Japan Crate, czyli japońskie cukierki z dostawą do domu.

Na różnych wyjazdach zawsze starałem się kupić jakieś lokalne słodycze. Postanowiłem ostatnio, aby słodycze przyjechały do mnie za pomocą serwisu Japan Crate. Jest to paczka, którą można zamówić w 3 różnych rozmiarach – ja wybrałem ten największy. W pudełku znajduje się zestaw 11 różnego typu produktów – słodycze, chipsy czy napój energetyczny. Wszystko pochodzi z Japonii, tak więc napisów w języku zrozumiałym dla zachodniego człowieka brak. Całe szczęście dołączona jest ulotka z opisem co i jak – inaczej byłoby ciężko. Spójrzmy, co znajduje się w środku.

Na pierwszy ogień wziąłem żelki Trzy Etapy Rozwoju Żaby. Po otwarciu przywitał mnie mocno chemiczny zapach żelków. Występują one w opakowaniu w trzech kształtach – żabie jajo, czyli skrzek, kijanka i żaba. Żelki są nieco bardziej miękkie od typowego misia Haribo, ale nie bardzo miękkie. W smaku standardowo-owocowe. Ciężko doszukać się tutaj czegoś ciekawszego.

 

20150601_184522
Zjadaj żaby niezależnie od formy!

 

Na drugi rzut poszedł pierwszy z zestawów typu Zrób to Sam. Spora część paczki to takie właśnie słodycze, które trzeba częściowo samemu “zbudować”. W tym przypadku do dyspozycji są cztery smaki gumy do żucia: jabłko, ciemne winogrono, jogurt i brzoskwinia. Za ich pomocą rzekomo, według instrukcji, można osiągnąć inne smaki, takie jak wiśniowy czy gruszkowy. Guma jest zrobiona tak, że można ją łatwo dzielić na kawałki żeby je sobie miksować.

Efekt jest, powiem szczerze, przeciętny. O ile smaki podstawowe są dosyć wyraźne, to mieszając je naprawdę trudno sobie wmówić, że czuje coś naprawdę nowego. Guma do żucia jako taka jest też dosyć słaba. Traci smak niezwykle szybko, przypomina w tym dawne gumy-kulki.

 

20150601_184927
Opakowanie wyglądało dużo bardziej zachęcająco…

Następne w kolejce są pankejki, czyli takie amerykańskie, grube naleśniki, z nadzieniem z syropu klonowego. Normalnie powiało Kanadą, tyle że nie do końca. Pomiędzy dwoma plackami znajduje się jakaś forma gęstego syropu klonowego. Sam syrop klonowy bardzo lubię, ale ten przechodził nieco w karmel – niezbyt pozytywna sprawa. Bardzo, bardzo sztuczne, wilgotne ciasteczko. Nie polecam.

20150601_185449
Amerykański naleśnik z kanadyjskim nadzieniem w japońskim wykonaniu.

 

Powoli czuję, że powinienem sobie zrobić przerwę. Ostatnie, co spróbuję przed małą przerwą, to podróbka M&Msów z wróżbą. Dostało mi się pudełeczko z wizerunkiem lwa, który wygląda jak podróbka Pikachu. Zależnie od wylosowania jednego z trzech kolorów, niebieskiego, żółtego lub różowego, “Moja duma będzie rosła”, “Będę ucztował” lub też “Będę królem zwierząt”.

Ciekawe i niebrzydkie. Ma to sens, jeśli dzielisz się cukierkami ze znajomymi. Gdyby były jakieś negatywne wróżby, byłoby ciekawiej, przynajmniej jeśli się ma te 10 lat.

20150601_194614
Co robi ten skunks? Nie wiem, ale moje wewnętrzne dziecko się śmieje.

Czipsy Cheetos! Niby to, co znamy, jednak w wydaniu na Japonię. Mają rzekomo dużo delikatniejszy smak niż te dostępne w Europie. Dodatkowo na opakowaniu jest 10% – więcej? Mniej? Nie wiem, ale 10%.

Wyglądem japońskie Cheetosy przypominają surowe, bezkształtne frytki. W smaku całe szczęście jest dużo lepiej niż w przypadku surowych frytek. Są zaskakująco słodko-słone. Smaczne. Bardzo przypominają prażynki – pamiętam, jak je kiedyś rodzice robili w domu smażone na patelni z małych twardych krążków, które na rozgrzanym tłuszczu rosły i pęczniały.

Gdyby takie chipsy były dostępne u mnie lokalnie, to mógłbym je od czasu do czasu brać, zamiast standardowego ziemniaka.

20150601_200407
Mrożone frytki?
20150601_200357
10%!!! Więcej?!?! Mniej!?!? Nie wiem!!!

Po czipsach czas na coś słodkiego – Czekoladowa Truskawka. Wygląda dosyć, określiłbym to, odpustowo. Ot taka kiczowata truskawka na kiczowatym patyku.

Po przegryzieniu okazuje się, że jest to zwykła biała czekolada farbowana na różowo z lekkim posmakiem truskawki. Chyba najnudniejsza rzecz z zestawu do tej pory…

20150602_183853
Przerost truskawki nad treścią – zakop.

Czas zabić słodkość czekolady – pora na Hazardową Gumę do żucia.

W opakowaniu są trzy kulki. Dwie z nich to zwykłe gumy do żucia, niewiele różniące się od tych dostępnych w latach 90-tych. Trzecia jednak jest reklamowana jako superkwaśna. Nie ma sposobu, aby je rozróżnić.

No nic, to próbuję. Nie wiem, czy to oznacza, że mam szczęście, czy pecha, ale pierwsza kulka po rozgryzieniu atakuje mi język kwasem tak silnym jak z kultowych cukierków Center Shock. Różnica polega na tym, że Center Shock był kwaśny na wierzchu i kwaśność szybko mijała. W tym japońskim narzędziu tortur kwas jest w środku i jest go naprawdę dużo.

Dobre.

20150602_184142
Jeśli trzeba kogoś wylosować – ta guma będzie na pewno ciekawsza niż wyciąganie najkrótszej zapałki.

Powoli dochodząc do końca paczki, otwieram batonik, którego nazwa wygląda jak “Zycef”, dlatego więc będę go tak nazywać.

Zycef z opisu jest bardzo mało zachęcający. Wafelek nasączony czekoladą? Będzie to coś mocno zwykłego. Otwieram opakowanie a tam coś mniej więcej w kształcie i wyglądzie kupy… Wygląda to bardzo źle.

No nic, nie oceniaj batonika po opisie i po okładce. Biorę gryza i szok! To jest pyszne!

Tak więc wafelek jest w konsystencji chrupka ryżowego, lekko wilgotnego. Do tego był on rzeczywiście zanurzony w rozpuszczonej czekoladzie albo innym bardzo intensywnym kakao. Lekkie, delikatne i się nawet nie kruszy. Bomba. Najlepsza rzecz z paczki! Nie znam niczego, co by było dostępne w Polsce i było podobne do Zycefa.

20150602_191450
Z wyglądu kupa – w smaku bomba!

Trzeba zapić czymś tę słodkość. Puszka z napojem opisana jest jako “cydr”. Otwieram, wącham – oranżadka. Nalewam i smakuję – Hellena Biała. Spodziewałem się czegoś nieco bardziej egzotycznego w smaku. Niestety po drugiej stronie planety popularny napój gazowany nie różni się niczym od tego w Polsce. Szkoda.

Zwykła, poprawna oranżada, może nieco mniej gazowana, ale to tyle.

20150603_164335
Oranżada widać na całym świecie jest taka sama, nawet jeśli nie jest to Coca-Cola.

Czas na kolejne zrób to sam! W paczce dostałem trzy zestawy. Teraz biorę ten łatwiejszy z pozostałych. Korytko, trzy proszki, instrukcja po japońsku oczywiście. Wystarczy dodać wody do 2/3 – tak przynajmniej powiedział mi Google translator, który bardzo miło rozcyfrował mi japońskie szlaczki za pomocą aparatu w telefonie.

20150603_182451
Wygląd jest dosyć podejrzany.

No dobra. Teraz niby mam z tego kulać lizaka – są nawet foremki na noski i uszki różnych zwierzątek. W tym momencie zaczynam odczuwać niepokój. Chyba te zestawy wymagają nieco więcej precyzji, niż im zaserwowałem.

Kręcę patykiem i nic ukręcić nie mogę. Jedyne co mi wychodzi, to.. ekhm.. no sami zobaczcie… Niestety kubeł.

Nawet kot jest zażenowany
Nawet kot jest zażenowany…

Drugi zestaw, wizualnie większy i bardziej skomplikowany, nie może mnie znów skompromitować. Postanawiam odszukać w internecie instrukcji i odnajduje ją na YouTube. Tym razem zwyciężę z… z tym zestawem dla dzieci… eh…

Zestaw składa się głównie z dwóch paczek, dwóch woreczków, foremki, jakichś plastików. Nawet naklejki są, których raczej się nie je.

Wygląda profesjonalnie
Wygląd mocno zaawansowany – plastiki jak do modeli samolotów.

Proszek z paczki należy wymieszać w nowym woreczku z dosłownie kilkoma kroplami wody. Trzeba ten woreczek międlić w dłoniach przez kilka minut, żeby tę ilość wody dobrze rozprowadzić.

Kilka kropel, a jednak wystarczyło.
Kilka kropel, a jednak wystarczyło.

Po rozrobieniu obu proszków należy wsypać je do przegródek foremki. Składając plastikowe elementy, tworzymy małą praskę do odciskania cukierków. Wszystko zaczyna się kleić w całość – dosłownie i w przenośni. Dodana minimalna ilość wody jest tylko po to, aby cukierki trzymały się kupy. Udaje mi się skutecznie odcisnąć twarz wyszczerzonej krowy.

W smaku mój wyrób jest niemal identyczny jak cukierki pudrowe, z tym że moje są dużo bardziej miękkie. Bardzo słodkie, syntetycznie-truskawkowe i syntetycznie-nawetniewiemco. Fajne.

Efekt końcowy, prosty, ale satysfakcjonujący.
Kto by pomyślał, że będę w domu tablety odciskać?

 

I to już wszystko, co miałem w swojej paczce. Powiem szczerze, że spodziewałem się nieco dziwniejszych smaków. W końcu to cukierki z Japonii – tam ma być dziwacznie! Niestety smak jest bardzo standardowy – największym urozmaiceniem jest cała otoczka.

Dobrym pomysłem jest także tworzenie czegoś z półproduktów. Dzieciaki w Polsce na pewno by uwielbiały mieszać proszek, żeby sobie potem odcisnąć tabsa z krówką.

Niestety koszt takiej paczki jest dosyć zaporowy. Największa, ta jaką ja wziąłem, to koszt aż 110 zł. Jeśli jeszcze doliczy się przesyłkę za 55 zł to jest to naprawdę coś, co można kupić najwyżej na wieczór kawalerski dla zabawy po kilku piwach.

P.S. Ciekawostka – najpopularniejszy polski bloger mieszkający obecnie w Japonii – Krzysztof Gonciarz – zaczynał swoją przygodę z Internetem jakoś w 1998 roku m.in. na Forum Świata Gier Komputerowych  – czyli zasadniczo na naszym forum! My go pamiętamy pod ksywką Lordareon, może on też nas trochę pamięta…

 

 

Kilka komentarzy do "Japan Crate, czyli japońskie cukierki z dostawą do domu."

  • 16 czerwca 2015 at 11:17
    Permalink

    Fajnie opisane.

    Moja koleżanka też się bawi w kupowanie słodyczy z różnych stron świata. Przeważnie są to produkty bardzo zbliżone do naszych rodzimych, ale czasemi zdarzy się jakiś nowy smak.

    Pozdrawiam Rosie

    Reply
  • 17 maja 2017 at 14:15
    Permalink

    Te prażynki peczniejące na tłuszczu to tzw. przysmak świętokrzyski. Polecam te polską przekąske, smak także mojego dzieciństwa.

    Reply
  • 29 maja 2018 at 16:52
    Permalink

    Uwielbiam jak ktoś próbuje nowych smaków z różnych stron świata, i mimo, że częściej oglądam filmik na YT w tym temacie niż czytam posty to ten fajnie się czytało. Tylko ta cena jak dla mnie nie warta zawartości (nie przepadam za azjatyckim słodyczami, ale to kwestia gustu, chociaż chciałabym wylosować tego kwaśnego cukierka), ale jak ktoś jest pasjonatem tego co japońskie to dla samego doświadczenia (i zabawy z proszkami i probówkami) pewnie zapłaci.

    Mimo, że nie lubię usilnego udziwniania Japonii, to styl pisania całkiem mi się podoba. Najbardziej rozśmieszył mnie ten batoniki “Zycef”, ale to już zboczenie zawodowe – nazwa została odczytana do góry nogami (co bardzo poprawiło mi to nastrój dzisiejszy 😉 ) チョコバーZ “chokobaaZetto” – chocolate bar Zet 🙂

    PS. Cheetosów jest 10% więcej

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków