As w potrzasku (1951)

Niewiele jest reżyserów w historii Hollywood mogących równać się swoimi dokonaniami z Billym Wilderem. Urodzony w austriackim zaborze, na ziemiach polskich – dokładnie w Suchej♦ – w żydowskiej rodzinie gastronomów, od początku zawodowo zajmował się scenopisarstwem i reżyserią. Przed dojściem Hitlera do władzy wyemigrował do Paryża, a później – jak wielu jemu podobnych – uciekał przed wojenną zawieruchą do Stanów Zjednoczonych. Tam stał się legendą kinematografii, autorem kilkunastu dzieł uznawanych dzisiaj za kultowe.

Samuel Wilder we własnej osobie. Imię “Billy” przybrał, by się bardziej zamerykanizować, już po emigracji do USA.

Billy Wilder był przede wszystkim mistrzem epoki czarnego kina (a więc lat .40 i .50-tych), chociaż do historii przeszły również jego produkcje powstałe później, kiedy sprawnie łączył gatunki i wyznaczał nowe standardy reżyserskiego warsztatu. Można powiedzieć, że w swoich czasach Wilder był kimś, za kogo współcześnie uważamy Stevena Spielberga – niekwestionowanym guru i gigantem w swoim fachu. Jego filmy zebrały niemal sto nominacji do Oscara, on sam – trzynaście (6 statuetek trafiło w jego ręce). Trudno znaleźć reżysera o podobnym dorobku. Autor niezapomnianego “Bulwaru Zachodzącego Słonca”, czy obsypanej nagrodami “Garsoniery”, stworzył też jeden z pierwszych pełnoprawnych filmów o dziennikarstwie. I to on będzie tematem dzisiejszej, kinematograficznej kartki z kalendarza. Film nieco zapomniany, w Polsce praktycznie anonimowy. “As w potrzasku”.

okładka wydania Criterion Collection – wzorowana na materiał prasowy, czyli wszystko zostaje w gatunku.

Chuck Tatum jest dziennikarzem wielkiego formatu. Przynajmniej tak uważa. Niestety, w wyniku splotu nie do końca fortunnych i z całą pewnością nieuniknionych okoliczności, stracił on posadę w redakcji poczytnej nowojorskiej gazety. Właściwie to stracił pracę w każdej możliwie poczytnej gazecie, nie tylko w Nowym Jorku, ale również w Chciago, Nowym Orleanie i innych amerykańskich metropoliach. Chuck nie traci jednak nadziei na odwrócenie losu – potrzebuje tylko jednego, rewelacyjnego dziennikarskiego zrywu. Tematu, który zabierze jego nazwisko na pierwsze strony rozkładówek, a jego samego – z powrotem na szczyt żurnalistycznej piramidy. W tym celu Chuck obiera drogę krętą, lecz jedyną, na jaką może sobie pozwolić – wyrusza na poszukiwanie pracy w czasopismach drugiego sortu. Zatrudnia się w małej mieścinie w Nowym Meksyku, w kameralnej redakcji Albuquerque Sun-Bulletin. Tam postanawia czekać na swoje życiowe “breaking story”, na temat który rozpali serca i umysły całego kraju, a jemu samemu zapewni przepustkę na nowojorskie salony.

Przy okazji: Czy nazwa mieściny budzi jakieś Wasze skojarzenia? Tak, Albuquerque to również miejsce akcji słynnego serialu “Breaking Bad”. Podobieństw pomiędzy tymi dwoma opowieściami jest jeszcze więcej.

Wymowna – zwłaszcza w kontekście działań głównego bohatera – sentencja umieszczona w redakcji małomiasteczkowej gazety w Nowym Meksyku.

Chuck Tatum to postać, na której opiera się cała historia tego nietypowego filmu noir. Jest uosobieniem dziennikarza epoki prasowej – człowieka, którymi mówi hasłami z nagłówków, analizuje sytuację w mgnieniu oka i zawsze prowadzi dyskusje w sobie znanym kierunku i celu. Jego apodyktyczność, połączona z charyzmą i wygadaniem tworzą bohatera, wobec którego trudno przejść obojętnie. Tym bardziej, że portretowany jest przez Kirka Douglasa – jednego z najwybitniejszych aktorów swoich czasów. Prawdziwego mistrza dużego ekranu, który do perfekcji opanował teatralne elementy warsztatu ówczesnych gwiazd kina – gestykulację, intonację, mimikę oraz grę z eksponatami. Niewiele jest filmów noir udekorowanych kreacją tak wyrazistą, jak zaprezentowana przez Douglasa. Na myśl przychodzą mi jedynie najwięksi giganci sceny z Humphrey’em Bogatrem i Paulem Newmanem na czele.

Ciekawostka: Douglas za tą rolę nie otrzymał nawet nominacji do żadnej znaczącej nagrody. “Asa w potrzasku” doceniono jedynie na festiwalu w Wenecji, gdzie Wilder odebrał nagrodę za reżyserie, a Hugo Freidhofer za ścieżkę dźwiękową. Znak ówczesnych czasów, kiedy do wzbudzania zachwytów trzeba było mieć znacznie więcej, niż dobrze napisany scenariusz.

I jeszcze reklama prasowa, stylizowana na… reklame prasową.

Scenariusz, wyróżniony nominacją do Oscara jest autorskim dziełem Billy’ego Wildera. Opiera się na prawdziwych wydarzeniach związanych z Floydem Collinsem – odkrywcą jaskiń, który został uwięziony w takiej jednej na początku 1925 roku w Kansas. Dziennikarz, który opisał heroiczną walkę ekipy ratunkowej o wydostanie nieszczęśnika, otrzymał później nagrodę Pulitzera. Nietrudno jest domyślić się zatem, jaką to historię będzie miał okazję relacjonować powracający z dziennikarskiego czyśćca Chuck Tatum.

“As w potrzasku” to dosyć nietypowy przedstawiciel kina noir, w którym specjalizował się Wilder. Tym razem wziął z gatunku tylko kilka najpotrzebniejszych elementów – jest femme fatale (kolejna gwiazda – Jane Sterling), jest motyw przemiany głównego bohatera oraz tragiczna nieuchronność losu, która puentuję całość mrocznymi nutami. Nie ma natomiast wszechobecnej czerni, cienia, ani właściwego dla gatunku deszczu. I to jest ogromna zaleta – pod względem wizualnym “As w potrzasku” ociera się o najwyższy poziom filmowego rzemiosła. Przygotowana na potrzeby filmu scenografia o wymiarach 72 na 370 metrów robi imponujące wrażenie, nawet niemal siedemdziesiąt lat po premierze filmu.

Kirk Douglas (Chuck) i Bob Arthur (Herbie) w drodze po swoje “breaking story”.

Całość rozgrywa się w okolicach górskiej osady Indian, gdzie nieszczęśnik Leo Minosa utkwił przysypany kilkunastometrową warstwą kamieni i gruzu. Przejeżdżający tamtędy Chuck, wraz z młodym adeptem dziennikarstwa Herby’m (Bob Arthur) zatrzymują się na stacji benzynowej. Doświadczony wyga dostrzega jednak potencjał w tragicznej historii opowiedzianej mu przez małżonkę Leo (wspomniana pani Sterling) i postanawia zostać na miejscu, przy okazji przejmując dowodzenie nad całą operacją ratunkową.

Znakomite wrażenie robi sposób, w jaki Wilder demonstruje w tym filmie siłę oddziaływania środków masowego przekazu, zatem prasy oraz rozwijającego się radia i – raczkującej jeszcze – telewizji. Miejsce akcji zmienia się pod wpływem działań głównego bohatera, a w kilka dni opuszczony kanion przeistacza się w niemal w cyrkową arenę, z wielotysięczną widownią. Omnipotencja mediów – zjawisko, którym medioznawcy określają sprawczą siłę przekazu masowego – zostało tutaj zaprezentowane w całej okazałości. Kolejnym filmem, który w tak dobitny sposób pokazał niebezpieczeństwo związane z wpływem dziennikarstwa na społeczeństwo był chyba dopiero “Network” Sidneya Lumeta (rok 1976), kolejny klasyk znajdujący się w mojej prywatnej liście najlepszych filmów wszechczasów.

Tytuł filmu ulegał zmianom. Przez większą część produkcji posługiwano się roboczym “The Big Carnival”, który widniał również na posterach reklamowych.

Chuck Tatum przejmuję zatem kontrolę nad całą historią i akcją ratunkową, ale nie byłoby tutaj dramatu, gdyby wszytko poszło zgodnie z planem. Jego pazerność i zachłanność sprowadzają go na moralne manowce, a będąca głównym motywem filmu przemiana wewnętrzna bohatera – przez większość seansu pozostaje na drugim planie. Początkowo kameralna opowieść zostaje szybko rozbudowana o sieć kolejnych wątków, a bohaterowie których one dotyczą reprezentują szeroki wachlarz charakterów. Bezwzględna, zimna i niekochająca żona, bezgranicznie dobroduszny ojciec, zagubiony młody dziennikarz, skorumpowany i egoistyczny szeryf, wreszcie poczciwy i uległy budowlaniec – ten film nie próbuje przekonać widza, że w ludziach mieszka szarość i etyczny relatywizm. Wilder, konstruując bohaterów różnorodnych nadał historii uniwersalny sens, bo wszyscy występujący na ekranie mają swoje motywację, które są jasno określone.

Ten, powiedziałbym dzisiaj, prymitywizm przekazu jest urzekający, a jego egzekucja nie pozostawia złudzeń. Po stokroć bardziej podobają mi się jasno zarysowane postaci bohaterów, ubarwione teatralną grą aktorską na najwyższym poziomie, niż dzisiejszy minimalizm. To się po prostu lepiej ogląda, pozwala skupić się na historii, nie powoduję wątpliwości nad tym, czy brak zrozumienia dla zachowań postaci wynika z moich ograniczeń intelektualnych, czy ograniczeń warsztatowych współczesnych gwiazd kina (hello, “Lobster”, my old friend…).

A tak wyglądałby, gdyby był w kolorze – cyfrowa koloryzacja na potrzeby plakatu reklamowego.

Innymi słowy – klasyka rządzi, a “As w potrzasku” to produkcja klasyczna, której walory bezproblemowo oparły się dekadom, dzielącym nas od premiery tej znakomitej, filmowej mecyi. Historia w nim opowiedziana nie trąci archaizmem, a raczej kroniką – jest dosyć wierną inscenizacją wydarzeń z 1925 roku w Kansas. Jej wydźwięk pozostaje aktualny, chociaż nie dla wszystkich okaże się odkrywczy. Pomimo wielu walorów, jest to przede wszystkim prosta opowieść o całkiem skomplikowanych procesach społecznych, jakie zachodzą w przestrzeni publicznej dzięki (lub może raczej poprzez) media masowe. Nauczka dla nieobeznanych z tematem, a przy okazji kawałek światowego kina na najwyższym poziomie dla wszystkich, których nie odstraszy czarno-biały kolor taśmy filmowej. Zapewniam, że po piętnastu minutach i wysłuchaniu dwóch-trzech rewelacyjnie napisanych monologów w wykonaniu Kirka Douglasa – przestaniecie zwracać uwagę na barwy.

W Niemczech, Austrii i Szwajcarii tytuł brzmiał”Szatański reporter”. Ale to jeszcze nic…

Zwłaszcza, że film rozwija się z w znakomitym tempie. Wszystko rozpoczyna się od ekspozycji celów i motywów działań głównego bohatera, następnie stopniowo budowane jest napięcie i poruszany szereg interesujących problemów moralnych i etycznych. Wielką zaletą filmu jest jego umiejętność do stawiania pytań retorycznych. Co i rusz zastanawiamy się, czy bohaterowie – i ludzie w ogóle – są w stanie zmienić swój sposób postępowania, np. ze względu na pewne tragiczne wydarzenia. Jeszcze fajniejsze jest to, że w trakcie całego seansu film lawiruje pomiędzy możliwymi rozwiązaniami, ostatecznie unikając jednoznacznej odpowiedzi.

Klimat noir zagęszcza się wraz z kolejnymi minutami seansu, a rosnące w jednostajnie przyspieszonym tempie napięcie prowadzi do zaskakującej kulminacji. Suspens w Asie” ma kilka akordów i to z nim wiąże się mój jedyny zarzut w stronę twórców. Pierwsze są znakomite, jednak samo zakończenie pozostawia wrażenie niepotrzebnej, metafizycznej i egzystencjalnej puenty. Zdaję sobie jednak sprawę, że Wilder zachował tutaj konsekwencję właściwą dla uprawianego gatunku noir i zasadniczo nie mam żadnego innego pomysłu na końcówkę, która podobałaby mi się bardziej. Zwłaszcza, jeżeli zwrócimy uwagę na wspomnianą korelację z pewnym serialem.

We Francji była: “Chimerowa Otchłań”, Ale tak po prawdzie, to polski tłumacz również się nie popisał♠

 

Otóż, oglądając ten film po raz n-ty w trakcie zajęć warsztatowych, jeden ze słuchaczy zwrócił mi uwagę na podobieństwa związane z fabułą filmu i serialem “Breaking Bad”. Nie tylko miejsce akcji jest takie samo – podobnie wyglądają również bohaterowie drugoplanowi, oraz cały proces ewolucji, którym w tych produkcjach poddani są główni bohaterowie. Symbolika serialu w kilku momentach bardzo wyraźnie nawiązuje do filmu Wildera – zwłaszcza końcowa scena została niemal żywcem zaczerpnięta z “Asa”.

Nie wydaje mi się, żeby to był przypadek. Raczej – kolejny argument na ponadczasowość tego filmu, a także wielki kunszt reżysera, który wciąż swoimi dziełami kształtuje nową epokę filmowej i telewizyjnej rozrywki. Polecam!

 

♦ – obecnie Sucha Beskidzka.

♠ – Ostateczny, oryginalny angielski tytuł brzmi “Ace in the Hole”. Pomijając oczywiste nawiązanie do treści filmu, jest to również językowy idiom – gra słowna, właściwa w tym przypadku dla nomenklatury karcianej, oznaczająca “Asa w rękawie”. Polskie tłumaczenie jest zatem dosyć absurdalnym przemieszaniem karcianego “asa” z dosłownym “dołem” (hole), w którym – według tytułu – znalazł się główny bohater. Efekt jest taki, że tytuł niewiele mówi o fabule filmu, a właściwie to nawet się z nią rozmywa. Jak widać, polska szkoła tłumaczeń filmowych™ była już w formie bite sześćdziesiąt sześć lat temu.

Kilka komentarzy do "As w potrzasku (1951)"

  • 15 listopada 2017 at 12:24
    Permalink

    Kojarze tytuł, chyba z jakiegoś przeglądu kina noir w Katowicach. Chyba się podobał, na pewno znajomym, chociaz ja niewiele pamiętam. a już na pewno nic z podobieństwa do BB. Może czas odświeżyć pamięć 😉

    Reply
    • 16 listopada 2017 at 10:20
      Permalink

      Z całą pewnością.

      Reply
  • 15 listopada 2017 at 12:58
    Permalink

    A ja znam ten film, nie zgodze sie zeby byl w Polsce kompletnie anonimowy. Jest w sam raz na zimny listopadowy wieczor ze starym, dobrym kinem 🙂

    Reply
  • 15 listopada 2017 at 18:29
    Permalink

    Billy Wilder urodził się w Suchej Beskidzkiej;)

    Reply
    • 16 listopada 2017 at 08:46
      Permalink

      to jest to samo miejsce, w zaborze austriackim (ale wcześniej również jako polskie miasto) nosiło nazwę Sucha – od państwa suskiego, utworzonego tam jeszcze w XVI wieku.
      Możliwe również, że obecnie nazwy stosowane są zamiennie.

      Reply
      • 17 listopada 2017 at 22:28
        Permalink

        Oczywiście, masz rację, w roku urodzenia Wildera miast nosiło nazwę Suchej, człon ”Beskidzka” dodano znacznie później, jednak w Polsce istnieje kilka wsi, które noszą tę nazwę, więc pomyślałam, że może dobrze to od razu ustalić;) mieszkał w takim małym, żółtym domku, który do dzisiaj ma się dobrze….;)

        Reply
        • 17 listopada 2017 at 22:45
          Permalink

          serio? mozesz podać namiary na ten domek? choćby i na maila, chętnie bym sobie poszerzył ten horyzont wiedzy 😉

          z tą beskidzką to mnie jednak przekonałaś. Początkowo założyłem, że informacja o zaborze austriackim będzie wystarczająca. Ale teraz myślę, ze sprawa wymaga ujednolicenia i ujednoznacznienia, więc dodałem przypis w tekście. thx!

          Reply
          • 28 listopada 2017 at 19:10
            Permalink

            Na przeciwko stacji PKP w Suchej Beskidzkiej (gdzie notabene rodzice Wildera prowadzili restaurację) znajduje się żółty parterowy budynek, obecnie nieużywany. Adres to ul. Mickiewicza 35, jeśli Google Maps się nie myli;) teren jest prywatny i nie ma tam nawet tabliczki, co jest trochę dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że na budynku, w którym przebywała Konopnicka, znajduje się tablica upamiętniająca.

            Reply
            • 28 listopada 2017 at 20:19
              Permalink

              Dzięki wielkie za informacje. Zapisałem w zapisywalniku i na pewno kiedyś skorzystam przy okazji 😀

              Reply
  • 15 listopada 2017 at 23:55
    Permalink

    As w tytule odnosi się do głównego bohatera, który jest lub pragnie być asem (czyli gwiazdą) dziennikarstwa. A w filmie as ma problem. Odpuszczenie sobie karcianych skojarzeń nie było złym pomysłem.

    Film świetny i wciąż aktualny. Dobrze, że o nim przypomniałeś 🙂

    Reply
    • 16 listopada 2017 at 08:53
      Permalink

      wiem o co chodzi z głównym bohaterem. ale tłumaczenie nie jest precyzyjne i równie dobrze interpretacja mogła być taka, że

      Spoiler! Pokaż

      Od razu podpowiem: Moim zdaniem wynika to z niezrozumienia zjawisk kultury masowej w czasach głębokiego komunizmu. Wszystko było tak bardzo pod linijkę, że ingerowano w każdy przejaw tzw. “myśli wywrotowej”. Świadczy to również o tym, że ówczesne władze dystrybucyjne w Polsce nie miały pojęcia o widzach i filmach, często zupełnie nie czując ich przesłania.

      Reply
      • 16 listopada 2017 at 11:24
        Permalink

        Ja mysle, ze polskie zmiany w tytulach sa raczej spowodowane kreatywnoscia dystrybutorow. Czasami sa dobre pomysly jak np Szklanka po lapkach”, ale czesty wychodzi tez “wirujacy seks”:P

        Reply
  • 16 listopada 2017 at 08:33
    Permalink

    Obejrzany i… pozytywne zaskoczenie, film nie zestarzał się tak bardzo, jak sugeruje data premiery. Fajna rzecz, przystępny – dość szybko oglądałem z dużym zaciekawieniem. Analogie do Breaking Bad są bardzo luźne. Kirk Douglas – wybitny aktor.

    Reply
    • 16 listopada 2017 at 09:01
      Permalink

      Z klasykami już tak jest, że jak zaczniesz je doceniać okazuje się, że żaden się nie zestarzał.

      Reply
  • 16 listopada 2017 at 23:32
    Permalink

    Film, którego nie sposób nie obejrzeć jak się okazuje 🙂 Mi utkwiło w głowie hasło “tell the true”, które pojawia się na początku jak i na końcu filmu, tworząc kompozycję klamrową oraz podkreślając w pewien sposób przemianę bohatera. Myślę, że twórcy filmu 33 w jakimś stopniu czerpali inspiracje ze szlagierowego wśród filmów asa 🙂

    Reply
    • 17 listopada 2017 at 08:31
      Permalink

      Tematyka podobna, tylko w “33” jest znacznie mniej klasycznego dziennikarstwa, tam zdaje się jeden z górników tworzy filmiki-relacje z każdego dnia. Media występują tam juz w innej roli, porównując to z “Asem” możemy dostrzec jak wiele się zdążyło zmienić w naszym życiu dzięki nowym technologiom.

      Reply
    • 17 listopada 2017 at 12:50
      Permalink

      Klamra byla tez bardzo fajna z miejscem akcji – poczatek i koniec w tym samym budynku, co moze ladnie symbolizowac nieudana przemiane Chucka. Podobny motyw byl wlasnie w Breaking Bad, gdzie glowny bohater konczy w tym samym miejscu, gdzie wszystko sie zaczelo.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków