Cyfrowe Śmieci – o cyberpunku na ekranie

Temat na dzisiejszy artykuł chodził za mną od kilku dobrych lat. Zasadniczo nic w tym dziwnego, bowiem sprawa jest całkiem intrygująca. Społeczny i globalny fenomen. Jeden z najbardziej charakterystycznych gatunków współczesnej kultury popularnej. Odpowiedź pesymistycznych twórców na technokratyczne marzenia entuzjastów technologicznego rozwoju. Cyberpunk. Wyjątkowy wytwór wyobraźni człowieka, a jednocześnie – chyba najbardziej nieobecny w kinie trend o zasięgu globalnym.

Dzisiejszy tekst jest wynikiem moich poszukiwań filmowych reprezentantów gatunku. Wyzwanie nie było proste, bo poza dwoma sztandarowymi przykładami, tak naprawdę trzeba się nieźle wygimnastykować, żeby znaleźć produkt odpowiadający wszystkim założeniom cyberpunka. Toteż, dla wszystkich miłośników i wielkich zwolenników tego gatunku, raczej nie będę miał dobrych wieści. Poza znanymi chyba wszystkim “Blade Runnerem”, jego zeszłoroczną kontynuacją oraz “Matrixem” w tym temacie możemy tak naprawdę poruszać się po obrzeżach cyberpunka. Ale po kolei.

Garść teorii

Cyberpunk powstał jako gatunek literacki – w skrócie można go potraktować jako krytyczną odpowiedź pisarzy fantastów, na szalejący w połowie ubiegłego wieku wyścig o podbój kosmosu. Nowoczesne technologie pozwalające na prowadzenie “gwiezdnych wojen” pomiędzy USA a ZSRR bardzo szybko stały się przedmiotem dyskusji toczonych na całym świecie pod domową strzechą. Oczami wyobraźni imaginowano sobie dalszy, ekspresowy rozwój technologii komputerowych, a przede wszystkim – rakietowych, co pozwalało snuć plany o podróżach międzygwiezdnych i opanowywaniu przez człowieka kolejnych fragmentów Wszechświata. Nurt cyberpunkowy jest odpowiednikiem kontrkultury, wykształcającym się w opozycji do powszechnie obowiązującego trendu w społeczeństwie. I tak, kiedy dominującą ideologią staję się na przykład liberalizm i społeczny konformizm, kontrkultura będzie starała się za wszelką cenę kontestować te wartości. Podobnie było z cyberpunkiem – na fali rosnących oczekiwań i idyllicznych wizji dalszego rozwoju cywilizacji ludzkiej wytworzyła się koncepcja całkowicie im przecząca – trochę jako forma społecznej przestrogi, że nie wszystko w przyszłości może pójść po naszej myśli.

William Gibson – amerykański pisarz uznawany za twórcę cyberpunka. Obsypany nagrodami za “Neuromancera” – książkę, która w 1985 roku dostała Nebulę, Hugo oraz nagrodę im. Dicka. W filmach udzielał się sporadycznie – napisał scenariusz do trzeciej części “Obcego”, jednak to, co zrealizował ostatecznie Fincher znacząco różniło się od pierwowzoru.

Cyberpunk nie posiada jednej, powszechnie obowiązującej i akceptowanej przez fanów, sztywnej definicji. Jednak na podstawie analizy utworów (w głównej mierze literackich) uznawanych za przynależne do gatunku, można odnaleźć kilka elementów wspólnych, które zdają się go konstytuować. Opis utworzony w ten sposób – poprzez wyliczenie cech wyróżniających dane zjawisko – nazywamy definicją enumeratywną. Zatem, powszechnie akceptowanymi elementami cyberpunka są:

  • dystopia, bądź antyutopia w organizacji świata przedstawionego,
  • istnienie kontrkultury, lub subkultur sprzeciwiających się opresji,
  • obecność cyberprzestrzeni, która często jest narzędziem kontroli,
  • społeczeństwo informacyjne, duża wartość informacji oraz mechanizmów jej przepływu,
  • zasada 3xM: Miasto (ogromne molochy), Masa (stłoczonych obywateli), Maszyna (roboty, droidy, cyborgi),
  • pesymistyczny wydźwięk, rozkład moralny połączony z wysokim rozwojem technologii: “high tech – low life”,
  • powszechne wykorzystanie maszyn jako implantów w ciałach, cyborgizacja i scalanie się człowieka z maszyną.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie wymienione wyżej cechy, to może się nagle okazać, że prawdziwie cyberpunkowych filmów już nie ma… albo nawet nie było nigdy. Gatunek na wielkim ekranie pojawił się za sprawą Ridley’a Scotta – a przynajmniej wtedy dotarł do szerokiej kinowej widowni. W latach 90. mieliśmy jeszcze gatunkowo przynależną opowieść w “Matrixie” – jednak pod względem wizualnym cyberpunka nie było w nim zbyt wiele, a sam film bardziej przypominał “blockbuster” niż gatunkowy “cyberpunk”. Na szczęście, w ramach publicystyki okrągłogłowej można pozwolić sobie na pewną dowolność w szafowaniu tymi elementami, co też uczyniłem. Dwa wymienione wyżej filmy, wraz z ich sequelami pomijam celowo, bo wydają mi się… zbyt oczywiste. Postaram się natomiast przytoczyć kilka opowieści filmowych, które mogą nie być znane wszystkim naszym Czytelnikom, a w większym lub mniejszym stopniu powyższe założenia wypełniają. Przyznaję również, że jest to lista subiektywna i ja sam jestem otwarty na dodatkowe propozycje, proszę podzielcie się nimi w komentarzach.

 

Galaktyczny wojownik a.k.a. Żołnierz przyszłości (1998)

Możecie mi wierzyć, lub nie, ale – ten film z Kurtem Russelem w roli głównej jest pewnego rodzaju… sequelem pierwszego “Blade Runnera”. Ujmując to w inny sposób – kilka elementów zawartych w filmie Paula W.S. Andersona wyraźnie wskazuje, że akcja dzieje się w tym samym uniwersum. Związane jest to z postacią scenarzysty filmu, Davida Webba Poeplesa, który jest autorem scenariusza do przygód Deckarda. W wywiadach promujących “Galatkycznego wojownika” parę razy wymknęło mu się, że pisał ten film z myślą o pełnoprawnej kontynuacji dzieła Ridley’a Scotta. Dzisiaj nikt już o tym nie chcę pamiętać, ale fakty pozostają widoczne na ekranie: bohaterowie rozmawiają o tych samych miejscach (m.in. pas Oriona), w jednej ze scen można dostrzec spinnera, czyli pojazd którym poruszają się bohaterowie cyberpunkowego klasyka.

Pod względem wizualnym jest to również widoczne, zwłaszcza w lokacjach na planecie-wysypisku, na którą trafia główny bohater. Jest nim były żołnierz, który trafił na śmietnik historii po tym, gdy w 2035 roku jego oddział został zastąpiony przez maszyny (a może… replikantów?). Kurt Russel błyszczy w tym filmie przede wszystkim ze względu na… brak mimiki twarzy, oraz jakichkolwiek emocji widocznych u jego bohatera. Todd 3465 – bo tak się nazywa – sam również przypomina maszynę, która została zaprogramowana do wypełniania rozkazów i pozbawiona zdolności do refleksji. Film pod względem gatunkowym zbliża się do “klasycznego cyberpunka” całkiem mocno – jest społeczność wyklęta przez opresyjny i totalitarny system, jest bunt i pesymizm wylewający się z pozbawionej sensu egzystencji. Todd staje na czele walki przeciwko ciemiężycielom, która jest jednocześnie walką o sens jego istnienia. Filozoficzne tony zostały jednak mocno przykryte klasyczną rozwałką – dodajmy – utrzymaną na przyzwoitym, choć przeciętnym poziomie.

Film okazał się finansową klapą i dość szybko poszedł w zapomnienie. “Galaktycznego wojownika” warto jednak poznać, głównie jako cyberpunkową ciekawostkę związaną z serią “Blade Runner”. Co ciekawe, nawet premiera najnowszej części przygód Deckarda zdaje się potwierdzać rodowód filmu Andersona – to z niej dowiadujemy się m.in., że premiera nowego modelu replikantów (Nexus 9) miała miejsce właśnie w 2035 roku.

 

Johnny Mnemonic (1995)

Powszechnie znany i doceniany futurystyczny sensacyjniak z Keanu Reevesem i Dolphem Lundgrenem w rolach głównych. Ten pierwszy, jako tytułowy Johnny Mnemonic jest uwikłany w intrygę związaną z przewożonym przez niego towarem – informacjami, które zakodował w swojej pamięci. Elementy cyberpunkowe zasadzają się w tym przypadku na wykorzystaniu technologii do przenoszenia danych w ludzkim ciele, są także widoczne w obrazie świata przedstawionego.

Prywatnie przyznaje, że nie jestem wielkim fanem tego filmu, chociaż został on oparty na prozie twórcy cyberpunka, Williama Gibsona. Zatrudnienie dwóch wyjątkowo “lakonicznych pod względem warsztatu” aktorów w pierwszym planie nie wyszło produkcji na dobre. Scenariusz jest interesujący i dynamiczny, dzięki czemu pierwszy seans “Johnny’ego Mnemonica” raczej się nikomu nie będzie dłużył, ale powracanie do tej produkcji było dla mnie już stratą czasu. Do jednorazowej konsumpcji.

 

Akira (1988)

Klasyk. W przeciwieństwie do “Ghost in the Shell” nie zrobił tak wielkiej kariery na Zachodzie, nie zmienia to jednak faktu, że “Akira” to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli anime wszechczasów. I przy okazji całkiem dobry, cyberpunkowy film animowany o nieco dziwacznej treści. Tytułowy “Akira” jest rodzajem skondensowanej energii – bóstwa, na którego przyjście czekają mieszkańcy ogromnego, przeludnionego i zrujnowanego NeoTokio.

Głównym bohaterem jest przedstawiciel kontrkultury (w tym przypadku członek motocyklowego gangu)- jeżdżący na charakterystycznym jednośladzie Kendo. W pewnym momencie jego przyjaciel, Tetsuko ulega wypadkowi w wyniku którego nabywa nadzwyczajne umiejętności i moce. Wszystko ma też związek z zakopaną na środku NeoTokio kapsułą, w której – jak domniemają mieszkańcy – objawi się w swoim czasie Akira. Jak to zwykle z produkcjami azjatyckimi bywa, “Akira” jest formalnie pełen kontrastów: momentami staje się porywającym spektaklem rodem z kina akcji, a innym razem stanowi niemalże ideologiczną dysputę toczoną w klimacie melancholii i dekadencji. Z całą pewnością jednak zasługuję na Waszą uwagę, nawet jeśli nie należycie do fanów mangi i anime.

 

Hardware a.k.a. Mark 13 (1990)

Mój faworyt. Film, którego nie da się opisać jednym akapitem. I chyba najlepszy – poza “Łowcą androidów” cyberpunk, z jakim możecie zetknąć się w filmach.

Reżyser “Hardware”, Richard Stanley wyreżyserował w życiu dwa pełne metraże. Oba stały się obiektem kultu miłośników domowej rozrywki spod znaku magnetowidu i szumiącej kasety VHS. “Hardware” to pierwszy z jego filmów i widać to na każdym kroku. Jest koszmarnie niedopracowany, charakteryzuje się drewnianą grą aktorską, w scenach akcji praca kamery wielokrotnie nie ma żadnego sensu, sekwencje się przecinają same sobie zaprzeczając, a całość ogląda się z lekkim zażenowaniem. Ale ten film wciąga jak spaghetti. Niejednokrotnie zmusza widza do cierpienia, by wynagrodzić mu tą mękę tym, co osobiście w filmach cenię znacznie wyżej niż rzemieślniczy warsztat: klimatem.

“Hardware” to oparta na opowiadaniu “SHOCK!” Stevena MacNamusa, kameralna i budżetowa (kosztował 1 mln $) produkcja dziejąca się w zniszczonym świecie przyszłości. Prezentowana przez Stanleya wizja “postapo” różni się jednak od tego, co znamy z innych produkcji. Film rozpoczyna fenomenalne wejście Iggy’ego Poppa – który jako Wściekły Bob, prowadzący stację radiową otwiera poranek w radioaktywnym świecie słowami: “As for the good news… there’s no f****** good news!” – i właściwie to wystarczy, żeby się w przedstawionym świecie zakochać. Upadek i dekadencja społeczna, które nastąpiły po masowej zagładzie idą tutaj w parze z autorytarnym rządem Nowego Jorku, wprowadzającym właśnie nowy program kontroli urodzin. Te wątki są jedynie subtelnie zarysowane i stanowią – najsilniejszą w obliczu kiepskiego pierwszego planu – świetnie przemyślaną dekorację dla właściwej opowieści.

Fabuła filmu kręci się wokół znalezionego na czerwonej od radioaktywnego promieniowania pustyni robota, model Mark 13. Główny bohater – Mojżesz Baxter (Dylan McDermontt) wchodzi w jego posiadanie i sprawia tym samym prezent swojej dziewczynie Jill (atrakcyjna Stacey Travis), która zajmuje się artystycznym przetwórstwem metalu. Mamy więc w filmie nawiązania biblijne – nazwa robota również wskazuje na siglum Ewangelii św. Marka, której treść zdradza fabryczne przeznaczenie znaleziska. Pojawia się również wątek rzadko w cyberpunku poruszany, choć niewątpliwie obecny również w innych klasykach gatunku – mianowicie chodzi o sztukę uprawianą w tych mrocznych i nieprzyjaznych twórczości czasach. “Hardware” pod względem formalnej przynależności gatunkowej jest jednak przede wszystkim niezbyt zgrabnie zrealizowanym horrorem, którego poboczne wątki zdradzają misternie przemyślaną konstrukcję świata i efektywnie budują wciągającą atmosferę całej opowieści.

Jest to film niesforny, pełen braków warsztatowych i ograniczeń technicznych – za postapokaliptyczny Nowy Jork odpowiadają recyklingowane ujęcia kilku kominów fabryk i parę ulic rodem ze slumsów. Braki te nie przesłaniają jednak ogromnej siły immersji, z jaką “Hardware” potrafi wciągnąć zainteresowanego cyberpunkiem widza. Zwłaszcza, jeżeli weźmiemy pod uwagę świetną ścieżkę dźwiękową, która walnie przyczynia się do budowania cyberpunkowego klimatu. To jedna z tych produkcji, od których albo odwracasz się na pięcie z zażenowaniem na twarzy, albo wchodzisz w nią całym sercem, na zawsze pozostawiając w swojej pamięci. W moim przypadku sprawdziła się ta druga opcja.

 

Trzynaste Piętro (1999)

Powoli docieramy do obrzeży gatunku. “Trzynaste piętro” to całkiem głośny film z przełomu Tysiącleci, w którym głównym wątkiem są podróże między alternatywnymi rzeczywistościami. Akcja filmu dzieje się w przyszłości, na trzynastym piętrze wielkiego budynku mieszkalnego w Los Angeles. Douglas (Craig Berko, który zagrał tu również dwa wcielenia swojego alter-ego) jest programistą pracującym nad symulacjami rzeczywistości. Po śmierci swojego przełożonego staje się głównym podejrzanym w śledztwie, które – jak możemy się spodziewać – związane jest z szerszą intrygą.

Film Josefa Rusnaka ma więcej z klasycznego noir, niż cyberpunku, jednak należy zwrócić uwagę na jego stylistyczny rodowód. Sentymentalizm i melancholia, momentami wręcz wylewają się z ekranu, co wcale nie przeszkadza “Trzynastemu Piętru” w pozostaniu klasycznym thrillerem z elementami kryminału. Duża w tym zasługa kapitalnego soundtracku, na którym możemy znaleźć takie perełki jak “Erase and Rewind” skandywaskiego The Cardinals. Film umiejętnie bawi się z widzem, co i rusz przeskakując z wirtualnej do prawdziwej rzeczywistości i trzeba przyznać, że zaproponowana w nim zabawa dostarcza satysfakcji.

 

Brazil (1985)

Film kultowy. Stanowiący jeden z najlepszych dystopicznych obrazów przyszłości, jakie zaserwowało nam Hollywood. W obsadzie drugoplanowej m. in. Robert De Niro, Michael Pallin, Bob Hoskins. W pierwszym planie błyszczy Jonathan Pryce, a na krześle reżysera jeden z najcelniejszych satyryków naszych czasów – Terry Gilliam.

“Brazil” to przede wszystkim opowieść o społeczeństwie przyszłości, pogrążonym w biurokratycznych absurdach i żyjącym tylko po to, by konsumować dobra materialne. Główny bohater, jeden z tysięcy pracowników jednego z tysięcy urzędów, zostaje w absurdalny sposób zmuszony do kontestacji istniejącego porządku. Całość toczy się we właściwym dla twórcy “Monty Pythona” klimacie całkowitego absurdu i – zgodnie z ideą cyberpunku – powszechnej dekadencji, upadku wartości i braku moralności. W filmie widoczne są też nawiązania do prozy Orwella i jego “Roku 1984”, w którym Wielki Brat miał całkowitą kontrolę nad obywatelami poprzez media.

“Brazil” to z jednej strony niepoważny slapstick, a z drugiej gorzka i trafna satyra na współczesność. Bo mimo, iż Gilliam umieścił swoich bohaterów w świecie przyszłości, to jego obserwacje są silnie zakorzenione w teraźniejszości i odnoszą się (lub częściowo – odnosiły) do współczesnych problemów takich jak ślepy konformizm, konsumpcjonizm, autorytarne zapędy rządu oraz absurdalnie rozbudowana biurokracja i korporacjonizm przejmujący kontrolę nad życiem obywateli. Nawiększą zaletą “Brazil” jest fakt, że o tych wszystkich sprawach opowiada w sposób przystępny i rozrywkowy – zgodnie z nurtem entertaninmentu w kulturze popularnej. Do klasycznego cyberpunka może być mu – według niektórych – daleko, chociaż nie da się ukryć, że podjęte przez Gilliama wątki są ściśle związane z gatunkowymi założeniami tego nurtu. Trzeba znać!

 

Pamięć absolutna (1990)

Kolejna Hollywoodzka superprodukcja, która dzisiaj cieszy się statusem filmowego klasyka. Arnold Schwarzenegger i Sharon Stone jako wybuchowa para w świecie przyszłości – gdzie Ziemianie kolonizujący Marsa uciskają Ziemian pracujących w marsjańskich koloniach. Pośrodku tego wszystkiego Douglas Quaid – uwikłany w intrygę mająca odebrać mu jego własną tożsamość.

“Pamięć absolutna” to jeden z moich ulubionych filmów ery VHS, praktycznie sztandarowy przedstawiciel tego specyficznego dla tamtych czasów trendu. Klasyki z początków lat 90. docierały do Polski z dużym, czasem kilkuletnim opóźnieniem, ale dobre tytuły zawsze przebijały się również na tzw. “szarym” rynku. Oparty luźno na prozie Phillipa Dicka antysystemowy, dystopiczny “hit z Arnie’em” był niemal w ciągłym obiegu. W moją pamięć wrył się już przy pierwszym seansie, kiedy ze zgrozą nieopierzonego nastolatka obserwowałem słynne, potrójne piersi prezentowane w scenie w kantynie.

“Pamięć absolutna” to świetne kino sensacyjne z obowiązkowymi zwrotami akcji, strzelaninami, walkami i pościgami, które reżyser Paul Verhoeven zrealizował z precyzją i dużym kunsztem. Wrażenie robi również audiowizualna strona produkcji – klimat przydeptanego butem korporacji, przemysłowego Marsa jest idealnym sztafażem dla treści cyberpunkowych. Jest to również jedna z najlepszych kreacji aktorskich w karierze Arnolda Schwarzeneggera, który – mimo kilku scen obowiązkowo eksponujących jego kondycję fizyczną – momentami uderza tutaj w tony stricte dramatyczne.

Cyberpunk w “Pamięci absolutnej” rzecz jasna związany jest z konstrukcją świata – ponownie mamy Szarą Sieć Zła, kontrolującą zasoby i wpływającą na życie jednostek; jest także wątek rozwoju technologicznego, scalania człowieka z komputerem oraz przenoszenia informacji zawartych w umyśle. Nie ukrywam, że “Pamięć absolutna” to jeden z moich ulubionych “one more time’ów“♠ – filmów, które oglądam bez wahania. kiedy tylko pojawią się programie telewizyjnym, czy w inny sposób znajdą się w moim zasięgu. Nigdy się na nim nie nudzę, zawsze dostarcza satysfakcji i nie mam żadnego problemu z n-tą powtórką seansu.

 


 

Powyższa lista nie oczywiście kompletna – chciałem wspomnieć o kilku innych filmach, ale ze względu na ilość miejsca, jaką tekst zajmuje już w tym momencie, postanowiłem odłożyć je na następną okazję. Jeden bardzo znany film nawet celowo pominąłem, uznając go za zbyt oczywisty wybór. Celem artykułu jest przede wszystkim poszerzanie horyznontów, toteż mam nadzieję, że przynajmniej część z Was o przynajmniej części z powyższych filmów nie słyszała. Jeśli jesteście fanami cyberpunkowego klimatu to powinniście po nie sięgnąć – alternatyw niestety nie ma zbyt wiele, a w każdym z zaproponowanych wyżej filmów znajdziecie kilka elementów wartych uwagi. Zdaję sobie również sprawę, że cyberpunk obecny jest w serialach – chociażby w polecanym swego czasu na naszych łamach “Black Mirror”, ale to już temat na odrębne, obszerne zestawienie.

 

Zapraszam do podzielenia się swoją opinią – czegoś brakuje? Chętnie poznam również inne Wasze propozycje na seans w nurcie cyberpunkowym. Jestem również ciekaw, czy zaproponowana forma artykułu przypadła Wam do gustu – podobne zestawienia można śmiało przygotować dla innych, “tematycznych” wątków filmowych. Wszelkie propozycje mile widziane.

 

♠ –  w skrócie: “ont”, konstrukcja i pomysł autorstwa wyżej podpisanego. Obok ontów, mam na koncie również “botaki” (opracowanie teoretyczne tej koncepcji zajmie mi pewnie kilka lat, ale ogólna jej idea zawarła się w jednej z dyskusji na naszym forum) oraz “Mściwojów”, których zaciekle recenzują SithFrog z DaeLem.

Kilka komentarzy do "Cyfrowe Śmieci – o cyberpunku na ekranie"

  • 16 maja 2018 at 12:53
    Permalink

    Artykuł bardzo mi się podoba. Co prawda widziałem maks 2 filmy z tej listy ale postaram się nadrobić bo lubię klimat cyberpunku. Wielkie miasta, mechanizacja życia, dystopia… no i neony. Neony w cyberpunku muszą być. 😛

    Warto dodać że “Johnny Mnemonic” to także opowiadanie Gibsona. A Matrix pewnymi momentami przypominał mi “Trylogię Ciągu” tegoż samego autora. Zresztą polecam jego wydawane teraz książki w ramach serii Artefakty :p

    No i jak film to prawię że serial więc “Modyfikowany Węgiel” – dobra lektura i spoko serial.

    PS: Czekamy na grę Cyberpunk 2077.

    Reply
    • 16 maja 2018 at 18:27
      Permalink

      Myślałem, że napisałem o Gibsonie 😉 już dodałem dwa słowa

      ogólnie to jest jeszcze dużo propozycji, ale większość to raczej obrzeża, lub – w mojej ocenie – doszukiwanie się trochę cybepunka na siłę. O ile jeszcze rozumiem, że można jako Cyberpunka traktować “Chappie” czy “Uciekczkę Logana” (swoją drogą chyba najstarszy przedstawiciel), to już “Piąty element”, “Terminator”, czy nawet “X-Files”, które pojawiają się w niektórych zestawieniach są moim zdaniem mocno naciągane. Dlatego na początku opisałem elementy definiujące cyberpunka, żebyśmy mieli jasność.

      Węgla jeszcze nie widziałem, ale doszły mnie słuchy że po dobrym początku nastąpiła stagnacja.

      Reply
      • 16 maja 2018 at 22:33
        Permalink

        Wiadomo. Cyberpunku jest mało przez co ciężko określić jego jednogłośny styl 😀

        A serial? Jest spoko ale bez szału. Od połowy zaczyna rozchodzić się z książką ale i tak polecam.

        Reply
      • 17 maja 2018 at 07:36
        Permalink

        Ucieczka Logana jako cyberpunk? Chyba trochę na wyrost, bo posiada dwie, max trzy spośród siedmiu podanych przez Ciebie cech – dwie pierwsze i na siłę 3xM, chociaż tego trzeciego “m” poza jednym sfiksowanym wyjątkiem nie ma.

        Reply
        • 17 maja 2018 at 10:41
          Permalink

          Ja bym zaklasyfikowal. Tym bardziej, ze jest megastarym filmem, jeszcze przed Blade Runnerem. Na forum Pq pisal, ze niektorzy cyberpunka doszukuja sie nawet w Terminatorze 🙂

          Reply
          • 18 maja 2018 at 12:01
            Permalink

            Niby megastary film, a jednak zaledwie trzy lata starszy od pierwszego “Obcego”. Gdy się o tym dowiedziałem, to nie mogłem uwierzyć 😛

            Reply
  • 16 maja 2018 at 14:03
    Permalink

    “I tak, kiedy dominującą ideologią staję się na przykład liberalizm i społecznym konformizm”

    Reply
  • 16 maja 2018 at 14:09
    Permalink

    “sam film należał przede wszystkim do gatunku “blockbuster” niż “cyberpunk”.”

    Reply
  • 16 maja 2018 at 14:14
    Permalink

    ” Ja to zwykle z produkcjami azjatyckimi bywa”

    Reply
  • 16 maja 2018 at 14:21
    Permalink

    “Douglas (Craig Berko, który zagrał tu również dwa wcielenia swojego alter-ego) jest programistą pracującym na symulacjami rzeczywistości. “

    Reply
  • 16 maja 2018 at 14:30
    Permalink

    Poprawione.

    Reply
  • 16 maja 2018 at 15:32
    Permalink

    Tekst miod orzeszki, ciesze sie ze znalazlo sie miejsce dla Brazil i Pamieci Absolutnej 🙂

    Oczywiscie brakuje Ghost in the Shell, ale tego oryginalnego. Dobrze tez, ze nie wspominasz o rimejku z Collinem Farrelem, ja wole udawac ze to nigdy nie powstalo.

    Reply
  • 16 maja 2018 at 20:43
    Permalink

    Zdecydowanie dopisałbym Dziwne dni (Strange Days) Kathryn Bigelow. Taki techno-thriller z kilkoma nawiązaniami do cyberpunku: chaosem w świecie przyszłości (rzecz się dzieje w ostatnich dniach XX wieku :D), niepokojami społecznymi i cybertechnologią, która pozwala rejestrować przeżycia wprost z ludzkiego mózgu i potem odtwarzać je, tak jakby widz sam w nich uczestniczył. Do tego całkiem niezły, pokręcony kryminał.
    A tak poza tym Johnny Mnemonic uber alles. Jak ja zdarłem kasetę, na której miałem to kiedyś nagrane… Oglądałem film kilkanaście razy i od tamtego czasu Keanu to mój idol.

    Reply
    • 17 maja 2018 at 12:49
      Permalink

      Zdecydowanie też bym dopisał Strange Days, jak i z 10 innych tytułów, ale wtedy artykułu już na pewno nikt by nie przeczytał 🙂 a tak przeczytałeś Ty i możemy sobie podyskutować

      “Dziwne Dni” przegrały wewnętrzną kwalifikację z “Trzynastym piętrem” – oba oglądałem jeden po drugim i chyba po prostu ten drugi bardziej mi się podobał. Jeżeli powstanie kolejna lista, na pewno o nim wspomnę, bo to jeden z ciekawszych przedstawicieli okolic cyberpunka.

      Ja na Mnemonicu sypiam 🙂 A warsztat Keanu w tym filmie moim zdaniem ociera się o warsztat przetwórstwa drzewnego 😛
      Ale to było takie przetarcie przed “Matrixem” gdzie wypadł już naturalnie i akuratnie.

      Reply
  • 16 maja 2018 at 23:24
    Permalink

    Bohater Akiry nazywa się Kaneda a nie Kendo 😉

    Reply
    • 17 maja 2018 at 12:35
      Permalink

      nie wiedziałem Voo, że wyznajesz się na starych, japońskich kreskówkach 😛

      Reply
  • 17 maja 2018 at 09:44
    Permalink

    Trochę bez sensu jest to zdanie, że Matrix to bardziej blockbuster niż cyberpunk. Blockbuster to po prostu dzieło, które odniosło sukces. Można być jednocześnie jednym i drugim. Tak jak Matrix albo np. Pamięć absolutna.

    Definicja gatunku jest taka, że wszystko do niej pasuje i nie pasuje. Mi częściowo pasuje Robocop, Sędzia Dredd (oryg ma się rozumieć 🙂 ), Appleseed, Freejack, Raport mniejszości, a nawet… Nieśmiertelny 2 🙂

    Reply
    • 17 maja 2018 at 10:38
      Permalink

      Blockbuster jest celowany jako skok na kase imo. A to, ze przy okazji czasem wychodzi swietny film ma dla producentow znaczenie drugorzedne, bo sie musi hajs zgadzac. I mysle, ze Pq mial chyba na mysli marne sequele.

      Czlowiek Demolka!

      Reply
  • 17 maja 2018 at 12:35
    Permalink

    Kiedyś blockbusterem nazywano i “Ben Hura”.

    Dzisiaj blockbuster to właściwie odrębny gatunek produkcji wakacyjnych, wypuszczanych głównie w formie “guilty pleasure”. Nic wielkiego, a gatunkowo to blockbuster uciekł daleko od ambitnych wątków cyberpunka.

    Matrix jest filmem cyberpunkowym, ale w formie bardziej – zwłaszcza jego kontynuacje – przypominają napompowany dużymi pieniędzmi i efekciarski gadżet, niż zaowalowaną opowieść o problemach przyszłości.

    Reply
    • 17 maja 2018 at 14:48
      Permalink

      Cyberpunk cybeprpunkowi nie rowny 🙂
      Ja sie zastanawiam jak w takim razie sklasyfikowac taki gatunek jak steampunk? Jako odrebna galaz cyberpunka, czy raczej rownolegle, bardziej jako odmiane szeroko pojetej fantastyki?

      Jak sobie jeszcze mysle, to dorzucilbym film ‘Uciekinier’ z arnoldem. Moze bardziej jako pogranicze gatunku, ale pewne zalozenia tez spelnia 🙂 I warto obejrzec!

      Reply
  • 18 maja 2018 at 01:30
    Permalink

    steampunk jak najbardziej jest odmianą cyberpunka.

    zasadnicza różnica jest taka, że zamiast przyszłości masz epokę wiktoriańską i maszyny parowe, a bohaterowie zamiast implantów mają maszyny.

    jest jeszcze dieselpunk, od maszyn spalinowych (lata 30.)

    Reply
  • 21 maja 2018 at 09:11
    Permalink

    bardzo interesujący tekst! szczegolnie fajny fragment o gatunku cyberpunk, nie raz sie slyszy o tej grze RED-ów i zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę to nawet nie wiedziałem co to znaczy 😉 teraz też wiem mniej więcej, czego się spodziewać.

    Zachęcony obejrzałem już Brazil i Johnny Mnemonic. Pierwsze super, bardzo mi się podobało, ale Mnemonic wyglądał jak budżetowy prequel Matrixa. Keanu drzewniany mocno.

    Reply
  • 23 maja 2018 at 10:21
    Permalink

    Hardware – no ode mnie takie 7 z plusem, ten film mogl byc genialny! Ale niestety zostal zrujnowany przez budzet i nieumiejetne wycieczki rezysera w strone horroru. Za to opowiadanie na ktorym byl oparty chetnie bym przeczytal. Meczacy seans, ale fakt pozostaje faktem, klimat cyberpunka w tym filmie jest miazdzacy 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków