Weźmisz czarno kure (Andrzej Pilipiuk)

Pierwsze dwa tomy przygód wojsławickiego egzorcysty wywołały we mnie mieszane odczucia. Jak zapewne pamiętacie z recenzji, chwaliłem pomysł na fantastyczną postać głównego bohatera, a także bogactwo przesiąkniętego klimatem lat 80. i 90. świata. Wskazywałem wszakże na bardzo poważne problemy jakimi były odpowiednio słaby warsztat pisarza (w tomie pierwszym), tudzież nieumiejętne prowadzenie dłuższych wątków fabularnych (w tomie drugim). Z tym większą radością odnotowuję, że “Weźmisz czarno kure” to znaczący krok naprzód i najlepsza z dotychczas opisywanych przeze mnie książek o Jakubie Wędrowyczu. Niestety zapowiada się na to, że następne tomy poczynią krok wstecz… ale nie uprzedzajmy faktów.

“Weźmisz czarno kure” to zbiór dziewiętnastu krótkich opowiadań. Żadnych nowelek, ani tym bardziej powieści. I bardzo dobrze! Podtrzymuję to, o czym wspominałem wcześniej. Nie wiem czy to problem samego Pilipiuka, czy może po prostu skutek używanego w książce bardzo specyficznego humoru, ale Wędrowycz w dłuższej formie po prostu nie zdaje egzaminu. Najprzyjemniej czyta się te drobne, urokliwe scenki z egzorcystą, jego potyczki z milicją czy sąsiadami, reakcje na pojawianie się sił nadprzyrodzonych, albo w końcu zeznania w sądzie. A zatem w przypadku omawianej dziś książki sama przyjęta formuła wyeliminowała najpoważniejszy problem “Czarownika Iwanowa”.

Jakub pociągnął bimbru z manierki, aby rozjaśnić sobie umysł. Milicjanci zaraz mu ją odebrali.
– Co było w tym bidonie? – zaciekawił się sędzia.
– Bimber – wyjaśnił milicjant, wąchając z wyraźnym obrzydzeniem zawartość.
– Czy oskarżony może nam wyjaśnić pochodzenie tego przedmiotu?
Jakub mrugnął kilkakrotnie oczami.
– Nie wysoki sądzie.
– Na pewno nie?
– Wrogowie podrzucili, aby mnie skompromitować.
—Weźmisz czarno kure—

Ogromnym plusem “Weźmisz…” i powodem dla którego książka ujęła mnie już pierwszymi opowiadaniami, jest także pogłębienie obrazu wojsławickiego świata. Tym razem będziemy obserwować scenki z różnych etapów życia Jakuba (i nie tylko Jakuba), bez jakiejkolwiek ciągłości chronologicznej. Przy okazji wyjaśnią się przeróżne wojsławickie tajemnice. Dowiemy się między innymi skąd wzięły się u Jakuba zdolności paranormalne i jakie sekrety skrywa jeden ze znajomych egzorcysty – Józef Paczenko (przyznam, że byłem tym mile zaskoczony, drugi okoliczny bimbrownik to postać równie ciekawa jak Wędrowycz). Ba, dowiemy się nawet o okolicznościach pewnej śmierci z upojenia alkoholowego, o której słyszeliśmy króciutką wzmiankę w “Czarowniku Iwanowie”.

Siedem problemów z czasów okupacji i okresu utrwalania władzy ludowej spoczywało w jego ogrodzie i wąchało kwiatki od spodu. Problemy miały rany od broni palnej, siecznej i nie żyły. Trochę problemów zakopano w stodole.
—Weźmisz czarno kure—

Muszę wszakże wspomnieć, że mój entuzjazm zaczął stygnąć w połowie książki. Jakoś tak się niefortunnie złożyło, że najzabawniejszy materiał znajduje się głównie na początku, a im dalej w las, tym więcej opowiadań z żartami mocno wymuszonymi. To pewnie kwestia bardzo subiektywna, ale po prostu czytając o rzucaniu w akcie zemsty klątwy na kombajny i traktory parskałem ze śmiechu, ale już opis bimbrownictwa na Titanicu nie wywołał nawet poruszenia w kącikach ust. Jakub najbardziej urzeka, gdy siedzi w Wojsławicach (albo Starym Majdanie), użera się z milicją/policją i walczy z paranormalnym paskudztwem. To jego powołanie, pisarz nie powinien o tym zapominać. Na szczęście poza pojedynczymi wyprawami do Moskwy, tudzież światów równoległych, Wędrowycz trzyma się “starych śmieci”.

W kilku miejscach miałem też wrażenie, że Pilipiuk zlepia dwa średnio pasujące do siebie pomysły w jedno opowiadanie. I tak chociażby w “Parku Jurasickim” mamy wątek mutantów popromiennych – sam w sobie ciekawy – który zostaje gwałtownie ucięty, po czym pisarz kieruje opowieść na zupełnie inne tory. To oczywiście drobiazg, ale rzuca się w oczy.

Okładka książki.

Z obowiązku wspomnę o jeszcze jednym problemie. Otóż jestem z zasady przeciwnikiem wszędobylskiej politycznej poprawności. Rozumiem, że istnieją fora, na których swoboda ekspresji musi być ograniczona przez wzgląd na osoby trzecie (dajmy na to – małoletnich), ale uważam jednocześnie, że współczesna kultura popularna wchodzi w fazę przewrażliwienia. A ja lubię, gdy twórcy satyry uprawiają swoistą obrazoburczość, gdy podchodzą bez pokory do tematów tabu, bez względu na to, w którą stronę sporu politycznego czy ideowego to akurat godzi. Tyle, że nawet ja byłem zażenowany gdy w opowiadaniu “Reprywatyzacja”, Pilipiuk kilka razy powtórzył pewien kontrowersyjny żarcik na temat homoseksualizmu i AIDS. Cóż, za pierwszym razem może miało to jeszcze rację bytu, ale przy drugim czy trzecim powtórzeniu już nie śmieszyło, a wyglądało raczej kiepsko.

I pewnie można by się było jeszcze do kilku rzeczy przyczepić. Ale jak dotąd “Weźmisz czarno kure” było tą częścią przygód egzorcysty-bimbrownika, którą czytało mi się najszybciej i najprzyjemniej – co znajdzie swoje odzwierciedlenie w ocenie. A co będzie dalej – zobaczymy za kilka tygodni, gdy “zmęczę” kolejny tom, czyli “Zagadkę Kuby Rozpruwacza”.

-->

Kilka komentarzy do "Weźmisz czarno kure (Andrzej Pilipiuk)"

  • 9 września 2018 at 18:52
    Permalink

    Daelu, skoro wspomniałeś nam jak ciekawą postacią był Józef Paczenko, to może to świetny pomysł, aby zrecenzować inny cykl Pilipiuka, “Norweski dziennik”, gdzie głównym bohaterem jest wnuk Józefa, Tomek. Niemałą rolę odgrywa tam także Maciek Wędrowycz, wnuk Jakuba. Seria, zwłaszcza trzeci tom, ujawniają nam ciekawe informacje na temat gatunku, z którego pochodzą Józef oraz jego wnuk.

    Reply
    • DaeL
      9 września 2018 at 19:14
      Permalink

      Dzięki za rekomendację. Jak skończę Wędrowycza, to na pewno się zapoznam.

      Reply
      • 9 września 2018 at 23:50
        Permalink

        Dokładnie, również chciałem zaproponować Norweski dziennik. A jak dobrniesz do konca to i sam Wędrowycz sie tam pojawi. 🙂

        Reply
  • 10 września 2018 at 18:05
    Permalink

    Dael, promujesz pisowca Pilipiuka? Nigdy nie kupię jego książek z powodu faszystowskich poglądów i fajnie by było, gdyby podobnie postępowała rozsądna część społeczeństwa…

    Reply
    • 10 września 2018 at 18:54
      Permalink

      dlaczego? niech może każdy czyta to na co ma ochote, ok? dyskryminacja ksiazki ze wzgledu na jakies poglady prywatne autora jest smieszna. zawsze przed sięgnięciem po jakąś książkę sprawdzasz autora, jakiej partii politycznej jest fanem? xD

      Reply
    • DaeL
      11 września 2018 at 11:54
      Permalink

      Zacząłbym od tego, że Pilipiuk nie ma faszystowskich poglądów. Ba, co tam mówienie o faszyzmie, ja myślę, że on nie jest nawet nacjonalistą. Nie jestem ekspertem od jego światopoglądu, ale z tego co potrafię wyczytać z wypowiedzi pisarza (tudzież jego dość rachitycznej kariery samorządowo-politycznej) to jest on raczej prawicowym libertarianinem. O ile więc nie używamy (niestety popularnej w niektórych kręgach) definicji faszyzmu jako każdej ideologii na prawo od Trockiego, no to jednak taka charakterystyka jest nie na miejscu.

      Ale zostawmy ten faszyzm nieszczęsny i przejdźmy do clou Twojego pytania, czyli kwestii sensu recenzowania czy w ogóle czytania książek faceta, który ma radykalne poglądy, jest poza politycznym mainstreamem i ogólnie może nam z różnych powodów politycznie nie odpowiadać. Otóż w ogóle nie podchodzę do literatury w ten sposób. Uważam, że (wyjąwszy jakieś naprawdę skrajne przypadki, które mi do głowy teraz nie przychodzą) poglądy polityczne mogą dane dzieło wykluczać tylko wtedy, kiedy aktywnie sabotują jego wartość literacką. Ale jeśli ktoś potrafi z własnych przekonań politycznych umiejętnie skorzystać (zazwyczaj wymaga to odrobiny dystansu i autokrytycyzmu), to książka czy film mogą na tym skorzystać. Świetnym przykładem jest Alan Moore – prywatnie (i politycznie) kompletny świr, ale jednocześnie jeden z najwybitniejszych twórców komiksowych naszych czasów.

      Reply
      • 18 września 2018 at 21:11
        Permalink

        Daelu – można oczywiście przyjąć taką interpretację, że liczy się tylko literatura i nie zwracamy uwagi na poglądy pisarza. Do pewnego stopnia to rozumiem, bo cenię Celine’a – ale jednak z perspektywy kilkudziesięciu lat i zupełnie obcego kraju.

        Uważam natomiast, że obecnie w Polsce jesteśmy w o tyle specyficznej sytuacji, że promowanie tego typu ludzi ma dalekosiężne i tragiczne skutki dla nas samych. W Polsce PiS i atmosfera nienawiści oraz nacjonalizmu, podobne tendencje narastające na całym świecie. Trudno dzisiaj przewidzieć, do czego to doprowadzi. Każdy rozsądny człowiek powinien być przerażony. Nie jest przypadkiem, że PiS i podobne grupy radykałów popierane są statystycznie częściej przez ludzi biednych, słabo wykształconych, nie dających sobie rady z rzeczywistością, w typie inceli. To są niebezpieczne tendencje, zbliżające nas coraz bardziej do dyktatury ciemniaków. Nie znam oczywiście twoich poglądów politycznych, ale statystyka dowodzi, że są małe szanse na to, żebyś był pisowcem, korwinistą albo kukizowcem – to daje mi pewną nadzieję.

        Moje osobiste przekonanie jest takie, że tego typu ludzi należy unikać i jeśli to możliwe – izolować. Prowadzę prywatny, całkowity bojkot wszelkich znajomych, którzy mają cokolwiek wspólnego z PiSem, Korwin-Mikke, Kukizem i tego typu politykami, oraz osób wyznających nienawistne poglądy, np w kwestii uchodźców. Jest to bojkot także ekonomiczny. Uważam się za przedstawiciela klasy średniej i sądzę, że klasa średnia powinna ekonomicznie zdusić tego typu ludzi. Unikać ich, niech gniją we własnym smrodzie i głupocie, może wtedy coś do nich dotrze. Rozsądniejszych edukować.

        Z tego względu nie podoba mi się promowanie Pilipiuka. OK, masz rację z prawicą czy faszyzmem, dzisiaj żadna z partii nie jest ani czystą prawicą, ani lewicą. Poglądy Pilipiuka to po prostu mało spójna mieszanka fobii, kompleksów i urojeń, typowa dla części polskiego społeczeństwa. Wystarczy mi jednak, że gość jest pisowcem – tym samym śmierdzi dla mnie jak zgniłe jajo. Masz prawo się nie zgadzać, ale liczę, że Ty czy inni czytelnicy dojdziesz kiedyś do wniosku podobnego do mojego. Tolerowanie tego typu ludzi i tego typu poglądów, ignorowanie ich fobii, nie zwracanie uwagi na to, kim są, jest według mnie bardzo niebezpieczne dla nas jako społeczeństwa. Fajnie by było, gdyby szowinistyczne i nienawistne poglądy stały się kiedyś – podobnie jak w przeszłości – powodem wstydu, a nie dumy. Można to osiągnąć bojkotem i publicznym potępieniem. Dokładam do tego swoją małą cegiełkę i mam nadzieję, że dołączą do mnie inni.

        Reply
        • DaeL
          19 września 2018 at 00:40
          Permalink

          Hmmm… poruszyłeś dużo wątków, więc odpowiem w skrócie, bo generalnie staram się nie zamieniać FSGK w platformę dyskusji politycznych.
          1. Sądzę, że mocno przesadzasz w ocenie zagrożenia ze strony populistycznej prawicy.
          2. Jeszcze bardziej przesadzasz w ocenie samego Pilipiuka (nawiasem mówiąc – korwinisty, nie pisowca, chociaż podtrzymałbym to zdanie również gdyby był członkiem PiS).
          3. Kwestia bojkotu, czy może raczej przemilczania, jest ciekawa, ale wydaje mi się, że to kontrproduktywna strategia. Myślę, że jednym z największych problemów współczesnego dyskursu politycznego jest… no właśnie brak tego dyskursu. Zamykanie się w niszach, otaczanie kokonem wygodnych źródeł informacji, ignorowanie świata zewnętrznego. W najlepszym wypadku prowadzi to do zatracenia umiejętności przekonywania innych do swoich poglądów. W najgorszym – do ideologicznego zaślepienia.
          W tej chwili chyba nic mnie tak nie “wpienia” jak rosnąca popularność ruchów antyszczepionkowych. Uważam, że to jeden z niewielu przypadków, kiedy szkodliwość jakiegoś poglądu jest autentycznie możliwa do zmierzenia. Ale chyba nawet ludzi o takich poglądach bym nie bojkotował (co najwyżej potępiałbym te aspekty ich działalności i twórczości, które szkodliwy pogląd szerzą). Wydaje mi się, że bojkot należy stosować wyłącznie wobec osobników nawołujących otwarcie do przemocy. Bo w tym miejscu zazwyczaj przekroczona jest bariera psychologiczna, zza której niewielu wraca do normalności i dyskusja jest (w 99,9% przypadków) niemożliwa.

          Reply
          • 19 września 2018 at 15:11
            Permalink

            OK, rozumiem, że dyskusje polityczne nie są pożądane : ) Tym niemniej pojawiły się, bo akurat Pilipiuk to osoba mocno zaangażowana politycznie, a przynajmniej głosząca mocno kontrowersyjne poglądy, żeby nie powiedzieć – idiotyczne. Ja z kolei uważam, że zagrożenie jest duże i mocno niedoceniane. Z prostego powodu: samych zmian w mentalności i dyskursie. Takie wyjście Polski z EU do pewnego momentu było tematem kompletnie abstrakcyjnym, obecnie pojawia się coraz częściej, a kto wie, czy za X lat nie skończy podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii. Dla Polski (a przede wszystkim większości Polaków) byłaby to katastrofa.

            Podobnie jest w mojej ocenie w innych gorących kwestiach, w tym ruchach antyszczepionkowych. Samo dopuszczanie tego typu ludzi do dyskusji na równych prawach powoduje, że ich sprawa nabiera ważności. Jeśli ktoś na poważnie zaczyna dyskutować z Terlikowskim, Korwinem, Kukizem czy takim Pilipiukiem, nagłaśnia się ich sprawę, dodaje autorytetu. Według mnie, zanim dopuści się kogoś na salony, musi istnieć pewien cenzus wykształcenia, wiedzy, klasy i kultury osobistej. Bez tego język debaty stacza się coraz niżej. Spójrz na obecną scenę polityczną: jak rozmawiać z ludźmi, którzy na każdy argument odpowiadają epitetami w stylu “komuniści, złodzieje, lewacy, ubeckie wdowy”? Dyskusja wymaga pewnej dojrzałości.

            Stąd pomysł bojkotu. Chodzi o to, żeby wszystkie te postacie zostały tam, gdzie ich miejsce: w gettach oszołomów i osób niedostosowanych społecznie. Nie ma co ich zapraszać na salony. W przypadku takiego Pilipiuka bojkot byłby relatywnie prosty. Myślisz, że jego książki kupują pisowcy czy kukizowcy? Nie, utrzymuje go klasa średnia, która ma w Polce pieniądze, i osoby wykształcone, które nadal czytają książki. A jak pokazują badania, to jest jeszcze ostoja zdrowego rozsądku i w tych grupach populiści nie cieszą się dużym poparciem. Przestać kupować książki, przestać zapraszać, rozmawiać, do tego uświadamiać czytelnikom, czyje produkty kupują. Nie minęłoby wiele czasu, gdyby takie postacie zostałyby zmuszone do ogarnięcia się i przynajmniej zaprzestania publicznego szerzenia szkodliwych społecznie poglądów.

            I co do szkodliwości – według mnie nie doceniasz kreciej roboty propagandzistów. Każda rozsądna władza neutralizuje propagandę wroga, zresztą obecny świat w dużej mierze opiera się na influencerach. Pilipiuk jest kimś takim jako osoba znana. Takie osoby trzeba neutralizować w pierwszej kolejności. Czytałem zresztą niedawno wywiad z lekarzem a propos antyszczepionkowców. Bardzo trzeźwo zauważył, że rodziców należy przekonywać, natomiast tych, którzy publicznie głoszą fałszywe poglądy – ścigać bez litości i karać. A moje rozwinięcie tej tezy – osoby takie jak Pilipiuk po prostu ignorować i bojkotować, a każdą fałszywą wypowiedź karać. Natomiast absolutnie nie promować i nie dyskutować.

            Reply
            • 20 września 2018 at 15:27
              Permalink

              Człowieku, twoje posty aż tryskają poczuciem wyższości (“my – światła elita – i oni – hołota z prowincji, niewykształcona i uboga, na pewno kupiona za 500+ i jedynie przeszkadzająca elicie na plażach”), przepełnione są piramidalną nietolerancją (“pisowcy”, “kukizowcy”, zapomniałeś o “Tenkraju”), a ty dziwisz się, że ludzie was nienawidzą?! Chcielibyście Polski, ale bez Polaków, tak?! Możesz sobie bojkotować co chcesz. Skończyła się lewacka władza i nigdy nie wróci. Poza tym tutaj nie miejsce na politykę. Jeżeli nie masz nic do powiedzenia na temat, to poszedł won na Onet z uprawianiem lewackiej propagandy.
              Daelu nie rozmawiaj z nim. Szkoda czasu i wysiłku. Do lewaka dociera jedynie to, co mówi drugi lewak.

              Reply
              • 21 września 2018 at 13:14
                Permalink

                O tym właśnie mówię – nie umiesz dyskutować bez rzucania obelg. Na dodatek głupich, bo co znaczy “lewak”? To jest hasło dla tłuszczy, nie mające żadnego konkretnego znaczenia. Podobnie jak “komunista” czy “ubek”. Hasłowe uprawianie polityki czy dyskusji to zajęcie dla ludzi prymitywnych. Do tego prosta manipulacja, opisywana już w antycznych tekstach o retoryce. I brak jakiegokolwiek argumentu. Prezentujesz dokładnie takę postawę, o jakiej piszę, że należy ją ignorować.

                Nieprawda i manipulacja zaczynają się już od elementarnego założenia – otóż ja pochodzę z prowincji, z małego miasta : ) I co teraz? Szach-mat.

                Reply
                • 21 września 2018 at 21:28
                  Permalink

                  A “pisowiec” to dla ciebie mądre i uprzejme określenie? Mało tego, nazywasz ludzi myślących inaczej faszystami, prymitywami, oszołomami, ciemniakami. Na tych “salonach” się tego nauczyłeś? Pogarda wyłazi z co drugiego twojego zdania. Do słabiej wykształconych, do uboższych, do każdego, kto nie wpisuje się w wizję twojej lewackiej Arkadii. Nie należę do PiS ani nawet niespecjalnie ich lubię, ale oni są dzisiaj jedyną barierą przed powrotem do władzy takich jak ty. Dlatego na nich głosuję i będę głosował, przynajmniej dopóki nie pojawi się jakaś partia konserwatywna o bliższych mi poglądach. Oni stanowią jedyną tamę przed zalewem lewackich szaleństw z Zachodu – genderem, wojującym feminizmem, polityczną poprawnością, ciągłym ograniczaniem wolności rzekomo dla naszego dobra, aborcją, eutanazją, a ostatnio też napływem islamskich imigrantów. Przez 8 lat musiałem wysłuchiwać jak różni “młodzi, wykształceni z wielkich ośrodków” kazali mi wstydzić się za to, że jestem Polakiem i pluli na moją wiarę katolicką. Ale koniec z tym. Odchodzicie na śmietnik historii, jak wcześniej odeszli na niego wasi mistrzowie – starzy bolszewicy. Aha, ja też jestem z prowincji. Nie czyni mnie to ani lepszym, ani gorszym.

    • 11 września 2018 at 13:26
      Permalink

      Wypożycz, będzie taniej 😀 Całego Pilipiuka nie czytałem, ale ocena Daela wydaję się uczciwa, dodałbym do niej, że autor jest dość eurosceptyczny. Mi na przykład Sezon Burz Sapkowskiego podobał, mimo że nie zgadzam się z dość jasno przedstawioną opinią autora na temat aborcji.

      Reply
    • 12 września 2018 at 14:52
      Permalink

      Lewactwo w natarciu? 😛 No cóż, prywatnie np. mam Sapkowskiego za bufona i kretyna, ale przecież nie czytam o nim, tylko o Wiedźminie. Nie czytałem wiele Pilipiuka, ale z tego co wiem on też nie pisze o sobie, więc o co biega? Na podobnej zasadzie powinienem wyrzucić swój chiński skuter, bo przecież wyprodukowano go w komunistycznym, totalitarnym państwie. 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków