
Sansa przekonuje się, że w niezdobytym Orlim Gnieździe jednak czai się niebezpieczeństwo.
Streszczenie
Sansa budzi się przed świtem ze snu o Winterfell. W Orlim Gnieździe jest samotna. Spędza czas tylko ze służącą i lordem Robertem, a Marillion nie daje jej spokoju. Littlefinger często wyjeżdża. W Dolinie Arrynów wrze. Lordom nie podoba się, że Baelish został mężem Lysy i lordem protektorem. Obserwując padający śnieg, Sansa wspomina wyjazd z domu. Była wtedy szczęśliwa, ale tak szybko to przeminęło. Schodzi do ogrodu. Rozjaśnia się, ale nowy dzień jej nie cieszy, bo pragnie powrotu minionych dni. W pozbawionym drzewa serca ogrodzie nie może się modlić do starych bogów. Lepiąc śnieżki, rozmyśla o Aryi i Branie. Zaczyna wznosić zamek ze śniegu. Dociera do niej, że odtwarza Winterfell. Przez chwilę przygląda się jej Lysa. Sansa bezskutecznie próbuje wykonać mosty łączące budynki.
Nagle słyszy radę Baelisha, by oblepić śniegiem patyk. Petyr odgaduje, że to Winterfell, o którym śnił, gdy mieszkała tam Catelyn. Wyobrażał sobie, że jest mroczne i zimne. Sansa opowiada o gorących źródłach i szklarniach. Nie wie, jak odwzorować dach nad tymi ostatnimi. Littlefinger wykonuje kratownicę z gałązek. Pyta, czy potrzeba kolejnej. Gdy Sansa go o to prosi, zapewnia, że nic nie sprawi mu większej przyjemności. Potem wspólnie formują wieże. Gdy Sansa sypie mu śniegiem w twarz, Littlefinger zarzuca jej mało rycerskie zachowanie. Wypomina mu, że miał zabrać ją do domu. Stojąc w Winterfell nabiera odwagi. Baelish przyznaje, że skłamał. Także pod innym względem. Jest coś, co bardziej go ucieszy. Obejmuje ją i całuje. Sansa wyrywa mu się, przypominając, że jest żonaty i mógłby być jej ojcem. Littlefinger przyznaje, że kiedyś było to możliwe, ale niestety stało się inaczej. Uważa, że Sansa może być piękniejsza niż Catelyn w jej wieku. Sansa błaga go, by przestał.
Zjawia się Robert Arryn. Sansa tłumaczy mu, że śnieżna budowla to wielki zamek Starków. Słowiczek posługuje się swą lalką, by odegrać atak olbrzyma. Usiłując go powstrzymać, Sansa przypadkiem odrywa lalce głowę. Jej właściciel pada na ziemię miotany drgawkami. Maester Colemon podaje chłopcu senne wino i zapowiada, że trzeba mu przystawić pijawki. Strażnicy zabierają Roberta, który krzyczy, że nienawidzi Alayne. Sansę nachodzi refleksja, że Joffreyowi przynajmniej nic nie dolegało na ciele. Rozgniewana zatyka głowę lalki nad śnieżną bramą. Baelish śmieje się, że według opowieści coś takiego już się zdarzyło.
Sansa zastanawia się, czy zostanie wygnana. Zesłanie do Księżycowych Bram nie byłoby złe, bo to weselsze miejsce. Postanawia powiedzieć ciotce, że nie wyjdzie za kuzyna. Wolałaby już Tyriona. Poza tym uwolni się od Marilliona i Littlefingera. Przychodzi po nią minstrel. Jest w Dolinie powszechnie znienawidzony, bo naprzykrzał się innym pannom i naigrywał z zalotników Lysy, która obsypała go darami. Wspomina, że napisał piosenkę o pięknej nisko urodzonej dziewczynie. Sansa żałuje, że nie może mu powiedzieć prawdy. Minstrel prowadzi ją do Górnej Komnaty, która dotąd była nieużywana. Marillion każe strażnikom nikogo nie wpuszczać, po czym blokuje włócznią drzwi.
Sansa dopytuje ciotkę o stan Roberta. Zapewnia, że nie chciała zniszczyć zabawki. Lysa oskarża ją, że pocałowała Baelisha. Nie przyjmuje do wiadomości, że to on to zrobił. Według Lysy Sansa uważa, że uroda daje jej prawo, by robiła, co chce. Widziała, jak spogląda na Marilliona. Nie pozwoli sobie odebrać Petyra. Próbowała tego Catelyn. W Riverrun bawiła się jego uczuciami. Kiedyś tańczyła z nim sześć razy, ale gdy chciał ją pocałować, odepchnęła go i wyśmiała. Baelish się upił, a Blackfish musiał go wynieść. Lysa chce wiedzieć, czy siostrzenica to pamięta. Sansa nie wie, czy przez ciotkę przemawia trunek, czy szaleństwo. Przypomina, że urodziła się później. Lysa ponownie zarzuca jej, że kusiła Petyra tak jak matka. Lysa spędziła tamtą noc w jego sypialni. Wyznał jej miłość, choć nazwał ją „Cat”. Jej siostra nie dała mu wstążki, gdy walczył z Brandonem Starkiem.
Sansa boi się ciotki tak samo jak Cersei. Prosi, by mogła odejść. Lysa odmawia. Może chciałaby pojechać na Paluchy, by spotkał ją los, jaki Hoster przewidział dla Petyra? Wcale nie chodziło o pojedynek. Ojciec powiedział jej, że ma szczęście, iż Arryn zgodził się z nią ożenić, choć nie była dziewicą. Nosiła dziecko Baelisha, ale je straciła. Obiecała sobie, że nigdy więcej na to nie pozwoli. Nie dała sobie odebrać Słowiczka, gdy Jon chciał wysłać go do Stannisa, a król do Lannisterów. Teraz nie dopuści, by Sansa zabrała Petyra. Sądząc, że Lysie najlepiej przytakiwać, Sansa obiecuje, że nie będzie całować ani kusić jej męża. Lysa uznaje, że skoro się przyznała, to jest równie zepsuta jak matka. Chwyta ją i woła Marilliona, by zaśpiewał. Prowadzi Sansę ku Księżycowym Drzwiom i rozkazuje, by je otworzyła. Potem zaczyna pchać Sansę ku pustce. Czy wciąż chce opuścić zamek? Sansa łapie Lysę za warkocz. Ciotka krzyczy. Strażnicy dobijają się do drzwi.
Rozlega się głos Littlefingera, który wszedł od tyłu. Sansa wykorzystuje ten moment, by się wyswobodzić. Lysa chwyta ją jednak za włosy. Tłumaczy, że zamierzała dać dziewczynie nauczkę. Nie chce jej w Dolinie. Baelish zapewnia, że mogą ją odesłać, choćby do stolicy. Niech tylko pozwoli Sansie odsunąć się od drzwi. Łkając, Lysa mówi, że to niemożliwe, by Petyr kochał Sansę. To ona zawsze go kochała. Mieliby syna, gdyby nie zabili go ziołami. Nie wiedziała, co podał jej ojciec. Baelish stwierdza, że to wszystko przeszłość. Pyta, czy piła. Powinna uważać, by nie powiedzieć zbyt wiele przy Alayne i Marillionie. Lysa opowiada, że Littlefinger zawdzięcza jej całą karierę. Mąż obiecuje, że to pamięta. Prosi, by puściła Sansę. Lysa odmawia. Widziała pocałunek. Catelyn też pocałowała go w bożym gaju, ale go nie kochała. Baelish wyciąga do żony rękę, mówiąc, że nie potrzeba łez. Płacząc, Lysa przypomina, że to on kazał jej podać Jonowi łzy. To on polecił jej napisać w liście, że Arryna zabili Lannisterowie. Dlaczego pocałował Sansę? Przecież wreszcie są razem. Littlefinger przyrzeka, że zostanie z nią póki oboje będą żyli. Niech zostawi Sansę i go pocałuje. Gdy Lysa obejmuje Petyra, Sansa oddala się od drzwi. Baelish całuje Lysę i przysięga, że kochał tylko jedną kobietę. Lysa się uśmiecha. „Tylko Cat” – dodaje Littlefinger, popychając żonę ku przepaści.
Ciszę przerywa zdumiony minstrel. Wartownicy próbują dostać się do środka. Petyr Baelish pomaga Sansie wstać i każe jej wpuścić straże. Trzeba działać. Marillion zamordował jego małżonkę.

Postaci występujące w rozdziale
- Sansa Stark / Alayne Stone
- Lysa Arryn
- maester Colemon
- Petyr Baelish
- Robert Arryn
- Marillion
Wspomniani
- Arya Stark
- Ilyn Payne
- Maegor Targaryen
- Eddard Stark
- Robert Baratheon
- Jon Arryn
- Eon Hunter
- Gilwood Hunter
- Eustace Hunter
- Harlan Hunter
- Robb Stark
- Hullen
- Bran Stark
- Jory Cassel
- Catelyn Tully
- Lothor Brune
- Joffrey Baratheon
- Nestor Royce
- Myranda Royce
- Mya Stone
- Tyrion Lannister
- Marwyn Belmore (według dodatku to on był kapitanem straży)
- Hoster Tully
- Edmure Tully
- Brynden Tully
- Brandon Stark (brat Neda)
- Cersei Lannister
Ważne informacje
- Możnym Doliny nie podoba się ani to, że Lysa wyszła za Littlefingera, ani to, iż uczyniła go lordem protektorem.
- Baelish prowadzi rozmowy z Corbrayami.
- Royce’owie z Runestone są tak oburzeni nieudzieleniem pomocy Robbowi przez Lysę, że zachodzi niebezpieczeństwo ich buntu. Po swej stronie mają Waynwoodów, Redfortów, Belmore’ów i Templetonów.
- Młodsi synowie lorda Eona Huntera (Eustace i Harlan) oskarżają swego brata Gilwooda o zamordowanie ojca.
- Dotychczasowy dowódca straży w Orlim Gnieździe, ser Marwyn Belmore, został zastąpiony przez Baelisha ser Lothorem Brune’em.
- W młodości Lysa zaszła w ciążę z Petyrem, ale lord Hoster podał jej miesięczną herbatę.
- Littlefinger polecił Lysie otruć Jona Arryna lyseńskimi łzami, a potem zawiadomić Catelyn, że odpowiadają za to Lannisterowie.
- Baelish wypycha Lysę przez Księżycowe Drzwi. O jej zamordowanie zamierza oskarżyć Marilliona.
Kwestie tłumaczeniowe
- Na początku rozdziału zamiast: “Na sąsiednim łożu rzucała się jednak jej służąca, a nie siostra” powinno być raczej: „Słyszała jednak, jak przez sen rzucała się jej służąca, a nie siostra” („But it was her maid she head tossing in sleep, not her sister”).
- Sala tronowa Arrynów, którą oryginał określa jako „High Hall”, w przekładzie tego rozdziału jest nazywana „Górną Komnatą”, podczas gdy w polskim tłumaczeniu Gry o tron (w rozdziale Tyrion V) to samo miejsce to „Wielka Komnata”. Z kolei w tym rozdziale Sansy „Wielka Komnata” to tłumaczenie „Great Hall” w Winterfell. Można mieć wątpliwości, czy określenie „komnata” pasuje do tych dwóch rozległych sal. „High Hall” mogłaby się nazywać raczej „Wysoką Salą”, a miejsce w Winterfell – „Wielką Salą”.
- Samo oddanie nazwy zamku „the Eyrie” przez „Orle Gniazdo” nie zgadza się z tym, że w herbie rodu Arrynów widnieje sokół, a nie orzeł. Angielskie „eyrie” nie musi zawsze oznaczać gniazda orła, lecz również innych ptaków drapieżnych. Siedziba Arrynów mogłaby się zatem nazywać na przykład „Sokole Gniazdo” (jeśli już trzeba koniecznie precyzować, do jakiego ptaka należy), „Wysokie Gniazdo” czy po prostu „Gniazdo”. Z drugiej strony, samo „Gniazdo” nie jest może zbyt dobre, bo nie podkreśla równie mocno co nazwa angielska najważniejszej cechy zamku, czyli tego, że jest on położony niezwykle wysoko.
- Fragment: „Lady Lysa pociągnęła Sansę za rękę. Mogła za nią pójść albo pozwolić się wlec. Szły ku białym drzwiom z czardrewna wprawionym w marmurowy mur” mógłby mieć na przykład taką postać: „Lady Lysa pociągnęła Sansę za rękę. Mogła za nią pójść albo pozwolić się wlec, więc zaczęła iść. Szły przez połowę długości sali i pomiędzy parą filarów, ku białym drzwiom z czardrewna wprawionym w marmurową ścianę” („Lady Lysa pulled at Sansa’s arm. It was either walk or be dragged, so she chose to walk, halfway down the hall and between a pair of pillars, to a white weirwood door set in the marble wall”).
- Gdy na końcu rozdziału Baelish mówi do Sansy, by wpuściła wartowników, polska wersja pomija szczegół, że określa on ich jako swoich („Run let my guards in, then”). Powinno więc być: „To pobiegnij wpuścić moich strażników”. Z jednej strony można to połączyć z faktem, że Littlefinger uczynił ich kapitanem swojego człowieka, ser Lothora Brune’a, a zatem ma teraz kontrolę nad strażą Orlego Gniazda. To jedno słowo może też podkreślać, jak bardzo Littlefinger czuje się panem sytuacji, skoro wraz ze śmiercią Lysy przejął pełnię władzy w Dolinie.
Poniżej pojawiają się informacje z dalszych tomów PLiO oraz z Wielkiego Gatsby’ego.

Komentarz
Za nami osiemdziesiąty rozdział Nawałnicy mieczy (nie licząc prologu), przed sobą mamy już tylko epilog. W tym ostatnim zwykłym rozdziale, wieńczącym tom, w którym doszło do zupełnej klęski Starków, a przynajmniej tak się na tym etapie może wydawać, autor postanawia naświetlić kwestie, które pozostawały niewyjaśnione od pierwszego tomu. Udzielić odpowiedzi na zagadki, które legły u podstaw całego konfliktu Winterfell i Casterly Rock. Wszystko zaczęło się przecież od tajemniczej śmierci Jona Arryna i ostrzeżenia Catelyn przez siostrę, że mieli za to odpowiadać Lannisterowie. Teraz wychodzi na jaw skala manipulacji Petyra Baelisha, który posłużył się Lysą Arryn, by pogrążyć Westeros we krwi. Swymi intrygami Littlefinger doprowadził do śmierci wielu ludzi – od wielkich, jak zdradzony przez niego Ned Stark, po pionki, jak Dontos Hollard, aż do tysięcy nieznanych z imienia mieszkańców Dorzecza i innych królestw. Jednak aż dotąd udawało mu się zachować czyste ręce, co – jak sam opowiadał Sansie w jej poprzednim rozdziale – jest niezwykle ważne. Do tej pory zawsze działał przez innych. Zabijając Lysę własnymi rękami złamał jednak swoją zasadę. W dodatku pokazał swoje najgorsze oblicze na oczach Sansy, która chwilę wcześniej dowiedziała się od Lysy bardzo wiele o planach i działaniach tej pary. W Uczcie dla wron będzie próbował wmówić „Alayne”, że to wszystko było wymysłem szalonej lady Arryn. Sansa ma już wszakże za sobą dość doświadczeń, wynikłych zresztą w dużej mierze właśnie z machinacji Baelisha, by domyślić się, że znów ją okłamuje. Usłyszała też dość o przeszłości Catelyn, Petyra i Lysy, by kiedyś połączyć wszystko w całość. A gdy uświadomi sobie, że Petyr Baelish zniszczył całą jej rodzinę w pogoni za władzą i tym, co postrzegał jako miłość do jej matki… Cóż, nie będzie to raczej oznaczało dla Littlefingera nic dobrego.
W ogrodzie Orlego Gniazda Baelish zdradził się z czymś innym. Najwyraźniej przeniósł swoje uczucie do Catelyn na jej córkę. Nie wymaga szczególnego podkreślenia, jak bardzo wypaczona i mroczna jest to sytuacja. Jak jednak zasugerował DaeL w tekście „Upadek tytana”, Baelish pokazał tym samym swą słabość i zasiał ziarna własnego upadku. W końcu, jak sam radził Sansie w jej szóstym rozdziale w Nawałnicy: „kiedy odkryjesz, czego człowiek pragnie, będziesz wiedziała, kim jest i jak nim pokierować”. W tym rozdziale spełniła się przepowiednia Ducha z Wysokiego Serca o zabiciu olbrzyma w śnieżnym zamku… a przynajmniej spełniła się na poziomie dosłownym. Możliwe oczywiście, że obok proroctw dotyczących znacznie donioślejszych spraw znalazła się tam i zapowiedź dość prozaicznego wydarzenia, jakim było zniszczenie przez Sansę lalki Roberta Arryna. Trudno jednak pozbyć się przypuszczenia, że chodzi tu o coś więcej. Olbrzym może zginąć z rąk dziewczyny, która wcześniej miała we włosach węże po raz kolejny, gdy Sansa jakoś przyczyni się do pokonania Petyra, który dawniej miał w herbie Tytana, a nie przedrzeźniacze. Czy zabije go osobiście? Nie można tego wykluczyć, ale przynajmniej na tę chwilę bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że sprawi, iż straci głowę w inny sposób. Rękami kogoś innego. Tę lekcję Littlefingera pewnie dobrze przyswoi.
To jednak może nastąpić później, a na razie Petyr Baelish zdaje się triumfować. Już wcześniej był lordem Harrenhal i najwyższym lordem Tridentu, czyli nominalnie przewodzi Dorzeczu. Pozbywając się Lysy, dopełnia dzieła przejęcia Doliny. Nie obejdzie się oczywiście bez problemów z dumnymi lordami. Już w tym rozdziale wymienieni są główni adwersarze, którzy staną się potem „lordami deklarantami”. Na razie wrogo nastawieni do Lysy i Baelisha Royce’owie z Runestone mają po swojej stronie cztery potężne rody. Gdy dołączą do nich jeszcze Hunterowie, teraz wspomniani tylko w kontekście podejrzeń, że głowę rodu zamordowano, grono deklarantów będzie pełne. Ciekawe wobec tego, że Littlefinger wrócił właśnie z wizyty u Corbrayów, czyli rodu ser Lyna, który tak walnie przyczyni się to zwycięstwa lorda protektora.
Rozdział pokazuje, że nawet przed śmiercią Lysy Baelishowi do pełnego opanowania rządów w Dolinie brakowało niewiele. Mimochodem zostaje wspomniane, że jego zaufany człowiek, ser Lothor Brune, został dowódcą straży. Można się nawet zastanawiać, czy to nie wyjaśnia pewnych szczegółów dramatycznych wydarzeń w wielkiej sali Arrynów. Przede wszystkim tego, czy Petyr Baelish dotarł na miejsce w porę, by uratować Sansę jedynie dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, czy też wiedział, na co się zanosi. Jeśli strażnicy byli już ludźmi wiernymi jemu, a nie Lysie, to mogliby otrzymać polecenie, by ostrzec lorda protektora, w razie gdyby Lysa wezwała Alayne na osobności. Poza tym strażnicy spędzają chyba względnie długi czas na bezowocnym uderzaniu włóczniami w drzwi, zamiast podnieść szerszy alarm i wysłać kogoś, by wszedł do środka drugim wejściem, z którego skorzystał Baelish. Możliwe jednak, że te detale nie zostały celowo opisane przez autora tak, by miały być dla czytelnika dziwne.

Godne uwagi jest też pytanie, od którego momentu Littlefinger chciał zabić Lysę. Przypuszczam, że ogólnie liczył się z tym od dawna. Odkąd został lordem protektorem, miał sposobność, by utrzymać się u władzy niezależnie od tego, czy jego żona pozostaje przy życiu. Zapewne zatem wychodząc za Baelisha i powierzając mu ten urząd, Lysa przypieczętowała swój los. Jak się okaże, szersze plany Littlefingera uwzględniają śmierć Słowiczka, a w dodatku wiele jego posunięć wiąże się z mniejszym czy większym ryzykiem dla lorda Arryna. Jeśli Petyr chciał przystąpić do realizacji tych zamysłów, to musiał wiedzieć, że Lysa wkrótce stanie się przeszkodą. W dodatku stale istniało niebezpieczeństwo, że Lysa wyjawi któryś z wielu sekretów Baelisha, a zagrożenie tylko rosło, w miarę jak pogrążała się w gniewie i zazdrości, a swe żale topiła w winie. Postawienie ser Lothora na czele straży również może sugerować, że Petyr zdawał sobie sprawę, iż zbliża się czas, gdy będzie musiał już samemu utrzymać się u władzy, a nie działać za pośrednictwem małżonki. Sprawowanie kontroli nad zbrojnymi było oczywiście szczególnie ważne w kluczowych chwilach po śmierci Lysy. Gdyby wartownicy podlegali wówczas komuś wiernemu Arrynom, mogliby nie być tak skłonni przyjąć, że to Marillion zabił ich panią, a Baelish nie brał w tym udziału. Gdyby nadal przewodził im na przykład ser Vardis Egen (poległy w pojedynku z Bronnem) czy niedawno odwołany ser Marwyn Belmore, to wypadki mogłyby się potoczyć i w ten sposób, że to sam Littlefinger znalazłby się pod kluczem. W dodatku Belmore pochodził z rodu, który znajdzie się wkrótce wśród lordów deklarantów, a już przed śmiercią Lysy był nieprzyjaźnie nastawiony do protektora.
Trudno jednak rozstrzygnąć, czy już w scenie w ogrodzie Littlefinger miał za sobą podjęcie decyzji, że Lysa musi niebawem umrzeć. Jego duża nieostrożność mogłaby to sugerować, ale da się to też wytłumaczyć i tym, że urojona wizja zastąpienia Catelyn przez Sansę zamąciła mu w głowie na tyle, że przestał się pilnować. W każdym razie można chyba z dużą dozą prawdopodobieństwa wskazać najpóźniejszy moment, od którego niemal na pewno Littlefinger miał już świadomość, co za chwilę zrobi. Rozmawiając z Lysą, początkowo mówi jeszcze o „Alayne”, choć ma to może o tyle niewiele sensu, że wspomina zaraz potem, iż to córka Catelyn. Samo imię „Sansa” nie pada jednak z jego ust aż do chwili, gdy Lysa nic sobie nie robi z jego ostrzeżenia, by przestała opowiadać o przeszłości przy świadkach. Wtedy mówi już otwarcie, żeby Lysa puściła Sansę. To wszystko dzieje się w końcu obecności Marilliona, co oznacza, Baelish nie mógłby pozwolić minstrelowi wyjść spokojnie i zacząć rozpowiadać, co usłyszał. Od tamtej pory Marillion musiał zginąć albo przynajmniej zostać uciszony (choć Petyr zapewne mógł się łatwo domyślić, że już przedtem Lysa zdążyła powiedzieć wystarczająco wiele, by minstrel zorientował się, że „Alayne” to Sansa Stark). Pozbycie się niewygodnego śpiewaka wymagało natomiast wcześniejszego pozbycia się Lysy, która nie pozwoliłaby skrzywdzić ulubieńca. Nawet pomijając zagrożenie ze strony minstrela, który wiedział za dużo, Littlefinger przekonał się wtedy również, iż Lysa jest gotowa wyjawiać rzeczy, których rozpowszechnienie mogłoby go przyprawić o rychłą śmierć. Istotne było zapewne i to, że naocznie przekonał się, iż pozostawienie Lysy przy życiu wiąże się z wielkim ryzykiem dla Sansy. Warto też zwrócić uwagę, że obietnica Baelisha, że jest gotów odesłać Sansę na przykład do Królewskiej Przystani, jest bez wątpienia nieszczera. Nawet pomijając rolę Sansy w jego dalszych planach, coś takiego było niemożliwe już z tego tylko powodu, że wówczas szybko wyszedłby na jaw udział Baelisha w jej ucieczce, a w dodatku dałoby się go powiązać z królobójstwem.
Tak zatem dobiegła końca historia Lysy Arryn. Wiele w tej postaci tragizmu – zginęła z ręki człowieka, którego kochała, choć przeczuwała, że tak naprawdę darzył uczuciem tylko jej siostrę. To jej imię padło z jego ust tamtej nocy w Riverrun, której skutki okazały się tak znaczące dla całego Westeros. Własny ojciec Lysy podał jej bez jej wiedzy napój, przez który straciła dziecko ukochanego. Okazuje, że to właśnie miał na myśli lord Hoster, gdy na łożu śmierci mówił o „rucie”, a tym samym wyjaśnia się inna zagadka ciągnąca się przez powieść. Cały ten tragizm nie sprawia jednak, że jej czyny można usprawiedliwić. Zabiła męża i okłamała Catelyn, wprawiając w ruch mechanizm, który wywołał Wojnę Pięciu Królów. Oszukiwała siostrę, nie pomogła siostrzeńcowi ani ojcu i bratu, gdy mierzyli się z Lannisterami. U schyłku życia próbowała jeszcze wyrzucić Sansę przez Księżycowe Drzwi, choć zapewne doskonale zdawała sobie sprawę, że to Petyr ją pocałował, a nie ona jego. Wskazują na to jej słowa we fragmencie o łzach. Lady Arryn nie była tylko ofiarą manipulacji Littlefingera, pozbawioną wpływu na cokolwiek. Należała do najbardziej wpływowych osób w Westeros. Sprawując rządy nad Doliną w imieniu syna, posiadała wielką władzę, ale źle ją wykorzystała.
Tragizmu nie jest też pozbawione życie Petyra Baelisha. Jak to opisał DaeL we wspomnianym wyżej tekście, Littlefinger zbudował całe swoje życie na błędnym przekonaniu, że Catelyn go kochała. Najwyraźniej rzeczywiście sądził, że tamtą noc spędził z Catelyn, a wersję Lysy tłumaczył sobie pewnie jej zazdrością. Nie wiem niestety, kto pierwszy zwrócił na to uwagę, ale wśród części czytelników PLiO pojawił się pogląd, że pochodzący z mało ważnego rodu Littlefinger, który osiągnął status wielkiego lorda, ale tak naprawdę gonił przede wszystkim za uczuciem do Catelyn, został świadomie częściowo oparty na postaci Jaya Gatsby’ego (vel Jamesa Gatza), którego do upadku również przywiodła miłość oparta na iluzjach i który ścigał to, co nieosiągalne. Myślę, że mają oni rację. Doskonale pasuje to do słów GRRM-a, który wspomniał kiedyś na swym nie-blogu, że uwielbia dzieło Fitzgeralda i miało ono na niego wielki wpływ1George R.R. Martin, „Time to Read!!!” (Czas na czytanie!!!), [na:] Not a Blog, 22.4.2018. https://georgerrmartin.com/notablog/2018/04/22/ [dostęp: 6.3.2026]. Jeśli jednak tak właśnie jest, to Petyr Baelish jest z pewnością znacznie, znacznie mroczniejszą wersją poprzednika.




No cóż, Catelyn też była odpowiedzialna za śmierci w Dorzeczu. Jasne, to Baelish napuścił ją na najmłodszego Lannistera, ale mogła to rozegrać inaczej. I nie… porwanie Tyriona nie było rozwiązaniem. Trzeba było nakłamać, że idzie do ojca w przebraniu, bo chodzą słuchy, że jego zdrowie szwankuje i chciała cicho to sprawdzić, bez oficjalnego przyjazdu.
Nie ważne, czy Tyrion uwierzyłby czy nie. Oni spotkali się w Dorzeczu, nie miał pojęcia, że Catelyn wracała z KL. Jedynymi, którzy mogli ją wydać byli Baelish, Varys i Ned. I żaden by raczej o tym, nie doniósł Tyrionowi.
Czego ona się spodziewała? Tak, oczywiście Tywin Lannister grzecznie pójdzie do króla… tak samo wtedy kiedy jeszcze jako dziedzic, a nie lord krwawo zniszczył dwa domy, a potem podczas rebelii złupił miasto tak mocno, że nawet po 15 latach nadal są tego ślady! Tak, oczywiście porwać syna takiego człowieka. To była powszechna wiedza o Tywinie! On nie ukrywa swojej natury jak Doran Martell!
I nie wierzę w teorię, że Tywin zwołał wojska bo spiskował przeciwko królowi, a Tyrion to był tylko pretekstem. Robert miał się świetnie. Joffrey był dziedzicem i miał 12 lat. Oprócz niego, było jeszcze dwoje królewskich dzieci. Żadnego zagrożenia dla dynastii. Żeby knuć przeciwko Robertowi to Tywin musiałby wiedzieć o kazirodztwie zamiast spokojnie czekać na naturalną śmierć Roberta. Wiemy, że Joanna zagroziła bliźniakom, że powie ojcu o nich. Czyli nie wiedział. Ona umarła, nie mówiąc mu o tym.
Cersei wygrała ten mecz, bo Ned robi błędy – nie mówi Robertowi o zamachu na Brana, nie mówi o kazirodztwie. Nie wiem, jaki miała plan, gdyby Robert nie natknął się na tego dzika. Ale na pewno Tywin nic nie wiedział o jej planach bo nie wiedział o tym, że jego dzieci bawią się w Targaryenów.
Może Cersei miała plan na zabicie Neda, jeśli Robert nie natknąłby się na tego dzika. Roberta trudniej zabić – ciągle ma ludzi wokół siebie. Renly, Selmy. Ale Ned? Większość służby była pod kontrolą Cersei – co za problem dodać czegoś do jedzenia?
Jestem pewien, że Tywin doskonale wiedział o kazirodztwie Jaime’a i Cersei, a przynajmniej o niewierności Cersei. Był urodzonym hipokrytą, który bez trudu potrafiłby wyprzeć ten fakt przed samym sobą, ale idiotą nie był. A tylko taki wiecznie zapity idiota, jak Robert, mógłby uwierzyć, że żadne z dzieci nie jest do niego podobne, mimo iż cała jego rodzina przekazuje swoje cechy potomstwu. Jeżeli zaś Tywin wiedział, że dzieci Cersei nie są Roberta, to tylko kwestią czasu było, gdy dowie się tego i Robert. Zwłaszcza, że na stanowisku namiestnika kolejnego starego idiotę Jona Arryna zastąpił Ned Stark. Owszem, Ned był po części spętany tymi swoimi honorowymi zasadami, ale w tych sprawach idiotą nie był.
Nieprawda. Gdyby Tywin wiedział to kazałby Cersei urodzić przynajmniej jedno dziecko Roberta po Joffreyu. Gdyby Cersei miała chociaż jedno dziecko wyglądające jak Robert, nikt nie mógłby jej nic zarzucić. Fakt, że nie miała ani jednego dziecka wyglądanego jak Robert budził kontrowersje. Oczywiście Cersei nie chciała mieć dziecka Roberta, bo była idiotką. Ale Tywin na pewno naciskałby na nią, aby miała dziecko Roberta. To mój dowód, że nie wiedział.
Edit : wyglądającego
Według mnie to są osoby, które wiedziały
Jaime i Cersei – oczywiste
Tyrion – domyśla się
Bran – jest świadkiem, a potem zapomina
Varys i Littlefinger – siatki szpiegowskie
Stannis i Jon Arryn – śledztwo
Pycelle – wiedział, bo był maestrem i miał dostęp do tej księgi rodowej
Renly – tu daje 50/50 – nie jestem pewna, ale ten wątek z przysłaniem Margaery na dwór pachnie intrygą ujawnienia zdrady Cersei. Dael też tak myśli.
Każdy, kto wie… coś z tym robi. Knuje, aby ukryć lub ujawnić. Co robi Tywin? Siedzi sobie w Casterly Rock aż do porwania Tyriona. Jeśli wiedział, dlaczego nie przyjechał do Królewskiej Przystani? Był turniej, to dobry pretekst. Dlaczego nie kazał Pycelle’owi zniszczyć księgi? Dlaczego nie przypilnował, aby Cersei poszła do łoża Roberta po raz czwarty i urodziła tym razem czarnowłose dziecko, aby móc obrócić plotki przeciwko Nedowi… on też ma gromadkę dzieci wyglądających jak żona i tylko jedno wyglądające jak on sam. Losy rodu Lannisterów ważą się w tym kluczowym czasie. Tywin mógłby zająć Neda, aby nie węszył. Ale on nie widział! Gdyby wiedział, nie zareagowałby dopiero, kiedy Catelyn porwała Tyriona. Zresztą przypomnę ci, że w chwili porwania Tyriona to Robert był w świetnej formie i jeszcze nie był na fatalnym polowaniu. To Ned leżał na łożu boleści z powodu Jaime’go. I gdyby Tywin planował śmierć Roberta to znalazłby lepszy sposób niż upijanie Roberta i czekanie, aż jakiś zwierz się napatoczy.
Żadna z tych osób nie była zainteresowana ujawnianiem prawdy. A te które były, zrobiły to (jak Stannis), albo chciały zrobić (jak Jon Arryn).
A niby co miałby zrobić? Powiedziała mu, że to dzieci i Roberta i tyle. Miał jej dać w zęby? Wytoczyć śledztwo? Królowej? Jak miał na nią naciskać, żeby przy okazji nie wywołać skandalu?
Przypominam, że w średniowieczu zamężna kobieta była pod władzą męża, nie ojca.
Zaś wdowy w średniowieczu miały większą swobodę w wyborze kolejnego męża. Czy Tywina to obchodzi ? Nie. Cersei ma wyjść za Willasa Tyrella. A jeśli nie za niego, bo Tyrellowie odmówili to Tywin znalazłby jej inne małżeństwo.
Myślisz, że gdyby wściekły Tywin wiedział o kazirodztwie to jakieś prawa męża cokolwiek by znaczyły? Cersei zrobiła wszystko, aby jej mąż ją znienawidził i gdyby znał prawdę to udusiłby ją jak Otello Desdemonę! Gdyby Tywin wiedział o kazirodztwie to Cersei musiałby się go słuchać. Nie mogłaby powiedzieć – Jestem zamężną kobietą i jestem pod kontrolą męża. Bo ona już zrobiła wszystko, aby zniszczyć jakiekolwiek bezpieczeństwo od strony Roberta – z powodu swoich intryg, niewierności i zjadliwości.
Poza tym zapominasz o presji psychicznej. Dzieci Tywina boją się go. Oto jak Cersei się zachowuje w obecności ojca. To ma być dorosła kobieta, wdowa, która może powiedzieć, że jest wolna od presji ojca. Zachowuje się tu jak mała dziewczynka, która krzyczy, że tego nie zrobi.
“How?” asked Cersei.
“By marriage. Yours, to begin with…”
“No. Not again. I will not.”
“So long as you remain unwed, you allow Stannis to spread his disgusting slander,” Lord Tywin told his daughter. “You must have a new husband in your bed, to father children on you.”
“Three children is quite sufficient. I am Queen of the Seven Kingdoms, not a brood mare! The Queen Regent!”
Poza tym to dodatkowy dowód na moją korzyść. Tywin chce uciszyć plotki, poprzez nowe małżeństwo dla Cersei. Gdyby wiedział wcześniej o kazirodztwie to zmusiłby córkę do posiadania kolejnego dziecka, tym razem z Robertem, aby plotki nigdy nie powstały. A jakie miałby siły nacisku? Wiele. Mógł na przykład namówić Roberta, aby jego wnuk wychowywał się na króla w Casterly Rock. I powiedziałby Cersei, że nie zobaczy Joffreya dopóki nie urodzi syna Robertowi. Nawet gdyby Cersei pojechała do Casterly Rock zobaczyć syna, to Tywin mógłby wcześniej wysłać go w inne miejsce. Dopóki Cersei nie urodzi chłopca albo dziewczynki z czarnymi włosami to nie zobaczy najstarszego syna. A Robert chętnie pozbył się Joffreya ze stolicy, bo go nie znosił.
Cersei nie jest uległa, jest uparta. Powtarzam – powiedziałaby Tywinowi, że jej dzieci są Roberta i co? Co mógłby zrobić Tywin? Pocałować ją w rzyć.
Zbiorczo się odnosząc:
1. Tywin nie wiedział. Nie ma dowodu, ani przesłanki że wiedział. To znaczy, nie wiemy czy wiedział, wiedział albo nie wiedział…
A tak serio to nie możemy wyrokować, vzy Tywin wiedział, jedyna przesłanka, że wiedział to ta, że zapewne wiedział od żony o „zabawie” Cersei z Jaimem.
Natomiast jego zachowanie świadczy, że nie wie nic, albo nie dopuszcza do siebie myśli o tym.
Mamy POV Cersei – i nie pada w nim nic chociaż sugerującego, że Tywin jakoś zareagował, a trudno oczekiwać, by w żaden sposób nir chciał wybić tego groźnego dla jego rodu romansu z głowy dzieci.
Ale to, czy wierzył w wierność Cersei Robertowi to już zupełnie inna kwestia – i tu rzekłbym, że nie.
2. Pośpiech dotyczący wydanis Cersei za mąż – cóż, tu widziałbym chęć odseparowania Joffa i Tommena od matki, zdobycia nowego sojusznika i ucięcia plotek.
3. Nie czepiałbym się Roberta, że nie zauważył podobieństwa dzieci do ojca. Nie wie czym jesy genetyka, poza tym fenotyp ≠ genotyp, plus autosugestia (przecież wiem, że mój syn jest mój, hola!). Robert nie spędzał ze swoimi bękartami za wiele czasu (Edricka widywał raz na wiele miesięcy, Myę przestał sporo wcześniej), a nawet gdyby spędzał czas jak Ned z Jonem, to mógł uznać, że to normalne.
On nie wie o „martinowskiej genetyce”, a założę się, że Stannisowi podejrzenie nie zrodziło się od samego przeczytania księgi. Poza tym z prawego łoża urodziła się w jego rodzie tylko Selyse, która jest miksem Stannisa i Selyse, ale czy to ma znaczenie dla Roberta?
Sądzę, że w ówczesnym Westeros 3/4 mężczyzn nigdy by się nie zorientowalo, że to nie są ich dzieci, i to minimum 3/4.
4. Co do osób o których wiemy, że wiedziały mamy:
– Tyriona,
– Stannisa,
– Neda,
– Jona,
– ser Kevana Lannistera
Wiedza maestra Pycelle’a jest nieznana, on na pewmo wie, że Cersei zdradziła Roberta, ale czy wie z kim?
Poszlaki mamy u m.in. Petyra i Varysa, ale jednoznacznego WIEDZIELI nie mamy (choć przy obu stawiałbym pieniądze, że wiedzieli).
PS: Renly wiedział o zdradzie, a przynajmniej jej się domyślał, ale nie mamy dowodów by wiedział, że z Jaimem.
Napisałem przecież wyraźnie: „Tywin doskonale wiedział o kazirodztwie Jaime’a i Cersei, a przynajmniej o niewierności Cersei”. Co to zmienia czy Cersei ma dzieci z Jaime’m czy z księżycowym Chłopcem? Tywin tak czy inaczej musiał ratować sytuację.
Pokaż mi jakikolwiek dowód, że Tywin wiedział poza zebraniem wojsk, aby napaść Dorzecze. Słucham.
Poza tym, można zdradzać męża bez zachodzenia w ciążę. Cersei mogła się zabawiać z Jaime’m ile chciała, gdyby tylko rodziła dzieci Robertowi. Nikt nie mógłby wtedy jej niczego zarzucić.
Kluczowe jest pochodzenie dzieci. Podawanie cudzych dzieci za dzieci króla to zdrada stanu.
Słucham jakie są dowody na wiedzę Tywina ?
Jaki znowu dowód? To tylko moje przeczucie. Takie samo jak twoje, że nie wiedział. Dyskutujemy tu o tym co sądzimy, a nie o faktach. Te zna tylko Martin.
Chodziło mi o dowód tej teorii – nie o kanon i nie łap mnie za słówka.
Słucham, jaki jest dowód na teorię, że Tywin wiedział o pochodzeniu dzieci Cersei, poza wojną w Dorzeczu.
Tylko taki, że Tywin przygotowywał zamach stanu. W KP pełno było żołnierzy Straży Domowej Lannisterów, Straż Miejska była już przekupiona, a Tywin wyprowadził armię Zachodu w kierunku KP. To dlatego Cersei nie uciekła po rozmowie z Nedem. Po co miała uciekać? Przyspieszono tylko to, co i tak szykowano. Owszem, to żaden dowód, że Tywin wiedział, iż jej dzieci to bękarty. Ale dobrze do tego pasuje. Zwłaszcza, że jak wspomniałem Tywin to człowiek niegłupi i wie skąd się biorą dzieci.
To teraz ty mi powiedz, jakie masz dowody na to, że Tywin nie wiedział?
A ja zaprzeczyłem części zdania o kazirodztwie – bo na to nie ma po prostu dowodów 😀
Z tymi planami Baelisha… Cersei mówi, że on prosił ją o zgodę na poślubienie Sansy. Skoro prosił ją, a nie Tywina to musiało się stać tuż po śmierci Neda Starka, bo później to Tywin wraca do stolicy i to on decyduje o małżeństwie Klucza Północy. Co gdyby Cersei nie miała oporów klasowych i zgodziła się ? Wtedy cały plan na rozegranie Lysy i Doliny upada od początku. Lysa byłaby wściekła na małżeństwo Petyra. Mogłaby się nawet przyłączyć do Robba, aby zemścić się na niewiernym kochanku.
Nie miałby Doliny, ale możliwe że zyskałby Północ. Gdyby wywiózł z Królewskiej Przystani jedną z dziewczynek i przywiózł ją Cat i Robbowi, możliwe że by mu zaufali. Cała książka potoczyłaby się wtedy inaczej…
Na pewno coś jest z Gatsbym, bo już wcześniej była inna postać wzorowana na klasyce z USA- czyli Small Paul wzorowany na Lennym Small z Myszy i Ludzie.
Bardzo mi się podoba też diagnoza Lysy. Owszem, można gadać o efekcie motyla, że jedna noc 20 lat temu zrujnowała Westeros dziś. ALe koniec końców to Lysa odpowiada za swoje zbrodnie, Lannisterowie za swoje, Góra za swoje i Baelish tez.
Nie można tego usprawiedliwiać tym, że Cat nim wzgardziła. To nie ona zabiła sama siebie na weselu będąc gościem.
Cóż, powiedziałabym, że Catelyn nie jest odpowiedzialna za zbrodnie innych, ale za swoje błędy tak.
Co dało ugięcie się pod warunkami Freya? Przecież ten pośpiech, aby ocalić Neda nic nie daje. Dosłownie. Nawet gdyby od razu ruszyli do Królewskiej Przystani, zostawiając Dorzecze to staliby pod miastem i co dalej???? Nie mają floty, machin oblężniczych. Nic, aby oblegać miasto! I co, niby Lannisterowie ładnie by oddali Neda, bo armia pod miastem?
To był już błąd z Freyami, o błędzie z Tyrionem, już napisałam na górze.
O, zupełnie zapomniałem( albo też przeoczyłem przy poprzednich czytaniach) o tym, że Royce’owie chcieli się buntować za nieudzielenie pomocy Robbowi podczas wojny. To sprawia, że plan Littlefingera z objawieniem Alayne jako Sansy tuż przed samym ślubem rzeczywiście może zakończyć się sukcesem, w co trochę wątpiłem jak czytałem odpowiednie rozdziały z następnych książek.
„Littlefinger przyrzeka, że zostanie z nią póki oboje będą żyli.”
No cóż, tu przynajmniej faktycznie powiedział prawdę 😉
Niestety, ale tu też skłamał. Wypadając z księżycowych drzwi – nim się umrze – leci się dłuższą chwilę, podczas której to Littlefinger nie był z Lysą
Zawsze się zastanawiałam, o czym Lysa myślała spadając. Bo zanim uderzyła o ziemię, miała pewien czas na refleksję.
Także, czy możliwe byłoby przeżycie – to już pytanie dla pogromców mitów, ale szczerze rozważałam, czy to możliwe, aby podczas spadania zerwać część sukni i użyć tego jako prowizorycznego spadochronu. Oczywiście, Lysa nie miała wiedzy o tym. Po prostu zastanawiałam się, czy to możliwe fizycznie – nie byłam dobra z fizyki, więc nie kamienujcie jeśli to niemożliwe.
Ale swoją drogą jakie to byłoby straszne dla Baelisha gdyby to byłoby możliwe, a Lysa miałaby o tym wiedzę – może jej stary Maester byłby z gatunku marzycieli o lataniu i rozprawiał jej o tym… Lysa przeżyłaby i wróciłaby w podartej sukni do zamku… to byłby prawdziwy horror dla niego.
Nie, nawet gdyby zdążyła to zrobić przed zejściem poniżej pułapu gdzie to już nic nie da, to „czasza” takiego spadochronu byłaby za mała.
Lysa mogłaby przeżyć, gdyby zleciała po zaśnieżonym zboczu, ale tu taka sytuacja miejsca nie ma.
Raczej nie, ale tutaj należy też rozróżnić książkę i serial.
W książce to były standardowe drzwi w ścianie, tyle, że prowadzące do upadku i nieuchronnej śmierci. W książce Lysa nie mogła tego przeżyć.
W serialu natomiast był to okrągły otwór w podłodze i na pierwszy rzut oka może wydawać się, że również nie było możliwe przeżycie, ale…
No właśnie, mówimy tu o uniwersum w którym arya zostaje dźgnięta kilka razy w brzuch nożem, potem zażywa kąpieli w brudnej rzece i robi fikołki na schodach, a końcowo nie tylko przeżywa, ale również pokonuje terminatora od ludzi bez twarzy. Uniwersum w którym upiory rozszarpują praktycznie z każdej strony wszystkie poboczne postaci przez jakieś 5 minut, ale każda z tych postaci przeżyła. Idąc taką drogą konsekwencji to Lysa bez problemu mogła nie tylko przeżyć, ale i wyhodować sobie smocze skrzydła, a potem odlecieć.
W tym rozdziale widzimy też prawdopodobnie, że inni mogli zacząć się domyślać kim jest w rzeczywistości Sansa. Służący widzieli, że buduje zamek, nawet jeśli nie wiedzieli, że to Winterfell to później można to usłyszeć z ust postaci (np jak przyszedł Słowiczek), nadto mogli podejrzeć pocałunek Petyra z Sansą, a naiwnością byłoby sądzić, że wielkie rody Doliny nie miały szpiegów w Orlim Gnieździe. Stąd później dociekliwość Myrandy.
No cóż, nagle pojawia się bękarcia córka Baelisha, o której nikt nie słyszał, akurat w momencie, gdy Sansa Stark zniknęła z Królewskiej Przystani. Nawet Brienne myślała o tym, że pierwsze bezpieczne miejsce dla niej to zamek jej ciotki – oczywiście, wiemy, jaka jest Lysa, ale teoretycznie to jedyny bezpieczny kierunek dla Sansy bo Dorzecze jest po kontrolą Lannisterów, a Północą rządzą Boltonowie.
Zaś Sansa dodatkowo odkryła karty, kiedy Myranda ją testowała – powiedziała jednocześnie o Jonie Snow i o nowym Wielkim Septonie. Przykrywką Sansy było wychowanie u sept. Czyli prawdziwa bękarcia córka wychowana u zakonnic zainteresowałaby się Wielkim Septonem, a nie bękarcim synem Neda Starka.
To brzmi prawdopodobnie.
Z drugiej strony, jeśli wiedziałoby o tym zbyt dużo osób, to jakim cudem nie dowiedziałby się o tym jakiś szpieg ze stolicy? Czy Varys wiedział, ale z jakiegoś powodu nie powiedział nikomu przed swoim zniknieciem? Bo jego następca mógł nie mieć rozbudowanej siatki… Ale że i tak nie znalazł się ktokolwiek kto szukałby korzyści dla siebie w doniesieniu o tym Cersei to wydaje się zadziwiające. Nawet jeśli miałby to być ktoś biedny, a nie z najbogatszych rodów.
Myślę więc, że raczej zwykli służący nic nie wiedzieli, i może jakiś jeden szpieg Royców się zorientował, ale niekoniecznie ktoś więcej.
Przecież Szalona Mysz już jest w Dolinie czyli już wieści się rozeszły. Zaś Varys pewnie wolałby wydać Sansę za kogoś z obozu Aegona, niekoniecznie samego Aegona, skoro chcieli mariażu z Daenerys i smoków, ale warto mieć Sansę dla powiązań z Dorzeczem, Doliną i Północą.
Z Uczty dla Wron
„I would do the same if she were my daughter,” said the last knight, a short, wiry man with a wry smile, pointed nose, and bristly orange hair. „Particularly around louts like us.”
Alayne laughed. „Are you louts?” she said, teasing. „Why, I took the three of you for gallant knights.”
„Knights they are,” said Petyr. „Their gallantry has yet to be demonstrated, but we may hope. Allow me to present Ser Byron, Ser Morgarth, and Ser Shadrich.
Zaś Szalona Mysz na pewno rozpoznał Sansę.
Po bitwie o Czarny Nurt wprowadzono pojmanych zakładników do sali tronowej, a Sansa była tam obecna. I na pewno zwróciła uwagę, ze względu na swoje rozkwitające piękno. Shadrich nie nabierze się na farbowane włosy.
A co ma piękność do rozpoznania, przecież Sansa nie jest jedyną piękną dziewczyną w Dolinie, a Szalona Mysz pewnie nigdy wczesniej jej nie widział, a przynajmniej nie z bliska, więc po rysach twarzy jej nie rozpozna.
Na pewno ją widział! Przecież piszę, że zakładników wprowadzono do sali tronowej, a Sansa siedziała w galerii. Szalona Mysz był jednym z pojmanych ludzi, więc miał okazję, aby się przyjrzeć Sansie. Dlatego napisałam, że on nie nabierze się na farbowane włosy, bo już ją widział!
Widział ją przez chwilę, z daleka, na pewno w tamtej chwili na jakiejś tam Sansie się nie skupial. Poza tym fryzura potrafi kobietę zmienić, podobnie jak kilka miesięcy w okresie dorastania. Kolejno, widzieć, a patrzeć to dwie różne rzeczy – jak mialas rozdanie jakiś nagród przez lokalne władze w szkole, to dwa yygodnie pozniej pamietalas ktoregos? Wątpię, chyba, że był z jakiegoś powodu zapamiętywalny, tylko Sansa takiego znaku szczególnego nie ma.
A co do urody… Może i Sansa stanie się pięknoscią, ale normalny mężczyzna gdybu miał kogoś zapamietać z urody to nie dziewczynkę, a Cersei albo jakąś urodziwą dwórkę co mu mignęła przed oczyma.
Myślę, że Sansie miała być przeznaczona rola Cersei z serialu, przynajmniej końcówka, w której wyszłaby za mąż za Aegona (jako jedna z dwóch królowych albo jedyna), a szaleństwo Daenerys miało zniszczyć Królewską Przystań i zabić przy okazji Sansę, co Jona pchnęłoby na drogę konfrontacji. Podejrzewam, że taki mógłby być plan Martina, ale coś ostatnio przebakiwał, że może jednak Sansę zachowa przy życiu, mimo, że chciał ją uśmiercić.
Tylko pytanie, czy Aegon nie poślubiłby wcześniej Arianne. Wiem, że Daenerys lub Sansa byłby lepszymi opcjami, ale wydaje mi się, że wątek Arianne u Aegona miał prowadzić do takiego nierozważnego ślubu – Arianne mogłaby wyciągnąć kartę poprzednich zaręczyn z Viserysem i swoje kobiece atuty, zaś Młody Gryf mógłby się poczuć pierwszy raz osobą decyzyjną, a nie pionkiem i przystałby na to.
Ślub z Arianne nie wyklucza ślubu z Sansą, zresztą aż taki glupi on nie jest, bo zdobywa Dorne, ba, jest bardziej sensowny gdy już się wylądowało niż ślub z Danką. Ale jeśli teoria o czempionach na turnieju jakimśtam, gdzie byli Baratheon/Tyrell/Lannister/Hardyng albo Arryn, rozumiany jako Harry i na koniec właśnie Targaryen jest prawdziwa, to Sansie zostaje albo Jon, albo Aegon.
Aegon już ma sojusz z Dorne bo mówi, że jest ich cudownie ocalonym krewnym. Czyli Dorne automatycznie powinno poprzeć swojego krewniaka, który mści śmierci matki i siostry. Jasne, on wcale nie jest synem Rhaegara, ale za takiego się podaje czyli ślub z Arianne to zmarnowany sojusz. Lepszy ślub z Dany dla smoków albo z Sansą, dla trzech królestw powiązanych z nią.
Jasne, już widzę, jak Dorne leci na wojnę, bo ktoś podaje się za ich krewniaka. Tak jak Lysa poleciała na wojnę dla Catelyn i Robba. Żeby iść dla kogoś na wojnę, nawet dla krewnego, to trzeba coś z tego mieć. Na przykład królową. Ślub z Dany odradził mu Tyrion, zresztą teraz już ma męża. A Sansa na razie nie przedstawia żadnej wartości. Jest oskarżona o królobójstwo, a Północą władają Boltonowie.
Oskarżenie o królobójstwo można łatwo podważyć. Zwłaszcza dla Aegona. Wystarczy zdobyć poparcie Wiary i już oni uniewinnią Sansę i całą winą obarczą karła. Unieważnić ślub też mogą.
Poza tym nie jest tak, że Dorne jest neutralne i nie chce walczyć z Lannisterami. To była tylko przykrywka. Zaręczyny Arianne i Viserysa miały być sojuszem, bo Viserys nie miał bliskich więzów krwi z Doranem. Ale Aegon twierdzi, że jest jego siostrzeńcem. Jeśli Doran wierzy w to, to ślub Aegona z Arianne to zły pomysł, bo Dorne i tak chce tej zemsty za Elię. Ten ślub nie daje absolutnie nic nowego do stołu. Bo Doran od dawna jest już przy tym stole. Aby ślub Arianne i Aegona miał sens to Doran musiałby wiedzieć, że Aegon jest fałszywy, ale go to nie obchodzi. Tylko, że Doran nie wydaje się być taki. Gdyby nie uwierzył w prawa Aegona to nie poparłby go.
Królowa Aegona musi wnosić coś nowego do stołu. Arianne nie daje nic nowego.
Oskarżenie o królobójstwo można podważyć, ale Boltonów z Północy łatwo usunąć się nie da. A nawet jeżeli, to tylko jako zmianę na Stannisa. Sansa nie wnosi Aegonowi niczego we wianie, poza kłopotami.
Nie, jak mówią opublikowane rozdziały Wichrów, Arianne ma zdecyfować, czy to faktycznie Aegon i wtedy Doran wyruszy. Na hasło Smok, nie na hasło wojna.
Dorne tylko szuka pretekstu… Ale pretekstu prawdziwego. Jeśli Arianne stwierdziłaby, że to przebieraniec, to Dorne nie liwnie palcem.
Czy my czytaliśmy te same książki ?? Boltonowie ledwo się trzymają u władzy! Lordowie Północy ich nienawidzą! Już woleliby klęknąć przed kolejnym Targaryenem niż służyć Boltonowi! Temu samemu, który zamordował ich seniora! Zresztą nie wiemy, czy Boltonowie będą w tak komfortowej sytuacji jak teraz. Bo książka to nie serial, gdzie tak łatwo pokonują Stannisa. A obietnica Północnej Królowej na tronie może być kusząca, poza tym lordowie Północy bardzo chętnie zobaczą upadek rodu Lannisterów.
Co do Boltonów – tak, lordowie ixh w większosci nienawidzą (i tak, dostaną wciry od Stannisa, wszystkie znaki na to wskazują), aleeeeee mają oni najwieksze sily militarne, parę rodów sojuszniczych i na papierze Lannisterów za sobą. Nie są łatwi do wykurzenja.
Przeczytaj jeszcze raz i powoli co poprzednio napisałem – nawet jeżeli Boltonowie utracą władzę to na rzecz Stannisa, nie Sansy. Sądzisz, że Stannis będzie wspomagał Aegona w jego dążeniach do tronu?! 🙂
Lannisterowie się nie liczą. Mają własne problemy. Dorzecze/ Wielkiego Wróbla. Nie wyślą żadnych sił na Północ.
Rody Północy
Cerwyn – przeciwko Boltonom
Dustin – przeciwko Boltonom
Glover – przeciwko Boltonom
Hornwood – tu sytuacja na korzyść Boltonów, ale wasale pamiętają los lady Donelli. Larence Snow może przejąć w końcu władzę nad tym domem.
Karstark – knują przeciwko Stannisowi na korzyść Boltona, ale wiemy, że Alys wyszła na mąż, aby utrzymać kontrolę nad domem. I wiemy, że Stannis rozprawi się ze spiskiem Karstarków. Czyli finalnie ten dom będzie przeciwko Boltonom.
Locke – przeciwko Boltonom.
Manderly – przeciwko Boltonom
Mormont – przeciwko Boltonom
Reed – przeciwko Boltonom
Ryswell – przeciwko Boltonom
Tallahrt – przeciwko Boltonom
Umber – część formalnie pod dowództwem Boltona, choć on sam uważa ich za niegodnych zaufania. I pewnie ma rację
Stannisowi nie jest pisane długie życie. Przecież Sansa nie musi być dziedziczką Północy! Nie musi być ostatnią Stark, aby jej ręka była cenna! Kiedy zaręczono ją z Joffreyem to nikt nie mówił, że to małżeństwo jest głupie, bo Sansa ma trzech braci. Północ pewnie będzie rządzona przez Rickona w przyszłości. Sansa daje powiązanie z trzema królestwami. Cenna rzecz w polityce. Nie musi być dosłownie jedyną dziedziczką tych wszystkich ziem, aby jej ręka była cenna!
Dla Aegona ta ręka będzie cenna, która może przynieść mu armię, a nie „powiązania”. Czyli na tę chwilę tylko Arianne.
Czyli wracamy do Robba i jego zaręczyn bo potrzebuje mostu na teraz ? Aegon nie może myśleć na teraz! 10 tysięcy włóczni to za mało dla królewskiego małżeństwa. Królewskie małżeństwo to sprawa perspektywiczna.
Aerys chciał Elii bo chciał krwi Valyrian. Nie myślał o perspektywie dynastii. Bo gdyby myślał to nigdy nie pozwoliłby Elii Martell poślubić Rhaegara.
Viserys i Arianne to inna sprawa. Viserys nie miał formalnie bliskiego pokrewieństwa krwi z Martellemi czyli sojusz musiał być przypieczętowany ślubem. Aegon twierdzi, że jest siostrzeńcem Dorana. Ślub z Arianne to marnowanie sojuszu bo Doran automatycznie powinien popierać swojego krewnego.
Podaliśmy ci swoje argumenty, ale jeżeli wolisz wierzyć, że Doran poleci na wojnę, bo MUSI poprzeć krewnego to twoja sprawa. Prędzej czy później okaże się.
Twoja wyliczanka rodów pokazuje uczucia, nie zachowania.
Co do Sansy, to jest ona cenna ze względu na nazwisko i rozszczenia – potencjalnie może być regentką Doliny, z pretensjami do Tridentu i Północy…
Bo to, że Bran i Rickon żyje, to wiedza znana kilku tylko osobom, a z rodów północy to Manderlym, Flintom i być może górskim klanom (górskie klany być może wiedzą od wędrowca, co spotkał Brana). Tylko na stan wiedzy ogółu postaci, oni są martwi.
Stannis może nie pożyć dlugo (albo skonczyć na murze), ale pożyje wystarczająco długo, by zdobyć z pomocą Arthora Karstarka (który pewnie nie wie o zdradzie ojca, ergo Stannis go nie zabije, na to wskazują jego słowa do Theona w opublikowanym rozdziale Wichrów, żeby ludziom Karstarka co nie wiedzieli o zdradzie nie robić krzywdy) najpierw Dreadfort, a potem Winterfell.
Inaczej nie da się zbytnio rozwiązac dostatecznie szybko i satysfakcjonująco wątku Północy Boltonów.
Tylko to zajmie kilka tygodni, wraz z dotarciem informacji do Aegona, to minimum miesiąc, a może nawet półtora albo dwa. Do tego czasu Sansa może zostać wdową po Hardyngu, zabić Petyra i zaręczyć z, a nawet wyjść za Aegona..
A co do argumentu o tym, że Doran musi pojsc pomoc Aegonowi…
To tak, musi, ale dlatego, że sam chce.
I dlatego, jesli tylko dowiedzie mu Arianne, że to Smok, Dorne ruszy do wojny, ani godziny wcześniej.
Czyli praktycznie zdecyduje Arianne. Notabene będzie miała całkiem dobrą okazję, żeby uwieść Aegona. Ktoś ma jeszcze wątpliwości kogo poślubi Aegon? 🙂
Tak 😀
A raczej nie zdziwiłby mnie jego ślub z nią, ale to nie wyklucza ślubu z Sansą. Arianne może umrzeć, albo być jedną z dwóch…
Poza tym śmiesznie by było, gdyby Arianne próbowała Aegona uwieść, a ten by albo kazał jej spadać na drzewo, albo zrobił z nią to co ona z Arysem.
Nie będzie żadnych dwóch. Nie zaakceptuje tego Wiara. Aegon Zdobywca to był wyjątek. A i tak tylko dlatego, że on już był żonaty z dwiema, gdy przeszedł na Siedmiu. Maegorowi już nie udało się tego powtórzyć.
Ale Aegon moze Sansę poslubić według obyczaju Starych Bogów – dla wiary będzie metresą, do przełknięcia, dla Północy żoną króla.
Wyjscie jest, ale osobiscie wątpię w podwojny ślub (a także slub z Arianne).
No niby może, ale nigdzie poza Północą taki ślub nie będzie się liczyć. A i w to wątpię, bo Starzy Bogowie i Siedmiu zdają się nie wchodzić sobie w drogę i szanować nawzajem swoje rytuały.
A czemuż to wątpisz w ślub z Arianne?
Aegon jeśli poślubi Sansę to dla jej mieczy i raczej nie obejdzie go, że ten ślub uznaje tylko Północ (i ew. Dorzecze) – skoro dostanie od nich miecze.
A co do Arianne, to poza argumentami racjonalnymi w samej historii, że ten ślub potrzebny mu nie jest, więc może lepiej się nie spieszyć, a poza tym nie wiemy nic o guście Aegona do panien (gdyby miało to się odbyć na kanwie płomiennego romansu i uwiedzenia króla, to Arianne musiałaby być w jego typie, jej podejście, że przecież jest przyszłą panią Dorne i może mieć każdego zostaje skonfrontowane z rzeczywistością na początku Wichrów, w jej próbie ponownego uwiedzenia Daemona Sanda), to nie pasuje mi to do sposobu w jaki jest tworzony cały wątek dornijski przez Martina oraz do motywacji samej Arianne.
1. Arianne musiałaby się zrzec Dorne dla Trystane’a, bo jako królowa Siedmiu Królestw nie mogłaby zostać panią Dorne (co jasno widzimy w jej rozmowie z Doranem gdy mówił jej o planie zaręczyn z Viserysem). Bycie żoną króla może nie być dla niej równie atrakcyjne co bycie panią samowładną całego jej dotychczasowego świata. Arianne dorastała myśląc, że chce jej ojciec zabrać Dorne i dać Quentynowi, a ona chciała temu zapobiec.
2. Cały wątek dornijski polega na tym, że Doran ma pewne plany, ale one biorą w łeb.
a) Ślub Viserysa z Arianne? – nie wyszło.
b) Ślub Quentyna z Deanerys w zamian – nie wyszło
c) mariaż Trystane’a z Myrcellą – nie wyszło
d) jakiekolwiek plany co do Myrcelii – też nie wyszło
e) zemsta Oberyna – niby wyszła, ale na ile to był plan Dorana?
f) Plany Arianne co do Myrcelli – klęska
Odnoszę wrażenie, że Martin w wątku dornijskim chce, by im się nic nie udawało tak jak oni chcą – więc jeśli Arianne zapragnie zostać Panią Westeros, coś powinno pokrzyżować jej szyki.
Ale przecież Sansa nie da Aegonowi żadnych mieczy! Mówiłem już o tym. Na Północy rządzą Boltonowie, a jedyną osobą która może im ją odebrać jest Stannis. I to on będzie decydował kto zasiądzie w Winterfell. Ale ktokolwiek by tam nie zasiadł to tylko jako wasal Stannisa.
Co do wątku Dorne nie zgadzam się kompletnie. Po pierwsze Arianne mogłaby nosić oba tytuły jednocześnie. Formalnie nie jest to zabronione w Westeros, choć byłoby niemile widziane z powodu koncentracji zbyt wielkiej władzy w jednym rodzie. Ale nawet gdyby musiała z tego zrezygnować z powodu oporu innych wielkich rodów, to i tak lepiej być królową niż jej poddaną. Po drugie nie wierzę absolutnie w to, że Doran pójdzie na wojnę za frajer, kiedy ma okazję zrobić córkę królową. Wątpię też, żeby wierzył, iż Aegon to naprawdę syn Elii. Ale pożyjemy zobaczymy.
Najwyraźniej nie może – bo Doran jasno stwierdza, że to dlatego Quentyn miał kiedyś zostać księciem Dorne, bo Arianne miała zostać królową Westeros.
A ja osobiście od bycia królową bez realnej władzy, wolałbym być księciem Dorne – pierwszą tam po królu, a nie figurą głównie reprezentatywną.
Plus tak jak pisałem – tu chodzi o odczucia Arianne, która przez lata myślała, że Dorne chcą jej odebrać. Gdyby wyborem była korona królowej, a Dorne, nie wiemy co by wybrała.
A co do mieczy Sansy – może i nie wniesie, ale ja jasno pisze, że to byłby powód poślubienia jej przez Aegona, bo to Aegon sądziłby, że jakieś miecze wniesie.
Jak powiedziałem – pożyjemy zobaczymy. Na razie to tylko gdybania. W odróżnieniu od innych zagadek PLiO, odpowiedź na tę powinniśmy poznać jeszcze za życia Martina. Wichry powinien zdążyć wydać. 🙂
Ja nie neguję faktu, że Arianne może poślubić Aegona. Tylko mówię, żę ten ślub ma złe podłoże polityczne. Bo można by mieć lepszy mariaż, który dałby Aegonowi więcej. Tylko on nie będzie o tym myślał, tylko o wdziękach Arianne.
I tak, Doran poleciałby pomóc Aegonowi, bez ślubu ze swoją córką bo mlałby w tym interes, o ile wierzy, że Aegon jest prawdziwy. Bo jeśli Aegon jest naprawdę synem Elii, to Doran nie potrzebuje już córki na tronie – bo jego krew płynie przez Aegona – o ile wierzy, że jest prawdziwy, a nie podstawiony. Viserys nie miał bliskiego pokrewieństwa krwi z Martellami, dlatego ślub z Arianne był oczywisty. Aegon już ma powiązanie krwi z Dorne poprzez Elię.
Aegon w chwili obecnej nie wie o mozliwosci slubu z Sansą, Arya ma męża, a Arianne jest sensowniejsza niż Daenerys w tym mlmencie.
A innych równie wysoko urodzonych panien nie ma na tę chwilę w Westeros (Shireen odpada, bo jest z obozu Stannisa, podobnie Cersei, zaś Asha jest w niewoli).
> Nie dała sobie odebrać Słowiczka, gdy Jon chciał wysłać go do Stannisa, a król do Lannisterów. Teraz nie dopuści, by Sansa zabrała Petyra.
Tak mi się zdaje czy miał to być ewentualny foreshadowing na przypadek wydania Wichrów Zimy I działań wskrzeszonego Johna ?