Czytamy Nawałnicę Mieczy #19: Samwell I

Zgodnie z niedawną zapowiedzią, od tej pory będę omawiał “Nawałnicę mieczy” wspólnie z DaeLem. Serdecznie zapraszam do lektury poniższego odcinka, w którym wrócimy za Mur, a dokładniej na Pięść Pierwszych Ludzi, na której nie byliśmy od prologu. To również pierwszy rozdział napisany z perspektywy Sama Tarly’ego. (BT)

Streszczenie

Miejsce akcji: Nawiedzany Las, Pięść Pierwszych Ludzi (w retrospekcjach)

Samwell Tarly z trudem stawia każdy kolejny krok, brnąc przez zaspy. Jest przemarznięty i wyczerpany – czuje, że nie da rady dłużej iść. Musi się zatrzymać… ale wie, że ceną za postój będzie śmierć. Pamięta, że z Pięści zdołało się uratować pięćdziesięciu ludzi, ale teraz zostało ich już mniej. Część zbłądziła w śnieżnej zamieci, niektórzy spośród tych, którzy odnieśli rany, wykrwawili się… jeszcze inni zostali w tyle, skąd od czasu do czasu słychać krzyki. Gdy taki przeraźliwy głos rozległ się po raz pierwszy, Sam zaczął biec. Nadal by tak uciekał, ale zabrakło mu sił. Wie, że nieprzyjaciele podążają śladem jego i jego zaprzysiężonych braci – i że zamierzają pozabijać ich po kolei. Sam ma na sobie wiele warstw ubrań, ale chłód towarzyszy mu nieustannie. Podobnie jak zmęczenie. Nie spał, odkąd usłyszał dźwięk rogu tamtej nocy na Pięści. Chyba że zasnął, idąc. Rozglądając się dokoła, dostrzega pomarańczowy blask pochodni. Żagwie otaczają go ze wszystkich stron. To pierścień ognia lorda dowódcy Mormonta. Tych, którzy znajdą się poza nim, czeka straszny los. Poprzedniego dnia Sam poprosił o taką pochodnię. Gdyby miał przy sobie jej płomień, nie byłoby mu tak zimno. Usłyszał jednak, że już wcześniej dostał żagiew, ale wypadła mu z rąk i zgasła na śniegu. Sam uważa, że jest słaby i zbędny.

Modli się do Matki, prosząc o litość. Wspomina swoją własną matkę, a także siostry i brata. Są na południu, w Horn Hill, gdzie nic im nie grozi. Jego matka nie może go usłyszeć. Tak samo jak Matka Na Górze. Myśli, że władza Siedmiu kończy się na Murze. Błaga o zmiłowanie wszystkich bogów, starych i nowych, a nawet złe moce. Powraca do niego wspomnienie, w którym Maslyn, jeden z braci Nocnej Straży, także błagał o zmiłowanie. Rzucił przed siebie miecz, zdjął rękawiczkę i wyciągnął ją przed siebie niczym rycerską rękawicę, chciał się poddać. Ale upiór, który stał przed nim, zupełnie na to nie zważał. Gdy nieumarły chwycił Maslyna, jego głowa niemal oderwała się od karku.

Albert Bierstadt (1830 – 1902), “The Snow Mountain” (Wikimedia Commons).

Sam potyka się o ukryty pod zwałami śniegu korzeń. Padając, przegryza sobie język. Próbuje wstać, chwytając się za gałąź, ale nie jest w stanie. Postanawia, że zamknie oczy i zostanie tam, leżąc na ziemi. Przecież nie będzie czuł większego chłodu niż wcześniej. A potem nie będzie czuć już nic. Nie umrze jako pierwszy. Na Pięści zginęło kilkuset ludzi. Później odeszli kolejni. Pocieszeniem Sama jest to, że nikt nie zarzuci mu, że nie wypełnił swojej przysięgi. Jestem grubasem, mięczakiem i tchórzem, ale wykonałem zadanie – myśli.

Jego zadaniem było wysłanie listów za pośrednictwem kruków. Pamięta, że lord dowódca wyraźnie to podkreślił, gdy tylko przybyli na Pięść – Mormont powiedział mu, że nie jest wojownikiem. W trakcie walki Sam miał zająć się krukami, a nie starać się pokazać, że wcale tak nie jest. Gdyby doszło do ataku na obóz, musiał powiadomić Czarny Zamek i Wieżę Cieni. Teraz lord dowódca nie ma powodu, by się na niego gniewać. Sam zdołał to uczynić. To jego pocieszenie. Nie chce umierać. Ale przecież poległo tylu ludzi. Ludzi lepszych od niego.

Powraca kolejne wspomnienie. Tamtej nocy Sama obudziły rogi. Po obozie biegali ludzie, przygotowując się do obrony. Niedaleko Sama stał Chett. Gdy róg rozbrzmiał po raz trzeci, na twarzy byłego zarządcy malowało się przerażenie. Sam chciał, by Chett pomógł mu z krukami, ale ten natychmiast uciekł. W ręku miał sztylet.

Samowi udało się chwycić dopiero czwartego kruka. Trzy uciekły, gdy tylko otworzył klatkę, w której siedziały kruki zabrane z Czarnego Zamku. Po chwili także czwarty ptak mknął pośród spadających płatków śniegu – ale do jego nogi był przytwierdzony list. Wkrótce dołączył do nich kruk niosący wiadomość do Wieży Cieni. Teraz Sam mógł zacząć się przygotowywać. Ubrał się i schował do tobołka swoje rzeczy, w tym stary róg znaleziony przez Ducha i obsydianowe groty. Nie wiedział, co powinien zrobić.

Caspar David Friedrich (1774 – 1840), “Poranna mgła w górach” (Wikimedia Commons).

Gdy chodził po obozie, zauważył oddział z Wieży Cieni, który tworzyli ludzie uzbrojeni w topory i długie włócznie. Postanowił udać się za nimi za mur pierścieniowy, gdzie stał szereg braci z Nocnej Straży. Równolegle do wyznaczanej przez nich linii jeździł ser Mallador Locke. Łucznikami dowodził Blane. Ludzie z Wieży Cieni stali z napiętymi łukami, wpatrując się w ciemność. Gdy tylko dało się dostrzec, że coś się zbliża, Blane dał rozkaz i wypuszczono strzały. Obrońcy zakrzyknęli z radości. Ale radość nie trwała długo. Nieprzyjaciele wcale się nie zatrzymali. Wyłaniali się spośród drzew, czołgali się po ziemi, już niemal wspinali się na mur.

Samwell pamięta, że podczas ataku było przeraźliwie zimno. W porównaniu z tamtym chłodem, śnieg, w którym teraz leży, jest prawie ciepły. Sam czuje się trochę lepiej. Wstanie. Ale jeszcze chwilę odpocznie. Mijają go ludzie na koniach. Chciałby też mieć konia, ale wie, że większość wierzchowców zginęła na Pięści, a te, które się uratowały, są przeznaczone do niesienia rannych i zapasów. Myśli, że jest największym tchórzem w całym Westeros. Wiedział to jego ojciec, lord Randyll Tarly. To dlatego znalazł się na Murze. Czy Dickon, jego młodszy brat, zapłacze, gdy do Horn Hill przyjdą wieści o śmierci Sama? Wątpi w to. Lord Randyll zawsze mówił, że nad tchórzami się nie płacze. Przypuszcza, że Mormont również tak uważa.

Raz jeszcze wracają wspomnienia. Gdy łucznicy bronili muru pierścieniowego, nadjechał lord dowódca i wydał rozkaz, by podpalać strzały. Widząc Sama, krzyknął, by wracał do kruków. Sam wyjaśnił, że wysłał już wiadomości. Mormont polecił mu wracać w głąb obozu, gdzie stały klatki z ptakami. Miał być gotowy, gdyby konieczne było wysłanie kolejnych listów. Sam postanowił, że najlepiej będzie przygotować krótkie wiadomości z wyprzedzeniem. Gdy pisał, do jego uszu nieustannie dobiegały krzyki i odgłosy walki. Wiedział, że sytuacja staje się coraz gorsza. Więc pisał, że zostali zaatakowani, ale udało im się powstrzymać szturm dzięki płonącym strzałom; że utrzymali Pięść; że walka wciąż trwa; że odparli upiory; że są otoczeni. Widział, że dokoła ogromnego ogniska w środku obozu zgromadzili się jeźdźcy – odwody, które miały ruszyć do szarży, gdyby obrona na murze została przerwana. Słyszał krzyki, że zbliża się olbrzym. A może niedźwiedź. Napisał o tym w kolejnym liście. Wróg wdarł się do obozu. Pisał dalej. Oddział konnych uzbrojonych w żagwie ruszył do ataku. Pisał, pisał i pisał. Mormont się broni. Wygrali. Wygrywają. Walka trwa. Wyrwali się z okrążenia i wracają na Mur. Są oblegani na Pięści. Przegrali. Wszystko stracone.

Albert Bierstadt (1830 – 1902), “Mount Brewer z kanionu King’s River” (Wikimedia Commons).

Sam chciałby o tym wszystkich zapomnieć. Czuje, że ktoś nim potrząsa i mówi mu, żeby wstał, by inaczej umrze. To Grenn. Przechodzący nieopodal człowiek z pochodnią radzi, by zostawić leżącego. Grenn próbuje go podnieść. Udaje mu się postawić go na nogi, ale Sam natychmiast z powrotem siada. Grenn zaczyna go kopać, krzycząc, by się podniósł. Sam dziwi się, że to robi – przecież uważał Grenna za przyjaciela. Dlaczego nie pozwoli mu odpocząć? I umrzeć? Nagle zjawia się ktoś jeszcze i mówi, że będzie niósł Sama. Ten czuje, że unosi się w górę. Widzi przed sobą twarz Małego Paula. Sam prosi, by go zostawili, ale Mały Paul idzie dalej, a z nim Grenn, który każe mu myśleć o czymś przyjemnym. Albo śpiewać. Samwell nie może sobie przypomnieć żadnej piosenki, więc Grenn zaczyna śpiewać Niedźwiedzia i dziewicę cud. Sam błaga go, by przestał. Przypomina mu o niedźwiedziu na Pięści. Mały Paul chce, by Sam dał mu kruka. Chett obiecał, że dostanie takiego ptaka. Sam wyjaśnia, że nie ma już kruków.

Sam pozwolił im odlecieć, gdy na Pięści rozległ się sygnał wzywający do wsiadania na konie. Dopiero później uświadomił sobie, że żadnemu nie przyczepił wiadomości. Wszędzie dokoła ginęli ludzie z Nocnej Straży, a upiory przechodziły przez mur. Sam uciekał, aż znalazł się przy ognisku. Bronił się tam oddział łuczników. Ser Ottyn Wythers klęczał, wpatrując się w rzeź dokoła. Nadbiegł jakiś koń bez jeźdźca i zmiażdżył twarz starego rycerza. W jakiś sposób Sam wsiadł na konia. Nie wiedział, jak się znalazł na jego grzbiecie, ani czyj to był koń. Sam podjechał do Edda Tolletta, który również siedział na wierzchowcu. Podobnie jak wielu innych braci. Thoren Smallwood poinformował Mormonta, że nieprzyjaciel wdziera się przez mur od zachodu. Dowódca zwiadowców zamierzał wesprzeć obrońców, włączając do walki odwody. Stary Niedźwiedź się na to nie zgodził. Rozkazał, by uformowano klin, który zjedzie od południa. Wtedy z ciemności wyłonił się niedźwiedź. Thoren Smallwood zaszarżował. Prawie udało mu się ściąć łeb nieumarłego zwierzęcia. Ale niedźwiedź zdołał pozbawić go głowy.

Mormont wydał rozkaz, by ruszyć naprzód. Klin jeźdźców zjechał w dół stromego zbocza. Koń przerażonego Sama przeskoczył nad murem. Wszędzie dokoła konie potykały się i padały na ziemię. Upiory rozszarpywały każdego, kogo zdołały chwycić. Jeźdźcy, którym udało się przebić, wpadli do lasu. Gdy Sam jechał wśród drzew, ktoś wyskoczył z mroku i zrzucił go na ziemię i zabrał jego konia. Znacznie później i wiele mil dalej, Mormont zebrał ludzi i rozdysponował zapasy pomiędzy wierzchowce, które im zostały. Umieścił na nich także rannych. Powstał pierścień ognia i grupa ruszyła naprzód. Sam szybko znalazł się na jej tyłach.

Andreas Edvard Disen (1845 – 1923), pejzaż z Merkedalen w górach Jotunheimen (Wikimedia Commons).

Teraz również tak się dzieje. Mały Paul zaczyna się męczyć. Mijający ich ludzie z pochodniami radzą, by zostawili Sama i szli dalej. Po pewnym czasie Grenn orientuje się, że znaleźli się poza pierścieniem. W końcu Mały Paul nie jest w stanie dłużej nieść Sama i kładzie go na śniegu. Są daleko za kolumną. Nie widzą już innych pochodni, a ta, którą niesie Grenn, nie może starczyć na długo.

Nagle słyszą, że ktoś się zbliża. Czują ulgę, widząc, że to jeździec. Nim mija moment, ulga zamienia się w przerażenie. Koń jest nieumarły. Na jego grzbiecie siedzi Inny. Grenn próbuje go odpędzić przy pomocy żagwi, ale Inny jest szybszy. Tnie lśniącym niebieskim blaskiem mieczem w pochodnię. Rozlega się przeszywający dźwięk i ogień gaśnie. Grenn trzyma tylko kijek. Rzuca nim w przeciwnika. Sam stracił miecz na Pięści, więc teraz dobywa sztyletu. Do ataku rusza teraz Mały Paul, ściskający w dłoniach topór. Inny wymija cios i przebija Paula swoim ostrzem. Gdy Paul pada na ziemię, pod jego ciężarem miecz wypada się z ręki Innego. Samowi wydaje się, że słyszy głos lorda Randylla, ser Allisera i innych osób. Jest tchórzem. Zastanawia się, czy jako upiór też będzie niezdarny. Słyszy głos Jona, który zachęca go do działania. Z zamkniętymi oczami rusza, a raczej upada, na Innego. Otwierając oczy, widzi, że obsydianowe ostrze wbiło się w gardło przeciwnika. Inny usiłuje je wyrwać, ale w kontakcie z obsydianem jego palce zaczynają dymić. Inny się topi. Zbroja spływa mu po ciele. Potem samo ciało zaczyna się rozpuszczać. Wkrótce zostają tylko kości – białe jak mleczne szkło. I one wkrótce się topią. Grenn chwyta sztylet, by go podnieść, ale jest tak zimny, że musi go wypuścić. Sam przypomina sobie, że obsydian nazywa się smoczym szkłem. Śmieje się. Płacze. Wymiotuje na śnieg. Potem proponuje, by od tej pory to Grenn niósł sztylet. Nie jest takim tchórzem jak on. Grenn odpowiada, że z Sama taki tchórz, który zdołał zabić Innego. Zauważa, że pomiędzy drzewami przedziera się różowy blask. Zbliża się świt, który wskaże im drogę na wschód. Mają szansę dołączyć z powrotem do kolumny. Sam obiecuje, że teraz będzie się starał. I rusza naprzód.

Postaci występujące w rozdziale
  • Samwell Tarly (POV)
  • Jeor Mormont
  • Thoren Smallwood
  • Mallador Locke
  • Ottyn Wythers
  • Maslyn
  • Blane
  • Dywen
  • Chett
  • Grenn
  • Mały Paul
  • Eddison Tollett
  • Inny
Kto zginął w rozdziale?
  • Thoren Smallwood
  • Ottyn Wythers
  • Maslyn
  • Mały Paul
  • około dwustu pięćdziesięciu członków Nocnej Straży
  • Inny
Ważne informacje
  • Obóz Nocnej Straży na Pięści Pierwszych Ludzi został zaatakowany przez upiory. Poległo około dwustu pięćdziesięciu braci z Nocnej Straży, około pięćdziesięciu zdołało się przedrzeć razem z lordem dowódcą.
  • Zwykła broń nie zdaje się na wiele w walce z upiorami. Można je pokonać przy pomocy ognia.
  • Inni są w stanie wskrzeszać nie tylko ludzi, ale również zwierzęta.
  • Sam nie wie, że zginąłby z ręki Chetta, gdyby nie atak upiorów.
  • Edda Cierpiętnika nie opuszcza charakterystyczne poczucie humoru – w czasie ataku na Pięść prosi Sama, by go obudził, bo śni mu się właśnie okropny koszmar.
  • Sam zabrał ze sobą znalezione przez Ducha obsydianowe groty oraz stary róg.
  • Sam zdołał wysłać kruki z wiadomością o ataku do Czarnego Zamku i Wieży Cieni. Do zamków nie dotrą jednak żadne szczegóły, gdyż Sam wypuścił kolejne ptaki, zanim przyczepił im listy.
  • Spisek Chetta pozostał niewykryty.
  • Sam i Grenn nie zwrócili uwagi na słowa Małego Paula o ukrytych zapasach i obietnicy Chetta, że otrzyma kruka Mormonta.
  • Sam sądzi, że Grenn przyjaźni się z nim tylko ze względu na Jona. Ten ostatni zaginął i Sam przypuszcza, że nie żyje.
  • Innych można zabić ostrzem z obsydianu, czyli smoczego szkła.
Albert Bierstadt (1830 – 1902), “Szczyty w Górach Skalistych” (Wikimedia Commons).
Nawiązania i podobieństwa do innych utworów
  • Śmierć Thorena Smallwooda może być nawiązaniem do Bitwy Pięciu Armii, w czasie której niespodziewanie zjawiający się niedźwiedź wynosi rannego Thorina Dębową Tarczę z pola walki. Na Pięści jest odwrotnie, Thoren zostaje zabity przez niedźwiedzia.
  • Scena, w której Sam opisuje w kolejnych listach przebieg starcia, a jego słowa stają się coraz bardziej dramatyczne, przypomina opis ataku orków na krasnoludy zapisany przez Oriego w Księdze Mazarbul.
Komentarz

W pierwszym rozdziale Sama Martin doskonale łączy suspens i tajemnicę. Opis ataku na Pięść Pierwszych Ludzi mógłby po prostu stanowić osobny rozdział, jednak przekazując czytającym informacje o przebiegu zdarzeń w takiej formie – w przeplatanych teraźniejszością retrospekcjach – autor buduje napięcie i sprawia, że ciekawość czytelników nieustannie rośnie. Ten proces rozpoczyna się jeszcze zanim padnie pierwsze zdanie rozdziału Sama, gdyż pierwsze wskazówki dotyczące strasznego losu, jaki spotkał wyprawę Mormonta, pojawiają się w rozdziale Jon II, który w książce od rozdziału Samwella oddzielają dwa inne. Dowiadujemy się wówczas, że ludzie Mance’a Raydera zastali Pięść opuszczoną i nie znaleźli ani jednego ludzkiego ciała, ale na ziemi leżały liczne martwe konie. W tym rozdziale stopniowo otrzymujemy kolejne informacje. Od początku możemy się domyślać, że miała miejsce jakaś katastrofa. W miarę jak wydarzenia z teraźniejszości przywołują w umyśle Sama kolejne wspomnienia, poznajemy kolejne etapy klęski Nocnej Straży na Pięści. Oprócz tej tajemnicy w rozdziale mamy również do czynienia z suspensem – wiemy, że położenie Sama i innych ocalałych jest nadal bardzo ciężkie. Ich śladem podążają Inni i upiory. Nie wiemy, czy Sam przeżyje – co więcej, nie wiemy, czy w ogóle będzie chciał przeżyć. To, czy Samowi wróci wola życia, jest kolejną niewiadomą. Pod tym względem ten rozdział przypomina inny rozdział Nawałnicy mieczy – ten, w którym po bitwie na Czarnym Nurcie Davos zostaje wyrzucony na niewielką wysepkę. Tak jak Sam, Seaworth przechodzi wewnętrzną przemianę – od zrezygnowanego człowieka, który pragnie tylko umrzeć, do kogoś, komu wróciła wiara w sens życia.

Pierwszy rozdział Samwella pokazuje nam również jak wielkim zagrożeniem są Inni. Jednocześnie dowiadujemy się, że tajemniczy wróg nie jest niezwyciężony – jego słabością jest obsydian. Powrót nadziei podkreśla blask, który w ostatniej scenie przedziera się przez splątane i ośnieżone gałęzie drzew w Nawiedzanym lesie – blask świtu.

Warto również wspomnieć, że napisany z punktu widzenia Chetta prolog, który otwiera zarówno całą Nawałnicę mieczy, jak i wątek wyprawy Mormonta, zaczyna się od sceny, w której bracia z Nocnej Straży wracają z nieudanych łowów właśnie na niedźwiedzia. Teraz to niedźwiedź przychodzi do obozu na Pięści – nieumarły niedźwiedź, którego oczy są jak niebieskie gwiazdy. Można go uznać za obraz całej wyprawy zwiadowczej Mormonta – Nocna Straż znalazła to, czego szukała (wiedzę o Innych i upiorach), ale zapłaciła za to straszliwą cenę.

-->

Bluetiger

Zainteresowania: Legendarium J.R.R. Tolkiena; twórczość George'a R.R. Martina; historia i literatura - zwłaszcza średniowieczna - Wysp Brytyjskich i Skandynawii; mitologie i języki. Proszę o podchodzenie z rezerwą do informacji, którymi dzielę się w swoich tekstach, gdyż nie jestem ekspertem. Staram się, by przekazywane treści były poprawne, ale mogą wkraść się błędy.

Kilka komentarzy do "Czytamy Nawałnicę Mieczy #19: Samwell I"

  • 22 maja 2021 at 14:49
    Permalink

    Mogłoby być trochę mniej streszczenia, a więcej własnych przemyśleń i ciekawostek, ale ogólnie spoko. Dzięki.

    Reply
  • 22 maja 2021 at 16:39
    Permalink

    Całkiem ciekawe omówienie rozdziału 🙂 a tak swoją drogą, to jak dokładnie wygląda ten cały mur pierścieniowy na Pięści? Bo nie spotkałem się z takim rodzajem fortyfikacji.

    Reply
    • 30 maja 2021 at 19:47
      Permalink

      Wydaje mi się, że forty pierścieniowe (ang. ringforts) Pierwszych Ludzi, takie jak ten na Pięści, są podobne do tych, które powstawały w Irlandii.

      Reply
  • 22 maja 2021 at 17:29
    Permalink

    Jest to chyba jeden z najlepszych rozdziałów w Nawałnicy. To jak odsłaniany jest rozmiar klęski połączone z załamaniem się Sama to majstersztyk. Co chwilę dostajemy jakąś iskierkę nadziei (płonące strzały, obwody Mormonta, szarża Thorena, pomoc dla Sama), która błyskawicznie jest gaszona i tylko pogłębia obraz tragedii. Aż do zakończenia, które nie dość że jest zaskakujące, to jeszcze pozostawia płomyk nadziei, że uda się przeżyć. Aż czytelnik cieszy się z tego promyku porannego słońca.

    Reply
  • 22 maja 2021 at 18:30
    Permalink

    Dziękuje za kolejne czytaje, widać ze włożyłeś sporo pracy.

    Po przeczytaniu tesktów szefa, Twojego i tej Pani co zaczęła cykl -> moim zdaniem ona była najlepsza w czytaje:)

    Reply
    • 22 maja 2021 at 19:45
      Permalink

      E tam, najlepsza 😀 imho Bluetiger wkłada całe serce w swoje teksty i wie o wiele więcej o nawiązaniach 🙂

      Reply
      • 22 maja 2021 at 20:03
        Permalink

        To brzmi jak tekst w stylu „uwaga uwaga jestem bardzo skromna! Ps mów mi, mów mi więcej” 🙂

        Uwielbiam ta serie, z wielu powodów. Najlepiej czytało mi się Twoje teksty, ale od szefa i tego drugiego tez mi się dobrze czyta. Każdy ma swój styl i to jest na plus.

        Jak nie znoszę otrzymywać prezentów to taka książeczkę z wydrukowanymi czytajami przyjąłbym z radością. To byłby idealny prezent dla mnie.

        Jadę pociągiem wyciągam zredagowane i wydrukowane dla mnie czytaje -> budzę zainteresowanie towarzyszy podróży -> pytają co to ->
        „Jedyny w swoim rodzaju egzemplarz gry o tron wydrukowany tylko dla mnie” – odpowiadam, ukrywając erekcje.

        „Prostując” – zawsze mam erekcje jadąc pociągiem.
        Tym razem jednak mógłbym być podniecony nie tylko podróżą najwspanialszym środkiem transportu.

        A tak serio to tylko gupie żarty z mojej strony, ale czytaje mógłbym mieć

        Reply
  • 26 maja 2021 at 10:14
    Permalink

    świetny odcinek! czekam na kolejne części czytadła

    Reply
  • 30 maja 2021 at 19:42
    Permalink

    Dziękuję za wszystkie miłe słowa!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków