Diuna (2021)

Nie jestem wielkim fanem prozy Franka Herberta. Przeczytałem, znam, doceniam za wkład w rozwój literatury S-F, ale – podobnie jak z “Władcą Pierścieni” – nie czytam regularnie, nie jestem zakochany po uszy i serce nie bije mi szybciej na wieści o ekranizacji, adaptacji czy nowym serialu. Chyba że za reżyserię bierze się pasjonat (jak Peter Jackson) albo pasjonat i jeden z najlepszych pracujących obecnie reżyserów w jednym: Denis Villeneuve.

Kadr z filmu "Diuna"
Timothée Chalamet gra specyficzne postaci, ale do Paula pasuje idealnie. Odważny i momentami arogancki, ale też zagubiony i pełen dziwnego, wewnętrznego mroku.

O tym, że “Diuny” nie da się przełożyć na język filmu, mówi się od dawna. Poległ David Lynch (chociaż jego wersja ma swoje zalety), poległ Jodorowsky – jeszcze zanim w ogóle zaczął. Mamy 2021 rok i trochę jak w tym dowcipie: kanadyjskiemu reżyserowi nikt nie powiedział, że to niewykonalne, więc przyszedł, przeczytał, a potem to zrobił. Tak moi drodzy, zrobił to. Nieprzypadkowo porównałem wcześniej “Diunę” do trylogii Tolkiena. Moim skromnym zdaniem film Villeneuve’a to wydarzenie na miarę premiery “Drużyny pierścienia”.

Najzabawniejszy jest fakt, że nie jestem zaskoczony ani trochę. Oglądam wszystkie produkcje spod ręki pana Denisa i dzielę je na bardzo dobre albo niemal doskonałe. Nie jest więc niespodzianką, że “Diuna” audiowizualnie to arcydzieło. Nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Zdjęcia są spektakularne i zwyczajnie przepiękne. Co drugi kadr nadaje się na stop-klatkę, druk i zawieszenie na ścianie. Pustynia Arrakis jest nieprzyjazna, gorąca, a kiedy zawieje wiatr, widz czuje się jak Anakin Skywalker. Ma się wrażenie, że ten piach wypada z ekranu i wchodzi dosłownie wszędzie. Nawet paleta barw – mimo monotonnego krajobrazu – przyprawia o zawrót głowy. Inaczej wygląda w nocy, o świcie, w ciągu dnia, a jeszcze inaczej wieczorem. Banał, ale na ekranie można się w nieprzyjemnym i monotonnym Arrakis zakochać na zabój.

Kadr z filmu "Diuna"
Ornitoptery jak żywe, wszystkie projekty maszyn wgniatają w fotel.

Inne planety, choć pojawiają się rzadko, też potrafią oczarować. Podobnie jest z kostiumami. Autochtoni pustynnej planety, Atrydzi, Harkonneni czy członkinie zakonu Bene Gesserit – wszystkie pokazane frakcje mają inny styl, ale każdy wygląda realistycznie, spójnie z książką i nie sprawia wrażenia rekwizytu. Podobnie rzecz ma się z efektami specjalnymi – mieszanka makiet, krajobrazów i dodatków stworzonym w komputerze nadaje obrazowi realizmu, a świat Herberta wydaje się żywy jak nigdy. Oddycha spalonym powietrzem pustyni, zatyka nozdrza przyprawą i razi oczy palącym słońcem. Pierwszy raz widziałem ornitoptery, w których istnienie uwierzyłem z miejsca.

Nie inaczej jest z obsadą. Imponująca lista nazwisk dała imponujący zestaw postaci. Pochwalić trzeba wszystkich, ale zacznę od nieoczywistej roli. Rebecca Ferguson sprawiła, że nie do końca wiadomo czy Paul Atryda jest głównym bohaterem historii, czy może jednak Lady Jessica. Szwedzka aktorka tchnęła w swoją bohaterkę tyle życia, matczynej miłości, ale też posłuszeństwa wobec swoich zwierzchniczek, że jej konflikt wewnętrzny wybrzmiewa idealnie. Niesamowita kreacja! Niektórym fanom może odrobinę brakować szlachetnej wyniosłości, ale pamiętajmy: to adaptacja, a nie przełożenie jeden do jednego.

Kadr z filmu "Diuna"
Rebecca Fergusson skradła show.

Timothée Chalamet jako Paul jest doskonały. Zagubiony, rozdarty między tym co powinien, a tym, czego by chciał. Leto w wydaniu Oscara Isaaca nie ustępuje wymienionym ani o cal. Jest odpowiednio odpowiedzialny, mężny i szlachetny, ale nie brakuje mu naiwnej wiary w kontrolowanie sytuacji. Nie mogłem – patrząc na niego – wyzbyć się skojarzeń z Nedem Starkiem. Czy George Martin wspominał kiedyś o inspiracji czy to tylko moja wyobraźnia? Z godnych zauważenia wymieniłbym jeszcze Stellana Skarsgårda jako Barona Vladimira Harkonnena i Charlotte Rampling wcielającą się w wielebną matkę Gaius Helen Mohiam. Postać Barona łatwo było przeszarżować i popaść w groteskę i komiksową stylistykę – nic takiego się nie stało. Natomiast przełożona zakonu Bene Gesserit to mieszanka surowości, przebiegłości i zimnego spokoju, który fascynuje, ale też przeraża.

Pozostali aktorzy nie mają już za bardzo miejsca na zabłyśnięcie, ale każdy zaznacza swoją obecność i jest wystarczająco charakterystyczny. Co ważne – jeśli zastanawiacie się, czy jest sens iść do kina nie znając książek, odpowiadam z całą stanowczością: TAK! Villeneuve wprowadza w świat od podstaw, przez powtykaną tu i tam, subtelną ekspozycję, pozwala poznać zależności między rodami, strategiczną wartość kontrolowania Arrakis i motywacje poszczególnych bohaterów. Nie musicie niczego wiedzieć przed seansem, wszystko dostaniecie na ekranie. W pięknym i spektakularnym stylu.

Kadr z filmu "Diuna"
Potęga pustyni w pełnej krasie.

Wady? Nie stwierdzono. Poza jedną, ale tu obciążam dział marketingowy. Po pierwsze i najważniejsze, jeśli ktoś nie czyta doniesień z Hollywood na bieżąco może się zdziwić na ekranie początkowym, kiedy zobaczy napis “part one”. W zwiastunach i materiałach promocyjnych nie było to podkreślane, a fabuła urywa się w takim momencie, że – nie znając pierwowzoru – można się mocno sfrustrować gwałtownym cięciem. Mi to niespecjalnie przeszkadzało, ale jestem w stanie zrozumieć osoby, które będą z tego powodu złe i/lub rozczarowane. Po drugie: zwiastuny i teasery opierają się o kilka postaci, ale część z nich w pierwszej odsłonie pojawia się bardzo rzadko. Wiem, że marketing ma sprzedać film w dwie minuty i zachęcić rzesze ludzi do kupna biletu, ale tutaj zabrakło ciut więcej zdrowego balansu.

Kadr z filmu "Diuna"
Książę Leto I Atryda, świetna kreacja Isaaca.

Tym niemniej po pierwszym obejrzeniu (drugie za chwilę) “Diuny” w IMAXie uznaję film za arcydzieło gatunku i więcej niż obiecujący początek sagi na miarę kinowego “Władcy Pierścieni”. Koniecznie do obejrzenia na wielkim ekranie. Dawno nie było w branży takiego wydarzenia i cieszę się, że mój ulubiony ostatnio reżyser nadal jest w formie. Po starciu z legendą (“Blade Runner 2049”) wziął się za bary z jeszcze mocniejszym przeciwnikiem i wraca z tarczą, w glorii chwały. Mam nadzieję, że nie znajdą się powody, które powstrzymałyby studio przed wyłożeniem kasy na kontynuację (druga część jeszcze nie jest “klepnięta” – dziwne, wiem). Zatem kochani: marsz do kina! Warto!

Kadr z filmu "Diuna"
Kostiumy? Oskar murowany! Nominacja to minimum przyzwoitości.
-->

Kilka komentarzy do "Diuna (2021)"

  • 26 października 2021 at 12:55
    Permalink

    Ooo dobrze, że pojawiła się ta recenzja, od razu zmobilizowałeś mnie do pójścia, które i tak zakładałem, ale nie wiedziałem kiedy jeszcze ;).

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:33
      Permalink

      W kinie trzeba zobaczyć! Koniecznie!

      Reply
  • 26 października 2021 at 13:18
    Permalink

    Ten film przywraca wiarę w kino! Wielka produkcja z ambicjami, która nie traktuje widza jak idioty.
    Na początku miałem trochę obaw przez bardzo powolny wstęp. Ale potem nie mogłem podnieść szczęki z podłogi po scenie ataku na Arakis. Jak dobrze było to wszytko zrobione! Pociski spowalniające na tarczy a potem wysadzające cały statek … jaką to miało moc. W Star Warsach wybuchy mogą być co 2 sekundy, ale tego w ogóle nie czuć. Tutaj pojedyncza eksplozja po prostu zrównywała widza z ziemią.
    Osobne słowa uznania za dźwięk w filmie. Idealnie komponuje się z obrazem i tworzy atmosferę. Brak worka nagród w tej kategorii to byłoby nieporozumienie.

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:35
      Permalink

      Właśnie za to lubię tego reżysera. Z jednej strony potrafi zrobić coś audiowizualnie obłędnego, z drugiej fabuła nie jest pretekstowa i wymaga od widza uwagi. Połączenie efekciarstwa ze sztuką. W to mi graj!

      Nolan zaczynał podobnie, a potem nagle zupełnie przestał dbać o bohaterów i historię. Liczy się tylko spektatkl.

      Reply
    • 28 października 2021 at 14:50
      Permalink

      Ten to pusta wydmuszka. Filmy z Hollywood to kino drugiej kategorii i Nolan oraz Villeneuve są tego potwierdzeniem. Rzemieślnicy, a artyzmu w ich filmach zero. Film bez wizji i nie oferujący żadnych emocji. Spłycony maksymalnie. Przeciętny jako ekranizacja.
      Wersja Lyncha mimo, że jest krytykowana to przynajmniej ma wizję, klimat, ciekawą narrację, wspaniały soundtrack i zapewnia emocje. Film Villeneuve nawet tego mi nie zaoferował. Villeneuve jest b.solidnym rzemieślnikiem, ale mało ma z wizjonera. Nie jest godny być nawet wymieniany obok przykładowo Bergmana, Felliniego, Kurosawy, Tarkowskiego, Kubricka, Kieślowskiego, Lyncha i setek innych reżyserów z ostatnich 120 lat.

      Reply
      • SithFrog
        2 listopada 2021 at 12:50
        Permalink

        “Ten to pusta wydmuszka.”

        Nie zgadzam się. Rozumiem, że w Tobie emocji nie wzbudziło, ok.

        A skąd pomysł na porównywanie DV do Bergmana, Felliniego, Kurosawy, Tarkowskiego, Kubricka, Kieślowskiego, Lyncha?

        To raczej półka bardziej “blockbusterowa” w typie Spielberga, Scotta czy Capentera.

        Reply
      • 16 listopada 2021 at 18:10
        Permalink

        W pełni podzielam ! Nie rozumiem zachwytów nad tym filmem … Owszem strona wizualna filmu jest jego wielką zaletą, ale poza tym … gra aktorów w tym głównego bohatera … żałosna. Ja rozumiem, że młode pokolenie wierzy, że “wystarczy być”, ale ten aktor nie ma za grosz charyzmy, ikry, energii itp. w porównaniu do bohatera adaptacji Lyncha. O hołdzie poprawności politycznej, której reżyser wiernie oddał hołd nawet nie będę wspominał, bo jeszcze okaże się, że narażę się zwolennikom cansel caltura … Gdyby jeszcze ci aktorzy coś z siebie dali …
        7/10 to max.
        Zadziwia nota 9/10

        Reply
        • SithFrog
          21 listopada 2021 at 13:29
          Permalink

          Napisałem dlaczego 9, ale rozumiem, że ktoś może mieć kompletnie inne odczucia i dać 7. Szanuję 🙂

          Reply
  • 26 października 2021 at 13:29
    Permalink

    Ciekawe, bo dla mnie Fergusson to największa castingowa pomyłka w filmie. Myślałem, że będzie nim Chalamet, ale z każdą minutą oglądało się go coraz lepiej. Nie spodobał mi się też Momoa, ale rozumiem, że to miało być oczko w stronę miłośników facetów w rajtuzach.
    Bardzo dobry klimat, ale przy takim budżecie nieraz raziło słabe cgi (szczyt plastikowości to to krótkie ujecie walki w którym Paul zsuwa szybkę w hełmie na końcu).
    Nie wiem tylko dlaczego nie kręcili całości od razu. Koszta byłby mniejsze a my najpóźniej za rok mielibyśmy kontynuację historii.

    Reply
    • 26 października 2021 at 15:02
      Permalink

      Do choreografii walk można mieć zarzuty, bo nie każdemu taki sposób musiał przypaść do gustu. Ale ogólnie do CGI? Przecież conajniej 50% filmu to czyste CGI, a ogląda się świetnie. Trochę nie rozumiem argumentu

      Reply
    • 26 października 2021 at 16:30
      Permalink

      Aaa… Zapomniałem jeszcze wspomnieć o Kynesie. Może nawet nie zapomniałem, a wyparłem, bo to abominacja!

      Reply
      • SithFrog
        26 października 2021 at 16:36
        Permalink

        Nie zauważyłem słabego CGI, mówisz o scenie walki w wizji/przyszłości? Idę dziś drugi raz to sobie spojrzę dokładniej.

        A co do Kynesa: kompletnie mi to nie przeszkadzało, ale jak mówiłem: nie jestem die-hard fanem książki.

        I co wam się nie podobało w Lady Jessice?

        Reply
        • 29 października 2021 at 14:50
          Permalink

          Momentami można było odnieść wrażenie, że ma romans z owym Paulem. Gienieralnie elementami konstytuwnymi owej Diuny jest pewna nuda i świszczenie.

          Reply
  • 26 października 2021 at 13:44
    Permalink

    Nie wytrzymałem i nie obejrzałem w kinie, choć zazwyczaj nie robię takich rzeczy, ale seans pod koniec listopada (no nie dało rady tyle czekać. W piątek dopiero po raz pierwszy zobaczę bonda, także u mnie w kinie miesięczna obsuwa w stosunku do wszystkich premier). Po seansie jestem mocno rozdarty. Niby nic nie zgrzyta a jednak czułem się jakbym obejrzał jeden długi odcinek serialu, dużo krótkich scen, szybkich cięć, wielu aktorów nieco potraktowanych po macoszemu (np Batista, bardzo mało miał do grania) niemniej jednak jeśli będą kolejne części a nie mamy zbyt wielu powodów by w to wątpić to jest to bardzo udane otwarcie serii i możemy dostać coś na kształt Władcy pierścieni dla mega fanów SF. A Ferguson czyli matka Paula była tak totalnie irytująca, że nie wiem, każda scena z nią to była mała męka. Cieszę się, że nie było natłoku efektów komputerowych, wszystko wygląda naturalnie tak jakby ta planeta naprawdę istniała. Kawał dobrego kina i zdecydowanie zasłużone 9.

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:37
      Permalink

      “nie obejrzałem w kinie”

      Obiecaj, że jak się pojawi u Ciebie to obejrzysz na dużym ekranie 😛

      Reply
  • 26 października 2021 at 13:45
    Permalink

    A będzie recenzja Shang-chi?

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:37
      Permalink

      Będzie, jak obejrzę 😉

      Reply
  • 26 października 2021 at 13:48
    Permalink

    Ja chciałbym pochwalić Christiana Bale za znakomitą rolę pustynnego czerwia – kto jak kto, ale tylko on mógł przytyć kilkaset ton dla tej roli i dalej grać świetnie.

    A tak na poważnie to okrzyki zachwytu/niewiary ludzi obok na premierze po pojawieniu się napisu “part one” to najlepsze co spotkało ten film.
    Całkowicie popieram recenzję i szczerze zachęcam nieprzekonanych do pójścia na seans.

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:39
      Permalink

      To nie cały Bale, tym razem utuczył tylko swoje jelito. Imponującym poświęceniem jest ile dał sobie przytroczyć kolców wokół zwieracza… będzie Oscar? 😉

      Reply
  • DaeL
    26 października 2021 at 14:30
    Permalink

    Film świetny. W pełni zgadzam się z SithFrogiem. Wady ma, zakończenie jest w mało satysfakcjonującym momencie (chyba lepiej byłoby zrobić 3 filmy po 2h niż 2 po 2,5h, kończąc pierwszy przed dotarciem do stacji badawczej dr. Kynesa). Trochę brakuje pewnych fragmentów worldbuildingu (doktor Yueh, mentaci, scena obiadowa, szczegóły spisków barona, Gildia). Jakoś nie przekonuje mnie też Zendaya. A Momoa – zagrał jak Momoa, na szczęście rola tym razem nic więcej od niego nie wymagała.
    Natomiast cała reszta to jest cud, miód i orzeszki. Niesamowite widowisko, nietraktujące widza jak idioty, a do tego przepełnione świetnymi kreacjami aktorskimi. Brawo!

    Reply
    • 26 października 2021 at 14:49
      Permalink

      Też myślałem początkowo że film powinien się skończć po ataku. Ale potem ktoś podrzucił mi myśl, że główną myślą filmu była przemiana Paula, a nie upadek Leto. I w tym kontekście film kończy się idealnie, stanowiąc zamkniętą całość o przemianie chłopca w mężczyznę.
      Tak odwołując się do LotR, drużyna nie bez powodu kończy się odejściem Frodo, a nie epicką śmiercią Gandalfa.

      Reply
      • SithFrog
        26 października 2021 at 16:40
        Permalink

        + miliom do tego co napisał EJM, przykład z LotR idealny

        Reply
        • 26 października 2021 at 21:15
          Permalink

          Interpretacja jak najbardziej trafna, ale nie zauważyliście może, że brakło nadania tutaj Paulowi imienia plemiennego – Muad’ diba? Zwłaszcza, że wcześniej ta myszka weszła w kadr i zaintrygowała Paula.

          Reply
          • SithFrog
            27 października 2021 at 12:20
            Permalink

            Patrząc na scenę jak Paul widzi siebie i Chani podglądających myszoskoczka w gnieździe – jeszcze będzie taka scena 🙂

            Reply
    • SithFrog
      27 października 2021 at 13:22
      Permalink

      PS Jedyna rzecz, która mnie rozwalała w trakcie seansu to słowiański przykuc Fremenów. Nie mogłem się nie zaśmiać jak się czaili na skałach w tej pozycji, brakowało tylko dresów z 3 paskami i blokowiska w tle 😀

      Reply
    • 29 października 2021 at 10:02
      Permalink

      Ogólnie film… dobry, ale Blade Runnera 2049 tego samego twórcy nie przebił. Tak jak napisałeś, brakowało worldbuildingu, który paradoksalnie był w słabszej, ale bliższej książce wersji Lyncha. Zwłaszcza brakowało istotnej postaci doktora Yueh, a zwłaszcza złamania zabezpieczeń, które miało kolosalne znaczenie. A tutaj potraktowany bardzo po macoszemu, motywacja w ogóle nie przebijała, podobnie jak brakowało szczegółów spisków. A przede wszystkim brakowało postaci Padyszacha lub większego zwrócenia na niego uwagi, bo mało uważny widz nie znający książki, mógł nie zauważyć, dlaczego doszło do walki. Miałem zresztą przez cały seans wrażenie, że jest to dość typowe podejście Zachodu do nazwijmy to “narodów Wschodu” (na Afgańczykach itp przecież wzorowanych). W książce lepiej była opisana kultura Fremenów, bliżej ich naturalnemu wzorcowi, a tutaj miałem wrażenia, że wyciągnęli podręcznik “ruchów bliskowschodnich” i pod to dostosowali postacie. Niezbyt mi się przy tym podobało umieszczenie Bardema jako Fremena. To świetny aktor, ale z tym swoim angielskim i charakterystycznym zaciąganiem pasował tam jak pięść do nosa. Za dużo też było, w szczególności na początku, wyjaśniania jak wygląda świat Diuny, a za mało pokazania. Nie wspominając też o dość sztucznym zestawieniu Harkoonenowi źli, Atrydzi i Fremeni dobrzy. Pierwsza część Diuny też w pewnym sensie tak to przedstawiała, ale w znacznie bardziej wyważony sposób, krytykowała po prostu ludzką zachłanność. Ale pewne kwestie “błędów” są wpisane w samą książkę (np. nie uwierzyłbym, że najważniejsza planeta uniwersum oddana byłaby przez Imperatora władzy jakiegoś rodu – żaden władca nie byłby samobójcą, aby się uzależniać od kogoś).

      Reply
      • SithFrog
        2 listopada 2021 at 12:52
        Permalink

        Stąd mój wstęp. Niespecjalnie lubię prozę Herberta i dlatego film, który robi z niej fajny, (w miarę) lekkostrawny spektakl tak mi się podobał.

        Reply
      • 5 listopada 2021 at 21:19
        Permalink

        Imperator nie miał władzy absolutnej. W filmie raz, góra dwa razy wspomniany jest Landsraad, czyli rada Wielkich Rodów, która była przeciwwagą dla siły Padyszacha. Gdyby Shaddam IV przywłaszczył sobie jedyne źródło przyprawy, wszystkie rody zwróciłyby się przeciwko niemu.

        Reply
        • 5 listopada 2021 at 21:39
          Permalink

          Tak, na etapie fabuły książki nie mógłby sobie ot tak przywłaszczyć zasobów przyprawy, ale ciężko mi sobie wyobrazić, aby we wcześniejszych wiekach doszło do takiej sytuacji, że planetę oddano we władzę rodu. To tak jakby w Polsce pojawiło się źródło antymaterii (wiem, że nie w ten sposób się ją zdobywa, ale to w końcu najdroższy surowiec świata, podaję celem zobrazowania), który nagle okazuje się niezbędny do podstawowych, światowych celów i występuje tylko u nas. Wierzysz, że państwo zgodziłoby się oddać władzę nad tym? Co najwyżej jakaś korporacja mogła by go wydobywać za udział w zyskach, ale nic więcej. A tutaj? Gdyby Harkoonenowie czy Atrydzi nagle by się zbuntowali, to mogłoby się okazać, że nie ma jak ich ukarać, bo statki nie podróżują. Inna kwestia, to nie pamiętam jak to było w książce, ale zakładam, dla logiki świata, że przyprawa stabilizowała podróże międzygwiezdne, a nie była niezbędna do podróżowania w ogóle. Bo w takim przypadku jak ludzie w ogóle mogliby trafić na tę planetę? Ogólnie też nie jestem fanem cyklu Diuny (może za późno ją przeczytałem), ale niewątpliwie Diunie zawdzięczam świetny i rozwijany w wielu fikcyjnych światach (np Warhammerze – i to lepiej niż w oryginale) patent na nieśmiertelnego (a przynajmniej długowiecznego) Boga-Imperatora.

          Reply
  • 26 października 2021 at 14:43
    Permalink

    Recenzje SithFroga są dla mnie bardzo dobrym wyznacznikiem, czy dany film obejrzeć, czy też nie. W większości przypadków moje odczucia pokrywają się niemal 1:1 z opinią autora, toteż czekałem na tę recenzję (tym razem dość szybko udałem się do kina) aby, tak po prostu, przekonać się, czy i tym razem tak będzie. No i potwierdziło się ;). Gdybym sam miał recenzję “Diuny” napisać (gdybym umiał :P) to wyglądałaby niemal słowo w słowo tak jak powyższa.
    Ogólnie film jest lepszy niż oczekiwałem. Wspaniały, wbijający w fotel i budujący klimat dźwięk, piękne kadry, znakomita scenografia (ornitoptery i inne statki “zrobiły robotę”), stopniowe wprowadzanie widza w nowy świat. Aktorsko też w większości znakomicie – Chalamet pasował moim zdaniem idealnie, na duży plus na pewno Isaac, Bardem, Skarsgard. Pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy w trakcie opuszczania sali kinowej, była właśnie ta, że być może obejrzeliśmy pierwszą część dzieła filmowego na miarę “Władcy Pierścieni”.
    Jednak po seansie poczytałem trochę komentarzy w “internetach” i trafiłem na dość skrajne oceny. Z dyskusji/kłótni dało się wyłuskać tyle, że Ci, którzy czytali książkę byli zachwyceni, Ci, którzy nie czytali – zdecydowanie nie. W związku z tym zastanawiam się, czy rzeczywiście “jest sens iść do kina nie znając książek”, czy może jest to film dla fanów powieści? Ja sam czytałem “Diunę” dość niedawno, i choć mnie nie zachwyciła (1. część owszem, ale kontynuacje nie przypadły mi do gustu) to jednak doceniam wierność pierwowzorowi, bez dodatków lub uproszczeń. Wg mnie historia była ukazywana sensownie, stopniowo wprowadzając widza w herbertowską rzeczywistość, dzięki czemu film można obejrzeć bez znajomości książek, ale wiele było głosów przeciwnych, wskazujących na brak odpowiedniego wprowadzenia i przedstawienia postaci. Większość zarzutów dotyczyła tak naprawdę książki, a filmowi dostało się, bo ich autorzy nie znali powieści i nie wiedzieli, że jest to wierne odwzorowanie. Może wypowie się ktoś, kto książek nie zna?

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:42
      Permalink

      Po pierwsze: dzięki za dobre słowo!

      Po drugie: rozmawiałem z dwiema takimi osobami, jedna zachwycona, a druga dała 7/10, bo nie podobało jej się tempo (w kulminacji pojedynek 1 na 1, a nie wielka bitwa) i zakończenie w takim, a nie innym momencie.

      Reply
  • 26 października 2021 at 15:31
    Permalink

    Powiedz mi czy warto jechać specjalnie na seans w imaxie czy zwyczajny seans w kinie daje radę?

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:42
      Permalink

      Warto do IMAXa, zdecydowanie.

      Reply
  • 26 października 2021 at 16:15
    Permalink

    Ja dam 7/10. Minusiki za zakończenie, które wypadło raczej słabo. Za rozwleczenie filmu, można było skrócić kilka scen. Trzeci minus za raczej pustawy świat. Ktoś powie, że przecież to pustynia. No dobrze, ale przywitanie księcia takie biedne. Wystój wnętrz również bardzo minimalistyczny.
    Ponadto relacje między bohaterami są takie ledwie zaznaczone. Np. zachowanie Dr Yuena zdaje się być dla osób nieczytających książki wręcz absurdalne.
    Najbardziej mi się podobały Czerwie i Fremeni totalnie wiarygodnie przedstawieni.

    Reply
    • SithFrog
      26 października 2021 at 16:44
      Permalink

      Jedni narzekają, że za mało world-buildingu, inni, że za dużo, nie dogodzisz 🙂

      Moim zdaniem sens oddawania przy Herberta niemal w całości miałoby tylko zrobienie serialu z budżetem 3x takim jak Gra o tron. Wtedy na przestrzeni 20-30 epizodów po 1h można spokojnie zadbać o niemal każdy element istotny w książce.

      Reply
  • 26 października 2021 at 19:23
    Permalink

    Jak dla mnie jedyna wada to za krótki czas trwania (wolałbym 3*3h) i za mało world-buldingu zwłaszcza gildii i mentatów brakowało + brakowało przynajmniej po jednej scenie dla Yuego i Hawata, rozumiem że nie da się przełożyć Diuny 1:1 ale Gurney dostał scenę treningu Duncan nawet więcej, także z tego co zabrakło to najbardziej żal braku rozwinięcia Yuego i Thufira no i dziwny brak Feyda-Rauthy. Poza tym dziwi mnie fakt braku poruszania mentackich zdolności Paula. Kynes nawet mi nie przeszkadzała chociaż jestem zazwyczaj bardzo wyczulony na polit-poprawność, poza tym dobrze mi się wydaje czy ona w tej adaptacji nie była Lietem? Bo chyba temat przywództwa Fremenów nie był poruszany. A co do wprowadzania do uniwersum to nie wiem bo jeden kumpel myślał po filmie że Diuna to imię/przydomek Paula xD. Ogólnie to dla mnie 9/10. Muzyka wybitna resztę plusów Sith-Frog wymienił

    Reply
    • 27 października 2021 at 08:14
      Permalink

      Słowo Diuna padło chyba tylko raz i to w ustach Barona, więc można było przegapić

      Reply
      • SithFrog
        27 października 2021 at 12:22
        Permalink

        Dokładnie, po spotkaniu z wielebną i swoim heroldem, doradcą czy jak mu tam było.

        Reply
  • 26 października 2021 at 23:45
    Permalink

    Akurat byłam dzisiaj w kinie. Nie czytałam książki, ale nie czułam się jakoś bardzo zagubiona podczas seansu. Ogólnie to całkiem mi się podobał film i pewnie chętnie obejrzę drugą część jak kiedyś wyjdzie.

    Reply
  • 27 października 2021 at 00:14
    Permalink

    Dzięki za recenzję. Na Diunę idę w piątek kompletnie w ciemno. Znaczny wiem, że to kultowa pozycja sci-fi i, że film zbiera pozytywne recenzje ale nie czytałem książki ani nie oglądałem filmu Lyncha. Mam nadzieję, że się nie zawiodę,bo wydaje mi się, że to może być właśnie taki film, którego obecne kino potrzebuje. Przejadły mi się już blockbustery o superbohaterach.

    Reply
    • SithFrog
      27 października 2021 at 12:24
      Permalink

      Tu masz rozmach z blockbustera i ambitną chęć opowiedzenia ciekawej historii o interesujących bohaterach. Powinno się spodobać, a jeśli nie – koniecznie daj znać czemu. Chociaż jak się spodoba to też daj znać. Jestem ciekaw zdania osób, które idą na film będąc 100% tabula rasa.

      Reply
      • 29 października 2021 at 18:11
        Permalink

        Jestem już po seansie i to co mi się podobało opiszę później. Teraz tylko jeden mały zarzut. Rozumiem, że to film Hollywoodzki,a co za tym idzie musi się w nim znaleźć reprezentacja etniczna amerykańskiego społeczeństwa. Podobało mi się to, że obsadę(czarni tubylcy i biali obcy),bo pozwoliło to uniknąć takich absurdów jak czarni Velaryonowie. Tyle, że geografia Arrakas i kultura Fremenów przypomina starożytne/średniowieczne ludy semickie. Tymczasem jedyny nie czarny Fremen jest grany przez Javiera Bardema,czyli Hiszpana. Aż mi się przypomniał Antonio Banderas w “Trzynastym wojowniku” xD

        Reply
        • SithFrog
          2 listopada 2021 at 12:53
          Permalink

          Hahaha, dobre skojarzenie z tym Banderasem. Fakt faktem nikt z Fremenów nie wyglądał “arabsko”, a tego oczekiwałem.

          Reply
      • 29 października 2021 at 21:34
        Permalink

        Teraz już tak na chłodno. Przed seansem “w ciemno” bałem się dwóch rzeczy.
        Pierwsza to taka, że nie zrozumiem neologizmów, które są cechą sci-fi. Jednak twórcy przedstawili to w taki sposób, że przez cały seans mniej więcej rozumiałem kto jest kim i co do czego służy. Jednocześnie nie było to nachalne.
        Drugą rzeczą było to, że idę na pierwszą część. Mam mieszane uczucia co do takich zabiegów,bo z jednej strony trochę mi to przypomina technikę w boksie(którym się interesuję) sprzedawania obietnic zamiast walk. “ta walka jest na przetarcie po dłuższej przerwie”/”to tak dla podtrzymania aktywności”/”organizujemy ją, żeby pięściarz utrzymał się w rankingach” i na koniec “ale następna walka to będzie to na co czekacie”. Z drugiej rozumiem, że jeden film to za mało by realizować tak monumentalne dzieła. Podsumowując bałem się, że dostanę półprodukt, który nie będzie się bronił jako samodzielny film. Na szczęście tak nie było i zakończenie “Diuny” ma ręce i nogi”.
        Moje obawy się nie sprawdziły i film dostarczył mi mniej więcej tego czego oczekiwałem,więc jestem zadowolony i czekam na część drugą.

        Reply
  • 27 października 2021 at 00:23
    Permalink

    Byłem, widziałem, pewnie pójdę jeszcze raz, ale oceniam na 8/10. Więcej nie dam, bo na 8 oceniłem też Blade Runnera, a Diuna nie jest od tamtego filmu lepsza. Zgadzam się z niemal wszystkimi pozytywami z recenzji, ale nie ze wszystkimi. Nie kupiłem przede wszystkim Lady Jessiki. Bardzo lubię Rebeccę Ferguson, uważam, że znakomicie pasuje do tej roli, ale sama rola zupełnie nie zgadza mi się z tym, co zapamiętałem z książki. Filmowa Jessika to roztrzęsiona, wiecznie płacząca histeryczka, a nie potężna czarownica.
    Nie zachwyciły mnie zdjęcia, ale to chyba dlatego, że Deakins we wspomnianym BR2049 po prostu rozwalił system. Tu mamy przepiękne widoki, obłędne modele i scenerie, cudowne kostiumy i wiele bardzo efektownych ujęć, ale chwilami miałem wrażenie patrzenia na… dekoracje. Trochę przeładowane gigantycznymi konstrukcjami, ogromnymi pomieszczeniami i pojazdami oraz pustymi przestrzeniami. Na pustyni to normalne (ale akurat tam dostajemy sceny najbardziej kameralne), ale zabrakło mi trochę “normalności”. Trochę dziwnie wygląda arystokracja roku 10 000, mieszkająca niczym na zamku w Malborku. Łączy się z tym jeszcze jedno. Czy trzeba było pokazać Harkonnenów jako zwierzęta mieszkające w ponurej norze? Koniecznie czarne charaktery muszą mieszkać w domu pomalowanym na czarno i ubierać się na czarno i nawet kąpać w czarnej farbie, a zamiast psów hodować wielkie pająki? I do tego wrzeszczeć na siebie jak prostaki? W końcu handlowali przyprawą, więc stać ich było na dobrą tapetę, ładne dekoracje i golden retrievera.
    Kolejna sprawa to tempo i liczba wizji Paula oraz ujęć w zwolnionym tempie. Spokojnie można było połowę z tego wywalić, a zamiast tego dać parę dodatkowych sekund Yuehowi, dopowiedzieć coś o międzyplanetarnych spiskach, o planie Bene Geserit, fanatykach religijnych (chociaż i tak pewnie nikt nie poważy się na nazwanie krucjaty Paula dżihadem), albo pokazać coś więcej poza ogromnymi budowlami na Arrakis.

    Reszta jest piękna, wciągająca, ciekawa, nie robiąca z widza debila. Ten film daje nam czas, mnóstwo czasu na poznanie bohaterów i lokacji. Nie ma w nim tradycyjnych scen walk, które niczemu nie służą, do minimum ograniczono ekspozycję i napuszone dialogi. Diuna jest przede wszystkim dostojna i monumentalna. Ma przygniatać swoim ogromem i innością. Pojazdy wyglądają po prostu bajecznie. Są zupełnie niepodobne do tego, co widzieliśmy wcześniej w kinie. Podobnie kostiumy, chyba wprost wyjęte ze szkiców koncepcyjnych do Diuny Jodorowskiego. To się po prostu dobrze ogląda i nie nudzi, chociaż Diuna trwa ponad dwie i półgodziny. Wręcz przeciwnie, kiedy przychodzi przedwczesny finał, chciałoby się zrobić jedynie przerwę na rozprostowanie nóg oraz opróżnienie pęcherza i natychmiast wracać, na Arrakis.

    Reply
    • 27 października 2021 at 08:32
      Permalink

      Harkonenowie są jednoznacznie źli i może się to podobać lub nie. Ale jak to razem dobrze wygląda i przede wszystkim spójnie. Odrażająco-mroczno-przepiękne.

      Zgodzę się natomiast że przydałoby się więcej statystów, czy to jakieś ujęcie na tysiące walczących żołnierzy, czy jakąś zatłoczoną uliczkę handlową na Arakis.

      Reply
    • 27 października 2021 at 19:10
      Permalink

      Racja z tymi Harkonnenami, Crow. Książkowy baron był sybarytą, który lubił wygody, dobre jedzenie i młodych mężczyzn. Może ktoś taki na ekranie wypadłby za blado, gdy zabrakło możliwości pokazania jego przewrotności w dialogach? 🙂 Skoro już baron ma się tylko pokazywać od czasu do czasu na ekranie, to uznano widocznie, że musi to być spektakularne 🙂 Ponure, posępne i złowrogie. Lepsze to niż obłąkany szaleniec u Lyncha 🙂

      Reply
  • 27 października 2021 at 00:42
    Permalink

    Z brakiem wad bym się nie zgodził. Ale żeby oddać sprawiedliwość: zdjęcia – lepszych sobie nie wyobrażam – 12 na 10. Obsada – świetna, bez słabych punktów. Wielki plus za przeniesienie niektórych dialogów z książki prawie 1 do 1. Co do wad: muzyka – czasem mniej znaczy lepiej. Były momenty gdy chciałem usłyszeć wiatr pustyni czy szum kosmicznych silników – nie było mi to dane. Muzykę bym wychwalał gdyby okrojono ją o 1/3 minimum, może nawet o połowę. A może nie chodzi o czas trwania lecz to, że momentami przytłaczała. Ja rozumieniem, że taki styl reżysera, ale czasem najwiecej potrafi zdziałać cisza. Drugi, już mniejszy, ale jednak minus – niektóre sceny walki. Ta, która Paul toczy w swojej przyszłości – przepraszam, ale z tymi fikołkami w zbrojach podrasowane Power Ranger. A gdyby Khal Drogo przed śmiercią zabił zaledwie stu, a nie dwustu przeciwników, tez byłoby epicko, a chyba mniej nudno i absurdalnie. To pisząc, film oceniam jako bardzo dobry, 7 na 10 to minimum, wizualnie rozkosz.

    Reply
  • 27 października 2021 at 08:38
    Permalink

    W październiku 2023 roku będzie premiera drugiej części 🙂 Więc chyba włodarze są zadowoleni 🙂

    Reply
    • 27 października 2021 at 10:36
      Permalink

      Pytnie jaki budżet dadzą, bo to będzie znaczyło jak bardzo są zadowoleni

      Reply
    • SithFrog
      27 października 2021 at 12:27
      Permalink

      Widziałem, cieszę się bardzo 🙂

      Reply
  • 27 października 2021 at 11:58
    Permalink

    Film wyważony, przemyślany, zrobiony z szacunkiem dla źródła i pomysłem na realizację. Fajna produkcja, czy na poziomie LoTR to śmiem szczerze wątpić, ale na pewno to jest ten sam gatunek, filmowa epopeja jakich obecnie mało i za to duży plus.

    Nie zachwycam się natomiast zdjęciami, wszystko było owszem duszne, zakurzone i zamglone ale przez to cholernie niewyraźne, zasłonięte ziarnem inponprostu nieczytelne. Albo moje multikino vue ma fatalny projektor. No ostatniej sceny z czerwień w ogóle nie było widać, większość monumentalnych ujęć tak zachwalanych w innych recenzjach na moim seanse była po prostu niewyraźna, nieostra przysypana tym pustynnym pyłem, a w konsekwencji słabo widoczna i na dłuższą metę irytująca.

    Zresztą, ten styl, prześwietlania refleksami Villeneuve uprawiał już i w BR2049 i w Arrival. W Diunie teoretycznie powinno to pasować, ale jednak wolałbym więcej jednoznacznej wizualnie ekspozycji. W ogóle to jest jedyny znany mi reżyser, który potrafi zrobić ciemny i niewyraźny film używając do tego jasnych i ciepłych barw.

    Także ta maniera wizualnego mitomana trochę mi tu przeszkadzała, ale pozostale elementy na miejscu. Bardzo fajny film, dobry na set up dla kontynuacji. Spokojnie mogę dać 7/10, z wyższymi notami bym się wstrzymał – ta historia dopiero będzie.sie rozkręcać, narazie niewielemsie zdążyło wydarzyć.

    Reply
    • SithFrog
      27 października 2021 at 12:45
      Permalink

      Mi się barwy podobały, dzięki temu Arrakis wygląda jak ostatnie miejsce, w którym chciałbym żyć, a nie Tunezyjska Sahara na wycieczkę quadami 🙂

      Reply
  • 27 października 2021 at 23:57
    Permalink

    Byłam już w sobotę, widziałam film piękny, mroczny. Dość dobrze poprowadzony jeśli idzie o tresc, oczywiście trzeba było okroić wszytkich rzeczy dziejacych się w głowie bohaterów czy takich, które łatwo opisać a trudno pokazać trzeba z filmu wywalic, ale film dopracowany i jako całość i imponujący. Barwy filmu utrzymały mroczny klimat ksiazki, dla mnie było celująco.

    Reply
    • SithFrog
      28 października 2021 at 11:38
      Permalink

      Pełna zgoda!

      Reply
  • 28 października 2021 at 08:29
    Permalink

    Mam wrażenie, że film mógłby kończyć się o jedną- dwie sceny później dodając scenę fremeńskiego pogrzebu, która zawsze mnie rusza gdy powracam do czytania Diuny.

    Reply
    • SithFrog
      28 października 2021 at 11:39
      Permalink

      Może od tego zacznie się dwójka?

      Reply
  • 3 listopada 2021 at 13:23
    Permalink

    Obejrzałem, takie 7,5/10. Na pewno niżej oceniam niż Blade Runnera. Myślę, że sporo zależy od oczekiwań i nastawienia. Ja miałem ogromne i w sumie jestem ciut rozczarowany.

    Nie spodobał mi się wątek dr Yueh, gdzie widz nie otrzymał ani pół wskazówki na ewentualną zdradę. Niczego. Do tego typ samodzielnie wyłączył łączność super bazy super rodu na super planecie, a sam atak przedstawił Atrydów jako zupełnych amatorów. Wiem, że w filmie nie da się pokazać wszystkiego i znając powieść można sobie wiele rzeczy dopowiedzieć, ale tutaj zgrzytało mi to strasznie.

    Drugi element to śmierć Kynes. Sama postać super spoko, ale chwilę po tym gdy dowiadujemy się od pewnej siebie dziołszki, że ona jest zespolona z pustynią, okazuje się że dała sie zajść od tyłu na otwartej przestrzeni. Mogli ją zabić w tych tunelach, mogli po prostu podejść z naprzeciwka i załatwić temat przewagą liczebną.

    Z powyższym związane jest też rozczarowanie z fenomenalnego potencjału, który reżyser miał przed nosem i nie skorzystał. Z kombinezonu Kynes wylewa się woda. Pomyślałem sobie, że w filmie PG-13 gdzie nie chcemy epatować tryskającą krwią, moglibyśmy dostać właśnie takie symboliczne uśmiercenie postaci podczas walki, z których wylewa się woda zamiast krwi.
    Zamiast tego dostaliśmy za to przeciętne potyczki za pomocą paralizatorów, którym bliżej było do bicia pałkami demonstrantów przez służby mundurowe. Przez długi czas miałem wrażenie, że na planie nie było nikogo kto wie jak nakręcić fajną scenę walki, ale pod sam koniec dostajemy fantastyczny pojedynek 1 vs 1 więc ta tez jest nieprawdziwa.

    Bardzo chciałem, żeby ten film wszedł i pozamiatał, ale niestety z nadmiaru oczekiwań stałem się bardziej wrażliwy na takie głupotki.

    Nie kupuję też zachwytu nad postaciami. Większość z nich możemy opisać jedną cechą, a film de facto rozwija tylko Jessicę i Paula, a połowicznie jeszcze obrazuje Leto i Duncana. Nic o baronie, jego podwładnych, o imperatorze. O Yueh już pisałem.

    Natomiast cała reszta to ogromny pozytyw. Casting fantastyczny, ci którzy mogli pokazali klasę, ci którzy nie mogli zrobili co było w ich zasięgu. Osobny pean na cześć muzyki, mam wrazenie że jeśli gdzieś Diuna ma być przełomem w kinie, to właśnie w aspekcie audio, strasznie do mnie trafiło.

    Dla równowagi dodam, że moja połówka książki nie zna, szła do kina z nastawieniem na “dłuższego i nudniejszego blade runnera” a siedziała wbita w fotel przez cały seans, a napisy końcowe to chłonęła jak zahipnotyzowana 😀

    Reply
    • SithFrog
      4 listopada 2021 at 13:50
      Permalink

      “Bardzo chciałem, żeby ten film wszedł i pozamiatał, ale niestety z nadmiaru oczekiwań stałem się bardziej wrażliwy na takie głupotki.”

      No overhype to wredne zwierzę, ja tak miałem z Interstellar, im bardziej się nastawisz na coś wow, tym bardziej boli jak okazuje się nie spełniać oczekiwań.

      Reply
      • 7 listopada 2021 at 02:32
        Permalink

        Interstelar to zuo. Nie nie nie. Nie ma startu do Diuny.

        Reply
        • 7 listopada 2021 at 19:07
          Permalink

          Wolałbym codziennie oglądać Diunę Lyncha, niż po raz kolejny męczyć się z Interstellar. Taki to jest fantastyczny film. 😉

          Reply
          • SithFrog
            8 listopada 2021 at 10:32
            Permalink

            Wiadomix!

            Reply
        • SithFrog
          8 listopada 2021 at 10:32
          Permalink

          Zuo i womity!

          Reply
  • 4 listopada 2021 at 02:41
    Permalink

    Jest dobrze, ale jestem daleka od zachwytów. Jak wyżej wspomniano, wordbuilding leży. Brak wzmianki o Dżihadzie Butleriańskim (bawi mnie fakt, jak bardzo Hollywood boi się tego słowa), genezie i istocie mentatów, ledwie zarysowana fundamentalna rola melanżu (o ile pamiętam, zostało tylko napomknięte, że Gildia go potrzebuje). To jak potraktowano Yueha, to bolesny cios, przez który Artydzi wyszli na naiwniaków, a sam Yueh wyskakuje jak królik z kapelusza… Z jednej strony, faktycznie nikt się tego nie spodziewał (mąż obstawiał Hawata), ale to dlatego, że był epizodyczny do bólu, a nie dlatego, że był zaprogramowanym doktorem Suk, którego nikt nie podejrzewał.

    Jessica to trudny temat. Dla osób nieznających Diuny jest najlepszą postacią, bo jest ludzka. Dla mnie? Najgorszą. Nie mogłam zdzierżyć, że z dumnej Bene Gesserit, panującej nad każdym mięśniem swojego ciała, której jedynym niekontrolowanym odruchem było zagryzanie wargi gdy była zamyślona, zrobiono trzęsącą się, płaczliwą mimozę. Rozumiem zamysł pokazania jej matczynej, wrażliwej strony, którą trudno byłoby przedstawić nie mając, jak w książkach, dostępu do jej myśli, ale wyszło karykaturalnie i z samego obrazu nigdy bym nie uwierzyła, jak potężna tak naprawdę jest. Moim zdaniem podejrzenie jej o zdradę mogłoby pomóc w kreacji postaci, na zasadzie, widz tego nie widzi, ale bohaterowie bez wahania wskazują na Bene Gesserit, która mogła tylko odgrywać rolę kochającej matki.

    Niemniej, z seansu wyszłam zadowolona, zachwycona obrazami (mniej muzyką, po opiniach spodziewałam się niewiadomoczego, a to był tylko Zimmer i jego powtarzalne bębny. No, plus za mongolskie zaśpiewy sardaukarów). Kilka dosłownych cytatów się znalazło, Paul jest idealny, Kynes wyszła na plus, Fremeni też, wszelkie pojazdy (ważkowe ornitoptery kupuję z miejsca), i ogólny monumentalizm zachwycały. Już czekam na całą trylogię w wersji reżyserskiej, choćby jedna część miała trwać 4 godziny!

    Reply
    • SithFrog
      4 listopada 2021 at 13:55
      Permalink

      “Brak wzmianki o Dżihadzie Butleriańskim (bawi mnie fakt, jak bardzo Hollywood boi się tego słowa), genezie i istocie mentatów, ledwie zarysowana fundamentalna rola melanżu (o ile pamiętam, zostało tylko napomknięte, że Gildia go potrzebuje).”

      Rozumiem rozczarowanie, ale wszyscy nieznający książki i tak uważają, że sporo jest do przyswojenia. Jakby dorzucili wspomniane elementy to dla nich film mógłby być długą i nudną ekspozycją nieznanego świata. Takie są prawidła ekranizacji i adaptacji. Generalnie zgadzam się poniekąd z tym, ze Diuny nie da się zekranizować dobrze. Tzn. da się, ale niemożliwym jest zebranie na to kasy. Bo najlepszą formą byłby 1-2 sezony po 10-15 odcinków, mini-serial, czasu na rozwój postaci i mnogość wątków, na world-building wiele, ale musiałby być jednocześnie budżet, przy którym ten z Gry o tron to drobniaki. Żeby to wszystko wyglądało i brzmiało.

      A o jakimkolwiek dżihadzie zapomnij, Hollywood dostałoby apopleksji. Zabawne, że nie przeszkadza im w zamian za to krucjata, która oznacza pseudo-religijną masakrę w imię boga, mającą na celu wyłącznie łupienie i ekspansję 🙂

      Reply
      • 7 listopada 2021 at 02:33
        Permalink

        Widz musi mieć podane informacje niezbędne do zrozumienia świata przedstawionego. Przykro mi.

        Reply
  • 7 listopada 2021 at 18:01
    Permalink

    Poszedłem na Diunę do kina dwa dni temu, nie czytając wcześniej książki i nie znając kompletnie tego uniwersum, bo akurat miałem spotkać się z kumplami i oni chcieli na to iść więc stwierdziłem, że czemu nie. I muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę, bo film uważam za świetny i wciągający 🙂 Co prawda na początku seansu zdziwiłem się, że to dopiero pierwsza część, no i musiałem uważnie śledzić wszystkie informacje pojawiające się na ekranie, żeby zorientować się, o co dokładnie chodzi w tej historii, kto z kim walczy i dlaczego, ale trzeba przyznać, że film dosyć ładnie to wyjaśnia i nawet laicy szybko się w tym odnajdą. Oprócz fajnej historii, ciekawi są też bohaterowie (a aktorzy, którzy ich grają, wykonali naprawdę kawal dobrej roboty, wszyscy bez wyjątku – nawet Momoa, którego niektórzy tu krytykowali, moim zdaniem wypadł bardzo fajnie). Świetne zdjęcia, efekty specjalne i muzyka momentami wbijały w fotel 🙂 Zwłaszcza podobały mi się ataki czerwi czy omnitoptery, no i atak na Araki też wypadł bardzo efektownie. Osobiście bardzo podobała mi się też scena, w której Paul i jego matka dzięki Głosowi przejmują kontrolę nad transportującymi ich Harkonenami, a potem po kolei ich wykańczają.

    Ale do tej beczki miodu dodam mimo wszystko łyżkę dziegciu, bo uważam, że pewne kwestie fabularne można było przynajmniej trochę rozwinąć:
    – w jaki sposób dr Yeuh tak łatwo rozbroił wszelkie zabezpieczenia? Zabrakło mi dokładniejszego wyjaśnienia tej kwestii. I czy on naprawdę wierzył, że Harkonenowie puszczą wolno jego żonę? Przecież już sam ich wygląd nie budzi w nich za grosz zaufania więc było wiadomo, że go sprzątną jak tylko przestanie im być potrzebny 😉
    – kim właściwie jest Imperator i czego naprawdę chce? Zabrakło mi pokazania tej postaci i jego motywów, a sądząc po konstrukcji tego świata, jest to jednak ważna postać
    – czy Harkonenowie mają w ogóle jakieś kobiety? 😛 Skoro to ród to powinni mieć jakieś kobiety, a nie było żadnych widać (poza jakąś lekarką, która leczyła Barona)
    – skoro Harkonenowie i te wspierające ich bataliony Imperatora dysponowali potężnymi statkami kosmicznymi, którymi zbombardowali całą bazę Atrydów, mieli też jakieś karabiny to czemu dodatkowo część ich wojsk walczyła w zwarciu za pomocą noży? Ogólnie ten mix walki bronią białą z walką na pociski i rakiety, jakkolwiek wygląda efektownie, nie jest zbyt logicznym rozwiązaniem 😛
    – ta cała Kynes, która niby była wysłanniczką Imperatora i jednocześnie Fremanką, która dobrze znała pustynię, dała się zbyt łatwo podejść od tyłu i zbyt łatwo zginęła

    Ale to parę takich luźnych uwag, bo ogólnie wrażenia po seansie były super i już zastanawiam się czy nie sięgnąć po książkę, żeby poznać lepiej tę historię 🙂 A na drugą część filmu na pewno wybiorę się do kina (tym razem do Imaxa, bo pierwszą część oglądałem w 2D i sądząc po komentarzach, chyba zrobiłem błąd).

    Tak przy okazji – SithFrog, świetna recenzja 🙂

    Reply
  • 9 listopada 2021 at 23:48
    Permalink

    Recenzja bardzo zachęcająca i ocena też. I tak miałam zamiar zobaczyć Diune, jednak tak pozytywne recenzje dodatkowo zachęcają. Obsada jest imponująca, grzechem by było tego filmu nie obejrzeć.

    Reply
  • 10 listopada 2021 at 21:00
    Permalink

    Bardzo dobry film i bardo dobra recenzja. Aż przypominają się najlepsze czasy FSGK, tylko Pquelima szkoda…

    Villeneuve dowiózł bardzo ciężki projekt, film wygląda na to że spokojnie zarobi duże pieniądze i już potwierdzony sequel.
    Właściwie nie wiem, jak można byłoby to lepiej zrobić. Utyskiwanie na źle rozłożone suspensy to imho kwestia gustu, a reżyser trzyma się tak czy siak chronologii pierwowzoru więc nijak mi to nie przeszkadza.
    Znając Diunę z czasów młodzieżowych pamiętam, że wydawała się bardzo trudna, niemalże niemożliwa do ekranizacji filmowej. Pamiętam też próby Lyncha ( która poniekąd dowodziła przytoczonej teorii) oraz serialowe, ostatnią bodaj z przełomu tysiącleci. Nie była kiepska, ale też nie potrafiła odpowiednio przenieść atmosfery i politycznych rozgrywek Arrakis.

    Współcześnie jesteśmy już znacznie mądrzejsi, między innymi o Grę o Tron czy szereg innych epickich opowieści, z LotRem i starwarsami na czele. Niby łatwiej, ale odbiorca bardziej wyposzczony, trudniejszy w okiełznaniu. Nie wystarczy już zachwycić ogromem, poprawić Muzyka i efektami, dorzucić wielkie nazwiska i budżet marketingowy.
    W Diunie jest wszystko, przynajmniej na ten moment. Chwilę wzruszeń i efekty epickie, ale przede wszystkim widać wizję reżysera. Jego klimat, choć bardzo podobny wizualnie (ekspozycja, światło) zdaje się do tej książki doskonale pasować.
    Pierwsza część to głównie set up, podobnie jak połowa (lub więcej) książki. W drugiej Villeneuve wbrew pozorom nie będzie miał łatwiejszego zadania, po prostu zupełnie inne. Kontynuacja winna bowiem skrzyć się od akcji i jej zwrotów, niewiele tam miejsca będzie na budowę charakterów, co najwyżej ewolucję postaci.

    Jak narazie radzi sobie wzorcowo. A mnie wypada kibicować 🙂 dałbym 8 w porywach może nawet 9 na 10.

    Reply
    • 10 listopada 2021 at 21:04
      Permalink

      W reply będzie lepiej:
      To co powyżej zostało napisane po drugim seansie w poście na potrzeby innego forum. Przeklejam tutaj żeby nie wyjść na hipokrytę 🙂

      Reply
    • SithFrog
      21 listopada 2021 at 13:31
      Permalink

      W pełni się zgadzam!

      Reply
  • 10 listopada 2021 at 21:03
    Permalink

    Napisane po drugim seansie na potrzeby innego forum. Przeklejać. Tutaj żeby nie wyjść na hipokrytę 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków