał gorzały ze starym Walderem i ten go nie zna, nie zwalnia Freya z obowiązku słuchania jego rozkazów. Tak jak nie zwalnia z obowiązku słuchania tychże rozkazów fakt, że stary nie był obecny podczas ich wydawania. 🙂
Z królem by nie mógł. Król był żonaty z Anną Cylejską z woli Bożej. Lecz gdyby robiono taką obietnicę dla przyszłego następcy tronu… To byłaby większa awantura niż Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna.
Wiem, że by nie mógł. To była taka alegoria. 🙂
Wiem, po prostu poprawiłam twoją alegorię, że król był niedostępny, więc ewentualny mariaż byłby z jego przyszłym synem🤣 Oczywiście, żaden król nie dałby się nabrać na coś takiego. To też odniesieie do tego, ze Frey chciał także Aryę, kiedy nie wiadomo bylo, czy zostanie odzyskana albo czy Lannisterowie nie wydadzą jej za kogoś innego. Jeśli można było wydać Tyreka za niemowlę… To ja na miejscu Catelyn wcale nie byłabym pewna czy nie zrobią ślubu dla Aryi.
„Szkoda, że Tywin nie ma żadnej inteligencji emocjalnej i jest tak pewny swoich planów. Co myślał o tym jak zareaguje strona Północy na ten ślub? Robb pierwsze, co robi to skreśla Sansę z linii dziedziczenia, swoją drogą nie będzie to miłe odkrycie dla Littlefingera”
Robb może to zrobić, a Lannisterowie, w przypadku gdyby udało im się opanować Winterfell, zawsze mogliby podważyć autentyczność testamentu Robba. Generalnie historia pełna jest podważonych testamentów i traktatów, jak również ich falsyfikatów. Przeciwnicy Lannisterów mieliby argument w postaci dokumentu, a ich zwolennicy w postaci krwi Starków, jaka płynęłaby w synu Tyriona. O tym, który argument byłby mocniejszy zdecydowałaby rzecz jasna siła poszczególnych armii.
„Nawet gdyby ten plan Tywina się udał i Sansa urodziłaby syna… Tyrion z wojskiem przyjechałby do Winterfell. Zostałby szybko otruty, a wnuk Neda Starka szybko dostałby regenta z Północy.”
Północni lordowie uchodzą jednak za honorowych, a trucizna jest kojarzona bardziej z przeciwległą stroną kontynentu. Zresztą – to nieistotne. Karłowi się uda: na Północy jest być może nie wierny, ale skazany na pomoc Tywina sojusznik, w postaci niepewnego swojej pozycji Tyriona. Nie uda i zginie z ręki północnych lordów – cóż, Tywin z pewnością nie płakałby za tym synem, a jego śmierć przyniosłaby Północy jeszcze większy chaos i osłabienie potencjalnego rywala.
Żeby była jasność – nie należy przyjmować, że to co Tywin opowiedział Tyrionowi, jest planem, który ten naprawdę zamierza zrealizować. Natomiast z pewnością daje mu kolejny atut w rozgrywce, po który w sprzyjającym momencie może sięgnąć. Lub zachować go, szachując w ten sposób Boltonów samą groźbą użycia go. Sprawny polityk tworzy sobie okazje, z których niekoniecznie musi korzystać. Liczy się posiadanie największej liczby narzędzi, których można potencjalnie użyć.
Paszpet Freyów też jest honorowy? Przypominam, że ten plan zakładał zainstalowanie Tyriona z dziedzicem po Krwawych Godach, czyli lordowie wiedzą kto i dlaczego. Nie będzie ich obchodziło, że Tyrion jest niewinny masakry, a i do ślubu nie był na początku chętny. Gdy tylko syn Sansy znajdzie się bezpieczny pod opieką lodów, a wszyscy zakladnicy będą uwolnieni to Tyrion jest martwy. I jak niby Tywin miałby kontrolować Północ jeśli jego ludzie zostaną zabici, a wnuk będzie pod opieką Manderlych. Będzie namawiać Tyrellów na kampanię na Północ? Nie sądzę, skoro Mace Tyrell nie chciał się zgodzić na to, by wyprawiać swoje wojska do Doliny, mimo że Tywin chciał wojować z Lysą Arryn, tylko że względu na jej powiązania rodzinne. Tu Mace miał całkowitą rację. Chciałabym zobaczyć minę Littlefingera, że jego świetny plan neutralności Doliny jest zniszczony przez Tywina, który chce wszystko niszczyć i palić. Dobrze, że Tyrell powiedział mu stop. Nie jest taki głupi na jakiego próbuje się kreować.
Tutaj dla przypomnienia
Lord Tywin’s face gave no hint as to his feelings. „There is Lysa Arryn to deal with as well. Jon Arryn’s widow, Hoster Tully’s daughter, Catelyn Stark’s sister . . . whose husband was conspiring with Stannis Baratheon at the time of his death.”
„Oh,” said Mace Tyrell cheerfully, „women have no stomach for war. Let her be, I say, she’s not like to trouble us.”
Ale tu nie jest powiedziane, że Tywin chciał z nią iść na wojnę tylko że jest to problem do rozwiązania w przyszłości. Niekoniecznie zbrojnie. Przecież wiedział o planie Baelisha co do ślubu. A co do marszu Robba. Przypominam że to miała być kampania dotycząca uwolnienia Neda a nie wojna o niepodległość jaką stała się w trakcie. Tam nikt nie planował oblężenia Królewskiej Przystani. Raczej przerwanie oblężenia Riverrun i pertraktacje. Tak myślał też Tywin. Dopiero ścięcie Neda i list Stannisa bunt Renlego ostatecznie zdecydowały o charakterze kampanii, ale wtedy byli już po bitwie o Riverrun.
Dokładnie. Ja też nie pisze, że miał zamiar iść na wojnę z Północą. Jak i w ogóle wysyłać tam Tyriona. Wskazuje, że to ewentualność, która Tywin chce mieć do dyspozycji.
Kiedy ktoś rozważa coś jako ewentualność, wyraża to hipotetycznie. W przeciwnym razie albo myli pojęcia, co nie mówi nic dobrego o jego umiejętnościach komunikacyjnych, albo naprawdę rozważa opcję wykonania. W przypadku Tywina to myślę, że to jest druga opcja.
Swoją drogą mam pytanie o czas gdy Littlefinger był celnikiem w Gulltown… Czy on tam też robił swoją kreatywną księgowość lub spekulował i wyciskał pieniędze od ludzi? Po prostu zastanawiam się, czy to może mieć konsekwencje dla spisków Baelisha w Dolinie.
Wszędzie osiągał ponadprzeciętne wyniki. Oczywiście: zdolny i energiczny człowiek z pewnością potrafi podnieść efektywność organizacji, którą zarządza. Przy małej skali funduszy spekulacja również może być utrudniona. Ale jeśli ktoś ma tendencję do chodzenia na skróty to zwykle objawia się ona na każdym etapie jego życia, a nie pojawia się nagle. A zatem: nie ma na to dowodów, ale wydaje mi się, że jest całkiem prawdopodobne, że już w Gulltown mógł podkręcać wyniki.